Reklama

Jasna Góra

Królowo Polski - przyrzekamy!

W tym roku obchody uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej i poprzedzające ją przygotowania miały wyraźne odniesienie do Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego, napisanych w 1956 r. przez więzionego w Komańczy prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego. Tekst tych Ślubów papież Jan Paweł II nazwał „Polską Kartą Praw Człowieka”

W jedno z największych świąt maryjnych 26 sierpnia br. polscy biskupi poświęcili tablicę Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego, umieszczoną przed wejściem do Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej. - Tablica stanowi wotum wdzięczności Matce Bożej, złożone przez Instytut Prymasa Wyszyńskiego w 70. rocznicę jego powstania oraz służby Kościołowi i Ojczyźnie - powiedziała Stanisława Grochowska, odpowiedzialna generalna Instytutu.

Z Komańczy na Jasną Górę

Fakt uroczystego poświęcenia tablicy z tekstem Ślubów stanowi publiczne przypomnienie programu odnowy moralnej Narodu polskiego, a jednocześnie naszych zobowiązań wynikających ze Ślubów. Gdy były one uroczyście składane na Jasnej Górze 26 sierpnia 1956 r. przez milionową rzeszę Polaków, prymas Polski kard. Stefan Wyszyński przebywał jeszcze w Komańczy jako więzień reżimu komunistycznego. Mszę św. na Szczycie Jasnogórskim odprawiano wtedy z hostii, którą przysłał z miejsca swojego odosobnienia, a pusty fotel z biało-czerwonymi kwiatami był znakiem jego obecności i nieobecności. W tamtym historycznym dniu Maryja w swym Cudownym Obrazie wyszła z Kaplicy na wały jasnogórskie, aby przyjąć ślubowania Narodu. Rotę Ślubów odczytał bp Michał Klepacz, pełniący obowiązki przewodniczącego Episkopatu Polski. Sam Ksiądz Prymas również składał Śluby, ale 10 minut wcześniej w Komańczy, w obecności jedynie Marii Okońskiej, założycielki Instytutu Prymasa Wyszyńskiego.

Na progu Kaplicy

Teraz, gdy minęło ponad pół wieku od tamtego ślubowania Narodu, chwila odsłonięcia na Jasnej Górze tablicy z tekstem Ślubów nabrała wyjątkowego wymiaru również dlatego, że uczestniczyli w tym wydarzeniu ludzie-legendy: o. Jerzy Tomziński, który w 1956 r. był przeorem Jasnej Góry i odwiedzał uwięzionego Prymasa, oraz Maria Okońska, która 56 lat temu potajemnie, narażając się komunistycznym władzom, przywiozła tekst Ślubów z Komańczy na Jasną Górę.
Podczas uroczystości poświęcenia tablicy obecny przeor Jasnej Góry o. Roman Majewski podziękował uczestniczącym w uroczystości członkiniom Instytutu Prymasa Wyszyńskiego za to, że zabezpieczają i upowszechniają dziedzictwo Prymasa Tysiąclecia, m.in. w Domu Pamięci Stefana Kardynała Wyszyńskiego, znajdującego się w Częstochowie tuż przy jasnogórskich murach. Ojciec Przeor zastanawiał się, co miałby nam dziś do powiedzenia wielki prymas Wyszyński. Zauważył, że tablica z tekstem Ślubów umieszczona na jasnogórskich murach to wyryty w spiżu polski rachunek sumienia dla naszego pokolenia i dla tych, którzy przyjdą po nas. Ta tablica jest podpowiedzią, co trzeba czynić, gdy w nas samych i wokół nas coraz więcej jest bałaganu i niepokoju. Zaapelował, aby Śluby złożone przez Polaków zobowiązywały nas do budowania prawych polskich sumień. Ceremonii poświęcenia tablicy dokonał abp Józef Kowalczyk, prymas Polski.

Reklama

Spełnia się pragnienie Prymasa Tysiąclecia

Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński na ostatnim etapie swojego ziemskiego życia powiedział: „Klękam na progu Kaplicy Cudownego Obrazu i chcę tu pozostać, żeby wszyscy mnie potrącali”. Można powiedzieć, że w pewnym sensie spełnia się jego pragnienie właśnie teraz, kiedy tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego już na zawsze został umieszczony przed wejściem do Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej. Warto w tym kontekście przypomnieć, że przed bramą Jasnej Góry od lat znajduje się inny wymowny ślad - to pomnik Prymasa Tysiąclecia zatopionego w modlitwie, pokornie klęczącego na pielgrzymiej drodze do sanktuarium, o którego ocierają się, jak gdyby „potrącając” go, pątnicy będący już prawie u celu swojego pielgrzymowania do Matki.

Program moralnego odrodzenia

Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński był nieustannie w drodze na Jasną Górę. Spędził tutaj 603 dni swojego życia. Wraz z kard. Karolem Wojtyłą, przyszłym papieżem, przecierał Narodowi drogę do Matki Bożej, a w tekście Ślubów zawarł program moralnego odrodzenia, aktualny dzisiaj tak samo jak w historycznym dniu 26 sierpnia 1956 r. I nie trzeba wymyślać nowych programów na uzdrowienie polskiej rzeczywistości, gdy mamy Śluby powstałe z natchnienia Bożego, spisane przez człowieka, który mógł powiedzieć: „Kocham Ojczyznę bardziej niż własne serce”. Musimy jednak pamiętać o zobowiązaniach naszych przodków, którzy obiecali wierność Bogu, Krzyżowi i Ewangelii. Potrzebne jest nasze ciągłe ponawianie Jasnogórskich Ślubów oraz wypełnianie ich w życiu indywidualnym, a także narodowym.
Teraz o Jasnogórskich Ślubach Narodu Polskiego będziemy sobie zawsze przypominać na progu Kaplicy Cudownego Obrazu, czytać je i modlić się nimi. I oczywiście pamiętać o nich po powrocie do naszej codzienności.

A to Polska właśnie

Tablica Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego została przytwierdzona do muru sanktuarium obok tablicy przypominającej złożenie w 1979 r. przez Ojca Świętego Jana Pawła II Aktu Zawierzenia Jasnogórskiej Maryi Polski i Świata. Tak więc pojawiły się obok siebie znaki przypominające wielkich narodowych przewodników i proroków naszej epoki - bł. Jana Pawła II i sługę Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, którzy wytrwale prowadzili Naród drogą maryjną. A na innej ścianie jasnogórskiego dziedzińca jest jeszcze trzecia tablica: to Epitafium Smoleńskie, upamiętniające polską elitę tragicznie utraconą w katastrofie lotniczej, jaka miała miejsce w drodze do Katynia delegacji podążającej z Prezydentem RP na czele. Dziedziniec przed Kaplicą Cudownego Obrazu Matki Bożej gromadzi więc nie tylko rzesze rozmodlonych pielgrzymów, ale również coraz więcej narodowych treści. Pozostaje nam zatrzymać się przed tymi murami i czytać treści na przytwierdzonych do nich tablicach. Aż wyrywają się słowa: „A to Polska właśnie!”. Stąd do Maryi już tylko krok.

Reklama

Na Szczycie Jasnej Góry Zwycięstwa

Obchodzona 26 sierpnia uroczystość Najświętszej Maryi Panny Jasnogórskiej ma przede wszystkim charakter dziękczynienia za szczególną rolę Maryi w dziejach Narodu. To największy odpust w Sanktuarium Jasnogórskim. Główną Mszę św. odpustową poprzedziła modlitwa „Wypełniamy Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego”, prowadzona przez o. Kamila Szustaka. 80 tys. uczestników Liturgii modliło się o przyjazd Benedykta XVI do Polski oraz o rychłą kanonizację bł. Jana Pawła II i beatyfikację sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. Przewodniczący Eucharystii prymas Polski abp Józef Kowalczyk wezwał także do modlitwy, by przesłanie do narodów Polski i Rosji podpisane 17 sierpnia 2012 r. przyczyniło się do zbliżenia narodów Polski i Rosji oraz Kościołów katolickiego i prawosławnego. Wraz z Prymasem Polski Liturgię koncelebrowało wielu hierarchów, m.in. abp Józef Michalik i abp Wacław Depo, który wygłosił kazanie. Obecny był także abp Marek Solczyński - nuncjusz apostolski w Gruzji, który przybył z okazji swoich prymicji biskupich.
Słowa powitania do zgromadzonych na błoniach jasnogórskich pielgrzymów skierował o. Izydor Matuszewski, generał Zakonu Paulinów. Przypomniał, że Jasnogórskie Śluby Narodu, których autorem jest kard. Stefan Wyszyński, poruszają wielkie sprawy religijności, moralności i etyki społecznej Polaków. - Dziś dostrzegamy wciąż nowe problemy moralne oraz cierpienia społeczne, z którymi trzeba podjąć walkę, a przede wszystkim przyjść z pomocą potrzebującym, leczyć, nieść nadzieję - mówił o. Matuszewski. - Są to m.in.: plaga różnych uzależnień, wyuzdanie seksualne świadomie rozbudzane, ogromne bezrobocie i ślepa ucieczka z Ojczyzny w poszukiwaniu pracy i lepszej płacy, społeczna bezduszność i polityczna arogancja grup, którym zależy w Polsce jedynie na słowach, oraz kryzys życia rodzinnego. Jakże brak nam czystych rąk, prawych sumień i oddanych sprawie Ojczyzny umysłów. To wszystko trzeba leczyć, żeby w Polsce nie umarła nadzieja - podkreślał Generał Zakonu Paulinów.

Zaproszenie do szkoły ewangelicznego radykalizmu

Abp Wacław Depo w wygłoszonym kazaniu apelował o żywą wiarę w Narodzie polskim. Nawiązując do odczytanej Ewangelii o weselu w Kanie Galilejskiej, stwierdził, że Kana to dom i szkoła modlitwy, która czyni cuda. Zwrócił uwagę, że duchowość maryjna nie kończy się na „zapatrzeniu w Maryję”, ale zobowiązuje do życia zgodnego z Ewangelią Jej Syna, dlatego - jak zaznaczył - jest to szkoła ewangelicznego radykalizmu. Mówił: - Maryja, podobnie jak Jezus, stawia trudne wymagania. Podkreślał, że w Ewangelii nie można przebierać, czyniąc z niej „wybiórcze chrześcijaństwo”. Przestrzegał: - Nie można przyjąć jedno, a drugie odrzucić, bo już jest za stare i nie pasuje do lansowanego kompromisu. Zachęcał do dobrowolnego wyboru Chrystusa i przylgnięcia do Niego na wzór Maryi. Zwrócił uwagę, że nadal zadaniem wierzących jest rozpoznawanie prawdy o Chrystusie i opowiadanie się po Jego stronie w codziennym życiu.
- Maryja jest żywą pamięcią Kościoła na ziemiach polskich - mówił dalej abp Depo. - Pamięć maryjna to nie tylko zapis historycznej przeszłości, lecz także - obok umysłu i woli - trzecia siła duchowa człowieka.
Nawiązując do Jasnogórskich Ślubów Narodu, abp Depo powiedział: - W ślubowaniach jasnogórskich nie chodzi o jeszcze jeden piękny tekst, o dokument i pamiątkę historyczną, ale chodzi o to, aby każde słowo przyrzeczeń weszło głęboko w nasze serca, żeby było wypisane żywym palcem Bożym na każdym drgnieniu serca.

Ponowienie przymierza Narodu z Matką Bożą

Po modlitwie powszechnej abp Józef Kowalczyk wypowiedział Jasnogórskie Śluby Narodu, włączając do nich aktualne wezwania. Powierzył opiece Matki Bożej ludzi chorych i niepełnosprawnych, a także bezdomnych, opuszczonych i samotnych oraz dzieci ulicy. Ogarnął modlitwą tych, którzy cierpią fizycznie i duchowo: rozbite rodziny, ludzi bezrobotnych, zniewolonych różnego rodzaju uzależnieniami, a także ludzi doznających niesprawiedliwości. Prosił Maryję, by wspierała Polaków w roztropnym i mądrym korzystaniu z wolności, która zawsze powinna łączyć i budować, a nigdy dzielić. - Powierzamy Ci naszą nadzieję na skuteczną odnowę naszego Narodu - dodał i modlił się, abyśmy nie ulegli destrukcyjnej presji relatywizmu moralnego. Modlił się też, aby Polacy potrafili odczytywać znaki czasu oraz rozumieć wyzwania nowej rzeczywistości historycznej, społecznej i gospodarczej, aby umieli mądrze i roztropnie na nie odpowiadać postawą i czynem. - Pomagaj w okazywaniu solidarności ludziom dotkniętym różnymi kataklizmami. Ucz nas powierzać władzę osobom uczciwym, o prawym sumieniu - osobom godnym, kompetentnym i odpowiedzialnym, zatroskanym o budowanie wspólnego dobra, jakim jest Ojczyzna - prosił Matkę Bożą prymas Józef Kowalczyk.

Jestem, pamiętam, czuwam

Na program jasnogórskich uroczystości Matki Bożej Częstochowskiej złożyły się także popołudniowa Droga Krzyżowa na wałach jasnogórskich i modlitwa różańcowa. Wieczornej Mszy św. przewodniczył i kazanie wygłosił abp Wacław Depo. Podziękował też Ojcom Paulinom za to, że Jasna Góra jest Konfesjonałem Narodu, który prowadzi nas do Ołtarza Ojczyzny.
Podsumowaniem uroczystego dnia był Apel Jasnogórski pod przewodnictwem o. Sebastiana Mateckiego - podprzeora Jasnej Góry, w którym Polacy wypowiedzieli swoje: „Jestem, pamiętam, czuwam”, będące syntezą zobowiązań zawartych w Jasnogórskich Ślubach Narodu sprzed 56 lat, które stanowią niezmiennie program życia dla Polaków również dziś.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kardynał Wyszyński: wielki i normalny - rozmowa z ks. Bronisławem Piaseckim, osobistym sekretarzem Prymasa

2020-07-14 13:44

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

rozmowa

Bożena Sztajner/Niedziela

Kardynał Wyszyński był jednocześnie wielki i normalny - wspominał w majowej rozmowie z KAI ks. prałat Bronisław Piasecki, który zmarł dziś rano we Włoszech w wieku 79 lat. Osobisty sekretarz Prymasa Polski i wicepostulator w procesie jego beatyfikacyjnym mówił m.in. o tym, co zawdzięcza spotkaniu z kard. Wyszyńskim.

Przypominamy treść wywiadu, który został opublikowany w serwisie KAI 28 maja br.

Tomasz Królak (KAI): Księże Prałacie, prymas Wyszyński to dla ludzi średniego i starszego pokolenia postać pomnikowa, wielka, legendarna. Jak pomnik zachowywał się na co dzień?

Ks. prałat Bronisław Piasecki: - Prawdziwa wielkość to skromność i prostota. On był skromny do tego stopnia, że niekiedy wręcz nieśmiały. Ale wiedział, jak działa na innych, bo sam kilka razy słyszałem, jak mówił: mój autorytet ciąży rozmówcy.

KAI: Miał tego świadomość.

- Tak, dlatego tym bardziej starał się być jak najbardziej prosty, zwyczajny i nie onieśmielać, a wręcz zachęcać rozmówcę do rozmowy. Kiedy w 1974 r. przyszedłem do pracy w Domu Arcybiskupów Warszawskich zapytałem, co będzie należało do moich obowiązków. Odpowiedział: będziesz w moim imieniu na progu tego domu przyjmował wszystkich wchodzących. Nie wszystkim uda się załatwić sprawę, ale każdy ma być wysłuchany i uszanowany, żeby wychodził stąd z poczuciem godności. Tak mnie instruował.

Po kilku dniach, kiedy już trochę ochłonąłem, poprosiłem: księże prymasie może jakiś dekret nominacyjny, żeby pozostał w archiwum rodzinnym?... Spojrzał na mnie ciepło i powiedział: w tym domu jest się i pracuje na zaproszenia, a nie "z dekretu". Myślę, że to bardzo dobrze go charakteryzuje.

W domu, przy stole podawał sąsiadowi wazę z zupą czy półmisek, nalewał herbatę, żartował. Bardzo chciał tworzyć klimat bliskości. O sprawach biurowych czy tym podobnych nie rozmawiało się przy stole. Tu panowała prywatność, rodzinność.

KAI: Towarzyszył mu Ksiądz także w czasie wakacji.

- Kiedy graliśmy w piłkę, to on sam co prawda nie grał, ale chętnie nam ją podawał, kiedy potoczyła się poza boisko.

KAI: Uczestniczył w zabawie?

- Oczywiście! To były takie drobne gesty, którymi mówił: tu też jestem z wami. Nigdy żadnego wywyższania się, to było księdzu Prymasowi obce.

KAI: Czy nie odnosi Ksiądz wrażenia, że rola, jaka przypadła kard. Wyszyńskiemu - prawdziwego przywódcy narodu, na tle komunistycznych pierwszych sekretarzy, którzy byli oczywistymi uzurpatorami - przysłoniła Wyszyńskiego - człowieka, kogoś, kto "po prostu" zawsze chciał być wierny Ewangelii?

- Władza w Polsce nie pochodziła od suwerena – narodu, lecz była z importu, z Moskwy. Nie miała umocowania społecznego, tylko zewnętrzny, moskiewski nadzór.

Słynne "non possumus" Prymasa było odpowiedzią na dekret rządu z 9 lutego 1953 r. o obsadzaniu stanowisk kościelnych. Największą karierę urzędnicy robili na walce z Kościołem. To było uciążliwe dla Kościoła, bo urzędnik z Urzędu ds. wyznań w Poznaniu w tej samej sprawie decydował odwrotnie niż urzędnik w Krakowie. Prymas proponował jakąś regulację, żeby strona kościelna miała do czego się odwołać (bo pamiętajmy, że po wojnie konstytucję przyjęto dopiero w 1952 r.).

Rząd zgodził się na porozumienie w kwietniu 1950 r., oczywiście licząc na to, że będzie to punkt wyjścia do podporządkowania sobie Kościoła. Niecałe trzy lata później uchwalono wspomniany dekret. Najkrócej mówiąc polegał on na tym, że biskupów mianuje premier, a proboszczów wojewoda. Możemy sobie wyobrazić istnienie Kościoła w takich "normach"...

Cztery miesiące po dekrecie, 4 czerwca 1953 r., odbyła się w Warszawie procesja Bożego Ciała. W latach powojennych na tę uroczystość przyjeżdżało wielu ludzi z całej Polski, 80-100 tys., bo chcieli posłuchać Prymasa. I wtedy, przemawiając przed fasadą kościoła św. Anny, powiedział wobec "ludu pracującego miast i wsi" (jak komuniści określali naród): "non possumus" - „nie możemy pozwolić”, bo to jest ingerencja w kanoniczną strukturę Kościoła. Odwołał się do ludzi, narodu, suwerena. To te słowa stały się przyczyną aresztowania Prymasa. Wcześniej słano protesty i petycje, ale władza nic sobie z tego nie robiła. Prawdziwie groźne okazało się odwołanie się do narodu.

Kiedy po uroczystości przyjechał do domu, powiedział: Nie wiadomo, czy aresztują mnie przede wakacjami czy dopiero po.

KAI: Pełna świadomość.

- Przemawiał z pełnym przekonaniem, jakie to może mieć konsekwencje, ale nie robił tego, by prowokować, ale jasno zaprezentować swoje przekonania.

Przyjechali... po wakacjach, 25 września, tuż przed północą. Pułkownik, który dowodził grupą operacyjną odczytał postanowienie rządu podpisane przez Cyrankiewicza, że: "Ze względu na szkodliwość działania wobec Polski zostaje odsunięty od urzędu arcybiskupa w Gniezna i Warszawy oraz izolowany".

Kilka miesięcy po wyjściu z więzienia spotkał się z Gomułką. Rozmawiał z nim zresztą kilka razy. Za którymś razem dyskutowali do czwartej nad ranem. Gomułka, co sam słyszałem od Prymasa, oświadczył: „Jeszcze 20 lat i problem Kościoła w Polsce przestanie istnieć. Na co Kardynał odpowiedział: „Panie sekretarzu, 20 lat w Polsce to wy jesteście, a Kościół jest tu tysiąc lat.”

KAI: Ktoś, kto rzuca wyzwanie wszechpotężnej i - mogłoby się wydawać wówczas - wiecznej władzy, w oczach narodu staje się pomnikiem. Zwykli ludzie mogli czuć się maleńcy...

- Trzeba pamiętać, że w 1950 r. Prymas szukał kontaktu z władzą. Podpisane wówczas porozumienie okazało się jednak nietrwałe. Ratunkiem dla zagrożonego Kościoła był naród, więc wypowiadając w 1953 r. "non possumus" odwołał się do narodu. Nie po to, żeby walczyć z władzą, ale żeby Kościół mógł działać i wypełniać swoją misję zbawczą.

Użył pan, w odniesieniu do władz słowa "uzurpatorzy. Lepiej byłoby nazwać ich figurantami. Uzurpator musi być jakoś umocowany, a oni nie byli decydentami, lecz odbiorcami decyzji płynących z Moskwy.

Kościół i jego przywódca był zawsze z narodem i bardzo starał się, żeby ludzie mieli tego świadomość. Ale, uwaga, naród to nie tylko "Solidarność". Naród to i ludzie "Solidarności" i ludzie partii, PZPR-u.

Pamiętamy przecież, jak w sierpniu 1980 r. "Solidarność" oczekiwała od Prymasa jednoznacznego poparcia. Tymczasem on mówił o narodzie, nie o "Solidarności". Niektórzy oceniali, że: "Staruszek nie wie, o czym mówi", że się "rozminął z nastrojami", itd. A on pojmował to inaczej i tu widzę jego geniusz: po prostu naród to Polacy, wszyscy. Także ten, który jest uwikłany, złamany lub z jakiejkolwiek innej racji jest po tamtej stronie.

Prawdziwym reprezentantem suwerena, czyli narodu był Kościół, a w Kościele - prymas. Dlatego, o czym się nie mówi, a czego byłem świadkiem, wszyscy ambasadorzy państw zachodnich, rozpoczynając misję w Polsce, składali wizytę Prymasowi. Po pięciu latach, bo zazwyczaj tyle trwała ich kadencja, przed wyjazdem przybywali, żeby się pożegnać, bo dla nich to on reprezentował polski naród.

Kiedy we wrześniu 1967 r. przyjechał do Polski generał de Gaulle, chciał spotkać się Prymasem. Ale w niedzielę, gdy miało do tego dojść, władze uniemożliwiły to, "wywożąc" generała do Gdańska. To dobitnie pokazuje, jak kard. Wyszyński był odbierany za granicą i co znaczył dla świata.

Liberalni katolicy mieli mu za złe, że rozmawia tylko z pierwszym sekretarzem i z premierem. Tak, on tego bardzo przestrzegł. Mówił: Jeśli nie dopilnuję, to mi każą rozmawiać z dzielnicowym i wtedy nic nie załatwię. Nie robił więc tego z poczucia wielkości. To był po prostu przejaw pragmatyzmu i zdrowego rozsądku.

KAI: Co nam dziś, w zupełnie innych czasach, mówi kard. Wyszyński? Jakie wątki jego nauczania czy postawy w ogóle wydają się dziś najbardziej aktualne?

- Myślę, że ciągle aktualne pozostaje to, co podkreślał za życia: Człowiek, naród i Kościół. Człowiek, a więc szacunek dla drugiego. Każdy człowiek kocha, chce być kochany, cierpi, ma nadzieję... Wielkim zadaniem także na dziś jest autentyczne budowanie narodu i Kościoła. Poza tym: troska o rodzinę.

Moskwę zastąpiła dziś Bruksela, stąd deficyt polskości.

KAI: Myśli Ksiądz, że kard. Wyszyński zwracałby dziś uwagę na pogłębianie świadomości narodowej i troskę o zachowanie polskiej tożsamości?

- Z pewnością. Śluby narodu z 1956 r. zrodziły pierwszą solidarność Polaków. Na Jasną Górę przyjechało wtedy ponad milion pielgrzymów. Na dworcu kolejowym w Warszawie nie sprzedawano biletów do Częstochowy, jeden z biskupów w drodze z Warszawy był zatrzymywany siedem razy. Jak zebrał się tam ten milion, z całego kraju? I tam Polacy rozpoznali się po raz pierwszy: jesteśmy razem. A Śluby były skierowaną do wszystkich Polaków, zachętą do gruntownej refleksji wokół takich pojęć, jak: człowiek, osoba, rodzina, społeczeństwo, etyka, moralność, praca, odpowiedzialność.

KAI: A obchody milenijne były dobitną "powtórką".

- Tak, inspiracją dla obchodów tysiąclecia chrztu Polski były Śluby zorganizowane 10 lat wcześniej. Cały projekt moralnej odnowy narodu w "formie" dziewięcioletniej nowenny, dał Kościołowi program duszpasterski. To była nie tylko pobożność, ale i formacja. Dalszym etapem tej formacji był program Społecznej Krucjaty Miłości, zawarty w 10 punktach i impuls do budowania cywilizacji miłości.

KAI: Zastanawiamy się dziś często nad tym, co epidemia powiedziała o naszym Kościele oraz jaki będzie po jej ustaniu. Jak patrzyłby na to kard. Wyszyński?

- Pandemia w dramatyczny sposób obnażyła myślenie niektórych ludzi Kościoła. Zamknąć kościół? Uciec, schować się...

KAI: Sugeruje Ksiądz, że Prymas Wyszyński reagowałby na zagrożenie epidemiczne inaczej? Wobec tego jak?

- Oczywiście, że inaczej, bo przecież człowiek jest zagrożony! A kto ma być blisko przy takim człowieku? Lekarz i kapłan!

KAI: Kościół się wystraszył?

- Przypomnę tylko co powiedział kilka dni temu prezydent Trump: w Stanach Zjednoczonych sklepy alkoholowe są otwarte, kliniki aborcyjne czynne, a kościoły wszystkich wyznań zamknięte. W Polsce na Wielkanoc w świątyniach obowiązywał limit pięciu osób.

KAI: A jak postrzega Ksiądz obecność myśli kard. Wyszyńskiego w przestrzeni publicznej? Czy potrafimy z niego czerpać - w życiu indywidualnym, w Kościele, w życiu społecznym, w praktyce politycznej?

- Dwa pokolenia Polaków, a może nawet trzy, wychowano w atmosferze walki klas. Nie zastanawiano się nad tym, jak pomnożyć dobro wspólne i dobro indywidualne, a cały wysiłek był skierowany na to, jak zabrać temu, kto ma, o ile jeszcze miał. Jakie to krótkowzroczne! Po kilkudziesięciu latach społeczeństwo nie miało już nic lub prawie nic. Całe dobro wspólne przejęła wąska grupa oligarchów. Dlatego Kardynał opracował Społeczną Krucjatę Miłości, która wyrosła z obchodów milenijnych.

KAI: Pierwszy punkt Krucjaty brzmi: "Szanuj każdego człowieka, bo Chrystus w nim żyje. Bądź wrażliwy na drugiego człowieka, twojego brata (siostrę)". Gdyby choć część spuścizny Kardynała była traktowana poważnie, to chyba żylibyśmy w innej Polsce?

- Przecież i dziś wciąż mówimy o walce, a nie o szukaniu wspólnego dobra i budowaniu tego, co będzie służyło przyszłym pokoleniom. Zamiast tego rozgrywamy wszystko partyjnie. Powróciła walka klas.

KAI: A wskazania Prymasa Wyszyńskiego?

- Cóż, one przecież są, można ich słuchać, można je przeczytać. Ale nie robimy tego. Dlaczego? Dlatego, że utknęliśmy w walce klas. Najwyższą wartością społeczną jest dobro wspólne, ale nim nikt się nie przejmuje. Liczy się interes grupy. Mnie się wydaje, że społeczeństwo myśli prawidłowo, problem tkwi w stylu myślenia oligarchii politycznej. Ludzie mają naturalny zmysł wartościowania, wyczuwają, co jest dobre, a co złe, na czym trzeba się skoncentrować, co można poświęcić dla większego dobra, itd. Natomiast media zostały zdominowane przez interesy polityczne i jest to, co jest.

KAI: Może to, że czas oczekiwania na beatyfikację kardynała Wyszyńskiego nam się wydłużył powinniśmy wykorzystać na doczytanie jego nauk?

- W Kościele nie ma przypadków. Dostaliśmy czas na refleksję. Myślę, że wszystkie te doświadczenia społeczne i polityczne będą temu sprzyjały. Może przyjdzie jakieś opamiętanie. Kiedyś mówiło się o "stylu parlamentarnym", to coś znaczyło…

KAI: Wiosna tego roku jest wyjątkowa poprzez splot wydarzeń związanych z dwoma wielkimi postaciami Kościoła w Polsce w XX wieku: Jana Pawła II z okazji 100. rocznicy jego urodzin i Prymasa Wyszyńskiego w związku z oczekiwaną beatyfikacją.

- Obaj stanowili wielkie zagrożenie dla komunistów i liberałów. Zawsze byli razem, jak przy ołtarzu: jeden odprawiał, drugi przemawiał. Częściej przemawiał Stefan. Pamiętam ostatnią Mszę św., przed tym, jak obydwaj udali się na konklawe. To było w rzymskim kościele św. Stanisława. Odprawiał Stefan, a mówił Karol. Omawiał fragment z pytaniem Jezusa: „Piotrze, czy mnie miłujesz?” Do dziś pamiętam, jak zmagał się z tym pytaniem, jakby to było pytanie do niego. Za kilkadziesiąt godzin był już papieżem.

KAI: Władze PRL próbowały ich sobie przeciwstawiać, a nawet skłócić.

- Zawsze byli razem, więc żeby ich osłabić, usiłowali ich podzielić lub unicestwić. Jeden umierał w Warszawie, drugiego trzeba uśmiercić. Opatrzność znalazła rozwiązanie, co potwierdza dziś Kościół, że obaj są świętymi.

KAI: Prymas musiał wiedzieć, że próbuje się go skłócić z kard. Wojtyłą. Cierpiał z tego powodu, czy się tym nie przejmował?

- Poza konferencją episkopatu czy Radą Główną spędzili ze sobą dziesiątki godzin, rozmawiając w cztery oczy: w ogrodzie, w pokoju, w czasie wakacji w Bachledówce i wielu innych miejscach. Prymas przygotowywał go na swego następcę. Dlatego uzgadniali stanowiska, wyjaśniali argumentacje, a kiedy kard. Wojtyła został wybrany na papieża zwrócił się do Prymasa: co mam robić. "Wybór przyjąć".

Dla mnie kluczową sprawa, jeśli chodzi o ich relacje, była wizyta polskich biskupów w Niemczech, jesienią 1978 r. Zaczęło się to od słynnego listu biskupów polskich do niemieckich ze słowami: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Jak wiadomo Niemcy odpowiedzieli na to dość powściągliwie, niemniej szybko zorientowali się, że trzeba wykazać się postawą bardziej otwartą. Dlatego przez kolejne lata przyjeżdżali do Polski kardynałowie i biskupi niemieccy, uczestnicząc w uroczystościach religijnych, m.in. w Gnieźnie, Warszawie i Częstochowie. Zaczął narastać problem proceduralny związany z rewizytą. Prymas powtarzał co roku, że jeszcze nie czas.

Po wyborze Jana Pawła I Prymas wrócił z Watykanu i pojechał do Fiszora pod Wyszkowem na odpoczynek. Po powrocie poprosił na rozmowę sekretarza Episkopatu bp. Bronisława Dąbrowskiego i powiedział mu, że nadszedł czas na rewizytę w Niemczech. Wizyta okazała się wielkim sukcesem. Rozpoczęła się w Fuldzie, u grobu św. Bonifacego, patrona Niemiec. Pierwszego wieczoru Prymas powiedział mi: "Chciałbym, żeby ktoś tym wiedział. Presja wojującego komunizmu rodzi głęboką erozję w polskim Kościele. Jeżeli to potrwa dłużej, to sami tego nie udźwigniemy. Trzeba szukać kontaktu, oparcia w innych Kościołach. Hiszpanie są daleko; Włosi są tacy, jacy są; na Francuzach nie można polegać, zostają nam Niemcy".

W katedrze w Kolonii stałem za Prymasem, nagrywałem jego przesłanie. Powiedział wtedy, że: „Europa ma być Betlejem dla świata, to znaczy rodzić Chrystusa dla świata.„ Kardynał Karol słuchał tego, siedząc w stalli. Myślę, że to przemówienie mogło być jakąś inspiracją dla papieża Wojtyły, który jeździł od krańca do krańca Europy i świata, "rodząc Chrystusa".

Po powrocie z Niemiec, Prymas pojechał na kilka dni do Fiszora i tam zastała go wiadomość o śmierci Jana Pawła I. Znowu trzeba było jechać na konklawe. Ale tym razem już nikt nie miał wątpliwości, kto zostanie wybrany.

KAI: Śmiertelnie już chory Prymas rozmawiał telefonicznie z rannym w zamachu Papieżem. Ksiądz był tego świadkiem. Pierwsza próba, gdy z rzymskiego szpitala zadzwonił Jan Paweł II, nie powiodła się z prozaicznych powodów: zbyt krótkiego kabla telefonicznego w domu Kardynała...

- Prymas niczego w swoim pokoju nie miał: telefonu, telewizora, radia. Trzeba było wykorzystać telefon, który stał na parterze, w sekretariacie. Rzeczywiście, przewód był zbyt krótki, więc trzeba było trochę czasu i umówiono rozmowę na następny dzień, 25 maja, w południe. Opuściłem pokój, nie było mnie przy tej rozmowie. Ale wiem, że mówił do Papieża: „Ojcze, całuję Twoje dłonie... Łączy nas cierpienie.”

KAI: A jaki był Prymas w ostatnich godzinach życia?

- Bardzo opanowany, powściągliwy, a jednocześnie świadomy swojej sytuacji.

KAI: Co dało Księdzu spotkanie z Prymasem – wielkim, a jednocześnie skromnym?

- Właśnie, w nim były te dwa wymiary. Z jednej strony miał świadomość, że reprezentuje Kościół w zmaganiach z ideologią wojującego ateizmu. Wiedział, że jest stroną i tu rzeczywiście był "pomnikowy". W tamtych warunkach trzeba było być monumentem: inaczej oni nie rozumieli. Człowiek ciepły, znaczy - słaby, więc trzeba było pokazać moc. Natomiast gdy był księdzem Stefanem to z nami żartował i podawał piłkę. Wielki i normalny.

Służyłem do Mszy św., kiedy nie było koncelebry. Później on to robił, gdy ja odprawiałem: polewał wodą moje ręce, podawał ręczniczek. Jak prawdziwy ministrant. Uważał to za zupełnie normalne.

Co mi dało spotkanie z nim? Stojąc u Jego boku nauczyłem się odprawiać Mszę świętą, mimo, że miałem "kwalifikacje". On nie czytał tekstu mszału, lecz tekstem wołał do Pana. Każda jego modlitwa: różaniec, Anioł Pański czy litania - to było wielkie wołanie. A nie gadanie…

***

Ks. Bronisław Piasecki (ur. 1940) przyjął święcenia kapłańskie w 1963 r. W latach 1974-1981 był osobistym sekretarzem kard. Stefana Wyszyńskiego, a następnie wicepostulatorem w Jego procesie beatyfikacyjnym. Jest doktorem teologii moralnej, prałatem Jego Świątobliwości, byłym proboszczem parafii Najświętszego Zbawiciela w Warszawie.

CZYTAJ DALEJ

Ryba

[ TEMATY ]

chrześcijanie

symbol

ryba

MAGDALENA NIEBUDEK

Znak ryby jest tym symbolem, którym Pan Jezus posłużył się wiele razy. Już na początku do upatrzonych rybaków powiedział:

„Pójdźcie za Mą, a uczynię was rybakami ludzi” (Mt 4, 19).
Przejętego Piotra pocieszył:
„Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił” (Łk 5, 10).

Słuchającą i wygłodniałą rzeszę ludzi nakarmił chlebem i rybami przez cudowne rozmnożenie. Pieczoną rybę przygotował uczniom czekając na nich po zmartwychwstaniu.


Pierwsi chrześcijanie otaczali ten symbol szacunkiem. Dla nich znak ryby przypominał chrzest, podczas którego byli zanurzani w wodzie, aby stać się nowym człowiekiem. W sztuce tego czasu rybakiem jest szafarz sakramentu, zaś neofita rybą. Rybak, który często przypominał św. Piotra, nie tylko włącza do Kościoła, ale też pomaga w rozwoju i przygotowuje do królestwa Bożego. Chrześcijanie przejęli symbolikę ryby od ludów starożytnych, ale poszerzyli jej znaczenie. Chętnie posługiwali się tym znakiem, ponieważ wyznawca Chrystusa zanurzony w Nim przez chrzest i umocniony Eucharystią ma życie łaski uświęcającej i nie dosięga go śmierć druga.

Na nagrobkach chrześcijan II wieku znajdują się rysunki ryby i grecki napis ICHTHYS, co tłumaczone na język polski się tłumaczy: „I – Jezus, CH – Chrystus, TH – Boży, Y – Syn, S – Zbawiciel”.


Jak tym znakiem posługiwali się chrześcijanie w życiu katakumbowym, opisuje Henryk Sienkiewicz w powieści „Quo vadis”. Symbol ryby narysowany na piasku przez nieznanego człowieka oznaczał, że spotkało się chrześcijanina. Pozostaje jeszcze jeden ważny symbol biblijny ryby. Jest nim osoba proroka Jonasza i ryby, w której przebywał przez trzy dni. Jonasz jest symbolem Chrystusa przebywającego w grobie, który przezwyciężył niebezpieczeństwo śmierci i zmartwychwstał dnia trzeciego.

CZYTAJ DALEJ

Ukraina: pierwsza Msza św. w zwróconym kościele w Bohorodczanach

2020-07-14 21:31

[ TEMATY ]

Ukraina

wikipedia.org

„Maryjo powracająca do Bohorodczan, jesteś nam potrzebna na czas niepewności, jaki przeżywamy i na czas szczęśliwy, o który się nieustannie modlimy” – powiedział metropolita lwowski abp Mieczysław Mokrzycki w Bohorodczanach koło Iwano-Frankiwska. 12 lipca dokonał tam ponownego poświęcenia XVII-wiecznego kościoła pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, który władze ukraińskie przekazały w nieodpłatne użytkowanie Kościołowi łacińskiemu na Ukrainie. We wspólnej modlitwie uczestniczyli też grekokatolicy i prawosławni.

Hierarcha przewodniczył Mszy św. i wygłosił homilię. „Przez wieki w tym kościele czczony był obraz Matki Bożej, który po wojnie, opuszczający te ziemie Polacy, zabrali ze sobą – mówił abp Mokrzycki. - Wzięli Matkę, przy której wzrastali do wiary, dojrzewali do zawierania małżeństwa, chrzcili swoje dzieci i żegnali umierających. Dzisiaj ten obraz znajduje się w Korbielowie, na terenie diecezji bielsko-żywieckiej, gdzie otoczony wielkim szacunkiem, odbiera należną mu cześć. Do nas powraca wierna kopia, która tak jak przez wieki, tak i teraz, jest w głównym ołtarzu. Możemy zatem powiedzieć – Matko witaj w domu! Witaj pośród swego ludu! Witaj w Bohordczanach, aby znowu uczyć nas drogi zaufania i pełnego oddania się Bogu!”.

Po zakończeniu liturgii abp Mokrzycki wręczył listy dziękczynne i medale pamiątkowe obecnym duchownym Prawosławnego Kościoła Ukrainy i Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, przedstawicielom władz obwodu iwano-frankowskiego i rejonu bohorodczańskiego oraz wiernym.

„Bardzo cieszymy się, że nasi wierni znów będą modlić się w tej świątyni. We wrześniu zostanie mianowany kapłan do Bohorodczan, aby Msza św. była sprawowana codziennie i ażeby wierni mogli się modlić i wypraszać pokój tak niezbędny dla naszej Ojczyzny, i modlić się o pokonanie pandemii” – zaznaczył metropolita lwowski.

Ks. Władysław Iwaszczak, który dojeżdża z Iwano-Frankiwska, wyjaśnił KAI, że do tej pory z budynku kościoła korzystali prawosławni, a rzymscy katolicy gromadzili się na modlitwy w kaplicy greckokatolickiej. 16 czerwca decyzję o przekazaniu budynku kościoła w bezpłatne korzystanie przez rzymskich katolików podjął szef państwowej administracji obwodowej w Iwano-Frankiwsku Witalij Fedoriw.

Kościół pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny konsekrowano w 1775 r. Fundatorem był Stanisław Kostka Kossakowski, kasztelan kamieński. Obok wzniesiono klasztor oo. dominikanów. W kościele znajdował się cudowny obraz Matki Boskiej, który po II wojnie światowej został wywieziony przez parafian do Jarosławia, a obecnie znajduje się w Korbielowe k. Żywca. Podczas I wojny światowej kościół poważnie ucierpiał (zniszczeniu uległa fasada, zawaliły się sklepienia i spłonął dach). Odbudowa trwała do 1933 r. Za czasów sowieckich kościół użytkowano jako magazyn, a na początku lat 90. świątynię przekazano prawosławnym Patriarchatu Moskiewskiego. Jest to zabytek architektury o znaczeniu krajowym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję