Reklama

Kościół

Prymas: W duszpasterstwie potrzeba większej wrażliwości na konkretne osoby

- Bóg potrafi wszystko obrócić ku dobru, bo nawet z grobu wydobywa życie - przekonuje abp Wojciech Polak. W wywiadzie dla KAI Prymas Polski odpowiada m.in. na pytanie o to, jak pandemia może wpłynąć na Kościół w naszym kraju oceniając, że duszpasterstwo powinno być bardziej wrażliwe na sytuacje życiowe konkretnych osób.

[ TEMATY ]

wywiad

abp Wojciech Polak

prymas

koronawirus

Episkopat.pl

Publikujemy treść rozmowy z abp. Wojciechem Polakiem, metropolitą gnieźnieńskim, Prymasem Polski

Bernadeta Gozdowska-Kruszyk, Tomasz Królak (KAI): Księże Prymasie, Czy epidemia COVID-19 pokazała, uświadomiła czy też ujawniła jakąś prawdę o Kościele w Polsce? Czy pokazała coś ważnego, co skłania do zadowolenia a może raczej niepokoi?

Abp Wojciech Polak: Epidemia koronawirusa niewątpliwie ujawniła nam różne prawdy, ale o głębszą ich analizę będziemy się mogli pokusić dużo później. Trzeba czasu i perspektywy, by pewne sprawy ocenić, zwłaszcza takie, z jakimi dotąd nie mieliśmy do czynienia. Dziś można powiedzieć, że na pewno dowiedzieliśmy się o sobie trochę więcej – i to zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i wspólnotowym.

Jedną z takich rzeczy jest niewątpliwie nasza odpowiedzialność, bo w większości odpowiedzialnie podeszliśmy do rządowych obostrzeń. To, że tak wielu z nas potrafiło zrozumieć, przyjąć i dostosować się w ostatnich tygodniach do tak licznych ograniczeń – także tych dotyczących niemożności udziału w nabożeństwach i Mszach świętych – nie jest w moim przekonaniu wyłącznie efektem lęku przed zakażeniem, ale właśnie wyrazem i znakiem naszej troski o innych, zwłaszcza tych najbardziej narażonych, których przecież mamy w swoich rodzinach i najbliższym otoczeniu. Trafnie powiedział papież Franciszek, że jesteśmy świadkami jak bliscy i krewni zaangażowali się, aby z wysiłkiem i ofiarą pozostać w domu i spowolnić rozprzestrzenianie się wirusa.

Z drugiej strony ta nadzwyczajna sytuacja pobudziła nas, a może wręcz zmusiła do szukania nowych rozwiązań i większego niż dotychczas wykorzystania w duszpasterstwie współczesnych środków komunikacji. To prawda, że transmisje Mszy świętych czy nabożeństw nie zastąpią nam i nie mogą nigdy zastąpić bezpośredniego udziału w modlitwie i życiu Kościoła, niemniej w tym szczególnym czasie, w tym byciu w tunelu – jak to powiedział papież Franciszek – pozwoliły na łączność ze wspólnotą i tym samym pomogły przetrwać przymusową izolację.

Reklama

Trzeba też zauważyć cały ogrom podejmowanych działań pomocowych i ofiarność tak wielu ludzi, także ludzi Kościoła – sióstr zakonnych, kapłanów, tych, którzy szli do chorych. Ponadto różnorakie inicjatywy na rzecz osób starszych. I nie myślę tu tylko o tych ogólnopolskich, organizowanych choćby przez Caritas, ale także o tych małych, lokalnych, które rodziły się i były podejmowane w parafiach, we wspólnotach zakonnych, w różnych stowarzyszeniach z potrzeby serca i nakazu Ewangelii. W tych dniach chyba jeszcze mocniej dotarła i wciąż dociera do nas prawda wyrażona przez Ojca Świętego, że zagrożenia, jakie spowodował koronawirus przezwyciężyć mogą jedynie „przeciwciała” solidarności.

KAI Jaki więc będzie - jaki powinien być - Kościół w Polsce po pandemii?

- Myślę, że zamiast zastanawiać się nad tym i dawać odpowiedzi, które tak czy inaczej będą tylko przypuszczeniami, lepiej skupić się na naszej osobistej relacji z Bogiem i przyjrzeć uważniej dotychczasowej obecności w Kościele. Czym wspólnota Kościoła dla mnie faktycznie jest? Czego od niej oczekuję? Co sam mogę i chcę do niej wnieść? Krótko mówiąc trzeba się postarać przeżyć ten obecny czas tak owocnie, jak to jest możliwe. Epidemia wciąż trwa, wchodzimy w kolejne etapy i powinniśmy pozostać uważni i w swojej odpowiedzialności konsekwentni.

Cieszą decyzje o pewnych poluzowaniach, nie zwalniają nas one jednak z ostrożności. Dlatego Rada Stała KEP, przypominając ostatnio o wciąż obowiązującej dyspensie od uczestnictwa w niedzielę i święta w Mszy św. zachęca do uczestnictwa w liturgii i korzystania z sakramentów także w ciągu tygodnia, kiedy w kościołach jest mniej ludzi.

Sądzę też, że trzeba szukać bardziej indywidualnych form duszpasterskiego oddziaływania, które są szansą na wykształcenie w naszej praktyce duszpasterskiej większej wrażliwości na konkretne osoby i ich sytuacje życiowe i przeżywanie wiary.

Reklama

KAI: Nie wiemy ile czasu pandemia potrwa, ale im dłużej, tym spodziewane skutki - także w sferze religijnej czy duszpasterskiej - powinny być wyraźniejsze. Spodziewa się Ksiądz skutków in plus czy raczej negatywnych?

- I znowu trudno dziś o tym wyrokować. Każda trudna próba czy kryzys - a o takich z całą pewnością trzeba dziś mówić - rodzi zarówno mobilizację, jak i zniechęcenie. Wydaje się jednak, że więcej przemawia za mobilizacją. Świadczy o tym choćby ilość podejmowanych inicjatyw duszpasterskich, transmisji on-line, prób dotarcia duszpasterzy do swoich wiernych. Było i jest tego naprawdę dużo i nie oceniając teraz jakości czy pomysłowości niektórych, w moim przekonaniu, są one dowodem na to, że ducha nie straciliśmy.

Z drugiej strony pojawia się pytanie, jak te dobre doświadczenia przekuć dalej na konkretne duszpasterskie oddziaływanie. Myślę jednak, że jeśli to wszystko, co dziś przeżywamy będziemy potrafili wykorzystać, to zrodzą się z tego właśnie konkretne punkty odniesienia na przyszłość.

KAI: Z jednej strony pandemia wymusza głębsze myślenie o sensie życia (nie tylko u wierzących przecież), z drugiej pojawiają się np. obawy, że część dotychczasowych uczestników niedzielnych praktyk do kościołów już nie powróci...

- Praktykowanie wiary jest owocem przyjęcia daru i łaski wiary, a więc obawy o to, czy ktoś wróci czy nie wróci jest w istocie pytaniem o jego życie wiarą. Trzeba raczej zapytać, na ile wszystko to, co teraz przeżywamy jest szansą na ewangelizację, na spotkanie z Dobrą Nowiną, na sięgniecie do głębszych pokładów naszego życia i wręcz na pewne duchowe przebudzenie. Jeśli to się dokona, jeśli w tym czasie „głębszego myślenia o sensie życia” nastąpi odkrycie Tego, który naprawdę nadaje sens naszemu życiu, to spotkanie na drodze sakramentalnej, kiedy będzie to w pełni możliwe, stanie się naturalną konsekwencją.

KAI: Ks. Tomas Halik napisał ostatnio: „Chodzić do kościoła na Mszę, świętować z innymi – to na pewno naturalne i dobre, ale – jak widać – nie na tym stoi chrześcijaństwo”. Rodzi się pytanie, czy nasze chrześcijaństwo nie nazbyt jednak było przywiązane do owego "chodzenia", jako pewnego cotygodniowego trybutu, który trzeba spełnić, by spokojnie powrócić do „prawdziwego” życia?

- Być może przywiązanie do owego „chodzenia do kościoła” jest rzeczywiście pewną słabością. Wydaje mi się jednak, że wyzwaniem i dawniej i dziś jest nie tyle zastanawianie się nad trwałością czy nie tego „cotygodniowego trybutu”, ile wprowadzanie w misterium wiary, a więc swoista mistagogia sakramentalna, która nie tylko wyjaśnia i odpowiada na pytanie o cotygodniowe uczestnictwo w liturgii, ale nade wszystko w takie uczestnictwo wprowadza. Takie działania będą budowaniem naturalnego pomostu między liturgią a życiem.

KAI: W kościołach były tłumy – dziś jest garstka. Może i księża "przestawią" optykę, w tym sensie, że liczy się każdy, że może przyjdą czasy, że o każdego wiernego trzeba będzie walczyć, a to jest przedsmak?

- Znów, jakie przyjdą czasy i co nas czeka, tego nie wiemy. Wciąż mamy w kościołach ograniczenia ilościowe, trudno więc powiedzieć, ile faktycznie ludzi byłoby na liturgii, gdyby księża nie musieli ich przy drzwiach liczyć. Myślę, że trzeba się dziś skupić na tym, co jest i duszpastersko spróbować to wykorzystać. A dziś możliwe jest właśnie indywidualne oddziaływanie. Potrzebna jest nam tylko odwaga i kreatywna twórczość duszpasterska, by tak właśnie działać.

KAI: A może widok tej dzisiejszej garstki uświadomi księżom - oczywiście tym, którzy jeszcze tego świadomi nie są - że stojąc na przysłowiowej ambonie mają przed sobą nie tłum, ale sumę jednostek?

- Nie wiem, jaka jest powszechna świadomość w tym względzie. Chyba jednak ten, kto sam najpierw przyjmuje Ewangelię i potem głosi, wie, że ona ratuje życie konkretnych ludzi i jest skierowana do każdego. Jak to uchwycić w przepowiadaniu i jak się tego uczyć, to już inna sprawa. Nie wiem, czy ten czas jest najlepszy na taką naukę, zwłaszcza, że mówimy bezpośrednio do niewielkiej grupy ludzi, a za pośrednictwem transmisji tak naprawdę nie wiemy do kogo i w jakim zakresie docieramy. Ten problem jest chyba jednak na innym poziomie, a mianowicie na przeżywaniu osobistego spotkania z Ewangelią i na dzieleniu się z innymi tym, czym się samemu żyje.

KAI: Ostatnie badania (dla Onet) pokazały, że grupą wiekową najbardziej skłonną do refleksji nad sensem życia w obliczu pandemii nie są seniorzy ale osoby najmłodsze, w wieku 18-24. Zaskakujące? A może bardziej niosące nadzieję?

- Mocne wydarzenia prowokują i rezonują wśród wszystkich. Jeśli zaś są takie wyniki badań, to znaczy, że być może ta właśnie grupa wiekowa, z uwagi na sam dynamizm życia czy pracy, poczuła się najbardziej dotknięta skutkami epidemii. Jeśli to wywołało w nich nie tylko obawy i lęk, ale też głębszą refleksję czy zastanowienie, to znaczy, że rzeczywiście rożne życiowe sytuacje są ze sobą ściśle powiązane i mocno rezonują w naszej świadomości.

KAI: Pandemia zintensyfikowała aktywność Kościoła w Internecie. Jedni chwalą, inni mówią o „cyber-kościółku”. Jak Ksiądz Prymas to ocenia?

- Z pewnością sama aktywność w Internecie – jak to już zostało powiedziane - jest odpowiedzią Kościoła na to, co się wydarza i na możliwości, jakie są dziś dostępne. Ukazuje także zaangażowanie i chęć, by korzystać z tych narzędzi dla podtrzymywania wspólnotowych więzi. Trzeba jednak pamiętać, jak przypomniał młodym papież Franciszek, że czym innym jest łączność, a czym innym komunikacja. Istnieje bowiem pokusa zamknięcia czy odizolowania i życia w świecie wirtualnym. Ale zarazem z pewną nadzieją ten sam papież dodaje, że jeśli technologia będzie przez nas traktowana jako środek, jako narzędzie, a nie cel, to nie będziemy jedynie przyklejeni do ekranu, ale naprawdę duchowo ze sobą złączeni.

KAI: Na koniec prośba o osobistą refleksję. Jak Ksiądz Prymas rozumie i przeżywa ten czas – jako człowiek, ale też jako biskup, który musi podejmować decyzje, mierzyć się z krytyką, brać odpowiedzialność za innych.

- Jest to dla mnie przede wszystkim czas na modlitwę. Dzień zaczynam Eucharystią i adoracją Jezusa w Najświętszym Sakramencie, a kończę modlitwą różańcową. Są to wydarzenia, które nadają perspektywę temu, co wraz z innymi codziennie przeżywam. Nie podejmuję teraz posług w parafiach, więc taki codzienny rytm życia ustawia też trochę inne działania.

Staram się systematycznie sięgać do tego, co nam mówi w tym czasie papież Franciszek, aby odnajdywać dla siebie światło do konkretnych działań. I stąd są mi bardzo bliskie w przeżywaniu tego czasu słowa papieża, że mamy prawo do nadziei, do nadziei Jezusa, która wnosi do naszych serc pewność, że Bóg potrafi wszystko obrócić ku dobru, bo nawet z grobu wydobywa życie.

2020-05-06 15:30

Ocena: +1 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jasna Góra dziękuje za życie Prymasa Wyszyńskiego i modli się o jego rychłą beatyfikację

[ TEMATY ]

Jasna Góra

prymas Polski

prymas

Bożena Sztajner/Niedziela

Przypadająca dziś 39. rocznica śmierci kard. Stefana Wyszyńskiego na Jasnej Górze przeżywana jest przede wszystkim jako dziękczynienie za jego życie, które jest darem dla Kościoła i Polski a także błaganie o rychłe ogłoszenie go błogosławionym. Wieczornym Apelem rozpocznie się szczególna modlitwa nazwana „Nocne kołatanie do Matki Najświętszej u progu beatyfikacji”.

Dla paulinów Prymas Wyszyński to przede wszystkim wielki nauczyciel zawierzenia Maryi i ten, który pokazał Jasną Górę rozumianą jako wydarzenie zbawcze Narodu. Jak zauważył o. Arnold Chrapkowski, przełożony generalny Zakonu, przypomniał o tym Jan Paweł II. - Jeżeli papież oficjalnie jako pasterz Kościoła mówi w ten sposób, że nie byłoby papieża Polaka bez kard. Wyszyńskiego, bez Jasnej Góry, to jest to pokazanie w czym jest siła, na czym mamy budować naszą przyszłość, na czym mamy opierać nasze codzienne życie - powiedział o. generał.

„Nocne kołatanie u Matki Najświętszej” to inicjatywa metropolity częstochowskiego czuwań z błaganiem o ogłoszenie kard. Wyszyńskiego błogosławionym. - Ten dar trzeba nam wyprosić na kolanach - uważa abp Wacław Depo i podkreśla: „trzeba się modlić, a nie tylko oczekiwać na lepszy czas, bo Bóg ma swoje drogi i często nas zaskakuje swoimi sposobami rozwiązywania różnych spraw, dlatego mamy prawo i obowiązek o to prosić”.

Abp Depo dodaje, że trwanie na modlitwie i w oczekiwaniu na beatyfikację Prymasa Wyszyńskiego to nasza powinność. Rozumieją ją członkowie Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”, którzy już po raz 40. przybędą dziś z ogólnopolską pielgrzymką. Kard. Stefan Wyszyński jest patronem tego stowarzyszenia świeckich katolików, które promuje przede wszystkim naukę społeczną Sługi Bożego.

Nocne czuwania w Kaplicy Matki Bożej odbywać się będą codziennie i potrwają aż do 25 sierpnia, wigilii święta Matki Bożej Częstochowskiej.

26 sierpnia miał być w tym roku narodowym dziękczynieniem za beatyfikację Prymasa, który miał bezgraniczne zaufanie do Matki Bożej w znaku jasnogórskiego Wizerunku.

Kard. Stefan Wyszyński często odpowiadał na pytanie: dlaczego wszystko postawił na Matkę Bożą. Tak wyjaśniał: „wydaje mi się, że najbardziej bezpośrednią mocą w moim życiu jest Maryja. Przez szczególną tajemnicę, której w pełni nie rozumiem, została Ona postawiona na mej drodze. Wiem jednak, że z tej drogi zejść nie mogę i nie chcę! Doświadczenie mnie pouczyło, że tylko na tej drodze, przy pomocy Dziewicy Wspomożycielki, Pani Jasnogórskiej, można czegoś dokonać w Polsce. Oczywiście mocami Bożymi".

Na ukochanie tej maryjnej drogi życia złożyło się wiele argumentów: osobiste doznanie cudownych łask przez pośrednictwo Jasnogórskiej Pani; dogłębna znajomość duszy i serca Narodu polskiego, z którego żaden nieprzyjaciel nie mógł wyrwać miłości do Maryi; wielkie doświadczenia historyczne i współczesne, które raz jeszcze ujawniły, że Jasna Góra i Maryja rzeczywiście bronią, wzmacniają i jednoczą Naród.

Kard. Wyszyński sam nazwał siebie Prymasem Jasnogórskim, bowiem całe jego życie upływało w łączności z Jasnogórską Maryją - Królową Polski. Pragnął zostać nawet paulinem. Z Mszą św. prymicyjną przyjechał na Jasną Górę, aby "mieć Matkę, która nie umiera". Jego rodzona matka umarła, gdy miał 9 lat. Po sakrę biskupią przybył także na Jasną Górę, a w herbie biskupim i prymasowskim umieścił wizerunek Matki Bożej Jasnogórskiej. Mówił potem: "Matka Boża Jasnogórska w moim herbie to nie ozdoba, to program mego biskupiego i prymasowskiego życia".

Prymas Wyszyński uczynił z Jasnej Góry ambonę i parafię swoją i Episkopatu. W okresie prymasostwa, od 1948 do 1981 r., wygłosił na Jasnej Górze setki przemówień, w sumie prawie 3 tys. stron maszynopisu. Z oficjalnych zapisków wynika, że „spędził” na Jasnej Górze ponad 600 dni, choć nawiedzał ją także przy równych okazjach nieoficjalnych.

Tutaj wypracowywał projekty, plany, akcje duszpasterskie. Znane są one jako: Śluby Narodu, Wielka Nowenna, nawiedzenie parafii przez kopię Cudownego Obrazu Matki Bożej w kraju i poza jego granicami, czuwania soborowe z Maryją Jasnogórską, Milenijny Akt Oddania Polski w Macierzyńską Niewolę Miłości za wolność Kościoła, nocne czuwania.

Od 1982 r. na Jasnej Górze z inicjatywy Instytutu Prymasa Wyszyńskiego z 27 na 28 dzień każdego miesiąca trwają nocne czuwania w intencji beatyfikacji ks. Prymasa.

Do beatyfikacji Prymasa Wyszyńskiego Jasna Góra przygotowuje się nie tylko przez modlitwę, ale także różne inicjatywy. Odbywają się np. cykliczne spotkania w 2019 r. „Prymas Jasnogórski w drodze na ołtarze” a w tym roku „Maryjne drogi do świętości Prymasa Jasnogórskiego”. Podejmowane przez Paulinów i zaproszonych gości tematy ukazują życie i posługę Sługi Bożego.

O szczególnych związkach prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego z Jasną Górą przypominają: pomnik „Pokora” przed wejściem do Sanktuarium, na którym przedstawiony jest ten Ojciec Narodu w geście przyklęknięcia i oddania czci Maryi oraz znajdujące się w Wieczerniku sgraffito ukazujące postać Prymasa na tle rzeszy pielgrzymów składających w 1956 r. Jasnogórskie Śluby Narodu.

Pomnik klęczącego Prymasa Tysiąclecia ma przypominać, że kard. Wyszyński był nie tylko wielkim nauczycielem, który uczynił z jasnogórskiego szczytu narodową ambonę, ale także człowiekiem wielkiej, żarliwej modlitwy, stawiającym zawsze na Jasnogórską Maryję.

CZYTAJ DALEJ

Od wtorku 7 lipca Nowenna do Matki Bożej Szkaplerznej

2020-07-06 13:31

[ TEMATY ]

szkaplerz

Karmel

Matka Boża Szkaplerzna

Grażyna Kołek

16 lipca przypada w liturgii Kościoła wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Dzień ten nazywany jest często dniem Matki Bożej Szkaplerznej, gdyż bezpośrednio wiąże się z nabożeństwem szkaplerza. 7 lipca rozpoczyna się Nowenna do Matki Bożej Szkaplerznej. Zapraszamy do wspólnej modlitwy, co dzień na portalu niedziela.pl kolejny fragment Nowenny.

Historia szkaplerza karmelitańskiego sięga XII w. Duchowi synowie proroka Eliasza prowadzili życie modlitwy na Górze Karmel w Palestynie. Nazywali się Braćmi Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Z powodu prześladowań przenieśli się do Europy. Kościół uznał ich regułę życia i dał prawny początek Zakonowi Karmelitów, który promieniował przykładem świętości w nowym dla siebie środowisku, ale nie uniknął też określonych trudności.

Wtedy odznaczający się świętością generał zakonu, angielski karmelita św. Szymon Stock, zmobilizował swoich braci i zawierzając się Maryi, prosił Ją o pomoc. Jak podają kroniki, gdy modlił się słowami antyfony Flos Carmeli ( Kwiecie Karmelu) w nocy z 15 na 16 lipca 1251 r. ukazała mu się Maryja w otoczeniu aniołów i wskazując na szkaplerz, powiedziała: "Przyjmij, najmilszy synu, Szkaplerz twego zakonu jako znak mego braterstwa, przywilej dla ciebie i wszystkich karmelitów. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania". Nabożeństwo szkaplerzne, praktykowane początkowo tylko we wspólnotach karmelitańskich, bardzo szybko rozpowszechniło się wśród ludzi świeckich i duchowieństwa.

Do nabożeństwa szkaplerznego przywiązane są przywileje uznane przez Kościół jako objawione przez Maryję:

- noszącym szkaplerz Maryja zapewniła opiekę w trudach i niebezpieczeństwach życia zarówno względem duszy, jak i ciała;

- w znaku szkaplerza Maryja obiecała szczęśliwą śmierć i zachowanie od wiecznego potępienia;

- każdy, kto nosi szkaplerz, jest złączony z Zakonem Karmelitańskim i ma udział w jego duchowych dobrach za życia i po śmierci (objęty jest intencjami Mszy św., komunii św., umartwień, postów, modlitw itp.).

Z końcem XV w. do powyższych łask dołączono tzw. przywilej sobotni oparty na objawieniu, jakie miał mieć papież Jan XXII. Maryja obiecała przez niego, że każdy noszący szkaplerz i zachowujący czystość według swego stanu zostanie uwolniony z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci.

Każdy, kto chciałby przyjąć i nosić szatę Maryi, niech czuje się zaproszony na comiesięczne skupienie Bractwa Szkaplerza w Sanktuarium Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Szczecinie ( os. Słoneczne). Każdego 16. dnia miesiąca wspólnotowa adoracja od godz. 17.00, Różaniec i o godz. 18.00 Msza św., podczas której jest możliwość przyjęcia szkaplerza św. 16 lipca, z okazji wspomnienia Matki Bożej Szkaplerznej, miało miejsce wspólne dziękczynienie noszących szkaplerz, składane Maryi w Jej sanktuarium za nieustanną opiekę nad nami.

Nowenna do Matki Bożej Szkaplerznej zyskuje coraz większa popularność w Polsce.

Zapraszamy do wspólnej modlitwy: Nowenna do Matki Bożej Szkaplerznej od wtorku 7 lipca. W każdym dniu kolejny dzień modlitwy Nowenną.

CZYTAJ DALEJ

Uratowali dla przyszłych pokoleń

2020-07-06 23:10

Łukasz Michalak

Tkaniny zdobiące ściany kapitularza Krakowskiej Kapituły Katedralnej odzyskały pierwotne piękno! Realizatorem projektu UPJPII. 6 VII 2020

6 lipca 20202 r.  - ten dzień trzeba zapamiętać! Nastąpił finalny odbiór trwających trzy lata prac konserwatorskich, których zadaniem było uratowanie przed całkowitą degradacją obić ściennych reprezentacyjnego pomieszczenia w katedrze na Wawelu.

Próby ratowania zabytkowych tkanin przez lata nie przynosiły większego efektu. Dopiero otwarty trzy lata temu projekt dał szansę zachowania obiektu. Dzięki finansom Unii Europejskiej, wkładowi Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, który stał się jego beneficjentem oraz pomocy Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa dziś można mówić o wielkim sukcesie!

Nad realizacją projektu czuwała dr Natalia Krupa z Wydziału Historii i Dziedzictwa Kulturowego UPJPII, pracę specjalistów z Krakowa, Warszawy, Wrocławia organizowała Sabina Szkodlarska, nadzorem konserwatorskim zamierzenie ze strony UPJPII objęła Anna Drzewiecka.

Już na pierwszym etapie prac – badań od strony historycznej spotkano się z wielkim zaskoczeniem. Obicia ścian okazały się historycznie starsze niż uprzednio przypuszczano. Datowano je bliżej XVIII wieku, a pochodzenia upatrywano na Bliskim Wschodzie. Zespół Archiwum Krakowskiej Kapituły Katedralnej podjął się zrekonstruowania historii pomieszczenia i tkanin. Kompozycja wzorów, naleciałości stylowe, naśladownictwo układów kompozycyjnych pochodzących z okresu renesansu z II poł. XVI wieku pozwoliły określić wiek tkanin na początek XVII stulecia. Prace badawcze ukazały też, że jest to dzieło włoskie, weneckie. Trudno jednak je z jakimikolwiek porównać, takie same nie są znane!

- To, że pochodzą z takiego źródła nałożyło na konserwatorki tkanin jeszcze większe zobowiązanie – mówi ks. prof. dr hab. Jacek Urban, dziekan Krakowskiej Kapituły Katedralnej – dzięki melanżowi zainteresowanych tym pomieszczeniem stron (UE, UPJPII, SKOZK) udało się ten cały proces przeprowadzić… To pomieszczenie jest używane zgodnie z jego założeniem najwyżej kilkanaście razy w roku. Tu spotyka się kapituła, udostępniane jest w celach badawczych studentom polskim i zagranicznym, ks. proboszcz spotyka się tu z pracownikami katedry. Na co dzień bywają tu jedynie pracownicy Archiwum…

Od dłuższego czasu miejsce jedwabnych, zdobnych, zabytkowych obić zastępował współczesny len. Trzy lata pracy to także przeanalizowanie remontów kapitularza na przestrzeni lat czemu służyła także istniejąca dokumentacja fotograficzna, świadcząca, podobnie jak analiza ścian pod tkaninami, o wielu remontach, przebudowaniach, choćby zmianach ogrzewania, które nie służyły tkaninom obiciowym.

- Ukazały nam się prace konserwatorskie niestety o różnym stopniu profesjonalizmu, wtedy dopiero mogliśmy zaobserwować stopień zniszczeń faktyczny. Pod odjęciu dawnych napraw, cerowań, przeszyć okazało się, że obiekt jest w 80% stopniach zniszczony, z ubytkami całkowitymi, ze zniszczonymi osłonami, z wykruszonymi fragmentami wątków. Musieliśmy podjąć decyzję jak ten program naprawczy poprowadzić, by tkaniny mogły wrócić na ściany. Zadecydowaliśmy później, by przy instalowaniu tych tkanin były one od siebie niezależne, jako układane panele, a każdy wykonany na osobnym krośnie. Tym samym pozyskaliśmy efekt na kształt ekspozycji muzealnej. To daje też możliwość zareagowania w każdej chwili, gdyby z czasem cokolwiek mogło się przydarzyć jakiemuś fragmentowi obić - mówi dr Natalia Krupa, kierownik projektu.

Konserwatorki intensywnie pracowały dwa lata.

- Taki fragmencik, ot 10 centymetrów – pokazuje Sabina Szkodlarska – to parę dni pracy, niezwykle precyzyjnej. Podziwiam cierpliwość, wytrwałość konserwatorek. Większość odbywała się w Pracowni Konserwacji Tkanin Zabytkowych UPJPII, pozostałe panie pracowały w swoich pracowniach. One pracowali nad jedną sprawą w wielu miejscach. Podziwiam.

W pracowni UPJPII przeprowadzane były badania techniki wykonania i technologii.

- W pracowni na UPJPII dysponujemy bardzo nowoczesnym sprzętem – mówi dr Natalia Krupa - m.in. zautomatyzowanym mikroskopem cyfrowym z oprogramowaniem 3D, co bardzo dokładnie pozwoliło zdiagnozować stan zachowania tkanin, a przy usuwaniu każdej z warstw aparat cyfrowy na sliderze nad stanowiskiem pracy konserwatorów pozwalał na rejestrowanie wszystkich elementów prac w czasie.

- Mimo tak ogromnych zniszczeń chcieliśmy by była to jednak konserwacja a nie retusz estetyczny. Jestem pełna podziwu dla pań, które się tym zajmowały, bo to ogromna praca…a efekt jest fantastyczny. Tkaniny są dobrze zabezpieczone, należy teraz, co jest sprawą kluczową, ochrona tego wnętrza, by zapewnić stabilne warunki mikroklimatyczne, jest to w trakcie badań - podkreśla Anna Drzewiecka.

- My od dziesiątków lat jesteśmy przekonani, że tu jest mikroklimat, dlatego, że tu znakomicie się zachowują zarówno skóra, pergamin, papier, klisza fotograficzna. A przecież każde z nich potrzebuje innych warunków. Dlatego tu wykonaliśmy jakiś czas temu szafy na te archiwalia, które nie czują się dobrze w innych pomieszczeniach Archiwum. W tym wyjątkowym miejscu, będąc obok siebie, nic złego im się nie dzieje - dodaje ks. prof. Jacek Urban, przekonany, że dziś jest prawdziwie wielki dzień.

Część historii udało się przebadać, przywrócić jej świetność, uratować dla przyszłych pokoleń.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję