Reklama

Wiadomości

Atak na pielęgniarkę i zabójstwo chorego w gdańskim szpitalu!

Policja zatrzymała w piątek mężczyznę podejrzewanego o zabójstwo pacjenta na jednym z oddziałów szpitala na gdańskiej Zaspie. Do zdarzenia doszło w nocy. Jak informuje RMF FM, doszło też do ataku na pielęgniarkę.

[ TEMATY ]

szpital

Gdańsk

zabójstwo

pacjent

ePolityka.pl / PAP/Marcin Gadomski

Napastnik, który też jest pacjentem szpitala zadał ofierze szereg ciosów głównie w obrębie głowy.

Wyjaśniamy, co się wydarzyło. Na miejscu jest prokurator i policja. Cały czas prowadzone są czynności w tej sprawie - powiedziała PAP rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk. Dodała, że napastnik jest w wieku w ok. 60 lat, a nieżyjący miał ponad 90 lat.

Dyrektor gdańskiego szpitala zwołał konferencję prasową po tym, jak w nocy z czwartku na piątek w placówce jeden z pacjentów został zabity przez drugiego. Kostrzewa przekazał, że zarówno ofiara zabójstwa, jak i morderca przebywali na tej samej, dwuosobowej sali jako pacjenci oraz że nie znali się wcześniej.

Reklama

To zdarzyło się na oddziale chorób wewnętrznych. Na razie nic nie wiadomo o wzajemnych antagonizmach pomiędzy mężczyznami. Pewne jest, że 61-letni sprawca przebywał na tej sali dopiero od 5 godzin, wcześniej zaś leżał prawie dwie doby na oddziale ratunkowym. Mężczyźni wcześniej się nie znali - wyjaśnił.

Kostrzewa potwierdził, że zaatakowana została także pielęgniarka, która weszła do sali podczas obchodu nocnego.

Prawdopodobnie pielęgniarka zauważyła nietypowe ułożenie na łóżku zranionego pacjenta, pochyliła się nad nim, zauważyła ślady krwi i została sama zaatakowana - powiedział.

Reklama

Policja została poinformowana o zdarzeniu, przybyła na miejsce i zatrzymała sprawcę, kiedy wychodził z budynku - zaznaczył.

Jak przekazał Kostrzewa, w salach nie ma monitoringu, szpital dysponuje jedynie nagraniami z korytarzy. Czynności policji i prokuratury na miejscu zostały zakończone, a oddział pracuje normalne.

W piątek „Radio Gdańsk” poinformowało o zabójstwie w szpitalu. Ponad 90-letni mężczyzna zginął na oddziale od ciosów zadanych w głowę.

Radio przekazało, że nieoficjalnie wiadomo, że ofiara została uderzona elementem wyposażenia sali.

2020-01-10 13:43

Ocena: +1 -4

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bp Nitkiewicz ze szpitala : rozpoczynając Adwent, zbliżmy się do Jezusa Chrystusa

2020-11-28 10:43

[ TEMATY ]

modlitwa

szpital

bp Krzysztof Nitkiewicz

koronawirus

Fot. E. Bartkiewicz/www.episkopat.pl/photo

Bp Krzysztof Nitkiewicz

Bp Krzysztof Nitkiewicz

„Rozpoczynając święty czas Adwentu, zbliżmy się do Jezusa Chrystusa, Który stale do nas przychodzi i nasłuchujmy Jego głosu. Zbawienie jest naprawdę blisko” – pisze w liście do diecezjan przebywający w szpitalu z powodu koronawirusa biskup sandomierski Krzysztof Nitkiewicz.

„Piszę do Was z Sandomierskiego Szpitala Ducha Świętego, gdzie razem z innymi chorymi, przeżywam początek Adwentu. Ten czas nadziei na przyjście Jezusa Chrystusa, która już się spełnia, jest dla mnie wielkim doświadczeniem Bożego Miłosierdzia, a zarazem bliskości ze strony wielu osób" - zaznacza bp Nitkiewicz.

Duchowny zaznaczył, że od pierwszego dnia pobytu w szpitalu, otrzymuje gesty solidarności i zapewnienia o modlitwie.

"Jestem Wam za to wdzięczny, tym bardziej że choroba, to również okazja do lepszego poznania drugiego człowieka, ożywiająca poczucie odpowiedzialności za innych. Jesteście mi bardzo bliscy!” – podkreśla biskup sandomierski.

Bp Krzysztof Nitkiewicz zachorował na COVID-19 w połowie listopada. Obecność koronawirusa potwierdził wykonany wówczas test. W Szpitalu Specjalistycznym Ducha Świętego w Sandomierzu ordynariusz przebywa od 17 listopada.

Między innymi dyrektor Diecezjalnej Caritas ks. Bogusław Pitucha zachęca wszystkich do włączenia się w modlitwę o zdrowie ordynariusza podczas Mszy świętej odprawianej codziennie o godz. 18.00 w kościele pw. Ducha Świętego w Sandomierzu.

CZYTAJ DALEJ

Zmarła Alicja Gawlikowska-Świerczyńska, była więźniarka Ravensbrueck

2020-12-04 11:20

[ TEMATY ]

zmarły

Yotube.com

Alicja Gawlikowska-Świerczyńska

Alicja Gawlikowska-Świerczyńska

"Żeby przeżyć, obóz trzeba było polubić" - mówiła w wywiadzie-rzece wydanym w 2014 r. pn. "Czesałam ciepłe króliki" Alicja Gawlikowska -Świerczyńska, która cztery lata spędziła w Ravensbrueck. W piątek Wydawnictwo Czarne przekazało informację o jej śmierci.

"Z wielkim żalem przyjęliśmy informację o odejściu Pani Alicji Gawlikowskiej-Świerczyńskiej – lekarki, byłej więźniarki obozu w Ravensbrueck. Będzie nam brakowało jej fenomenalnego optymizmu i radości życia, którą zarażała od pierwszej chwili każdego, kto miał szczęście ją spotkać. Pani Alicja pozostanie w naszej wdzięcznej pamięci i na kartach książki +Czesałam ciepłe króliki+. Rodzinie i bliskim składamy wyrazy najgłębszego współczucia" - napisano na profilu facebookowym Wydawnictwa Czarne.

Alicja Gawlikowska-Świerczyńska urodziła się w 1921 roku w Warszawie. Gdy miała dwanaście lat – umarła jej matka, jako 16-latka straciła ojca. Właśnie zdała maturę i wybierała się na studia dziennikarskie, kiedy wybuchła wojna. Dziewczyna działała w konspiracji, po wpadce trafiła na pół roku do więzienia na Pawiaku, a potem na cztery lata do obozu koncentracyjnego w Ravensbrueck.

Jej wspomnienia z obozu cechuje brak patosu, Gawlikowska nie ma skłonności do rozpamiętywania koszmarów. Mówi wręcz, że aby przeżyć, "trzeba było obóz polubić". "Są ludzie, którzy z wojny i pobytu w obozie wydobywają okropności. Łatwo im to przychodzi. A ja uważałam, że jeżeli jest ciężko - a przecież nie byłam w ekstra warunkach obozowych, tylko w takich, jak większość - to trzeba się bronić. Odpychać od siebie złe odczucia psychiczne i fizyczne. W każdej sytuacji znajdować moment świadczący o tym, że jest nadzieja, że ludzie nie są tacy źli. (...) Nie dopuszczałam do siebie myśli, że nie wytrzymam, że zaraz tu zginę" - mówi dodając, że jej sposobem na przetrwanie było "polubić sytuację". Na pytanie Dariusza Zaborka, jak można polubić obóz koncentracyjny Gawlikowska odpowiada: "Zawsze miałam w głowie, że to, co człowiek robi, powinien polubić. Zwłaszcza, gdy sytuacja jest nie do zmiany".

Zdaniem Gawlikowskiej przeżyć obóz pomógł jej fakt, że przybyła tam stosunkowo wcześnie - na wiosnę 1941 roku, kiedy racje żywnościowe były nieco większe niż później i istniała jeszcze szansa na znalezienie stałej pracy. Najgorzej traktowane były więźniarki, które dopiero co przybyły i dla których co dzień szukano innych zadań. Ona sama także w pierwszych tygodniach pracowała przy dorywczych ciężkich robotach. Czasem było to po prostu przenoszenie cegieł z miejsca na miejsce zarządzane przez Niemców, aby dać wszystkim więźniarkom zajęcie. Była już bardzo wyczerpana, gdy dostała pierwszą znośną pracę.

"Na parę miesięcy dostałam się do hodowli królików angora. Czesałam króliki, szorowałam klatki, karmiłam. Króliki były ciepłe. Trzymałam je i mnie grzały, były piękne, miłe. Potem z mężczyznami z małego obozu jeździłam do lasu po zieleninę, kosili trawę, schła, a my jadłyśmy jagody. Wieczorem wracaliśmy, w obozie był głód, a króliki miały dobre kartofle gotowane z otrębami, a nie zgniłe, tak jak my. Można było pojeść z królikami" - wspomina Gawlikowska. Potem znalazła pracę m.in. w "warsztatach artystycznych", gdzie więźniarki produkowały sandały ze słomy, potem - w magazynach. W jej wspomnieniach Polki w obozie na tle kobiet innych narodowości wyróżniała wzajemna solidarność.

Na więźniarkach Ravensbrueck przeprowadzano eksperymenty medyczne. "+Królikom+ wszczepiano na przykład bakterie do nacięć na nogach, łamano kości, wycinano mięśnie, do ran wkładano odłamki szkła, drewna, metalu, to się nie goiło. Te dziewczyny miały w nogach okropne ubytki, dziury, te, które przeżyły, były okaleczone na całe życie". Niektórym z ofiar tych eksperymentów udało się przeżyć dzięki koleżankom, które je ukrywały, na przykład pod numerami więźniarek, które zmarły wcześniej. Gawlikowska ocenia, że udało się uratować około 80 takich kobiet.

Operacjom poddawano niemal wyłącznie Polki, one także najczęściej były ofiarami rozstrzeliwań. Zdaniem Gawlikowskiej działo się tak dlatego, że tylko w Polsce była tak masowa konspiracja. Więźniarki nigdy nie doszły, wedle jakiego klucza wybierano ofiary. Gawlikowska zapamiętała pożegnania koleżanek, które szły na śmierć. "Zawsze mówiłyśmy, że mają ładnie wyglądać. Czesałyśmy je, żeby nie pokazywały przed Niemcami, że się boją. Chodziło o to, żeby zachować twarz. Pożegnanie tych, które szły na rozstrzelanie, utkwiło mi w pamięci na całe życie. Z naszego transportu około 70 Polek. Za każdym razem czułam, że następna mogę być ja. Zwłaszcza jeśli te kobiety też trafiły za sprawę polityczną, myślałam, że to może być mój ostatni dzień" - wspomina.

Udało się jej jednak przeżyć. Po wojnie Gawlikowska-Świerczyńska została lekarką: pulmonologiem i anestezjologiem.

Książka "Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską" ukazała się w 2014 roku nakładem wydawnictwa Czarne. (PAP)

autor: Katarzyna Krzykowska, Agata Szwedowicz

ksi/ aszw/

CZYTAJ DALEJ

Kard. Koch: encyklika „Ut unum sint” Jana Pawła II „kamieniem milowym w ekumenizmie”

2020-12-05 12:50

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

ekumenizm

kard. Kurt Koch

wikipedia.org

Wielu chrześcijan nie cierpi już dziś z powodu podziałów w Kościele. Brak bólu związanego z tym rozdarciem powoduje, że i ruchowi ekumenicznemu brakuje ważnej siły napędowej, uważa kard. Kurt Koch. "Niestety, coraz częściej daje się odczuć, że zjednoczenie Kościołów nie jest już postrzegane jako zadanie, z którego nie wolno rezygnować", powiedział przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan w wykładzie 4 grudnia w Rzymie podczas uroczystości z okazji 25. rocznicy ekumenicznej encykliki "Ut unum sint" Jana Pawła II.

Watykański "minister ds. ekumenizmu" zaznaczył, że ren papieski dokument stanowi kamień milowy w ekumenizmie i wyraźnie pokazuje, dlaczego jedność chrześcijan jest sprawą tak ważną. "Jest to z jednej strony polecenie Jezusa do Jego uczniów, z drugiej strony czyni chrześcijańskie przesłanie o wiele bardziej wiarygodnym. Papież z Polski napisał swoją encyklikę mając świadomość, że na II Soborze Watykańskim (1962-65) Kościół katolicki nieodwołalnie powiązał swoją odnowioną tożsamość z dążeniem do jedności chrześcijan" - powiedział.

Zawrócił uwagę, że Jan Paweł II z jednej strony postrzegał swój urząd papieski jako przeszkodę w jedności dla innych Kościołów. Jednocześnie wzywał do znalezienia sposobu, w jaki urząd biskupa Rzymu mógłby być jednak rozumiany jako promotor jedności i jej gwarant. "Wyobrażał sobie, że w trzecim tysiącleciu chrześcijaństwa zostanie odnaleziona jedność podobna do tej, jaka była w pierwszym tysiącleciu" - powiedział kardynał i dodał: "Dla tego celu, zdaniem Jana Pawła II, niezbędne są dwie rzeczy. Jedną z nich jest ekumenizm męczenników różnych wyznań, którzy stracili życie, ponieważ byli chrześcijanami".

Kard. Koch zauważył tu krytycznie, że Kościół katolicki potrzebował trochę czasu, zanim mógł również uznać świadectwa wiary protestantów, prawosławnych i innych. Drugim ważnym warunkiem była modlitwa. Papież z Polski był przekonany, że im częściej chrześcijanie modlą się razem, tym szybciej będą mogli pokonać przeszkody i występować razem, stwierdził watykański „minister ds. ekumenizmu”.

4 grudnia kard. Koch przedstawił w Watykanie dokument pt. „Biskup i jedność chrześcijan: Vademecum ekumeniczne”. Ma on na celu zachęcić biskupów i pomóc im w działaniach ekumenicznych w podległych im wspólnotach lokalnych.

CZYTAJ DALEJ
NIE PRZEGAP
#NiezbednikAdwentowy

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję