Reklama

Niedziela Przemyska

Ulmowie wiarę i miłość przypieczętowali krwią

Z Marią Szulikowską, autorką książek o sługach Bożych Rodzinie Ulmów, niezłomnną propagatorką Samarytan z Markowej, rozmawia ks. Zbigniew Suchy

Niedziela przemyska 17/2019, str. 4-5

[ TEMATY ]

rodzina Ulmów

Archiwum M. Szulikowskiej

Maria Szulikowska w czasie spotkania z młodzieżą

KS. ZBIGNIEW SUCHY: – Pani Mario! Zdecydowała się Pani na refleksję o rodzinie Ulmów, patrząc na tamte wydarzenia z perspektywy czasu. Czy może to Pani bliżej dookreślić?

MARIA SZULIKOWSKA: – Tragedia, jaka wydarzyła się 75 lat temu w Markowej, ma ciekawy wektor czasu: od ciszy, przez wyjście z milczenia po wydarzenia z Rodziną Ulmów w tle. Czas jest kanwą dla oczu, serca i umysłu, które – każde na swój sposób – poznaje Bohaterów, odkrywa ich piękno i znaczenie oraz promuje dorobek jak oszlifowany diament. Od pojęcia „zwyczajnej rodziny”, po słowa papieża Franciszka: „Niech ta rodzina Sług Bożych oczekujących na beatyfikację będzie dla wszystkich przykładem wierności Bogu, jego przykazaniom, miłości bliźniego oraz szacunku dla ludzkiej godności” – widać jak zmieniała się i dopełniała miara prawdy i miłości ukryta w życiu Ulmów.

– Po długim, jak to Pani określiła, czasie milczenia, prawda zaczęła coraz bardziej się ujawniać. Czy te pół wieku nie zmieniło perspektywy, czy nie „stępiło” ostrości heroizmu. Co współczesny, zwłaszcza młody człowiek może odczytać z ich życia i ofiary dzisiaj?

– To prawda, minęło pół wieku milczenia zanim świat zaczął dowiadywać się nie tylko o tragedii w Markowej, o heroicznej ofierze miłości do końca, z duchowym przesłaniem Rodziny Ulmów dla współczesnego świata. A cóż takiego mogą pokazać temu pokoleniu, wychowanemu na relatywizmie, tolerancji, a często bezbożności – pyta z przekąsem nowoczesny obywatel świata? Tyle że szyderczy uśmiech i wzruszenie ramion ignoranta może okazać się jedynie gestem hańbiącym mówiącego. Jeśli przyjąć, że promocja lewackiej propagandy ma za cel zmianę pojęcia i roli rodziny, to Ulmowie jawią się jako monolit wspólnoty życia i miłości. Józef i Wiktoria pobrali się 7 lipca 1935 roku i przez dziewięć lat małżeńskiego powołania z radością przyjęli sześcioro dzieci, siódme było w drodze. Kochali siebie, więc kochali nowe życie, jako najcenniejszy dar Boga. Dzieci są błogosławieństwem i dają rodzinie poczucie szczęścia, sensu i spełnienia.
Rodzina Ulmów przyjęła prawdę objawioną i wartości płynące z Dekalogu, Ewangelii, katechizmu i prawa naturalnego. To ostatnie nieco dziwi; ale kiedy się uwzględni ich pracę na roli, pasje: sadownictwa, pszczelarstwa, hodowlę jedwabników, uprawę warzyw – wtedy prawo Boga wpisane w naturę jawi się niczym kolejny fakultet. Jeśli dodać pasję fotografa, od zmontowania aparatu po tysiące zrobionych zdjęć, to powstanie obraz pracowitości tego człowieka. Dla Józefa Ulmy liczyła się nie tylko praca. Był społecznikiem zaangażowanym w wiele dzieł! Życzliwy, usłużny i radosny, lubił pomagać, a na jego pomoc zawsze można było liczyć. Słowa brata Władysława o Józefie: „krzywdy nikomu nie zrobili, to wiem na pewno” są pięknym świadectwem duchowej sylwetki i mocnego kręgosłupa moralnego Ulmów.

– Czy można powiedzieć, że Ulmowie to – posługując się określeniem papieża Franciszka – „święci z sąsiedztwa”, niejako reprezentanci wielu tysięcy polskich świętych, którzy zachowali się podobnie jak markowscy Słudzy Boży?

– Teraz wielodzietna rodzina zostaje wyniesiona wysoko na piedestał. Pierwszy raz w historii Kościoła beatyfikowana będzie cała rodzina: Józef, Wiktoria i ich siedmioro Dzieci! W takiej promocji widać „palec Boży”, bo niemiecki okupant chciał unicestwić Polaków za pomoc Żydom, a Pan Bóg pokazuje, że On jest sprawiedliwym sędzią, który poniża i wywyższa. Niemcom pozostała hańba „oprawców i zbirów”, a Ulmowie otrzymali Medal Sprawiedliwi wśród Narodów Świata; postawiono im pomnik, a otwarte Muzeum Polaków Ratujących Żydów nosi ich imię. Od dwóch lat w dniu ich śmierci 24. marca obchodzi się Narodowy Dzień Pamięci Polaków Ratujących Żydów. Chwałą i dumą napawa też Sad Pamięci, który nawiązuje do sadowniczej pasji Józefa i jerozolimskiego Muzeum Yad Vashem. Tablice upamiętniają 1500 miejscowości, w których Polacy wspomagali Żydów.

– Pani praca i dociekania nad markowską tragedią uczyniły Panią w jakiś sposób „ ich krewniaczką”. Czy można tak powiedzieć?

– Dziękuję Panu Bogu za spotkanie z Rodziną Ulmów. Wiele szczegółów usłyszałam od świadków, którzy pamiętają Józefa, Wiktorię ich Dzieci, dom, szkółkę, prace. Mogłam też dotknąć śladów, jakie zostawili na swojej ziemi ci, których Bóg powołał do niezwykłego świadectwa miłości. Drogi do chwały Sług Bożych nie da się zatrzymać, a im dalej dociera przekaz o ich heroicznej miłości bliźniego, tym więcej ludzi porusza historia ich życia opartego na powołaniu do miłości. Oni doskonale wypełnili zadanie na ziemi, a wiarę i miłość przypieczętowali krwią. Taka ofiara nie idzie w zapomnienie, bo na śladach krwi zawsze wyrasta pokolenie nowych świadków Chrystusa. Śmierć nie ma ostatniego zdania. Przyszłość należy do Boga, który jest miłością i miłosierdziem.

2019-04-24 09:01

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zapłacili życiem

Niedziela przemyska 12/2020, str. IV

[ TEMATY ]

wystawa

Rzym

rodzina Ulmów

Tomasz Leyko/UMWP

Samarytanie z Markowej – wystawa w Papieskim Uniwersytecie Urbanianum w Rzymie

Choć ich namawiano, wręcz zmuszano do „pozbycia się kłopotu”, ktoś inny doniósł. Zginęli razem z ukrywanymi żydowskimi lokatorami. Dziś Rodzina Ulmów kandyduje do chwały ołtarzy.

W nocy 24 marca 1944 r. do ich domu zapukali Niemcy. Najpierw zamordowali ukrywanych Żydów, a potem całą Rodzinę Ulmów, w tym Wiktorię, która była w stanie błogosławionym, i dzieci, z których najstarsze miało 8 lat, a najmłodsze 1,5 roku. Ulmowie stali się symbolem tych wszystkich rodzin, które w czasie wojny ryzykując życie, ukrywali Żydów.

Ulmowie stali się symbolem tych wszystkich rodzin, które w czasie wojny ryzykując śmierć, ukrywali Żydów.

Męczeńska śmierć

Pamięć ma to do siebie, że wraca do miejsc i zdarzeń, dlatego są wspomnienia i refleksje. 76. rocznica egzekucji w Markowej, tragiczna śmierć Rodziny Ulmów i przechowywanych przez nich Żydów to okazja, by powrócić do wydarzenia, ale by spojrzeć na nie w nieco innym świetle. Wspomnienie życia im nie przywróci. Nie zmieni ani nie osądzi niemieckich oprawców. Zostaje więc chwila zadumy nad Rodziną, która kandyduje do chwały ołtarzy.

„Ażeby z tej śmierci wyrosło dobro tak, jak z Krzyża Zmartwychwstanie” – słowa, które wypowiedział św. Jan Paweł II w Warszawie przy grobie bł. ks. Jerzego Popiełuszki – spróbujmy odnieść do Sług Bożych. Tragedia Golgoty okazała się zwycięstwem Jezusa w przestrzeni śmierci, grzechu i szatana. Męczeńska śmierć bł. Kapłana też niesie ważne przesłanie – „zło dobrem zwyciężaj”, więc podobnie jest albo będzie z Rodziną Ulmów.

Prawda o śmierci jest wspólna ludziom. Każdy, kto się urodził – umrzeć musi. Nie każda śmierć człowieka jest tragiczna; Jezus umarł na krzyżu, ks. Jerzy został porwany i umęczony, zdradzeni Ulmowie zginęli o świcie od kul niemieckich żandarmów. Krzyż Chrystusa okazał się bramą nowego życia, śmierć kapelana Solidarności – przebudzeniem i zjednoczeniem Polaków, a szczególnie ludzi świata pracy. Wobec powyższego rodzi się pytanie: jak patrzeć i jak oceniać śmierć Rodziny, która zginęła tylko dlatego, że mino surowego zakazu niemieckiego okupanta, jednak pomagała Żydom? Czy mogła się uratować? Mogła! Ale za jaką cenę? Musiałaby wypędzić lub zdradzić ośmioro przyjętych pod swój dach Żydów.

Osadzeni w Ewangelii

Codzienność Józefa i Wiktorii Ulmów była mocno osadzona w Ewangelii. Często są nazywani imieniem Samarytanie z Markowej, gdyż w odnalezionym egzemplarzu Nowego Testamentu, którym się posługiwali, przypowieść o Miłosiernym Samarytaninie mieli podkreśloną na czerwono, a obok dopisano ołówkiem: „TAK!”. Jeśli więc ze śmierci Rodziny Ulmów ma wyrastać jakieś dobro, to musi ona być mocno złączona z Ewangelią. Pan Jezus dla zobrazowania sprawy często używał przypowieści albo wykorzystywał konkretną sytuację, kiedy nauczał.

W kontekście Jezusowego pytania, Rodzinę Ulmów można by porównać do ubogiej wdowy, która wrzuciła do skarbony dwa pieniążki, całe swoje utrzymanie. Ulmowie należeli do ubogich tej ziemi. Niewielki kawałek roli wykorzystywali na własne utrzymanie i pomoc innym. Chętnie dzielili się zarówno wiedzą, jak i dobrami materialnymi, a ofiarując Żydom miejsce w swoim domu, oddali ten przysłowiowy ostatni grosz, bo za niedługo przyszła śmierć. Jeśli Pan Jezus pochwalił gest ubogiej wdowy, to z pewnością cenniejszym okazał się dar życia Rodziny Ulmów: „nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Ulmowie po prostu i zwyczajnie wpisali się w te ewangeliczne słowa.

Patroni tej ziemi

Znamiennym rysem Samarytan z Markowej jest prosta codzienność i skromne, najbardziej podstawowe potrzeby materialne, zaspakajane pracą rąk własnych. Ubogi dom, proste meble, zwykłe i niewyszukane rzeczy, są niczym ewangeliczne ziarnko gorczycy, co wrzucone w glebę wyrasta krzewem, w którym gnieżdżą się ptaki. Skromna, uboga Rodzina z Podkarpacia przez te 76 lat od śmierci urosła do takiej miary wielkości, że patronuje instytucjom i dziełom tej ziemi! Słudzy Boży zajmują należne im miejsce w przestrzeni publicznej. Ich sława rozchodzi się daleko poza granice rodzinnej miejscowości. Niemal każdego dnia do miejsca ich spoczynku przybywają pielgrzymi indywidualnie lub grupowo. Muzeum nazwane imieniem Rodziny Ulmów głosi chwałę polskich bohaterów, którzy nie bacząc na niebezpieczeństwo utraty życia, pomagali Żydom, skazanym jako naród na eksterminację. Nadto przekaz medialny wzbogaca świat informacji o historię życia i śmierci Rodziny Ulmów. Przesłanie Ulmów wzmacniają książki, filmy, reportaże, piosenki audycje radiowe oraz sympozja, koncerty i różne spotkania. Czyli „po całej ziemi ich głos się rozchodzi”.

Powołani do świętości

Jest jeszcze inna, również ewangeliczna i nader piękna karta Sług Bożych, to rodzina i liczne potomstwo! Słowa Pana Jezusa: „kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje”, Ulmowie zrealizowali po wielekroć. Przez dziewięć lat małżeństwa przyjęli kolejno sześcioro dzieci, a siódme było w drodze. Rodzicielska miłość i szacunek dla życia jest bodaj najcenniejszym klejnotem zrealizowanego wiernie chrześcijańskiego powołania do świętości. I choć tragiczna śmierć odebrała im życie, to w pamięci pokoleń pozostał obraz ich miłości, „która jest więzią doskonałości”, ale jest ona również przejawem tej mądrości, która z Boga początek bierze. „Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju” – mówi autor Księgi Mądrości (3. 1n), stwierdzając, że „dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka”.

Tak więc Rodzina Ulmów widziana przez pryzmat Ewangelii odsłania przed współczesnym pokoleniem swoje najgłębsze tajemnice i piękną kartę prostego życia opartego na dobrych wartościach i trwałych zasadach. Mija tyle lat od śmierci, a oni wciąż żyją w pamięci i dziełach sobie poświęconych.

Modlitwa o beatyfikację Sług Bożych Rodziny Ulmów z Dziećmi

Wszechmogący wieczny Boże, dziękujemy Ci za świadectwo heroicznej miłości małżonków Józefa i Wiktorii z dziećmi, którzy oddali swoje życie, ratując prześladowanych Żydów.

Niech ich modlitwy oraz przykład wspierają rodziny w chrześcijańskim życiu i pomagają wszystkim kroczyć prawdziwą drogą świętości.

Panie, jeśli jest to zgodne z Twoją wolą, racz łaskawie udzielić mi łaski, o którą Cię proszę przez ich wstawiennictwo i zalicz ich do grona Błogosławionych.

Przez Chrystusa Pana naszego.

Amen.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…


Informacje o otrzymanych łaskach prosimy przesyłać na adres:
Postulacja Sług Bożych Józefa i Wiktorii Ulmów Plac Katedralny 4a
PL 37-700 Przemyśl;
tel. + 48.16 678 66 94;
fax. +48.16 678 26 74
kuria@przemyska.pl

CZYTAJ DALEJ

Włosi protestują przeciw prawu o „homotransfobii”

2020-07-11 19:17

[ TEMATY ]

Włochy

LGBT

pixabay.com

W 32 włoskich miastach odbywają się dzisiaj manifestacje przeciwko projektowi kontrowersyjnego prawa o tak zwanej homotransfobii. Organizują je organizacje prorodzinne, a także niektóre wspólnoty protestanckie. Biskupi katoliccy wypowiedzieli się przeciwko temu prawu już w czerwcu. Manifestacje odbywają się pod hasłem: „pozostańmy wolni”, bo nowe prawo uderza w różne aspekty wolności człowieka, przede wszystkim w wolność słowa.

Do sześciu lat więzienia za stosowanie lub podżeganie do przemocy, do półtora roku więzienia za dyskryminację LGBT, a także możliwość nałożenia kar dodatkowych, jak odebranie prawa jazdy i paszportu, zakaz wychodzenia z domu po pewnej godzinie czy nakaz odbycia prac społecznych na rzecz organizacji gejowskich - tak drastyczne kary przewiduje forsowany przez lewicowo-populistyczny rząd projekt prawa przeciwko homotransfobii.

W rzeczywistości nie chodzi tu o obronę osób z zaburzeniem tożsamości płciowej, bo - jak podkreślają włoscy biskupi - środowiska te są dostatecznie chronione przez istniejące już prawodawstwo. Chodzi tu raczej o narzucenie swego światopoglądu innym. Jak piszą organizatorzy manifestacji, jeśli prawo to wejdzie w życie, nie będzie się można sprzeciwiać tak zwanym małżeństwom jednopłciowym czy rodzeniu dla nich dzieci przez wynajęte kobiety. Rodzice nie będą mogli chronić swych dzieci przed szkolnymi kursami ideologii gender, a kapłani wyjaśniać chrześcijańskiej wizji rodziny. Fotograf czy cukiernik nie będzie mógł odmówić swych usług parze jednopłciowej. Według niektórych analiz prawnych, nawet rektorowi seminarium trudno będzie wyrzucić kleryka ze skłonnościami homoseksualnymi. Nowe prawo grzeszy bowiem brakiem precyzji. Nie definiuje, na czym polega przemoc czy podżeganie do przemocy, ale przewiduje za to nadzwyczaj surowe kary.

Lipiec to nie jest we Włoszech najlepszy czas na manifestacje. Nie sprzyjają temu bezlitosne już upały. Obrońcy rodziny i wolności słowa postanowili jednak wyjść na ulice, ponieważ w pracy nad nowym prawem zapanował niewytłumaczalny pośpiech. Choć Włochy są pogrążone w największym od czasów wojny kryzysie, parlament traktuje walkę z homotransfobią jako swój główny priorytet. Istnieją obawy, że zostanie ono przeforsowane jeszcze przed wakacyjną przerwą.

CZYTAJ DALEJ

Tygodniowy odpust ku czci św. Szymona

2020-07-11 21:37

archiwum Niedzieli

W najbliższą niedzielę, 12 lipca w Lipnicy Murowanej rozpocznie się tygodniowy odpust ku czci św. Szymona.

Jak informuje proboszcz lipnickiej parafii, ks. Mariusz Jachymczak, podczas codziennych nabożeństwo Słowo Boże będzie głosił bernardyn, o. Samuel Węgrzyn OFM. Tygodniowe cykliczne wydarzenie ma swój ustalony porządek. Szczegóły można poznać na stronie; http://www.parlipnicam.tarnow.opoka.org.pl/

Na poszczególne dni, na Msze św. rozpoczynające się o godz. 19.00 w kościele parafialnym, w sposób szczególny są zaproszeni;  w poniedziałek – nauczyciele i pracownicy oświaty, we wtorek- młodzież, w środę -  róże różańcowe, w czwartek - rodzice z dziećmi, a w piątek - służby mundurowe, w tym: policja, strażacy OSP i PSP, służba więzienna. Odpustowe dni zakończy tradycyjnie o 21.00 Apel Szymonowy.

Centralna uroczystość odbędzie się w niedzielę 19 lipca. Rozpocznie się o godz. 10. 45 procesją z kościoła św. Szymona do ołtarza polowego, gdzie zostanie odprawiona Msza św. odpustowa, której będzie przewodniczył i homilię wygłosi bp Andrzej Jeż. - Święty Szymon jest przykładem silnej wiary i patronem w czasie epidemii, dlatego za Jego przyczyną prośmy o ustanie epidemii na całym świecie i powrót do zdrowia dla wszystkich chorych – apeluje ks. Mariusz Jachymczak i przypomina wypowiedź Benedykta XVI, który podczas Mszy św. kanonizacyjnej mówił o lipnickim świętym: „Nowy święty, Szymon z Lipnicy, wielki syn ziemi polskiej i świadek Chrystusa o duchowości św. Franciszka z Asyżu, żył w odległych czasach, ale właśnie dziś jest dany Kościołowi jako aktualny wzór chrześcijanina, który – zainspirowany duchem Ewangelii – gotów jest oddać życie za braci (...) Św. Szymon był miłosierną miłością, którą czerpał z Eucharystii, nie ociągał się z niesieniem pomocy chorym dotkniętym zarazą…”

Św. Szymon wybrał życie klasztorne u Braci Mniejszych św. Franciszka z Asyżu pod Wawelem, nazwanym od tytułu kościoła św. Bernardyna ze Sieny – konwentem bernardynów. Przez lata o. Szymon był kaznodzieją na krakowskim Stradomiu. Oprócz prac kaznodziejskich zajmował się też m.in. ręcznym przepisywaniem dzieł teologicznych, potrzebnych w kaznodziejstwie. Zmarł 18 lipca 1482 r. w Krakowie, podczas zarazy, która w tym czasie dziesiątkowała mieszkańców miasta. Szymon zaraził się, wyszukując chorych, aby przyjść im z pomocą. Ze względu na szerzącą się epidemię został pochowany w tym samym dniu, w kilka godzin po swojej śmierci, w kościele klasztornym pod wielkim ołtarzem.

W czasie trwającej obecnie pandemii wiele osób modli się za wstawiennictwem św. Szymona o potrzebne łaski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję