Reklama

Belfer na medal

Miała być lotnikiem albo weterynarzem. W dzieciństwie zaczytywała się w „Skrzydlatej Polsce”, marzyła o podbijaniu przestworzy i studiach w Oficerskiej Szkole w Dęblinie. W liceum zmieniła plany - postanowiła zostać belfrem. Ostatecznie jednak gruntowna formacja w Ruchu Światło-Życie ukierunkowała ją i obudziła prawdziwe powołanie

Niedziela kielecka 42/2010

Siostra Leticja Danuta Łasek była bardzo żywym dzieckiem. Wszędobylska, wygadana i z masą pomysłów. Uwielbiała siedzieć blisko babci i słuchać jej opowieści. Jaka będzie dziś historia? - pytała. Babcia snuła ciekawie, budowała napięcie i przerywała w najciekawszym momencie, mówiąc: „o tym opowiem ci, jak będziesz duża”. Danusia wychowała się z rodzeństwem - starszą siostrą Małgosią i młodszym bratem Jarkiem w Ząbkowicach Śląskich. Tato Bronisław służył jako oficer w jednostce wojskowej. Mama Honorata początkowo była nauczycielem w Szkole Pielęgniarskiej, a po jej likwidacji podjęła pracę jako pielęgniarka. - Po mamie mam wrażliwość, po tacie stanowczość i otwarcie na innych, a po babci chyba tę werwę - mówi s. Leticja. - Zawsze byłam dumna z taty wojskowego, chodził w mundurze, na niedzielnym spacerze trzymałam go za palec wskazujący - wspomina. Po wypadku ojca (został postrzelony w nogę), rodzina przeniosła się na stałe do Włocławka, na Kujawy.
- Marzyłam o tym, aby być pilotem. Napisałam do szkoły do Dęblina, jednak negatywna odpowiedź (dziewcząt nie przyjmowano) ostudziła moją miłość do lotnictwa - mówi. Weterynaria też byłaby sympatyczna. Kochała zwierzęta. Dzieciństwo upływało z pupilami kotem Mustim i psem Turpisem - to mógł być dobry start. Jednak w liceum, przez siostrę, zetknęła się z Ruchem Światło-Życie i poznała moderatora ks. Wojciecha Kochańskiego. Oaza wciągnęła młodą dziewczynę. Wspólne Msze św., przygotowanie rekolekcji, adoracje, spotkania modlitewne, nabożeństwa - to było jej całe życie. - W zasadzie już od piątku po południu razem z siostrą siedziałyśmy w kościele. Zawsze było coś do zrobienia: albo uczestniczyłyśmy w spotkaniach formacyjnych, albo same prowadziłyśmy spotkania jako animatorki - opowiada. W każde wakacje wyjeżdżała z Ruchem, najpierw jako uczestniczka, potem jako animatorka. Dewiza, którą wpajał młodym ks. Kochański - służba, pokora, miłość, odpowiedzialność - mocno zapadła jej w serce i zaczynała jej wchodzić w krew.
Przed maturą zapytana: co jest ważne w jej życiu? Wymieniła rodzinę, wspólnotę, gdzieś dalej była szkoła. Uświadamiała sobie, że Oaza obudziła w niej powołanie i pragnienie wstąpienia do zakonu. Nie miała wątpliwości, że wybierze nazaretanki, choć wcale nie znała ich charyzmatu - przyznaje. - W dzieciństwie raz spotkałam nazaretankę u nas w kościele. Przyjechała razem z księdzem głosić rekolekcje. Od tej pory myślałam: jeśli zakon, to tylko nazaretanki.

Lepszej „Kobry” nie trzeba

Tylko jak powiedzieć o tym rodzicom? Na rekolekcjach maturzystów na Jasnej Górze w Częstochowie przechodziła tortury. Wszyscy tak pięknie mówili o powołaniu, ona jedynie mogła skrycie o nim marzyć. Przy obrazie Matki Bożej Jasnogórskiej modliła się: „Matko Boża, musisz przekonać rodziców”. Na koniec nie wytrzymała, rozpłakała się i wyznała księdzu: „Ja chcę iść do zakonu…”. Ksiądz pocieszył Danusię i uspokoił. Co więcej, zaprowadził ją do Domu Zgromadzenia Sióstr Nazaretanek w Częstochowie. Przekraczając próg Domu (była pierwszy raz w klasztorze), poczuła się jak u siebie. Po powrocie trzeba było wziąć sprawy w swoje ręce.
Wieczorem wszyscy oglądali „Kobrę” (wiadomo, w czwartek nic innego wtedy w telewizji nie było). Danusia zgasiła nagle telewizor i oznajmiła, jaką podjęła decyzję. Ojciec przyjął wiadomość z niedowierzaniem, pytał, czy się zastanowiła, próbował wyperswadować jej zakon. Po prostu trochę nie wierzył, że ta decyzja jest na serio. - Lepszej „Kobry” nie trzeba - skonkludował mocno przejęty. - Naprawdę jednak zawsze miałam w tacie oparcie. Kiedy przyszła chwila rozstania, ojciec powiedział: „Dziecko, pamiętaj, że nasz dom jest zawsze twoim domem, zawsze możesz wrócić”. Z czasem, kiedy rodzice podczas odwiedzin zaczęli poznawać z bliska zgromadzenie i siostry, kiedy zdali sobie sprawę, że w klasztorze żyją młode, szczęśliwe kobiety, które chcą służyć Bogu, Kościołowi i drugiemu człowiekowi, w pełni zaakceptowali decyzję córki.

Odnalazła to w Nazarecie

Po latach widzi, że intuicja, która ją zawiodła do tego zgromadzenia, to nic innego, tylko Boży plan i działanie. - Nazaret to służba rodzinie, troska o Kościół, modlitwa za papieża i kapłanów. To wszystko było mi bliskie, to zawsze było dla mnie ważne. Kocham rodzinę i chciałam jej służyć - wyznaje.
Był rok 1989, s. Leticja wraz innymi nazaretankami uczestniczyła w pielgrzymce do Rzymu z racji beatyfikacji założycielki zgromadzenia, Franciszki Siedliskiej. Siostry dostąpiły zaszczytu audiencji u Jana Pawła II. - Otoczyłyśmy Ojca Świętego, każda o coś pytała, szeptała, a ja uklękłam i zalewałam się łzami. W umyśle kołatała się jedna myśl: „Ojcze Święty, co ja mam ci powiedzieć, przecież ty wszystko wiesz”. Papież widząc niepohamowane wzruszenie młodej siostrzyczki, położył swoją dłoń w jej dłonie. - To było takie ciepło, taka miękkość, jak „misiowa łapka” - próbuje znaleźć porównanie s. Leticja i mówi, że nigdy później nie spotkała równie miękkiej dłoni.

Reklama

Moja parafia

Przez osiemnaście lat pracowała w parafii św. Jana Kantego w Częstochowie, krótko także w Blachowni. Jako katechetka (ukończyła teologię, rozprawę magisterską napisała z biblistyki) prowadziła katechezę w przedszkolach i szkole podstawowej. - Dzieci należy traktować bardzo poważnie - mówi. Uwielbiała pracę z nimi. Pełna werwy, energii, tryskała pomysłami duszpasterskimi. Kiedyś prowadziła nawet drużynę zuchów „Wilczki”. Wyjeżdżała z dziećmi na wakacje z Bogiem, z przedszkolakami na wycieczki do Warszawy i Krakowa. Tysiące dzieci przygotowała do Pierwszej Komunii Świętej. Ci pierwsi wychowankowie mają już swoje rodziny. Jej mistrzem był i nadal jest bp Antoni Długosz, obdarzony niezwykłym podejściem do dzieci. Ona przekazywała swoją wiedzę i doświadczenie klerykom, prowadząc zajęcia w Wyższym Seminarium Duchowym w Częstochowie. Ceniła sobie współpracę z proboszczem ks. Markiem Kundziczem, rodzicami, dyrekcją szkoły, nauczycielami. Z parafianami, księżmi i kilkoma pokoleniami małych uczniów bardzo się zżyła. - Pozostali „moją parafią” - mówi.

„Rozdział Kielce”

Trzy lata temu otrzymała w zgromadzeniu nominację na stanowisko przełożonej Domu Sióstr Nazaretanek w Kielcach i dyrektora Zespołu Szkół Sióstr Nazaretanek im. św. Jadwigi Królowej. Przyjęła ją z otwartością i ufnością. - Zamknęłam rozdział Częstochowa (choć zachowuję w sercu wszystkie drogie osoby, swoją parafię, w której pracowałam długie lata, każde dziecko) i zaczęłam rozdział Kielce.
By poznać Kielce, historię miasta i kulturę, pierwsze kroki skierowała do Muzeum Narodowego. Zwiedzała dostojne komnaty Pałacu Biskupów Krakowskich, kolejne ekspozycje i eksponaty związane z przeszłością regionu i miasta. Wstąpiła na wzgórze katedralne do bazyliki przed obraz Matki Bożej Łaskawej Kieleckiej. Zauroczyło ją to miejsce. Chętnie współpracuje z biskupami kieleckimi, m. in. wraz z bp. Marianem Florczykiem przygotowuje Spotkania Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej w Masłowie.

Szlifowanie diamentów

Wieczorem przekracza szkolne drzwi i jest u siebie, w klasztorze. - Każda z nas „niesie szkołę w sobie”. Nie da się oddzielić tych spraw. Przeżywamy te same problemy i troski. Możliwość podzielenia się nimi bardzo pomaga - wyznaje. Rolę przełożonej wspólnoty traktuje z dużą odpowiedzialnością. To jest trudne wyzwanie. Taka osoba ma być przede wszystkim duchowym przewodnikiem. Wspólnotę tworzy dziewiętnaście sióstr, każda jest inna, z różnymi talentami i z różnymi problemami. - Wspólnota to bogactwo ludzi, co dzień ocieramy się o siebie, czasem ścieramy, ale chyba na tym polega szlifowanie diamentów - mówi.
Każda z sióstr zaczyna dzień zgodnie ze swoim rytmem. O 6.30 spotykają się w kaplicy na Mszy św. i modlitwie brewiarzowej. Po śniadaniu, z uświęcającą obecnością Chrystusa każda siostra wyrusza w drogę do swoich obowiązków. - Wiele czasu poświęcamy na osobistą modlitwę, adorację, medytację. Tutaj w kaplicy, tuż za gabinetem dyrektora jest miejsce na modlitwę i spotkanie z Bogiem.
- W natłoku obowiązków, czasem mam niedosyt, że na sferę duchową poświęcam niewystarczający czas - mówi.

Reklama

Tutaj jest Nazaret

Od reaktywacji szkoły minęło 10 lat. W Nazarecie kształci się dziesiąte pokolenie gimnazjalistów. Wielu absolwentów studiuje na prestiżowych uczelniach w kraju i za granicą. Absolwenci wracają do Nazaretu. Patrząc na nich, siostry mają satysfakcję, że młodzi idą w dobrym kierunku.
Zespół Szkół Sióstr Nazaretanek im. św. Jadwigi Królowej może pochwalić się dużą liczbą sukcesów swoich uczniów w konkursach i olimpiadach przedmiotowych na szczeblu wojewódzkim, ogólnopolskim czy międzynarodowym, a także udziałem w przeróżnych, często nowatorskich projektach (np. ostatni - „Oswoić (?) wampira”). Jednak priorytetem w szkole sióstr nazaretanek jest wychowanie. - Nazaret ma uczyć otwarcia na drugiego człowieka, na Pana Boga i na siebie, to ma być miejsce wzrastania młodego człowieka - podkreśla Siostra Dyrektor. - W Nazarecie ważny jest duch rodziny. Tym możemy ubogacić dzisiejszy świat - dodaje. W młodzieży ceni kreatywność, pomysłowość, nieprzewidywalność. Kiedy ta ostatnia wystawia na próbę cierpliwość dyrektorską, zawsze próbuje znaleźć w tym jakieś dobro.
Przyznaje, że czuje ogromną odpowiedzialność za uczniów wobec Zgromadzenia, Kościoła i społeczeństwa. - Najważniejsze, by nie ustawać we wszechstronnym rozwoju naszych uczniów. Poprowadzić gimnazjalistów tak, by rozpoznali i rozwinęli swoje pasje i zainteresowania, licealistom po maturze umożliwić podjęcie wymarzonych studiów. Zależy nam, by w przyszłości nasi absolwenci mieli poczucie dobrze spełnionego zadania - tłumaczy.
Siostra Dyrektor pracę kończy późno, zanim wejdzie do Domu, mija salę biologiczną, zajrzy jeszcze do koszatniczek, wsypie pokarm rybkom, utuli białego Myszola i pogada z Bolkiem (ulubiony chomik). - Po ciężkim dniu taka rozmowa z Bożymi stworzeniami to najlepsza terapia - twierdzi. Budzi się rano z przeświadczeniem: „jestem siostrą zakonną i jestem szczęśliwa, wybór, którego dokonałam 25 lat temu, był słuszny, większość mojego życia przeżyłam, służąc mojemu Kościołowi”.

ULUBIONA LEKTURA - książki historyczne, pamiętniki, biografie dawnych zacnych rodów, często wraca do „Ani z Zielonego Wzgórza”.
ULUBIONY FILM - w dzieciństwie: „Stawka większa niż życie”, „Czterej pancerni i pies”. Scena, w której ginie mama Szarika zawsze wyciska łzy.
PASJA - zwiedzanie muzeów, zamków i pałaców. Smakuje klimaty dawnych wnętrz i murów, przesiąkniętych historią. Gołuchów, Krasiczyn, Kórnik, Kozłówka - robią na niej największe wrażenie.
MUZYKA - raczej poważna.
RADIO - jest wierna „Jedynce”
W wolnej chwili - uczestniczy w życiu kulturalnym miasta. Piękna trzeba szukać - mówi.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Irlandia: 6666 ofiar aborcji w pierwszym roku po jej legalizacji

2020-07-02 09:41

[ TEMATY ]

aborcja

ciąża

dzieci nienarodzone

adobe.stock.pl

Aborcja Eugeniczna narusza godność człowieka oraz prawo do życia

6666 nienarodzonych dzieci zabito w wyniku aborcji w zeszłym roku w Irlandii, w czasie pierwszego roku obowiązywania nowej ustawy pozwalającej na praktycznie nieograniczone przerywanie ciąży. Irlandzki departament zdrowia poinformował, że 24 aborcje przeprowadzono ze względu na poważne zagrożenie życia lub zdrowia matki.

Według danych irlandzkiego rządu, 6542 aborcje dotyczą tak zwanych „wczesnych ciąż”, w których rozwijający się płód nie osiągnął 12. tygodnia życia, 24 aborcje – ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia matki. Kolejne 100 dzieci zostało zabitych, z powodu, jak oficjalnie ujęto, „stanu wpływającego na płód, który może prowadzić do jego śmierci przed lub w ciągu 28 dni od porodu”.

Zdaniem Liama Gibsona z brytyjskiego Stowarzyszenia Ochrony Dzieci Nienarodzonych (SPUC), liczba aborcji jest „naprawdę szokująca”, a ta przytłaczjąca statystka mówi dużo o współczesnym irlandzkim społeczeństwie. Jak zaznaczył, poza ujawnionymi liczbami warto też pamiętać, że „każda z tych 6666 aborcji była świadomym aktem śmiertelnej przemocy wymierzonej w zupełnie niewinną i niepowtarzalną istotę ludzką”.

Aborcja została zalegalizowana w Irlandii w wyniku referendum, jakie przeprowadzono w maju 2018 r. Tylko jedna trzecia obywateli tego kraju głosowała przeciwko aborcji, a ponad 66 proc. opowiedziało się za usunięciem z Konstytucji prawa ochrony nienarodzonych dzieci. „Żaden rząd, żadne państwo, niezależnie od referendum, nie może znieść danego przez Boga prawa do życia nawet jednego członka rodziny ludzkiej” – skomentował Gibson.

Niektórzy komentatorzy zwracają uwagę, że ogłoszona oficjalnie przez rząd irlandzki liczba aborcji w tym kraju, składająca się z samych szóstek, w sposób symboliczny nawiązuje do fragmentu Apokalipsy św. Jana: „Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć” (Ap 13 18).

CZYTAJ DALEJ

Hiszpania: Droga św. Jakuba znowu dostępna dla pielgrzymów

2020-07-02 19:23

[ TEMATY ]

Santiago de Compostela

Hiszpania

pielgrzymki

pielgrzymi

Vatican News

Droga św. Jakuba jest znowu dostępna dla pielgrzymów. Od 1 lipca jest też ponownie otwarta katedra w Santiago de Compostela w północno-zachodniej Hiszpanii.

Ks. Rudolf Hagmann, duszpasterz pielgrzymów w Santiago, powiedział w rozmowie z portalem Vatican News, że mimo to „nie można po prostu spakować plecaka i ruszyć w drogę”. Otwarcie „z pewnością nie oznacza powrotu do dotychczas znanych warunków”. W dalszym ciągu w katedrze oraz w schroniskach obowiązują szczególne zasady higieny, a pielgrzymi, którzy wybierają się na pątniczy szlak muszą wcześniej dowiedzieć się o sytuacji epidemiologicznej.

Według ks. Hagmanna, pielgrzymkowy boom, który do wybuchu pandemii był z roku na rok coraz większy, jest „wyrazem silnej tęsknoty do przeżycia tego miejsca”. Motywy, z jakich ludzie decydują się na pójście Drogą św. Jakuba, są różne. – Ale spotkałem wiele osób, które z wielką radością opowiadały mi, że wyruszyli jako turyści, jako sportowcy, ale doszli jako pielgrzymi. Droga Jakubowa nie pozostaje bez śladu na ludziach, którzy ją przeszli - stwierdził duszpasterz pielgrzymów w Santiago.

Dzięki pieszej pielgrzymce wielu ludzi „wydostało się z codziennego kieratu” i odnalazło nowe, powolne tempo i nową możliwość wewnętrznego przeżycia”. Nagle stanęli oni wobec „pytań, na które do tej pory poświęcali zbyt mało czasu” - pytań o sens, własną drogę, a także wobec pytania o Boga.

Ks. Hagmann uważa, że to wielkie zainteresowanie pielgrzymowaniem „odzwierciedla pragnienia naszego nowoczesnego, zsekularyzowanego świata”. Ludzie doświadczyli, że niewiele potrzeba, by się spełnić. Zamiast dobrze wypełnionych piwnic i magazynów, nagle wystarczyłby kawałek chleba i łyk wina. - Można iść wolnym krokiem, odkryć, że wiele spraw w życiu lepiej się rozwija, jeśli idzie się krok po kroku - stwierdził kapłan. Podkreślił, że być może pielgrzymowanie da też możliwość „wyjścia z bezlitosnego pośpiechu i nastawienia na sukces i otwarcie oczu oraz zmysłów na to, co stworzył Bóg”.

Jako główny cel pielgrzymki ks. Hagmann wymienił doświadczenie wiary: „Zawsze podkreślam, że nic nie jest drogą do celu, ale ta droga ma cel i że naszą drogą jest Jezus Chrystus”.

Droga św. Jakuba, czyli Camino de Santiago, jest europejskim szlakiem pielgrzymkowym, prowadzącym do katedry w Santiago de Compostela w Galicji w północno-zachodniej Hiszpanii. Od IX wieku szlak ten wiedzie pielgrzymów od krajów bałtyckich przez Polskę, Niemcy, Szwajcarię i Francję do grobu św. Apostoła Jakuba (Większego) w hiszpańskim Santiago de Compostela. W tamtejszej katedrze ma znajdować się jego ciało. Nie ma jednej trasy pielgrzymki – uczestnicy mogą dotrzeć do celu jednym z wielu szlaków. Droga oznaczona jest muszlą św. Jakuba, będącą także symbolem pielgrzymów.

Kiedy 25 lipca, dzień liturgicznego wspomnienia św. Jakuba przypada w niedzielę, ogłaszany jest Rok Święty. Z tej okazji z reguły na pielgrzymkową drogę udaje się znacznie więcej pielgrzymów Rok 2021 będzie kolejnym Rokiem Świętym i dlatego wiele pensjonatów, restauracji i gmin zainwestowało w infrastrukturę. Wszyscy obawiają się, że jeśli z powodu koronawirusa oczekiwany napływ pielgrzymów będzie znacznie mniejszy, mogą ponieść kolejne znaczne straty. Dlatego rozważa się możliwość wydłużenia Roku Świętego o 2022 rok.

Droga św. Jakuba to jeden z najważniejszych chrześcijańskich szlaków pielgrzymkowych, obok dróg do Rzymu i Jerozolimy. Według legendy, ciało św. Jakuba przewieziono łodzią do północnej Hiszpanii, gdzie pochowano je w miejscu, w którym dziś istnieje Santiago de Compostela. Od hiszpańskiej postaci imienia apostoła – Santiago (od Santus Iacobus) i od miejsca, w którym złożono szczątki – Campus Stellae (Pole Gwiazdy) – pochodzi współczesna nazwa miasta.

Przybycie pierwszego udokumentowanego pielgrzyma – biskupa francuskiej diecezji Le Puy, Godescalco – datuje się na rok 950, ale ślady pielgrzymek z IX w. istnieją na monetach Karola Wielkiego. Jednakże największe nasilenie ruchu pątniczego przypada na wieki XII-XIV. W XII w. dokument papieski uznał Compostelę za trzecie po Jerozolimie i Rzymie miejsce święte chrześcijaństwa. Wówczas też pojawiła się nowa terminologia: pątnika udającego się do Santiago zaczęto nazywać peregrino w odróżnieniu od romeros, którzy wędrowali do Rzymu i od palmeros, pielgrzymujących do Jerozolimy.

Dwukrotnie w Santiago był papież Jan Paweł II najpierw 9 listopada 1982, na zakończenie swej pierwszej podróży do Hiszpanii, a następnie w dniach 19-20 sierpnia 1989, gdy w Santiago odbywał się IV Światowy Dzień Młodzieży. To wtedy ponad półkilometrowy odcinek papież przeszedł pieszo, jako zwykły pątnik, ubrany w tradycyjną dla tego miejsca pelerynę i kapelusz, ozdobione muszelkami. W dniach 6-7 listopada 2010 w Santiago de Compostela modlił się jego następca, Benedykt XVI.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję