Reklama

Pro i contra

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Prysnął mit pojednania

Reklama

Przez lata uparcie łudzono nas mitem rzekomego doskonałego pojednania z Niemcami. Bronisław Geremek jako minister spraw zagranicznych zapewniał nawet o „cudzie” zbliżenia z Niemcami (w wywiadzie dla Wprost z 7 grudnia 1997 r.). Już w 1998 r. w książce Zagrożenia dla Polski i polskości ostrzegałem przed niebezpiecznymi iluzjami na temat niemieckich intencji, pisząc - w oparciu o szeroką dokumentację faktograficzną - że faktycznie mamy do czynienia nie z „cudem”, lecz z „kiczem” (fałszem) pojednania. Podobne ostrzeżenia powtarzałem wielokrotnie również w tekstach na łamach Niedzieli w ostatnich kilku latach. I cóż się teraz okazuje - nawet w dziennikach najbardziej wybielających stosunki z Niemcami, jak Gazeta Wyborcza i Rzeczpospolita - nagle przyznaje się, że są bardzo poważne zakłócenia w tych stosunkach, i to z winy Niemiec. Obudzono się rzeczywiście rychło w czas, kiedy fala szowinizmu w Niemczech tak mocno już wezbrała, że tylko ślepy by jej nie dostrzegł. Obudzili się nawet tacy wybielacze wizji stosunków polsko-niemieckich, jak A. Kwaśniewski czy L. Miller. Wszystko zaś na tle coraz donośniej nagłaśnianej w Niemczech - w związku z projektami Centrum przeciwko Wypędzeniom - wizji Niemców jako biednych niewiniątek, ofiar II wojny światowej „srodze pokrzywdzonych” przez Polaków i Czechów.
A oto kilka głosów publikowanych w Rzeczpospolitej z 28 sierpnia, pokazujących spóźnione przebudzenie tego dziennika na niemieckie zacieranie prawdy o historii. Dr hab. Paweł Machcewicz w wywiadzie udzielonym Piotrowi Zychowiczowi tak powiedział na temat niemieckich prób relatywizacji historii II wojny światowej: „Dobrym przykładem jest słynna wystawa dotycząca zbrodni Wehrmachtu. Zaczyna się od 1941 r., tak jak gdyby Niemcy prowadziły wojnę z Polską w rękawiczkach. Niedługo otrzymamy taki obraz historii: Polacy podczas II wojny światowej mordowali Żydów w Jedwabnem i innych miejscowościach, a po jej zakończeniu brutalnie i z własnej inicjatywy wypędzali Niemców. To, co wydawało nam się oczywiste, zaciera się powoli w świadomości Niemców i Europejczyków”. Z kolei Stefan Bratkowski pisze o tym, jak bardzo w Polsce sprzyjaliśmy „usiłowaniom pojednania między Niemcami a ich sąsiadami”. Jak akcentuje Bratkowski: „Chodziło o przyszłość, o szansę pojednania. Nikomu jednak nie wpadło do głowy, że kosztem będzie niemiecka niepamięć. Ten absurd stworzył miejsce dzisiejszej propagandzie na rzecz krzywdy niemieckiej w II wojnie światowej, propagandzie, która ma zrównoważyć bezmiar niewyobrażalnych zbrodni, zawinionych nie przez abstrakcyjnych «nazi», lecz przez ówczesny naród niemiecki”. Także i naczelny Rzeczpospolitej Maciej Łukasiewicz nagle akcentuje: „(...) pamięć o niemieckim cierpieniu nie może prowadzić do fałszowania faktów. Współczucie dla jednostek nie może pociągać za sobą relatywizowania odpowiedzialności narodów i państw. To Niemcy były odpowiedzialne za wywołanie II wojny światowej i za całą spiralę popełnionych wówczas zbrodni. To Niemcy ponoszą odpowiedzialność za dojście Adolfa Hitlera do władzy”. Dobrze, że wreszcie pisze te słowa i sam naczelny Rzeczpospolitej, tylko dlaczego przedtem „poczęstowano” czytelników tego dziennika paru dziesiątkami artykułów za i przeciw Centrum przeciw Wypędzeniom, jak gdyby z polskiego punktu widzenia sprawa ta nie wymagała od razu jednoznacznego „Nie!”. Skandalem wręcz było zaś wydrukowanie w Rzeczpospolitej pełnego buty i hipokryzji tekstu Eriki Steinbach.
Pięć lat temu ostrzegałem przed „dziwną” niemiecką amnezją na temat popełnionych na innych narodach zbrodni, w tym zwłaszcza zbrodni na Polakach. Dziś wreszcie znajduję na łamach Rzeczpospolitej znamienne przyznanie niemieckiego historyka Hansa Ulricha Wehlera (tekst Zapomniany wrzesień 1939 w numerze z 26 sierpnia). Według Wehlera: „(...) pamięć w Niemczech o wrześniowej agresji Trzeciej Rzeszy na Polskę oraz popełnionych na Polakach przez nazistów zbrodniach stopniowo zanika. Można natomiast zaobserwować wzmożone zainteresowanie własną przeszłością, co grozi powstaniem nowego kultu ofiar i niemieckiej martyrologii”. Dobrze więc, że w związku z coraz silniejszymi krytykami pomysłu Centrum przeciw Wypędzeniom, wypowiadanymi w Polsce i w Czechach, odciął się od rewizjonistycznych koncepcji tego Centrum i sam niemiecki minister spraw zagranicznych Joschka Fischer. Według tekstu Niemcy Niemcom zgotowali ten los (Gazeta Wyborcza z 28 sierpnia), Fischer powiedział o Centrum przeciw Wypędzeniom: „To nie może być muzeum niemieckich ofiar wojny. Niemcy nie powinni pokazywać palcem na inne narody, które wyrządziły im krzywdę, lecz dyskutować o tym, co bezpowrotnie utracili z własnej winy”.
W kontekście obecnych coraz butniejszych roszczeń niemieckich środowisk rewizjonistycznych wobec Polski szczególnie polecam cały blok artykułów na temat stosunków z Niemcami, publikowany w Głosie z 6 września: tekst redaktora naczelnego tego tygodnika Piotra Bączka Walka o pamięć i przyszłość, tekst posła Antoniego Stryjewskiego Rewizjoniści przechodzą na pierwszy plan, podpisany przez liczną grupę posłów projekt uchwały: Odszkodowania wojenne od Niemiec, artykuł Witolda Starnawskiego Cienie i fałsze historii i podpisany przez WS tekst Centrum - za i przeciw.

Słowaccy mafioso

Wiele mówiło się i pisało w polskich mediach o trójce Słowaków, którzy doprowadzili do drenażu pieniędzy z Ostrowa, tak że dobrze prosperujący niegdyś zakład zostanie postawiony w stan upadłości. Okazuje się, że wspomniani Słowacy kontrolują w Polsce cztery zakłady naprawcze taboru kolejowego. I właśnie w kolejnym z nich - Gniewczynie (w Podkarpackiem) grozi powtórzenie sytuacji z Ostrowa, grożą i tam przestoje z płacami dla miejscowych robotników. Tym bardziej szokuje, że słowackich właścicieli zakładów, pomimo ciążenia na nich zarzutów prokuratorskich, sąd wypuścił wcześniej za kaucją i na dodatek zwrócił im paszporty (por. tekst Rafała Kałukina: Wagon za wagonem, Gazeta Wyborcza z 3 września). W tym samym numerze GW w tekście GRAB-a Vladimir K. i jego koledzy dowiadujemy się o powiązaniach wspomnianych słowackich właścicieli ze „słowackim półświatkiem” i z jednym z „barwniejszych” słowackich mafiosów - Steinhreblą.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Wrzenie narasta

Kolejna rocznica Sierpnia 1980 r. upłynęła pod znakiem nasilania się protestów robotniczych. Dochodzą kolejne miejsca społecznego wrzenia. 2 września doszło do 10-tysięcznej manifestacji górników w Katowicach. „Zamknąć rząd, nie kopalnie!” - skandował tłum górników demonstrujących przed siedzibą Kompanii Węglowej (według Gazety Wyborczej z 3 września).

Zarabianie na biedzie

Reklama

W czasie gdy wieś coraz bardziej biednieje, nie brak osób, które tym lepiej prosperują. Oto co pisze na ten temat Leszek Kraskowski w tekście Pasie się na biednych rolnikach (Super Express z 3 września): „4925 dolarów (prawie 20 tys. zł miesięcznie) - tyle zarabia Andrzej Hałasiewicz, dyrektor Jednostki Koordynacji Programu Aktywizacji Obszarów Wiejskich, urzędujący na co dzień w Ministerstwie Rolnictwa. Ponad 22 mln euro zainkasują eksperci i konsultanci, którzy doradzają nam, jak zlikwidować biedę na wsi. A efektów ich pracy nie widać - twierdzi Najwyższa Izba Kontroli”.

Niemoc polityków i „Solidarności”

Pogłębiający się kryzys gospodarczy i mizeria społeczeństwa prowokuje do coraz bardziej gorzkich prób bilansowania sytuacji. Jedną z nich było bardzo ostre w tonie kazanie ks. prał. Henryka Jankowskiego Panowie politycy. Czas na rachunek sumienia, wygłoszone 30 sierpnia w bazylice św. Brygidy w Gdańsku (Nasz Dziennik, 3 września). Z kolei słynny ekonomista Stefan Kurowski wyraża swe rozgoryczenie biernością LPR, która „miała być partią protestu wobec tego, co się w Polsce dzieje, (...) wobec tragedii setek tysięcy robotników, których zakłady są niszczone na oczach całego społeczeństwa” (S. Kurowski: Przeciw oszczerstwom i zdradzie, Głos z 6 września). Nader negatywnie wypada również bilans działań władz „Solidarności” wobec tragedii setek tysięcy robotników, kreślony przez Amelię Łukasiak w tekście Solidarność z wyłamywanymi zębami (Newsweek z 7 września). Autorka stwierdza, że „liderzy związkowi nie chcą lub nie potrafią stanąć na czele robotniczych protestów”. Zapytuje: „Dlaczego tak bierna pozostaje Komisja Krajowa Solidarności, sympatyzująca z opozycją? Dlaczego jej szef Janusz Śniadek spędza czas w swoich gdańskich gabinetach, zamiast ruszyć w Polskę i osobiście wspierać protestujących?”. Zdaniem A. Łukasiak, „Solidarność z upływem czasu straciła ostre zęby i zurzędniczała. Liderzy związku to już nie charyzmatyczni przywódcy, lecz urzędnicy na etatach (...). Członkowie «krajówki» co miesiąc pobierają sowite wynagrodzenie (dwie średnie polskie pensje - czyli obecnie prawie trzy i pół tysiąca złotych), odsiadują kilka godzin w gabinetach obsługiwani przez sekretarki, a po pracy idą do wynajętych przez związek mieszkań. Czysta, spokojna praca. Wybuchające strajki mogą ten spokój tylko zburzyć, więc nie ma powodu, by jeżdżąc po kraju, jeszcze je podsycać”.

Zachwyt nad pielgrzymką

W Newsweeku z 31 sierpnia br. znajdujemy bardzo miły akcent z polskiego punktu widzenia - pełen entuzjazmu reportaż zagranicznych uczestników pielgrzymki do Częstochowy. W tekście zatytułowanym Pielgrzymka naszego życia czwórka osób z Irlandii (dwie Irlandki i dwóch Irlandczyków) pisze m.in.: „W drodze do Częstochowy przekonaliśmy się, że w Polsce braterstwo chrześcijan nie jest frazesem (...). Niby Irlandia jest krajem katolickim, Kościół nie jest prześladowany, niby wszystko jest OK. Ale to właśnie w Polsce po raz pierwszy w życiu mieliśmy poczucie, że jesteśmy wśród ludzi, z którymi wierzymy tak samo. Tego chyba najbardziej brakuje Kościołowi w Irlandii - żeby ktoś ludziom pokazał, że można wierzyć w Boga i normalnie żyć. I że są inni ludzie, którzy żyją tak samo. Gdy wchodziliśmy do kolejnych miejscowości, ludzie nas witali. Widzieliśmy, jak biednie żyją. Zarabiamy rocznie kilka razy więcej niż oni i nie było nam łatwo iść do nich, by prosić o wodę czy coś do jedzenia. A mimo to zawsze się z nami dzielili. Niektóre wsie zbierały po kilka tysięcy złotych, żeby ugościć naszą kilkusetosobową grupę”.

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ks. prałat Henryk Jagodziński nuncjuszem apostolskim w Ghanie

[ TEMATY ]

nominacja

dyplomacja

diecezja kielecka

kolegium.opoka.org

Ks. prałat dr Henryk Jagodziński – prezbiter diecezji kieleckiej, pochodzący z parafii w Małogoszczu, został mianowany przez Ojca Świętego Franciszka, nuncjuszem apostolskim w Ghanie i arcybiskupem tytularnym Limosano. Komunikat Stolicy Apostolskiej ogłoszono 3 maja 2020 r.

Ks. Henryk Mieczysław Jagodziński urodził się 1 stycznia 1969 roku w Małogoszczu k. Kielc. Święcenia prezbiteratu przyjął 3 czerwca 1995 roku z rąk bp. Kazimierza Ryczana. Po dwuletniej pracy jako wikariusz w Busku – Zdroju, od 1997 r. przebywał w Rzymie, gdzie studiował prawo kanoniczne na uniwersytecie Santa Croce, zakończone doktoratem oraz w Szkole Dyplomacji Watykańskiej. Jest doktorem prawa kanonicznego.
CZYTAJ DALEJ

Niezbędnik Katolika miej zawsze pod ręką

Do wersji od lat istniejącej w naszej przestrzeni internetowej Niezbędnika Katolika, która każdego miesiąca inspiruje do modlitwy miliony katolików, dołączamy wersję papierową. Każdego miesiąca będziemy przygotowywać niewielki i poręczny modlitewnik, który dotrze do Państwa rąk razem z naszym tygodnikiem w ostatnią niedzielę każdego miesiąca. Dostępna jest również wersja PDF naszego Niezbędnika!

CZYTAJ DALEJ

Felieton: Nie pozwólmy, aby te miraże zdusiły płomień miłości w chrześcijańskich rodzinach”

2026-01-01 18:18

ks. Łukasz Romańczuk

Świętujemy uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki. Już za kilka dni rozpoczynamy nowy rok 2026. Przed nami księga 365 czystych kart. Będziemy je zapisywać naszym życiem. Wiemy, że jego jakość zależy od wielu czynników, dlatego z troską i niepokojem patrzymy w przyszłość. Jaki będzie najbliższy rok 2026? 

Światu ustawicznie zagraża ciemna chmura zawieruchy wojennej. Mimo głośnych haseł pokojowych rodzą się nowe konflikty. Świat techniki, który powinien służyć człowiekowi stał się dla niego wielkim zagrożeniem. Przeżywamy w Polsce kryzys polityczny i ekonomiczny. A także najgroźniejszy kryzys moralny, gdzie rozpadają się nasze polskie rodziny. Brak sprawiedliwości na różnych płaszczyznach życia rodzi nieustanny niepokój. Budując świat rzeczy zatracamy wartości ducha, typowe ludzkie i osobowe, odchodzimy od Dekalogu i Ewangelii. Egoizm niszczy rodziny i społeczeństwa. Człowiek czuje się zagrożony, bezbronny wobec naturalnych kataklizmów. Rodzą się nowe choroby, wobec których medycyna jest bezradna. Człowiek błądzi po labiryncie życia nie widząc drogi wyjścia. Ale poprzez chmury zła przebija się światło. Kościół ukazuje, że w życiu małżeńskim, narodowym i społecznym trzeba kierować się sprawiedliwością i miłością. Należy naśladować Chrystusa i Matkę Maryję – nadzieję dla człowieka. Bo właśnie w Nowy Rok Świętujemy uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki. Jest ona dla nas drogowskazem i z Nią idziemy do Chrystusa w Nowy Rok. Chrystus do nas przemawia „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem [J 14,6], kto idzie za mną nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia [J 8, 12]”. My chrześcijanie wybieramy drogę wąską, drogę stromą, drogę Chrystusa. On pierwszy szedł tą drogą i jest nam przewodnikiem. Z Nim dotrzemy do celu. Istnieje zwyczaj, że na początku roku składamy sobie życzenia – zdrowia, szczęścia, pomyślności. Są to rzeczywiście cenne dobra ziemskie. I jako chrześcijanie życzymy sobie czegoś więcej. Pragniemy żebyśmy wzrastali w wierze w Boga i ludzi. Życzenia te wypowiemy zgodnie z nakazem Bożym danym niegdyś Mojżeszowi: Niech Cię Pan Błogosławi i strzeże, niech Pan rozpromieni oblicze swe nad Tobą, niech Cię obdarzy swą łaską, i niech zwróci ku Tobie oblicze swoje i niech Cię obdarzy pokojem [Lb 6, 24-26].Cytując Papieża Leona XIV, chcę zwrócić uwagę na obecne zagrożenia dla pokoju, wartości moralnych, „Niestety, świat zawsze ma swoich "Herodów", swoje mity o sukcesie za wszelką cenę, o bezwzględnej władzy, o pustym i powierzchownym dobrobycie, i często płaci za to samotnością, rozpaczą, podziałami i konfliktami. Nie pozwólmy, aby te miraże zdusiły płomień miłości w chrześcijańskich rodzinach. Przeciwnie, strzeżmy w nich wartości Ewangelii: modlitwy, przystępowania do sakramentów, zwłaszcza spowiedzi i komunii świętej, zdrowych uczuć, szczerego dialogu, wierności, prostej i pięknej konkretności słów i dobrych uczynków każdego dnia.”
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję