Reklama

Polska

Nie możemy spać spokojnie - wywiad z abp. Stanisławem Budzikiem

[ TEMATY ]

wywiad

abp Wiktor Skworc

ad limina

Katarzyna Artymiak

Musimy rozpocząć nową ewangelizację i uczyć się jej metod od Ojca Świętego Franciszka – mówi abp Stanisław Budzik. W wywiadzie dla KAI metropolita lubelski opowiada o wizycie „Ad limina” polskich biskupów, o tym, czy Kościół w Polsce odeprze proces laicyzacji, prezentuje liczne inicjatywy ewangelizacyjne w archidiecezji lubelskiej.

KAI: Zakończyła się bardzo ważna, pierwsza za pontyfikatu papieża Franciszka wizyta „Ad limina Apostolorum” polskich biskupów. Jakie wnioski z niej płyną?

Abp Stanisław Budzik: Spotkanie z Ojcem Świętym było dla nas wielkim przeżyciem. Z jednej strony z satysfakcją przyjęliśmy słowa uznania pod adresem Kościoła w Polsce. Papież widzi w nim ogromny potencjał wiary, modlitwy i czynnej miłości. Na nasze pytanie, czy nie znudziły się mu już spotkania z biskupami z Polski, odpowiedział z uśmiechem, że przynosimy przecież dobre wiadomości. Ale ze spotkania z papieżem i z dyskusji w poszczególnych dykasteriach watykańskich wynosimy także ostrzeżenie, iż nie możemy spać spokojnie i siedzieć z założonymi rękami w przekonaniu, że z Kościołem u nas jest tak dobrze. Papież apelował, byśmy otwierali szeroko drzwi Kościoła, wychodzili na zewnątrz, szukając ludzi, którzy do kościoła już systematycznie nie przychodzą. A w katolickiej Polsce jest ich co najmniej połowa.

Reklama

Papież Franciszek nie mówi jakichś rewelacyjnie nowych rzeczy, nie zmienia nauki i praktyki Kościoła, ale używa nowego języka, stawia nowe akcenty. W struktury Kościoła wnosi nowy, ożywczy powiew Ducha i wielką zachętę do powrotu do źródeł. Metodę, którą tak świetnie zaprezentował w swojej adhortacji Evangelii gaudium obserwowaliśmy podczas wizyty na co dzień. Nie tylko rozmawialiśmy z Ojcem Świętym, ale mieliśmy także okazję widzieć go "w akcji", podczas audiencji ogólnej i spotkania z rodzinami Drogi Neokatechumenalnej z wielu krajów. Błogosławił i rozsyłał rodziny na misje do różnych krajów na świecie, nawet tak odległych geograficznie i kulturowo jak Chiny. Fenomen papieża Franciszka zmusza nas, duszpasterzy do refleksji. Możemy się od niego wiele nauczyć. Ten pontyfikat to wielka szansa dla całego Kościoła, w tym i Kościoła w Polsce.

Oczywiście dla nas wciąż aktualne jest to, co powiedział Jan Paweł II na początku trzeciego tysiąclecia: nie musimy szukać jakiejś nowej nauki, ale trzeba sięgnąć do źródeł i wypłynąć na głębię. Te słowa wciąż mamy w pamięci. Franciszek formułuje to wezwanie w sposób jeszcze bardziej radykalny, mówiąc, że Kościół winien dokonać wewnętrznego, ewangelizacyjnego, misyjnego, duszpasterskiego nawrócenia – abyśmy wszyscy skuteczniej głosili światu Ewangelię.

KAI: Kościół w Polsce jest chyba na szczególnym etapie, na swego rodzaju historycznym zakręcie. Z jednej strony możemy zachwycać się jego potencjałem, z drugiej strony widzimy pewne, dość znaczne osłabienie. I o tym też mówił papież Franciszek.

- "Zachwyt potencjałem" Kościoła w Polsce mogą wyrażać ludzie odwiedzający nasz kraj, widząc pewne zewnętrzne objawy, zwłaszcza pełne świątynie, powołania, czytając niektóre statystyki i porównując z sytuacją u siebie. Ale na spotkaniach biskupów nigdy nie zauważyłem „zachwytu”, raczej wielką troskę o stan Kościoła nad Wisłą. Jest nam coraz trudniej docierać do współczesnego człowieka, który jest kształtowany przez masową kulturę i środki społecznego przekazu niechętne Kościołowi. To potężna „konkurencja” w procesie kształtowania świadomości wiernych, dlatego musimy się zdobyć na wielki wysiłek.

Reklama

Słyszeliśmy o tym na każdym kroku w Stolicy Apostolskiej – ze strony Ojca Świętego i w poszczególnych dykasteriach. Przypominano nam wciąż, że stajemy wobec procesów, które w całym świecie doprowadziły do bardzo dramatycznych sytuacji w zakresie powołań, rodziny, świadectwa chrześcijańskiego. Te wszystkie procesy zaczynają się u nas w Polsce, mamy tego wyraźne symptomy. Powinny być one dla nas źródłem wielkiego, twórczego niepokoju.

KAI: Może nasza polska droga będzie jednak inna i nie powtórzymy błędów innych Kościołów lokalnych, szczególnie tych na Zachodzie, dotkniętych największą falą sekularyzacji?

- Wielu obserwatorów życia religijnego i kościelnego w Polsce ma nadzieję, że tego scenariusza nie powtórzymy. Wciąż jednak powraca pytanie, w jakim stopniu posiadamy możliwość wpływania na procesy sekularyzacyjne, a w jakim są one od nas niezależne. Czy to, co się stało w różnych środowiskach kościelnych na Zachodzie Europy jest efektem zaniedbania ze strony tamtejszych Kościołów, wyboru niewłaściwej strategii działania czy też są to procesy, na które ludzie Kościoła nie mają decydującego wpływu.

KAI: Mówienie o nieuchronności sekularyzacji oznaczałoby zakwestionowanie ludzkiej wolności. Może jednak się okazać, że mieszkamy w Niniwie, a laicyzacja nie jest nieodwołalnym walcem, który po nas przejedzie, że dużo zależy od nas samych.

- W żadnym wypadku nie możemy odchodzić od koncepcji wolności. Jest ona dla nas, wierzących czymś podstawowym. Bez wolności nie byłoby odpowiedzialności. Nauka o wolności to samo serce antropologii chrześcijańskiej. Ale wiemy nie od dziś, że człowiek może utracić wolność, popaść w niewolę. Różne działania zewnętrzne i wewnętrzne mogą tę wolność osłabić, usidlić, skrępować. Wiele jest dzisiaj takich działań, zewnętrznych, nacisków, procesów społeczno-kulturowych uzależniających człowieka, wpływających na jego świadomość, zagrażających jego wolności, wrażliwości jego sumienia. „Wolność nie jest ulgą, lecz trudem wielkości” – mówi poeta. Potrzeba wielkiego trudu i dobrego rozeznania, aby wolność ocalić. Dla nas wierzących decydujące jest słowo Chrystusa: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.”

KAI: Poważnym powodem kryzysu Kościoła na Zachodzie była kondycja teologii z jednej strony, a z drugiej naciski ze strony ludzi świeckich rozumiejących swą rolę w Kościele, głównie jako rolę krytyczną i wolność do obalania tego, co zastali. Nie do końca rozumieli na czym w istocie polega ich misja apostolska. Oba te środowiska domagały się nieustających zmian i modernizacji Kościoła. U nas jest inaczej. Świeccy w Polsce są może mniej aktywni, ale chyba mocniej utożsamiają się z Kościołem.

- Nie ma wątpliwości, że tak jest. Gdy w latach osiemdziesiątych studiowałem i mieszkałem na Zachodzie, odnosiłem wrażenie, że w tamtejszych wspólnotach kościelnych dominują raczej skrajne nurty, brakuje zaś zdrowego środka. Po powrocie do Polski łatwo było zauważyć, że ten zdrowy środek w Kościele płynie szerokim nurtem i jest mocny. Dzisiaj widać nowe niebezpieczeństwo. Olbrzymia polaryzacja życia społecznego i politycznego w Polsce przekłada się na Kościół, dzieląc go od wewnątrz. Gdyby ten proces się utrwalał, byłoby to dla życia kościelnego bardzo niebezpieczne, wręcz destrukcyjne.

KAI: A w czym ta polaryzacja, na gruncie kościelnym się wyraża?

- W braku jedności wśród wyznawców Chrystusa. Wspólnota polityczna staje się ważniejsza niż wspólnota wiary. Ktoś, chyba Zbigniew Nosowski, opisał ironicznie zasadę stosowaną przez wielu: "Miłuj bliźniego swego, z wyjątkiem przeciwnika politycznego”. Przecież przykazanie miłości to centrum Ewangelii. Czyżby nie odnosiło się do obszaru życia społecznego i politycznego? Kościół będący – zgodnie z definicją soborową – sakramentem zbawienia, czyli znakiem i narzędziem budowania jedności rodzaju ludzkiego, nie może o tym zapomnieć. Podziały i napięcia polityczne nie powinny się wciskać do Kościoła. Kościół powinien być domem dla wszystkich. Inaczej nie spełni swojego powołania, aby nieść ludziom zbawienie i stawać się zaczynem jedności całego rodzaju ludzkiego.

KAI: Do jedności zachęcał biskupów papież Franciszek podczas „Ad limina”. Czytamy o tym już w pierwszym akapicie jego przemówienia do polskich biskupów. Dlaczego potraktował to jako najważniejsze wskazanie?

- Pewnie z tych powodów, o których mówiliśmy wcześniej, a które Papieżowi są doskonale znane. Przecież zanim pojechaliśmy do Rzymu, każda z diecezji przekazała do Stolicy Apostolskiej szczegółowe sprawozdanie z życia kościelnego i sytuacji Kościoła w społeczeństwie. Syntezę tego poznał Ojciec Święty. Papież otrzymuje także informacje nuncjatury apostolskiej. Zdaje sobie sprawę, jak bardzo jedność w Kościele jest nam potrzebna. Fakt, że jesteśmy chrześcijanami, powinien nas wszystkich łączyć i chronić przed pokusą formowania wewnątrzkościelnych obozów. Kościół w Polsce musi się zmobilizować, nawrócić się jako wspólnota, aby być widzialnym znakiem i narzędziem jedności.

KAI: Papież Franciszek wiele mówi o „nawróceniu duszpasterskim, nawróceniu misyjnym Kościoła”. Co to oznacza w praktyce?

- Mogę to zilustrować na przykładzie archidiecezji lubelskiej. Na początku marca rozpoczniemy rekolekcje ewangelizacyjne w parafiach. Chcemy dotrzeć z orędziem Ewangelii do wszystkich, zwłaszcza do tych, którzy przestali jej słuchać. Projekt ewangelizacyjny wpisuje się w program duszpasterski Kościoła w Polsce. Przygotowując się na jubileusz 1050-lecia chrześcijaństwa w Ojczyźnie, chcemy odkryć chrześcijańskie korzenie, z których wyrastamy. To odkrycie ma być impulsem do odnowienia i umocnienia naszej wiary, do postawienia Boga w centrum naszego życia.

Rekolekcjom ewangelizacyjnym, trwającym zwyczajnie od czwartku do niedzieli, towarzyszyć będzie peregrynacja Krzyża. W kilkuletnią wędrówkę po wszystkich parafiach wyruszy z Archikatedry kopia słynącego łaskami Krzyża Trybunalskiego. Umieszczone w niej będą relikwie Krzyża Świętego, które są od pewnego czasu w posiadaniu archidiecezji.

Rekolekcje ewangelizacyjne przeprowadzą zespoły, w których z kapłanem współpracować będzie grupa świeckich. Treścią rekolekcji będzie głoszenie kerygmatu, czyli podstawowych prawd Ewangelii. Po rekolekcjach Krzyż Święty pozostanie w parafii jeszcze przez tydzień. W kolejnych dniach wspólnota parafialna, która doświadczyła spotkania z Chrystusem ukrzyżowanym i zmartwychwstałym, stanie się Wieczernikiem Kościoła, zgromadzonego na modlitwie wraz z Maryją i oczekującego na Zesłanie Ducha Świętego. W tym czasie podczas nabożeństw wieczornych będziemy dziękować za bezcenne dary Wieczernika, którymi są Eucharystia, Kapłaństwo, Kościół posłany do wszystkich narodów, Maryję jako Matkę Kościoła, przykazanie miłości oraz Ducha Świętego zesłanego na odpuszczenie grzechów. Dziesiątego dnia od rozpoczęcia rekolekcji, w sobotę, peregrynacja Krzyża zakończy się liturgią Sakramentu Bierzmowania, udzielanego przez biskupa. Będzie to parafialne Zesłanie Ducha Świętego i posłanie wiernych, aby z radością głosili Ewangelię współczesnemu światu.

KAI: A jak z tą misją ewangelizacyjną dotrzeć do tych, co do kościoła nie przyjdą?

- Będziemy iść od domu do domu i zapraszać ludzi do udziału w rekolekcjach ewangelizacyjnych. Pomogą nam w tym różne grupy działające w diecezji. Będziemy wzywać tych, którzy nie garną się zwyczajnie do kościoła: „Pójdźcie do źródła! Skosztujcie wody żywej!” – projekt ewangelizacyjny nosi bowiem nazwę „Źródło”. Chcemy "przeorać" w ten sposób całą diecezję. Ufam, że będą to ważne lata dla archidiecezji lubelskiej.

Są też inne motywy, które wybrzmią w dziele „duszpasterskiego nawrócenia” i nowej ewangelizacji. W tym roku obchodzimy 300-lecie seminarium duchownego w Lublinie. Jego wychowankowie pracują dziś na całym świecie – od Argentyny aż po Papuę-Nową Gwineę. Powiedziałem to Ojcu Świętemu Franciszkowi, który z ożywieniem opowiadał o roli polskich kapłanów w dziele ewangelizacji Argentyny. W seminarium lubelskim przygotowują się do kapłaństwa, już od kilkudziesięciu lat, także grekokatolicy z Polski i Ukrainy. Także ta wiadomość wzbudziła duże zainteresowanie Ojca Świętego.

W następnym 2015 roku, będziemy obchodzić z kolei 250-lecie koronacji obrazu Matki Bożej Chełmskiej. Na Chełmskiej Górce już w XIII w. znajdowała się katedra diecezji prawosławnej. Chełm był także stolicą księcia Daniela Romanowicza, założyciela Lwowa, jedynego władcy Rusi Halickiej, który otrzymał korony papieskie. To ważna postać także dla dzisiejszej Ukrainy w kontekście jej aspiracji europejskich.

Od wczesnego średniowiecza czczony był na Górze Chełmskiej obraz Matki Bożej, jedna z najstarszych o otoczonych największą czcią ikon Wschodu. Przez wieki był przedmiotem kultu wyznawców prawosławia, potem – po zawarciu Unii Brzeskiej – Kościoła greckokatolickiego, dla którego wybudowano obecną świątynię. Następnie, po kasacie diecezji greckokatolickiej przez carat w 1875 r., świątynię i obraz przejęli prawosławni. Po I wojnie światowej, pod wpływem migracji ludnościowych świątynia przeszła na własność parafii rzymskokatolickiej.

Jubileusz koronacji będzie okazją do uświadomienia sobie bogactwa archidiecezji lubelskiej, na które składają się różne wątki, wyznania, języki i kręgi kulturowe. Lublin i okolice należały przez 800 lat do diecezji krakowskiej, z kolei Ziemia Chełmska kształtowała się pod wpływem kultury wschodniej. Zostało to pięknie zobrazowane w kaplicy Trójcy Świętej na Zamku Lubelskim, gdzie w gotyckiej kaplicy odkryto wspaniałe freski bizantyjskie z początku XV wieku. Będzie to okazja, żeby uświadomić sobie wielką szansę, jaką stwarza spotkanie kultur, narodów i religii.

Zaś rok później, w 2016 r., będzie obchodzone 1050-lecie Chrztu Polski i Światowy Dzień Młodzieży w Krakowie, do którego już się intensywnie przygotowujemy. W Lublinie i naszej archidiecezji chcemy przyjąć młodzież z całego świata, ale z pewnością najwięcej będzie gości ze Wschodu. Te kontakty z młodzieżą zza wschodniej granicy już są zresztą liczne i różnorodne. Stymulują je przede wszystkim uniwersytety, także Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II, który jest bardzo, ceniony w tych krajach, zwłaszcza na Ukrainie.

Kolejne rocznice to 600-lecie praw miejskich Lublina, będące okazją do refleksji nad świetną i wielowątkową historią miasta i regionu oraz stulecie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Biskup lubelski Marian Fulman przyjął w 1918 r. studentów nowego Uniwersytetu pod dach seminarium duchownego w Lublinie na cztery lata. Z okazji rocznicy Uniwersytetu chcemy zaprosić do Lublina Konferencję Episkopatu Polski na zebranie plenarne.

Wspomniane rocznice będą inspirować do przyjrzenia się bogactwu dziedzictwa archidiecezji lubelskiej. Chcemy też w ten sposób podjąć wezwanie Ojca Świętego Franciszka do nawrócenia ewangelizacyjnego, do osobistego wyboru Chrystusa. A w ślad za tym do takiej mobilizacji ludzi, aby wszyscy wierzący czuli się wezwani do radosnego głoszenia Ewangelii.

Mamy nadzieję, że dzięki temu uda się nam wyłowić ludzi gotowych zaangażować się dla ewangelizacji w sposób bardziej systematyczny. Zaproponujemy im odbywanie formacji w ośrodku diecezjalnym w Dąbrowicy koło Lublina, po czym będą ewangelizować w kolejnych środowiskach.

Ufamy, że ta akcja ewangelizacyjna jest realizacją posłania, jakie kieruje do nas Chrystus w Ewangelii i powtarza na zakończenie każdej Eucharystii: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię!” Za przykładem Ojca Świętego chcemy czynić to w sposób dynamiczny i radosny. Cieszymy się, że ta akcja tak wpisuje się w postulaty Papieża Franciszka, choć była zaplanowana jeszcze przed jego wyborem na papieża jako owoc przeżywanego w diecezji Roku Wiary.

KAI: To on wzywa do wyjścia ze świątyni, wyjścia ku wszystkim duchowo zagubionym i potrzebującym, do swego rodzaju „rabanu” w Kościele...

- Wierni w Lublinie wychodzą na ulice kilkanaście razy do roku. Uczestniczą w trzech Drogach Krzyżowych. Pierwsza to akademicka, która wędruje ulicami dzielnicy studenckiej obok KUL-u i UMCS-u. Uczestniczy w niej kilka tysięcy studentów. Druga organizowana jest na terenie byłego obozu koncentracyjnego na Majdanku dla młodzieży z całej diecezji, często z udziałem młodzieży ukraińskiej. Trzecia wędruje ulicami Starego Miasta i ma wymiar ekumeniczny: duchowni różnych wyznań przygotowują i wygłaszają teksty modlitw. W tradycję Lublina wpisana jest wieczorna procesja Maryjna 3 lipca. Tłumy wiernych idą w Orszaku Trzech Króli, uczestniczą w marszu życia, w procesji tajemnic światła oraz w kilku innych procesjach i marszach organizowanych co roku.

KAI: W tych dniach wszyscy żyjemy Ukrainą. To tuż za granicą archidiecezji lubelskiej.

- Ziemia lubelska ma wiele związków z Ukrainą. To nasi najbliżsi sąsiedzi. Wielu z nich mieszka, studiuje i pracuje w Lublinie. Kapłani z naszej archidiecezji pomagają Kościołowi rzymskokatolickiemu na Ukrainie w pracy duszpasterskiej. W zeszłym roku byłem w Kijowie z okazji 1025-rocznicy Chrztu Rusi, obchodzonej przez Kościół greckokatolicki i połączonej z konsekracją kijowskiej katedry Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. Miałem okazję zobaczyć piękny Kijów, poznać jego dzieje – to przecież chrzcielnica i „Jerozolima” Kościoła wschodniego. Byliśmy też wówczas na Placu Niepodległości a dzisiejszym Majdanie, na który skierowane były i są w tych dniach oczy całego świata.

Patrzymy na przemiany u naszych wschodnich sąsiadów z wielką nadzieją i życzliwością a także niepokojem, biorąc pod uwagę skomplikowany układ geopolityczny. Mamy nadzieję, że uda się zachować jedność Ukrainy, wprowadzić reguły demokratyczne, dźwignąć gospodarkę, a nade wszystko odnowić duchowo naród. Jego dusza jest przecież głęboko chrześcijańska. Widział to cały świat podczas dramatycznych zmagań w Kijowie.

2014-02-27 11:36

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Wiktor Skworc z wizytą duszpasterską w Londynie

2020-09-25 10:01

[ TEMATY ]

abp Wiktor Skworc

Londyn

BP KEP

Metropolita katowicki abp Wiktor Skworc przebywa z wizytą duszpasterską w Londynie. Jej głównym motywem jest udział w uroczystościach z okazji 90-lecia kościoła na londyńskiej Devonii.

Świątynia przy 2 Devonia Road została zakupiona przez Polską Misję Katolicką w Anglii i Walii w 1930. Aktu poświęcenia i przekazania kościoła na potrzeby Polaków mieszkających na Wyspach dokonał 12 października 1930 roku Prymas Polski kard. August Hlond.

W czasie II wojny światowej miejsce to stało się „domem” Rządu RP na uchodźstwie i wraz z przyległym budynkiem przy Devonia 4 służyło polskim żołnierzom. W latach powojennych stało się kościołem parafialnym dla Polaków mieszkających w północnej części Londynu.

W ramach wizyty duszpasterskiej nad Tamizą Metropolita katowicki spotka się z kapłanami posługującymi wśród Polaków w Anglii i Walii i będzie promował program duszpasterski Kościoła w Polsce pt. „Eucharystia daje życie”, z którego korzystają także duszpasterze Polskiej Misji Katolickiej.

Wizyta abp. Wiktora Skworca w Londynie potrwa kilka dni, od 23 do 28 września. To odpowiedź na zaproszenie arcybiskupa Westminster kard. Vincenta Nicholsa oraz rektora Polskiej Misji Katolickiej ks. prałata Stefana Wylężka.

CZYTAJ DALEJ

Prymas samotny, lecz nie osamotniony

Niedziela Ogólnopolska 31/2014, str. 11-14

[ TEMATY ]

kardynał

kard. Stefan Wyszyński

Archiwum Zgromadzenia Sióstr Nazaretanek

Prymas w Komańczy

Prymas w Komańczy

Podczas badań związanych z opracowywaniem dokumentacji o heroiczności cnót sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego odkryto nieznane materiały z okresu jego uwięzienia w Rywałdzie Królewskim

W 1953 r. po brutalnym aresztowaniu i uwięzieniu Prymasa w celi klasztoru Kapucynów w Rywałdzie Królewskim nawet okno mu zaklejono z przekonaniem, że nikt się o tym nie dowie. Ksiądz Prymas w swoich „Zapiskach więziennych” zamieścił następującą informację: „«Pan osłaniał bibułkami szyby moich okien, żeby kto nie dostrzegł Prymasa Polski. Tych okien nikt nie zdoła przed światem ukryć. I tak wszyscy będą wiedzieli, gdzie mnie więzicie». – «Przesada» – wygłosił mój rozmówca. «Nie przesada, tylko stwierdzenie rzeczywistości, której wy nie znacie, bo zamykacie na nią oczy. Pozycja Prymasa Polski więcej znaczy w świecie aniżeli każdego innego hierarchy na Wschodzie Europy, i na to rady nie ma. Świat interesuje się losami każdego kardynała – i na to również rady nie ma. Kto zna choć odrobinę Europę, wie, że to nie są pojęcia martwe. Trzeba wielkiego zaślepienia, by strzelać do obywatela z ciężkich dział, zamiast użyć ludzkiej mowy»” (28 września 1953 r.).

Przeczytaj także: Rocznica uwięzienia Prymasa Wyszyńskiego

Czas uwięzienia prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego na pewno wywołał w nim poczucie osamotnienia. Jak dowodzą archiwa, z całą pewnością można powiedzieć, że hierarcha nie był w tym czasie osamotniony. Polscy biskupi wielokrotnie podejmowali próby jego uwolnienia, zarówno gremialnie, jak i indywidualnie. Zachowały się listy poparcia, protesty i prośby. Z zachowanych dokumentów wynika też, że nikt z grona polskiego Episkopatu nie zachował się nieprzyzwoicie. Tezę o rzekomym osamotnieniu Księdza Prymasa musieli zatem rozpowszechniać komuniści. Ostatnia kwerenda w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej i Sekretariatu Episkopatu Polski wskazuje na to, że polscy biskupi wobec nasilającej się ateizacji i niszczenia Kościoła zachowywali się stanowczo, godnie i niezwykle powściągliwie, zaś przedkładane do podpisu dokumenty przyjmowali jedynie do wiadomości, niczego nie podpisując. Powyższą tezę potwierdza prof. Jan Żaryn. Również jego zdaniem, stan badań w tym zakresie na początku roku 2014 pozwala na ostrożne przyjęcie wniosku: Nie ma potwierdzenia, że było inaczej. Innymi słowy – nie posiadamy w archiwach dokumentu, na którym widnieją podpisy biskupów.

Biskupi niczego nie podpisywali

Tak właśnie było z oświadczeniem wydanym po aresztowaniu Prymasa Polski w dniu 27 września 1953 r., kiedy to biskupi, wezwani przez premiera Józefa Cyrankiewicza, zapoznali się jedynie z tekstem przygotowanego dokumentu, ale go nie podpisali. Pod oświadczeniem widniał tylko jeden podpis: Józefa Cyrankiewicza. Prawdopodobny scenariusz tej dramatycznej sytuacji wyglądał następująco: biskupi, wezwani telefonicznie przez pracowników kancelarii premiera, stawili się w umówionym dniu. Premier podjął gości prawdziwą kawą, co w ówczesnych latach było nie lada luksusem i zapewne zachętą do rozmowy oraz podpisania dokumentu. Po chwili premier przedłożył swoim gościom do podpisu tekst przygotowanego wcześniej oświadczenia Episkopatu, zapewne podyktowanego poprzedniego dnia pracownikom swojej kancelarii. Sam też złożył wcześniej swój podpis. Biskupi: Zygmunt Choromański, Michał Klepacz i Tadeusz Zakrzewski zapoznali się z tekstem, po czym podziękowali za poczęstunek i wyszli, przyjmując treść dokumentu jedynie do wiadomości. Niczego nie podpisali! Takiego biegu wydarzeń premier nie przewidział. Nie ukrywał wówczas swego zdenerwowania i wzburzenia. Swoich gości pożegnał bardzo oschle, już w niewybrednych słowach, oczywiście grożąc aresztowaniem. Jeszcze tego samego dnia polecił pracownikom kancelarii, aby rzekomo wspólny tekst oświadczenia podany został do publicznej wiadomości. Następnego dnia zostało ono opublikowane przez dzienniki partyjnej propagandy, wydawane w milionowych nakładach: „Trybunę Ludu”, „Żołnierza Wolności” i „Życie Warszawy”.

Zobacz zdjęcia: Maryjne drogi kard. Wyszyńskiego

Wobec dramatycznych i brutalnych okoliczności niepodpisanie dokumentu było aktem wielkiej odwagi ze strony polskich biskupów. Wiedzieli, co im grozi, a mimo to pozostali nieugięci i oświadczenia nie podpisali. Niestety, te okoliczności jak dotychczas nie zostały wyjawione. A szkoda.

Ksiądz Prymas o faktach rzekomego podpisywania dokumentu dowiedział się dopiero w Komańczy, podczas pierwszych odwiedzin biskupów Choromańskiego i Klepacza. Można przypuszczać, że w takich okolicznościach zapewne poprosił swoich gości o absolutną dyskrecję, z czego biskupi wywiązali się znakomicie. Nigdy też publicznie nie ujawnili, jak było naprawdę.

Nie ustawali również w staraniach o uwolnienie Prymasa Polski. Począwszy od pierwszych dni po jego aresztowaniu i uprowadzeniu, zabiegali najpierw o złagodzenie warunków izolacji, potem o przeniesienie, aż do uzyskania możliwości częstszego kontaktu z Prymasem, co nastąpiło pod koniec 1955 r. w Komańczy.

O uwięzieniu Prymasa do Polonii

Przywołajmy w tym miejscu innego polskiego biskupa – Józefa Gawlinę, opiekuna duchowego Polaków na uchodźstwie, protektora emigracji polskiej, od roku 1947 rektora polskiego kościoła pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Rzymie. To on był współorganizatorem wieców protestacyjnych w Rzymie, on też wygłosił wiele przemówień w środowiskach polonijnych, przedstawiając prawdziwe powody aresztowania i uprowadzenia Prymasa Polski. Jednym z takich wystąpień było przemówienie do kleryków polskich studiujących w Rzymie w dniu 1 października 1953 r. Oto jego fragmenty:

„Hiobowa wieść wstrząsnęła naszymi duszami. Niemal w oktawę siedemsetlecia kanonizacji św. Stanisława Biskupa i Męczennika bezbożny reżim usunął Najdostojniejszego Księdza Kardynała Prymasa Stefana Wyszyńskiego, oderwał Pasterza od trzody, dążąc do przecięcia węzła łączącego Polskę ze Stolicą Apostolską, jako że Ojciec Święty nadał Księdzu Kardynałowi Prymasowi przywileje, by w zastępstwie swoim i z autorytetu swojego kierował losami Kościoła w Polsce.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że stało się to z rozkazu Moskwy. Wiadomości wrogiej prasy głoszą co prawda, jakoby się to stało na skutek interwencji Episkopatu. Piętnujemy to publicznie jako kłamstwo, które ma podkopać autorytet moralny biskupów polskich. Uczyniła to Moskwa przez UB i przy cichym akompaniamencie tzw. świeckich katolików, zasługujących wreszcie na jawne napiętnowanie. Już fałszywy proces Księdza Biskupa Kaczmarka wykazał ogrom perfidii i kłamstwa, przed którym wzdryga się każda uczciwa dusza.

Proces ten był zapowiedzią, że na wierną Ojcu Świętemu Hierarchię Polską spadną dalsze prześladowania. W nocy z piątku na sobotę wtargnęło UB do pałacu prymasowskiego i przeprowadziło skrupulatną rewizję. (...) Nad ranem aresztowano Księdza Prymasa. (...) Tego więc dnia Ksiądz Prymas przypieczętował swój los i udał się świadomie na drogę wygnania. Wszystkie podane przez reżim powody są obłudnymi wymysłami, w które nikt w Polsce nie wierzy. (...)

Gdybyż bezbożna władza miała przynajmniej tyle odwagi, by się przyznać do istotnych zamiarów swoich. Mówią, że nie walczą z Kościołem, a tylko ze szkodliwym duchowieństwem. Ułożyli sobie tzw. prawo, które jest skrajnym bezprawiem, na podstawie którego mogą uderzyć każdego biskupa, proboszcza, każdego księdza. Gwałt i obłuda wstydzi się własnego oblicza i otacza się pozorami prawnymi, które ją jeszcze bardziej poddają pogardzie uczciwych ludzi. Tak zakuwa się Kościół w kajdany, zamyka mu się usta, a w dodatku jeszcze wymusza się na jego przedstawicielach, aby na to bezprawie wyrazili zgodę. Chcą oni Kościół zdezorientować, rozdzielić i zniszczyć, chcą rozbić spoistość Episkopatu polskiego, aby przejście jednych biskupów ułatwiło zniewolenie reszty; chcą Polskę oderwać od Rzymu.

I tak wydłubują oni z Korony Kościoła brylanty, by je zastąpić marnymi szkiełkami. Czyż tak nie jest? Jeżeli ja kłamię, wtedy oni są pobożnymi owieczkami, jeśli zaś jest, jak mówię, tedy są antychrystami. Otóż zebrali się, by obchodzić misteria swej przewrotności.

Kurtyna się podniosła, a aktorzy dramatu już są na widowni. Cezaropapizm pod berłem Moskwy, oto sens tej nieboskiej komedii. A jej cel? Kościół w ręku antychrysta!

Episkopat Polski chciał zawrzeć układ z reżymem, chciał dać niezbity dowód swej dobrej woli: Episkopat szczerze wykonał wszystkie obowiązki wynikające z układu, lecz próba ta dała wynik absolutnie negatywny: ośrodki dywersji przeciwko Hierarchii, zlaicyzowanie Caritasu, grupa świeckich katolików, «Dziś i Jutro», komisje księży przy ZBoWiD-zie, usuwanie administratorów apostolskich, odrywanie biskupów od diecezji, narzucanie najmitów, proces Biskupa Kaczmarka, usunięcie Księdza Prymasa, otwieranie drogi do apostazji i herezji, oto smutny wynik tej próby. Gdzie się to skończy? Gdzie kres tej drogi? Czy dyplomatyzowaniem coś się osiągnie? (…)

Wolność rodzi się tylko w modlitwie i walce, a Kościół nasz jest Kościołem walczącym. Bóg jest nad nami, a palec Boży wyraźnie wskazuje sługi antychrysta. Czyż nie daje nam do myślenia że sędziów i zdrajców ks. kard. Mindszenty’ego dotknęła już ręka Pańska? Jedni ulegli czystce, drudzy zginęli samobójstwem, inni przepadli. «Nolite tangere Christos meos» – nie tykajcie pomazańców moich – taka jest mowa Ducha Świętego. Wczoraj Stolica Apostolska rzuciła klątwę na wszystkich, którzy się do uwięzienia Księdza Prymasa przyczynili.

Tobie zaś, czci najgodniejszy Prymasie Polski, składamy hołd i korną wdzięczność. «Soli Deo» – takie jest Twoje hasło. Z Twej wierności Bogu płynie wierność dla Ojca Świętego, dla Narodu polskiego. (...) Naszym zaś, Drodzy Bracia, obowiązkiem jest modlitwa za Prymasa naszego. Do tej modlitwy porwijmy świat cały, Rodaków i obcych, każdą uczciwą duszę. Piszmy do Ojca Świętego, przedłóżmy Mu swoją udrękę i pocieszmy Głowę Kościoła we wspólnym smutku.

Nie dajmy się szatanowi od modlitwy odwieść, albowiem taki już zawsze jest podstęp szatana, że prześladuje on, męczy i kusi świętych, aby oni nie mogli czystych rąk swoich wznosić do Boga; wie on bowiem, że modlitwa świętych za świat pokój rodzi, a na przewrotnych gniew Boży sprowadza i karę. (...) Módlmy się przeto za prześladowane Królestwo Boże i za ukochanego Prymasa naszego” („Duszpasterz Polski Zagranicą” 1954, nr 1, s. I-IV).

Starania o uwolnienie Prymasa

W Polsce wiele prób uwolnienia Księdza Prymasa podejmował bp Michał Klepacz, przewodniczący Konferencji Episkopatu w latach 1953-56. Zabiegał też u władz partyjno-rządowych o uwolnienie pozostałych biskupów, zwłaszcza bp. Antoniego Baraniaka, którego aresztowano kilka godzin później po uprowadzeniu Prymasa Polski z Miodowej i osadzono w więzieniu na Rakowieckiej 27 września 1953 r. Niespełna dwa miesiące po jego aresztowaniu, z nadzieją spędzenia z Prymasem Polski świąt Bożego Narodzenia, bp Klepacz wystosował 11 listopada 1953 r. list do premiera Bolesława Bieruta następującej treści:

„Wielmożny Panie Premierze!

W czasie wizyty przedstawicieli Episkopatu u Pana Premiera zwróciłem się do Niego z prośbą, abym mógł po pewnym czasie złożyć podanie na Jego ręce w sprawie odwiedzenia Księdza Kardynała Wyszyńskiego. Pan Premier był łaskaw zgodzić się na tę propozycję.

I oto teraz właśnie zwracam się z uprzejmą prośbą o pozwolenie mi udania się w czasie świąt Bożego Narodzenia do Księdza Prymasa i spędzenia z nim Wigilii i pierwszego dnia świąt. Prośbę tę motywuję w następujący sposób:

Święta Bożego Narodzenia są świętami największymi w całym chrześcijańskim świecie; są to święta miłości i pojednania, a zarazem święta jakby rodzinne. Miło więc będzie zarówno Księdzu Prymasowi, jak i nam móc mu choć w ten sposób uprzyjemnić te święta. Czyli racje czysto humanitarne przemawiają za uwzględnieniem takiej prośby.

Poza tym wizyta moja u Księdza Prymasa spotka się z dobrym oddźwiękiem wśród duchowieństwa i katolików świeckich. Ma to też niemałe znaczenie dla współżycia między Kościołem i Państwem.

Jeszcze raz ponawiając moją prośbę, mam nadzieję, że Pan Premier zechce się przychylić do niej” (Archiwum Sekretariatu Prymasa Polski).

Trzeba było wielu wysiłków, aby sprawę uwolnienia Księdza Prymasa komuniści poważnie rozważyli. Oczywiście, wiele w tej sprawie uczynili robotnicy poznańscy w czerwcu 1956 r. – jako jedno z pierwszych żądań wysunęli uwolnienie kard. Wyszyńskiego. Podobne żądania wysuwali pracownicy Warszawskiej Fabryki Samochodów na Żeraniu, którzy byli świadkami pokazowego procesu bp. Czesława Kaczmarka, transmitowanego przez Polskie Radio we wrześniu 1953 r., zakończonego skazaniem ordynariusza kieleckiego na 12 lat więzienia. Notabene biskup, torturowany psychicznie i fizycznie, przyznał się do nigdy niepotwierdzonych i nieudowodnionych zarzutów. Komuniści zaś chełpili się swoim sukcesem, wmawiając polskiemu społeczeństwu swoje racje.

Starania o uwolnienie Prymasa Polski podjęły zgromadzenia żeńskie i męskie, a także księża diecezjalni. Już od połowy 1955 r. przygotowywano petycje i prośby składane na ręce bp. Michała Klepacza o uwolnienie kard. Wyszyńskiego. Sekretariat Episkopatu naturalnie gromadził te wszystkie dokumenty, których liczba sięgała ok. 30. Bp Klepacz na ich podstawie przygotował kolejny wniosek o uwolnienie Księdza Prymasa.

Słowa otuchy dla Prymasa i perswazje do rządu PRL

Biskupi polscy postanowili po raz kolejny wystąpić do władz z prośbą o uwolnienie kard. Wyszyńskiego. Było to w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze (26 sierpnia 1956 r.). Po zakończonej Mszy św. sprawowanej na jasnogórskim Szczycie przygotowali dwa listy. Pierwszy do uwięzionego Prymasa Polski (w oryginale na s. 13), drugi – do premiera Józefa Cyrankiewicza z prośbą o jego uwolnienie.

Oto treść drugiego listu:

„Panie Premierze,

Już kilkakrotnie za pośrednictwem swych przedstawicieli zwracaliśmy się ustnie i w pismach do Rządu PRL o wrócenie wolności Jego Eminencji Księdzu Kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu, Arcybiskupowi Warszawskiemu i Gnieźnieńskiemu, Prymasowi Polski, pozbawionemu wolności w dniu 25 września 1953 r.

Wprawdzie od listopada r[oku] ubiegłego Księdzu Prymasowi zmieniono nieco na lepsze warunki życia, ale nadal nie może pełnić swego urzędu pasterskiego. Rząd PRL przez wypowiedzi swych przedstawicieli sam niejednokrotnie dał do zrozumienia, że w życiu państwowym będzie kierował się zasadami praworządności, które przez czynniki administracyjne często bywały naruszane. Uznał też Rząd prawo do obiektywnej i twórczej krytyki jako jednej z gwarancji panowania prawa sprawiedliwości. Dążność do demokratyzacji jest znowu elementem umożliwiającym obywatelowi obronę swych praw. Ksiądz Prymas, pełniąc swój wysoki urząd, nie mógł nie apelować do czynników państwowych, gdy bywały naruszane prawa Kościoła, i to wbrew przepisom Konstytucji, Porozumienia i obowiązującej Ustawy o wolności sumienia, wskazując jedynie na to, że naruszane były zasady prawa i sprawiedliwości społecznej. Dlatego też przy dziś respektowanych przez państwo przemianach jesteśmy przekonani, że Rząd PRL zmieni swój stosunek do internowanego Księdza Prymasa i pozwoli mu dalej pełnić swoje obowiązki.

Nie potrzebujemy dodawać, że wpłynie to bardzo na uspokojenie opinii wiernych i kleru, którzy nie mogą zrozumieć, dlaczego Ksiądz Prymas w okresie, w którym nastąpiło tyle rehabilitacji, w dalszym ciągu jest izolowany.

Nieustannie ludzie świeccy, duchowieństwo świeckie i zakonne zapytują nas, dlaczego Kardynał Prymas wciąż pozbawiony jest wolności i domagają się od Episkopatu, «by nie ustawał w staraniach o zwolnienie Księdza Prymasa».

Episkopat Polski zebrany na Jasnej Górze w imieniu całego duchowieństwa katolickiego i wiernych prosi Rząd PRL o wrócenie Księdzu Kardynałowi wolności i umożliwienie pełnienia swych obowiązków kościelnych”.

Wydaje się, że list ten, podpisany przez rządców polskich diecezji, w stopniu istotnym przyczynił się do podjęcia przez partię i rząd decyzji o uwolnieniu Prymasa Polski.

Apele duchowieństwa

I jeszcze jeden dokument, odnotowany przez watykański dziennik „L’Osservatore Romano”, który nie znalazł zrozumienia wśród ówczesnych władz PRL. Otóż 7 lipca 1956 r. premier Józef Cyrankiewicz otrzymał petycję podpisaną przez 362 proboszczów z diecezji gorzowskiej w sprawie natychmiastowego uwolnienia Prymasa Polski. Odważny apel duchowieństwa został zignorowany i zapewne wrzucony do kosza. Jak czytamy w petycji, „kapłani nawołują rząd Polski Ludowej do zakończenia stanu, który masy ludowe katolickiej Polski doprowadza do rozgoryczenia, ponieważ organy rządowe pozbawiły J. Em. Ks. Kard. Wyszyńskiego, Prymasa Polski, wolności wykonywania jego władzy arcybiskupiej”.

I dalej piszą proboszczowie parafii gorzowskich: „Powszechnie znany jest fakt, że Kler Polski w ciągu tysiąclecia naszej historii zawsze wiernie bronił suwerenności i niepodległości Narodu Polskiego. Nie mniej znany jest fakt, że Lud Polski zrósł się ze swym Duchowieństwem w jedno serce i jedną duszę na codzienny trud życia narodowego. Stąd Duchowieństwo Polskie najlepiej zna uczucia i pragnienia społeczeństwa polskiego.

Dziś przede wszystkim Naród Polski pragnie wolności religijnej w całym tego słowa znaczeniu. Zaś jako dowód rzeczowy takiej wolności religijnej społeczeństwo nasze chce widzieć Prymasa Polski, sprawującego swój urząd bez żadnych przeszkód ze strony władz świeckich. Czynniki urzędowe, które trwałyby przy swoim postanowieniu pozbawienia Prymasa Polski wolności w sprawowaniu swego posłannictwa w życiu naszego Narodu, niech wiedzą, że są w błędzie.

W oparciu o znajomość opinii publicznej, sądzimy, że Rząd Polski Ludowej nie ma żadnych korzyści z uwięzienia Jego Eminencji Księdza Kardynała Wyszyńskiego. Natomiast Rząd Polski Ludowej może mieć tę pewność, że przez aresztowanie Najdostojniejszego Księdza Prymasa Polski splamił karty historii ojczystej aktem bezprawnym, który również w przyszłości, jeśli natychmiast nie zostanie naprawiony, przyniesie szkodę i czynnikom rządzącym, i całemu społeczeństwu polskiemu właśnie przez rozgoryczenie katolików, a co za tym idzie – przez brak zgody i jedności w Narodzie” (F.A. [Federico Alessandrini], „Tre anni di relegazione” [Trzy lata odosobnienia] „L’Osservatore Romano” 1956, nr 223).

Uwolnienie Prymasa Polski nastąpiło dwa miesiące później (28 października 1956 r.). Komuniści, w wydanym następnego dnia komunikacie, cały sukces związany z powrotem Prymasa do Warszawy naturalnie przypisali sobie. Tymczasem właściwym podmiotem do świętowania tego sukcesu było polskie społeczeństwo, stanowczo domagające się uwolnienia kard. Stefana Wyszyńskiego, polscy biskupi i kapłani, którzy nie ustawali w wysiłkach na rzecz powrotu Prymasa Polski do Gniezna i Warszawy.

Warto zajrzeć do dwóch artykułów tych autorów, zamieszczonych w „Niedzieli” nr 12 z datą 23 marca 2014 r. oraz nr 21 z datą 25 maja 2014 r.

CZYTAJ DALEJ

Rzecznik MZ o zakażeniach: to nie jest wynik dużych ognisk, to wynik powrotu do normalności

2020-09-25 11:28

[ TEMATY ]

zdrowie

COVID‑19

Ministerstwo Zdrowia

wpolityce.pl

Wojciech Andrusiewicz

Wojciech Andrusiewicz

To nie jest wynik dużych ognisk zakażeń. To jest wynik naszego powrotu do normalności – powiedział w piątek rzecznik prasowy resortu zdrowia Wojciech Andrusiewicz, komentując bilans zakażeń koronawirusem. Wskazał, że to m.in. efekt imprez rodzinnych, zakażeń w szpitalach i w zakładach pracy.

W piątek Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że badania laboratoryjne potwierdziły zakażenie koronawirusem u kolejnych 1587 osób. Z powodu COVID-19 zmarły 23 osoby.

"To nie jest wynik dużych ognisk zakażeń. To jest wynik naszego powrotu do normalności, do codziennego funkcjonowania w otaczającej nas rzeczywistości" – skomentował rzecznik MZ Wojciech Andrusiewicz.

"To, co państwo wszyscy obserwujecie na co dzień – mamy korki na ulicach, ludzi w tramwajach, w autobusach, mamy powrót do pracy bezpośredniej z pracy zdalnej. Tych kontaktów, interakcji na co dzień jest dużo więcej niż na wiosnę i w lecie, kiedy oczywiście byliśmy na wypoczynku letnim i spotykaliśmy się nad morzem, nad jeziorami, ale nie spotykaliśmy się na ulicach miast, w pracy. Dzisiaj tych interakcji jest dużo więcej" – powiedział.

Zaznaczył, że obecnie ogniska zakażeń są rozproszone. "To często są ogniska z imprez domowych, rodzinnych, ogniska z większych zakładów opieki zdrowotnej, szpitali, gdzie mamy do czynienia też z pacjentami COVID-owymi, mamy do czynienia z szeregiem mniejszych ognisk w zakładach pracy (...). Nie możemy powiedzieć, że dominuje jakieś jedno ognisko zakażeń" – powiedział.

Dodał, że liczba zakażeń jest także efektem odwiedzin w domach pomocy społecznej. Poinformował, że MZ poprosiło Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o decyzję w sprawie zablokowania odwiedzin w domach opieki społecznej.(PAP)

Autorka: Olga Zakolska, Dorota Stelmaszczyk

ozk/ dst/ joz/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję