Reklama

Święci i błogosławieni

Mistrz duszy mistycznej

Na każdym etapie życia doświadczamy różnorakich relacji zależności i odczuwamy ciężar władzy, począwszy od rodzicielskiej czy wychowawczej, po kierowniczą lub państwową. Również życie duchowe i religijne nie jest od nich wolne. Kierownictwo duchowe czy przełożeństwo zakonne lub kościelne posiada swoją misję i cele, kształtując i porządkując sferę ducha i działania. W życiu Ojca Pio obie te funkcje spełniał o. Benedetto da San Marco in Lamis. Był nie tylko jego prowincjałem, ale dzięki swoim ludzkim i duchowym walorom został również jego przewodnikiem, który roztropnie, ale i stanowczo kształtował jego życie duchowe.

[ TEMATY ]

O. Pio

"Głos Ojca Pio"

"Głos Ojca Pio"

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W życiu Ojca Pio znajomość z o. Benedettem da San Marco in Lamis okazała się niezwykle ważna i cenna. Ujrzał go pierwszy raz 25 kwietnia 1903 roku, gdy ten przybył do klasztoru w Morcone na kapitułę prowincjalną, podczas której nowym prowincjałem został wybrany o. Pio z Benewentu. Jednak do kluczowego spotkania pomiędzy nimi doszło dopiero w klasztorze w San Marco la Catola w czasie trwania roku akademickiego 1905-1906. Ojciec Benedetto prowadził wówczas dla kapucyńskich alumnów zajęcia z filozofii, nauk ścisłych i literatury włoskiej.

Głos o. Pio

o. Benedetto da San Marco in Lamis

o. Benedetto da San Marco in Lamis

Przewodnik z Bożego nadania

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Wśród uczniów był również brat Pio, który uznał, że o. Benedetto to doskonały nauczyciel i Boży kapłan, a zatem będzie najlepiej nadawał się na jego kierownika duchowego. Intuicja go nie zawiodła, bowiem wykładowca ten słynął ze swych pedagogicznych zdolności i niezwykłej erudycji: biegle władał łaciną, greką i językiem francuskim. Wyróżniał się również w sztuce pisania prozy i poezji, a ze względu na wrodzoną wrażliwość na piękno był miłośnikiem malarstwa i rzeźby, którym się oddawał. Jednym słowem, dał się poznać jako człowiek wyjątkowej kultury.

Reklama

Ojciec Benedetto posiadał również zdolności kaznodziejskie, a jego kazania słynęły z eleganckiego stylu. Dzięki szczególnej umiejętności kierowania duszami był także poszukiwanym kierownikiem duchowym. Bogactwo charyzmatów i umiejętności organizacyjne sprawiły, że wielokrotnie był wybierany na przełożonego: pięciokrotnie pełnił funkcję gwardiana, dwukrotnie został definitorem (doradcą prowincjała) i dwukrotnie prowincjałem, pełniąc ten urząd przez dziesięć lat, od 1909 do 1919 roku. Był również wicedyrektorem i kierownikiem duchowym w Międzynarodowym Kolegium św. Wawrzyńca z Brindisi w Rzymie oraz dwukrotnie został wybrany na delegata na kapitułę generalną zakonu kapucynów.

O prowadzeniu duchowym brata Pio o. Benedetto poinformował w krótkich słowach sześć lat później o. Pacyfika da Seggiano, pełniącego wówczas urząd ministra generalnego kapucynów: „Od tamtego czasu pragnął, abym nie odmawiał mu przewodnictwa duchowego, czy to przy okazji spotkań, czy drogą listową”.

Reklama

Wybór o. Benedetta nie był przypadkowy. Brat Pio otrzymał precyzyjną wskazówkę od samego Jezusa co do wyboru tego właśnie kapłana.


Podziel się cytatem

W jednym z późniejszych listów skierowanych do o. Benedetta przypomniał mu o tym fakcie: „Pamiętaj, że Pan powierzył mnie Twojej opiece, abyś był moim przewodnikiem, wsparciem i drogą ratunku. Pamiętaj, że od tej chwili stałeś dla mojej duszy ojcem i przed Niebem zaświadczam, że Tobie oddaję całe moje synowskie przywiązanie”.

Zatem z Bożego nadania o. Benedetto został kierownikiem duchowym brata Pio. Wkrótce w tej misji zaczął go wspierać o. Agostino, który od 1922 roku spełniał funkcję zwyczajnego kierownika duchowego, pozostając bardziej przyjacielem i podporą dla Stygmatyka niż jego duchowym mistrzem. Trudne zadanie kierowania życiem duchowym Ojca Pio o. Benedetto wypełniał z zaangażowaniem i odpowiedzialnie przez siedemnaście lat, od 1905 do 1922 roku.

Przełożony

Lata studiów brata Pio stanowiły bolesny rozdział w jego życiu. Raz po raz dręczyły go tajemnicze choroby, dlatego z powodów zdrowotnych odsyłano go do rodzinnego domu w Pietrelcinie, gdzie kontynuował naukę. W tym czasie cierpiał również z powodu skrupułów, które były dla niego prawdziwym męczeństwem. Ówczesny stan ducha opisał w kilku prostych słowach: „To męczeństwo było dosyć bolesne… zarówno przez swoją intensywność, jak i długotrwałość”.

Reklama

W 1909 roku o. Benedetto – pełniący wtedy urząd prowincjała – przeniósł ciężko chorego brata Pio z Pietrelciny do klasztoru w Morcone, gdyż – jak stwierdził o. Agostino – „nie potrafił zrozumieć i zaakceptować tego, że brat zakonny ma mieszkać w domu rodzinnym”. Gdy stan zdrowia brata Pio drastycznie zaczął się pogorszać, odesłał go z powrotem do rodzinnej miejscowości. Ojciec Benedetto czuł się wewnętrznie rozdarty pomiędzy odpowiedzialnością przełożonego nakazującą mu domagać się od swego podopiecznego powrotu do klasztoru, a roztropnością przewodnika duchowego, który u młodego zakonnika rozpoznał nadzwyczajne działanie łaski Bożej – nie umiał bowiem zaakceptować, iż wolą Bożą było, aby pozostawał on poza murami klasztoru.

Głos o. Pio

o. Benedetto da San Marco in Lamis

o. Benedetto da San Marco in Lamis

W tych okolicznościach w 1910 roku pomiędzy Ojcem Pio a o. Benedettem rozpoczęła się intensywna wymiana listów, która bardzo szybko przerodziła się w trwające prawie dwanaście lat korespondencyjne kierownictwo duchowe. Z tego czasu zachowało się dwieście sześćdziesiąt osiem listów, z których sto sześćdziesiąt pięć zostało napisanych przez Ojca Pio, pozostałe sto trzy – przez o. Benedetta. Niestety korespondencja kierownika duchowego jest niepełna, brakuje w niej niektórych listów. Nie umniejsza to jednak jej wartości, bowiem już na podstawie zachowanych pism można stwierdzić, że charakteryzowała się dobrym stylem, a także bogactwem treści mocno osadzonych w Biblii, w pismach mistrzów ascetyki i mistyki chrześcijańskiej oraz w osobistym doświadczeniu duchowym. Świadczy to o wysokiej kulturze teologicznej, solidnej wiedzy i pogłębionym życiu duchowym o. Benedetta.

Orędownik

Istniała poważna obawa, że brat Pio może umrzeć w wieku dwudziestu trzech lat jeszcze przed przyjęciem święceń kapłańskich, dlatego za radą przyjaciół poprosił o. Benedetta o udzielenie zgody na ich przyśpieszenie. Według obowiązującego wówczas prawa trzeba było mieć ukończone dwadzieścia cztery lata, aby je otrzymać. Prowincjał przychylił się do prośby brata Pio i zwrócił się o dyspensę od wieku do Kongregacji do spraw Zakonów, która jej udzieliła, przyspieszając święcenia o dziewięć miesięcy.

Reklama

Brat Pio przyjął sakrament kapłaństwa w katedrze w Benewencie w dniu św. Wawrzyńca, 10 sierpnia 1910 roku. Z tej okazji o. Benedetto podarował mu pamiątkowy obrazek, na którym napisał krótkie życzenia. Ich treść odzwierciedlała stan uczuć, które żywił do współbrata: „Mojemu ukochanemu uczniowi, kapucynowi z klasztoru Sant’Angelo, najmilszemu Ojcu Pio z Pietrelciny w dniu szczęśliwym pierwszej mszy świętej z życzeniami, aby Bóg przyjął Cię w Niebie tak, jak Ty trzymasz Go w swych rękach na ziemi”.

Wkrótce po święceniach Ojciec Pio otrzymał dar stygmatów, które na jego prośbę Jezus uczynił niewidocznymi. O tym fakcie powiadomił o. Benedetta dopiero po roku. Ze skruchą wyznał, że postąpił tak z powodu ogromnego wstydu, który powstrzymywał go od pisania na ten temat.

Podziel się cytatem

Wyjaśniał: „To zjawisko powtarzało się prawie od roku, chociaż od jakiegoś czasu się nie powtórzyło. Nie denerwuj się jednak, że po raz pierwszy się do tego przyznaję, ponieważ zazwyczaj zwycięża we mnie ten mój przeklęty wstyd. Gdybyś wiedział, jak wielki gwałt muszę sobie w tej chwili zadawać, żeby Ci o tym powiedzieć”.

Kiedy o. Benedetto nabrał pewności, że bolesne znaki na ciele Ojca Pio posiadają nadprzyrodzony charakter, zalecił mu zachowanie tego w najściślejszej tajemnicy: „Rada, jakiej mogę Ci udzielić, jest taka, abyś nikomu niczego nie pokazywał, gdyż secretum Regis abscondere bonum est (dobrze jest ukrywać tajemnice Króla)”. Jednak sam chciał dowiedzieć się więcej o stygmatach i ich naturze, dlatego naciskał na swego podopiecznego: „Jest moim życzeniem, abyś powiedział mi wszystko i to ze szczegółami”. Co więcej, ponownie zaczął nalegać, aby Ojciec Pio wrócił do klasztoru: „Powtarzam, że Twój dalszy pobyt w domu rodzinnym jest dla mnie źródłem wielkiego smutku. Chciałbym nie tylko widzieć Cię w którymś z naszych klasztorów, ale przede wszystkim obok siebie, abym mógł osobiście się Tobą opiekować, ponieważ wiesz, że kocham Cię jak syna. Sądzę jednak, że Twój pobyt poza klasztorem nie ma sensu, ponieważ widać, że stan Twojego zdrowia się nie poprawia”.

Opiekun

Reklama

Rok po święceniach kapłańskich Ojca Pio, we wrześniu 1911 roku, o. Benedetto postanowił osobiście zatroszczyć się o jego zdrowie i zabrał go do Neapolu do wybitnego specjalisty w południowych Włoszech, prof. Antoniego Cardarellego. Po wnikliwych badaniach lekarz stwierdził, że Ojcu Pio pozostał miesiąc życia i należy go jak najszybciej odwieźć do najbliższego klasztoru, ponieważ może nie przeżyć dłuższej podróży. Tak Stygmatyk trafił do klasztoru św. Nikandra w Venafro, gdzie spędził czterdzieści dni, walcząc o życie. Z powodu poważnych obaw o stan jego zdrowia, decyzją o. Benedetta ponownie został skierowany do Pietrelciny. Prowincjał wystosował również list duszpasterski do całej prowincji zakonnej zainspirowany słowami Jezusa, jakie Ten przekazał Ojcu Pio podczas nadprzyrodzonych wizji, które miały miejsce w Venafro. Wzywał w nim braci do życia zgodnego z Regułą, a zwłaszcza do wiernego zachowywania ślubu ubóstwa, o który upominał się Jezus.

Ojciec Benedetto, jako prowincjał, był również zmuszony poinformować o wszystkim Stolicę Apostolską oraz generała zakonu kapucynów, o. Pacifica da Seggiano, który już w 1912 roku z powodu długiego pobytu młodego zakonnika poza klasztorem był zdecydowany usunąć go z zakonu i przenieść za zgodą papieża do stanu świeckiego. Z nieznanych przyczyn list prowincjała wysłany z Foggii w 1913 roku dotarł do Watykanu dopiero dwa lata później. Ojciec święty Benedykt XV nie przychylił się do prośby prowincjała i 25 lutego 1915 roku wydał stosowne breve, dzięki któremu schorowany kapucyn mógł pozostać w rodzinnej Pietrelcinie ad tempus, habitu retento. Oznaczało to, że otrzymał pozwolenie na czasowe przebywanie poza klasztorem – z prawem noszenia habitu – tak długo, jak to będzie konieczne.

W tym czasie Ojciec Pio zaczął poważnie chorować na oczy, tracąc częściowo wzrok, dlatego też za zgodą Świętej Kongregacji ds. Zakonów otrzymał pozwolenie na odprawianie mszy wotywnej o Najświętszej Maryi Pannie w dni świąteczne oraz mszy za zmarłych w dni powszednie. Został również zwolniony z odmawiania brewiarza, który zamieniono mu na piętnaście dziesiątek różańca odmawianych codziennie.

Podziel się cytatem

Reklama

Pomimo że o. Benedetto zaczął rozumieć, że tajemnicza choroba, która zmuszała Ojca Pio do pozostania w rodzinnej miejscowości, była planem Bożym, wielokrotnie ponawiał wezwanie do powrotu do któregokolwiek z klasztorów prowincji zakonnej. W lutym 1916 roku Ojciec Pio trafił do Foggii, aby wreszcie zamieszkać w klasztorze kapucynów. Tam o. Benedetto stanowczo mu zakomunikował, że do domu już nie wróci: „Piuccio [zdrobniale Pio], żywy albo martwy musisz pozostać w klasztorze”. W ten sposób prowincjał dopiął swego. Ojciec Pio już nigdy nie wrócił do rodzinnej Pietrelciny i do śmierci pozostał w San Giovanni Rotondo, gdzie trafił z Foggii 4 września 1916 roku.

Kierownik duchowy

W posłudze kierownika duchowego o. Benedetto był wymagający, nieco autorytatywny i nie ulegał sentymentalizmowi. Gdy Ojciec Pio żalił się, że z powodu słabnącego wzroku pisanie listów przychodzi mu z trudnością, ten jeszcze go ponaglał: „Informuj mnie o swojej duszy. Nieważne, że z powodu słabego wzroku piszesz krzywo, nie przeszkadza mi to w czytaniu”. W innych okolicznościach związanych z życiem duchowym, szczególnie w czasie pojawiających się u Ojca Pio wątpliwości, skrupułów czy podstępów złych duchów, oczekiwał bezwzględnego posłuszeństwa: „Ile to razy dusze najbardziej światłe i święte były wprowadzane w błąd i oszukiwane przez nieprzyjaciela, a jednak dziś oddajemy im cześć na ołtarzach! […] Musisz tylko uważać i nie wierzyć zbyt łatwo, zwłaszcza jeśli chodzi o słowa nadprzyrodzone, lecz zachowywać je i poddawać wszystko osądowi tego, który tobą kieruje”.

Reklama

Ojciec Benedetto bardzo rzadko zwlekał z odpowiedziami na pytania swego podopiecznego, a jego słowa były zawsze konkretne, czasami szorstkie i niepozostawiające miejsca na niepotrzebne dyskusje. Wypowiadał się w nich jako przełożony i przewodnik duchowy: „Z całą powagą mojego urzędu mówię Ci prawdę: Twój umysł zaćmiony ciemnością nieprzyjaciela nie może wiedzieć, jak w rzeczywistości mają się rzeczy przed Bogiem”, „Działania szatana można już u Ciebie odróżnić od stanów oświecenia łaską […]. Niepokoi i dręczy Cię szatan, a oświeca i pociesza Bóg”.

Niekiedy był również nieugięty z powodu troski o stan zdrowia i duszy swego podopiecznego. Kiedy Ojciec Pio przebywał jeszcze w Pietrelcinie, wielokrotnie prosił go, aby udzielił mu władzy spowiadania mężczyzn albo chorych, jednak za każdym razem spotykał się z odmową. Swoją decyzję o. Benedetto wyjaśniał w następujący sposób: „nie chciałem udzielić Ci władzy spowiadania, ponieważ przewidywałem, że odbiłoby się to ujemnie na fizycznym stanie Twojego zdrowia, a być może także na spokoju Twej duszy” albo „nie mogę dać Ci władzy spowiadania, ponieważ nie wiem, czy masz potrzebną wiedzę z teologii moralnej. Zorientuj się, czy możesz złożyć egzamin w kurii biskupiej, a następnie rozważę, co będzie lepsze w Panu”.

Powiernik tajemnic

Reklama

Ojciec Benedetto był pierwszą osobą, z którą Ojciec Pio podzielił się informacją na temat widzialnych stygmatów, otrzymanych we wrześniu 1918 roku.


Podziel się cytatem
Zdezorientowany tym faktem, kompletnie nie rozumiejąc, co się z nim dzieje, błagał swego kierownika duchowego: „Ach, mój kochany Ojcze, przyjdź mi z pomocą, na litość boską! Całe moje wnętrze krwawi obficie i wiele razy muszę pogodzić się także z widokiem krwi wypływającej na zewnątrz. Niechby ta tortura ustała, to potępienie, to upokorzenie, to skrępowanie! Mój duch nie umie i nie może tego dłużej wytrzymać”.

W pierwszej chwili o. Benedetto miał niemały problem z właściwą oceną tego, co się stało. Był powściągliwy i czekał na dalszy rozwój wypadków, pochłonięty sprawami prowincji (powracającymi z frontu kapucynami oraz chorobą „hiszpanką”, która zbierała śmiertelne żniwo). Rany Ojca Pio były widoczne i krwawiły, co nie uszło uwadze mieszkańców klasztoru, dlatego prowincjał nakazał zakonnikom zachowanie najwyższej dyskrecji, aby wieść o stygmatyzacji nie przedostała się poza mury klasztoru. Dopiero pod koniec lutego 1919 roku, gdy prowincjał przyjechał do San Giovanni Rotondo, aby spotkać się z Ojcem Pio i obejrzeć jego tajemnicze rany, nabrał pewności, że ma do czynienia ze stygmatami. Napisał wówczas do o. Agostina raport, w którym opisywał to, co udało mu się naocznie zaobserwować: „Nie są to plamy ani zranienia, ale prawdziwe rany przeszywające dłonie i stopy. Potem obserwowałem tę w boku: jest to prawdziwe rozdarcie, które nieustannie broczy krwią albo krwistą cieczą”.

Reklama

Kiedy Ojciec Pio odkrył, że stygmatyzacja wydarzyła się z woli Bożej i jest narzędziem miłosierdzia Bożego, całkowicie oddał się misji spowiadania. Odtąd nie miał wiele czasu na korespondencję z kierownikami duchowymi. Gdy przeżywał ciemną noc ducha, pisał do nich długie listy, oczekując pomocy i pokrzepienia, teraz to oni skarżyli się, że ich zaniedbuje. Wkrótce role się odwróciły: Ojciec Pio został ich kierownikiem duchowym.

Obrońca

Ojciec Benedetto jako świadek mistycznych darów Ojca Pio zachowywał je w tajemnicy tak długo, jak to było konieczne, ale nie był łatwowierny w ich akceptowaniu. Gdy sprawa stygmatów stała się głośna i znana publicznie, działał roztropnie i zdecydowanie, aby ograniczyć niepotrzebny rozgłos i uniknąć niewłaściwej sensacji. Nawet gdy w kwietniu 1920 roku do San Giovanni Rotondo przybył o. Agostino Gemelli, który naciskał na o. Benedetta, aby wpłynął na decyzję Ojca Pio i wbrew rozporządzeniom Stolicy Apostolskiej pokazał mu stygmaty, stanowczo odmówił.

Być może właśnie dlatego po kilku miesiącach od tamtej wizyty o. Gemelli wydał o nim i Stygmatyku niezwykle krzywdzącą i niesprawiedliwą opinię: „[Ojciec Pio] wspólnie z byłym prowincjałem, o. Benedettem, są doskonałym przykładem chorobliwego oddziaływania. Tłumaczy to fakt, iż o. Benedetto zdołał wykreować poprzez sugestię stan chorobowy, którego jedną z manifestacji są również stygmaty”. Tymi słowami ceniony w kołach watykańskich uczony psycholog podważył autentyczność stygmatów Ojca Pio, co na lata zaważyło na ich właściwej i zgodnej z prawdą ocenie.

Reklama

Mimo dyskrecji i roztropności o. Benedetta, komuś bardzo zależało, aby jego dotychczasowe działania przedstawić w złym świetle, tak jak to wcześniej uczynił o. Gemelli. Zostały na niego złożone poważne donosy w Stolicy Apostolskiej, która nie pozostała wobec nich obojętna. Na mocy postanowienia Kongregacji Świętego Oficjum z 2 czerwca 1922 roku władze zakonne miały obowiązek wyznaczyć Ojcu Pio innego kierownika duchowego niż o. Benedetto – z którym Stygmatyk miał zerwać wszelkie kontakty, także listowne – oraz przekazać do Kongregacji pisaną przez niego „Kronikę na temat Ojca Pio”. Do tej pory nie zostały poznane prawdziwe powody tej decyzji. Powszechnie uważa się, że Święte Oficjum odebrało kierownictwo duchowe o. Benedetto z powodu złośliwych donosów podważających zasadność stosowanej przez niego metody wobec stygmatyzowanego kapucyna, a także wydanego przez niego w 1920 roku zbioru listów pt. „Ai desolati di spirito, lettere” (Zmartwionym w duchu, listy), rzekomo zawierającego pisma adresowane do Ojca Pio i promujące jego osobę jako stygmatyka. Upokarzające oskarżenia nie złamały o. Benedetta. Z nadzwyczajną pokorą podporządkował się zaleceniom, nie podejmując żadnych prób obrony. Od tego czasu obaj kapucyni w duchu posłuszeństwa zerwali ze sobą wszelkie kontakty, także listowne, i nie spotkali się już nigdy więcej. Ojciec Benedetto zmarł w klasztorze w San Severo 22 lipca 1942 roku.

Mistrz

Ojciec Pio był mocno poruszony, a nawet – jak podaje o. Agostino – rozgoryczony decyzją Świętego Oficjum, które na podstawie niesprawiedliwych donosów odebrało mu „ojca jego duszy”.

Podziel się cytatem

Kiedy w 1946 roku o. Giovanni da Baggio zapytał go, czy ma jeszcze kierownika duchowego, usłyszał zaskakującą odpowiedź: „Miałem, a był nim o. Benedetto, ale od kiedy mi go odebrano, nie mam nikogo”. Dopytywany dalej: „Ale czyż nie masz o. Agostina jako spowiednika?”, wyjaśnił: „Tak, ale mnie nie rozumie, i podążam do przodu, powierzając się samemu Bogu”.

Ojciec Pio uważał o. Benedetta za roztropnego i inteligentnego kierownika duchowego, darzył go ogromnym zaufaniem i szczególnym szacunkiem, widząc w nim swojego mistrza na drodze duchowej. Tylko jego słowa były w stanie sprawić, że dusza zakonnika przeżywającego stany mistyczne nie pogrążała się w rozpaczy czy desperacji. Ich wzajemną relację najlepiej oddają słowa skargi Ojca Pio wypowiedziane w oczekiwaniu na spóźniającą się odpowiedź od kierownika: „Przykro mi to wyznać, ale one [słowa o. Benedetta] już się nie pojawiają, a ja tak bardzo ich potrzebuję. Nie pozbawiaj mnie więcej Twoich nauk. Napisz do mnie i powiedz mi, jak mam postępować”.

Niekiedy surowy i wymagający o. Benedetto nigdy nie przestał być autorytetem dla Ojca Pio, tym bardziej, że do funkcji przewodnika duchowego wybrał go sam Jezus. Stygmatyk często powracał do lektury jego listów, nawet po upływie wielu lat. Zwięzłe, treściwe i jednoznaczne rady i polecenia były dla niego światłem i dawały siłę w duchowym rozwoju.

Brat Błażej Strzechmiński – kapucyn, doktor teologii duchowości. Absolwent Papieskiego Uniwersytetu Antonianum w Rzymie. Wykładowca w Wyższym Seminarium Duchownym Braci Mniejszych Kapucynów w Krakowie. Znawca życia i duchowości Ojca Pio. Autor książki „Przyśnił mi się Ojciec Pio. Trochę inna biografia”.

Materiał pochodzi z “Głos o. Pio” nr 2/2023 Zobacz

2000-07-28 12:47

Oceń: +6 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Stygmatyk na peryferiach

Czy od Ojca Pio oczekujemy już tylko cudów i czynów nadzwyczajnych?

O tym, czego jeszcze uczy nas skromny stygmatyk z Pietrelciny, w sposób trafny i ujmujący pisze Maria Wacholc w nowości wydawnictwa Serafin – Święty Ojciec Pio. Życie i Różaniec. Nietuzinkowa biografia świętego, która wyszła spod jej pióra, jest niczym drogowskaz dla wszystkich, którzy pragną zostać duchowymi dziećmi św. Ojca Pio i cieszyć się jego opieką.
CZYTAJ DALEJ

Święty Anzelm z Canterbury

Niedziela Ogólnopolska 40/2009, str. 4-5

[ TEMATY ]

św. Anzelm

pl.wikipedia.org

Święty Anzelm z Canterbury

Święty Anzelm z Canterbury
Drodzy Bracia i Siostry! W Rzymie na Awentynie znajduje się opactwo benedyktyńskie św. Anzelma. Jako siedziba Instytutu Studiów Wyższych oraz opactwa prymasa benedyktynów skonfederowanych, stanowi ono miejsce, które łączy w sobie modlitwę, naukę i zarządzanie, czyli te trzy płaszczyzny aktywności, które cechują życie Świętego, któremu opactwo jest dedykowane: Anzelmowi z Aosty, którego 900. rocznica śmierci przypada w tym roku. Liczne inicjatywy, podjęte zwłaszcza przez diecezję Aosty z okazji tej rocznicy, ukazały zainteresowanie, które nadal budzi ten średniowieczny myśliciel. Jest on znany również jako Anzelm z Bec i Anzelm z Canterbury, ponieważ związany był w tymi miastami. Kim jest ta osobistość, z którą trzy miejsca, oddalone od siebie i znajdujące się w trzech różnych krajach - we Włoszech, we Francji i w Anglii - czują się szczególnie związane? To mnich o intensywnym życiu duchowym, znakomity wychowawca młodzieży, teolog o niezwykłych zdolnościach spekulatywnych, mądry zarządca i niezłomny obrońca „libertas Ecclesiae” - wolności Kościoła. Anzelm jest jedną z wybitnych osobowości średniowiecza, potrafił połączyć wszystkie te przymioty dzięki głębokiemu doświadczeniu mistycznemu, które zawsze kierowało jego myślą i działalnością. Św. Anzelm urodził się w 1033 r. (lub na początku 1034 r.) w Aoście jako pierworodny syn znamienitej rodziny. Jego ojciec był człowiekiem szorstkim, oddającym się rozkoszom życia i trwoniącym swój majątek; matka zaś to kobieta szlachetnych obyczajów i głębokiej pobożności (por. Eadmero, „Vita s. Anselmi”, PL 159, col. 49). To matka zajęła się wczesną humanistyczną i religijną formacją syna, którego następnie powierzyła benedyktynom z przeoratu w Aoście. Anzelm, który jako dziecko - jak opowiada jego biograf - wyobrażał sobie, że dobry Bóg zamieszkuje wysokie, ośnieżone szczyty Alp, miał pewnej nocy sen, że wysłano go do tego wspaniałego królestwa samego Boga, który długo i serdecznie z nim rozmawiał, po czym poczęstował go „śnieżnobiałym chlebem” (tamże, col. 51). Sen ten pozostawił w nim przekonanie, że został powołany do wypełnienia szczytnej misji. Gdy miał piętnaście lat, poprosił o przyjęcie do Zakonu Benedyktynów, ojciec jednak całą swoją władzą sprzeciwił się temu i nie ustąpił nawet wtedy, gdy ciężko chory syn, czując, że koniec jest bliski, błagał o zakonny habit jako ostatnią pociechę. Anzelm powrócił do zdrowia, a potem, po przedwczesnej śmierci matki, przeżywał czas moralnego zagubienia: zaniedbał naukę i porwany ziemską namiętnością, stał się głuchy na napomnienia Boga. Porzucił dom i zaczął włóczęgę po Francji w poszukiwaniu nowych przeżyć. Trzy lata później, gdy dotarł do Normandii, udał się do opactwa Benedyktynów w Bec, przyciągnięty sławą Lanfranka z Pawii, przeora klasztoru. Było to dla niego spotkanie opatrznościowe i decydujące o dalszym jego życiu. Anzelm z zapałem podjął studia pod kierunkiem Lanfranka i w krótkim czasie stał się nie tylko ulubionym uczniem, ale również powiernikiem mistrza. Zapłonęło w nim na nowo jego powołanie zakonne i - po starannym rozważeniu - w wieku 27 lat wstąpił do zakonu i przyjął święcenia kapłańskie. Asceza i studium otworzyły przed nim nowe horyzonty, pozwalając mu odkryć na nowo, i to w znacznie większym stopniu, tę zażyłość z Bogiem, jaką miał jeszcze jako dziecko. Gdy w 1063 r. Lanfrank został opatem w Caen, Anzelm, po trzech zaledwie latach życia monastycznego, mianowany został przeorem klasztoru w Bec i mistrzem klauzurowej szkoły, wykazując się zdolnościami wychowawczymi. Nie lubił metod autorytarnych, porównywał młodych ludzi do małych roślin, które rosną lepiej, kiedy nie są zamknięte w pomieszczeniach, i pozostawiał im „zdrową” swobodę. Był bardzo wymagający wobec samego siebie i wobec innych, gdy chodziło o przestrzeganie wymogów życia monastycznego, lecz zamiast narzucać dyscyplinę, stosował perswazję. Po śmierci opata Erluina, założyciela opactwa w Bec, w lutym 1079 r. Anzelm wybrany został jednogłośnie na jego następcę. Tymczasem wielu mnichów wezwano do Canterbury, by zanieść braciom zza kanału La Manche odnowę, jaka dokonywała się na kontynencie. To dzieło spotkało się z dobrym przyjęciem do tego stopnia, że Lanfrank z Pawii, opat Caen, został nowym arcybiskupem Canterbury i poprosił Anzelma o pozostanie z nim na jakiś czas, aby uczyć mnichów i pomóc mu w trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się jego wspólnota kościelna po najeździe Normanów. Pobyt Anzelma okazał się bardzo owocny, zaskarbił on sobie sympatię i szacunek tak, iż po śmierci Lanfranka wybrano go na jego następcę na stolicy arcybiskupiej w Canterbury. Sakrę biskupią przyjął uroczyście w grudniu 1093 r. Anzelm przystąpił od razu energicznie do walki o wolność Kościoła, odważnie domagając się niezależności władzy duchowej od władzy doczesnej. Bronił Kościoła przed bezprawną ingerencją władz politycznych, przede wszystkim królów Wilhelma Rudego i Henryka I, zachętę i poparcie znajdując u papieża, któremu okazywał zawsze śmiałe i serdeczne oddanie. Wierność tę przypłacił w 1103 r. nawet goryczą wygnania ze swej stolicy w Canterbury. Dopiero w 1106 r., gdy król Henryk I wyrzekł się roszczeń udzielania kościelnej inwestytury oraz ściągania podatków kościelnych i konfiskaty mienia Kościoła, Anzelm mógł powrócić do Anglii, radośnie witany przez duchowieństwo i lud. Tak szczęśliwie zakończyła się walka, jaką stoczył orężem wytrwałości, dumy i dobroci. Ten Święty Arcybiskup, który budził wokół siebie podziw, gdziekolwiek się udał, ostatnie lata swego życia poświęcił przede wszystkim moralnej formacji duchowieństwa i intelektualnym badaniom zagadnień teologicznych. Zmarł 21 kwietnia 1109 r., słuchając słów Ewangelii czytanej tego dnia podczas Mszy św.: „Wyście wytrwali przy Mnie w moich przeciwnościach. Dlatego i Ja przekazuję wam królestwo, jak Mnie przekazał je mój Ojciec: abyście w królestwie moim jedli i pili przy moim stole” (Łk 22, 28-30). W ten sposób spełnił się sen o tej tajemniczej uczcie, który w dzieciństwie miał na samym początku swej drogi duchowej. Jezus, który zaprosił go, by siadł przy Jego stole, przyjął św. Anzelma po śmierci do wiecznego królestwa Ojca. „Błagam Cię, Boże, obym mógł Cię poznać, obym Cię kochał, bym mógł się Tobą radować. A jeżeli nie mogę w całej pełni w tym życiu, niech przynajmniej stale postępuję naprzód, aż nadejdzie to w pełni” („Proslogion”, rozdz. 14). Modlitwa ta pozwala zrozumieć mistyczną duszę tego wielkiego Świętego okresu średniowiecza, twórcy teologii scholastycznej, któremu tradycja chrześcijańska przyznała tytuł „Doctor Magnificus”, ponieważ żywił gorące pragnienie zgłębiania tajemnic Bożych, z pełną świadomością jednak, że droga poszukiwania Boga nigdy się nie kończy, przynajmniej na tej ziemi. Jasność i logiczny rygoryzm jego myśli zawsze miały na celu „wzniesienie duszy do kontemplacji Boga” (tamże, „Proemium”). Stwierdził on wyraźnie, że ten, kto chce uprawiać teologię, nie może liczyć jedynie na swą inteligencję, ale musi pielęgnować jednocześnie głębokie przeżywanie wiary. Działalność teologa, według św. Anzelma, rozwija się więc w trzech etapach: wiara - bezinteresowny dar od Boga, który należy przyjąć z pokorą; doświadczenie - które polega na wcieleniu słowa Bożego we własnym codziennym życiu; wreszcie prawdziwe poznanie - które nigdy nie jest owocem ascetycznego rozumowania, lecz kontemplatywną intuicją. Jak najbardziej aktualne pozostają także dziś w tej materii, dla zdrowych badań teologicznych i dla każdego, kto chciałby zgłębić prawdę wiary, jego słynne słowa: „Nie próbuję, Panie, przeniknąć Twojej głębi, gdyż w żadnym razie nie przyrównuję do niej mego intelektu; pragnę jednak, przynajmniej do pewnego stopnia, zrozumieć Twoją prawdę, w którą wierzy i którą kocha moje serce. Nie staram się bowiem zrozumieć, abym uwierzył, ale wierzę, bym zrozumiał” (tamże, 1). Drodzy Bracia i Siostry, miłość do prawdy i nieustanne pragnienie Boga, które naznaczyły całe życie św. Anzelma, niech będą dla każdego chrześcijanina bodźcem do niezmordowanego poszukiwania coraz głębszej jedności z Chrystusem - Drogą, Prawdą i Życiem. Oprócz tego gorliwość, pełen odwagi zapał, który wyróżniał jego pasterską działalność i który przysporzył mu czasem niezrozumienia, goryczy, a nawet wygnania, niech będzie zachętą dla pasterzy, osób konsekrowanych i wszystkich wiernych, by kochać Kościół Chrystusowy, modlić się, pracować i cierpieć dla niego, nie porzucając go nigdy ani nie zdradzając. Niechaj wyjedna nam tę łaskę Dziewica Matka Boża, do której św. Anzelm żywił czułe i synowskie nabożeństwo. „Maryjo, Ciebie serce moje chce miłować - pisze św. Anzelm - Ciebie język mój pragnie żarliwie sławić”.
CZYTAJ DALEJ

Strzały pod piramidami. Czy kibice będą bezpieczni podczas Mistrzostw Świata?

2026-04-21 21:13

[ TEMATY ]

kardynał

FIFA

PAP

Stadion Nemesio Diez - Meksyk

Stadion Nemesio Diez - Meksyk

Zaledwie kilka tygodni po śmiertelnej operacji policyjnej przeciwko baronowi narkotykowemu „El Mencho” i późniejszych zamieszkach w stanie Jalisco, z Meksyku, kraju-współgospodarza Piłkarskich Mistrzostw Świata FIFA 2026, napływają kolejne niepokojące wiadomości. Przy piramidach w Teotihuacán, popularnym miejscu turystycznym niedaleko Meksyku doszło do strzelaniny 19 kwietnia. Według gazety „El Universal” dwie osoby zginęły, a kilkanaście zostało rannych. Motywy nie są jasne. Incydent jest szczególnie drażliwy na krótko przed rozpoczęciem tegorocznych Mistrzostw Świata, ponieważ kilku rannych to zagraniczni turyści.

Uwaga mediów jest ogromna. Wiadomości pojawiają się w nieodpowiednim momencie dla meksykańskiego rządu, ponieważ kraj odwiedza obecnie Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka, Volker Türk. Interesuje się on kwestią, której prezydent Claudia Sheinbaum woli nie poruszać: losem ponad 100 000 osób uznanych w Meksyku za zaginione. Türk z zaniepokojeniem śledzi napiętą sytuację bezpieczeństwa, mając na uwadze organizację Piłkarskich Mistrzostw Świata w Meksyku .
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję