Reklama

Polska

Poznać Chrystusa i do niego prowadzić

Niedziela Ogólnopolska 35/2012, str. 20-21

[ TEMATY ]

wywiad

duchowość

biskup

PIOTR DRZEWIECKI

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Miasto Łódź należy do najbardziej zsekularyzowanych w Polsce. Gdzie upatrywać szans na pobudzanie wiary?

ABP MAREK JĘDRASZEWSKI: - Tę niepokojącą diagnozę odnośnie do miasta będącego stolicą archidiecezji, którą mam niebawem urzędowo objąć, potwierdzają ostatnie socjologiczne dane na temat „dominicantes”, czyli osób regularnie uczestniczących w niedzielnej Eucharystii. Ale to jest tylko jedna z danych, na pewno niewyczerpująca zagadnienia religijności czy jej braku u mieszkańców Łodzi. Samych danych statystycznych związanych z religijnością pewnych grup społecznych nie można lekceważyć, ale, z drugiej strony, trzeba zachowywać wobec nich zdrowy dystans. Życia wiary nie da się przełożyć wprost na liczby, wykresy i tabele. Jestem przekonany co do tego, że w Łodzi można zaobserwować wiele zjawisk, które mówią o dużej liczbie ludzi głęboko i świadomie przeżywających swoją przynależność do Chrystusa i Jego Kościoła. Ostatecznie wielkie dzieło głoszenia Ewangelii na ziemi łódzkiej, które trwa od wieków, musiało przynosić i na pewno przynosi także i dzisiaj zbawienne owoce. Jednoznacznie wynika to z Jezusowej przypowieści o ziarnie. Są wprawdzie ziarna, które z różnych powodów się marnują, ale są i takie, które przynoszą piękne plony: „trzydziestokrotne, sześćdziesięciokrotne, nawet stokrotne” (por. Mk 4, 8). Do historii ziarna rzucanego w ziemię należą zarówno dzieje niepowodzeń, jak i wielu wspaniałych osiągnięć. Tak było zawsze - i to od samych początków Kościoła. Wystarczy sięgnąć do Dziejów Apostolskich czy Listów św. Pawła Apostoła. Jest w nich zawarta przejmująca historia o ziarnie Bożej prawdy rzucanym w jakże trudną glebę ówczesnego pogańskiego świata. O ziarnie rzucanym przez różnych ludzi - Pawła, Piotra, Apollosa, także przez inne jeszcze osoby - ale równocześnie o ziarnie, któremu życiodajny wzrost daje tylko sam Bóg (por. 1 Kor 3, 4-7).
Tutaj też znajdujemy odpowiedź na postawione mi pytanie. Prawdziwą moc w procesie rozwoju wiary daje Pan Bóg, jednakże pod tym warunkiem, że człowiek naprawdę się na Niego otwiera: na Jego bezgraniczną miłość, na Jego przykazania, na samą prawdę o człowieku, którą w pełni objawił nam Jezus Chrystus. Trzeba przyjąć tę prawdę do końca i całkowicie nią żyć: we własnym domu, w małżeństwie i rodzinie, w miejscach nauki, pracy i odpoczynku. I w ten sposób pokazywać innym, jak piękne, wręcz cudowne jest życie człowieka, który odpowiedzi na swoje codzienne pytania i problemy pragnie znajdować nie gdzie indziej, jak tylko w Chrystusowej Ewangelii i w nauczaniu Kościoła. Nawet jeśliby to wymagało życia pod prąd. Ale też tylko takie życie, dzięki otwarciu się na Ducha Świętego, realnie zmienia oblicze ziemi. Taka duchowa przemiana świata dokonała się przed wiekami dzięki osobistemu świadectwu pierwszych chrześcijan. Dzięki nim - i to pośród okrutnych prześladowań, jakim byli niemal bez przerwy poddawani - runęła mentalność pogańskiego świata. Coś podobnego dokonało się w trudnych dla Europy czasach najazdów barbarzyńców w drugiej połowie pierwszego tysiąclecia. Do czegoś podobnego musimy dążyć na obecnym etapie dziejów.

- Kościół lokalny daje świadectwo o Chrystusie nie tylko wśród wierzących, ale też w całej społeczności, która jest coraz bardziej pluralistyczna. Jak być dzisiaj biskupem dla wątpiących i niewierzących?

- Ściśle rzecz biorąc, nie ma czegoś takiego, jak „biskup dla wątpiących i niewierzących”. Takie sformułowanie mogłoby nawet sugerować, że owi wątpiący i niewierzący wybierają sobie jakiegoś przywódcę czy guru, który miałby ich w wątpieniu i niewierze utrzymywać i pogłębiać. Postawione mi pytanie rozumiem więc inaczej: jak ma się zachować i co może zrobić biskup Kościoła katolickiego, kiedy znajdzie się wobec osób deklarujących swoje wątpliwości w wierze czy wręcz osobistą niewiarę. Sądzę więc, że przede wszystkim powinien on zawsze zachowywać optykę Chrystusa Dobrego Pasterza, który pochyla się z troską nad każdym potrzebującym Jego pomocy człowiekiem - nawet jeśli ten człowiek sądzi, że żadnej pomocy nie potrzebuje. Ileż to razy Pan Jezus, dokonując cudów uzdrowienia ludzi z różnych chorób dręczących ich ciała, równocześnie leczył ich chorego ducha! Wprawdzie prosili tylko o uzdrowienie czysto cielesne, jednak On wydobywał ich z dużo większych, poważniejszych i głębszych nieszczęść. Po to przecież przyszedł na świat, aby dać nam życie - i dać je „w obfitości” (por. J 10, 10 b). Dzisiaj wielu ludziom wydaje się, że gdy odrzucają Chrystusa, Jego Ewangelię i Jego Kościół, stają się w pełni wolni. Że dopiero wtedy mogą „być naprawdę sobą”. Tymczasem właśnie wtedy ulegają iluzjom i zniewoleniom, pustosząc i łamiąc sobie życie. Biskup musi jasno widzieć ich rzeczywiste nieszczęście - ową „nędzę”, o której pisał Pascal w „Myślach” - a następnie starać się je uleczyć, ukazując pełną prawdę o człowieku w świetle Jezusowej Ewangelii. Nie ma nic cudowniejszego w historii poszczególnych ludzi niż gest Piotra, który w chwili, gdy zaczął tonąć, zawołał: „Panie, ratuj mnie!” (por. Mt 14, 30). Chodzi bowiem najpierw o to, aby ludzie uświadomili sobie, że znajdują się w realnym niebezpieczeństwie, że toną. I żeby, następnie, nie wpadali z tego powodu w przerażenie czy rozpacz, ale szukali ratunku w Jezusie Chrystusie. Wobec wątpiących i niewierzących biskup musi być zawsze człowiekiem prawdy, która wyzwala, a jednocześnie musi być znakiem nadziei, że ocalenie jest możliwe - właśnie w Chrystusie.

- Co Ksiądz Arcybiskup powiedziałby młodzieży, która choć chodzi na katechezę, to nie uczęszcza na niedzielną Msze św.? Jest to zjawisko ogólnopolskie.

- Niestety, jest to bolesna prawda, na którą nie można zamykać oczu. Zapewne ma ona wiele przyczyn, którym należy się przyjrzeć z najwyższą uwagą. Gdybym osobiście spotkał się z młodymi, prawdopodobnie nawiązałbym do słów Ojca Świętego Benedykta XVI, które wypowiedział w Kolonii w 2005 r. podczas Światowego Dnia Młodzieży, że niedziela jest dniem, w którym rozpoczęło się stworzenie świata, że równocześnie jest dniem, który - poprzez Zmartwychwstanie Chrystusa - stał się dniem odnowionego stworzenia, że jest to dzień naprawdę ważny. Obecnie wraz z wolną od pracy sobotą tworzy tzw. wolny weekend. Ale ten wolny czas pozbawiony Boga jest po prostu pusty. I dlatego tak ważne jest to, aby znalazło się w nim miejsce dla Boga jako warunek dobrze i udanie spędzonego weekendu. Ojciec Święty mówił wtedy w Kolonii dosłownie tak: „Drodzy przyjaciele! Niekiedy na pierwszy rzut oka może się wydawać pewną niedogodnością, że planując niedzielę, musimy znaleźć czas na Mszę św. Lecz jeśli uznacie to za waszą powinność, zobaczycie, że to właśnie ona jest głównym momentem wolnego czasu. Nie dajcie się odwieść od udziału w niedzielnej Eucharystii i pomagajcie ją odkrywać również innym. Ponieważ z niej płynie radość, której potrzebujemy, musimy koniecznie nauczyć się ją kochać. Postarajmy się o to, bo warto!”.

- Łódź kojarzona jest w Polsce z działaniami lewicowymi. Czy możliwy jest dzisiaj dialog z tymi środowiskami?

- Lewicowość jest bardzo różnie pojmowana. To niezwykle pojemne, a przez to rozmazane w swej treści pojęcie. Kiedyś - przynajmniej w swoich hasłach - wiązało się ono przede wszystkim ze sprawami socjalnymi, ze sprawiedliwością społeczną, z zatroskaniem o ludzi pracujących, często niesprawiedliwie opłacanych, wręcz wykorzystywanych. Natomiast dzisiaj lewicowość nabiera znaczenia bardziej kulturowego. Kojarzy się z podważaniem, niekiedy wręcz ze zwalczaniem tradycyjnych dla naszego kręgu kulturowego wartości religijnych, moralnych i etycznych. Pod hasłami tolerancji i samorealizacji głosi relatywizm, który niszczy tkankę społeczną i narodową - i to niekiedy do tego stopnia, że przyjmuje on postać prawdziwej dyktatury. „Dyktatura relatywizmu” - to określenie Benedykta XVI. Zjawisko to jest tym bardziej paradoksalne, że owa dyktatura jest realizowana w imię tolerancji, która dla wielu jest synonimem wolności. Manipulacja słowami prowadzi do kolejnych iluzji i zakłamań, a w konsekwencji do kolejnych zniewoleń. A tymczasem tylko ta prawda, którą jest sam Chrystus, przynosi wyzwolenie (por. J 8, 32). Wszelkie inne „prawdy”, zwłaszcza te, które są wymierzone w człowieka, otwierają drogę do nowych ludzkich nieszczęść i tragedii. Aby mógł zaistnieć szczery i prawdziwie owocny dialog, muszą go pragnąć obie strony. Sama dobra wola ze strony Kościoła - a przecież ona zawsze istnieje - nie wystarcza. Musi się pojawić partner przyjmujący postawę szacunku i otwarcia, a także swoiście pokorną, wolną od demagogii i uprzedzeń gotowość do wysłuchania argumentów drugiej strony. Trudno prowadzić dialog z osobami, które już w punkcie wyjścia uważają, że - jak to powiedział prof. Joseph Weiler, światowej sławy prawnik, wybitny specjalista od prawa europejskiego - „religia to rzecz dla zacofanych idiotów”, przestrzegających „głupich zasad”. Ponadto w sprawach etycznych i moralnych, związanych z życiem i godnością osoby ludzkiej, dialog pojmowany jako szukanie kompromisu za wszelką cenę przestaje być dialogiem, a staje się po prostu zdradą prawdy.

- Jak zawołanie biskupie: „Scire Christum” („Znać Chrystusa”) przekładać na język konkretów?

- Jest to wprawdzie moje zawołanie od piętnastu już lat, od kiedy w 1997 r. przyjąłem sakrę biskupią, ale w bulli Ojca Świętego Benedykta XVI powołującej mnie na urząd arcybiskupa łódzkiego treść tego zawołania została niejako przeniesiona na cały lud Boży archidiecezji łódzkiej, której z Jego woli mam przewodzić. Ojciec Święty napisał bowiem w ostatnim fragmencie tej bulli: „Zachęcamy ponadto Ciebie, Czcigodny Bracie, a także wszystkich wiernych Kościoła Łódzkiego, abyście (…) pragnęli jeszcze bardziej poznać Chrystusa („scire Christum”), aktywnie uczestnicząc w budowie Jego Królestwa”. Przekładanie tego zawołania na język konkretów staje się zatem nie tylko moim osobistym zadaniem, ale zadaniem postawionym przez Ojca Świętego wszystkim: kapłanom, osobom życia konsekrowanego, członkom rozmaitych ruchów i stowarzyszeń katolickich, wiernym świeckim. Każdy zatem powinien w głębi swego sumienia odpowiedzieć sobie na pytanie, jak zna Jezusa Chrystusa, w jakim stopniu żyje na co dzień Jego Ewangelią, jak Go kocha, jakim jest Jego świadkiem wobec innych. Z tej osobistej i wspólnotowej refleksji może zrodzić się niezwykłe bogactwo konkretnych zamierzeń i działań, które niewątpliwie mogą dać nowy impuls w życiu archidiecezji łódzkiej.

- Czy dotychczasowe działania Księdza Arcybiskupa na forum Episkopatu Polski ukonkretnią się w archidiecezji łódzkiej?

- Myślę, że z wielu płaszczyzn działania, które zostały mi powierzone przez Konferencję Episkopatu Polski, zwłaszcza w moim pasterskim posługiwaniu muszą znaleźć swoje ukonkretnienie trzy następujące: troska o młodzież (jestem członkiem Rady ds. Duszpasterstwa Młodzieży), ciągłe aktywizowanie duszpasterstwa akademickiego (jestem delegatem KEP do tego właśnie duszpasterstwa) oraz pobudzanie wszystkich do odpowiedzialności za nauczanie religii zarówno w szkołach, jak i w parafiach (jestem członkiem Komisji Wychowania Katolickiego). W gruncie rzeczy są to płaszczyzny, które można by określić mianem strategicznych. Tu właśnie kształtuje się przyszłość Kościoła katolickiego w Polsce. Będziemy zatem musieli razem jako wspólnota (communio) archidiecezji łódzkiej nieustannie poszukiwać dróg dostępu do serc i umysłów młodzieży, aby poznała i pokochała Pana Jezusa - i to właśnie dlatego, że tylko ta miłość może zagwarantować jej prawdziwie szczęśliwe życie: tu i w wieczności.

- Ksiądz Arcybiskup był przez wiele lat redaktorem naczelnym „Przewodnika Katolickiego”, rola prasy katolickiej jest więc Ekscelencji dobrze znana. W ostatnich dniach ukazał się 1000. numer edycji łódzkiej „Niedzieli”. Chcemy zapytać, jak Ksiądz Arcybiskup postrzega obecność „Niedzieli” w rodzinie?

- Pragnę zatem szczerze pogratulować tej nadzwyczajnej obecności „Niedzieli” w archidiecezji łódzkiej, a zarazem życzyć, aby treści, które znajdą swój wyraz w kolejnych numerach tego czasopisma, skutecznie docierały do jego odbiorców, zwłaszcza do rodzin.
Rodzina jako instytucja znajduje się pod presją rozmaitych sił (Jan Paweł II mówił nawet o tzw. strukturach zła), które chciałyby ją za wszelką cenę zniszczyć, a przynajmniej podważyć jej zarówno naturalne, jak i chrześcijańskie zasady funkcjonowania. To ogromne niebezpieczeństwo, które grozi naruszeniem najbardziej podstawowych fundamentów życia społecznego, narodowego i państwowego. Niebezpieczeństwo, które należy najpierw opisać i zdefiniować, a następnie starać się z nim zmierzyć, pomagając rodzinom w ogromnym wysiłku ratowania i pogłębiania autentycznej tożsamości. Nie tylko co tydzień przeglądając, ale często wprost wgłębiając się w treści poszczególnych artykułów zawartych w „Niedzieli”, a także artykułów znajdujących się na łamach innych czasopism katolickich - np. poznańskiego „Przewodnika Katolickiego”, katowickiego „Gościa Niedzielnego” czy warszawskiego „Idziemy” - z radością zauważam szczególną wrażliwość tych pism na problematykę rodzinną. Na pewno starają się one odpowiadać na wyzwania obecnego czasu. Zawsze jednak pozostanie sprawą otwartą, czy robiło się wszystko, co należało, a ponadto, czy robiło się to skutecznie.

- Jak Ksiądz Arcybiskup widzi zaangażowanie duszpasterzy w propagowaniu mediów katolickich?

- Z pełną odpowiedzialnością mogę o tym powiedzieć tylko na podstawie obserwacji tego rodzaju zaangażowania u księży pracujących w archidiecezji poznańskiej. Wydaje się jednak, że podobnie jest w innych diecezjach. Jak zwykle, są księża, którzy rozumieją wagę problemu. Starają się oni robić naprawdę dużo, aby katolickie media znajdowały właściwe dla siebie miejsce w katolickich domach nie tylko jako przedłużenie katechezy, homilii czy nawet konfesjonału, ale aby przekazywały najważniejsze wiadomości dotyczące życia Kościoła, a także życia społecznego i narodowego, o których media świeckie zazwyczaj „solidarnie” milczą. Jednakże zdarzają się, niestety, również tacy duszpasterze, którzy jakby nie dostrzegają tej wielkiej szansy duszpasterskiej, jaką stanowią skromne przecież media katolickie w naszym kraju. Niewątpliwie jednym z ważnych kryteriów oceny odnośnie do duszpasterskiej gorliwości danego księdza jest jego stosunek do katolickich mediów. Bardzo wiele mógłby nam pod tym względem powiedzieć także i dzisiaj św. Maksymilian Maria Kolbe i jego „Rycerz Niepokalanej”.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Biskup nominat Adam Bab: nie opuszczę młodzieży i proszę, aby ona nie opuszczała mnie

2020-05-23 18:41

[ TEMATY ]

biskup

Bp Adam Bab

Paweł Wysoki

Bp nominat Adam Bab

Nowe pokolenie zawsze pyta poprzednie w co wierzy i dlaczego wierzy. A jeśli pyta, to jest okazja do dania odpowiedzi w nowy i świeży sposób o tego samego Boga. Mam nadzieję, że będę potrafił dawać młodym taką odpowiedź, językiem który rozumieją - powiedział w rozmowie z KAI ks. Adam Piotr Bab, nowo mianowany biskup pomocniczy archidiecezji lubelskiej.

Damian Burdzań (KAI): W jakich okolicznościach dowiedział się Ksiądz o nominacji?

Biskup Nominat Adam Bab: Dowiedziałem się podczas codziennych obowiązków parafialnych w czasie pandemii. Akurat wróciłem z pogrzebu i zobaczyłem kilka nieodebranych rozmów z nieznanego numeru, który okazał się numerem Nuncjatury Apostolskiej w Polsce.

KAI: Będzie księdzu biskupowi trochę żal rezygnować z pracy w lubelskiej parafii pw. św. Józefa?

- Oczywiście, pojawia się to uczucie, bo już zdążyłem się przyzwyczaić i zżyć z parafianami. Nowe zadanie, przed jakim staję, budzi pewną nieśmiałość, a nawet niepokój. Na całą swoją drogę kapłańską staram się patrzeć przez pryzmat wiary. Dzięki temu, co nowe staje się do udźwignięcia, nie dlatego, że człowiek sam się do tego przygotowuje, ale dlatego, że jest Pan Bóg, który prowadzi.

Jestem bardzo wdzięczny wszystkim ludziom, których Pan Bóg postawił na mojej drodze, szczególnie członkom wspólnot parafialnych i innych grup duszpasterskich, których trudno tu teraz zliczyć. Z nich wychodzę, z ich wiarą, życzliwością, zaufaniem i miłością, z tym co mnie w nich buduje i kieruje do Boga.

KAI: Przez całą swoją posługę duszpasterską był ksiądz związany z młodzieżą. Czy dla biskupa Baba młodzież dalej będzie miała szczególne miejsce w sercu?

- Młodzież zawsze miała tam swoje miejsce. Nie chcę jej opuszczać, ale i mam prośbę do nich, aby i oni nie opuszczali mnie, ani w modlitwie, ani w obecności. Dla Kościoła młodzież jest priorytetem. Nowe pokolenie zawsze pyta poprzednie w co wierzy i dlaczego wierzy. A jeśli pyta, to jest okazja do dania odpowiedzi w nowy i świeży sposób o tego samego Boga. Mam nadzieję, że będę potrafił dawać młodym taką odpowiedź, językiem który rozumieją.

KAI: Rozumiem, że drzwi domu biskupiego będą dla młodych otwarte?

- Oczywiście, oni wiedzą jak do mnie trafić i gdzie mnie znaleźć.

KAI: Jednak młodzież nie będzie jedynym celem biskupiej posługi?

- Kiedy myślę o celach, to przywołuję w pamięci ewangeliczne opisy powołania apostołów. Jezus wzywał ich do bycia ze sobą, przebywania z Nim. Więc moim pierwszym celem jest modlitwa, bycie z Panem. To od Niego chcę iść do ludzi. Inne ważne i pilne rzeczy przyjdą same, przyniesie je rzeczywistość bez mojego ponaglania. Na pewno młodzi i rodzina to szczególni adresaci aktualnej misji Kościoła. Nie tylko adresaci, ale też podmiot tej misji. Bycie pasterzem streszcza się więc w postawie "dla nich" i "z nimi", i zawsze z wonią Chrystusa.

KAI: Ogłoszenie nominacji przypadło w specyficznym czasie pandemii, kiedy unika się organizowania dużych spotkań, w tym wydarzeń liturgicznych. Czy będzie to miało wpływ na termin sakry biskupiej?

- W organizacji liturgii święceń na pewno trzeba uwzględnić aktualne zasady bezpieczeństwa. Niemniej mam nadzieję, że weźmie w niej udział każdy, kto będzie miał takie pragnienie. Bardzo liczę na obecność młodzieży. Termin nie jest jeszcze ustalony. Prwadopodobnie będzie to przełom czerwca i lipca.

KAI: Herb i zawołanie biskupie także są w fazie planowania?

- Póki co mogę opowiedzieć jedynie o swoich inspiracjach. Wczorajsze ogłoszenie mojej nominacji zbiegło się z 21. rocznicą święceń kapłańskich. Wtedy to umieściłem na swoim obrazku prymicyjnym fragment z Ewangelii wg św. Jana: "Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło" (J 4, 34). Te słowa mnie wiodły przez całe życie kapłańskie i chciałbym ruszyć z nimi dalej. Póki co szukam jakiegoś skrótu, który wyrazi tę samą treść. Jeśli chodzi o herb biskupi, to chciałbym zaznaczyć moje doświadczenie pracy duszpasterskiej z młodzieżą.

CZYTAJ DALEJ

Dziś uroczystość Zesłania Ducha Świętego

2020-05-31 08:47

[ TEMATY ]

Zielone Świątki

Zesłanie Ducha św.

Adobe.Stock.pl

Dziś - siedem tygodni po obchodach zmartwychwstania Jezusa Chrystusa - Kościół katolicki obchodzi uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Tym samym świętuje swoje narodziny, bo w tym dniu, jak pisze św. Łukasz w Dziejach Apostolskich, grono Apostołów zostało "uzbrojone mocą z wysoka" a Duch Święty czyni z odkupionych przez Chrystusa jeden organizm - wspólnotę. Uroczystość Zesłania Ducha Świętego kończy w Kościele okres wielkanocny.

W języku liturgicznym święto Ducha Świętego nazywa się "Pięćdziesiątnicą" - z greckiego Pentecostes, tj. pięćdziesiątka, - bo obchodzi się je 50-go dnia po Zmartwychwstaniu Pańskim.

Na zgromadzonych w Wieczerniku Apostołów, jak pisze św. Łukasz w Dziejach Apostolskich Jezus Chrystus zesłał Ducha Pocieszyciela, by Ten, doprowadził do końca dzieło zbawienia. "I stał się z prędka z nieba szum, jakoby przypadającego wiatru gwałtownego, i napełnił wszystek dom, gdzie siedzieli. I ukazały się im rozdzielone języki jakoby ognia, i usiadł na każdym z nich z osobna: i napełnieni są wszyscy Duchem Świętym i poczęli mówić rozmaitymi językami, jako im Duch Święty wymawiać dawał" (Dzieje Ap., II, 2-4).

W ten sposób rozpoczyna się nowy etap - czas Kościoła, który ożywiony darem z nieba rozpoczyna przepowiadanie radosnej nowiny o zbawieniu w Chrystusie.

Duch Święty dzięki swoim darom: mądrości, rozumu, rady, męstwa, umiejętności, pobożności i bojaźni Bożej uzdalnia wiernych do dojrzałej obecności w świecie. Kieruje losami Kościoła, kiedy wybiera do grona Apostołów w miejsce Judasza św. Macieja, kiedy prosi o wyznaczenie Barnaby i Pawła, jak pisze święty Łukasz "do dzieła, które im wyznaczyłem", czy kiedy posyła Apostołów do tego, by w określonych częściach świata głosili Ewangelię. Wprowadza wspólnotę wierzących w głębsze rozumienie tajemnicy Chrystusa, dając im zrozumienie Pisma świętego.

Uroczystość liturgiczna Zesłania Ducha Świętego sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa.

Łączono ją z Wielkanocą, a od IV w. wyodrębniono jako osobne święto, uroczyście obchodzone zarówno w Kościele Wschodnim jak i Zachodnim. Synod w Elwirze urzędowo wprowadził ją w 306 roku. W wigilię Pięćdziesiątnicy, podobnie jak w wigilię Wielkanocy, święcono wodę do chrztu świętego i udzielano chrztu katechumenom.

Papież Leon XIII wprowadził nowennę, czyli dziewięciodniowe przygotowania modlitewne na przyjście Ducha Świętego, aby dokonał przemiany w naszych sercach, tak jak przemienił Apostołów w Wieczerniku.

W Polsce w niektórych regionach Wielkanoc nazywa się Białą Paschą, a Zesłanie Ducha Świętego - Czerwoną, prawdopodobnie dlatego, że dopiero po Jego zstąpieniu Apostołowie stali się zdolni do dawania świadectwa krwi.

Uroczystość tę powszechnie nazywa się w Polsce Zielonymi Świętami, gdyż w okresie, w którym jest obchodzona, przyroda odnawia się po zimie, a zieleń jest dominującym kolorem pejzażu. Wszystkie obrzędy ludowe z nimi związane noszą piętno radości i wesela. Kościoły, domy, obejścia przybrane są "majem" - najczęściej młodymi brzózkami; posadzkę kościelną, podłogę chat i wiejskie podwórka potrząsają wonnym tatarakiem; wszędzie rozlewa się rzeźwa woń świeżej majowej zieleni.

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego kończy w Kościele katolickim okres wielkanocny.

Symbolem Ducha Świętego jest gołębica. Zwykło się też przedstawiać go w postaci ognistych języków, gdyż tak Dzieje Apostolskie opisują jego zesłanie na Apostołów.

CZYTAJ DALEJ

Pamięci niezłomnego rotmistrza

2020-05-31 17:27

arch. IPN

Od kilku lat z inicjatywy Ewa Malik – posłanki Prawa i Sprawiedliwości z Sosnowca w stolicy Zagłębia są organizowane marsze pamięci poświęcone rtm. Witoldowi Pileckiemu. W tym roku planowano połączyć marsz Pileckiego z oddaniem czci żołnierzom podziemia komunistycznego, których pamiątkowa tablica znajduje się w Sosnowcu przy ul. Ostrogórskiej 5a. Niestety, plany te pokrzyżowała epidemia koronowirusa. Niemniej jednak w 11 miastach kraju, przedstawiciele Instytut Pamięci Narodowej oddali hołd rtm. Witoldowi Pileckiemu, zamordowanemu przed 72 laty w mokotowskim więzieniu. Wśród tych miast znalazło się Zabrze. 25 maja br. o 21.30 czyli w godzinie śmierci niezłomnego rotmistrza – pod pamiątkową tablicą zapłonęły znicze pamięci. Wśród uczestników uroczystości nie zabrakło przedstawicieli sosnowieckiego Klubu Gazety Polskiej.

Więcej informacji o rtm. Witoldzie Pileckim można znaleźć na stronie: podziemiezbrojne.ipn.gov.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję