Reklama

„Daj mi, Panie, wiarę w siebie”

Niedziela toruńska 18/2011

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Helena Maniakowska: - Muzyka i śpiew to dziedzina Pani twórczości. Mimo młodego wieku dała się już Pani poznać wielu odbiorcom. Jaki rodzaj utworów Pani preferuje?

Ewa Maria Lewandowska: - Jestem na takim etapie w życiu, że nie mam sprecyzowanych założeń, który rodzaj muzyki chciałabym uprawiać w przyszłości. A życie pisze różne scenariusze. Na razie nie chciałabym się ograniczać tylko do muzyki operowej, rozrywkowej czy jazzu. Staram się więc wykonywać różne rodzaje muzyki, łączyć odmienne style.

- Proszę powiedzieć o początkowym okresie śpiewania, jak to się kształtowało?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- To, że śpiewam, zawdzięczam przede wszystkim moim rodzicom, choć śpiewałam chyba od zawsze. Rodzice planowali sobie czas dnia w takim zakresie, aby prowadzić mnie na zmianę na zajęcia muzyczne. To było trudne w tym względzie, że początki mojego śpiewania wiązały się ze stopniową utratą wzroku. Był to czas, gdy musiałam się jednocześnie „zaprzyjaźnić” z utratą wzroku i talentem śpiewania, przy czym śpiew stał się z czasem wielką moją miłością i życiową pasją. Początki nie były łatwe, bo pełne znaków zapytania, jak będzie wyglądało moje życie, ale dzięki muzyce przeszłam ten proces łagodniej i pogodziłam się z moją chorobą. Potem była szkoła muzyczna w Bydgoszczy i nauka u prof. Pospiecha, dzięki któremu pokochałam muzykę operową, bo przecież jako nastolatka słuchałam zupełnie odmiennej muzyki niezwiązanej z operą. Nie słuchałam arii w wykonaniu głosów żeńskich, a byłam zafascynowana repertuarem trzech tenorów. Kiedyś, gdy zaczęłam naśladować wielkiego Pavarottiego, wydałam z siebie takie dźwięki, że byłam sama zdumiona i zaskoczona. Zachęciło mnie to do szkolenia tych predyspozycji, bo nie chciałam być inna od swoich rówieśników tylko z powodu swojej choroby.

- Doświadczyła Pani już zapewne, jak bardzo trzeba pracować nad rozwinięciem talentu i jak bardzo jest on kruchy! Jak Pani to czuje z perspektywy lat?

- Robię to, co kocham, a śpiew stał się moim sposobem na życie, zawodem. Uważam, że każdy człowiek powinien być przygotowany na wzloty i upadki. A w moim życiu jest na razie więcej upadków. Musiałam zawsze nadrabiać pracowitością, musiałam być zawsze lepiej przygotowana od innych, aby nikt nie zarzucił mi, że tylko dlatego, że nie widzę, jestem gorszą śpiewaczką. Zawsze pracowałam dwa razy więcej, aby przede wszystkim sobie, ale też innym udowodnić, że dobrze zrobili, przyjmując mnie na uczelnię, iż nie muszę mieć taryfy ulgowej. Teraz jestem na takim zakręcie życiowym, gdy ta moja praca nie przekłada się na oczekiwania, które miałam, będąc na studiach. Wydawało mi się wówczas, że dyplom z wyróżnieniem i studia podyplomowe dają szansę na godne życie i otwierają wszystkie drzwi. „Obudziłam się” z pięknego snu, w którym niekoniecznie pracowitość i talent wygrywają, tylko układy personalne, choć niewątpliwie analogiczna sytuacja jest w innych profesjach. Mój dyplom leży zakurzony w szufladzie, a dla pracodawcy mam zbyt wysokie kwalifikacje.

- Jaką radę dałaby Pani młodej osobie, która uważa, że jest beztalenciem i ma często „doły”?

Reklama

- Ja sama mam często „doły”, więc cóż mogę poradzić? Ważne jest, aby uporządkować wszystko w swojej głowie, co jest najważniejsze, dać sobie czas na zdobycie umiejętności, bo nie wszystko przychodzi od razu. Trzeba uzbroić się w cierpliwość i małymi kroczkami dążyć coraz wyżej i wyżej. Każdy ma jakiś talent. Jeśli ktoś myśli, że go nie ma, to może zbyt krótko szukał. Widzę to choćby po swoich uczniach. Pracowitością i cierpliwością można zrobić większe postępy niż z przekonaniem, że jestem super i to wystarczy. Przede wszystkim nie powinno się oceniać nikogo zbyt pochopnie.

- Czy wierzy Pani, że śp. Ojciec słyszy Panią i może Pani pomóc, jakie przesłanie życiowe on Pani zostawił?

- Mój Tata mówił mi dużo mądrych rzeczy, a ja byłam mała, więc nie wszystko od razu rozumiałam, czy też chciałam słuchać. Z perspektywy czasu doceniam to, co mi przekazał. Zaczynam ostatnio cenić słowa Taty, że nie powinnam przejmować się czyjąś opinią podyktowaną często zazdrością albo po prostu głupotą i nieświadomością, że słowem można kogoś skrzywdzić. Nie powinnam też, mówił, oceniać koleżanek po tym, co mają, jak są ubrane, czy zbyt szybko osądzać. Rodzice uczyli mnie uczciwości, która w dzisiejszym świecie nie jest opłacalna. Wiem, że uczciwość jest dobrą cechą, ale ja za tę uczciwość często dostaję po głowie. Rodzice nie nauczyli mnie kombinować, po prostu jestem szczera w postępowaniu. Przekazali mi wartości, które w dzisiejszych czasach nie są komercyjne. Często, modląc się, rozmawiam z Tatą, który nauczył mnie też pytać nie „dlaczego”, tylko „po co”, np. względem mojej choroby.

- Jan Paweł II pozostawił wskazanie: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”. A co jest dla Pani mobilizujące w pracy i działaniu?

Reklama

- Słów Ojca Świętego doświadczyłam bardzo w moim życiu przez to, że musiałam dwa razy więcej pracować, chciałam więcej pracować, aby nikt mi nie zarzucił, że robię coś dla litości, czy korzystam z tego, że nie widzę. Bo litości nienawidzę. Moim motorem jest przede wszystkim chęć udowodnienia sobie, że potrafię coś zrobić i nie trzeba na mnie patrzeć przez pryzmat mojej niepełnosprawności. Choroba jest moim bonusem. Jeśli spotkam człowieka, z którym będę chciała iść przez życie, musi on zaakceptować mnie wraz z moją „przyjaciółką” w postaci choroby. Chcę wypełnić też słowa z Pisma Świętego, które są moim drogowskazem, że nie można zmarnować talentu.

- Życie Pani to też czas wielkiego pontyfikatu Jana Pawła II, czy w jakiś sposób on się zaznaczył w Pani życiu, może jakimś słowem?

- Nie tylko słowem zaznaczył się w moim życiu. Była taka historia, że miałam zaśpiewać Papieżowi utwór „Pie Jesu” - requiem Gabriela Fauré. W tym czasie Ojciec Święty był już bardzo ciężko chory. Bałam się, że mogę nie zdążyć i tak się stało. Wieczorem 2 kwietnia podczas próby otrzymałam wiadomość, że Papież nie żyje. Ze łzami w oczach, z wielkim smutkiem w sercu zaśpiewałam ku czci pamięci Ojca Świętego.

„Daj mi, Panie, wiarę w siebie” to słowa z pieśni Jacka Cygana „Modlitwa o wiarę w siebie” z muzyką Piotra Rubika, śpiewa Ewa Lewandowska (na płycie „RubikOne”). Wokalistka wydała CD z kolędami pt. „Idą święta”, a inne pieśni w jej wykonaniu można odsłuchać w Internecie.

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Światowe media informują: Melchicki duchowny odnalazł nienaruszoną Hostię po 47 dniach w zniszczonym kościele w Libanie

2026-04-27 09:09

[ TEMATY ]

Liban

Hostia

Zdjęcie księdza Mariosa Khairallaha

W wiosce Tbenine w południowym Libanie, w kościele św. Jerzego odkryto coś, co niektórzy nazywają cudem

W wiosce Tbenine w południowym Libanie, w kościele św. Jerzego odkryto coś, co niektórzy nazywają cudem

Duchowny Marios Khairallah powrócił do kościoła św. Jerzego w Tibnin po zawieszeniu broni i znalazł konsekrowaną Hostię dokładnie tam, gdzie zostawił ją kilka tygodni wcześniej, bez żadnych oznak pogorszenia - informują portale hiszpańskojęzyczne infocatolica.com oraz aciprensa.com.

W wiosce Tibnin, w ogarniętym wojną południowym Libanie, zniszczony kościół był miejscem tego, co jego proboszcz bez wątpienia nazywa znakiem niezniszczalnej obecności Chrystusa. Melchicki ksiądz greckokatolicki Marios Khairallah, powrócił do kościoła św. Jerzego 17 kwietnia – po wejściu w życie rozejmu – i zastał tam odkrycie, które zaparło dech w piersiach całej społeczności: Chleb Eucharystyczny, który zostawił w kościele kilka tygodni wcześniej, pozostał nienaruszony, bez śladu zepsucia, po 47 dniach przymusowego opuszczenia.
CZYTAJ DALEJ

Anioł w rodzinie

Tuż po uroczystości beatyfikacji nowa błogosławiona Kościoła katolickiego „zapoznała” mnie ze swoimi bliskimi od strony matki, Wandy z domu Szlenkier. Krewni Hanny Chrzanowskiej przyjechali na krakowską uroczystość nie tylko z Polski, ale także z Francji, Stanów Zjednoczonych oraz Anglii, gdzie część rodziny wyemigrowała po II wojnie światowej

Z warszawskiej rodziny Bożogrobców – Małgorzaty i Karola (syna kuzyna Hanny Chrzanowskiej) Szlenkierów wywodzi się występujący na wielu scenach muzycznych w Polsce i za granicą tenor – Tadeusz Szlenkier. Jego kuzynem jest aktor Ksawery Szlenkier, syn Stanisława (chrześniaka Hanny Chrzanowskiej). W rodzinie Szlenkierów są więc talenty artystyczne, ale i ekonomiczne, naukowe, a także zainteresowania przyrodnicze. Przekazywane są jednak przede wszystkim „geny” służby bliźniemu.
CZYTAJ DALEJ

Białoruś: Andrzej Poczobut został uwolniony

2026-04-28 13:26

[ TEMATY ]

Andrzje Poczobut

Adobe Stock

Premier Donald Tusk poinformował we wtorek, że Andrzej Poczobut jest wolny. "Witaj w polskim domu, Przyjacielu" - napisał premier na X dołączając zdjęcie z powitania z Poczobutem.

Andrzej Poczobut został zatrzymany przez białoruski reżim 25 marca 2021 r. i od tamtej pory przebywał za kratami.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję