Reklama

Kościół

26 kwietnia - XIV Niedziela Modlitw za Kierowców

Ostatnia niedziela kwietnia obchodzona jest w Kościele katolickim w Polsce jako Niedziela Modlitw za Kierowców. W tym czasie zbierane są fundusze na zakup środków transportu dla misjonarzy. Będzie to również dzień szczególnej wdzięczności wobec kierowców wykonujących pracę podczas epidemii.Hasłem tegorocznej Niedzieli Modlitw za Kierowców są słowa: „Z miłością na wszystkich drogach”

[ TEMATY ]

kierowcy

Bozena Sztajner/ Niedziela

O wspólną modlitwę o poprawę bezpieczeństwa na drogach i łaskę bezpiecznego docierania do celu zaapelowało Krajowe Duszpasterstwo Kierowców wspólnie z MIVA Polska w specjalnym komunikacie na Niedzielę Modlitw za Kierowców. Z

okazji obchodzonej w tym roku 26 kwietnia Niedzieli Modlitw za Kierowców krajowy duszpasterz kierowców ks. Marian Midura odprawi Mszę św. w kościele pw. św. Karola Boromeusza w Warszawie. Eucharystia w intencji polskich kierowców i wszystkich uczestników ruchu drogowego rozpocznie się o godz. 9.30 i będzie transmitowana na facebooku Miva Polska – stowarzyszenia na rzecz misyjnych środków transportu. Homilię wygłosi ks. Jerzy Kraśnicki, dyrektor MIVA Polska.

„Ta modlitwa, to też nasza wdzięczność i wsparcie dla wszystkich kierowców, którzy podejmują służbę dla nas wszystkich w czasie panującej epidemii” - czytamy w komunikacie na Niedzielę Modlitw za Kierowców. Wymienieni są w

Reklama

nim m.in. kierowcy pracujących w transporcie publicznym i wszystkich służbach, szczególnie w transporcie medycznym, policji i w innych służbach mundurowych, a także kierowcy pracujący w zaopatrzeniu i wszyscy, którzy z własnej inicjatywy pomagają najsłabszym i potrzebującym. „Bogu niech będą dzięki za ofiarną służbę i pomoc niesioną przez tych wszystkich kierowców. W ten sposób wypełnienie przykazania miłości staje się pięknym i szlachetnym aktem miłosierdzia, pochodzącego z bezinteresownego i wrażliwego na ludzką niedolę serca” - napisali krajowy duszpasterz

kierowców i dyrektor Miva Polska. Dodali, że „wypadki na drogach w czasie epidemii, są dodatkowym obciążeniem dla i tak przeciążonych służb dbających o nasze zdrowie i bezpieczeństwo”.

W Niedzielę Modlitw za Kierowców, MIVA Polska wraz z misjonarzami poleca Bogu w swojej modlitwie kierowców. Jednocześnie dziękuje wszystkim kierowcom za ich pomoc ofiarowaną na środki transportu dla misjonarzy. Z pomocą tych pojazdów misjonarze i misjonarki mogą pełnić swoją misję głoszenia Ewangelii i niesienia miłosierdzia w najdalszych zakątkach świata. Od początku działalności MIVA Polska misjonarze w duchu wdzięczności za otrzymaną pomoc, modlą się za wszystkich Kierowców i Dobroczyńców w każdą 1-szą sobotę miesiąca, wypraszając bezpieczne podróże dla wszystkich i inne potrzebne łaski dla nich.

Reklama

Miva Polska w roku 2019 zrealizowała 91 projektów w 34 krajach. Zostało zakupionych: 58 samochodów osobowych i terenowych, 3 busy, 1 ambulans, ponad 30 motocykli i motorowerów, 155 rowerów dla katechistów; 1 quad i 2 tuc-tuc (motocykle trójkołowe), 1 łódź motorowa, 2 silniki do łodzi; 42 wózki inwalidzkie. MIVA Polska przekazała na te wszystkie pojazdy sumę 758 350 Euro (więcej na www.miva.pl).

2020-04-23 08:38

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

MI: nie trzeba będzie mieć przy sobie prawa jazdy podczas podróży po Polsce

2020-06-19 17:54

[ TEMATY ]

Polska

Polska

kierowcy

prawo jazdy

Wzór prawa jazdy

Brak konieczności posiadania dokumentu prawa jazdy podczas podróży po Polsce zakłada rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw, który po pierwszym czytaniu w Sejmie został skierowany do komisji infrastruktury. Projekt został przygotowany przez Ministerstwo Infrastruktury.

"Prawo jazdy zostaje w domu, nie będzie obowiązku posiadania przy sobie, kierując samochodem i okazywania go w trakcie kontroli drogowej. Będzie to zawarte w systemie elektronicznym i w razie kontroli (...) będzie można odszukać, czy osoba kierująca pojazdem posiada uprawnienia”
- powiedział przedstawiając nowelizację przepisów wiceminister infrastruktury Rafał Weber.

Dodał, że przygotowane zmiany przyczynią się do likwidacji pewnych obowiązków administracyjnych i do likwidacji pewnych obowiązków związanych z opłatami, kosztami ponoszonymi przez właścicieli pojazdów samochodowych.

"Likwidujemy obowiązek posiadania karty pojazdu, likwidujemy obowiązek posiadania nalepki (z numerem rejestracyjnym, przyklejanej na przedniej szybie pojazdu - PAP). Pozwalamy na to, aby stare tablice rejestracyjne mogły być przypisane do kolejnego właściciela pojazdu” - powiedział Weber.

Dodał, że po zmianach przepisów, właściciel pojazdu zmieniając miejsce zamieszkania na terytorium Polski nie będzie musiał przedstawiać dowodu własności pojazdu przerejestrowując samochód u innego starosty. Wystarczy wtedy dowód rejestracyjny z aktualnymi badaniami technicznymi i nie będzie potrzeby dostarczania do urzędu umowy kupna pojazdu.

Weber powiedział też, że dowód rejestracyjny bez miejsca na stemple dotyczące ważności przeglądów będzie mógł pozostać nadal w obrocie.

Według Webera oszczędności finansowe dzięki nowym rozwiązaniom to blisko 100 zł, które pozostaną "w kieszeni" Polaków kupujących samochody.(PAP)

autor: Łukasz Pawłowski

pif/ skr/

CZYTAJ DALEJ

Kościół mnie uratował

2020-06-17 11:08

Niedziela Ogólnopolska 25/2020, str. 14-15

[ TEMATY ]

świadectwo

Adobe Stock.pl

Miałam kilka lat. Nie wiem, kiedy „to” się zaczeło. Pamiętam od zawsze. Pamiętam też, że nikt nie kiwnął palcem, żeby pomóc.

Przykro mi, że moim oprawcą był mój ojciec. Przykro mi, że był tylko wiecznie bezrobotnym murarzem, alkoholikiem. Gdyby to był ktoś inny, być może pan Sekielski by mnie wysłuchał. Gdyby moim oprawcą był ksiądz, każdy by mi współczuł. Ojciec nie wzbudza już żadnej sensacji, nikogo nie obchodzi... Takich jak ja jest wiele i czujemy się gorsze od najgorszych.

Gehenna

Urodziłam się w bardzo dysfunkcyjnej rodzinie. Byłam dla wszystkich ogromnym rozczarowaniem. Moja mama spodziewała się syna, a urodziły się bliźnięta. Był to stan wojenny, zima. Półtora kilograma nieszczęścia, które każdemu w mojej rodzinie na całe życie pokrzyżowało plany. Ciągle chora i ciągle płacząca. Kula u nogi, jak to zwykle mawiali moi rodzice. Moja mama nigdy mnie nie przytuliła, nie wzięła na ręce. Nie usłyszałam od niej, że mnie kocha. Zwracała się do mnie zawsze bezosobowo – w najlepszym wypadku. Zawsze, kiedy ojciec wracał pijany do domu, brała mojego brata i uciekała.

Miałam kilka lat. Nie wiem, kiedy „to” się zaczęło. Pamiętam od zawsze. Nie miało znaczenia, czy był pijany czy trzeźwy. Ja ze swoim oprawcą i katem mieszkałam przez 13 lat pod jednym dachem. Wiedziałam, że nie mogę o tym nikomu powiedzieć. Raz próbowałam. Moja matka wyciągnęła mnie wtedy za włosy z wanny i skatowała. Wielokrotnie razem z moim ojcem przekonywali znajomych, że jestem kłamczuchą, że wymyślam, że sprawiam kłopoty. Myślę, że każdy wiedział, co się działo w naszym domu – łącznie z matką, ale każdy udawał, że tego nie widzi. Na początku płakałam, później zrozumiałam, że to gorzej, że moje cierpienie wzbudza w moim ojcu jeszcze większą agresję, że wszystko trwa przez to dłużej.

Tak samo było z biciem. Katowali mnie na zmianę, kijem od szczotki, smyczą, kablem od grzałki... Miałam ciągle powyrywane włosy, poprzecinane dłonie, którymi zakrywałam twarz, ponadrywane uszy.

Spadłam na samo dno

Kiedy byłam starsza, liczyłam w myślach od jednego do dziesięciu. To pozwoliło mi przetrwać w ciszy. Było szybciej... Kiedy ojciec miał wrócić do domu, ulgę sprawiało mi wyrywanie włosów z głowy i wykręcanie palców. Wiedziałam, że za chwilę znów „to” będzie. Byłam małą dziewczynką. Kiedy sytuacja stawała się niebezpieczna dla matki, zabierała mojego brata i uciekała. Ja sama musiałam uspokoić ojca. Na Boga, miałam tylko kilka lat!

Kiedy miałam ok. 13 lat, moja matka ostatecznie wyrzuciła ojca z domu. Było to krótko przed moją pierwszą próbą samobójczą. W wieku 14 lat byłam już uzależniona od alkoholu, a gdy miałam 17 lat, zaczęłam się leczyć psychiatrycznie na depresję. Później doszły narkotyki, leki, kolejne próby samobójcze... Spadłam na samo dno. Zatrudniłam się w nocnym klubie jako telefonistka, czyli ogólnie rzecz biorąc, jako stręczyciel. W tamtym czasie czułam się bardzo dobrze w takim środowisku. Kiedy nie było pracy, siedziałyśmy razem z dziewczynami w moim „biurze” i opowiadałyśmy sobie wzajemnie o swoim tragicznym, parszywym życiu. Prawie każda z nas przeszła to samo. Tatuś, wujek, dziadziuś, prokurator, przyjaciel rodziny... Tabletki gwałtu i gwałty... Chleb powszedni. Znam dziewczynę, która wraz z siostrą rodziła swojemu ojcu dzieci. Każdy się domyślał, cała wieś, wiedziała matka. Nikt nie kiwnął palcem, żeby pomóc. Nikt nie chciał się wtrącać...

Kiedy poznałam tę dziewczynę, jej ojciec był już bardzo chory. Prosiłam ją, żeby mimo wszystko zawiadomiła policję. Odmówiła. Powiedziała, że bardzo kocha ojca. To właśnie robi z głową molestowanie. Znam dziesiątki, jeśli nie setki podobnych historii, z wieloma dziewczynami utrzymuję kontakt, ale nigdy nie słyszałam, żeby którakolwiek z nich była molestowana przez księdza.

Ocalone życie

Rok 2012. Pierwsza Komunia św. mojego syna. Byłam wtedy daleko od Boga, bo to Jego obwiniałam za całe to bagno. Po tej uroczystości mój syn zdecydował, że zostanie ministrantem. Bałam się. Poprosiłam znajomą, żeby prowadzała go do kościoła i pilnowała. Płaciłam jej za to, z czasem jednak musiałam zacząć chodzić z nim sama. Dla mnie nieważne było, czy to ksiądz, kościelny czy nawet organista – każdy był podejrzany, każdy był wrogiem. Zaczęłam jednak się modlić, korzystać z tego, co ofiarowuje Kościół. Przez wcześniejsze lata bezskutecznie szukałam terapii dla ofiar pedofilii.

Swoją pracę rzuciłam w czasie pobytu na Jasnej Górze. Zadzwoniłam do szefowej i powiedziałam, że więcej tam nie wrócę. Za ostatnie pieniądze kupiłam sobie Pismo święte i wróciłam do domu.

Dalej jednak nie potrafiłam przebaczyć. Nie chciałam. To mnie rujnowało, ale podejmowałam walkę. Rekolekcje, rekolekcje, rekolekcje... Msza św. z modlitwą o uzdrowienie wspomnień, relacji rodzice – dzieci, dzieci – rodzice. Wyjechałam do Medjugorie. Przebaczyłam. Korzystałam również z pomocy księży egzorcystów. Wiem, że moje koleżanki znalazły pomoc w Magdalence podczas rekolekcji uzdrowienia wspomnień. Dziś też śmiało mogę powiedzieć, że mojego syna wychował Kościół. Częste rekolekcje, wyjazdy w góry, ogniska, wycieczki, podczas których spał również w seminarium. Dużo rozmawiamy o pedofilii, mój syn nigdy nie był jej ofiarą, świadkiem, nie słyszał wśród swoich kolegów o molestowaniu. Dziś jest prawie dorosłym, zrównoważonym człowiekiem. Nie pije, nie pali, nigdy nie sprawiał żadnych problemów wychowawczych. Po pierwszym filmie Sekielskiego przestał chodzić w tygodniu do kościoła, bo bał się, że będzie napiętnowany przez rówieśników. W gimnazjum wielokrotnie był prześladowany za wiarę. Brzydzę się kłamstwem i manipulacją, którymi posłużył się pan Sekielski w swoich filmach. Mnie, ofierze pedofilii, i mojej rodzinie Kościół uratował życie! Dzięki niemu dziś, od 7 lat, jestem normalnym człowiekiem. Jestem matką. Pracuję i wychowuję dzieci. Staram się pomagać w wielu fundacjach działających na rzecz obrony życia i pomocy dzieciom. W ten sposób pragnę podziękować Bogu za łaski, które otrzymałam. Zawsze będę chodzić do kościoła. Pedofil to nie ksiądz, pedofil to pedofil! Pójdzie zawsze tam, gdzie są dzieci pozostawione bez opieki. I bez względu na to, jaką pełni funkcję, należy mu się kara.

Przykro mi tylko, że wszyscy ci, którzy obrzucają kamieniami Kościół, słysząc za ścianą krzywdę innego dziecka, mówią, że to nie ich sprawa.

CZYTAJ DALEJ

Nigdy nie walczył z człowiekiem, ale o człowieka

2020-07-06 20:18

[ TEMATY ]

pogrzeb

Strzegom

ks Marek Żmuda

ks. Piotr Nowosielski

Takie słowa padły w Strzegomiu, 6 lipca, podczas pogrzebu śp. ks. kan. Marka Żmudy, proboszcza parafii pw. Najśw. Zbawiciela Świata i Matki Bożej Szkaplerznej. Ks. Marek zmarł 30 czerwca, w 60 roku życia i 34. roku kapłaństwa.

Uroczystości przewodniczył biskup senior Ignacy Dec, z udziałem bpa Adama Bałabucha, dla którego zmarły, był kolegą z rocznika święceń. We Mszy św. pogrzebowej uczestniczyła Mama i Rodzina ks. Marka, parafianie - w tym z parafii pochodzenia, jak i tych w których wcześniej pracował – przedstawiciele różnych grup społecznych, grup dla których był kapelanem i duszpasterzem, władz, siostry zakonne, przedstawiciele Ruchu Comunione e Liberazione do którego przynależał i grono około 100 księży, którzy przyjechali z dolnośląskich diecezji.

- Wszędzie gdzie byłeś, dałeś się poznać jako kapłan oddany Bogu, oddany ludziom, jako kapłan pracowity, pogodny, lubiany. Pełen uprzejmości, dobroci i gorliwości w służbie Bożej. Nigdy z nikim nie walczyłeś, z żadnym człowiekiem, ale walczyłeś o człowieka, o ludzi o prawdę – mówił o Zmarłym w wygłoszonej homilii bp Ignacy Dec.

- Tyle razy składałeś nam życzenia, tyle razy nas żegnałeś kiedy odjeżdżaliśmy od ciebie, dziś my Tobie dziękujemy i żegnamy na tym świętym miejscu i prosimy, byś w niebie pamiętał o nas, a szczególnie o tych, którym służyłeś jako pasterz. Dziękujemy za przykład kapłańskiego życia. A Pana Boga, dla Którego wszystko żyje, prosimy o dar nowego pełnego życia. Niech krzyż Chrystusa który ukochałeś i który z Jezusem niosłeś przez życie, szczególnie w ostatnich miesiącach twojej choroby, niech zakryje i zgładzi wszystkie twoje słabości. Niech Krew Chrystusa przelana na krzyżu, wybieli wszystkie cienie twojego życia, abyś mógł kosztować słodyczy i radości Pana po wieczne czasy – życzył biskup Senior.

Ks. Marek urodził się w 1960 r. w Lutyni. Święcenia prezbiteratu, przyjął z rąk kard. Henryka Gulbinowicza we Wrocławiu 24 maja 1986 r.

Pierwszą placówką do której został posłany jako wikariusz, była parafia MB Królowej Polski w Świdnicy, w której pracował w latach 1986-89. Następnie w latach 1989-94 był wikariuszem w parafii garnizonowej św. Krzyża w Jeleniej Górze. Tam zastał go w 1992 r. nowy podział administracyjny Kościoła na Dolnym Śląsku. Po tym podziale pozostał w strukturach nowej diecezji legnickiej. W latach 1994-96 był wikariuszem parafii katedralnej w Legnicy. Juz jako 10 letni ksiądz, od czerwca 1996 r. do końca lutego 1997 r. został ustanowiony proboszczem parafii św. Michała w Dobromierzu. Natomiast od 1 marca 1997 r. został ustanowiony proboszczem wspomnianej strzegomskiej parafii, która do 2014 r. należała do diecezji legnickiej. Pozostał na niej proboszczem przez 23 lata, do czasu swej śmierci.

W słowach pożegnania, przypomniano szereg charakterystycznych cech jego osobowości.

- Zawsze otwarty i życzliwy dla każdego – wspominał ks. Bogusław Sawaryn z rocznika święceń ks. Marka; - Umiałeś podnosić ludzkie życie z ruiny, umiałeś zbudować tę powstałą nową wspólnotę parafialną - mówił ks. dziekan Marek Babuśka. Zadeklarował też odprawienie Mszy św. gregoriańskiej w intencji zmarłego, jako dar kałanów dekanatu.

- Szybko zdobył sobie szacunek i uznanie społeczności lokalnej. Był człowiekiem pokornym, który nie przyjął od razu przyznanego mu tytułu „Honorowego Obywatela Miasta” mówiąc że jest jeszcze nie gotowy. Przyjął ten tytuł dopiero 5 lat później - wspominał Burmistrz Strzegomia.

- Całe życie chodził z Bogiem „pod rękę”. Trzeba być wdzięcznym Panu Bogu za to, że nam go dał - mówił o swoim wujku a zarazem ojcu chrzestnym Bratanek księdza.

Pożegnany przez rodzinę, duchowieństwo i wiernych, został pochowany na cmentarzu Komunalnym w Strzegomiu.

Zmarłego księdza Marka, polecamy pamięci modlitewnej.

  

Zobacz zdjęcia: Strzegom: pogrzeb ks. Marka Żmudy
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję