Obrońcy „wolności” i „ekspresji artystycznej” twierdzą, że piosenkarka Madonna, śpiewając zawieszona na krzyżu (w cierniowej koronie na skroniach), „artystka” Dorota Nieznalska (…), czy naga modelka Joanna Krupa z krzyżem na piersiach w kampanii „proekologicznej”, nie obrażają uczuć religijnych osób wierzących. Że ci, którzy się oburzają, protestują i składają wnioski do prokuratury - to oszołomy, pieniacze i „mohery”. „Wolnościowcy” podpierają taki osąd twierdzeniem, że „krzyż” nie oznacza, z definicji, nic więcej, niż „skrzyżowane ze sobą dwie belki”. Wiele osób i środowisk hołdującym takiej tezie radykalnie zmienia zdanie, gdy chodzi o „dwie skrzyżowane belki” w publicznej szkole czy urzędzie. Dwa proste kawałki drzewa zawieszone na ścianie szkolnej klasy nabierają niezwykłych, w ich oczach, cech i właściwości, których nie ma żaden inny przedmiot. Krzyż działa na nich jak płachta na byka lub, co bardziej pasuje, jak na diabła święcona woda.
Okazuje się, że krzyż w miejscu publicznym staje się jednoznacznie i bezdyskusyjnie symbolem religijnym. Mało tego. Wizerunek krzyża obraża i narusza uczucia, tym razem osób niewierzących. Jak to możliwe, to nie wiem. Houston - mamy problem…
Blog Piotra Strzembosza
Agca wychodzi na wolność
Reklama
Sprawca zamachu na Jana Pawła II Ali Agca wyjdzie na wolność 18 stycznia 2010 r. - podał włoski dziennik „La Repubblica”. W tureckim więzieniu Agca kończy odbywanie kary za zabicie tureckiego dziennikarza w lutym 1979 r. Agca już zapowiedział, że nie chce mieszkać w Turcji. Zamierza przenieść się do Włoch. Jak wiadomo, polski Instytut Pamięci Narodowej zamierza skierować wniosek o przesłuchanie Agcy w związku ze śledztwem dotyczącym zamachu na Jana Pawła II 13 maja 1981 r. Przed kilkoma miesiącami w katowickim IPN przystąpiono do tłumaczenia protokołów zeznań Agcy, otrzymanych z Włoch. W jednej z rzymskich gazet podano, że podczas 128 przesłuchań zamachowiec przedstawił 50 różnych wersji zamachu na Jana Pawła II.
Publiczny hołd” tym wszystkim, którzy „bez rozgłosu, nie w słowach, lecz w czynach, starają się realizować ewangeliczne prawo miłości, dzięki któremu ten świat idzie naprzód”, oddał 8 grudnia Benedykt XVI podczas wizyty na Placu Hiszpańskim. Zgodnie z tradycją, modlił się tam u stóp figury Matki Bożej w uroczystość Niepokalanego Poczęcia.
Swoje rozważanie Papież rozpoczął od uwagi, że Maryja, „obecna w sercu chrześcijańskich miast” w kościołach, w kaplicach, na ścianach domów w formie malowidła, mozaiki, figury, „stanowi słodką i dodającą otuchy obecność”.
- Jak bardzo potrzebna nam jest ta wiadomość! Codziennie bowiem za pośrednictwem gazet, telewizji, radia opowiada się o złu, powtarza je, nagłaśnia, przyzwyczajając nas do rzeczy najobrzydliwszych, sprawiając, że stajemy się nieczuli i w jakimś sensie zatruwając nas, ponieważ to, co ujemne, nie zostaje całkowicie strawione i gromadzi się dzień po dniu. Serce staje się coraz twardsze, a myśli coraz ciemniejsze. Dlatego potrzebujemy Maryi, która przez swoją obecność mówi o Bogu, przypomina nam o zwycięstwie łaski nad grzechem i skłania do żywienia nadziei, nawet w sytuacjach najtrudniejszych z ludzkiego punktu widzenia - mówił Benedykt XVI.
Papież dodał, że nie mniej groźne od zanieczyszczenia atmosfery jest „zanieczyszczenie ducha”. To ono sprawia, że nasze twarze są mniej uśmiechnięte, ponure, że nie pozdrawiamy się, nie patrzymy sobie w twarz.
Benedykt XVI wezwał mieszkańców Rzymu, „zaprzątniętych codziennymi sprawami”, aby posłuchali Maryi, która „mówi każdemu z nas: «gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska», poczynając właśnie od twego serca i od twego życia!”. - A miasto będzie piękniejsze, bardziej chrześcijańskie, bardziej ludzkie - zakończył Benedykt XVI.
Najpiękniejszym kwiatem, jaki wyrósł ze słowa Bożego, jest Maryja Panna. Ona jest nowalijką Kościoła, ogrodem Boga na ziemi. Ale podczas gdy Maryja jest Niepokalana - to Kościół nieustannie potrzebuje oczyszczenia, gdyż grzech zagraża wszystkim jego członkom. W Kościele trwa wciąż walka między pustynią a ogrodem, między grzechem, który wyjaławia ziemię, a łaską, która ją nawadnia, by rodziła obfite owoce świętości. Módlmy się zatem do Matki Pana, by pomagała nam w tym czasie Adwentu „prostować” nasze ścieżki, pozwalając się prowadzić słowu Bożemu.
Podczas modlitwy „Anioł Pański”, 6 grudnia 2009 r.
W obecnym Roku Kapłańskim moją myśl kieruję szczególnie ku Wam, Drodzy Kapłani - „słudzy chorych”, znak i narzędzie współczucia Chrystusa, który powinien docierać do każdego człowieka naznaczonego cierpieniem. Zachęcam Was, byście nie szczędzili im troski i pocieszenia. Czas spędzony u boku tych, którzy przeżywają próbę, okazuje się owocujący łaską dla wszystkich innych wymiarów duszpasterstwa. Zwracam się w końcu do Was, Drodzy Chorzy, i proszę Was, byście się modlili i ofiarowywali wasze cierpienia za kapłanów, aby dochowywali wierności swemu powołaniu, a ich posługa była bogata w owoce duchowe, z korzyścią dla całego Kościoła.
Z orędzia na 18. Dzień Chorego
Jaka to ogromna radość mieć za matkę Niepokalaną Maryję! Za każdym razem, gdy doświadczamy naszej kruchości i oczarowania złem, możemy zwrócić się do Niej, a nasze serce otrzyma światło i pociechę. Również w próbach życia, pośród burz, które grożą upadkiem naszej wierze i nadziei, pomyślmy, że jesteśmy Jej dziećmi i że korzenie naszej egzystencji sięgają nieskończonej łaski Boga. Sam Kościół, choć wystawiony na negatywne wpływy świata, znajduje w Niej zawsze gwiazdę, by kierować się i podążać drogą wskazaną mu przez Chrystusa. Maryja jest bowiem Matką Kościoła.
Podczas modlitwy „Anioł Pański”, 8 grudnia 2009 r.
Boże ojców naszych, wielki i miłosierny! Panie życia i pokoju, Ojcze wszystkich ludzi. Twoją wolą jest pokój, a nie udręczenie. Potęp wojny i obal pychę gwałtowników. Wysłałeś Syna swego Jezusa Chrystusa, aby głosił pokój bliskim i dalekim i zjednoczył w jedną rodzinę ludzi wszystkich ras i pokoleń.
Wielką zasługą św. Teresy jest powrót do ewangelicznego rozumienia miłości do Boga. Niewłaściwe rozumienie świętości popycha nas w stronę dwóch pokus. Pierwsza - sprowadza się do tego, iż kojarzymy
świętość z nadzwyczajnymi przeżyciami. Druga - polega na tym, że pragniemy naśladować jakiegoś świętego, zapominając o tym, kim sami jesteśmy. Można do tego dołączyć jeszcze jedną pokusę -
czekanie na szczególną okazję do kochania Boga. Ulegając tym pokusom, często usprawiedliwiamy swój brak dążenia do świętości szczególnie trudnymi okolicznościami, w których przyszło nam żyć, lub zbyt
wielkimi - w naszym rozumieniu - normami, jakie należałoby spełnić, sądząc, iż świętość jest czymś innym aniżeli nauką wyrażoną w Ewangelii.
Teresa nie znajdowała w sobie dość siły, aby iść drogą wielkich pokutników czy też drogą świętych pełniących wielkie czyny. Teresa odkrywa własną, w pełni ewangeliczną drogę do świętości. Jej pierwsze
odkrycie dotyczy czasu: nie powinniśmy odsuwać naszego kochania Boga na jakąś nawet najbliższą przyszłość. Któraś z sióstr w klasztorze w Lisieux „oszczędzała” siły na męczeństwo, które notabene
nigdy się nie spełniło. Dla Teresy moment kochania Boga jest tylko teraz. Ona nie zastanawia się nad przyszłością, gdyż może się czasami wydawać zbyt odległa lub zbyt trudna. Teraz jest jej ofiarowane
i tylko w tym momencie ma możliwość kochania Boga. Przyszłość może nie nadejść. „Dobry Bóg chce, bym zdała się na Niego jak maleńkie dziecko, które martwi się o to, co z nim będzie jutro”.
Czasami myśl o wielu podobnych zmaganiach w przyszłości nie pozwala nam teraz dać całego siebie. Zatem właśnie chwila obecna i tylko ta chwila się liczy. Łaska ofiarowania czegoś Bogu lub przezwyciężenia
jakiejś pokusy jest mi dana teraz, na tę chwilę. W chwili wielkiego duchowego cierpienia Teresa pisze: „Cierpię tylko chwilę. Jedynie myśląc o przeszłości i o przyszłości, dochodzi się do zniechęcenia
i rozpaczy”. Rozważanie, czy w przyszłości podołam podobnym wyzwaniom, jest brakiem zdania się na Boga, który mnie teraz wspomaga. „By kochać Cię, Panie, tę chwilę mam tylko, ten dzień dzisiejszy
jedynie” - pisze Teresa. Jest to pierwsza cecha realizmu jej ducha - realizmu ewangelicznego, gdyż Chrystus mówi nieustannie o gotowości i czuwaniu. Ten, kto zaniedbuje teraźniejszość,
nie czuwa, bo nie jest gotowy. Wkłada natomiast energię w marzenia, a nie w to, co teraz jest możliwe do spełnienia. Chrystus przychodzi z miłością teraz. To skoncentrowanie się na teraźniejszości pozwala
Teresie dostrzec wszystkie możliwe okazje do kochania oraz wykorzystać je. Do tego jednak potrzebne jest spojrzenie nacechowane wiarą, iż ten moment jest darowany mi przez Boga, aby Go teraz, w tej sytuacji
kochać. Nawet gdy sytuacja obecna jawi się w bardzo ciemnych barwach, Teresa nie traci nadziei. „Słowa Hioba: Nawet gdybyś mnie zabił, będę ufał Tobie, zachwycały mnie od dzieciństwa. Trzeba mi
jednak było wiele czasu, aby dojść do takiego stopnia zawierzenia. Teraz do niego doszłam” - napisze dopiero pod koniec życia.
Teresa poznaje, że wielkość czynu nie zależy od tego, co robimy, ale zależy od tego, ile w nim kochamy. „Nie mając wprawy w praktykowaniu wielkich cnót, przykładałam się w sposób szczególny
do tych małych; lubiłam więc składać płaszcze pozostawione przez siostry i oddawać im przeróżne małe usługi, na jakie mnie było stać”. Jeśli spojrzeć na komentarz Chrystusa odnośnie do tych, którzy
wrzucali pieniądze do skarbony w świątyni, to właśnie w tym kontekście możemy uchwycić zamysł Teresy. Nie jest ważne, ile wrzucimy do tej skarbony, bo uczynek na zewnątrz może wydawać się wielki, ale
cała wartość uczynku zależy od tego, ile on nas kosztuje. Zatem należy przełamywać swoją wolę, gdyż to jest największą ofiarą. Przezwyciężając miłość własną, w całości oddajemy się Bogu.
Były chwile, gdy Teresa chciała ofiarować Bogu jakieś fizyczne umartwienia. Taki rodzaj praktyk był w czasach Teresy dość powszechny. Jednak szybko się przekonała, że nie pozwala jej na to zdrowie.
Było to dla niej bardzo ważne odkrycie, gdyż utwierdziło ją w przekonaniu, że nie trzeba wiele, aby się Bogu podobać. „Dane mi było również umiłowanie pokuty; nic jednak nie było mi dozwolone, by
je zaspokoić. Jedyne umartwienia, na jakie się zgadzano, polegały na umartwianiu mojej miłości własnej, co zresztą było dla mnie bardziej pożyteczne niż umartwienia cielesne”. Teresa nie wymyślała
sobie jakichś ofiar. Jej zadaniem było wykorzystanie tego, co życie jej przyniosło.
Umiejętność docenienia chwili, odkrycia, że wszystko jest do ofiarowania - tego uczy nas Teresa. My sami albo narzekamy na trudny los i marnujemy okazję do ofiarowania czegoś trudnego Bogu,
albo czynimy coś zewnętrznie dobrego, ale tylko z wygody, aby się komuś nie narazić lub dla uniknięcia wyrzutów sumienia. Intencja - to jest cały klucz Teresy do świętości. Jak wyznaje, w swoim
życiu niczego Chrystusowi nie odmówiła, tzn. że widziała wszystkie okazje do czynienia dobra jako momenty wyznawania swojej miłości.
Inną cechą, która przybliża ją do nas, jest naturalność jej modlitwy. Teresa od Dzieciątka Jezus, która jest córką duchową św. Teresy od Jezusa, jest jej przeciwieństwem odnośnie do szczególnych łask
na modlitwie. Złożyła nawet z tych łask ofiarę, bo czuła, że w nich można szukać siebie. Jej życie modlitwy było często bardzo marne, gdyż zdarzało się jej zasypiać na modlitwie. Po przyjęciu Komunii
św. zamiast rozmawiać z Bogiem, spała. Nie dlatego, że chciała, ale dlatego, że nie potrafiła inaczej. Ważny jest fakt, iż nie martwiła się za bardzo swoją nieumiejętnością modlenia się. Wierzyła, że
i z takiej modlitwy Chrystus jest zadowolony, gdyż ona nie może Mu ofiarować nic więcej poza swoją słabością.
Aby się przekonać, jak daleko lub jak blisko jesteśmy przyjmowania Ewangelii w całej jej głębi, zastanówmy się, jak podchodzimy do niechcianych prac, mniej wartościowych funkcji, momentów, gdy nie
jesteśmy doceniani, a nawet oskarżani. Czy widzimy w tym okazję, aby to wszystko ofiarować Chrystusowi, czy też walczymy o to, aby postawić na swoim lub zwyczajnie zachować twarz? Jak postępujemy wobec
osób, które są dla nas przykre? Czy je obgadujemy, czy też widzimy w tym okazję, aby im pomóc w drodze do Boga? Teresa powie, gdy nie może już przyjmować Komunii św. ze względu na zaawansowaną chorobę,
że wszystko jest łaską. Czy każda trudna sytuacja, trudny człowiek jest dla mnie łaską?
Siedziba dawnej Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów (Propaganda Fide) przy Piazza di Spagna w Rzymie.
Dykasteria ds. Ewangelizacji koordynuje misje katolickie na całym świecie i kieruje procesem nowej ewangelizacji. Leon XIV zatwierdził dziś (1.10.2026) Statut „Donum Missionis” – nowego podmiotu prawnego Dykasterii ds. Ewangelizacji. Fundacja powstała z połączenia Fundacji Domus Missionalis i Domus Urbaniana. Będzie odpowiadać za konserwację i utrzymanie nieruchomości należących do Dykasterii, w których mieszkają i są otaczani opieką duchową seminarzyści i osoby zakonne z terenów misyjnych.
Leon XIV podjął decyzję o połączeniu obu fundacji w jedną instytucję, biorąc pod uwagę konieczność dostosowania ich statusu kanonicznego do zmienionych ram prawnych, a szerzej – do reformy Kurii Rzymskiej zainicjowanej przez papieża Franciszka konstytucją apostolską Praedicate Evangelium.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.