Reklama

Kościół

Homilia Przewodniczącego Episkopatu Polski w Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

Przewodniczący Episkopatu w 100-lecie Bitwy Warszawskiej: Dziękujemy wszystkim poległym za ocalenie naszej ojczyzny i Europy

[ TEMATY ]

episkopat

homilia

Wniebowzięcie NMP

episkopat.pl

Ku szczytom nieba podąża

Maryja, jasna jutrzenka,

Reklama

Wspanialsza blaskiem od słońca

I od księżyca piękniejsza

WNIEBOWZIĘCIE

Reklama

Pierwsza sprawa to Wniebowzięcie NMP. Aby nieco jaśniej zrozumieć tę tajemnicę, trzeba przyjrzeć się samym źródłom tej prawdy. Próżno ich szukać wprost na kartach Nowego Testamentu, ale jest ona dość szeroko obecna w tradycjach starożytnych Kościołów Bliskiego Wschodu. Te tradycje pochodzą z różnych szkół teologicznych i z różnego czasu, ale - chociaż różnią się w szczegółach - to jednak wszystkie zgadzają się co do podstawowych części składowych tego wydarzenia (a więc najpierw „zaśnięcie”, czyli śmierć Maryi, następnie jej pogrzeb, wskrzeszenie i Wniebowzięcie).

Początkowym elementem składowym tych tradycji jest „zaśnięcie”, czyli śmierć Maryi. Według Transitus Melitona z Sardes owa śmierć miała miejsce w drugim roku po Wniebowstąpieniu Chrystusa (II,1.3). Przy tej okazji teksty apokryficzne zauważą dwa następujące po sobie wydarzenia. Najpierw przybycie Chrystusa i polecenie archaniołowi Michałowi wzięcia ciała Maryi na chmurę oraz złożenia go w raju, na wschodzie, „po drzewem życia” (Transitus R, XLVII). Dokonało się to dnia 15 sierpnia o godz. 9.00 rano.

Trzy dni później – tj. 18 sierpnia – ten sam archanioł przeniósł jej świętą duszę do raju i złożył w ciele Maryi (Transitus R, XLVIII). Ten drugi moment ilustruje wspaniała, starożytna mozaika z łuku tęczowego bazyliki Matki Bożej Większej w Rzymie. Przedstawia ona apostołów zgromadzonych wokół śmiertelnego łoża Maryi. Przy łożu stoi Chrystus, trzymając w ramionach duszę Maryi w postaci maleńkiego dziecka, owiniętego w pieluszki („Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę - tak we mnie jest moja dusza” - Ps 131,2). Dusza tej, która kiedyś owinęła w pieluszki Jezusa (Łk 2,7), teraz sama została zawinięta w pieluszki i przeniesiona do nieba. W ten sposób tajemnica przejścia Jej Syna do nieba, została dopełniona przez chwalebne przejście do nieba Jego Matki, skąd „błogosławiona Dziewica rozlewa swoje hojne dary na ludzi.

Do Maryi wniebowziętej i ukoronowanej w niebie nawiązuje także Apokalipsa, mówiąc o Niewieście obleczonej w słońce, ukoronowanej wieńcem z gwiazd dwunastu (Ap 12,1). W sensie dosłownym tą Niewiastą jest lud mesjański, złożony z dwunastu plemion Izraela, który zwycięża - na niebie - walkę ze Smokiem. Lud ten już teraz triumfuje, chociaż jest dopiero brzemienny Mesjaszem, a samo życie Mesjasza wciąż jeszcze jest zagrożone przez dalszy ciąg walki ze Smokiem, tym razem już na ziemi. W sensie typologicznym jednak – zdaniem Ojców Kościoła – tą Niewiastą jest Maryja; pierwowzór Ludu Bożego.

Od chwili Wniebowzięcia zasiada Ona przy boku swego Syna. Uwieńczona przez Chrystusa koroną nieśmiertelności (Iz 62,3; Mdr 5,16), Maryja nie potrzebuje naszych srebrnych czy złotych koron. Nasze materialne korony niczego istotnego jej nie dodają, chociaż – jak każda matka - cieszy się ona ze czci, jaką ją otaczają jej własne dzieci. Nasze ziemskie korony potrzebne są raczej nam. To my potrzebujemy widzialnego znaku, abyśmy mogli wyrazić naszą wdzięczność wobec Maryi. Wiemy bowiem, że człowiek niewdzięczny - a w szczególności niewdzięczny wobec swojej matki - jest duchowym kaleką. Tutaj w Ossowie ta wdzięczność ma swój szczególny tytuł; jest nią dziękczynienie za polskie zwycięstwo w słynnej Bitwie Warszawskiej.

WYBUCH WOJNY BOLSZEWICKO-POLSKIEJ

Drugi temat to właśnie owa wojna bolszewicko-polska, której Bitwa Warszawska była decydującą częścią. Aby lepiej zrozumieć ówczesne położenie w jakim znalazła się Polska, warto przytoczyć słowa, które - w lutym 1920 roku - padły ze strony niemieckiej. Dowódca niemieckiej armii, gen. Hans von Seeckt - podczas wykładu dla oficerów w Hamburgu - stwierdził: „Jeśli chodzi o uratowanie przed bolszewizmem Polski, tego śmiertelnego wroga Rzeszy, tworu i sojusznika Francji, złodzieja niemieckiej ziemi, niszczyciela niemieckiej kultury, to do tego dzieła nie powinna być przyłożona żadna niemiecka ręka i jeśli diabeł będzie chciał zabrać Polskę, to powinniśmy mu w tym pomóc. Nasza przyszłość leży w bliskości z wielką Rosją i czy podoba nam się ta dzisiejsza [komunistyczna Rosja], czy nie, nie mamy innego wyjścia. Powstrzymać bolszewizm powinniśmy usiłować w naszych własnych granicach, jeśli on w ogóle, co wydaje się coraz mniej prawdopodobne, zechce nas zaatakować” (Hamburg - 20.02.1929). A zatem Polska miała się znaleźć się w kleszczach z dwóch stron.

Katastrofa wydawała się nieuchronna także z uwagi na sytuację wewnętrzną Polski; na stan polskiej klasy politycznej. O niej tak pisał Stefan Żeromski: „Trzeba to wyznać otwarcie i bez osłony, że lenistwo ducha Polski, cudem z martwych wskrzeszonej, ściągnęło na tego ducha batog bolszewicki. Polska żyła w lenistwie ducha, oplątana przez wszelakie gałgaństwo, paskarstwo, łapownictwo, dorobkiewiczostwo kosztem ogółu, przez jawny biurokratyzm, dążenie do kariery i nieodpowiedzialnej władzy. Wszystka wzniosłość, poczęta w duchu za dni niewoli, zamarła w tym pierwszy dniu wolności. Walka o władzę, istniejąca niewątpliwie wszędzie na świecie, jako wyraz siły potęg społecznych, partii, obozów i stronnictw, w Polsce przybrała kształty monstrualne. Nie ludzie zdolni, zasłużeni, wykształceni, mądrzy, których mamy dużo w kraju, docierali do steru władzy, lecz mężowie partii i obozów najzdolniejsi czy najsprytniejsi w partii lub obozie. Jak po spuszczeniu wód stawu, ujrzeliśmy obmierzłe rojowisko gadów i płazów” (Inter arma).

Tę wojnę w jakimś sensie sprowokował sam marszałek Piłsudzki, zamierzając zbudować przyjazne Polsce państwo ukraińskie. Po rozpoczęciu polskiej ofensywy (25.04.1920) i zajęciu przez niego Kijowa, okazało się, że marszałek się przeliczył, zabrakło bowiem masowego poparcia dla wybranego przez niego Petlury.

Tymczasem Związek Sowiecki – w obliczu niebezpieczeństwa utraty Ukrainy – łatwo zmobilizował własne społeczeństwa do walki z Polską; do Armii Czerwonej wstąpiły tysiące dawnych oficerów carskich. Dnia 14 maja 1920 rozpoczęło się radzieckie uderzenie na Białorusi. Dowodzący nim gen. Tuchaczewski - w rozkazie natarcia – nie krył, że idzie o coś więcej niż tylko o pokonanie Polaków. „Decydują się - pisał on – losy rewolucji światowej. Poprzez trupa białej Polski prowadzi droga do wszechświatowego pożaru. Na bagnetach zaniesiemy ludności pracującej szczęście i pokój. Na Zachód marsz!”.

Dnia 4 lipca wojska sowieckie przeszły do ofensywy, front został przerwany a 23 lipca - gdy Armia Czerwona wkroczyła na etniczne terytorium Polski zaś sowieci utworzyli Polski Tymczasowy Komitet Rewolucyjny (30.07.1920), którego zadaniem było zastąpienie suwerennego państwa polskiego republiką rad.

W tym momencie rzeczywiście Polska obrona była bliska załamania. I nagle, w tym tragicznym położeniu, nastąpiło coś nieoczekiwanego; wielki zryw niepodległościowy Polaków. Do wojska masowo zgłaszali się robotnicy, chłopi i inteligenci, studenci a nawet uczniowie. W obliczu nadciągającej katastrofy państwa największe partie polityczne postanowiły wziąć na siebie odpowiedzialność za politykę wschodnią. W tym celu – 24 lipca – powstał Rząd Obrony Narodowej, złożony z przedstawicieli wszystkich stronnictw politycznych, natomiast materialnego wsparcia udzieliła Ententa.

Pomimo tego - w sierpniu 1920 roku - Armia Czerwona była już u wrót Warszawy, posiadając wielokrotną przewagę liczebną nad silami polskimi. Nastrój, jaki zapanował w tym czasie pośród Polaków to nadzieja i trwoga. Trwoga była wynikiem trzeźwej oceny sytuacji na froncie. Kto znał informacje z frontu, temu trudno było opanować lęk w obliczu okrucieństw Armii Czerwonej; w obliczu mordowania jeńców, bestialstwa wobec ludności cywilnej i duchowieństwa, gwałtach, grabieży i niszczeniu wszystkiego, co nosiło znamiona kultury. Nadzieja natomiast karmiła się tym, że jeszcze nie wszystko stracone.

PROŚBY O POMOC MARYI

I wtedy – to już kwestia trzecia - pośród naszych rodaków nastała wielka mobilizacja duchowa. Nigdy wcześniej Kościół katolicki nie wykazał się tak wielkim zaangażowaniem jak wtedy. W uroczystość Przemieniania Pańskiego – dnia 6 sierpnia - rozpoczęto wielką nowennę za ojczyznę, która to nowenna miała zakończyć się dnia 15 sierpnia; w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

W tych pełnych napięcia i grozy chwilach polscy biskupi skierowali trzy listy pasterskie. Pierwszy list wysłali do papieża Benedykta XV, w którym - prosząc o modlitwę - jednocześnie przestrzegali: „Jeżeli Polska ulegnie nawale bolszewickiej, klęska grozi całemu światu, nowy potop ją zaleje, potop mordów, nienawiści, pożogi, bezczeszczenia Krzyża”. W drugim liście - adresowanym do biskupów świata - polski episkopat prosił o „szturm modłów do Boga za Polską”, bo „dla wroga, który nas zwalcza, nie jest bynajmniej Polska ostatnią przystanią dla jego trofeów; lecz jest mu raczej etapem tylko i pomostem do zdobycia świata”. Trzeci list był skierowany do serc i sumień rodaków: „Dajcież ojczyźnie, co z woli Bożej dać jej przynależy. Nie słowem samym, ale czynem stwierdzajcie, iż ją miłujecie. Godnymi się stańcie najdroższego daru wolności przez wasze poświęcenie się dla Polski”.

W odpowiedzi papież udzielił błogosławieństwa, lecz jednocześnie prosił, aby – dnia 15 sierpnia - Polacy odmówili różaniec, prosząc o wsparcie i zwycięstwo za przyczyną Maryi. Tego samego dnia pewien socjalistyczny włoski dziennik napisał: „Papież wezwał, aby prosić o wstawiennictwa Maryi. Nie lada stworzył sobie problem, jeśli wierzy w skuteczność Matki Bożej! Trzy miliony żołnierzy w bolszewickich mundurach. Ci żołnierze i ich działa znaczą więcej niż wszystkie różańce świata. W najbliższych dniach będziemy mieli tego namacalny dowód”.

BITWA WARSZAWSKA

Czwarta kwestia to Bitwa Warszawska. Na szczęście – na początku sierpnia - polsko-francuskie dowództwo wojskowe przeprowadziło udany manewr, który pozwolił polskiej armii oderwać się od oddziałów sowieckich, przegrupować siły i dnia 12 sierpnia rozpocząć - trwającą niemal dwa tygodnie -Bitwę Warszawską (por. Daria i Tomasz Nałęcz; Giennadij F. Matwiejew, w: Białe plamy – czarne plamy. Sprawy trudne w polsko-rosyjskich stosunkach. Warszawa 2010).

Na jej przebieg można dziś patrzeć przez pryzmat podręczników lub encyklopedii, a więc raczej sucho i beznamiętnie. Można też sięgnąć do osobistych wspomnień z tamtego czasu, które - wprawdzie fragmentarycznie i subiektywne - ale w o wiele żywszy sposób ukazują to, co się wówczas działo.

Wśród osobistych relacji z 1920 roku zachowały się wspomnienia jednej z sanitariuszek, która pracowała w szpitalu Polskiego Białego Krzyża, założonym przez żonę wielkiego pianisty i premiera Helenę Paderewską. Oto co pisze w swoich wspomnieniach ich autorka Anna Kamieńska: „Nawała bolszewicka przyszła jak wiadomo nagle. Z początku w Warszawie żartowali sobie z tego całego najazdu i ogół mieszkańców nie zdawał sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Stolica bawiła się, teatry były przepełnione, na ulicach było pełno ruchu. Można wyobrazić sobie tę atmosferę rozprężenia wynikającą po części z przejść rozbiorowych i wojennych, a po części z jakiejś niefrasobliwości, bo Warszawa już nieraz bawiła się tuż przed tragedią.

2020-08-15 10:32

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Przesłanie Papieża do Rady Konferencji Episkopatów Europy

2020-09-25 19:52

[ TEMATY ]

episkopat

Europa

przesłanie

papież Franciszek

Vatican News

Papież zwrócił się z przesłaniem do uczestników zebrania plenarnego Rady Konferencji Episkopatów Europy (CCEE). Spotkanie zostało zaplanowane pod hasłem: „Kościół w Europie po pandemii. Perspektywy dla stworzeń i wspólnot”. Franciszek zwrócił uwagę, że doświadczenie pandemii naznaczyło wszystkich bardzo głęboko, ponieważ dotknęło w dramatyczny sposób jednego z podstawowych wymiarów egzystencji: relacyjności pomiędzy osobami i społeczeństwem. Naruszyło zwyczaje oraz wzajemne odniesienia zmieniając także warunki życia społecznego i ekonomicznego.

Ojciec Święty zauważył, że znacznemu przeobrażeniu uległo także życie wspólnoty kościelnej, która musiała zdecydowanie przeformułować swoje praktyki religijne: wiele działań duszpasterskich oczekuje jeszcze na wznowienie. Papież zaznaczył, że byliśmy w tym czasie świadkami śmierci wielu starszych osób, tragedii rodzin niespodziewanie dotkniętych dotkliwym i groźnym cierpieniem, dramatów dzieci i młodzieży zamkniętych w domu, wstrzymania rytów sakralnych oraz kursów formacji chrześcijańskiej, które zmusiły wielu kapłanów do podjęcia zindywidualizowanych i odważnych dróg posługi duszpasterskiej. W obliczu powstania nowych przestrzeni ubóstwa ważne jest uruchomienie wielkiej fantazji miłosierdzia wyrażającej się w uważnej i hojnej bliskości wobec najsłabszych. „Wspólnoty chrześcijańskie są wezwane do duchowego odczytania tego, czego wspólnie doświadczyliśmy, aby przyjąć tę życiową lekcję i rozeznać perspektywy na przyszłość” – podkreślił Franciszek. Życzył ponadto wszystkim, aby zostali utwierdzeni w wierze, że nic nie może nas odłączyć od miłości Chrystusa.

CZYTAJ DALEJ

Pierwszy Polak, który został biskupem w Australii, zawierzył swoją posługę na Jasnej Górze

2020-09-26 19:47

[ TEMATY ]

Australia

Biuro Prasowe Jasnej Góry

Pierwszy od lewej - ks. Karol Kulczycki

Pierwszy od lewej - ks. Karol Kulczycki

Na Jasną Górę przybyli w sobotę nuncjusz apostolski w Australii abp Adolfo Tito Yllana oraz nowo mianowany biskup diecezji Port Pirie, salwatorianin ks. Karol Kulczycki. Modlili się zwłaszcza za chorych na koronawirusa w tym kraju i za młodych, by nie tracili wiary i potrafili oddawać swe życie Bogu. Ks. Kulczycki jest pierwszym Polakiem, który został biskupem w Australii.

„Pragnę dotrzeć zwłaszcza do tych, którzy się zagubili” - mówi biskup nominat Karol Kulczycki w rozmowie z KAI. - „Będąc na Jasnej Górze chciałbym zawierzyć siebie i dzieło, do którego zostałem powołany, Matce Najświętszej. W swoim herbie symbolicznie umieściłem literę ‘M’, żeby podkreślić, że jestem salwatorianinem, który głosi Chrystusa Zbawiciela, ale jestem też tym, który zawierza siebie i swoje dzieło Matce Najświętszej” - podkreśla ks. Karol Kulczycki.

Abp Adolfo Tito Yllana, nuncjusz apostolski w Australii, po raz pierwszy odwiedził Polskę i Jasną Górę, która jest mu szczególnie znana dzięki św. Janowi Pawłowi II: - „Jasna Góra miała wielkie znaczenie dla Jana Pawła II, i dlatego w tym miejscu chcę szczególnie prosić w modlitwie za ludzi, którzy są chorzy na epidemię koronawirusa w Australii, i za młodych ludzi, aby zawierzyli siebie Matce Najświętszej”.

Biskup nominat ks. Karol Kulczycki należy do Towarzystwa Boskiego Zbawiciela. Po święceniach kapłańskich pracował jako promotor powołań, a następnie wyjechał do Australii, gdzie m.in. pełnił funkcję prowincjała. Od kilku lat jest wikariuszem prowincjalnym salwatorianów w Polsce.

Ceremonia święceń biskupich ks. Karola Kulczyckiego odbędzie się w uroczystość Świętych Archaniołów, 29 września 2020r. w Bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa i Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Trzebini. Otrzyma święcenia biskupie z rąk abpa Adolfo Yllana, nuncjusza apostolskiego w Australii. Współkonsekratorami będą: abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski oraz bp Jacek Kiciński, biskup pomocniczy arch. wrocławskiej i przewodniczący Komisji KEP ds. Życia Konsekrowanego.

CZYTAJ DALEJ

Na drodze do świętości

2020-09-26 22:24

[ TEMATY ]

Jasna Góra

św.Ojciec Pio

Grupy Modlitwy

Przeprośna Górka

Beata Pieczykura/Niedziela

Grupy Modlitwy św. Ojca Pio z całej Polski czuwają na modlitwie w dniach 26-27 września. Pierwsza część spotkania odbyła się na Górce Przeprośnej (Koronka do Bożego Miłosierdzia, Droga Krzyżowa, Różaniec, Msza św.). Teraz na Jasnej Górze trwa nocne czuwanie. Po Apelu Jasnogórskim pielgrzymi przeżywają konferencje i o godz. 24 Mszę św.

Spotkali się, aby pogłębić więź z Bogiem i realizować swoje powołanie. Pragną bowiem upodobnić się do Ukrzyżowanego przez miłosierdzie i modlitwę. Dlatego wpatrują się w św. Ojca Pio i pamiętają jego słowa: „Niech Serce Jezusa będzie centrum wszystkich twoich inspiracji”.

– Życie św. Ojca Pio było czytelnym znakiem obecności Boga w świecie – mówił ks. prał. Włodzimierz Kowalik, proboszcz bazyliki archikatedralnej Świętej Rodziny w Częstochowie, do członków Grup Modlitwy św. Ojca Pio 26 września w sanktuarium św. Ojca Pio na Górce Przeprośnej. Kapłan przewodniczył Mszy św. i wygłosił słowo Boże w miejscu, gdzie jest czczony święty stygmatyk. Przypomniał istotne rysy św. Ojca Pio na jego drodze do świętości, takie jak: modlitwa, pokora, przebaczenie, zgłębianie tajemnicy krzyża i cierpienia, umiłowanie Eucharystii i konfesjonału – miejsca leczenia dusz z ran grzechu, troska o zbawienie ludzi oraz świadczenie miłosierdzia. Kaznodzieja przypomniał, że święty kochał Maryję, a u kresu życia apelował: „Miłujcie Maryję, szerzcie miłość do Niej, odmawiajcie zawsze Różaniec”. Ks. prał. Kowalik zwrócił uwagę na cechy charakterystyczne grup modlitwy, którymi są miłosierdzie i modlitwa. Dlatego ich członkowie mają świadomość, że królestwo Boże buduje nieustanna, pokorna i oddana modlitwa, „modlitwa, która jest obecnością przed Panem, staje się też drogą, sposobem uprasza nawrócenia, uzdrawiania wnętrza ludzkiego”. Z modlitwy rodzą się potrzeba miłości i dobroci. Na zakończenie kaznodzieja pytał: – Co by powiedział dziś św. Ojciec Pio, czy tej modlitwy, fundamentu życia, jest wystarczająco dużo?

O. Eugeniusz Maria Lorek, kustosz sanktuarium św. Ojca Pio, zachęca pielgrzymów, by na wzór św. Ojca Pio rozważnie używali darów Bożych, charyzmatów. W tym duchy wyjaśnia: – Staramy się ukazać, że święty to nie ten, który nie ma problemów, ale ten, którego Bóg powołuje i umacnia do pokonywania trudności.

Mówią pielgrzymi

Członkowie grup jednogłośnie twierdzą, że św. Ojciec Pio pomaga im w życiu i jest bardzo skuteczny, o czym nie raz mogli się przekonać.

Danuta i Władysław z sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Kałkowie, który przybyli do sanktuarium św. Ojca Pio na Górce Przeprośnej, uważają, że „Ojciec Pio był tak dobry i kochany. I prowadzi nas. Idziemy jego drogą, drogą prawdy, miłości. To jest coś pięknego.

– Wielu z nas ufa i zawierza Miłości, która nas powołała do życia, zawierza troski, ufając, że może odwrócić zło i nauczyć miłości podobnej to tej, którą nasz Stworzyciel i Ojciec nas obdarza, i przekazywać ją dalej. Kiedy człowiek spojrzy na życiorys Ojca Pio, to zauważy trochę podobieństw. W jego życiu były takie chwile, kiedy przeżywał ciemne noce, wątpił, a część osób z naszej grupy jest po różnych przeżyciach, przejściach, pokiereszowanych przez życie, ale, jak to mówią, upaść siedem razy, a powstać osiem i tego mnie nauczył święty – powiedziała „Niedzieli” Aleksandra z parafii Chrystusa Króla w Gliwicach, której towarzyszyły Elżbieta i Barbara.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję