Reklama

Wielka Brytania

Anglia: ewangelicy nie chcą pośredniczyć w adopcji dla par homoseksualnych

Ewangelicka organizacja adopcyjna z północno-wschodniej Anglii, zmuszana jest wyrokiem sądu do uwzględniania par homoseksualnych jako potencjalnych kandydatów na opiekunów zastępczych lub rodziców adopcyjnych. Nie godząc się z wyrokiem sądu niższej instancji, organizacja Cornerstone zdecydowała się na walkę o zmianę orzeczenia w Sądzie Najwyższym.

[ TEMATY ]

homoseksualizm

Anglia

Adobe Stock

Cornerstone, czyli „kamień węgielny”, to nazwa organizacji adopcyjnej, która od ponad 20 lat działa w Sunderland. Jej specyfika to znajdowanie „rodzin na zawsze” dla dzieci, które kwalifikują się jako tzw. trudne przypadki. Dane mówią same za siebie: aż 80 procent rodziców zastępczych, wytypowanych przez Cornerstone, adoptuje dzieci, które im powierzono.

Kandydatami na rodziców mogą być wyłącznie chrześcijańskie małżeństwa. I właśnie ten element został zakwestionowany przez rządową agencję, kontrolującą placówki opiekuńcze w Anglii i Walii (Ofsted), która uznała, że wymagania te są dyskryminujące dla gejów i lesbijek. Zarząd organizacji zaskarżył przyznany jej status placówki „wymagającej poprawy”.

Reklama

Sąd poparł stanowisko urzędników i nakazał umożliwić parom homoseksualnym rejestrację w bazie kandydatów na rodziców zastępczych. Uznano, że Cornserstone może rekrutować wyłącznie ewangelików, ale że chrześcijański etos organizacji nie jest sprzeczny z koniecznością akceptacji zachowań homoseksualnych przyszłych rodziców.

Część orzeczenia „o zachowaniu seksualnym” placówka adopcyjna zaskarżyła do Sądu Najwyższego.

„Zostało utrzymane nasze prawo do wspierania rodzin chrześcijańskich w osiąganiu jak najlepszych rezultatów w opiece nad szczególnie zagrożonymi dziećmi i młodzieżą. Zasmuca brak akceptacji dla naszego przekonania o kluczowej roli biblijnego małżeństwa chrześcijańskiego. Modląc się, podejmiemy decyzję jak kontynuować nasze powołanie i nadal pracować nad tworzeniem rodzin na zawsze” – informuje zarząd organizacji.

2020-07-16 15:05

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sięgną po więcej

Niedziela Ogólnopolska 27/2020, str. 29

[ TEMATY ]

homoseksualizm

CC0 Creative Commons/pixabay

Żądania środowisk homoseksualnych rozpalają dyskusję publiczną podczas każdych wyborów. Jakie są taktyka i prawdziwe cele politycznej strategii LGBT?

Strategię środowisk homoseksualnych najlepiej widać na przykładzie Warszawy, gdzie skupiają się nowe ruchy społeczne, które wpływają na politykę. Żeby zrozumieć, jaką drogę przeszliśmy, należy wrócić do czasów prezydentury w stolicy Lecha Kaczyńskiego, który w 2005 r. stanowczo zakazywał tzw. parad równości. Wtedy środowiska LGBT żądały jedynie prawa do publicznej manifestacji i alergicznie odżegnywały się od postulatów związków jednopłciowych oraz adopcji dzieci. Projekt „małżeństw” jednopłciowych pojawił się dopiero wtedy, gdy Hanna Gronkiewicz-Waltz zezwoliła na parady.

Od związków po adopcję

Przełomowym krokiem politycznego marszu środowisk homoseksualnych jest podpisana przez Rafała Trzaskowskiego karta LGBT+. To ona rozzuchwaliła aktywistów do wniesienia postulatu związków jednopłciowych i lobbingu za adopcją dzieci. – W wielu krajach adopcja dzieci przez pary homoseksualne jest dozwolona, ale jestem za etapowaniem: najpierw wprowadźmy związki partnerskie, potem równość małżeńską, a na koniec przyjdzie czas na adopcję dzieci – powiedział Paweł Rabiej, wiceprezydent Warszawy, czyli zastępca Rafała Trzaskowskiego.

Strategia drobnych kroków została opisana na oficjalnej stronie Warszawskiej Deklaracji LGBT+, którą prowadzi stowarzyszenie Miłość Nie Wyklucza. „Coraz więcej państw w Europie i na świecie decyduje się na wprowadzenie równości małżeńskiej i przyznanie parom jednopłciowym prawa do adopcji dzieci. Pewnego dnia stanie się tak również w Polsce – ale przecież samo się nie zrobi, potrzeba budowania poparcia społecznego i woli politycznej” – czytamy.

Z prezydenckim poparciem?

Obecna sytuacja pokazuje, jak wielką pracę społeczną i polityczną wykonały organizacje LGBT. Ich postulaty są masowo lokowane w kulturze i mediach; opinie przeciwników homoseksualnej ideologii są natomiast wycinane z przestrzeni publicznej, a zwłaszcza blokowane w popularnych mediach społecznościowych.

Do tego dochodzi pomoc z zagranicy – zarówno ta polityczna, jak i finansowa. Organizacje LGBT wprost piszą o współpracy z instytucjami Unii Europejskiej oraz z międzynarodowymi podmiotami, które zajmują się prawami człowieka – by wywierać wpływ na polską politykę w celu regulacji statusu prawnego par jednopłciowych. Również globalne i międzynarodowe firmy prowadzą politykę równościową w swoich organizacjach, co stwarza możliwość pozyskiwania środków na działalność trzeciego sektora LGBT+. Autorzy strategii już kilka lat temu zaplanowali, że w 2020 r. Polska będzie miała prezydenta popierającego „homomałżeństwa”. W Sejmie i Senacie poparcie będzie rosło z każdą kadencją. O ile w 2016 r. w polskim parlamencie popierały to stanowisko tylko 3 osoby, to w 2020 r. miało ich być prawie 200.

Po co edukacja seksualna

Obecna rewolucja obyczajowa jest nową taktyką europejskiej lewicy. Jednym z głównych założeń tej taktyki jest zmiana obyczajowości tradycyjnych społeczeństw, dlatego aktywiści uderzają w model naturalnej rodziny, a także lobbują za progresywną edukacją seksualną.

Tymczasem badania prowadzone przez katolickie instytuty psychologiczne wskazują, że wczesne doświadczenia seksualne dziecka zwiększają prawdopodobieństwo rozchwiania jego tożsamości psychoseksualnej w dorosłym życiu. Taka zależność wynika także z większości badań nad homoseksualizmem. Im słabsza jest rodzina, im wcześniej dziecko ma doświadczenia seksualne, tym większy w społeczeństwie będzie odsetek osób LGBT. W przyszłości zatem polityczna siła takich środowisk będzie większa.

CZYTAJ DALEJ

Nie jestem zdziwiony... [Felieton]

2020-10-26 12:30

PAP

WARSZAWA ZDEWASTOWANY KOŚCIÓŁ ŚW. JAKUBA APOSTOŁA

WARSZAWA ZDEWASTOWANY KOŚCIÓŁ ŚW. JAKUBA APOSTOŁA

Czy jestem zdziwiony sytuacją która jest w naszym kraju? Nie jestem. Czy agresja która towarzyszy rzekomym “pokojowym protestom” jest czymś zadziwiającym? Nie jest. A jakie będą tego konsekwencje? Ogromne, ale skutek może pociągnąć za sobą wiele ofiar.

Nie zabierałem głosu od razu. Postanowiłem prześledzić sytuację, zobaczyć jaki nabierze kierunek, a w międzyczasie zrobić małe dziennikarskie dochodzenie, ale zacznijmy od początku. Jest rok 1956. W życie wchodzi ustawa o dopuszczalności przerywania ciąży w trzech warunkach. Jeden z nich zawiera: “ze względu na trudne warunki życiowe kobiety ciężarnej”. Komunizm upadł i w 1993 roku zawarto tzw. “kompromis” (bardzo nietrafione słowo) aborcyjny. Prawie 40 lat trwania tamtej “komunistycznej” ustawy do dziś zbiera swoje żniwo. Czasy komuny, warunki życia wielu rodzin nie były na najwyższym poziomie, więc spełnienie tego warunku, aby wypełnić “prawo” nie należało do najtrudniejszych. Wiele osób zarzuci za chwilę, że to były inne czasy, mniej rozwinięte, gorsze warunki itd, ale to tak naprawdę jest nic, w porównaniu z tym, co przeżywają te osoby, które z różnych względów dokonały aborcji. Wiele z nich mówi wprost, że to największa tragedia w ich życiu, a same wyrzuty sumienia i świadomość zabicia swojego dziecka jest tak wielka, że żadne słowa nie są w stanie tego wyrazić.

Dlaczego takim osobom w tej dyskusji nie da się prawa głosu? A czy ktoś zapytał się, co przeżywają rodzice tych dzieci? I uwierzcie mi. Oni nie powiedzą, że to płód, zlepek komórek, ale ich DZIECKO. Zawsze rodzi się pytanie, gdzie w tej sytuacji byli ojcowie tych dzieci, rodzice tych kobiet, przyjaciele, dobrotliwi lekarze? A może to oni stali w pierwszej kolejności, aby sugerować ten “dobry wybór”, który przerodził się w prawdziwe piekło duszy dla tych kobiet. Nie potrafię nawet wczuć się w sytuację przeżywaną przez te kobiety. Mam wielkie obawy, czy osoby popierające aborcję zdają sobie sprawę z konsekwencji tego wyboru i co może ich czekać stając przed wyborem. I tu ofiarami mogą być nie tylko abortowane dzieci, ale także same kobiety.

Przytaczam ten przykład z prostej przyczyny. Dotknął mnie wczoraj obrazek ze Szczecinka, gdzie ksiądz idący z bursą z Najświętszym Sakramentem został otoczony przez młode dziewczyny (mogę się mylić, ale wydawać by się mogło że w wieku licealnym) z kartonowymi napisami i drugie zdjęcie, gdy ta sama bursa leży na chodniku. Nie znam ich osobiście, ale pozwoliłem sobie po dziennikarsku zebrać informację o poglądach i wartościach osób w tym wieku, które tego dnia przyjęły podobną postawę. Nie powiem nic nowego, że tutaj dużą rolę mają media, pseudoautorytety lansowane przez mainstream, moda, “fajność”.  Nie wzięło się to też z niczego, czynników jest wiele. Komentując tę sytuację, dość grzecznie, zapytam tylko jaki procent z nich to osoby ochrzczone, po I KŚ i bierzmowaniu, chodzących obecnie lub w przeszłości na katechezę? Pytanie dość zasadne, bo to pytanie mające swoją odpowiedź w dwojaki sposób.

Co mnie zadziwia, to zdziwienie protestujących, że Kościół Katolicki stoi po stronie bezbronnych i nienarodzonych. Nic nowego. I tak od 2000 lat, więc dlaczego miałby na siłę zmieniać naukę samego Chrystusa. A może po prostu nie znamy nauki Chrystusa? Ale przecież każdy to powie, że “nieznajomość prawa, nie zwalnia z jego nieprzestrzegania”. Nietrudno się nie zgodzić z ks. Danielem Wachowiakiem z parafii pw. NMP Wniebowziętej w Piłce (Arch. Poznańska), który na swoim Twitterze napisał: “Chrzciliśmy nie patrząc na życie bez wiary. Organizowaliśmy ckliwe "komunie święte". Mieliśmy ubaw na święconkach. Posyłaliśmy hurtowo na bierzmowanie do katedry. Śluby pozwoliliśmy przemienić na quasi-sakralne eventy. Ze szkodą dla głoszenia Ewangelii. A teraz zdziwieni.”

ScreenTwitter


Ale czy w tej sytuacji można być zdziwionym? Tak jak napisałem na początku, mnie to nie dziwi. Obserwując nastroje społeczne, obecną sytuację w kraju i nawarstwianie się fejk newsów i propagandy antykatolickiej nie może być inaczej. Zresztą można także postawić tezę, że każdy powód, aby robić zadymę w kraju i zaatakować Kościół jest dobry. Współczuję tylko Polskiej Policji, która mimo trudnych warunków pandemicznych musi się z tym wszystkim zmagać.

Popatrzmy kto zaprasza, kto lansuje, kto oskarża, kto sieje agresję. Te same osoby. Niezależnie czy jest to protest przeciwko władzy, czy poparcie dla LGBT, czy marsze KODu, czy teraz. “To nie jest protest polityczny”, słyszę. I nawet się zgodzę, bo przecież życie ludzkie nie jest sprawą polityczną, ale kwestią godności człowieka, też tego, a może w tej sytuacji przede wszystkim nienarodzonego”.

Ale czy każda okazja nie jest dobra, aby “łupać” w konkretne osoby, instytucje?

FB


Albo same hasła: “Macie krew na rękach”, “Bóg wam nie wybaczy” i inne brzmią jakby były głosem… zagłuszonego sumienia

Nie mogę się zgodzić także innymi wieloma tezami wygłaszanymi czy na murach, czy na marszach (nazywane pozornie spacerami) czy na FB. Choć na pewno są one wyrazem tego, co osobom protestującym w “duszy i na sercu gra”.

Zachęcam przy tym do zapoznania się z obecnym prawodawstwem w Polsce, zapoznać się z wyrokiem TK i tym, co wnosi ta decyzja, a wreszcie do treści samego projektu obywatelskiego “Stop aborcji”, bo może się okazać, w wielu przypadkach, że rzeczywistość jest inna niż przedstawiają m.in. w mediach.

Wczoraj wandale i chuligani zdewastowali mury kościołów w Polsce. Innych słów nie mogę użyć, bo niszczenie cudzego mienia jest zawsze chuligaństwem, choćby było w najbardziej zacnym celu. Usłyszałem słowa, że kolejna wojna. Nie bójmy się stwierdzić, że wojna cywilizacyjna trwa już od dłuższego czasu. Obecna sytuacja jest tylko konsekwencją zagubienia i braku solidnej katechezy w wielu przestrzeniach (przy czym gratuluję świetnym katechetom i wychowawcom i rodzicom, których znam i wiem, że świetnie wykonują swoje zadania).

Ze swej strony dziękuję wszystkim, którzy wczoraj stanęli naprzeciw jakiejkolwiek agresji, wulgaryzmom, którzy chronili Najświętszy Sakrament przed profanacją i przeciwstawiali się wszelkim chuligańskim praktykom. Dziękuję wszystkim, którzy tego dnia byli świadkami wiary. Dziękuje tym, którzy podjęli się stanięcia po stronie życia. 

A pozwalając sobie na małą prywatę, zauważam, że urodziłem się w czasach, gdy aborcja była dozwolona, gdy warunki życiowe kobiety byłyby trudne. Myślę, że jest to dobra okazja, aby okazać wdzięczność moim rodzicom za dar życia. Wedle prawa mieli wybór, ale stanęli po stronie życia, mojego życia. Wielka radość, moja radość.

Zmieniając trochę rzeczywistość próbowałem sobie wyobrazić odwrotną sytuację, gdyby moi rodzice musieli stanąć przed faktycznym wyborem. Samo wyobrażenie swojego “nieistnienia” było niczym uderzenie kamieniem, ale po chwili uświadomiłem sobie, że to przecież moi rodzice i wszystko stało się oczywiste.

CZYTAJ DALEJ

Debata o wotum nieufności wobec ministra sprawiedliwości

2020-10-27 22:08
CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję