Reklama

Pasje Darka

Dariusz Kurpiński jest katechetą, pisze podręczniki do nauki katechezy, organizuje diecezjalny konkurs poetycki, prowadzi zajęcia teatralne i filmowe dla dzieci, pisze scenariusze do filmów i sztuki teatralne. Jest człowiekiem orkiestrą. Najważniejsze jednak - jak mówi - jest to, że Pan Bóg stawia na jego drodze wielu dobrych i ciekawych ludzi

Niedziela kielecka 19/2012

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Przy ołtarzu

Janusz - kuzyn Darka był ministrantem. Bardzo to imponowało małemu chłopakowi. Też chciał służyć przy ołtarzu, w białej komży. Miał sześć lat, gdy oświadczył, że chce zostać ministrantem. W jego rodzinie przyjęto to z radością. Chłopcy - zwyczajowo - mogli służyć przy ołtarzu po Pierwszej Komunii Świętej, ale ówczesny proboszcz ks. Lucjan Sito widząc zaangażowanie chłopca zgodził się, aby ten został ministrantem. Brat Darka też służył przy ołtarzu. Do kościoła było niedaleko. Chłopcy prawie codziennie chodzili na Różaniec, majówki, nabożeństwo czerwcowe. W ich domu znało się drogę do kościoła i „na kościół zawsze znajdowało się czas”. Jak wspomina, kościół był dla niego miejscem, gdzie czuł się dobrze, bezpiecznie, bardzo lubił posługiwać przy ołtarzu. Później został kantorem i lektorem. Jest nim do dzisiaj, jeśli tylko trzeba przeczytać czytanie na Mszy św., jest na zawołanie.

Spotykał dobrych ludzi

Reklama

Darek przyznaje, że miał szczęście na swojej drodze życiowej spotykać wielu dobrych, wyjątkowych ludzi. Jednak to swoją mamę uważa za osobę, która miała największy wpływ na jego ukształtowanie. To ona przekazała mu wszystkie pasje: zainteresowanie teatrem, literaturą, i kinem. Mama była nauczycielką, dyrektorką przedszkola i kierowniczką kina. Przekazywała dzieciom to, że człowiek składa się nie tylko z ciała, ale przede wszystkim z ducha. Wyrabiała w nich poczucie piękna i wrażliwość. Pierwszy raz Darek był aktorem mając sześć lat. W czasie świąt Bożego Narodzenia wystawiali jasełka. Darek grał Żyda. Do dziś pamięta swój występ. To prawdopodobnie wtedy narodziła się jego pasja - teatr. Kolejną pasją, którą zaszczepiła mama, to podróże, poznawanie świata. W domu Kurpińskich często jeździło się do sanatoriów w uzdrowiskach, aby podreperować zdrowie, zwłaszcza nad morze. Byli w Kołobrzegu, Ustce i w Pogorzelicy. Bardzo często też jeździli do opery i do teatru w Krakowie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

W poszukiwaniu celu

Bardzo ważną postacią w życiu Darka był także ks. Stanisław Śliwiński, który zmagał się z bardzo poważną chorobą. Młody chłopak patrzył na jego posługę, pełną służby i zaangażowania oraz cierpienie. Tak, to był wspaniały kapłan. Darek wiele się od niego nauczył i wiele mu zawdzięcza. Po zdaniu matury postanowił kontynuować naukę na Akademii Rolniczej w Krakowie, na Wydziale Mechanizacji Rolnictwa i Leśnictwa. I wtedy usłyszał wewnętrzny głos - Gdzie ty się wybierasz? - przecież chcesz głosić Słowo Boże. Tak, jego marzeniem było głoszenie Słowa Bożego. W sercu budziły się rozterki. Zostać leśnikiem czy mechanizatorem rolnictwa, czy może jednak szukać innej drogi? Kompletnie nie wiedział, co robić. Pojechał do kolegi Tomka porozmawiać. On też czuł jakiś wewnętrzny niepokój. Szukał swojego miejsca na ziemi. Poszedł do Seminarium. Z klasy Darka dwóch chłopaków wybrało się do WSD, to go zachęciło, poszedł z nimi, miał przecież misję: głosić Słowo Boże. Dziś po latach przyznaje, że totalnie nie wiedział jak wygląda seminarium i życie księdza. Nigdy nie był w murach seminarium, nie wiedział jak wygląda życie alumna, ale zdecydował się, wyciągnął dokumenty z uczelni w Krakowie i zapukał do drzwi seminarium.

Seminarium - czas modlitwy

Reklama

Przyjął go o. Tomasz Rusiecki. Powiedział: - Dobrze, wszystkie dokumenty w porządku, ale włosy to musisz ściąć. Ojejku! - pomyślał Darek, jeszcze się nie zaczęło, a tyle poświęceń. Darek miał długie włosy, z żalem poszedł do fryzjera i szybko wrócił do domu. Jak wspomina - mama widząc ostrzyżonego syna, wiedziała, że się zdecydował. Seminarium Duchowne było dla Darka wielką niewiadomą i zarazem wielkim odkryciem. W tym nowym dla niego miejscu dużo się modlił i tak naprawdę tutaj odkrył siłę modlitwy. Miał czas na wiele przemyśleń, na stawianie sobie pytań i szukanie odpowiedzi. Pod koniec kwietnia jego kolega z liceum, z którym był bardzo zżyty, zrezygnował z Seminarium, nie odnalazł w sobie powołania. Darek coraz częściej zadawał sobie pytania, czy tylko będąc księdzem można głosić Słowo Boże? Zrozumiał, że nie. Długo się z sobą zmagał i pewnego dnia podjął decyzję rezygnacji ze studiów. Ale nie uważa tego czasu za stracony - poznał tam wielu wspaniałych ludzi: np. ówczesnych ojców duchownych - bp. Kazimierza Gurdę, ks. Tomasza Rusieckiego, ks. Jana Kaczmarka, poznał ks. Andrzeja Kaszyckiego - dziś kanclerza kurii oraz obecnego biskupa ks. Mariana Florczyka. Poznał także wielu kleryków - dziś już księży - Jarosława Czerkawskiego, Jana Zwierzchowskiego, Stefana Radziszewskiego, Pawła Wojtynka, Marka Bladego, Krzysztofa Banasika.
Postanowił, że złoży dokumenty na ŚIT (filię wydziału Teologii KUL-u). W sekretariacie spotkał ks. Tadeusza Śmiecha, który poszukiwał katechety do Skalbmierza. Darek został katechetą.

Katechizacja

W parafii Skalbmierz były cztery małe szkoły. Mieszkał w domu parafialnym. Dobrze wspomina ten czas. Proboszczem był ks. Tadeusz Szot, bardzo cenił sobie współpracę z księdzem. Pracował tam przez rok. Później spotkał ks. Bogusława Bochenka, który szukał katechety. Darek przyjął propozycję. Uczył katechezy w dwóch szkołach w Borkowie i Marzyszu, a jego brat był w kościele organistą. Tu przepracował kolejny rok. Szukając nowej pracy, spotkał ks. kan. Jana Mazura z Chełmiec. To było miejsce, które na niego czekało, od 1996 r. jest w tej parafii katechetą. Bardzo ceni sobie współpracę z obecnym proboszczem ks. Stanisławem Malcem i z katechetami pracującymi w tej parafii: Małgosią, Asią, Zbyszkiem, ks. Pawłem.

Kółko teatralne

Reklama

Pewnego dnia na spotkaniu z nauczycielami dyrektorka szkoły w Porzeczu rzuciła propozycję, aby poprowadził kółko teatralne z dziećmi. Zgodził się, lubił nowe wyzwania. Zaczął jeździć do Krakowa na Studium Teatralne działające przy Duszpasterstwie Młodzieży. Studium to powołał do życia wiele lat temu kard. Karol Wojtyła. Tam przez dwa lata kształcił się. Sporo się nauczył o teatrze, miał dobrych wykładowców, ot choćby Wojciecha Markiewicza - późniejszego dyrektora teatru w Tarnowie. Jednak nie osiadł na laurach, chciał dalej pogłębiać swoją wiedzę. Zapisał się na studia podyplomowe z teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po takim przygotowaniu łatwiej przychodziła mu praca z dziećmi. Od lat prowadzi kółko teatralne i zajęcia teatralne na świetlicy. Nie ma roku, aby jego podopieczni nie przygotowali bożenarodzeniowych jasełek czy wielkopostnego misterium. Umiał zarazić je teatrem. Dzieci lubią próby, lubią uczyć się tekstów i nigdy nie ma problemu z naborem młodych aktorów. - Problem powstaje wtedy, gdy mam za dużo aktorów, a za mało ról do obsadzenia - śmieje się.

Podręczniki do nauki religii

Na studiach poznał Renatę Brzozę - była opiekunką grupy studentów i wtedy zrodził się pomysł, żeby unowocześnić podręczniki do katechezy, dostosować do potrzeb, do zmieniającej się rzeczywistości. Spróbowali razem z Jurkiem Snopkiem. Dyrektorowi Wydawnictwa „Jedność” ks. Leszkowi Skorupie pomysł się spodobał, zaczęli pisać podręczniki dla pięciolatków, później czterolatków i sześciolatków. Potem powstały książki dla uczniów klasy pierwszej i drugiej. Pisali także podręczniki metodyczne - z ks. Jarkiem Czerkawskim i Elą Kondrak. Lubi pisać podręczniki, sprawia mu to wiele przyjemności, chociaż wymaga wiele kreatywności i nakładu pracy, a czasu wolnego nigdy nie miał w nadmiarze, nawet w wakacje.

Kolonie Caritas

Reklama

Od 1996 r. wakacje spędzał jako opiekun kolonijny. Zaczęło się od kolonii Rycerstwa Niepokalanej, a potem były kolonie Caritas. Nie było wakacji, podczas których nie spędziłby kilku turnusów z dziećmi jako opiekun. Jeździł po całej Polsce i w góry, i nad morze. Czasami były to dwa, trzy turnusy. Z wakacji wracał zmęczony, ale zadowolony. Najpierw jeździł sam, później żona zrobiła kurs opiekuna i wtedy jeździli całą rodziną. Podróże lubi od dzieciństwa, mama zaszczepiła mu tego bakcyla. Ale nie chęć odwiedzania kolejnych miejsc ciągnęła go na kolonie Caritas. Na wakacyjnych wyjazdach opiekował się dziećmi, z różnych rodzin: ubogich, rozbitych, niepełnych, z domów dziecka i rodzin zastępczych. Wszystkie dzieci potrzebują miłości, te, z którymi jeździł, potrzebowały jej najbardziej. Często po raz pierwszy wyjeżdżały z domu, pierwszy raz ktoś je zauważył, docenił, porozmawiał o ich problemach, dodał wiary i otuchy. Dzieci nie potrzebowały tylko zabawy, lepszego posiłku czy wygodnego łóżka, chciały spotkać przyjaciół, kogoś, z kim mogłyby porozmawiać o swoich problemach i przykrościach, które ich spotkały. Do dziś trafia na ulicy na młodych ludzi, którzy zaczepiają go i dziękują np. za kolonię w Żabieńcu czy Pogorzelicy. Wspominają tamten czas jako bardzo radosny, kiedy oderwali się od domowych problemów. Mówią o tym, jak właśnie tam, na tych koloniach poznali, czym jest przyjaźń i wiara. Dla tych młodych ludzi trzeba było znaleźć czas, a organizatorzy kolonii zawsze mieli pełne ręce roboty. Pamięta Bystre, koło Gorlic. Wypoczywali w szkole i w internacie. Obydwa budynki trzeba było przygotować na przyjęcie dzieci. Trzeba było wcześniej przyjechać, przywieźć i rozłożyć łóżka, przygotować kuchnię, zaplecze itd. Po kolonii to wszystko zebrać, uporządkować. W czasie wypoczynku trzeba było kupować żywność, gotować posiłki i wykonywać większość prac porządkowych. Dziś czasy się zmieniły, przyjeżdża się „na gotowe”, o wszystko dba właściciel pensjonatu lub ośrodka.

Konkursy poetyckie

Ks. Tadeusz Śmiech organizował Diecezjalny Konkurs Poetycki „W gliniany dzban mojego życia”. Do konkursu startowali uczniowie ze szkoły, w której uczył Darek, on robił eliminacje i wyszukiwał młode talenty. Konkurs po pewnym czasie został zlikwidowany, dlatego też Darek w szkole zorganizował turniej recytacji. Pewnego dnia, podczas rozmowy z katechetami, usłyszał: - Szkoda, że nie ma już tego konkursu, był naprawdę fajny. Postanowił, że konkurs zorganizuje. Wiedział, że Jan Paweł II pisał w młodości wiersze, że powołał studium teatralne, zaczął czytać i dowiadywać się więcej o życiu Karola Wojtyły jako poety. Napisał prośbę do Watykanu, czy może zorganizować konkurs poetycki, który będzie nosił w nazwie imię Karola Wojtyły. Szybko otrzymał zgodę oraz kilka różańców pobłogosławionych przez Jana Pawła II. W pierwszym konkursie wzięli udział uczniowie z zaprzyjaźnionych szkół. Kolejny przeszedł wszelkie oczekiwania. Przyjechało 80 uczestników z opiekunami, a na trzeci aż 150 osób! Do dzisiaj nie wie, jak wszyscy pomieścili się w małej wiejskiej szkole w Porzeczu. Kolejne konkursy były już podzielone na dwa dni: jeden dla uczniów szkół podstawowych, drugi dla gimnazjów. - Celem konkursu jest podziękowanie Panu Bogu za pontyfikat Papieża Polaka i nawiązanie do młodzieńczych pasji Karola Wojtyły, słowa mówionego, oraz do twórczości poetyckiej, do pisania wierszy. Głównym sponsorem była gmina i starosta oraz Kuratorium Oświaty. W pewnym momencie, gdy w trzecim konkursie wygrał w kategorii gimnazjum chłopiec z Proszowic (woj. małopolskie), a w klasach podstawowych wygrała dziewczynka z Koniecpola (woj. śląskie), doszedł do wniosku, że konkurs jest nie tylko diecezjalny, ale ponadwojewódzki, więc nagród trzeba szukać gdzieś dalej. Napisał prośbę do prezydenta i premiera. Lech Kaczyński oraz ówczesny premier Jarosław Kaczyński kilkakrotnie przekazywali cenne nagrody i obejmowali konkurs honorowym patronatem. Od premiera Tuska otrzymywał tylko „życzenia wielu sukcesów”.

Rodzina

Nie mógłbym tego wszystkiego robić - mówi - gdyby nie wspaniała żona. Eliza bardzo dobrze opiekuje się trójką dzieci: Karoliną (piętnastoletnią uczennicą Szkoły Muzycznej i gimnazjum w Plastyku), Pauliną (11 lat) i malutkim Karolem (5 miesięcy). Mówi, że wszystkie osiągnięcia są ważne i fajne, ale to rodzina jest najważniejsza. To z rodziny czerpie siły do działania i dla rodziny stara się działać na tak wielu polach. Troską modlitewną Darek otacza swoich najbliższych. Pamięta w modlitwie o mamie i chorym tacie, o żonie i dzieciach. Pamięta o schorowanym teściu i teściowej. Wspomina codziennie rodzinę Mariusza i Beaty, ich niepełnosprawnego syna Patryka oraz Szymona. Pamięta o przyjaciołach i znajomych, o znajomych księżach. Z troską patrzy też na problemy finansowe, które spotykają jego rodzinę. - Jak Pan Bóg pomoże i znów przyśle dobrych ludzi, to jakoś damy radę - mówi. Zna siłę modlitwy, doświadcza jej mocy przez całe życie.

W następnym numerze sylwetka Andrzeja Jędrochy, taksówkarza, nadzwyczajnego szafarza Eucharystii

2012-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kolejne ostrzeżenie przed opadami. Może spaść nawet pół metra śniegu

2026-01-04 09:55

[ TEMATY ]

ostrzeżenie

IMGW

opady śniegu

pół metra

PAP

Zasypane śniegiem po intensywnych nocnych opadach ulice Koszalina

Zasypane śniegiem po intensywnych nocnych opadach ulice Koszalina

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzega przed prognozowanymi regionalnie na niedzielę intensywnymi opadami śniegu oraz zawiejami i zamieciami śnieżnymi. W wielu powiatach na wybrzeżu obowiązują ostrzeżenia III oraz II stopnia - miejscami możliwy jest przyrost pokrywy śnieżnej o pół metra.

Od godz. 7 w niedzielę obowiązują ostrzeżenia III stopnia przed intensywnymi opadami śniegu dla powiatów: koszalińskiego (z miastem Koszalin), sławieńskiego, słupskiego (z miastem Słupsk), bytowskiego oraz lęborskiego. Prognozowane są tam opady śniegu o natężeniu umiarkowanym i silnym, powodujące przyrost pokrywy śnieżnej o 30-50 cm, punktowo nawet o ok. 60 cm.
CZYTAJ DALEJ

Założycielka Niepokalanek

Z osobą m. Marceliny Darowskiej zetknęłam się dwa lata temu, kiedy to zaczynałam pracę w gimnazjum. Tradycją panującą w szkole, gdzie uczę, było organizowanie dwa razy w roku spotkań rekolekcyjnych dla nauczycieli w Domu Sióstr Niepokalanek w Szymanowie. Zgromadzenie to założyła właśnie Matka Marcelina. Z wielkim zaciekawieniem obserwowałam pracę sióstr i ich uczennic. Każdy wyjazd do Szymanowa był dla mnie kolejnym cennym doświadczeniem. Po pewnym czasie bardziej zainteresowałam się osobą Matki Marceliny i postanowiłam o niej napisać. Zaczęłam wtedy czytać wszelkie publikacje na jej temat. Wydawało mi się początkowo, że nic interesującego w tych książkach nie znajdę. Bo cóż może być ciekawego w życiorysie siostry zakonnej? I tu pełne zaskoczenie. Jednym tchem przeczytałam polecone mi książki. Matka Marcelina okazała się być obdarzona niezwykle bogatą osobowością, a jej życie mogłoby posłużyć za temat filmu, który - nie mam co do tego żadnych wątpliwości - zainteresowałby niejednego współczesnego widza. Zanim Matka Marcelina została przełożoną Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek - była szczęśliwą matką i żoną. W jej życiu nie zabrakło też dramatycznych momentów. W wieku dwudziestu pięciu lat została wdową, a w niecały rok po śmierci męża straciła swego dwuletniego synka. To nie koniec jej cierpień. Musiała jeszcze walczyć o życie swojego drugiego dziecka - maleńkiej Karoliny, której lekarze nie dawali szans na przeżycie. Młoda wdowa przezwyciężyła wszelkie kłopoty. Dziecko wyzdrowiało, a jej gospodarstwo było przykładem dla okolicznych posiadłości. Przez cały ten czas trudnych doświadczeń ani razu nie zwątpiła w miłość Boga, ani razu nie zbuntowała się przeciwko Jego woli. Jakże niezwykle mocna musiała być jej wiara! Mało tego, nie mając żadnego doświadczenia zakonnego, a jedynie pragnienie służenia Bogu, odważyła się zostać przełożoną - założycielką nowo tworzonego Zgromadzenia, którego głównym zadaniem miało być wychowanie dzieci i młodzieży. Nie na życiorysie Matki Marceliny chciałabym jednak skupić swą uwagę, mimo że jest on naprawdę bardzo ciekawy. Zainteresowanych odsyłam do książek poświęconych bohaterce tego tekstu1. To, co najcenniejsze, to nauki Matki Marceliny, jej przemyślenia i refleksje, ujęte często w formę jakże trafnych i aktualnych do dziś sentencji. Znaleźć je można w wydanej w 1997 r. przez Siostry Niepokalanki książce zatytułowanej Zawsze będę z Wami. Myśli i modlitwy błogosławionej Matki Marceliny Darowskiej2. Wartości szczególnie ważne dla Matki Marceliny to przede wszystkim Bóg, miłość, rodzina, Ojczyzna, praca i to, czemu poświęciła całe swoje życie, czyli wychowywanie kolejnych młodych pokoleń. Wiele jest cennych wskazówek zawartych w słowach Matki Marceliny. Mnie, jako nauczycielkę, która dopiero zaczyna swoją pracę z młodzieżą, szczególnie zainteresowały te poświęcone wychowaniu. Pierwsze słowa, jakie przeczytałam, kiedy "na chybił trafił" otworzyłam książkę z myślami Matki Marceliny, brzmiały następująco: "Zadanie wielkie, praca kolosalna - z jednej strony łatwa, z drugiej bardzo trudna. Łatwa, bo serca dzieci to wosk, na którym wszystko łatwo się wyciska. Trudna, bo wosk wystawić na gorąco ognia lub słońca, a ślad jego cały się zgładzi. Dzieci przyjmują dobre i złe wrażenia, jedne zacierają drugie". Jakże trafnie oddają one pracę wychowawcy. Czytając te zdania, uświadomiłam sobie ogromną odpowiedzialność, jaką biorę za swoich wychowanków. To, co im przekażę, będzie miało wpływ na całe ich życie. I nie najważniejsza w tym momencie jest wiedza. Moim zadaniem, jako wychowawcy, jest pokazanie tym młodym ludziom właściwych wzorców zachowań. Jest to szczególnie ważne w dzisiejszych czasach, kiedy wciąż słyszymy o przypadkach, gdy młodzi ludzie zabijają swoich rówieśników, często nawet nie dostrzegając zła, które wyrządzili. Matka Marcelina cały czas miała świadomość odpowiedzialności za wychowanie młodych ludzi. Dlatego też tak wiele miejsca poświęciła sprawom rodziny, a w kształceniu dziewcząt ogromną wagę przywiązywała do przygotowania ich do roli matki i żony. Wierzyła bowiem, że to właśnie kobieta jest duchem rodziny, a od tego, jakie wartości przekażemy młodym ludziom, zależy odrodzenie całego społeczeństwa. Dziś również wiele miejsca podczas publicznych debat poświęca się sprawom rodziny. Mówi się o polityce prorodzinnej i o kryzysie rodziny. Może warto zatem sięgnąć po myśli Matki Marceliny. Znajdziemy tu oczywiste - wydawałoby się - prawdy, ale jak często przez nas zapominane. Polecam tę część nauk Matki Marceliny szczególnie dziewczętom, które zamierzają w niedługim czasie założyć własną rodzinę. Naprawdę znajdziecie tu wiele wskazówek pomocnych przy budowaniu własnego domu. Jak już wspominałam wcześniej - jestem młodą nauczycielką. Nie mam zatem bogatego doświadczenia pedagogicznego, wielu rzeczy muszę się jeszcze nauczyć. Wciąż borykam się z różnymi problemami wychowawczymi. Tak jak wielu młodych nauczycieli, staram się pogłębiać swoją wiedzę pedagogiczną, czytając chociażby różne publikacje poświęcone tym zagadnieniom. Panuje obecnie moda na nowoczesne, proponowane nam przez zachodnich autorów, sposoby wychowania. Ja jednak najważniejsze wskazówki pedagogiczne znalazłam w następujących słowach Matki Marceliny: " Rozwijać - nie wysilając, ubogacać - nie przeciążając, uczyć praktyczności - nie odzierając z poezji, hartować - nie zatwardzając, oczyszczać sumienie - nie dopuszczając skrupułów, uczyć miłości - bez czułostkowości, pobożności - bez dewoterii, zniżać się do dzieci w zabawach - nie zmalając siebie, aby następnie być w stanie wznieść dzieci do wysokości zadania". Oto - zdaniem Matki Marceliny - zadania nauczyciela. Mam nadzieję, że będę w stanie im sprostać. 1 Informacje na temat życia Matki Marceliny można znaleźć m.in. w następujących publikacjach: - Ewa Jabłońska-Deptuła, Zakorzeniać nadzieję. M. Marcelina Darowska o rodzinie i dla rodziny, Lublin 1996 - Marcelina Darowska - Niepokalański charyzmat wychowania, pod red. ks. Marka Chmielewskiego, Lublin 1996 - S. Grażyna (Jordan), Wychowanie to dzieło miłości, Szymanów 1997 2 Zawsze będę z Wami. Myśli i modlitwy błogosławionej Matki Marceliny Darowskiej, zebrały i opracowały s. M. Grażyna od Współpośrednictwa Matki Bożej, Anna Kosyra-Cieślak, Romana Szymczak, Szymanów 1977.
CZYTAJ DALEJ

Kuba będzie kolejnym celem USA? "Są w dużych tarapatach"

2026-01-04 17:31

[ TEMATY ]

Kuba

Stany Zjednoczone

kolejny cel

duże tarapaty

Adobe Stock

Kuba

Kuba

Sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział w niedzielę telewizji NBC, że Kuba będzie celem kolejnych działań USA po operacji przeciwko Wenezueli, twierdząc że komunistyczny reżim jest „w dużych tarapatach”.

Rubio odniósł się do możliwych działań wobec Kuby podczas niedzielnego wywiadu dla telewizji NBC w programie „Meet the Press”. Pytany, czy kubański reżim będzie kolejnym „celem” USA, Rubio odparł, że jest on „wielkim problemem”. Dopytywany, czy jego odpowiedź oznacza „tak”, potwierdził.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję