Reklama

Co to znaczy: dom?

Zjawiają się przede wszystkim jesienią. Zlatują jak ptaki, by wymościć gniazda przed wykluciem się piskląt. Porzucone przez nieodpowiedzialnych partnerów. Czasem kierowane przez ośrodki pomocy. Innym razem wprost z ulicy. Brzemienne lub już z dzieckiem, czy nawet z kilkorgiem dzieci

Niedziela Ogólnopolska 45/2010, str. 34-35

Mateusz Wyrwich

Zabiedzone. Wystraszone. Nieufne. Bez domu, pracy, pieniędzy. Nierzadko po wyrokach. Trafiają do świeckich bądź kościelnych domów samotnych matek. Ale przychodzą głównie te, które zachowały jeszcze odrobinę nadziei i wiary, że uda im się zmienić swoje życie. Wybierają najczęściej domy samotnych matek znajdujące się pod skrzydłami Kościoła, bo jak podkreślają, tu chcą znaleźć wartości, których nie miały w domu. O domach samotnych matek zazwyczaj dowiadywały się na porodówce. Niekiedy pod kościołem, gdzie żebrały. Od księdza czy zakonnicy. Deklarują, że chcą rozpocząć nowe życie. Nauczyć się tego, co to miłość, odpowiedzialność. Najczęściej są podopiecznymi domów dziecka. Później często wychowankami młodzieżowych ośrodków wychowawczych. Przed ciążą miały swoich partnerów, którzy jakby się zmówili i po urodzeniu dziecka zniknęli.

Mogłem urodzić się pod mostem

Mama Jasia w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku przyjechała do pracy w warszawskiej hucie. Na podlaskiej wsi było ich pięcioro. Ona - najstarsza, więc rodzice mniej lub bardziej dosłownie zachęcali ją do szukania pracy poza wsią. W Warszawie zamieszkała w socjalistycznym hotelu robotniczym. Pracowała na trzy zmiany i dzień zacierał jej się z nocą. Jako dziewczyna bez rodziny pracowała niekiedy po szesnaście godzin na dobę, bo zawsze kogoś brakowało na zmianie. Później czasu i ochoty starczało już tylko na dancingi. Na jednym z nich poznała starszego od niej o dziesięć lat mężczyznę. Był przystojny i miał elegancki samochód. Stawiał dobre kolacje i zagraniczne drinki. Szybko zaproponował jej nową, dobrze płatną pracę. Okazało się, że był sutenerem... Zmuszana biciem, przez kilka lat pracowała jako prostytutka na warszawskiej Pradze. Załamał się jej dotychczasowy świat wartości. Nie dostawała pieniędzy. Niszczyła organizm wódką i papierosami. Kiedy zaszła w ciążę, przestała być „opłacalna”. Wyrzucona na początku „wolności” Polski, tułała się po mieszkaniach koleżanek prostytutek. Wstydziła się wrócić na wieś. Nie wiedziała, co robić, ale jednego była pewna: ciąża wyzwoliła ją z brudu, w którym tkwiła. Pewnego przedpołudnia, kiedy już od kilku dni nie jadła, bojąc się o dziecko, poszła do kościoła. Ksiądz wysłuchał jej opowieści. Zaufał. Dał adres i pieniądze na obiad oraz na bilet do Domu Samotnej Matki Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta w podwarszawskich Laskach. Stamtąd na kilka tygodni trafiła do szpitala. Znów wróciła do Lasek i w pół roku później, w czerwcu 1989 r., w pobliskim szpitalu Bielańskim urodziła swego pierworodnego - Jasia.
Jaś jest rówieśnikiem III Rzeczypospolitej. Od roku studiuje psychologię, aby w przyszłości pomóc sobie i jemu podobnym. Mieszka w akademiku. Nigdy nie miał domu. I nie marzy o nim, bo nie wie, co to znaczy. Boi się nawet mówić o własnym mieszkaniu. Powiada z gorzkim uśmiechem, że jest to jego największa skaza. Po chwili dodaje: - Tak naprawdę jednak to jestem o wiele bardziej „porąbany”. Boję się założyć rodzinę, bo nigdy jej nie miałem. Uciekam też od dziewczyn, bo kobieta nie kojarzy mi się z niczym dobrym. A mężczyzn po trzydziestce unikam. Podobno mój ojciec miał tyle lat, kiedy skrzywdził mamę - wyjaśnia Jaś. - Od jakiegoś czasu chodzę z tym do psychologa i ten zapewnia, że choć będzie ciężko, to jakoś mnie wyprowadzi z tej „choroby”. Jednak wygrałem los na loterii. Mama urodziła mnie w szpitalu, a nie na ulicy. Pod mostem.
Los matki Jasia jednak nie zakończył się szczęśliwie. Znów poznała starszego pana i choć nie był sutenerem, miał ładne mieszkanie i dużo dobrych chęci, by opiekować się Jasiem, to rychło okazało się, że jest alkoholikiem. Kiedy Jaś miał pięć lat i mówił już do starszego pana „tata”, ciepło rodzinne skończyło się. Pijani rodzice, wracając z nocnej potańcówki, zginęli pod kołami pociągu kilkaset metrów od domu. Jaś trafił do domu dziecka. Stamtąd do domu specjalnej troski, bo był dzieckiem nadpobudliwym. Dopiero w szkole specjalnej znalazł znakomitego nauczyciela, który podobnych jak on wyprowadzał na dobrą drogę. Odblokował Jasiową przeszłość. W ciągu dwóch lat chłopak zrobił całe gimnazjum. Później bez kłopotu zdał egzaminy do liceum. Maturę zdał z wynikiem bardzo dobrym.

Reklama

Tu nie ma aniołów

Pedagog z kilkudziesięcioletnim stażem - pani Iwona Wiśniewska-Rudak jest od dwudziestu lat kierowniczką Domu Samotnej Matki Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta w Laskach. Opowiada, że dziś przekrój kobiet i dziewcząt, które znajdują się pod jej opieką, jest inny niż u początków tego domu sprzed blisko ćwierćwiecza. - Rzadko dziś trafiają dziewczyny ze wsi czy małych miasteczek, które jeszcze dwadzieścia lat temu były inkryminowane za urodzenie dziecka poza małżeństwem i musiały u nas szukać schronienia - mówi pedagog. - Dziś takie dziewczyny są akceptowane podobnie jak w dużych miastach. W naszym domu najwięcej jest samotnych matek, które przeszły przez domy dziecka. Sporo jest również tych z patologicznych rodzin, gdzie ojciec i matka czas spędzali głównie na piciu, a one nie miały żadnego wsparcia nawet w dalszej rodzinie. Bo i tam wszyscy pili. Są to bardzo zaniedbane dziewczyny, z dojrzałością emocjonalną dzieci, które pakują się w trudne sytuacje życiowe. Znajdują sobie nieodpowiedzialnych partnerów i rodzą kolejne dzieci. Bo nikt ich po prostu nie nauczył żadnego systemu wartości. Nigdy też nie były kochane. Nigdy nie były akceptowane. Nie mają też wykształcenia, więc trudno im o pracę.
Dziewczęta, trafiając do domu samotnej matki, na ogół nie mają dowodu osobistego. Nie są ubezpieczone, często chore, przenoszą schorzenia na płód. Mimo to bez koniecznych wizyt u ginekologa. Bez karty ciąży. A jeśli mają już dzieci, to często bez metryki. Pomocą w załatwieniu tych podstawowych spraw zajmuje się pracownik socjalny DSM, który też nawiązuje kontakt z ośrodkami pomocy społecznej, żeby dziewczęta mogły dostać tzw. becikowe czy jakąś zapomogę od miasta. Nierzadko zadaniem pracownika socjalnego jest też pomoc w ustaleniu ojcostwa, by móc wystąpić o alimenty. W końcowej fazie „zagospodarowywania” dziewcząt dom składa wniosek o lokal socjalny dla nich. - One nie są aniołami - przyznaje Iwona Wiśniewska-Rudak. - Są bardzo trudne w kontaktach. Bardzo zaniedbane psychicznie. Musimy więc nad nimi pracować, bo nie jesteśmy przytułkiem, ale domem samotnej matki. Chcemy, żeby urodziły i godnie wychowały dzieci. Również, aby je ochrzciły. Pomaga nam, oczywiście, miejscowy proboszcz, wspierają siostry zakonne ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. Również dr Święcicki z Zakładu dla Niewidomych w Laskach, prowadzonego przez siostry. Ale niezwykle ważna jest też pomoc mieszkańców Lasek czy pobliskich miejscowości, którzy przynoszą ubranka dla dzieci czy czasem coś nam naprawią. Jak ostatnio sąsiad z naprzeciwka - bramę.

Aby dzieci się z niego nie śmiały

Jedynaczka Berenika ma dwadzieścia jeden lat i blisko jedenaście lat pobytu w domu dziecka bądź w podobnych placówkach. Od kilku miesięcy mieszka w domu samotnej matki. Pytana o jej największe marzenie, do dziś mówi: - Marzyłam, by tata kiedyś przyszedł do domu trzeźwy. Ale nigdy się nie doczekałam.
Chora psychicznie matka zaniedbywała jedynaczkę. Do dziś jej największym bólem jest wspomnienie o wyśmiewaniu się z niej w szkole. Kiedy poszła do pierwszej klasy szkoły podstawowej, muzycznej, w wytartych dresach, dzieci odsuwały się od niej. - Dzisiaj im się nie dziwię, skoro chłopcy przychodzili w garniturkach i muszkach, a dziewczynki w najlepszych spódniczkach. Ale wtedy bolało. I chyba boli do dziś - mówi z niepewnością.
Rówieśnicy wyśmiewali ją i w innych szkołach. Bo przychodziła niewyspana. Z podkrążonymi oczami. W powyciąganych rajstopach i w nie do końca czystym sweterku. Dziś synek Bereniki, Tomek, ma już ponad trzy miesiące. Ojciec dziecka siedzi w warszawskim więzieniu. Zostało mu z wyroku niecałe dwa lata. Zachowuje się dobrze w zakładzie karnym. Ma pracę. Dostaje przepustki. Widuje się z Bereniką i synkiem. Oboje jeszcze niedawno zażywali narkotyki i pili alkohol. Ale przyrzekli sobie, że będą dobrą rodziną. Berenika nie ukrywa, że niesprawna nóżka synka to efekt ich eksperymentów z narkotykami. Podczas rozmowy jednak ani razu nie pojawia się słowo „miłość”. Życiorys dwudziestolatki to raczej opowieść do kolejnego tomu „Straconych złudzeń” Balzaka. Mimo to Berenika nie załamuje się. Czeka na swojego chłopaka i próbuje opisywać, jak będzie wyglądało ich życie. Wreszcie podkreśla z naciskiem: - Przede wszystkim chciałabym nauczyć synka, co zrobić, żeby nie śmiały się z niego dzieci.
- Nie jest proste usamodzielnianie się tych dziewcząt w społeczeństwie. Bo choć rządy mówią o potrzebie usamodzielniania się samotnych matek, to nie robią nic, by stwarzać im możliwości prawne - podkreśla kierowniczka DSM Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. - Mimo wszystko jakoś te dziewczyny dają sobie radę. Owszem, nie najlepiej jest z tymi, które pochodzą z rodzin patologicznych. Powiem w skrócie: Te, jeśli utrzymują z nami kontakty, to wcale nierzadko piszą z zakładów karnych. Jednak przez dwadzieścia lat, kiedy tu jestem kierowniczką, przez dom przeszły setki dziewcząt. I wiele z nich to budujące przykłady matek, żon. Szczególnie te, które żyją według chrześcijańskiego systemu wartości. A „wydarzenie” z nieślubnym dzieckiem było epizodem w ich życiu. Wiele z nich skończyło studia. Wiele wyszło za mąż za innego mężczyznę niż ojciec dziecka. Z niektórymi jestem nawet zaprzyjaźniona. Są wspaniałe.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zmiany wikariuszy i proboszczów w 2020 r.

Niedziela warszawska 28/2004

Adobe.Stock

Czerwiec to miesiąc personalnych zmian wśród duchownych. Biskupi kierują poszczególnych księży na nowe parafie. Przedstawiamy bieżące zmiany księży proboszczów i wikariuszy w poszczególnych diecezjach.

•Zmiana księży w archidiecezji BIAŁOSTOCKIEJ
• Zmiana księży w diecezji BIELSKO-ŻYWIECKIEJ
• BYDGOSKA – diecezja
• CZĘSTOCHOWSKA – archidiecezja
• DROHICZYŃSKA diecezja
• ELBLĄSKA diecezja
• EŁCKA diecezja
• Zmiana księży w archidiecezji GDAŃSKIEJ
• Zmiana księży w diecezji GLIWICKIEJ
• Zmiana księży w archidiecezji GNIEŹNIEŃSKIEJ
• KALISKA diecezja
• KATOWICKA archidiecezja
• KIELECKA diecezja
• KOSZALIŃSKO – KOŁOBRZESKA diecezja
• Zmiany księży w archidiecezji KRAKOWSKIEJ
• Zmiana księży w diecezji LEGNICKIEJ
• Zmiana księży w archidiecezji LUBELSKIEJ
• ŁOMŻYŃSKA diecezja
• ŁOWICKA diecezja
• Zmiana księży w archidiecezji ŁÓDZKIEJ
• Zmiana księży w diecezji OPOLSKIEJ
• PELPLIŃSKA diecezja
• Zmiana księży w diecezji PŁOCKIEJ
• Zmiana księży w archidiecezji POZNAŃSKIEJ
• PRZEMYSKA archidiecezja
• RADOMSKA diecezja
• RZESZOWSKA diecezja
• SANDOMIERSKA diecezja
• SIEDLECKA diecezja
Zmiana księży w diecezji SOSNOWIECKIEJ
• SZCZECIŃSKO-KAMIEŃSKA archidiecezja
• ŚWIDNICKA diecezja
• Zmiana księży w diecezji TARNOWSKIEJ

• TORUŃSKA diecezja
Zmiana księży w archidiecezji WARMIŃSKIEJ
Zmiana księży w archidiecezji WARSZAWSKIEJ
Zmiana księży w diecezji WARSZAWSKO-PRASKIEJ
Zmiana księży w diecezji WŁOCŁAWSKIEJ
• WROCŁAWSKA archidiecezja
Zmiana księży w diecezji ZAMOJSKO-LUBACZOWSKIEJ
Zmiana księży w diecezji ZIELONOGÓRSKO-GORZOWSKIEJ

CZYTAJ DALEJ

Kard. Nycz: jesteśmy dłużnikami dowódców i żolnierzy Bitwy Warszawskiej

2020-08-14 12:10

[ TEMATY ]

kard. Kaziemierz Nycz

Bitwa Warszawska

Wojciech Łączyński/archwwa.pl

Wszyscy jesteśmy dłużnikami tej bitwy, tej wojny, tego trudu dowódców i żołnierzy, którzy nas wtedy wszystkich ocalili. Jesteśmy tu dziś w imię długu wdzięczności za ocalenie Warszawy, Polski, Europy i świata przed nawałą ateistycznego komunizmu - powiedział w czwartek wieczorem kard. Kazimierz Nycz w konkatedrze pw. Matki Bożej Zwycięskiej na Kamionku. Metropolita warszawski przewodniczył tam Mszy św. inaugurującej obchody 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej.

Uroczystą Eucharystię koncelebrowali biskup warszawsko-praski Romuald Kamiński oraz biskup pomocniczy tej diecezji Marek Solarczyk.

Do świątyni w ograniczonej z powodu trwającej pandemii liczbie przybyli przedstawiciele władz państwowych, w tym rządu i parlamentu, delegacja władz samorządowych, alumni, osoby życia konsekrowanego, przedstawiciele ruchów i stowarzyszeń katolickich oraz harcerze.

We wstępie do liturgii bp Kamiński przypomniał krótko okoliczności wyruszenia sto lat temu ks. Ignacego Skorupki i młodych ochotników polskiej armii z kaplicy pw. Bożego Ciała na starym cmentarzu kamionkowskim, gdzie dziś stoi konkatedra pw. Matki Bożej Zwycięskiej, na front walki z bolszewikami.

"Dzisiaj w tej świątyni będącej wotum dziękczynnym za Cud nad Wisłą pragniemy z głębi naszych serc wypowiedzieć Bogu i Matce Zbawiciela nasze dziękczynienie i uwielbienie. Bohaterom tamtych dni oddajemy należny szacunek i pamięć w modlitwie" - powiedział ordynariusz warszawsko-praski.

W homilii kard. Kazimierz Nycz przypomniał, że Bitwa Warszawska była najważniejszą bitwą zwycięskiej dla Polski wojny z siłami bolszewickimi.

Następnie przypomniał słowa Jana Pawła II sprzed 21 lat wypowiedziane w Radzyminie i zwłaszcza potem w katedrze warszawsko-praskiej: „Urodziłem się w maju 1920 roku w czasie, gdy bolszewicy szli na Warszawę i dlatego noszę niejako od urodzenia w sobie wielki dług w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli”.

- Właśnie w imię tego długu, wdzięczności za ocalenie Warszawy, Polski, Europy i świata przed nawałą ateistycznego komunizmu tutaj dzisiaj jesteśmy – po to, by ten dług spłacać. Wprawdzie święty papież powiedział, że zostawia ten testament spłacania długu i pamięci młodej, nowej wówczas diecezji warszawsko-praskiej, ale przecież dobrze wiemy, że wszyscy jesteśmy dłużnikami tej bitwy, tej wojny, tego trudu dowódców i żołnierzy, którzy nas wtedy wszystkich ocalili – wyjaśnił metropolita warszawski.

Wyraził też radość, że w uroczystej Mszy św. biorą udział młodzi harcerze, gdyż „daje to nadzieję i pewność, że sprawa tego długu wdzięczności będzie przenoszona na kolejne pokolenia i nie zapomnimy o tych dniach, tej odwadze i męstwie”. - Zapiszemy to w naszych sercach i będziemy wdzięczni – dodał kard. Nycz.

Ten dług wdzięczności – mówił dalej – spłacamy dziś przede wszystkim modlitwą i czynem naszych codziennych dni, jakie podejmujemy dla naszej Ojczyzny w różnych wymiarach naszego życia i naszego powołania. Ten dług spłacamy modlitwą za dowódców i żołnierzy, a także za wspomagającą i współcierpiącą ludność cywilną.

„Ale chcemy też spłacać ten dług wiernością wartościom, o które walczyli żołnierze tej wojny i tej bitwy. A była to wolność Ojczyzny, wolność Warszawy, wolność Europy, ale także sprawiedliwość, wiara, godność każdego człowieka, rodziny i całej społeczności ludzkiej zagrożonej wtedy przez tę okropną ideologię, która przeszła przez Europę” – mówił kardynał.

Kard. Nycz zacytował też słowa papieża przypominające, że Bitwa Warszawska była tak wielkim zwycięstwem polskich wojsk, że nie dało się go wytłumaczyć w sposób czysto naturalny i dlatego zostało nazwane „Cudem nad Wisłą”.

- Mówimy o Cudzie nad Wisłą także dzisiaj. Zostało przecież [to zwycięstwo] poprzedzone żarliwą modlitwą Warszawy i całej Polski. Episkopat Polski zebrany na Jasnej Górze poświęcił cały polski naród Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Matce Bożej Królowej Polski – dodał kardynał.

Metropolita warszawski zaznaczył, że połączenie odwagi i męstwa żołnierzy oraz mądrości dowódców tej bitwy wraz z modlitwą miasta i Polski pozwala zatem mówić o Cudzie nad Wisłą. O samym zwycięstwie trzeba zawsze mówić bez umniejszania roli tychże dowódców i żołnierzy, którym „zawdzięczamy po ludzku to zwycięstwo”.

Kard. Nycz podkreślił, że zwycięstwo nad bolszewikami było możliwe także dlatego, że młoda wówczas, dopiero odrodzona po latach zaborów Polska stanęła do walki ponad podziałami, zjednoczona.

„Oficerowie i żołnierze, mieszczanie i chłopi, wykształceni i prości – stawali w obronie Ojczyzny. To była jedność w różnorodności, bo przecież oni byli różni. Kościół cały był z nimi, tworząc zaplecze modlitwy, był dla wszystkich, którzy jeszcze kilka miesięcy wcześniej byli poróżnieni politycznie, społecznie, narodowo. Symbolem tej jednoczącej roli Kościoła przy walczących żołnierzach był młody ks. Ignacy Skorupka” – powiedział metropolita.

Dziś pytaniem jest – zastanawiał się kard. Nycz – czy taka różnorodność i jedność zarazem dla dobra wspólnego jest możliwa tylko w śmiertelnym zagrożeniu? Z pewnością są przykłady, kiedy potrafimy się przy rozmaitych ludzkich nieszczęściach mobilizować, być razem. Pytanie, czy jest ich dość dużo? Pytanie, czy nie jest ich za mało. Czy jest możliwa taka mądra jedność w różnorodności, także w naszej normalnej organicznej pracy dla Ojczyzny, dla dobra wspólnego i człowieka.

Jest też inne pytanie – wskazał kard. Nycz: czy Kościół jest i potrafi być jako Mistyczne Ciało Chrystusa dla wszystkich ochrzczonych, wierzących, ale także szukających i niewierzących? - Czy chce objąć głoszeniem Słowa Bożego, posługą sakramentów, posługą miłości tych wszystkich, którzy na co dzień mówią o sobie: my, wy, oni. Byłoby czymś bardzo niedobrym, gdyby do wnętrza Chrystusowego Kościoła, który jest posłany do wszystkich ludzi, także wprowadziły się owe podziały na „my” i „oni”. To też jest pytanie w stulecie tamtych wydarzeń, o których dzisiaj wspominamy – powiedział metropolita warszawski.

Po Mszy św. na murze konkatedry została odsłonięta tablica poświęcona ks. Ignacemu Skorupce i żołnierzom Armii Ochotniczej. To właśnie z tej świątyni na linię frontu walk z bolszewikami pod Warszawę wymaszerowali ochotnicy na czele z ks. Skorupką. Następnego dnia po wymarszu bohaterski kapelan 236. pułku piechoty Armii Ochotniczej zginął na polu walki pod Ossowem.

Parafię na Kamionku reaktywowano po ponad 200-letniej przerwie 22 lutego 1917 r., nadając jej nowy tytuł: Parafia Bożego Ciała (pierwotnie św. Stanisława, Biskupa i Męczennika). Nawiązano w ten sposób do tytułu, jaki nosił mały kościółek, stojący wówczas na cmentarzu kamionkowskim. Przez pierwsze lata parafia funkcjonowała przy tym właśnie kościółku.

13 sierpnia 1920 r. ks. Ignacy Skorupka odprawił w starym kościółku Mszę świętą i spowiadał żołnierzy 236. pułku piechoty, którego był kapelanem. Nazajutrz zginął na polu chwały pod Ossowem, w przeddzień bitwy będącej wielkim zwycięstwem wojsk polskich nad bolszewickimi, która przeszła do historii jako "Cud nad Wisłą".

8 września 1929 r. kard. Aleksander Kakowski pobłogosławił i wmurował kamień węgielny pod nową świątynię, której nadano tytuł Matki Bożej Zwycięskiej, gdyż postanowiono ją wznieść jako wotum Stolicy za "Cud nad Wisłą".

Pod koniec lat 30. XX w. umieszczono w ołtarzu głównym kościoła powstały w 1935 r. tryptyk pędzla Bronisława Wiśniewskiego, upamiętniający Bitwę Warszawską. Przedstawia on Matkę Bożą Zwycięską, której oddają dziękczynny hołd dwaj polscy święci: Andrzej Bobola i Stanisław Kostka (skrzydło lewe) oraz arcybiskup Achilles Ratti, ówczesny nuncjusz apostolski, a późniejszy papież Pius XI i ks. Ignacy Skorupka (skrzydło prawe). W tle widoczna jest walka z wojskiem bolszewickim pod Radzyminem oraz kościół w Radzyminie, dzisiejsza kolegiata.

25 marca 1992 r. papież Jan Paweł II dokonał reorganizacji struktury administracyjnej Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce i ustanowił Diecezję Warszawsko-Praską. Wyznaczył też świątynię na Kamionku na konkatedrę, a Matkę Bożą Zwycięską, czczoną w tutejszej świątyni, ogłosił Patronką nowej diecezji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję