Reklama

Kościół

Diecezja zamojsko-lubaczowska: zakażony ksiądz ostatni raz sprawował liturgię 9 marca

Ksiądz, u którego wykryto koronawirusa, jest kapłanem diecezji zamojsko-lubaczowskiej. Od kilku dni przebywał w szpitalu, gdyż leczył się na chorobę płuc. Ostatni raz sprawował liturgię w kościele parafialnym 9 marca – napisał w komunikacie ks. dr Michał Maciołek, rzecznik diecezji zamojsko-lubaczowskiej.

[ TEMATY ]

kapłan

kapłan

Mariusz Książek/Niedziela

Jak zauważył rzecznik, zakażony duchowny przebywał na terenie archidiecezji lubelskiej na czas leczenia. - Gdy poczuł się chory, liturgię w jego zastępstwie sprawował inny kapłan. Wirus wykryto 18 marca. Sytuacja w parafii jest pod kontrolą służb sanitarnych. Opieka duszpasterska w koniecznych przypadkach zapewniona jest przez księży z sąsiednich parafii. Przestrzegane są wszystkie zalecenia Głównego Inspektora Sanitarnego – czytamy w komunikacie.

66-letni ksiądz z diecezji zamojsko-lubaczowskiej przebywał w ostatnich dniach na oddziale pulmonologicznym chełmskiego szpitala. Badania wykazały, że duchowny został zakażony koronawirusem. Pacjent został przewieziony do szpitala w Puławach, a oddział na którym dotychczas leżał, został objęty kwarantanną.

2020-03-19 13:09

Ocena: +1 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Chcę być dla młodych

2020-09-09 11:45

Niedziela warszawska 37/2020, str. I

[ TEMATY ]

wywiad

kapłan

kapłan

pasja

Archiwum ks. K. Falkowskiego

Ks. Kamil Falkowski

Ks. Kamil Falkowski

O eksperymencie 60-sekundówki, wędrówkach po górach i masce laickości z ks. Kamilem Falkowskim rozmawia Łukasz Krzysztofka.

Łukasz Krzysztofka: Jakie cele stawia sobie nowy asystent KSM Archidiecezji Warszawskiej?

Ks. Kamil Falkowski: Pod szyldem KSM chciałbym stworzyć środowisko, w którym młodzi ludzie – katolicy, przekonani o Bogu i tacy, którzy Go jeszcze szukają – będą mogli się spotkać i ze sobą porozmawiać. Także wspólnie pomodlić się albo odbyć warsztaty lub szkolenia, podzielić się pasjami z innymi nastolatkami czy studentami. Mówiąc krótko: środowisko przyjazne młodzieży.

W jaki sposób chce Ksiądz tworzyć to środowisko?

Z jednej strony zachęcam księży do zakładania oddziałów parafialnych KSM-u, żeby budować to środowisko na poziomie parafii. Atutem KSM jest zróżnicowana formuła cotygodniowych spotkań. Budujemy sieć oddziałów parafialnych, dzięki której młodzi ludzie będą mieli poczucie istnienia w jakiejś większej grupie i doświadczą, że są częścią większej rodziny wierzących katolików.

A z drugiej strony?

Budowanie środowiska KSM-u na poziomie archidiecezji. Chcemy zaproponować młodzieży spotkania formacyjne, zjazdy wszystkich oddziałów parafialnych i warsztaty tematyczne.

Jakie to będą warsztaty?

Zapraszamy na kurs przedmałżeński czy kurs wychowawcy kolonijnego. W przyszłym roku szkolnym planujemy warsztaty medialne i filmowe.

Z jakimi problemami musi mierzyć się dzisiaj młody człowiek?

Sądzę, że na płaszczyźnie społecznej to jest trudność z przyznaniem się do tego, że jestem katolikiem. Mam wrażenie, że młodzi ludzie, szczególnie ci, którzy przyjeżdżają do Warszawy np. na studia, zakładają maskę laickości.

Wiele środowisk lansuje przekonanie, że w Warszawie jest moda na bycie niewierzącym…

Tak i nawet jeśli ktoś jest praktykującym katolikiem, to wstydzi się o tym mówić. Dlatego myślę, że środowisko KSM-u powinno być przestrzenią, gdzie można być sobą i nabrać pewności, co do swoich przekonań. Bądźmy w gronie przyjaciół Jezusa.

A czym wyróżnia się młody katolik archidiecezji warszawskiej?

Uważam, że w Warszawie młodzi ludzie chcą profesjonalizmu i rzetelności. Nie dziadostwa i bylejakości. Jeśli już przyjdą na spotkanie, to chcą, żeby z tego spotkania coś wynieść. Gdybym chciał narzekać, to mówiłbym o wspomnianej już masce laickości. Wstydzą się okazać, że są chrześcijanami. Nawet nie przez brak krzyżyka na szyi, bo to modne i wygodne założyć łańcuszek, ale np. powiedzenie do księdza na „ksiądz”, a nie „pan”, albo zrobienie znaku krzyża przy kościele lub wejście do niego i nierozmawianie w kościele, stojąc w grupie, która przewija Facebooka.

Czy KSM będzie odwoływał się do nauczania kard. Stefana Wyszyńskiego?

Zmieniły się czasy, ale myślę, że uniwersalne wątki, które podejmował kard. Wyszyński nie tylko do młodych, będą omawiane. Pewien styl, który stwarzał Prymas Tysiąclecia, i bliskość to na pewno przykład księdza, który był zainteresowany młodzieżą. Nasze hasło „Gotów” to odpowiedź na prymasowskie słowa do młodych o szybowaniu jak orły wysoko nad granią, niezadowalaniu się bylejakością życia, ale wznoszeniu się ku górze.

W tym wznoszeniu się ku górze ważna jest modlitwa. W jaki sposób zachęcić do niej młodych?

Przygotowując młodzież do bierzmowania, proponuję eksperyment. Proszę, aby młodzi znaleźli dosłownie 60 sekund, by codziennie wieczorem na siedząco, klęcząco, leżąco czy spacerując dookoła domu, opowiedzieli Jezusowi o dniu, który minął. Ważne jest traktowanie Jezusa jak Przyjaciela i Mistrza oraz siebie, będącego wobec Niego w relacji przyjaźni, a nie poddaństwa.

Dlaczego?

Jeśli pokażę relację przyjaźni, to ona zbliża do Boga i otwiera na rozmowę z Nim. Istotne jest pokazanie piękna liturgii i Mszy św., w której rzeczywiście widzi się młodzież – poprzez styl homilii, zespół muzyczny, szczery uśmiech.

Czym powinien wyróżniać się duszpasterz młodzieży?

Powinien mieć dużo czasu, serca i pieniędzy, czyli tego, czego zazwyczaj nam brakuje (śmiech). Dobry ksiądz powinien być najpierw człowiekiem. Właśnie dlatego popularnością cieszył się film Boże ciało. Główny bohater nie miał święceń, ale miał wszystkie inne cechy, które powinien mieć duszpasterz. Nawet jeśli młody człowiek ma inne zdanie, to warto go posłuchać, mieć punkt zaczepienia. Duszpasterz młodzieży powinien być wierzący i mieć zapał do pracy – żeby mu się chciało i by nie tylko wypełniał punkty w grafiku, ale kochał to, co robi.

A czego młodzież oczekuje od swego duszpasterza?

Aby ksiądz z nimi po prostu pobył; żeby poszedł po niedzielnej Mszy św. do salki i napił się coli, pogadał o bzdetach albo powygłupiał się lub posłuchał o najnowszym tik-toku. Mój kalendarz jest w Intrenecie i każdy może sprawdzić, kiedy jestem dostępny. Jeśli ktoś chce się umówić na spowiedź czy rozmowę, to w zasadzie już może zaproponować gotowy termin. Znam wielu podobnie oddanych księży.

Księdza sposób na czas wolny?

Zdecydowanie wędrówki po górach. Góry to miejsce, które bardzo mnie zachwyca, uczy pokory i respektu, a jednocześnie stwarza doskonałą przestrzeń do spotkania z Bogiem. Mogę wtedy pomyśleć o życiu, pomodlić się. To niesamowity czas na kontakt z Bogiem i z sobą samym.

Co powinien zrobić młody człowiek, który chce dołączyć do KSM-u?

Niech śmiało się z nami kontaktuje. Znajdziemy dla niego oddział najlepiej w okolicy jego zamieszkania. Dla każdego chętnego znajdzie się miejsce, nawet dla wszystkich poszukujących i nie do końca przekonanych do Boga. Jezus nie dawał na wstępie listy zasad, które trzeba spełnić, żeby móc chodzić i być z Nim, tylko siadał i z nimi jadł, rozmawiał i śmiał się, a ludzie pod wpływem bycia z Jezusem zaczynali zmieniać swoje życie. Chciałbym, aby taka idea przyświecała KSM-owi w Warszawie.

CZYTAJ DALEJ

Ks. dr Leon Czaja: Bycie tutaj to łaska

[ TEMATY ]

jubileusz

kapłaństwo

Ks. Rafał Kowalski

Dziś świętujemy 60. rocznicę święceń kapłańskich ks. dr. Leona Czai, wikariusza generalnego, wieloletniego kanclerza Kurii. Z tej okazji przypominamy rozmowę, którą dokładnie 10 lat temu, z okazji złotego jubileuszu kapłaństwa przeprowadziliśmy z Księdzem Jubilatem.


Tym, którzy przychodzą do wrocławskiej Kurii, wydaje się, że jest tam od zawsze. W ciszy pełni swe codzienne obowiązki. Ci, którzy go znają, mówią o poczuciu humoru, niezwykłej pamięci do anegdot, drobnych zdarzeń. Minęło 50 lat od chwili, gdy bp Andrzej Wronka wyświęcił go na kapłana. Z ks. dr. Leonem Czają, kanclerzem wrocławskiej Kurii, rozmawia Agnieszka Bugała

Ks. Rafał Kowalski


AGNIESZKA BUGAŁA: - Księże Kanclerzu, dzień święceń to nie był majowy, upalny dzień, ale środek lutego...

KS. DR LEON CZAJA: - Gdy kończyłem studia razem z moim kursem, w maju 1956 r., miałem zaledwie 21 lat i 4 miesiące. Byłem za młody nawet do diakonatu, mogłem go przyjąć dopiero w 1957 r., czyli blisko rok po studiach. Na kapłaństwo musiałem czekać do 1958 r. Przełożeni ustalili, że w najbliższą niedzielę po urodzinach, czyli po 10 lutego, przyjmę święcenia. Po prymicjach w mojej rodzinnej parafii, przy pięknej, surowej zimie, jechałem sankami 20 km do Bochni, aby wsiąść do pociągu i wrócić na wtorkową katechezę. Jako diakon uczyłem, nie mówiąc o tym, że nie jestem kapłanem. Kiedy spytano mnie w szkole jak spędziłem ostatki, powiedziałem, że zupełnie wyjątkowo, bo przyjąłem święcenia kapłańskie. Wywołało to konsternację w nauczycielskim gronie.

- Ale po święceniach nie było dekretu kierującego na parafię...

- Były studia rzymskie w czasie niezwykłym, bo podczas trwania soboru. Gdy wróciłem w 1967 r., zostałem wikariuszem w katedrze do 1970, a potem wszedłem w mury wrocławskiej kurii i jestem tu do dziś, czyli już 38 lat. To zdecydowanie ponad połowa życia. A jeśli do 75 roku życia tu dotrwam, to będę miał 40 lat kurii jak Izraelici pustyni.

- Duchowi mistrzowie?

- Wzrastałem u boku samych mistrzów. Najpierw był kard. Kominek, potem krótko bp Urban, przez 27 lat kard. Gulbinowicz. Bycie tutaj traktuję jako wyjątkową łaskę Pana Boga. Stawiane przez nich wymagania budzą wciąż nową energię, nowe siły.

- Gdzie widzi Ksiądz przekonanie, że kapłaństwo jest tą jedyną drogą?

- Wiele razy o tym myślałem, ale nie znajduję takiego punktu. Jak daleko sięgam w przeszłość, to właściwie nigdy nie wyobrażałem sobie innej drogi, jak tylko taką. Dziecięce, wiejskie zabawy, wielodzietna rodzina - nie chciałem inaczej. Gdy w 1951 r. przyszła matura, a był to rok szczególny, bo zetknęły się wtedy w gimnazjach dwie grupy: ostatni rok przedwojenny i pierwsze owoce powojennej jedenastolatki, w gimnazjum, do którego chodziłem w Bochni przystąpiło 230 osób. Po maturze zgłosiłem się do seminarium w Tarnowie. Przyjechałem, przedstawiłem się, ale okazało się, że rektor nie może mnie przyjąć, bo liczba kandydatów jest zbyt duża. Pozostały dwa wyjścia: albo Łódź, albo Wrocław. W 1951 r. o ziemiach zachodnich mówiło się w kategoriach dzikiego zachodu. Zgłosiłem się pisemnie do obu miast. Po czterech dniach przyszła odpowiedź z Wrocławia: proszę przyjechać. I tak to się rozpoczęło. Rektor Marcinkowski, Litwin, Wilnianin, był moim pierwszym, seminaryjnym mistrzem, a czas był szczególny, bo nie mieliśmy biskupa, aż do 1956 r. doświadczaliśmy głodu pasterza. Na wszystkie święcenia przyjeżdżali biskupi zapraszani z innych diecezji. Wiedzieliśmy, że tego nie przeskoczymy, zresztą, to nie było trwanie w próżni, przełożeni to wszystko dobrze nam tłumaczyli. Kiedy przyszedł kard. Kominek wszystko zaczęło się porządkować. To był czas, kiedy ubecja próbowała kler dzielić, niektórych udało się skaptować do pionu księży patriotów. Kard. Kominek podszedł do nich zupełnie inaczej. Na jednym ze spotkań powiedział: ja wam daję szansę na rehabilitację, znam waszą przeszłość, ale rozpoczynamy nowy odcinek.

- Ekstremalne warunki kapłańskiej formacji...

- Bojowe, ale w sumie nam, ludziom tamtego czasu, tamtego środowiska, było trochę łatwiej stanąć wobec aktualnego dzisiaj problemu lustracji. Kiedy przed dwoma laty „rzucono” się na lustrowanie duchowieństwa, to dla nas było jasne, że ten czy inny nie wytrzymał próby czasu, próby dziejów i trzeba podjąć próbę ukształtowania sobie postawy wobec tego, że wyłamał się z jedności. Tej specyficznej nauki udzielił nam kard. Kominek właśnie wtedy.

- Największy wpływ na kształtowanie kapłaństwa?

- Ludzie niezłomni. Do 1956 r. władze wygrały wszystko, co można było na tym terenie wygrać wobec Stolicy Apostolskiej. Zmusiły wikariusza kapitulnego wrocławskiego ks. Lagosza, żeby duchowieństwo poparło protest do Stolicy Apostolskiej. Większość z przełożonych i wykładowców seminaryjnych odmówiło udziału w proteście. W konsekwencji zostali zwolnieni z pracy i przeniesieni na parafie. Ale ci, którzy zajęli ich miejsce, byli ludźmi bez reszty oddanymi Kościołowi oraz nam, alumnom. Tworzyli klimat szczególny, wyjątkowy, podtrzymujący w nas entuzjazm i zapał. Mój rocznik był tym, który całą formację przeszedł w czasach ks. Lagosza. I przez następne lata nikt z tego rocznika nie wykruszył się z kapłańskiego stanu. To wydaje się niemożliwe, bo rzeczywistość naprawdę była trudna. Kiedy jechaliśmy do parafii naszego pochodzenia, księża przecież orientowali się, kto kieruje Kościołem we Wrocławiu. Byliśmy dyskredytowani z natury rzeczy. Mówiono, że pracujemy na medale dla swego ordynariusza, ks. Lagosza.

- W tym trudnym czasie przychodzili kapłani tacy, jak ks. Zienkiewicz...

- Ks. Zienkiewicz przyszedł na stanowisko rektora na fali czystek, kiedy rektor Marcinowski nie podpisał kolejnego protestu. Korzystałem z jego duchowego kierownictwa aż do momentu święceń, bo przecież jeszcze w 1958 r. ks. Zienkiewicz był rektorem seminarium.

Gdy wróciłem ze studiów, on był duszpasterzem akademickim, spotykałem go codziennie w stołówce. To był człowiek niebywałej prawości, niebywałej kultury ducha. Umiał nas podtrzymać w sytuacjach napiętych. Nie wygłaszał słów pustych, wszystkie płynęły z najgłębszych pokładów jego duszy. Człowiek modlitwy. Pod pewnym względem widziałbym analogię między Zienkiewiczem a późniejszym Janem Pawłem II.

- A spotkania z Janem Pawłem II?

- Najbardziej utkwiło mi to pierwsze, zresztą była to pierwsza jego wizyta we Wrocławiu, niedługo po tym, jak został krakowskim sufraganem. Bp Kominek zaprosił go na rekolekcje dla kapłanów. Informacje poszły w teren, zgłosiło się ponad 180 kapłanów, więc seminarium było wypełnione całkowicie. Ja byłem przydzielony bp Latuskowi do pomocy, stąd moja tam obecność. Wieczorem przychodzi Kominek do seminarium i mówi: Ja rozpocznę rekolekcje, bo Wojtyła się spóźnia i pewnie dziś też się spóźni. Rekolekcje się zaczęły. Przychodzi na portiernię młody człowiek, odziany w pelerynę z materiału imitującego koc i mówi: Przyjechałem na rekolekcje. Czy ksiądz jest zgłoszony? - pytam. Nie, ja się nie zgłosiłem. To będzie problem, bo seminarium mamy w stu procentach zajęte. A co się stało? - pyta zdziwiony. Bp Wojtyła ma prowadzić rekolekcje i przyjechało ponad 180 księży. A cóż to takiego Wojtyła? - mówi. Nie znam, odpowiadam, ale tak wygląda sytuacja. To mamy wrócić do domu? - pyta. A z daleka ksiądz przyjechał? Tak wyglądała nasza rozmowa. I oczywiście przy prośbie o podanie imienia i nazwiska usłyszałem Karol Wojtyła. To było pierwsze spotkanie.

CZYTAJ DALEJ

Dożynki w folwarku

2020-09-23 23:08

[ TEMATY ]

dożynki

Joanna Ruchniewicz-Wywigacz

Niedziela 20 września br., to kolejna okazja do zasmakowania w regionalnych, naturalnych smakach, w wytworach z plonów tego roku.

W Zamkowym Folwarku w Żarach podczas Targu Śniadaniowego można było kupić: sery i inne wyroby z mleka koziego, chleb na zakwasie, pasty, pasztety i inne smakołyki z dyni, wina z lubuskich winiarni Saganum i Jakubów, wyroby masarskie od lokalnego wytwórcy. Nie zabrakło miodów, ciast, ręcznie robionych krówek, owoców i warzyw z własnej uprawy, piwa rzemieślniczego, olejów z dyni, lnu, rzepaku, wyrobów z dodatkiem lawendy i domowych przetworów z owoców i warzyw.

Zobacz zdjęcia: Dożynki w folwarku
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję