Reklama

Kościół

O. Adam Szustak: warto być w Kościele, to najpiękniejsza rzecz na świecie

"Warto być w Kościele, to najpiękniejsza rzecz na świecie - zapewniał o. Adam Szustak OP. Znany dominikanin wygłosił 29 listopada wykład w ramach cyklu "Duchowość dla Warszawy", zatytułowany „Czy warto być w takim Kościele?”. Spotkanie odbyło się w stołecznej bazylice Św. Krzyża, a poprowadziła je s. dr Judyta Pudełko.

[ TEMATY ]

o. Adam Szustak

Omawiając temat o. Szustak wykorzystał listy św. Pawła do Tytusa i Filemona: „W tych dwóch listach jest pewnego rodzaju diagnoza, dlaczego się dzieje w Kościele to, co się dzieje i odpowiedź, co z tym zrobić". Omawiając pierwszy list zaznaczył, że apostoł Paweł zauważył we wspólnocie Tytusa dużo problemów wymagających krytyki, nazywając tych, którzy niszczą Kościół na Krecie, ludźmi „leniwego brzucha”. Wskazał, że „leniwy” po grecku znaczy też „nienajęty”.

"Paweł, pisząc do Tytusa, że w jego Kościele dzieją się złe rzeczy, posługuje się tym określeniem: to ludzie nienajęci, niczyi, niewciągnięci w coś. Jestem przekonany, że źródło wszelkiego zła w Kościele, które sprawia, że przestaje on być miejscem pięknym i świętym, bierze się stąd, że my, mimo iż jesteśmy w Kościele, nie przynależymy do niego" - powiedział dominikanin, przywołując starotestamentalny motyw przymierza z Bogiem.

Zdaniem prelegenta początek wszelkiego zła zaczyna się w braku przynależności: "Jeżeli chcemy, by Kościół stał się miejscem, w którym warto być, musimy wrócić do przynależności do Boga" – podkreślił prelegent. Zwrócił uwagę, że gdy "Paweł mówi o biskupach, a dotyczy to też wszystkich w Kościele, na pierwszym miejscu wymienia to, by się cechował gościnnością. Nie pisze, że ma być pobożny, mądry, że ma być świetnym teologiem. Po grecku słowo «gościnny» składa się z dwóch członów. Pierwszy znaczy «kochać, lubić, być rozmiłowanym», a drugi oznacza obcego, innego. Po grecku więc gościnność oznacza «kochać obcego»” – powiedział mówca, przytaczając jako wzór biblijnej gościnności historię Abrahama pod dębami Mamre.

Reklama

O. Szustak wskazał, że gościnność to też otwartość na to, co przychodzi, na nowe, niespodziewane. Zaznaczył, że trzeba być otwartym na np. inną duchowość ludzi w Kościele, bo to również przejaw gościnności. Stwierdził, że obrazem Kościoła jest Jezus na krzyżu, z nieustannie otwartymi ramionami: „Tam, gdzie jest taka otwartość, Bóg czyni cuda, robi rzeczy niezwykłe”.

Omawiając kolejną radę św. Pawła, wskazał, że ten pisząc do starszych, nakazuje im roztropność. "Roztropność to bolączka na to, co dzieje się w Kościele" – powiedział dominikanin. Odwołując się do przypowieści zauważył, że Pan Jezus roztropnym nazywa tego, który gotów jest stracić. Wskazał, że chrześcijanie mają naśladować Jezusa i być gotowymi na to, by – jak On – cierpieć prześladowanie, by tracić życie. O. Szustak powiedział, że Bóg poprowadzi drogą, która jest niewygodna, dlatego jeśli nie ma otwartości na coś innego, nowego, czasem niechcianego, istnieje zagrożenie na zboczenie z Jego ścieżki.

Komentując przy okazji hasło akcji „Odzyskajmy nasz Kościół” powiedział: „To najgłupsze zdanie, jakie można powiedzieć. Mój Kościół to straszliwa, wydumana budowla. Jest tylko Kościół Pana Jezusa i albo go przyjmiemy, jakim jest, albo powstanie świątynia spustoszenia" – wyjaśnił zakonnik.

Reklama

Trzecia rada w liście świętego Pawła do Tytusa skierowana jest do starszych kobiet: "Paweł mówi, że poza tym, że nie powinny nie być niewolnicami wina i by nie plotkowały, mają innych w Kościele uczyć dobra”.

Przywołując myśl św. Augustyna, który mówił, że zbawić się można tylko wtedy, gdy jest się pociągniętym miłością, o. Szustak stwierdził: "Jeżeli my nie będziemy w Kościele ukazywać tego, że Pan Bóg jest piękny, że życie z Nim jest piękne, to ludzie do Kościoła nie przyjdą". "Pan Jezus zapowiedział, że Jego uczniów będą rozpoznawać nie po tym, że chodzą do kościoła, że w piątki jedzą rybę, ale po tym, że będą się wzajemnie miłowali. Czyli jeśli ludzie spotkają najpiękniejszą rzeczywistość, jaka istnieje w świecie. Ludzie będą przychodzić do Kościoła, jeśli tu będzie miłość" – podkreślił mówca.

Omawiając list do Filemona zauważył, że nie ma tam żadnego teologicznego nauczania. Apostoł odsyła mu niewolnika Onezyma, który od Filemona uciekł i prawdopodobnie jeszcze go okradł: "Paweł pisze mu, że wysyła go, jakby wysyłał swoje własne serce. Mówi Paweł – jeżeli kochasz moje serce, kochaj tego Onezyma". "My wszyscy w Kościele jesteśmy złączeni jedną więzią, którą jest miłość. Miłość polega na tym, że się nie kończy, kiedy jest trudna. Czy warto być w Kościele? Jeżeli go kochasz, to pytanie jest bez sensu. Bo nawet gdy z tym Kościołem jest bardzo źle, to właśnie wtedy dzieje się miłość. Pan Bóg mówi: dałem wam Kościół, wysyłam wam go jak moje serce. Jeśli Mnie kochasz, kochaj Kościół" – przekonywał o. Szustak.

Jednocześnie przyznał, że są miejsca złe w Kościele, które trzeba naprawiać. "Są biskupi, z którymi się nie zgadzam, są ruchy w Kościele, z którymi się nie zgadzam, ale to cały czas jest mój Kościół i chcę go kochać" - podkreślił. Stwierdził, że podobnie jest w małżeństwie: "Jeżeli miłość małżeńska kończy się dlatego, że jest trudno, to nie jest miłość".

"Warto jest być w Kościele, to najpiękniejsza rzecz na świecie" – powiedział stanowczo o. Szustak. Za Ojcami Kościoła wskazał, że Kościół jest jak gospoda z przypowieści o dobrym Samarytaninie. Tu Bóg karmi swoim ciałem, tu leczy rany. Zauważył, że dlatego papież Franciszek nazywa Kościół szpitalem polowym. "To jest Kościół, który ma się takim stawać, właśnie dzięki nam, gdy my będziemy wszyscy gościnni, rozsądni i dobrzy" – podkreślił domianin, kończąc wykład.

Cykl wykładów otwartych „Duchowość dla Warszawy” koncentruje się wokół szeroko rozumianej duchowości współczesnego człowieka. Tematy dotyczą zagadnień wiedzy teologicznej i praktycznego wymiaru stosunku do Boga (modlitwa, drogi duchowości). Część rozważań dotyczy zagadnień z psychologii: więzi i komunikacji międzyludzkiej, wychowania do dojrzałości, relacji małżeńskich i rodzinnych. Niektóre wykłady mają też formę poetyckich koncertów okolicznościowych. Są to spotkania i wykłady, które pomagają mieszkańcom stolicy i okolic odkrywać niezmierzone horyzonty duchowości chrześcijańskiej i własnego serca.

Kolejne spotkanie – o spowiedzi, kierownictwie duchowym i terapii – odbędzie się 15 stycznia.

2019-11-30 07:24

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Aż 16 tys. osób na różańcu z o. Szustakiem

[ TEMATY ]

o. Adam Szustak

©Africa Studio – stock.adobe.com

Aż 16 tys. osób modliło się razem z o. Adamem Szustakiem OP podczas transmitowanej na żywo modlitwy różańcowej, która odbyła się w poniedziałek 16 marca, ok. godz. 20.30, w odpowiedzi na apel przewodniczącego Episkopatu Polski abp. Stanisława Gądeckiego o łączność modlitewną i odmawianie różańca. Modlitwę poprzedził pierwszy odcinek nowej serii rekolekcji na żywo na czas pandemii – „Miłość w czasach zarazy”. Jak dotąd odcinek ten obejrzało 95 tys. osób.

W pierwszym odcinku rekolekcji, które rozpoczęły się ok. 20.10, o. Szustak nawiązał do czytanego 16 marca fragmentu z Drugiej Księgi Królewskiej, mówiącego o uzdrowieniu Naamana w wodach Jordanu. Podkreślił, że – podobnie jak w przypadku tego człowieka – Bóg zaprasza nas do przezwyciężenia naszych utartych schematów myślenia o tym, jak powinna wyglądać nasza relacja z Nim, w jakich warunkach może On do nas przychodzić i nas uzdrawiać.

Zwrócił uwagę, że można to odnieść do obecnego doświadczenia pandemii, gdy w większości pozostajemy w swych domach, nie przychodzimy do kościoła, nie uczestniczymy w Eucharystii. A jednak spotkanie z Bogiem i doświadczenie uzdrowienia – jest możliwe.

„Jesteśmy w takim czasie, gdzie Pan Bóg nas zaprosił do wszystkiego, co małe” – powiedział o. Szustak. Zaznaczył, że może to być również szczególne wezwanie do pokory i pokornego zdystansowania się od swoich wyobrażeń i przekonań.

Po nauce rekolekcyjnej, ok. godz. 20.30, w łączności z wszystkimi modlącymi się w tym czasie, rozpoczęła się modlitwa różańcowa – o ustąpienie zarazy, w intencji wszystkich chorych, tych, co odeszli i tych, którzy angażują się w walce z pandemią, zwłaszcza w intencji lekarzy.

Odmówiono część radosną Różańca. W transmisji uczestniczyło ok. 16 tys. osób.

Pierwszy odcinek serii „Miłość w czasach zarazy” obejrzało dotychczas ok. 95 tys. osób.

Kolejne spotkanie rekolekcyjne i modlitwa różańcowa już dziś ok. godz. 20.10 na YouTube.

CZYTAJ DALEJ

Umieranie Prymasa

2020-05-28 16:04

Arch. Instytutu Prymasowskiego

Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński zmarł 28 maja 1981 r. Dzięki notatkom jego kapelana i osobistego sekretarza w latach 1974–1981, ks. Bronisława Piaseckiego, jesteśmy w stanie dokładnie odtworzyć ostatnie dni jego błogosławionego życia.

Czas do domu

„W połowie marca 1981 r. wystąpiły u Księdza Prymasa objawy zaburzeń układu pokarmowego, które utrzymywały się przez kilka dni mimo leczenia. Konsylium lekarskie ustaliło program postępowania diagnostycznego, zrealizowany w klinikach i zakładach Akademii Medycznej w Warszawie. Na wyraźne życzenie Jego Eminencji zespół leczący składa się ze specjalistów krajowych” – czytamy w komunikacie lekarskim z dnia 14 maja 1981 r.

W tym samy dniu w kurii arcybiskupiej odbywa się konferencja księży dziekanów. Prymas nie może w niej uczestniczyć, ale nagrywa dość długie przemówienie na taśmę magnetofonową i zostaje ono odtworzone aż trzykrotnie tego dnia, w różnych miejscach. W przemówieniu koncentruje się na zamachu na Ojca Świętego. Pisze wprost: „Dzisiaj pozostaje nam jedno: wszystkie nasze cierpienia i udręki starajmy się dołączyć do tej wielkiej męki świata. Najmilsi, i ja, dotknięty obecnie najrozmaitszymi moimi dolegliwościami fizycznymi muszę uważać je za skromne i małe w porównaniu z tym, co dotknęło Głowę Kościoła”. Dalej prosi, aby modlitwy skierowane w jego intencji skierować, przez wstawiennictwo Maryi, za papieża.

Na drodze Wielkiego Piątku

Następnego dnia wystąpiły poważne zaburzenia oddychania i pracy serca. Wizyty lekarzy odbywają się dwa razy dziennie, sytuacja się komplikuje, ale Prymas prosi, by mógł zostać w domu, nie chce jechać do szpitala, gdzie opieka kardiologiczna mogłaby być o wiele lepsza. Wieczorem prosi o przyniesienie ulubionego obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej, z którym nie rozstawał się od 20 lat. O 21.00, w godzinie Apelu przyjmuje sakrament pojednania. Na ręce spowiednika, ks. Edmunda Boniewicza składa wyznanie wiary i wierności Chrystusowi. Następnego dnia, czyli 16 maja o godz. 9.30 przyjmuje sakrament chorych. We wspomnieniach ks. Bronisław Piasecki, jego kapelan podkreśla, że była to chwila wielkiego wzruszenia, wiele obecnych osób nie kryło łez. Mimo zmęczenia i trudności z oddychaniem Prymasowi udało się zabrać głos. Mówił leżąc w łóżku, dziękował wszystkim: „Moja droga była zawsze drogą Wielkiego Piątku na przestrzeni tych trzydziestu pięciu lat służby w biskupstwie. Jestem za nią bardzo Bogu wdzięczny” – mówi.

Wszystko postawiłem na Maryję

Kolejne dni są coraz trudniejsze. 17 maja płynu w jamie brzusznej przybywa, to utrudnia oddychanie i pracę serca. 18 maja, w dniu urodzin papieża Jana Pawła II (przebywa wtedy wciąż w klinice, po zamachu) układa jeszcze treść telegramu z życzeniami. W tym dniu po raz ostatni własnoręcznie zaznacza w kalendarzu dzień choroby, w kolejnych dniach będzie na tyle słaby, że zrezygnuje już z notowania.

W parafiach archidiecezji warszawskiej trwa peregrynacja kopii Obrazu Jasnogórskiego, 19 maja Ikona trafia do domu na Miodową. Modlitwa trwa przez całą noc, ale Prymas nie może już przyjść do kaplicy, dlatego następnego dnia Obraz zostaje przyniesiony do jego pokoju. Zapada cisza, aż wreszcie padają słowa, które przeszły do historii: „Dziękuję Ci, Matko, że jeszcze raz przyszłaś do mnie. Tyle razy przychodziłaś do mnie, zwłaszcza na Jasnej Górze. Ale i ja przychodziłem do Ciebie. Dziękuję, że 20 lat chodziłaś ze mną po Polsce. Byłaś zawsze dla mnie największą Łaską, Światłem, Nadzieją i programem mojego życia. Wiem, że nie jestem tego godzien od samego początku, ale Ty byłaś zawsze zachętą, aby wszystko postawić na Ciebie”.

Na koniec z wielkim wzruszeniem dotknął Obrazu, a potem, gdy go wynoszono z pokoju, długo patrzył za Maryją. Tego dnia przeżył jeszcze kolejną punkcję jamy brzusznej.

Od 21 maja stan zdrowia wyraźnie się pogarszał, na tyle, że konsylium lekarskie musiało zebrać się jeszcze raz. Następnego dnia Rada Głowna Konferencji Episkopatu Polski obradowała w domu Prymasa, który na spotkanie został przywieziony na wózku. To, co powiedział, to było pożegnanie i testament jednocześnie. „Bóg zapłać, żeście chcieli przyjść i żeście chcieli być świadkami mojej nieudolności. Jest ona potrzebna, ta świadomość, żeby było wiadomo, ze w Polsce rządzi tylko Bóg, a nie człowiek” – mówił.

Ostatnia rozmowa z Przyjacielem

Kolejne dni przynoszą coraz poważniejsze zaburzenia czynności serca. Lekarze zlecają przetoczenia krwi, plazmy i albumin.

Prymas pije wodę w Lourdes, w zawierzeniu i modlitwie, ale widać, że przygotowuje się do odejścia. Porządkuje dokumenty, żegna się z odwiedzającymi. – A jednocześnie chce żyć, wrócić do zdrowia, doczekać 600-lecia obecności Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze – pisze ks. Piasecki.

24 maja Jan Paweł II chce rozmawiać z Prymasem, ale połączenie nie jest możliwe. Prymas nie jest w stanie dotrzeć do telefonu, jest już zbyt słaby. Zapada decyzja o poprowadzeniu linii telefonicznej do łóżka chorego i następnego dnia o godz. 12.15 dzwoni umówiony telefon. Świadkowie tej rozmowy odnotowali ogromne wzruszenie Prymasa. – Módlmy się za siebie wzajemnie, między nami jest Matka Najświętsza… Cała nadzieja w Niej – mówił do dzwoniącego z Rzymu Przyjaciela.

Syn Wielkiego Piątku

Dwa dni później wydaje się, że przyszedł czas agonii. W kaplicy trwa modlitwa, lekarze podejmują decyzje o kolejnych zabiegach, walka trwa. Chory , w pełni świadomy i przytomny, przyjmuje Komunię św. Tego dnia lekarze wydają komunikat, w którym stwierdzają, ze stan Prymasa jest krytyczny. Noce są coraz cięższe, choć chory w ogóle się nie skarży, znosi cierpienie z wielkim męstwem i cierpliwością. W kaplicy przy Miodowej trwa nieustanna adoracja. 27 maja rano kard. Wyszyński, resztą sił, ale w pełni świadomie, przyjmuje Komunię św. Mały kawałek Hostii podany na łyżeczce okaże się Wiatykiem. Prymas zapada w ciężki sen i kontakt z nim się urywa. Od wieczora lekarze już wiedzą, że rozpoczęła się agonia. Przy łóżku trwają modlitwy za konających, przychodzi rodzina Prymasa. Udaje się położyć chorego na prawym boku i włożyć w jego ręce zapaloną gromnicę. Oddech ustaje o 4.40, 28 maja, w niedzielę Wniebowstąpienia Pańskiego. W pokoju jest bardzo cicho, tak, jakby Prymas tylko zasnął. Różaniec, który półszeptem odmawiali klęczący wokół jego łóżka, płynął dalej, przez duszny pokój na Miodowej. Kard. Stefan Wyszyński zmarł w czasie Tajemnic Bolesnych na nowotwór jamy brzusznej o wybitnej złośliwości i szybkim postępie. „Per Mariam omnia Soli Deo”, jak mawiał.



Korzystałam z książki ks. Bronisława Piaseckiego p. „Ostatnie dni Prymasa Tysiąclecia”

CZYTAJ DALEJ

O zawierzeniu w życiu św. Maksymiliana i kard. Wyszyńskiego. Uratowało Polskę

2020-05-29 14:18

[ TEMATY ]

zawierzenie

Prymas Tysiąclecia

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

św. Maksymilian

MJscreen

O. prof. Grzegorz Bartosik OFMConv mówił w Harmężach o zawierzeniu Maryi.

– Zawierzenie Maryi doprowadziło tych dwóch wielkich Polaków na szczyty świętości, stało się źródłem i przyniosło błogosławione owoce w ich pracy kapłańskiej i biskupiej, z czego do dziś korzystamy. Zawierzenie Maryi przez tych dwóch wielkich Polaków uratowało Polskę przed błędami komunizmu – mówił o. prof. Grzegorz Bartosik OFMConv w Harmężach w wykładzie wygłoszonym na 39. Sesji Kolbiańskiej.

Prorokom wielkiego zawierzenia: św. Maksymilianowi M. Kolbe i Słudze Bożemu kard. Stefanowi Wyszyńskiemu był poświęcony wykład o. prof. Grzegorza Bartosika OFMConv z Uniwersytetu kard. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Wykład wygłosił w ramach 39. Sesji Kolbiańskiej zorganizowanej w 79. rocznicę osadzenia św. Maksymiliana Marii Kolbego w KL Auschwitz. Wysłuchali go obecni na sesji oraz osoby łączące się przez transmisję internetową.

Poprzedziła go Msza św. w kościele Matki Bożej Niepokalanej w Harmężach, po której zgromadzeni udali się do sali konferencyjnej na wykład.

O Mszy św. w ramach sesji piszemy w artykule: „Od niewoli do wolności. Sesja Kolbiańska”.

Prelegent w swoim wystąpieniu najpierw wyjaśnił, co to znaczy zawierzyć się Panu Bogu i Maryi. Następnie ukazał św. Maksymiliana jako proroka zawierzenia Panu Bogu i Niepokalanej oraz kard. Wyszyńskiego jako proroka wielkiego zawierzenia Panu Bogu i Najświętszej Maryi Pannie.

Dlaczego nazywamy tych wielkich świętych prorokami zawierzenia? Wydaje mi się, że tak, jak prorocy potrafili odczytywać to, co Pan Bóg chce przez nich przekazać ludziom, tak i oni potrafili odczytać wolę Bożą w stosunku do nich i do świata, potrafili odczytać także znaki czasu. Dlatego stali się narzędziami w rękach Pana Boga i Matki Bożej. Wiemy, że prorocy wzywali do nawrócenia, powrotu do Boga i zapowiadali konsekwencje działania – błogosławieństwo bądź karę. Zarówno działalność o. Maksymiliana, jak i kard. Wyszyńskiego, ich życie i duszpasterstwo, działalność apostolska wpisują się w tę misję prorocką, w której uczestniczy każdy kapłan, każdy ochrzczony: misję przekazywania woli Bożej, ukazywania nam ludziom współczesnym, jak ważną rolę odgrywa nabożeństwo zawierzenia, oddania się Panu Bogu i Matce Bożej – wyjaśniał o. prof. Grzegorz Bartosik OFMConv.

Zauważył, że zwyczaj oddawania się w szczególną opiekę Matce Bożej powstał w Kościele od VII i VIII w., i rozwijał się z biegiem czasu. Polska nieraz była zwierzana Matce Bożej, stąd rodzi się pytanie, czy zatem potrzebne jest indywidualne oddanie się Maryi? Zdaniem o. G. Bartosika – tak, dlatego że każdy musi to oddanie przeżyć indywidualnie. Nie wystarczy, że ktoś za kogoś tego dokona. – Mamy wolną wolę i każdy z nas odpowiada za swoje życie. Mamy być świętymi, a najpiękniejszą i najprostszą drogą jest oddanie się Maryi, by ona nas wychowywała, by Ona nami kierowała i pomagała być dobrymi uczniami Chrystusa – stwierdził.

W odniesieniu do osoby o. Kolbego, prelegent zauważył, że u źródeł zawierzenia św. Maksymiliana Bogu i Maryi legły własne doświadczenia przyszłego świętego. Oddał się Maryi już jako mały chłopiec, obiecując walczyć w obronie ojczyzny. A kiedy wstąpił do zakonu, całe życie oddał Matce Bożej. Zakładając Rycerstwo Niepokalanej w 1917 r., jako główny element istotowy dla członków Rycerstwa wskazał Akt oddania się Matce Bożej. – Ten akt jest uznaniem wielkiej mądrości i mocy Niepokalanej oraz własnej słabości i grzeszności. To jest pierwszy aspekt zawierzenia Maryi – uświadomienie sobie swojej słabości i grzeszności, że bez Pana Boga i pomocy Maryi nic nie możemy. To jest to prorockie przesłanie dla naszych czasów, które zostawia każdemu z nas. Dziś w dobie pandemii człowiek sobie uświadomił, jak bardzo jest słaby, że niewidzialny wirus może zdestabilizować życie poszczególnych ludzi i całego świata. Uświadamiamy sobie, jak bardzo potrzebujemy Boga, żeby On nam pomógł – mówił o. G. Bartosik.

Wskazał również na drugi aspekt zawierzenia Maryi, jakim jest prośba do Matki Bożej, aby przyjęła nas na swoją własność, pomogła przejść przez życie. A trzecim elementem zawierzenia jest cel oddania. – To oddanie ma czemuś służyć, nie tylko mojemu uświęceniu, ale i temu, abym stał się użytecznym narzędziem w rękach Niepokalanej, po to, żeby budować królestwo Najświętszego Serca Jezusowego i głosić chwałę Niepokalanej w ludzkich sercach, w duszach zbłąkanych i obojętnych, by oni wracali do Boga. To zawierzenie Matce Bożej ma służyć do mojego uświęcenia, wyrwania się z mojej grzeszności, ale ma też służyć innym, dziełom apostolskim, głoszeniu chwały Bożej i zbawieniu innych ludzi. To zawierzenie przyniosło błogosławione owoce w życiu Maksymiliana, który stał się jednym z największych świętych na świecie. Pociągnął tyle milionów ludzi do Boga i Niepokalanej poprzez przykład własnego życia i szerzenie aktu całkowitego zawierzenia Maryi. Niepokalana wyprosiła mu też odwagę w oddaniu życiu za bliźniego. W tym sensie o. Maksymilian jest prorokiem dla naszych czasów – żebyśmy potrafili oddać swoje życie Maryi tak, aby Ona posługiwała się nami właśnie w budowaniu cywilizacji miłości, w przebaczaniu i przypominaniu, że Stwórcą i Panem naszym jest Bóg w Trójcy Świętej Jedyny – mówił kapłan.

Wreszcie o. G. Bartosik nawiązał do osoby kard. Wyszyńskiego, który wskazuje na przykład rodziców, na wychowanie jako fundament jego zawierzenia Matce Bożej. – Całe jego życie i posługa kapłańska odbywały się pod płaszczem Maryi. Jej zawierzył swoje życie i posługę. Budowanie osobistej relacji z Maryją szczególnie dokonało się w jego życiu w okresie stalinowskiego uwięzienia w latach 1953-56 – mówił, dopowiadając że w Stoczku Warmińskim na początku uwięzienia 8 grudnia 1953 r. napisał osobisty akt oddania. Zaś ukoronowaniem oddania narodowego zawierzenia Polski Matce Bożej był Akt milenijny z roku 1966, kiedy kard. Wyszyński wraz z Episkopatem Polski, dziękując za dar chrztu, oddał całą Polskę Maryi, po to, by stała się narzędziem w rękach Maryi. – To nie tylko prośba, by Maryja nie tylko zachowała wiarę narodu w czasach przymusowej ateizacji i demoralizacji, ale także oddanie narodu na całkowitą własność Maryi – powiedział, podkreślając że owocami tego oddania jest nie tylko to, że Polska zachowała wiarę i nie było takiego prześladowania, jak w innych krajach, lecz również to, że zrodziło się w Polsce wiele powołań kapłańskich, zakonnych, a nawet powołanie na papieża. Zauważył przy tym, że szczególną troską kard. Wyszyńskiego było oddanie całego świata Niepokalanemu Sercu Maryi. Prosił o to papieży. – Jego zawierzenie miało potrójny wymiar: indywidualny prowadzący ku świętości, zawierzenie Polski i ustrzeżenie przed skutkami komunizmu oraz troska o zawierzenie całego świata, co zrealizował ostatecznie Jan Paweł II i też położył tamę rozprzestrzeniającemu się komunizmowi.

Na koniec o. Grzegorz Bartosik podsumował: – Zawierzenie Maryi doprowadziło tych dwóch wielkich Polaków na szczyty świętości, stało się źródłem i przyniosło błogosławione owoce w ich pracy kapłańskiej i biskupiej, z czego do dziś korzystamy. Zawierzenie Maryi przez tych dwóch wielkich Polaków uratowało Polskę przed błędami komunizmu. Zawierzenie Maryi, jakiego dokonali i którym żyli, jest także wzorem dla nas dzisiaj, dla naszego życia i dojrzewania w świętości, by pozostać wiernymi Bogu w tych czasach zamętu. Ale jest również ratunkiem dla dzisiejszego świata i ojczyzny. W dobie pandemii poszczególne episkopaty w świecie, także 3 maja w Polsce, zawierzały się niejako na nowo Matce Bożej – Matce Kościoła. Owoce tego wydarzenia stają się coraz bardziej wyraźne, nie tylko w tym, że zaraza powoli ustępuje, ale przede wszystkim najważniejszym owocem zawierzenia jest przemiana ludzkich serc. Na te owoce czekamy i za nie już dziękujemy Panu Bogu, św. Maksymilianowi i i kard. Wyszyńskiemu.

Sesję Kolbiańską zorganizowało Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” i Centrum św. Maksymiliana w Harmężach. Przebiegała pod patronatem: Starosty Powiatu Oświęcimskiego, Prezydenta Miasta Oświęcim, Rektora Małopolskiej Uczelni Państwowej im. rtm. W. Pileckiego w Oświęcimiu i Związku Gmin Związanych z Życiem św. Maksymiliana Marii Kolbego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję