Reklama

Porady

Magia w reklamie – niewinna zabawa czy niebezpieczna formuła?

- Narcyzm jest słowem-kluczem do rozpoznania rzeczywistego sensu wielu reklam. W internetowych kampaniach reklamowych lansuje się dobrą zabawę, a nawet zabawę bez przerwy, czyli czysty hedonizm, jak i zaspokajanie własnych rozbudzonych potrzeb i samouwielbienie – pisze dla KAI dr Klaudia Cymanow-Sosin, z-ca dyrektora Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, specjalista w media relations, komunikacji wizerunkowej i public relations.

[ TEMATY ]

reklama

magia

seanmcgrath / Foter.com / CC BY

Badanie reklam, najbardziej niechcianych komunikatów w mediach, bywa fascynujące. Szczególnie interesującej jest w nich to, co ukryte pod powierzchnią kolorowego obrazka i mniej lub bardziej zgrabnego sloganu. O co tak naprawdę chodzi w komunikacji perswazyjnej? Przecież wiadomo, że nie tylko o produkt.

Reklama zmienia nas w homo magicus

Nie ma wątpliwości, że reklama wywiera na każdego z nas wpływ – czy tego chcemy, czy nie. I nie chodzi o jej oddziaływanie na decyzje zakupowe, ale dalekosiężne skutki. Zmiany, jakie komunikacja perswazyjna poczyniła w ludzkiej mentalności i całej kulturze są niezaprzeczalne. Konsumizm, to tylko widzialny czubek góry lodowej. Zresztą z tego, że lepiej być, niż mieć zdajemy sobie sprawę. Byliśmy o tym niejednokrotnie przestrzegani, by przypomnieć Jana Pawła II, który pisał: „Pragnienie, aby lepiej żyć nie jest czymś złym, ale błędem jest styl życia, który wyżej stawia dążenie do tego, by mieć, aniżeli być, i chce więcej mieć nie po to, aby bardziej być, lecz by doznać w życiu jak najwięcej przyjemności" (Jan Paweł II, Redemptor hominis). Moda na postkonsumpcjonizm – często ten deklaratywny – trwa.

Ci, do których reklama „należy”, to współcześni ideolodzy, którzy – tak jak dawniej pisarze i poeci – pod pozorem atrakcyjnej historii mogą za pomocą „ukłucia podskórnego” wywoływać zaplanowane i oczekiwane reakcje. Obcując z reklamą na co dzień warto zadać sobie pytania: Jak i po co naprawdę tworzona jest reklama? Co powoduje, że jej ulegamy? Czy perswazja dotyczy jedynie produktu, czy też i innych aspektów naszego życia?

We współczesnej reklamie lansowana jest przede wszystkim idea zwyciężania i samowystarczalności, narcyzmu i tzw. selfizmu. To nie może dziwić. Nieco trudniej dostrzec, że z wielkim impetem wkracza do naszej codzienności za pośrednictwem mediów idea… magiczności? Oto kilka przykładów.

Reklama

W internetowych kampaniach reklamowych lansuje się dobrą zabawę, a nawet zabawę bez przerwy, czyli czysty hedonizm. Po drugie, zaspokajanie własnych rozbudzonych potrzeb i samouwielbienie. Narcyzm jest słowem-kluczem do rozpoznania rzeczywistego sensu wielu reklam. Moda na dążenie do sukcesu i bycia najlepszym, zdobywanie laurów, to klasyczne objawy narcyzmu, który nie tylko jest nieobojętny moralnie, ale także jest po prostu chorobą. Magiczność, która od kilku co najmniej lat zadomowiła się w reklamie, nie jest już tak łatwa do uchwycenia.

Aby uświadomić sobie skalę i siłę oddziaływania tego zjawiska warto posłużyć się liczbami. Tylko jedna reklama, która przypominała, że zbliżają się święta, zanotowała ponad 4,5 miliona odtworzeń na swoim kanale.

I wcale nie jest wyjątkiem. Dodajmy - reklama oparta na motywie świąt Bożego Narodzenia, które na wskroś ani z białą, ani tym bardziej czarną magią nie powinny się nam kojarzyć. Wydaje się, że istnieje realne niebezpieczeństwo trywializacji symboliki religijnej istotnej dla wyznawców.

W mediach zapanowała moda na tzw. narracje storytellingowe, a więc takie opowiadanie zdarzeń, które w naturalny sposób poruszają w nas emocje, wywołują choćby wzruszenie. Kiedy zatem mamy w rzeczywistości do czynienia z reklamą sklepu internetowego, to w storytellingu będzie wykorzystywany np. motyw talizmanu. To właśnie amulet zawieszany na piersi dziecka, powoduje, że życie staje się lepsze.

Reklama

Reklama pozornie tylko posługuje np. argumentacją logiczną. W rzeczywistości oddziałuje na nasze emocje. Siła ich oddziaływania na zmysły za pomocą obrazów, dźwięków i słów jest bezsprzeczna. Psychologowie zgodnie twierdzą, iż bez emocji właściwie nie jesteśmy w stanie podjąć decyzji.

Oddziaływanie emocjonalne ma też związek z wartościami, które są dla nas istotne. Do takich z pewnością należy sfera wartości wyższych, czyli metafizyka. Jeszcze w epoce pozytywizmu August Comte zapowiadał, że ludzie będą decydować w oparciu o dowody naukowe, a religia i magia zostaną wyrugowane lub co najmniej zredukowane. Idea ta nie ziściła się jednak do dziś. Magia, czyli wierzenia i czynności oparte na przekonaniu o działaniu sił nadprzyrodzonych wkraczają – co ciekawe – nawet do tych reklam, które istotowo powinny wiązać się z kulturą judeochrześcijańską, do której należmy. Dlaczego?

Dzisiejsze reklamy tworzy się w oparciu o algorytmy. Nie oryginalne pomysł copywrittera, ale właśnie statystyki decydują o wyborze głównego motywu. Magia jest wprowadzana tam, gdzie jest miejsce przynależne religii, bo jest traktowana jako łatwe wytłumaczenie różnych zjawisk przyrody, żywiołów i przez to odniesienie do duchowości (świata idei i wartości).

Jakie są dwa główne powody? Pierwszy, zupełnie niegroźny – sfera magii łączy się ze światem niezwykłości, bo celem twórców reklam jest wytworzenie specyficznego nastroju. Drugi, bardziej złożony – wykorzystywanie i tym samym popularyzacja irracjonalnych sposobów tłumaczeniem zjawisk, stają się niebezpieczne. Wykorzystanie magii powoduje, że reklamowana marka i niesakralny przecież przedmiotu nabiera – pod wpływem takiej właśnie magicznej narracji – cech przedmiotu niezwykłego, wręcz mieszczącego się w sferze tabu.

W „magicznych” reklamach mieszają się motywy religijne oraz świat mocy pozaziemskich – najczęściej w postaci różnych wersji wróżek i magów. Motyw magii jest np. ważnym elementem spotu, opartego na sloganie „Podziel się tym, co masz cennego”, w którym historia miłości do drugiego człowieka jest pokazana przez pryzmat obdarowywania siebie talizmanem, który przecież jest przedmiotem ze sfery magii.

Magiczność z impetem wkracza do mediów pod pozorem magii dla rozrywki. Magiczne są zabawki, posiłki, stroje. Pełne magii są gry komputerowe. Ale wiemy przecież, że nie ma magii dla rozrywki. Kontakt z magią, to zapraszanie złych sił nie tylko wprost, ale także za pomocą znaków, symboli czy gestów. Czy można zniewolić się oglądając reklamy?! Z pewnością nie. Ale fascynacja magią, moda na nią, jest zaproszeniem do schodzenia ze ścieżki światła na bezdroża ciemności. To właśnie od niewinnych flirtów z magią zaczynają się zniewolenia, jak twierdzą egzorcyści. Media zalane są magicznymi obrazkami. Powoli oswajamy się z nimi, przyzwyczajamy i nie kwestionujemy sensu ich lansowania w mediach. Remedium jest świadomość, w tym także świadomość medialna.

Jesteśmy „zanurzeni” w medialnej rzeczywistości i stoi przed nami nowe zadanie. Nauczyć się z nimi obcować i oceniać to, czym media nas karmią. Jest to nie tylko wyzwanie, ale właściwie wymóg naszych czasów. Od kiedy znaczną część dnia spędzamy w Sieci i tam przeniosła się nasza podstawowa aktywność ważne, by po podłączeniu się do internetu, nie odczepić się od prawdziwego świata. Media tworzone są przez ludzi i dla ludzi. Media nie są ani dobre ani złe. Bo dobro i zło nie są przynależne do sfery materii. Media to tylko i aż narzędzia, którymi człowiek posługuje się w sposób mądry lub nieodpowiedzialny. Oby nasz rozsądek uchronił nas od magicznych wpływów. Życie jest piękne i kolorowe także bez białej i czarnej magii.

Klaudia Cymanow-Sosin
Dr Klaudia Cymanow-Sosin, zastępca Dyrektora Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, specjalista w media relations, komunikacji wizerunkowej i public relations. Wydawca, współautorka programów telewizyjnych i radiowych, doradca ds. mediów, autorka książek, (m.in. „Metafory we współczesnej reklamie”), publikacji naukowych i publicystycznych, wiceprzewodnicząca rady programowej Radia Kraków, członek Komisji Medioznawczej PAU. KONTAKT: klaudia.cymanow_sosin@upjp2.edu.pl

2020-01-18 15:57

Ocena: +7 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Żywiołowa gwiazda „Rancza” w nowej kampanii LINK4

[ TEMATY ]

reklama

LINK4

LINK4 rusza w internecie z kampanią wyjątkowych spotów. W filmikach, które pojawią się w sieci, do ubezpieczenia się od różnych ryzyk i żywiołów w nowatorski i nieszablonowy, przykuwający wręcz odbiorców do ekranu sposób zachęca popularna aktorka Elżbieta Romanowska, znana widzom choćby z roli Joli Pietrek w serialu „Ranczo”.

Na kampanię składa się pięć spotów. Żeby nie zdradzać szczegółów, bo te produkcje trzeba naprawdę obejrzeć samemu – warto wspomnieć, że ich główna gwiazda, czyli Elżbieta Romanowska, nie gra roli ani agenta, ani ubezpieczanego, ani kogoś z drugiego planu czy statysty, gdyż… właściwie nie gra „ludzkiej” roli: wciela się bowiem w żywioły, szkody i straty, jakie mogą przydarzyć się każdemu z nas.

Oczywiście odpowiedzią na te ryzyka jest dopasowane, niedrogie i optymalne ubezpieczenie i tu trzeba wskazać, że w obecnym czasie LINK4 odpowiada na te potrzeby klientów podręcznikowo – wszystkie produkty ubezpieczeniowe LINK4 można kupić bez wychodzenia z domu, przez internet lub dzwoniąc na słynną z siedmiu czwórek infolinię.

Jest więcej niż pewne, że widzowie z ciekawością zobaczą Elżbietę Romanowską w odcinku, gdy świetnie pokazuje objawy zalania. Podobnie jako wesoły i żywiołowy, choć i przekonujący zarazem zostanie też zapewne odebrany spot, gdzie aktorka wciela się w wichurę demolującą auto czy – zdawałoby się, niemożliwy do pokazania, a jednak – brak czasu na ubezpieczenie się przed szkodą, zanim zdarzy się jakieś nieszczęście.

Sama aktorka z właściwym sobie poczuciem humoru mówi, że nie chce porównywać swych ról z nowej kampanii LINK4 i wybrać z nich tej najlepszej czy nawet najtrudniejszej do zagrania – „bo inne role się obrażą”. Nowe spoty dla LINK4, dedykowane do kampanii w internecie, wyreżyserował Paweł Łukomski – twórca licznych kampanii społecznych, klipów i spotów reklamowych.

„Mam nadzieję, że i brawurowa gra Elżbiety Romanowskiej, i charakterystyczna, odmienna niż ta w przypadku reklam kinowych stylistyka oraz narracja naszych nowych klipów spodoba się odbiorcom – mówi Patrycja Kotecka, członek Zarządu LINK4. – Wyświetlacze laptopów i przede wszystkim smartfonów wymagają od filmu zupełnie innego „języka”, z czego zdajemy sobie sprawę, wpisując się swymi kampaniami w rosnący wykładniczo trend mobile first”. „Tworzymy zróżnicowane rodzaje komunikacji, ponieważ docieramy do różnych grup klientów” – dodaje Joanna Talaśka, dyrektor komunikacji marketingowej LINK4.

CZYTAJ DALEJ

Wniebowzięcie Matki Bożej - 15 sierpnia: święcenie ziół – zwyczaj stary i ciągle żywy

[ TEMATY ]

Wniebowzięcie NMP

Graziako

Przypadająca 15 sierpnia uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny wiąże się nierozłącznie ze święceniem ziół, toteż w pobożności ludowej nosi ona nazwę święta Matki Boskiej Zielnej lub Korzennej. W kościołach święci się wówczas zioła, kwiaty i snopy dożynkowe. W sanktuariach maryjnych gromadzą się wielkie rzesze pielgrzymów.

Zwyczaj obchodzenia tego święta sięga V wieku i jest rozpowszechniony w całym chrześcijaństwie. Jednocześnie należy zaznaczyć, że Nowy Testament nigdzie nie wspomina o ostatnich dniach życia, śmierci i o Wniebowzięciu Matki Bożej. Nie ma Jej grobu ani Jej relikwii.

W Kościele katolickim tajemnicę wzięcia Maryi do nieba z ciałem i duszą ogłosił jako dogmat wiary 1 listopada 1950 r. Pius XII. Uroczystość tę obchodzi zarówno Kościół katolicki na Zachodzie, jak i chrześcijaństwo wschodnie, w którym nosi ona nazwę Zaśnięcia Matki Bożej.

Święcenie ziół ma podkreślać, że człowiekowi potrzebna jest ozdrowieńcza moc natury. Człowiek powinien być doskonały, zbawiony i zdrowy, czego uosobieniem jest Maryja. Według starej tradycji, w bukiet do poświęcenia w tym dniu wiązano siedem lub 77 różnych ziół i zbóż, później także kwiatów. Siódemka już w Starym Testamencie jest symbolem doskonałości. Tych siedem ziół to rumianek, mięta, melisa, bazylia, rozmaryn, lubczyk i nasturcja.

Zwyczaj święcenia ziół sięga jeszcze czasów pogańskich. Wiele z wymienionych powyżej i podobnych ziół składali na ołtarzach ofiarnych Germanie. W okolicach sierpnia (według obecnej rachuby czasu) mieli oni dni postu przed wielkim świętem żniw. Wiele do dziś stosowanych ziół odgrywało też ważną rolę w medycynie Egipcjan, Rzymian i Greków. Nasi pogańscy przodkowie wiedzieli, że rośliny te mogły dać ludziom zdrowie, spokój i dobre samopoczucie. Również czarownicy używali ziół, by dzięki nim zaklinać złe duchy i demony. Wiedza o roślinach miała też duże znaczenie dla osób nawróconych na chrześcijaństwo. W czasie różnych uroczystości dawali oni zioła do poświęcenia, dziękując Bogu za dar natury. Od czasu, gdy Karol Wielki (742-814 r.) kazał zakładać wzorcowe ogrody zielne, mnisi i zakonnice zakładali je również masowo przy swoich klasztorach.

Dominikanin św. Albert Wielki z Kolonii ok. 1230 r. znał już ok. 200 ziół leczniczych. Odkrywana dziś na nowo św. Hildegarda z Bingen (1098-1179) znała wiele sposobów na „leczenie ciała i duszy” i np. przepisywała dziewannę jako środek "na słabe i smutne serce". A wnuczka królowej Bony – Anna Wazówna była autorką pierwszego w Polsce zielnika. W swoich ogrodach, m.in. w Golubiu-Dobrzyniu, przez wiele lat uprawiała liczne rośliny lecznicze. Z ziół sporządzała lekarstwa i leczyła nimi mieszkańców zamku oraz okoliczną ludność. Mało kto pamięta, że to ona właśnie sprowadziła do Polski tytoń, którego wtedy się jeszcze nie paliło.

W Polsce ta uroczystość maryjna wiązała się z zakończeniem zbioru plonów, toteż mówiono, że „na Wniebowzięcie zakończone żęcie”. Stało się więc zwyczajem święcenie plonów, przede wszystkim tego, co rosło na własnych polach i w przydomowych ogródkach. Owa „dożynkowa wiązanka” musiała zawierać pokruszone kłosy pszenicy, żyta, jęczmienia i owsa – tzw. próżankę. Obowiązkowe były też len i groch, bób i marchew z natką, gałązka z gruszką lub jabłko, makówka i orzechy. Ale razem z „wiązanką” święciło się także różne zioła lecznicze.

Kwiaty, zioła i zboża święci się w kościołach przy różnych okazjach w roku, ale najbardziej popularna jest Matka Boska Zielna – 15 sierpnia. Nie tylko dlatego, że w tym czasie kwitną prawie wszystkie zioła, lecz także przez nawiązanie do samego święta maryjnego. Już wczesne chrześcijaństwo znało legendę o tym, że Syn Boży wziął swoją Matkę do nieba, a apostołowie, otworzywszy Jej grób, znaleźli w nim tylko róże.

Już wówczas Maryję nazywano Patronką plonów, a pora sierpniowa była uważana za błogosławiony czas żniw. Tradycja ludowa nadaje duże znaczenie nie tylko uroczystości Jej Wniebowzięcia. Okres 30 dni od 15 sierpnia bywał nazywany „kobiecą trzydziestką”. Według ludowej tradycji, ale potwierdza to także nauka, dokładnie w tym czasie zioła kwitną najpiękniej, mają intensywny zapach i największą moc. Dlatego właśnie w tych dniach należy zbierać zioła, których – wiedząc o ich leczniczym działaniu – będziemy używali w zimie.

Wniebowzięcie Matki Boskiej w tradycjach innych narodów

W południowych Niemczech, podobnie jak w Polsce, święci się w tym dniu zioła. Wierni przynoszą do kościołów artystycznie ułożone, barwne bukiety. Liczba ziół waha się w nich od siedmiu do 77; najczęściej są wśród nich dziurawiec, rumianek, przywrotnik, oset, kozłek lekarski (waleriana) i lawenda, ale zdarzają się też koper, mięta i szałwia. W środku, niczym berło, umieszczana jest często dziewanna.

Podczas obrzędu poświęcenia śpiewa się pieśni, sławiące Maryję jako „lilię dolin” i „kwiat pól”. Bukiety poświęconych roślin zanosi się do domów i zasusza. Mają one chronić przed chorobami i przynosić błogosławieństwo domostwu. Po poświęceniu ziół często rzuca się za siebie przez lewe ramię jabłka i gruszki, wyrażając w ten sposób nadzieję na dobre zbiory, zaczynające się właśnie wtedy; od niepamiętnych czasów również zbiorom owoców patronuje Matka Boża. 15 sierpnia jest dla rolników dniem szczególnym.

Niemieckie przysłowie mówi, że „gdy w dzień Wniebowstąpienia świeci słońce, można spodziewać się obfitego owocobrania i słodkich winogron”, co miało oznaczać, że Maryja błogosławi niebo i ziemię, faunę i florę. Ok. 1700 r. sklepienie kościoła św. Michała w Bambergu pokrył wielobarwny ogród niebieski. Doliczono się w nim ponad 600 roślin.

Pielęgnowany jest też zwyczaj tzw. trzydziestki maryjnej, rozpoczynającej się 15 sierpnia. Od tego dnia przez 30 dni w kościołach, głównie z tytułami maryjnymi, wierni uczestniczą w nabożeństwach i procesjach ku czci Matki Bożej. W tym czasie przypadają także dwa inne święta: Jej Narodzenia – 8 września i Jej Imienia – 12 września.

W Sienie, we włoskiej Toskanii, 15 sierpnia odbywa się święto zwane palio – wyścigi zaprzęgów konnych wokół głównego rynku. Organizuje się je na pamiątkę 1260 roku, gdy miasto, przeżywające wielkie nieszczęścia, oddało się w opiekę Najświętszej Maryi Pannie i zwyciężyło w walce o uniezależnienie się od Florencji. Zwycięzca palio otrzymuje szarfę z wymalowanym wizerunkiem Matki Bożej.

Uroczystość Matki Bożej Wniebowziętej ma swoje początki w Kościele wschodnim, który wprowadził ją w 431 roku. Kościół prawosławny obchodzi ją razem z katolikami, z tym, że jeśli trzyma się kalendarza juliańskiego („starego stylu”), który różni się od gregoriańskiego („nowy styl”) o 13 dni, uroczystość ta wypada 28 sierpnia. Kościół łaciński obchodzi Wniebowzięcie (Assumptio) Maryi od VII wieku. Pisma teologiczne potwierdzają, że liczni święci, m.in. Grzegorz z Tours, Albert Wielki, Tomasz z Akwinu i Bonawentura często rozważali wzięcie Maryi z duszą i ciałem do nieba.

Tradycja przedstawia ciało Matki Bożej, unoszone w promienistym świetle przez aniołów do nieba. W taki sposób Wniebowzięcie ukazuje większość dzieł sztuki. W Niemczech tematyka ta pojawia się przede wszystkim na barokowych freskach kościołów Bawarii. Często w sklepieniach można zobaczyć freski ukazujące Maryję, otoczoną aniołami i unoszącą się na obłoku. Hiszpański malarz okresu baroku Bartolomé Esteban Murillo (1617-82) poświęcił temu tematowi w 1675 r. dzieło, którego oryginał znajduje się obecnie w petersburskim Ermitażu. „Wniebowzięcie Maryi” Petera Paula Rubensa z 1626 r. znajduje się w Narodowej Galerii Sztuki w Waszyngtonie.

Do najpiękniejszych obrazów o tej tematyce zalicza się „Assunta” (Wniebowzięta) Tycjana (1488-1576) w kościele Santa Maria Gloriosa (Matki Bożej Chwalebnej) w Wenecji. Ten wielki obraz w głównym ołtarzu, namalowany w latach 1516-18, należy do mistrzowskich dzieł wielkiego malarza, w późniejszym okresie również wziętego portrecisty papieskiego. Ukazuje on Maryję jako piękną, powabną kobietę – nawet zbyt piękną i zbyt zmysłową dla zamawiających go franciszkanów. Dopiero po długich targach i długotrwałym procesie oswajania się z obrazem, przywykli do ascetycznego życia zakonnicy weneccy zgodzili się przyjąć pracę i zapłacić za nią Tycjanowi.

CZYTAJ DALEJ

Lubelska pielgrzymka dotarła na Jasną Górę

2020-08-15 20:41

Archiwum pielgrzymki

Reprezentujecie całą archidiecezję lubelską, czyli milion osób wierzących – powiedział abp Stanisław Budzik, witając 14 sierpnia na placu przed szczytem jasnogórskim 42. Lubelską Pieszą Pielgrzymkę, która w tym roku miała formę sztafetowej modlitwy.

Na Jasną Górę dotarły grupy nr 17, 18 i 19 ze swoimi przewodnikami, którymi byli: ks. Mariusz Kruk, ks. Paweł Saran, ks. Robert Farian, o. Gaweł Włodarczyk i o. Radosław Więcławek.

– Dziękujemy Bogu, że mimo trudnej sytuacji udało się przeprowadzić pielgrzymkę. Dziękuję przewodnikowi ks. Mirosławowi Ładniakowi, że ona nie przepadła, że trwa i wpisuje się w historię jako jedyna i niezwykła, przez którą Bóg też chce nam coś powiedzieć – podkreślił abp Budzik.

Metropolita lubelski zwrócił uwagę na wypisane na plakietkach pątników słowa: Soli Deo – życiowe hasło kard. Stefana Wyszyńskiego, patrona tegorocznej pielgrzymki. – Od niego uczmy się, jak z trudnych sytuacji wyprowadzać dobro, nie tracić nadziei, zachować głęboką wiarę i optymizm w każdej najtrudniejszej sytuacji przez więź z Bogiem i głęboką miłość do Matki Najświętszej, która jest Matką wskazującą drogę, wskazującą na Chrystusa – naszą drogę, prawdę i życie.

Arcybiskup życzył pątnikom, aby spotkanie z Maryją w Kaplicy Cudownego Obrazu i Eucharystia w bazylice były głębokim i niezapomnianym przeżyciem. – Niech Eucharystia przemienia nasze życie, taj jak Duch Święty swoją mocą i słowami kapłana przemienia wino i chleb w Krew i Ciało Chrystusa – podkreślił.

W rozmowie z „Niedzielą” abp Budzik zaznaczył, że patron pielgrzymki czerpał nadzieję z niezwykłej bliskości Boga i Maryi. – Niech nas nauczy służby samemu Bogu, jak napisał w haśle: Soli Deo, ale per Mariam, czyli przez Maryję. Matka Boża jest bramą, która nas prowadzi na spotkanie z Chrystusem i uczy, z jaką miłością Go przyjmować, z jaką gotowością pełnić wolą Bożą i jak otwierać się na natchnienia Ducha Świętego.

Odnosząc się do ograniczeń sanitarnych wymuszonych pandemią koronawirusa, metropolita lubelski wyraził nadzieję, że w kolejnych latach pątników będzie znacznie więcej, ale że również tegoroczna szczególna pielgrzymka zostawi ślad w życiu każdego z jej uczestników. Wyraził również radość, z kolejnej wizyty na Jasnej Górze. – To jest dom Matki, a tam czujemy się zawsze u siebie, bez względu na to, z jakiej diecezji przybywamy. Symbolem jedności dla Kościoła w Polsce jest wieża jasnogórska i Kaplica Matki Bożej, która wciąż pokazuje prawą dłonią na Syna: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” – podsumował abp Budzik.

Tegoroczna pielgrzymka trwała w dniach 4-14 sierpnia. Każdego dnia na trasę mogło wyruszyć 150 osób, które podzielono na 3 grupy po 50 osób. Pielgrzymi jechali na wyznaczone miejsce autokarem. Najpierw musieli oczywiście wypełnić oświadczenia o stanie zdrowia, poddać się pomiarowi temperatury i odebrać maseczki. Po całym dniu wędrówki wracali do domów. Następnego dnia w trasę wyruszały kolejne grupy.

Dorota Choma z biura prasowego pielgrzymki lubelskiej (po raz 18. na pielgrzymce, 17. rok z rzędu) przyznaje, że do poniedziałku 3 sierpnia wszyscy czekali w napięciu, czy wojewoda lubelski wyrazi zgodę na organizację pielgrzymki. – Emocje były do końca – mówi.

Karolina Szponar, również z biura prasowego, podkreśla, że reżim sanitarny został zachowany. – Były maseczki, woda, mydło i środki do dezynfekcji, a kiedy można było iść bez maseczek, pilnowaliśmy, aby pielgrzymi zachowywali odstępy. Zależało nam na tym, żeby dostosować się do obostrzeń. W przypadku ich nieprzestrzegania byłaby obawa konieczności powrotu do domu.

Ci, którzy musieli zostać w domu, mogli uczestniczyć w Mszach św. transmitowanych z trasy na Facebooku i stronie internetowej. Tam były publikowane również zdjęcia, filmiki, modlitwy i konferencje, które w tym roku głosił o. Mariusz Tabulski, paulin.

Jak pogodzić pielgrzymkę ze służbą w biurze prasowym? – Mamy wypracowany styl.

Codziennie każda z nas ma jeden etap tylko dla siebie. Oprócz uczestnictwa we Mszy św. „uciekamy” na Koronkę do Miłosierdzia Bożego, Różaniec albo na indywidualną modlitwę, żebyśmy też mogły poczuć tę pielgrzymkę – mówi Dorota Choma. – W tym roku pielgrzymi mówią, że muszą wszystko „wyssać” z pielgrzymki, żeby nakarmić się duchowo. My mamy tak co roku. W jednym etapie musimy skumulować to wszystko, co oni przeżywają przez cały dzień. Czerpiemy, ile się da – dodaje. – Pielgrzymka, podczas której służymy, jest na pewno dużo szybsza, ale przeżywamy ją głęboko. W szybkim tempie pracy musimy też znaleźć moment dla siebie i bardziej poświęcić się modlitwie – wtóruje Karolina Szponar.

Panie nie wyobrażają sobie sierpnia bez Jasnej Góry. – To jest obowiązek. Musimy tu być, pomodlić się. Jako biuro prasowe mamy też ten przywilej, że możemy uklęknąć przed obrazem Matki Bożej razem z abp. Stanisławem Budzikiem. To jest zwieńczenie całej pracy. Wiemy, po co to robimy – zauważa Dorota Choma.

Karolina Szponar podkreśla, że docierają na Jasną Górę jako delegacja. – Również ci, którzy wczoraj szli na przedostatnim etapie, musieli wrócić do domu. Oni są jak Mojżesz, który szedł do Ziemi Obiecanej i już ją widział, ale tam nie dotarł. Dogłębniej poczuli to, o czym do tej pory tylko słyszeli – zauważa celnie.

Darek ze Świdnika był na pielgrzymce po raz drugi. Do Częstochowy dotarł Szlakiem św. Jakuba, przez Sandomierz i Święty Krzyż. Większość trasy pokonał w towarzystwie dwóch kolegów. Wspólnie z grupami pielgrzymki lubelskiej wędrował przez kilka dni. – Duch Święty posyłał nas w takie miejsca, że nie można było tego wyreżyserować. Dwa razy trafiliśmy na plebanię, gdzie była awaria hydrauliczna i pomagaliśmy ratować sytuację. Coś niesamowitego. Proboszcz drugiej parafii był zdziwiony, że mamy klucze hydrauliczne ze sobą. Kupiliśmy je podczas pierwszej awarii – opowiada.

– Kiedy 3 dni temu weszliśmy na plebanię, proboszcz na kolanach wycierał wodę. Zlew był uszkodzony, wszędzie powódź. Mówimy, że pomożemy. „Jak, przecież nie macie narzędzi?” „Mamy między skarpetkami” – relacjonuje Mirek Sobiesiak ze Świdnika. W pielgrzymce szedł 32. albo 33. raz. Stracił rachubę.

Jak dodaje Darek, na plebaniach korzystali z miejsc wyłączonych z użytku. Czasami rozbijali namiot. Przyznaje, że na pielgrzymkę czeka cały rok. – Wielu mówi, że to jest ładowanie akumulatorów. Ja nie będę tutaj oryginalny – śmieje się.

Rozmawiamy z Darkiem dosłownie na ostatniej prostej trasy, na pl. Daszyńskiego, który wyznacza początek Alejom Najświętszej Maryi Panny prowadzącym na Jasną Górę. – Tutaj już nie ma zmęczenia. Czuje się ulgę i frunie się. To wspaniałe przeżycie – dopowiada.

Mirek należy z żoną do Odnowy w Duchu Świętym, ale ukształtowała go właśnie duchowość pielgrzymkowa i kapucyńska. – Radość, modlitwa i śpiew. Tak mi zostało – mówi.

Duże wrażenie zrobiły na nim archiwalne nagrania emitowane podczas pielgrzymki, na których można było usłyszeć głos kard. Wyszyńskiego. – To, co przygotowali szefowie pielgrzymki, było naprawdę mocne, budujące i wartościowe. Warto pobrać te nagrania ze strony pielgrzymki, żeby później je odsłuchać. Prymas twardo mówił, jak mamy posługiwać, jacy mamy być jako wierzący, dający przykład życiem naszej wiary – dzieli się przeżyciami.

Jak dobrze wykorzystać czas pielgrzymki? – Wszystko jest w sercu. Można iść dla sportu, a można naprawdę przeżywać ją po Bożemu i dawać z siebie wszystko. Raz wysiłek, dwa posługiwać wspólnocie, Na pielgrzymce tworzy się też wspólnota. Kiedy jest mi ciężko, ale widzę, że brat czy siostra ma jeszcze mnie siły, wtedy ona wraca, także jest moc – podsumowuje Mirek.

– Czuje się zmęczenie, ale jesteśmy szczęśliwi, że udało się dotrzeć na Jasną Górę przy takich obostrzeniach – to zdanie Marzeny z Chełma, która na pielgrzymce była po raz trzeci. Modliła się za rodzinę, o dobrą pracę, miłość, pokój i dobre relacje z ludźmi.

Debiut w roli przewodnika grupy „18” zaliczył neoprezbiter ks. Paweł Saran. – Myślę, że to był dobry debiut. Cieszę się, że Bóg dał mi 2 dni pielgrzymki. Pokonywana trasa, konferencje i treści, które się słyszy, sprawiają, że to są rzeczywiście rekolekcje w drodze. Ludzie otwierają się i potrzebują kapłana. Podczas spowiedzi wiele razy pojawiały się łzy, nie tylko na twarzach penitentów – relacjonuje szczęśliwy duszpasterz, dla którego pielgrzymka jest odpoczynkiem. – Idę na nią z wielką radością. Nigdy nie miałem problemu, żeby poświęcić na nią 2 tygodnie. Mój duch wtedy odpoczywa. Na pewno będę przychodził tu co roku – obiecuje ks. Saran.

Radości nie kryła również Anna z Fajsławic. – W moim przypadku długa pielgrzymka nie byłaby możliwa z powodów zdrowotnych, ale ten jeden etap szło się świetnie, z nadzieją, dziękczynieniem i modlitwą. Szłam po raz pierwszy, a wrażenia są niesamowite. To wejście na szczyt, powitanie przez biskupów i twarze życzliwych ludzi. Jestem pod wrażeniem, że w wieku 60 lat dane mi było tu dotrzeć.

Idąc pod hasłem: Soli Deo, pielgrzymi poznawali każdego dnia każdego maryjne ścieżki żucia kard. Wyszyńskiego. Modlili się również o jak najszybsze ustąpienie pandemii koronawirusa i o pomyślny przebieg trwającego Synodu Archidiecezji Lubelskiej.

Co istotne, podczas pielgrzymki odbył się również ślub. Sakramentalne „tak” powiedzieli sobie Joanna i Wiktor

– Widać radość w waszych oczach, mimo założonych masek. Dziękuję, że jesteście cali i zdrowi, bo to dla nas najważniejsze – powiedział do pątników przewodnik pielgrzymki ks. Mirosław Ładniak.

W 42. Lubelskiej Pieszej Pielgrzymce uczestniczyło 1200 pątników, 40 księży, 15 sióstr zakonnych i 8 kleryków. Pieszo pokonali ponad 320 km, a autokarami – ponad 16 tys. km. To jedna trzecia równika.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję