Reklama

Kościół

Bp Libera napisał list do ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego

Biskup płocki Piotr Libera skierował do ministra zdrowia prof. Łukasza Szumowskiego list, w którym wyraził smutek i sprzeciw wobec ataków na niego niektórych mediów i osób. Wyraził także podziw i szacunek dla działań ministra w czasie pandemii koronawirusa.

[ TEMATY ]

bp Libera

Screen

Bp Piotr Libera podkreślił, że list został napisany z pozycji człowieka, chrześcijanina i byłego pacjenta prof. Szumowskiego. Ordynariusz diecezji płockiej wyraził także podziw i szacunek dla działań ministra, który wraz z innymi ludźmi „walczy o bezpieczeństwo zdrowotne Polaków”. Ponadto wyraził solidarność z ministrem Szumowskim.

List bp. Libery był reakcją na zarzuty, jakie stawiane są ministrowi Łukaszowi Szumowskiemu w przestrzeni publicznej, przez część mediów oraz polityków.

2020-06-03 18:12

Ocena: +6 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię” (Mt 4,1) – wywiad z bp. Piotrem Liberą

[ TEMATY ]

wywiad

bp Libera

bp Piotr Libera

KEP

- Chciałem doświadczyć życia pustelnika w XXI wieku. To fascynujące, choć niełatwe doświadczenie – mówi bp Piotr Libera, biskup płocki, który przez pół roku, za zgodą papieża, przebywał na „pustyni” w kamedulskim eremie na Srebrnej Górze w Krakowie. „Dni przeżyte w takim klimacie skupienia, modlitwy, pomogły odnaleźć to, co istotne w życiu człowieka wierzącego. Dawały okazję na wprowadzenie korekty w moim życiu osobistym i w pracy duszpasterskiej. Był to powrót do tej pierwszej miłości, o której pisze Apostoł Jan w księdze Apokalipsy (2,4)” – wyjaśnia w rozmowie dla KAI.

Bp Piotr Libera: Po dłuższym czasie intensywnego wysiłku, człowiek potrzebuje odpoczynku. Dotyczy to również życia duchowego. Nie można tylko ciągle dawać. Niezbędny jest czas, w którym regeneruję swego ducha, odnawiam, odbudowuję swoje wnętrze. Takie są prawa rządzące życiem duchowym chrześcijanina. Dlatego część mojego urlopu starałem się spędzać we wspólnocie kontemplacyjnej, gdzie rytm życia wyznacza modlitwa, adoracja, skupienie, wyciszenie. Szukałem tam odpoczynku duchowego poprzez przywrócenie równowagi między akcją i kontemplacją, między zajęciami duszpasterskimi a czasem spędzonym z Bogiem i przy Bogu. Dni przeżyte w takim klimacie skupienia, modlitwy, pomogły odnaleźć to, co istotne w życiu człowieka wierzącego. Dawały okazję na wprowadzenie korekty w moim życiu osobistym i w pracy duszpasterskiej. Inaczej mówiąc, był to powrót do tej pierwszej miłości, o której pisze Apostoł Jan w księdze Apokalipsy (2,4).

KAI: Blisko rok temu podjął Ksiądz Biskup bezprecedensową decyzję: „pozostając biskupem płockim, oddaję ster diecezji w inne ręce, a sam udaję się, już nie na wakacyjny tydzień, już nie w ukryciu, ale jawnie, na pół roku kontemplacji w eremie kamedulskim”. Niektórzy potraktowali to jako ucieczkę, inni jako wyraz wypalenia, jeszcze inni jako akt niezrozumiały w obecnej sytuacji Kościoła hierarchicznego w Polsce. Co się wtedy działo w sercu Księdza Biskupa? Jakie były motywy podjęcia tej decyzji?

- Zdając sobie sprawę, że moja decyzja może wywołać zdziwienie czy niezrozumienie, w dniu, w którym ogłosiłem ją na zebraniu Diecezjalnej Rady Duszpasterskiej, zamieściłem na stronie internetowej naszej diecezji kopię listu, który napisałem do Papieża Franciszka w języku włoskim oraz jego tłumaczenie na język polski. Chodziło o to, aby każdy mógł się zapoznać z motywami, które skłoniły mnie do jak najlepszego wykorzystania tzw. okresu sabatycznego. Treść wspomnianego listu jest nadal dostępna w internecie i kto chce, może poznać intencje, jakimi się kierowałem. Diecezjanie mają prawo dowiedzieć się od swojego biskupa, dlaczego ich opuszcza na dłuższy czas, jakie motywy nim kierują.

Osobiście po upublicznieniu tej informacji, odczułem w sercu pokój i radość, ponieważ był to kolejny krok w urzeczywistnianiu pragnienia przeżycia przygody z Bogiem na pustyni.

KAI:Oczywiście takiego kroku nie można było uczynić bez zgody Ojca Świętego. I rzeczywiście, jak to czytaliśmy w liście do diecezjan, odbył Ksiądz Biskup rozmowę z papieżem Franciszkiem i uzyskał zgodę. Czy mógłby Ksiądz Biskup uchylić rąbka tajemnicy, co Ojciec święty na to odpowiedział, jaka była jego reakcja?

- Poprosiłem Ojca Świętego o audiencję prywatną, żeby przedłożyć swoją prośbę. Zostałem przyjęty 21 stycznia 2019 roku. Podczas krótkiej, ale bardzo serdecznej, braterskiej rozmowy przedstawiłem swoją sprawę.

Papież okazał całkowite zrozumienie dla mojego pragnienia udania się na pół roku do eremu kamedułów pod Krakowem.
Następnie na liście, w którym przedstawiłem mu swoją prośbę, dokonał adnotacji „wyrażam zgodę” i złożył swój podpis. Zatem reakcja Ojca Świętego była pozytywna, wyrażająca aprobatę dla moich zamierzeń. W ten sposób w roku Ducha Świętego, w Jego mocy – można powiedzieć – zostałem wyprowadzony na pustynię. Zapaliło się zielone światło zezwalające na udanie się do pustelni kamedułów.

- Przejdźmy teraz krok dalej. Ksiądz Biskup jest specjalistą od Kościoła pierwszych wieków, od łacińskiej literatury starochrześcijańskiej. Wie zatem Ksiądz Biskup dobrze, że wtedy, zwłaszcza na Wschodzie, ukształtowała się taka procedura: biskupem zostawał mnich, niekiedy pustelnik. Tu natomiast biskup zostaje po trosze mnichem, idzie do eremu. Jak to wygląda z takiej właśnie, powiedziałabym „źródłowej” perspektywy?

- Zastanawiałem się trochę nad relacjami między biskupami i pustelnikami i „vice versa”. Z perspektywy „źródłowej” nie ma na ten temat zbyt wielu informacji. Wiemy, że w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, zwłaszcza w okresach prześladowań, biskupi znajdowali schronienie i oparcie u pustelników. Także w chwilach zamętu, pojawiających się trudnościach w życiu wspólnot kościelnych, szukali pomocy i światła u ojców pustyni, którzy wspierali ich modlitwą oraz autorytetem. Wiemy, że jeden z pustelników kamedułów został wybrany papieżem, to Grzegorz XVI (1765-1846). Kilku pustelników kamedułów zostało obdarzonych godnością biskupią, jeden zaliczany jest do grona Doktorów Kościoła (św. Piotr Damiani). Z dziejów ojczystych znamy postać błogosławionego Wincentego Kadłubka, który zrezygnował z godności biskupa krakowskiego i wstąpił do zakonu cystersów w Jędrzejowie, ale to już inna sytuacja.

- EG: Jest Ksiądz Biskup u kamedułów, na Srebrnej Górze w Krakowie. Czy mógłby Ksiądz Biskup opowiedzieć co to za miejsce, jaka jest jego historia?

- Pustelnię, czyli erem kamedułów na Srebrnej Górze nieopodal Krakowa wybudował za czasów króla Zygmunta III Wazy marszałek wielki koronny Mikołaj Wolski w 1604 roku. Domki – pustelnie zakonników położone są na skraju Lasu Wolskiego i stanowią strefę ścisłej klauzury, milczenia i samotności. Oprócz pustelni, zespół klasztorny obejmuje kościół w stylu barokowym z widocznymi z daleka trzema wieżami. Ze świątynią sąsiaduje kapitularz, refektarz, kuchnia z dziedzińcem, na którym znajduje się studnia mająca 70 metrów głębokości, wykuta w litej skale. Klasztor posiada też bibliotekę i dom gościnny. Cały teren został otoczony wielokilometrowym murem kamiennym, aby zapewnić mnichom ścisłą, papieską klauzurę. Do klasztorów kamedulskich nie mają wstępu kobiety, jednak zgodnie z testamentem fundatora Mikołaja Wolskiego mogą one odwiedzić klasztor w Srebrnej Górze w wyznaczone dwanaście dni w roku. Kardynał Karol Wojtyła powiedział o tym niezwykłym miejscu: „Krakowianie, czy wiecie, dzięki czemu wasze miasto stoi bezpieczne i nienaruszone przez tyle stuleci? To kameduli są waszym piorunochronem”. 19 sierpnia 2002 roku jako papież Jan Paweł II na zakończenie pielgrzymki do Ojczyzny, zawitał na Srebrną Górę, aby osobistą obecnością i modlitwą podkreślić znaczenie oraz zasługi kamedułów dla Kościoła.

- A codzienne życie kameduły?

- Życie pustelnika kameduły ma ściśle określony porządek. Dzień rozpoczyna się o godzinie 3.30, kiedy bije na wieży dzwon na pobudkę. Kwadrans później pustelnicy zebrani w chórze zakonnym odmawiają pierwszą część brewiarza, czyli Godzinę Czytań i Anioł Pański. Potem pustelnik wraca do swojej pustelni, gdzie odprawia „lectio divina” (czytanie duchowe). Godzina 6.00, to wspólna Eucharystia i potem kolejne godziny brewiarza. W swoich pustelniach eremici praktykują również modlitwę w samotności, która opiera się na medytacji Biblii i modlitwie myślnej. Ma to ich prowadzić do kontemplacji, która jest najwyższą formą modlitwy. Kilka godzin dziennie eremita poświęca pracy fizycznej w ogrodzie, kuchni, pralni bądź porządkom w obrębie murów klasztornych. Dzień kończy kompleta, odmawiana wspólnie o godzinie 19.15. Posiłki przygotowuje brat kucharz, spożywa się je w samotności w pustelni, do której przynoszone są przez nowicjuszy w menażkach. Jak wiadomo, kameduli nie spożywają w ogóle dań mięsnych, a te, które się przyrządza, są bardzo proste, by nie powiedzieć postne. Cały zresztą klimat duchowy panujący w eremie ma charakter wybitnie pokutny i można go określić w trzech słowach: modlitwa, milczenie, post.

- Spotkał zatem Ksiądz Biskup autentycznych pustelników, przyjął ich styl życia. Na czym polega powołanie pustelnika, zwłaszcza dzisiaj?

-

Nie chciałem być tylko obserwatorem życia pustelników na Srebrnej Górze. Dlatego od początku włączyłem się w porządek dnia obowiązujący w eremie.
Inaczej mój pobyt w tym miejscu nie miałby sensu. Chciałem doświadczyć życia pustelnika w XXI wieku. To fascynujące, choć niełatwe doświadczenie. Powołanie pustelnika polega na dobrowolnym wybraniu i umiłowaniu samotności, która otwiera serce na Boga i ludzi. Milczenie, w którym pustelnik spędza kolejne dni życia prowadzi go stopniowo do wtajemniczenia w tę wielką ciszę, w której żyje Bóg i która jest jednym z imion Boga. W tej Ciszy i w tym milczeniu eremita realizuje istotę swego charyzmatu i odnajduje owo „unum necessarium” (por. Łk 10,42), na którym może i powinno opierać się jego życie. To jest dla pustelnika owa Betania, w której milcząco spędza czas u stóp Boskiego Mistrza, zasłuchany w Jego słowa. „Mnich bada przestrzenie wewnętrzne, tworzy ich mapę dla pozostałych i może być dla nich przewodnikiem; to mędrzec albo szaleniec Boży, który samą swą obecności sprawia, że rodzi się nowa siła” (Olivier Clément).

- Czy otrzymał Ksiądz Biskup również domek kamedulski? Jak on wygląda?

- Tak, o. przeor Mateusz pozwolił mi zamieszkać w takim typowym domku pustelnika kameduły.

Domek kameduły, to niewielki budynek, w którym eremita spędza niemal cały swój czas, poza godzinami przeznaczonymi na wspólną modlitwę z braćmi.
W nim mieszka, pracuje, modli się, spożywa posiłki i odpoczywa. Jest więc w domku mała kapliczka, biurko, przy którym pracuje i pokój z łóżkiem. Jest szafa na odzież, kilka półek na książki, łazienka. Wyposażenie domku jest niezwykle skromne, proste, bez upiększeń. Na ścianie wisi tylko krzyż i wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej.

- Wyjść na pustynię, znaleźć się w eremie... Co to znaczy dzisiaj?

- Długo by o tym mówić. Dla mnie wyjść na pustynię, to zejść z tej przysłowiowej „kanapy” papieża Franciszka i założyć buty, żeby szukać Boga na peryferiach niejako Jego bytu. To powtórzenie przygody, którą przeżył Mojżesz w głębi pustyni Synaj, gdy pasł owce w pobliżu góry Horeb. To odkrycie, że pustynia nie jest strefą śmierci, ponieważ jest na niej Życie – pisane wielką literą. Na tej pustyni żyje bowiem Ten, który JEST. Na pustyni można spotkać źródło wszelkiego jestestwa: „Jam jest Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba”. Pustynia, erem, to miejsce i czas, w którym odnajduję żywego Boga, który woła mnie po imieniu: Piotrze, Piotrze nie zbliżaj się tu! Miejsce, w którym stoisz jest Ziemią Świętą.
Człowiek świadomy swojej grzeszności i małości, zasłania wtedy twarz jak Mojżesz i powtarza razem z celnikiem z Ewangelii: „Boże, miej litość dla mnie grzesznika!”. I Pan pozwala człowiekowi trwać na tej pustyni, która rozkwita życiem i radować się Bogiem w wierze, nadziei i miłości. Tym jest dla mnie pustynia, erem dzisiaj. Trwać w milczącej obecności przed Bogiem, w którym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. Wielka łaska, wielki dar Boży i wielki Boży paradoks, ponieważ będąc na pustyni zanurzony w Bogu, pustelnik odnajduje w Nim cały mikro- i makrokosmos. Jest sam, a zarazem towarzyszy mu cały świat stworzony przez Boga. Podoba mi się określenie Symeona Nowego Teologa, który pisze o eremicie, jako „ubogim, kochającym współbraci”. Eremita ukazuje braciom dłonią drżącą i radosną hojnego Pana, który podarował mu jedną złotą monetę i ma takie monety dla wszystkich, jeśli o nie poproszą. Ma je Bóg dla wszystkich żebrzących, takich jak mnich pustelnik, a wszyscy są żebrzącymi (Katecheza XXXIV).

- Tym, co najbardziej charakterystyczne dla życia w eremie jest chyba milczenie, cisza. Jaka jest wartość milczenia i ciszy? Myślę tu szczególnie o życiu księdza pracującego w parafii. Jak ten charyzmat przenieść w kapłańską codzienność?

- Posłużę się obrazem. Do ścisłego eremu na Srebrnej Górze wchodzi się przez bramę, nad którą widnieje duży, łaciński napis: „Silentium”, czyli milczenie. Nad tym napisem umieszczona jest mała figurka Serca Pana Jezusa. Myślę, że pragnąc ciszy i milczenia, człowiek musi najpierw zaprowadzić ciszę i milczenie w swoim sercu. Jest to warunek „sine qua non”. Ciszę i milczenie trudno jest komuś narzucić czy nakazać. Cisza i milczenie rodzi się w sercu człowieka. Tak pojmowana cisza jest łaską o którą należy zabiegać. Chociażby powtarzając niczym akt strzelisty prośbę: „Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze według serca Twego”. Mogą i powinni prosić o to również kapłani, duszpasterze, którzy żyją w wirze codziennych obowiązków. Warto w życiu kapłańskim pielęgnować ciszę i milczenie, wprowadzając „strefy” wolne od rozmów, dźwięków, głośnej muzyki, obrazów burzących wewnętrzne skupienie itd. Uczono nas przestrzegania ciszy w seminarium (silentium sacrum). Warto dowartościować ciszę, milczenie również w parafii, szczególnie, gdy przygotowuję kazanie, mam sprawować Mszę św., sakramenty czy kończę wieczorem dzień na rozmowie z Jezusem. Najważniejsza jest jednak zawsze cisza i milczenie zachowywane w sercu. Tylko wtedy mogę usłyszeć głos Boga w nim przemawiającego. I tak od Serca Jezusa dochodzimy do serca człowieka.

- Erem, to od początku także „officium divinum”, służba Boża, rozpisana w godziny brewiarzowe. Jak to wygląda u kamedułów? I jakie jest znaczenie Liturgii Godzin w życiu kapłana?

- Rzeczywiście, gros czasu w ciągu dnia przypada w eremie na „officium divinum”. Sześć razy dziennie kameduli gromadzą się na modlitwie brewiarzowej w kościele. W niedziele i święta, kiedy liturgia brewiarzowa jest dłuższa, w sumie spędzają prawie pięć godzin w kościele na samym tylko brewiarzu, nie licząc Eucharystii, różańca itd. Kameduli korzystają z dwutomowego brewiarza monastycznego, który różni się od brewiarza odmawianego przez księży diecezjalnych tym, że jest bardziej rozbudowany, a co za tym idzie dłuższy. Na przykład w Godzinie Czytań w tygodniu są to tzw. dwa nokturny, to jest sześć psalmów i dwa czytania: jedno z Pisma Świętego i drugie z Ojców Kościoła. Natomiast w niedziele i uroczystości są trzy nokturny, to jest dziewięć psalmów i trzy czytania oraz „Te Deum”. Stąd niedzielna Godzina Czytań trwa niemal 80 minut. Kameduli recytują brewiarz w postawie stojącej. Duże wrażenie robi widok wspólnoty pustelników z okazałymi brodami, ogolonymi głowami w kapturach, pochylonymi nad księgą brewiarza, którzy mocnym, męskim głosem recytują wersety kolejnych psalmów. Od 415 lat ta modlitwa trwa nieprzerwanie na Srebrnej Górze.
Nie bez wewnętrznego wzruszenia uświadomiłem sobie, że wchodzę tu w wielowiekowe dziedzictwo modlitwy duchowych synów św. Romualda, pierwszego eremity kameduły. Mogę powiedzieć po 43 latach kapłaństwa, że tu poniekąd na nowo odkrywam piękno modlitwy brewiarzowej. Doświadczam jak bardzo modlitwa psalmami buduje mosty między niebem a ziemią, odsłaniając wielkość a zarazem grzeszność człowieka wołającego do swego Stwórcy. W Liturgii Godzin, żeby raz jeszcze odwołać się do Starego Testamentu - chrześcijanin, mnich, kapłan staje się poniekąd drugim Mojżeszem, który z rękoma wyciągniętymi ku Niebu wstawia się za światem, w którym każdego dnia toczy się zażarta walka między siłami dobra i zła.
Spotykając się z różnymi gremiami kapłańskim w naszej diecezji podkreślałem konieczność pielęgnowania modlitwy brewiarzowej. Rezygnacja z niej, zaniedbywanie czy lekceważenie wpływa zawsze negatywnie na życie duchowe prezbitera. Porzucanie brewiarza pod pretekstem wielości prac, zajęć duszpasterskich, przyczynia się do stopniowego zobojętnienia na sprawy nadprzyrodzone i pójście na kompromis z duchem tego świata. W konsekwencji zaś słabnie też nasza przyjaźń z Jezusem i gorliwość w służbie Bożej. Jestem przekonany, że wierność Liturgii Godzin, do czego zobowiązaliśmy się wchodząc w szeregi duchowieństwa, jest jednym z wyznaczników kapłańskiej tożsamości.

- Piuskę na te pół roku Ksiądz Biskup pewnie zdjął... Jednak łączność Pasterza z diecezją mu powierzoną z pewnością pozostała. W czym się ona wyraża, tak zwyczajnie, na co dzień w obecnym życiu Księdza Biskupa?

- Co do tej piuski, to taka ciekawostka – kameduli w swym stroju uwzględniają także piuskę, z tym, że ma ona kolor biały, tudzież kremowy, i wykonana jest z wełny. Przemawiają za tym względy natury praktycznej i zdrowotnej. Erem Srebrnej Góry wzniesiony jest na skale. Świątynia oraz chór, czyli stałe miejsce modlitwy wspólnotowej nie są ogrzewane. W miesiącach jesienno-zimowych zatem panuje tam chłód, który jest szczególnie odczuwalny podczas długich modlitw. Habity i płaszcze pustelników uszyte są z ciepłego materiału, przypominającego trochę ten, z którego szyje się na przykład koce. Przydatne są też solidne buty z grubą podeszwą, izolującą od kamiennej posadzki. Oprócz piuski, eremici nakładają na głowę kaptur.
Wracając do postawionego pytania, to odpowiedź jest oczywiście twierdząca. Opuszczając na sześć miesięcy Wzgórze Tumskie w Płocku i przenosząc się do pustelni na Srebrnej Górze, nie straciłem łączności z diecezją płocką, ponieważ „zabrałem ją” w sensie duchowym ze sobą. Choć piuski w eremie nie używam, to mam ze sobą pierścień biskupi, który jest wymownym znakiem moich zaślubin z Kościołem płockim.
Wszystko, co stanowi nasz Kościół lokalny, jest ze mną tutaj w eremie kamedułów. Wszystkie te rzeczywistości, które składają się na Kościół w wymiarze duchowym, pastoralnym, noszę głęboko w sercu. I tak po kolei – duchowieństwo, osoby konsekrowane, nasze seminarium, rodziny, dzieci i młodzież, ruchy i stowarzyszenia kościelne, chorzy i nasi seniorzy, ale również osoby zagubione bądź zbuntowane, żyjące z dala od Boga, były i są stale obecne w moich modlitwach. Od wczesnych godzin porannych do wieczora intencje diecezjalne przewijają się w mojej modlitwie podczas Mszy Świętej, brewiarza, różańca czy nawiedzenia Najświętszego Sakramentu. Jest to dla mnie czymś całkiem naturalnym i oczywistym. Parafrazując słowa Psalmu 16., ale wyrażając też najgłębsze uczucia towarzyszące tej modlitwie, powiem: „Sznur mierniczy wyznaczył mi dział wspaniały i bardzo mi jest miłe to moje dziedzictwo. Błogosławię Pana (…), bo nawet w nocy upomina mnie serce”.

- Wiem, że na przykład klerycy naszego seminarium mocno przeżywali łączność ze swoim biskupem – eremitą...

- To prawda. Ksiądz rektor przywiózł mi serdeczny list napisany przez kleryków Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku, z podpisami wszystkich alumnów. Bracia klerycy wyrażają w nim zrozumienie dla decyzji, by dłuższy okres poświęcić na modlitwę, wyciszenie w murach klasztoru kamedułów. Zapewniają o jedności modlitewnej ze swym biskupem eremitą, wyrażając równocześnie przekonanie, że ten czas sabatyczny zaowocuje nowymi łaskami w życiu naszego Kościoła diecezjalnego.

- Były także grupy wiernych, kapłanów...

- Docierały do mnie w różnej formie oznaki sympatii i poparcia jeszcze przed wyjazdem do pustelni i potem, już podczas pobytu na Srebrnej Górze. Pochodziły one od kapłanów, sióstr zakonnych, od wspólnot młodzieżowych, od członków ruchów i stowarzyszeń czy innych diecezjan, deklarujących spontaniczne wsparcie modlitewne podczas mojego pobytu w eremie. Bywały też sytuacje zaskakujące. Pewnego dnia na furtę klasztorną zgłosił się sympatyczny pan sołtys z terenu diecezji płockiej, który przywiózł pół bochenka chleba dożynkowego. Chciał się podzielić nim ze swoim biskupem. Pokonał – bagatela – prawie 400 km samochodem. Oczywiście był w odwiedzinach na Srebrnej Górze i biskup Mirosław, i ksiądz sekretarz, i było wielu, wielu innych, którzy towarzyszyli mi podczas tej duchowej przygody. Wszystkim jestem bardzo wdzięczny za te oznaki łączności ze mną podczas pobytu w pustelni.

- Mam świadomość, że daje nam wszystkim Ksiądz Biskup swoim „wyjściem na pustynię” pewien znak. Czym chciałby Ksiądz Biskup, żeby on był?

- Pustynia dla chrześcijanina jest wyzwaniem, by odważyć się być z Bogiem sam na sam. Inaczej niż zwykle. Wypływając na głębię, porzucając to, co łatwe, pewne, sprawdzalne, rezygnując z podpórek, ułatwień w życiu duchowym. Na pustyni dominuje surowość i prostota. To ostatnie jest bodaj największym wyzwaniem. Bóg w swej istocie jest niesamowicie prosty, to człowiek lubi Boga komplikować. A ON po prostu jest – JAM JEST, który JEST. I w tym Bogu, w NIM żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. I z takim Bogiem trzeba uczyć się prowadzić radosny dialog i trzeba uczyć się słuchać Jego głosu na pustyni.
Patrząc z tej perspektywy sześciu miesięcy spędzonych wśród pustelników kamedułów, może to być zachętą dla kogoś, żeby spróbował odkryć na nowo Boga obecnego w codziennym życiu. Jest to zaproszenie, by podjąć przygodę z Bogiem, którego przesłaniają nam zwykłe zajęcia, rutyna, powierzchowność. To jest ten znak, który chciałbym dać – nie pogrążajmy się w jałowych debatach, miałkich reformach, ocenach, w których uwzględniamy tylko własne perspektywy. Powróćmy do pierwszej miłości, do prostoty życia i przejrzystości naszych powołań…

- Z czym pragnąłby Ksiądz Biskup do nas powrócić? Czy to będzie jakiś nowy program duszpasterski? Czy też chodziło o coś innego niż programy, projekty, plany na przyszłość?

- Wracam do diecezji, do Płocka z nowymi siłami ducha i ciała. Wzmocniony przez Pana łaską Jego obecności i bliskości. Trochę jak prorok Eliasz pokrzepiony na pustyni Bożym pokarmem, podejmuję dalszą wędrówkę do mojej góry Horeb. Mając 68 lat, kres tej drogi rysuje się przede mną coraz bardziej wyraziście. Ufam, że dobiegający końca czas sabatyczny dobrze wykorzystałem i będzie on procentował teraz w mojej codziennej posłudze biskupiej.
Nowych programów duszpasterskich nie planuję, bo prawdziwym programem – parafrazując myśl Benedykta XVI – jest nie postępować według własnej woli, ale wsłuchiwać się w słowo i wolę Chrystusa, poddawać się Jego kierownictwu, tak, aby to ON sam prowadził nasz Kościół lokalny w tej godzinie naszej historii (Inauguracja pontyfikatu, 2 kwietnia 2005 r.).
Rozmawiała dr Elżbieta Grzybowska
Rozmowa została przeprowadzona w eremie Srebrnej Góry 22 grudnia 2019 r., w czwartą niedzielę Adwentu.

CZYTAJ DALEJ

Nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca

[ TEMATY ]

pierwsze soboty miesiąca

BOŻENA SZTAJNER

Osobom, które będą uczestniczyć w pierwszosobotnich nabożeństwach, Maryja obiecuje towarzyszenie w chwili śmierci i ofiarowanie im wszystkich łask potrzebnych do zbawienia.

1. Wielka obietnica Matki Bożej Fatimskiej

W Fatimie 13 lipca 1917 r. Matka Boża powiedziała: „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Bóg chce je uratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli uczyni się to, co wam powiem, wielu zostanie przed piekłem uratowanych i nastanie pokój na świecie”.

„Przybędę, by prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeśli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie wiele cierpiał. Różne narody zginą, na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

Siedem lat po zakończeniu fatimskich objawień Matka Boża zezwoliła siostrze Łucji na ujawnienie treści drugiej części tajemnicy fatimskiej. Jej przedmiotem było nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. 10 grudnia 1925 r. objawiła się siostrze Łucji Maryja z Dzieciątkiem i pokazała jej cierniami otoczone serce. Dzieciątko powiedziało: “Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał”.

Maryja powiedziała: “Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”.

2. Dlaczego ma to być „pięć sobót” wynagradzających, a nie dziewięć lub siedem na cześć Matki Bożej Bolesnej?

Siostra Łucja odpowiada: „Pozostając przez część nocy z 29 na 30 maja 1930 roku w kaplicy z naszym Panem i rozmawiając z Nim o czwartym i piątym pytaniu, poczułam się nagle mocniej owładnięta Bożą obecnością. Jeśli się nie mylę, zostało mi objawione, co następuje: Córko, motyw jest prosty: Jest pięć rodzajów obelg i bluźnierstw wypowiadanych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.
Pierwsze: Bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu.
Drugie: Przeciwko Jej Dziewictwu.
Trzecie: Przeciwko Bożemu Macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka.
Czwarte: Bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki.
Piąte: Bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach. Oto, droga córko, motyw, który kazał Niepokalanemu Sercu Maryi prosić mnie o ten mały akt wynagrodzenia. A poza względem dla Niej chciałem poruszyć moje miłosierdzie, aby przebaczyło tym duszom, które miały nieszczęście Ją obrazić. Co do ciebie, zabiegaj nieustannie swymi modlitwami i ofiarami, aby poruszyć Mnie do okazania tym biednym duszom miłosierdzia”.

Jezus powiedział do siostry Łucji: „To prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymanie przyrzeczonych łask. Ja jednak wolę tych, którzy odprawią pięć pierwszych sobót w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż tych, którzy odprawią piętnaście, bezdusznie i z obojętnością”.

3. Warunki nabożeństwa pierwszych sobót - co jest wymagane, aby uczynić zadość temu nabożeństwu

Warunek 1 - Spowiedź w pierwszą sobotę miesiąca.

„Łucja przedstawiła Jezusowi trudności, jakie niektóre dusze miały co do spowiedzi w sobotę i prosiła, aby spowiedź święta mogła być osiem dni ważna. Jezus odpowiedział: Może nawet wiele dłużej być ważna pod warunkiem, ze ludzie są w stanie łaski, gdy Mnie przyjmują i że mają zamiar zadośćuczynienia Niepokalanemu Sercu Maryi”. Spowiedź można odbyć na przykład w ramach pierwszego piątku miesiąca, pamiętając jednak o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi. Do spowiedzi - co istotne - należy przystąpić z intencją zadośćuczynienia za zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi. Intencję można wzbudzić podczas przygotowania się do spowiedzi lub w trakcie otrzymywania rozgrzeszenia.

Przed spowiedzią można odmówić taką lub podobną modlitwę: Boże, pragnę teraz przystąpić do świętego sakramentu pojednania, aby otrzymać przebaczenie za popełnione grzechy, szczególnie za te, którymi świadomie lub nieświadomie zadałem ból Niepokalanemu Sercu Maryi. Niech ta spowiedź wyjedna Twoje miłosierdzie dla mnie oraz dla biednych grzeszników, by Niepokalane Serce Maryi zatriumfowało wśród nas.

Można także podczas otrzymywania rozgrzeszenia odmówić akt żalu: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, szczególnie za moje grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

Warunek 2 - Komunia św. w pierwszą sobotę miesiąca. Po przyjęciu Komunii św. należy wzbudzić intencję wynagradzającą. Można odmówić taką lub inną modlitwę: Najchwalebniejsza Dziewico, Matko Boga i Matko moja! Jednocząc się z Twoim Synem pragnę wynagradzać Ci za grzechy tak wielu ludzi przeciw Twojemu Niepokalanemu Sercu. Mimo własnej nędzy i nieudolności chcę uczynić wszystko, by zadośćuczynić za te obelgi i bluźnierstwa. Pragnę Najświętsza Matko, Ciebie czcić i całym sercem kochać. Tego bowiem ode mnie Bóg oczekuje. I właśnie dlatego, że Cię kocham, uczynię wszystko, co tylko w mojej mocy, abyś przez wszystkich była czczona i kochana. Ty zaś, najmilsza Matko, Ucieczko grzesznych, racz przyjąć ten akt wynagrodzenia, który Ci składam. Przyjmij Go również jako akt zadośćuczynienia za tych, którzy nie wiedzą, co mówią, w bezbożny sposób złorzeczą Tobie. Wyproś im u Boga nawrócenie, aby przez udzieloną im łaskę jeszcze bardziej uwydatniła się Twoja macierzyńska dobroć, potęga i miłosierdzie. Niech i oni przyłączą się do tego hołdu i rozsławiają Twoją świętość i dobroć, głosząc, że jesteś błogosławioną między niewiastami, Matką Boga, której Niepokalane Serce nie ustaje w czułej miłości do każdego człowieka. Amen.

Warunek 3 - Różaniec (jedna część) w pierwszą sobotę miesiąca. Rozpoczynając różaniec należy wzbudzić intencję wynagradzającą, powiedzieć Matce Najświętszej, że będziemy się modlić, by ratować grzeszników i okazać Jej dowód miłości. Jeśli modlimy się prywatnie, spróbujmy zrobić to własnymi słowami. Jeżeli odmawiamy różaniec we wspólnocie, można odmówić następującą modlitwę: Królowo Różańca Świętego. Oto klękamy do modlitwy, by w pierwszą sobotę odmówić różaniec, o który prosiłaś. Chcemy przez niego zadośćuczynić za grzechy swoje, naszych bliskich, naszej Ojczyzny i całego świata. Pragniemy modlić się szczególnie za tych, którzy najdalej odeszli od Boga i najbardziej potrzebują Jego miłosierdzia. Wspomóż nas, abyśmy pamiętali o tej intencji wyznaczonej przez Ciebie. Pomóż nam wynagradzać naszym różańcem cierpienia Twego Niepokalanego Serca i Najświętszego Serca Jezusowego.

Po każdej tajemnicy różańca należy odmówić modlitwę: O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.

Warunek 4 - Piętnastominutowe rozmyślanie nad tajemnicami różańcowymi w pierwszą sobotę miesiąca. Podejmujemy piętnaście minut rozmyślania o ściśle określonej przez niebo tematyce: mamy pochylić się nad jedną (lub kilkoma) z tajemnic różańca. Możemy rozmyślać nad dowolną tajemnicą, również nowymi tajemnicami: tajemnicami światła. Wzbudźmy intencję wynagradzającą za grzeszników, którzy nie chcą słuchać Matki Najświętszej ani być Jej dziećmi, którzy okazują Maryi obojętność, a nawet Ją nienawidzą i wiele czynią, by pomniejszyć Jej chwałę. Możemy w tym celu odmówić następującą modlitwę: Matko Najświętsza, Niepokalana Maryjo! Z radością przyjmuję Twe zaproszenie do udziału w Twoim rozmyślaniu. W pierwsze soboty otwierasz Swe Niepokalane Serce dla każdego, kto pragnie wlać we własne serce te najważniejsze znaki, jakie Bóg ukazał nam we Fatimie. Proszę, otwórz przede mną Swoje Serce. Ośmielam się prosić o to z całą pokorą, ale i z dziecięcą śmiałością, ponieważ chcę Cię naśladować, ponieważ chcę żyć miłością do Twego Syna, ponieważ pragnę zawsze trwać w stanie łaski i miłować Twój święty Różaniec, wreszcie – ponieważ pragnę wszystkiego, co tylko mogę ofiarowywać w duchu zadośćuczynienia za grzeszników. Daj mi uczestniczyć w Twym rozmyślaniu, a ja obiecuję wprowadzać w życie Słowo, które wlejesz do mego małego serca, by stawało się coraz milsze Tobie, bliższe Tobie, podobniejsze do Twego Niepokalanego Serca. A jeśli chcesz, zawsze możesz zabrać me serce, a dać mi Swoje – jak uczyniłaś to z tyloma swoimi dziećmi. Będę wtedy duszą najszczęśliwszą na świecie! Piętnastominutowe rozmyślanie (przykładowe tematy rozmyślania nad pierwszą tajemnicą radosną) 4.1. Najpierw odmawia się modlitwę wstępną: Zjednoczony ze wszystkimi aniołami i świętymi w niebie, zapraszam Ciebie, Maryjo, do rozważania ze mną tajemnic świętego różańca, co czynić chcę na cześć i chwałę Boga oraz dla zbawienia dusz. 4.2. Należy przypomnieć sobie relację ewangeliczną (Łk 1,26 - 38). Odczytaj tekst powoli, w duchu głębokiej modlitwy. 4.3. Z pokora pochyl się nad misterium swojego zbawienia objawionym w tej tajemnicy różańcowej. Rozmyślanie można poprowadzić według następujących punktów: a. rozważ anielskie przesłanie skierowane do Maryi, b. rozważ odpowiedź Najświętszej Maryi Panny, c. rozważ wcielenie Syna Bożego. 4.4. Z kolei zjednocz się z Maryją w ufnej modlitwie. Odmów w skupieniu Litanię Loretańską. Na zakończenie dodaj: Niebieski Ojcze, zgodnie z Twoją wolą wyrażoną w przesłaniu anioła, Twój Syn Jednorodzony stał się człowiekiem w łonie Najświętszej Dziewicy Maryi. Wysłuchaj moich próśb i dozwól mi znaleźć u Ciebie wsparcie za Jej orędownictwem, ponieważ z wiarą uznaję Ją za prawdziwą Matkę Boga. Amen. 5.5. Na zakończenie wzbudź w sobie postanowienia duchowe. Będę gorącym sercem miłował Matkę Najświętszą i każdego dnia oddawał Jej cześć. Będę uczył się od Maryi posłusznego wypełniania woli Bożej, jaką Pan mi ukazuje co dnia. Obudzę w sobie nabożeństwo do mojego Anioła Stróża. 4. A jeśli ktoś nie może spełnić warunków w sobotę, czy może wypełnić je w niedzielę? Siostra Łucja odpowiada: „Tak samo zostanie przyjęte praktykowanie tego nabożeństwa w niedzielę następującą po sobocie, jeśli moi kapłani ze słusznej przyczyny zezwolą na to duszom”.

5. Korzyści: jakie łaski zostały obiecane tym, którzy choć raz je odprawią? „Duszom, które w ten sposób starają się mi wynagradzać - mówi Matka Najświętsza - obiecuję towarzyszyć w godzinie śmierci z wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia”.

6. Intencja wynagradzająca. Jak ważna jest intencja zadośćuczynienia, przypomina sam Jezus, który mówił siostrze Łucji, że wartość nabożeństwa uzależniona jest od tego, czy ludzie „mają zamiar zadośćuczynić Niepokalanemu Sercu Maryi”. Dlatego siostra Łucja rozpoczyna swe zapiski uwagą: „Nie zapomnieć o intencji wynagradzania, która jest bardzo ważnym elementem pierwszych sobót”.

7. Warunki rzeczywiście proste, ale czy są wypełniane? „Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy”- mówi Maryja. Trzeba zatem wypełnić to, o co prosi Niebo. Prośba Maryi dotyczy czterech warunków, zatem wszystkie cztery należy wypełnić, a nie jedynie dowolnie wybrane. Jeśli mowa jest o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi, to taka intencja winna nam przyświecać w trakcie nabożeństwa pierwszych sobót. Matka Boża prosi, by Jej towarzyszyć przez 15 minut, rozmyślając o tajemnicach różańcowych, zatem nie zapominajmy o medytacji, której temat jest jasno sprecyzowany i nie ma tu dowolności. Maryja prosi ponadto nie tylko o różaniec, ale również o rozmyślanie, zatem zwróćmy uwagę, by nie utożsamiać rozważań w czasie różańca z rozmyślaniem o tajemnicach różańcowych. Pamiętajmy: medytacja, niezależna od modlitwy różańcowej, jest niezmiernie istotna i nie możemy jej pomijać.

8. Czy nabożeństwo pierwszych sobót jest jeszcze dziś aktualne? Ojciec Święty Benedykt XVI odpowiada: „Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona”. „W tym sensie posłanie nie jest zakończone, chociaż obydwie wielkie dyktatury zniknęły. Trwa cierpienie Kościoła i trwa zagrożenie człowieka, a tym samym nie ustaje szukanie odpowiedzi; dlatego wciąż aktualna pozostaje wskazówka, którą dała nam Maryja. Także w obecnym utrapieniu, gdy siła zła w najprzeróżniejszych formach grozi zdeptaniem wiary. Także teraz koniecznie potrzebujemy tej odpowiedzi, której Matka Boża udzieliła dzieciom”. Do dziś pozostają również aktualne słowa siostry Łucji: „Najświętsza Maryja Panna obiecała odłożyć bicz wojny na później, jeśli to nabożeństwo będzie propagowane i praktykowane. Możemy dostrzec, że odsuwa Ona tę karę stosownie do wysiłków, jakie są podejmowane, by je propagować. Obawiam się jednak, że mogliśmy uczynić więcej niż czynimy i że Bóg, mniej niż zadowolony, może podnieść ramię swego Miłosierdzia i pozwolić, aby świat był niszczony przez to oczyszczenie. A nigdy nie było ono tak straszne, straszne”. Nabożeństwo pierwszych pięciu sobót miesiąca jest wciąż wezwaniem dla Kościoła i każdego z nas; nadal możemy twierdzić, iż moglibyśmy więcej uczynić, by było ono znane i praktykowane. Rodzi się jednak pytanie: po cóż nam dziś to nabożeństwo? Nie zapominajmy jednak, iż to „Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi”. Zatem sam Stwórca Nieba i Ziemi wyciąga pomocną dłoń człowiekowi przez Maryję, a to zupełnie zmienia postać rzeczy. Siostra Łucja z wielką prostotą poucza wszystkich wątpiących w sens tego nabożeństwa, iż „Bóg jest Ojcem i lepiej od nas rozumie potrzeby swoich dzieci” i pragnie „ułatwić nam drogę dostępu do Siebie”.

Przypomnienie tego nabożeństwa, w czasie, kiedy trwa Wielka Nowenna Fatimska, nabiera szczególnego znaczenia. Stanowi ono bowiem istotę przesłania Matki Bożej i jest wezwaniem skierowanym do każdego z nas. Jeśli mówimy o pobożności fatimskiej, to nie możemy jej utożsamiać jedynie z 13. dniem miesiąca od maja do października. Fatima bowiem woła o nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca. Nie wypełnimy fatimskiego przesłania, jeśli nie będziemy wynagradzać Niepokalanemu Sercu Maryi w pierwsze soboty.

Modlitwy Anioła z Fatimy

O Boże mój, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie, ufam Tobie i miłuję Ciebie. Proszę Cię o przebaczenie dla tych, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i Ciebie nie miłują.

Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty. W najgłębszej pokorze cześć Ci oddaję i ofiaruję Tobie Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego na ołtarzach całego świata jako wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętność, którymi jest On obrażany. Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i przez przyczynę Niepokalanego Serca Maryi, proszę Cię o łaskę nawrócenia biednych grzeszników.

Zapraszamy wszystkich do włączenia się w dzieło Wielkiej Nowenny Fatimskiej. Więcej informacji: Sekretariat Fatimski os. Krzeptówki 14, 34-500 Zakopane tel. 18/ 20 66 420 www.sekretariatfatimski.pl e-mail: fatima@smbf.pl

CZYTAJ DALEJ

Szczęść Boże, na motorze

2020-07-05 11:59

Małgorzata Pabis

W sobotę 4 lipca do sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach przybyła Ogólnopolska Pielgrzymka Motocyklistów i Motocyklistek Iskra Miłosierdzia. Mszy świętej sprawowanej w bazylice o godz. 13.30 przewodniczył salezjański neoprezbiter - ks. Patryk Chmielewski.

Zebranych w świątyni powitał ks. Bogdan Zbroja: -Witam was motocyklistki i motocykliści na naszej pielgrzymce. Życzę wam szerokości i Bożej Opatrzności na wszystkich zakrętach. Niech ta Boża Opatrzność i Boże Miłosierdzie czuwa nad nami, nad naszymi rodzinami i bliskimi.

W homilii ks. Patryk Chmielewski przypomniał, że pielgrzymka odbywa się w pierwszą sobotę miesiąca. - Przyjechaliśmy wynagradzać Niepokalanemu Sercu Maryi nasze grzechy i tych, którzy obrażają Boga, Matkę Boga i Kościół. I spotykamy się w dniu święta – poświęcenia Katedry Wawelskiej. To nie przypadek, że nasze modlitwy jednoczą się dzisiaj ze wszystkimi mieszkańcami archidiecezji krakowskiej. My jako Iskra Miłosierdzia włączamy się w wielką modlitwę dziękczynną miejscowej wspólnoty. Nie odłączamy się, ale chcemy coś dać – powiedział i dodał: - Dzisiaj dajemy dar naszej modlitwy wynagradzającej do tej lokalnej społeczności. I to jest dar, który jest tak samo ważny, a może i ważniejszy, niż wszystkie wsparcia materialne, jakie dajemy przy różnych okazjach. Dzięki temu zachowujemy równowagę między tym co w naszym życiu ludzkie, a tym co powinno być Boskie. Bo taki jest właśnie Kościół: Bosko-ludzki. Święty, bo Boży i grzeszny, bo ludzki.

Salezjanin przywołał zdanie św. Johna Henrego Newmana: „Wierzymy, ponieważ kochamy”. - Kościół jest pełen paradoksów. Obok wielkich świętych są wielcy grzesznicy. Ale miłość Boża dotyka każdego. Obyśmy na tę miłość byli otwarci – apelował kapłan.

Słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii nam mówią o tym otwarciu na Jego miłość i miłosierdzie – kontynuował ks. Chmielewski. - „Prawdziwi czciciele oddają Bogu cześć w Duchu i prawdzie”. Potrzeba nam Ducha Świętego, żeby poznać prawdę. Potrzebujemy Ducha Świętego, bo Duch przekonuje nas o grzechu, za który w pierwszą sobotę chcemy wynagradzać. Ale też Duch Święty daje nam zrozumieć, czym jest grzech. Grzech jest niewiarą w Jezusa. I z tego wypływają wszystkie inne upadki. Dlatego wiara w Boga, to także wiara w Kościół. Ale wierzyć możemy tylko dlatego, ponieważ kochamy.

Kapłan zwrócił się do zebranych w świątyni: - Drodzy Bracia i Siostry niosący orędzie, Iskrę Miłosierdzia na świat – najpierw musimy kochać, a kochać to służyć. Służyć to dawać innym to, co mamy. A co mamy, czego byśmy nie otrzymali? Dzisiaj po błogosławieństwie, którego chcę udzielić każdemu po Koronce, weźcie proszę obrazek prymicyjny. Na jednych jest właśnie to zdanie: „Cóż masz, czego byś nie otrzymał?”.Pamiętając o tym, będzie nam łatwiej się dzielić. Trudniej oskarżać. Nie będziemy tacy roszczeniowi. W duchu i prawdzie stawajmy i oddawajmy cześć Bogu – wdzięczni za życie, za słońce, za sakramenty, za Kościół! Wdzięczni za Kościół, który sami tworzymy. Św. Piotr pisze, że my sami budujemy tę budowlę – jesteśmy jak żywe kamienie. Jesteśmy wybrani, wszyscy, by być narodem świętym i ogłaszać dzieła Boga – Tego, który nas wezwał z ciemności, do przedziwnego swojego światła, jako ci, którzy dostąpili miłosierdzia. Bo Pan jest miłosierny i nie przychodzi powołać sprawiedliwych, ale grzeszników, żeby się nawrócili. Ten fragment jest jako drugi na obrazkach: „Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”. To jest nasza nadzieja w miłosierdziu Bożym.

Kapłan apelował: - Weź więc głęboki oddech i napełnij się Bożym miłosierdziem w świątyni Pańskiej. Napełnij się Bożą obecnością, o której nie masz teraz wątpliwości, abyś budował Kościół poza budynkami, z tą samą pewnością Bożej obecności w twoim domu, w pracy, na motocyklu. I jeszcze coś... jest z nami Maryja, nasza Matka, która raduje się z wszystkich dzieci Kościoła. Maryja cieszy się z tego, że tutaj jesteś – bądź więc synem, córką oddanym Maryi, naszej Matce, Matce Miłosierdzia.

Po Mszy świętej uczestnicy pielgrzymi adorowali Najświętszy Sakrament, odmówili różaniec i wzięli udział w Godzinie Miłosierdzia. Po prymicyjnym błogosławieństwie odjechali do Ojcowa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję