Reklama

Kultura

Św. Michał broni nas w walce!

Kim dla nas współczesnych jest Michał Archanioł? Czy jego misja wciąż trwa? Czy odczuwamy jego obecność w naszym życiu? Czy objawienia i interwencje św. Michała wpływają na losy świata? Dwuczęściowy film wydawnictwa Rosemaria: „Broń nas w walce” daje odpowiedzi na te pytania i zabierze cię w świat nieznanych i często zapomnianych miejsc związanych z objawieniami tego Archanioła w Europie oraz Polsce.

[ TEMATY ]

film

patronat

archanioł Michał

www.rosemaria.pl

Ta wyjątkowa podróż pozwoli ci zbliżyć się z większą ufnością do tego potężnego Obrońcy przed złem, odkryć jego moc i pogłębić duchową relację.

Współczesna sytuacja pokazuje jak bardzo jest to potrzebny film. „Broń nas w walce!” pobudza wiarę, inspiruje do nawrócenia i zmiany. Pokazuje moc św. Michała, której doświadczyć może każdy z nas! Wielu ludzi potrzebuje takiej zmiany, uwolnienia od szatańskich sideł, poznania św. Michała. „Broń nas w walce!” to trzy lata wyjazdów w miejsca znane i te zapomniane, a tak ważne dla kultu św. Michała. Rozmowy z ludźmi oddanymi św. Aniołowi, peregrynacje cudownej figury oraz specjalne przesłanie od św. Michała dla nas Polaków, budzące wielką ufność w szczególną opiekę nad naszym narodem tego Archanioła. Jest to pierwszy w Polsce film tak dogłębnie poruszający tematykę św. Michała. Dlatego film ten może stać się dobrym dziełem ewangelizacyjnym. Film został doceniony na XXXIV Międzynarodowym Festiwalu Filmów Katolickich Niepokalana i zdobył I nagrodę w swojej kategorii.

Św. Michał wciąż działa, chroni nas, Kościół i cały świat przed odwiecznym wrogiem człowieka – szatanem!

Reklama

Do walki ze złem pod sztandarem św. Michała zachęca nas w filmie bł. Bronisław Markiewicz: „Stójmy przy św. Michale dzierżącym zwycięską ręką chorągiew Krzyża Chrystusowego. I pamiętajmy pod tą chorągwią idąc na przód i walcząc pokonamy szczęśliwie wszystkie zasadzki i napaści złego ducha” Niech ten film zachęci Cię do ufnego zawierzenia się św. Michałowi Archaniołowi.

Film można nabyć telefonicznie: 61 8687 345 oraz na stronie: www.rosemaria.pl

2019-12-10 16:58

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Któż jak Bóg!

Mężczyzno, chcesz być duchowym wojownikiem? Zaciągnij się pod sztandary św. Michała Archanioła. Nie zwlekaj – walka duchowa trwa, a w niej potężne siły przeciwnika. Jednak nie lękaj się, bo przecież: „Któż jak Bóg”! Oto trzy świadectwa mężczyzn, czcicieli Wodza Niebieskich Zastępów, które mogą Cię do tego zachęcić

Moja „michalicka” droga

KAMIL KRASOWSKI: – Jak narodził się kult św. Michała w Pana życiu?

MICHAŁ SOBOCIŃSKI: – Parę lat temu w czasie pielgrzymowania po Włoszech zajechaliśmy na nocleg w San Govianni Rotondo. Po przyjeździe okazało się, że z powodu dużej liczby pielgrzymów organizator był zmuszony do zmiany miejsca naszego odpoczynku. Tym nieplanowanym miejscem był dom pielgrzyma w Monte Sant’ Angelo na górze Gargano, położony przy grocie objawień św. Michała Archanioła. Dzięki tej „nieoczekiwanej” według ludzkiego myślenia zmianie zostałem zaproszony na osobistą audiencję do swojego patrona, do jedynej na świecie nie ludzką ręką pobłogosławionej świątyni. Przez ten znak Opatrzności Bożej powoli zostałem wprowadzany w tajemnice kultu św. Michała. Byłem tak urzeczony tym wyjątkowym miejscem, jego symboliką, historią objawień, że zapragnąłem pogłębiać swoją wiarę. Jednak w sercu miałem przekonanie, by nie ograniczać się tylko do osobistych doznań, ale dzielić się tym świadectwem z innymi. Taki to był początek, zaplanowany przez anielskiego posłannika Boga, mojej „michalickiej drogi”.

– Co Pana najbardziej fascynuje w Wodzu Niebieskich Zastępów?

– Ta fascynacja następowała w moim życiu duchowym stopniowo przez wielokrotne pielgrzymowanie do Monte Sant’ Angelo, na spotkania ze świętym w znaku figury w czasie nawiedzenia w parafiach diecezji, pogłębianie wiedzy o moim patronie i osobistym zanurzeniu się w różnych formach kultu. W tym czasie mogłem odkrywać duchowe cechy Zwiastuna Bożej Chwały, takie jak posłuszeństwo, męstwo, pokora, odwaga. Jednak najbardziej przemówiło do mnie zwycięstwo nad złem, gotowość stania przy Bogu do końca, nie szukając uznania czy splendoru, ale zgodnie z zawołaniem św. Michała: „Któż, jak Bóg!”, stawiając Stwórcę na pierwszym miejscu ponad wszystko. Św. Michał bezustannie zachwyca mnie gotowością niesienia pomocy i ochroną przed pokusami złego.

– Czy dostrzega Pan orędownictwo swojego patrona na co dzień?

– W trakcie mojego życia wielokrotnie w chwilach niebezpiecznych odczuwałem opiekę i ochronę osoby, siły stojącej zawsze przy mnie. Wychodziłem nieraz z opresji i z zagrożeń logicznie niewytłumaczalnych. Po latach znalazłem odpowiedź, że tą osobą był św. Michał Archanioł. Działał w moim życiu delikatnie, lecz skutecznie, zawsze kierując mnie na właściwą drogę. Niezwykłą ochronę swojego patrona poczułem po przyjęciu szkaplerza św. Michała, gdy wielokrotnie wysłuchiwał moich próśb i bronił od niebezpieczeństw, otaczając swoją cudowną opieką. W każdym czasie czuję jego troskliwą obecność. Dni nawiedzenia mojej parafii przez św. Michała w znaku figury z Gargano stały się motorem napędowym do podjęcia wielu inicjatyw modlitewnych. Świadectwo pielgrzymów przybyłych w ten czas mocy i łaski, nawet z odległej Kolumbii czy Węgier i Niemiec, ogromna liczba listów elektronicznych z intencjami i prośbami jeszcze bardziej utwierdziły mnie w działaniu posłannika Bożej chwały. Jestem niezmiernie wdzięczny mojemu patronowi za jego wyraźną obecność w życiu, za łaskę mojego uczestnictwa w uroczystościach odpustowych w Monte Sant’ Angelo w dniu 29 września br., by znowu stanąć w tym świętym miejscu i skierować moje dziękczynienie, polecając wspólnotę bractwa, parafię i Ojczyznę jego wstawiennictwu.

Pan Bóg zawsze na pierwszym miejscu

– Kiedy został Pan rycerzem św. Michała?

PIOTR WAŚNIEWSKI: – Dokładnie 30 października 1999 r. (to już 20 lat). Pierwszy zastęp św. Michała Archanioła liczył siedmiu rycerzy, swoją działalność na rzecz służby Bożej rozpoczął w parafii św. Brata Alberta Chmielowskiego w Zielonej Górze, pod opieką ówczesnego proboszcza ks. Czesława Kroczaka. W pierwszych latach funkcjonowania zastępu czerpaliśmy wiedzę i rozwój z wykładów oraz prelekcji naszego założyciela, michality ks. Mariana Polaka. Był on m.in. inicjatorem rozpowszechnienia dwumiesięcznika „Któż Jak Bóg” – czasopisma związanego z tematyką anielską i demonologią. W tym roku świętujemy 25-lecie istnienia Rycerstwa św. Michała Archanioła w Polsce i dlatego udajemy się w październiku na górę objawień św. Michała Archanioła na Monte Sant’ Angelo. W tym wyjątkowym czasie spotkają się rycerze z całej Polski i ze świata. W diecezji zielonogórsko-gorzowskiej rycerskie zastępy można również spotkać w Gorzowie, Głogowie, Żarach i Łęknicy.

– Co duchowość wspólnoty daje Panu jako mężczyźnie w codziennym życiu?

– Duchowość św. Michała Archanioła daje mi jego potężne wstawiennictwo oraz doświadczenie obecności i obcowania ze świętymi Aniołami. Codzienną pomoc w życiu.
Rycerze Michała Archanioła modlą się codziennie modlitwą egzorcyzmu prostego o odpędzenie złych duchów od siebie i innych. Spotykamy się obecnie na comiesięcznej modlitwie (chór Uwielbienia) w każdy pierwszy wtorek miesiąca w Zielonej Górze w parafii św. Stanisława Kostki po Mszy św. o godz. 18.30, gdzie towarzyszy nam nasz opiekun ks. Adrian Put. Jak co roku od 20 września rozpoczniemy Nowennę do św. Michała Archanioła, wypraszając łaski dla naszej Ojczyzny.

– Co dla Pana oznacza zawołanie „Któż jak Bóg!”, którego użył Wódz Niebieskich Zastępów, wypowiadając wojnę szatanom, kiedy ci zbuntowali się przeciwko Panu Bogu?

– To podążanie ścieżką Bożą, gdzie Pan Bóg jest zawsze na pierwszym miejscu.

Jest ratunkiem dla tych, którzy go wzywają

– Jesteś rycerzem św. Michała Archanioła, jednak był czas, kiedy byłeś z dala od Kościoła. Jak to się stało, że zdecydowałeś się powrócić na jego łono?

ARTUR MAYER: – To była łaska, to było coś, co zostało mi dane z Nieba – szczególna interwencja Bożego miłosierdzia, bo byłem największym grzesznikiem z Głogowa. Nie było grzechów, których bym nie popełniał. Ale w tej swojej nędzy, w tym swoim upokorzeniu, gdy stwierdziłem, że coś jest ze mną nie tak, w moim sercu tliła się iskra, która dawała nadzieję, że jest jeszcze Bóg. Dlatego w momencie mojej udręki i zniewolenia, bo byłem bardzo mocno zniewolony, zawołałem: „Jeżeli jesteś, to mi pomóż!”.
Punktem kulminacyjnym, gdy Bóg mógł zadziałać, była moja zgoda. To było coś niesamowitego. Mogłem chodzić codziennie do Kościoła, na każdą Mszę, jedną po drugiej. Odczuwałem tam niesamowitą obecność Bożą, miłość, którą Bóg daje za darmo, bo mnie kocha. Jednak ja odczuwałem tę miłość, której nie otrzymałem nigdy od swojego ojca, bo nigdy go nie miałem. Było to megadoświadczenie, megamoc, którą daje Bóg tym, którzy Go wzywają. To pokazało mi, że jest Ktoś większy ode mnie – Ojciec, który patrzy na swojego błądzącego syna i czeka na jego nawrócenie.
Moje świadectwo jest na Youtube, więc jeżeli ktoś chciałby posłuchać, zapraszam.

– Czy w nawróceniu pomógł Ci św. Michał Archanioł? Wspominałeś, że miałeś jego wizje...

– On mi zawsze pomaga. Posługuję modlitwą wstawienniczą w dwumiesięczniku „Któż jak Bóg”. Dzwonią do mnie osoby, które naprawdę potrzebują pomocy – są udręczone, zniewolone, opętane. I gdy wzywam św. Michała Archanioła, „trzęsie się ziemia”. Jest to niesamowita obecność Bożego posłańca, trzymetrowego. Miałem widzenie, gdy otrzymałem łaskę nawrócenia od Boga. On mi pokazał anioła, który jest przy mnie. Dlatego jestem w Rycerstwie św. Michała Archanioła, bo rozkochałem się w tej duchowej walce, bo jestem wojownikiem, który walczy za biedne dusze, które są niekiedy skazane na dręczenie. On jest pomocą dla mnie oraz dla wielu osób, które jej potrzebują. Nie wyobrażam sobie samotnej walki, gdyż przeciwnik jest ogromny. Ale on, św. Michał Archanioł jest moim ratunkiem i ratunkiem dla tych, którzy go wzywają. Tego doświadczam w wielu duchowych walkach, modlitwach, gdy wzywam jego posłannictwa. To potężny anioł, który zwalcza szatana, przebiegłego kłamcę i oszusta.

– Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że przeciwko nam toczy się ogromna duchowa walka. Czy mamy się czego obawiać i gdzie szukać obrony?

– Tak, toczy się przeciwko nam ogromna, niesamowita walka między dobrem a złem. Między nami są aniołowie, którzy pomagają nam zwyciężyć wszelkie zło, ale to my – narzędzia w rękach Boga – możemy swoją modlitwą obronić tych, którzy są pogrążeni w ciemności. Widziałem ogromne upadłe anioły, które mają wielkość powyżej 3 m. Są pokryte łuskami, bardzo mocno umięśnione i one też się modlą... do Szatana. Składają ofiary ze złota, mają swoje ołtarze. Jednak my przy pomocy łaski Bożej możemy się im przeciwstawić. I tego potrzebują ci, którzy są w wielkiej udręce. Oni dzięki naszej modlitwie mogą być wyzwoleni, ale to my ponosimy konsekwencje, my walczymy za nich, poddając się duchowym torturom. Tak jak żołnierz na polu walki może otrzymać cios mieczem, kulą, tak my otrzymujemy cios od złego ducha. Jednak sam Bóg widzi to wszystko i posługując się nami, może uratować tych, którzy są potrzebujący. I my swoją modlitwą możemy Mu w tym dopomóc, możemy ich uratować.

CZYTAJ DALEJ

Rotmistrz Pilecki

Niedziela Ogólnopolska 9/2015, str. 16-17

[ TEMATY ]

Pilecki

ipn.gov.pl

Rotmistrz Witold Pilecki

Witold Pilecki – ochotnik do Auschwitz, utożsamiany jest także z oporem Polaków przed czerwonym zniewoleniem po II wojnie światowej.

Życiorys Witolda Pileckiego, dramatyczny, heroiczny, poruszył wielu Polaków. Marsze upamiętniające tę piękną postać odbywają się rokrocznie w całym kraju i poza jego granicami w maju – w rocznicę zamordowania rotmistrza w więzieniu mokotowskim z wyroku komunistycznego „sądu”. Polacy, przybliżając sobie osobę Pileckiego, mogą przyjrzeć się trudnym losom Polski w XX wieku.

Potomek patriotów

Przyszedł na świat 13 maja 1901 r. w Ołońcu w Karelii, należącej do Rosji. Rodzina, pochodząca z Nowogródczyzny, szlachecka – herbu Leliwa, była bardzo patriotyczna. Dziadek Witolda, Józef, został zesłany na Syberię za udział w powstaniu styczniowym, a rodzinie zabrano część majątku. Ojciec Witolda, Julian, zmuszony był podjąć pracę w administracji lasów w Ołońcu. Władze carskie celowo przydzielały Polakom posady w najodleglejszych zakątkach imperium. W 1910 r. zdecydowali z żoną Ludwiką, że przeniesie się ona z dziećmi do Wilna, by wzrastały na ojczystej ziemi. Witold – jak się okazało – wkroczył na drogę wytyczaną niegdyś przez swoich przodków powstańców. Nie sposób w krótkim artykule przedstawić wszystkich jego patriotycznych poczynań; odnotować trzeba jego udział w obronie Wilna przed Sowietami na przełomie 1918 i 1919 r. oraz w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 r.

Kochał kawalerię i sztukę. Rozpoczął studia na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Jednak obowiązek kazał mu zająć się odzyskanym, lecz podupadającym rodzinnym majątkiem Sukurcze nieopodal Lidy na Wileńszczyźnie i pomóc choremu ojcu. W 1931 r. ożenił się z nauczycielką Marią Ostrowską. Z tego małżeństwa narodziły się dzieci – pierworodny Andrzej oraz Zofia. Witold dał się poznać jako energiczny, dobry zarządca, szanujący pracowników, społecznik; w wolnych chwilach malował, pisał wiersze. Po odbyciu służby w 26. Pułku Ułanów Wielkopolskich tworzył formacje konnego przysposobienia wojskowego.

Wojna i konspiracja

W kampanii 1939 r. walczył w składzie szwadronu kawalerii 19. Dywizji Piechoty Armii „Prusy”, a po jej rozbiciu przez Niemców – w kawalerii 41. Dywizji Piechoty Rezerwy na przedmościu rumuńskim. W listopadzie 1939 r., po przedostaniu się do Warszawy, założył wraz z kilkoma innymi oficerami Tajną Armię Polską (w 1941 r. podporządkowała się Związkowi Walki Zbrojnej). W 1940 r. powstał plan, zgodnie z którym Pilecki, zgłaszając się na ochotnika, trafił do KL Auschwitz jako więzień. Miał tam stworzyć konspirację oraz sporządzić raport o zbrodniach niemieckich. Posługując się nazwiskiem Tomasz Serafiński, dał się schwytać 19 września 1940 r. w czasie łapanki na Żoliborzu.

W piekle Auschwitz

W KL Auschwitz otrzymał numer 4859. Był tam 947 dni. Zawsze podkreślał, że przeżyć pomogła mu wiara. Założył na terenie obozu Tajną Organizację Wojskową oraz Związek Organizacji Wojskowej. Udało mu się zjednoczyć konspirację obozową. Organizował m.in. żywność i lekarstwa dla współwięźniów. Konspiratorzy w obozie przemyślnymi metodami ratowali skazanych na śmierć. Pilecki jednocześnie prowadził przygotowania do powstania przeciwko Niemcom w obozie, stworzył nawet tajny magazyn broni. Po utworzeniu obozu Birkenau również tam on i jego współpracownicy zaczęli wciągać nowych ludzi w krąg konspiracji. Różnymi drogami przekazywał także pierwsze meldunki o ludobójstwie w Auschwitz do Komendy Głównej ZWZ-AK w Warszawie, przesyłane do przywódców mocarstw zachodnich. W 1943 r. Pilecki został ostrzeżony, że Niemcy wpadli na jego trop. Zdecydował się zbiec z obozu w nocy z 26 na 27 kwietnia. Pokłosiem jego misji był obszerny, szczegółowy raport złożony zwierzchnikom. Jego lektura porusza do głębi – świat Auschwitz przedstawiony na jego kartach to przestrzeń jakby nierzeczywista, z nocnego koszmaru. Mordercza praca, głód, biegunka, wszy, tyfus. Odbywa się obłąkańczy taniec śmierci. Zabija się często dla zabawy. Ta codzienna czynność staje się dla niemieckich katów polem jakiejś rywalizacji. Sposobów jest bez liku – pistolet, drąg, igła z trucizną, komora gazowa, krematorium. Pilecki domagał się przeprowadzenia akcji uwolnienia więźniów. Przełożeni ocenili, że Niemcy są za silni.

Znów pod bronią!

W Warszawie przydzielono go do Kedywu i grupy tworzącej antykomunistyczną organizację „NIE”. Posługiwał się nazwiskiem Roman Jezierski. W 1944 r. walczył w Powstaniu Warszawskim. Po jego klęsce był więźniem m.in. oflagu w Murnau. Tam doczekał wyzwolenia i końca wojny. W 1945 r. wyjechał do Włoch, gdzie stacjonował 2. Korpus Polski. Na rozkaz m.in. gen. Andersa w grudniu 1945 r. powrócił do kraju, by przekazywać oddziałom partyzanckim instrukcje władz emigracyjnych o konieczności zaprzestania walki. Sam uważał jednak, że należy walczyć nadal, stawiać opór zniewoleniu narodu.

Ofiara mordu

8 maja 1947 r. został aresztowany przez bezpiekę. Trafił do więzienia przy ul. Rakowieckiej. Mimo brutalnych tortur nie załamał się w śledztwie. 3 marca 1948 r. w Warszawie rozpoczął się proces tzw. grupy Witolda. Oskarżono Pileckiego m.in. o szpiegostwo na rzecz gen. Andersa i przygotowywanie zamachu na dygnitarzy komunistycznych. Proces miał charakter pokazowy, by zastraszyć przeciwników czerwonej władzy.

Pilecki został skazany na karę śmierci. Zbrodniczy wyrok – strzał w potylicę wykonał 25 maja 1948 r. Piotr Śmietański, zwany Katem z Mokotowa. Przed śmiercią Pilecki prosił żonę, by codziennie czytała córce fragmenty książki Tomasza à Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”.

Ciała rotmistrza nie wydano rodzinie, zostało potajemnie zakopane „na Łączce”. Dopiero w 1990 r. nastąpiło sądowe „uniewinnienie” Pileckiego. W 2006 r. prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył go pośmiertnie Orderem Orła Białego w uznaniu zasług w służbie dla Polski. W 2008 r., w związku z 60. rocznicą śmierci rotmistrza, Senat RP podjął uchwałę, w której uczcił jego heroiczne czyny, stwierdzając m.in., że należy on do najodważniejszych ludzi na świecie i powinien stać się dla Europy i świata wzorem bohaterstwa oraz symbolem oporu przeciw systemom totalitarnym. Polska powinna się nim szczycić.

CZYTAJ DALEJ

O. Patton: bazylika Grobu Pańskiego otwarta, nie ulegajmy strachowi

2020-05-25 14:22

Po prawie dwóch miesiącach zamknięcia, w Ziemi Świętej otwarto kościoły dla wiernych z możliwością uczestniczenia w liturgii. Wśród nich została otwarta także bazylika Grobu Pańskiego. „Ostatni raz świątynia ta była tak długo zamknięta dla wiernych w XIV wieku” – przypomniał o. Francesco Patton.

Kustosz Ziemi Świętej wskazał, że ze względu na wciąż obowiązujące środki ostrożności otwarcie to jest częściowe, z ograniczoną liczbą wiernych, z odpowiednimi zabezpieczeniami. „To jednak bardzo ważny krok – zaznaczył – nawet, jeżeli jest to jeszcze faza rekonwalescencji, a nie uleczenia”. Podkreślił także, że bardzo ważną rzeczą jest, aby się nie poddawać strachowi.

„Zarówno obecnie, ale także w perspektywie przyszłości, robimy wszystko, aby zapewnić konieczne środki ostrożności. Ale trzeba także myśleć o powrocie, któregoś dnia, do normalności. Oczywiście taki czas nastąpi wtedy, gdy będziemy znali już skuteczny sposób leczenia, ale przecież nie możemy żyć w obsesyjnym strachu przed zarażeniem się, bo to oznaczałoby, że nie żyjemy już w prawdziwych międzyludzkich relacjach. Powiedziałbym nawet, że strach przed zarażeniem powinien się już zmniejszać” – zaznaczył w wywiadzie dla Radia Watykańskiego o. Francesco Patton.

Zapewnił jednocześnie, że „w całej rozciągłości” opowiada się „za środkami ostrożności, aż do czasu, gdy nie będzie zapewnione odpowiednie bezpieczeństwo”. „Ale jednocześnie trzeba mówić, że musimy pokonać strach, gdyż w przeciwnym wypadku będą ludzie, którzy z lęku przed zarażeniem nie będą spali po nocach czy nie pocałują nawet własnego dziecka. A to byłoby w pewny sensie wejściem w fazę «znieczulonej antropologii» i niosłoby ze sobą bardzo złe skutki. Tak więc ostrożność tak, poszanowanie dla innych tak, ale przesadne obawy nie, smutek nie, ani też myślenie, że tak już będzie zawsze” - powiedział o. Patton.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję