Reklama

Kościół

Japonia: Franciszek odleciał do Rzymu

We wtorek 26 listopada około godziny 11.35 czasu miejscowego Franciszek i towarzyszące mu osoby po krótkiej ceremonii pożegnania m.in. przez miejscowych biskupów, opuścili Tokio na pokładzie samolotu Japońskich Linii Lotniczych, udając się w drogę powrotną do Rzymu.

[ TEMATY ]

Franciszek

Franciszek w Japonii

By. James Logan

W ten sposób dobiegła końca 32. podróż zagraniczna Ojca Świętego, rozpoczęta 19 bm. w Tajlandii, a zakończona w Kraju Wschodzącego Słońca. Lot na trasie długości 10516 km będzie trwał 13,5 godziny a na rzymskim lotnisku Fiumicino samolot jest spodziewany tuż po godz. 17 czasu środkowoeuropejskiego.

2019-11-26 07:27

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież w drodze do Rzymu: w katechizmie znajdzie się potępienie użycia i posiadania broni nuklearnej

[ TEMATY ]

Franciszek

Franciszek w Japonii

Grzegorz Gałązka

„Używanie broni nuklearnej jest niemoralne, a zatem jej potępienie musi wejść do Katechizmu Kościoła Katolickiego, i to nie tylko użycie, ale także posiadanie, ponieważ awaria lub szaleństwo jakiegoś władcy, szaleństwo jednego może zniszczyć ludzkość” - powiedział Ojciec Święty rozmawiając z dziennikarzami na pokładzie samolotu z Tokio do Rzymu. Franciszek wyraził też wątpliwości odnośnie do korzystania z elektrowni atomowych, zaapelował o walkę z karą śmierci, odpowiedział na pytania dotyczące nauczania Kościoła o wojnie sprawiedliwej i niestosowania przemocy, kwestii finansów watykańskich, a także zaburzeń społecznych w Hongkongu i wielu krajach Ameryki Łacińskiej.

Na początku spotkania papież podziękował towarzyszącym mu dziennikarzom za bardzo intensywną pracę w minionych dniach. Następnie przeszedł do odpowiedzi na pytania. Pierwsze zadał mu ks. Makoto Yamamoto z „Catholic Shimbum” o to, czego społeczeństwa zachodnie mogą się nauczyć od Kościoła na Wschodzie. Zapytał też o wrażenia Franciszka z pobytu w Nagasaki i Hiroszimie. Ojciec Święty odpowiedział, że społeczeństwa zachodnie, nazbyt często żyjące w pośpiechu, powinny nauczyć się od narodów Wschodu ducha kontemplacji, poezji, wykraczania poza to, co jest bezpośrednio uchwytne, immanentne. Natomiast mówiąc o Hiroszimie i Nagasaki przypomniał, że choć obydwa miasta łączy tragedia jako ofiar bomby atomowej, to w Nagasaki mógł też przypomnieć o męczeństwie chrześcijan.

„Sekretarz Nuncjatury podarował mi kopię listu gończego z tamtych czasów: szukano chrześcijan! Jeśli znajdziesz jednego – donieś na niego, a w zamian otrzymasz nagrodę, jeśli znajdziesz kapłana – donieś na niego, a otrzymasz taką to a taką zapłatę. To budzi wrażenie, to były wieki prześladowań. Jest to zjawisko chrześcijańskie, które w jakiś sposób «relatywizuje», w dobrym tego słowa znaczeniu, bombę atomową. Natomiast wyjazd do Hiroszimy miał jedynie na celu upamiętnienie bomby atomowej, ponieważ nie jest to miasto chrześcijańskie, jak Nagasaki. Dlatego chciałem pojechać do obydwu, w obydwu miała miejsce katastrofa atomowa” – powiedział papież.

Ojciec Święty określił pobyt w Hiroszimie mianem katechezy na temat ludzkiego okrucieństwa. „Podkreśliłem tam, że użycie broni nuklearnej jest niemoralne, dlatego musi ono wejść do Katechizmu Kościoła Katolickiego, i to nie tylko wykorzystanie, ale także posiadanie, ponieważ awaria lub szaleństwo jakiegoś władcy, szaleństwo jednego może zniszczyć ludzkość. Pomyślcie o powiedzeniu Einsteina: «Czwarta wojna światowa będzie na kije i kamienie»” – stwierdził Franciszek.

Następne pytanie zadał Shinichi Kawarada z „Asahi Shimbum”: „Jak słusznie wskazał Wasza Świątobliwość, trwały pokój nie zostanie osiągnięty bez rozbrojenia. Japonia jest krajem, który cieszy się amerykańską ochroną jądrową, a także jest producentem energii jądrowej, co wiąże się z dużym ryzykiem, jak to miało miejsce w Fukushimie. W jaki sposób Japonia może przyczynić się do pokoju na świecie? Czy elektrownie jądrowe powinny być wyłączone?” – zapytał japoński dziennikarz.

Papież zauważył, że jeśli idzie o użycie energii atomowej, to nie udało się jeszcze osiągnąć całkowitego bezpieczeństwa, chociaż jest to jego opinia osobista. Jednocześnie przypomniał katastrofalne skutki awarii elektrowni atomowych dla środowiska; w pierwszym rzędzie dla człowieka, ale także dla innych istot żywych, świata roślinnego i przyrody nieożywionej, jak to miało miejsce w Czarnobylu na Ukrainie w 1986 r. W tym kontekście zaapelował o prowadzenie badań nad zwiększeniem bezpieczeństwa elektrowni atomowych i dodał, że budując je, trzeba pamiętać o bezpieczeństwie i ochronie środowiska naturalnego człowieka.

Z kolei Elisabetta Zunica z Kyoto News zapytała Ojca Świętego o niesłusznie skazanego na karę śmierci 83-letniego Iwao Hakamadę, który uczestniczył w papieskiej Mszy św. w Tokio, oraz kwestię jej stosowania w Japonii, a także czy sprawę tę omawiał Franciszek podczas spotkania z premierem Japonii Shinzō Abe. Papież wyznał, że dowiedział się o obecności tej osoby dopiero po Mszy św. Natomiast z premierem rozmawiał o wielu problemach.

„Mówiłem o problemach ogólnych, które istnieją również w innych krajach: przeludnionych więzieniach, ludziach oczekujących na osądzenie w areszcie prewencyjnym bez domniemania niewinności. Piętnaście dni temu wygłosiłem przemówienie do uczestników międzynarodowej konferencji na temat prawa karnego i poważnie mówiłem na ten temat. Nie można stosować kary śmierci, jest niemoralna. To musi być łączone z rozwijającym się sumieniem. Na przykład niektóre kraje nie mogą jej znieść z powodu problemów politycznych, ale zawieszają ją, co jest sposobem na stosowanie dożywocia bez jej orzekania. Ale wyrok skazujący musi zawsze służyć reintegracji, skazanie bez perspektyw jest nieludzkie” – powiedział papież.

Jean-Marie Guénois, z paryskiego „Le Figaro” zapytał: „Wasza Świątobliwość powiedział, że prawdziwy pokój może być jedynie rozbrojony, ale co stanie się z obroną konieczną, gdy jeden kraj zostanie zaatakowany przez inny? Czy nadal istnieje możliwość wojny sprawiedliwej? Czy wciąż planowana jest encyklika o niestosowaniu przemocy?”.

„Jest to projekt, który zrealizuje następny papież... Istnieją projekty, które leżą w szufladzie. Jeden z nich, na temat pokoju, jest właśnie tam, dojrzewa. Czuję, że kiedy nadejdzie czas, uczynię to. Na przykład problem nękania jest problemem przemocy, mówiłem o tym młodym Japończykom. Próbujemy go rozwiązać za pomocą licznych programów edukacyjnych. Jest to problem przemocy. Jeśli idzie o encyklikę na temat niestosowaniu przemocy - wciąż nie czuję, by dojrzała, muszę się dużo modlić i szukać drogi” – wyznał Franciszek. Dodał, że być może większą rolę w budowaniu pokoju w świecie powinna odegrać ONZ i postulował, by w Radzie Bezpieczeństwa ograniczyć czy też zlikwidować prawo weta ze strony mocarstw.

Jednocześnie Ojciec Święty potępił obłudę państw deklarujących się jako chrześcijańskie i żyjących z handlu bronią. „Pokój dzisiaj jest bardzo słaby, ale nie możemy się zniechęcać. Hipoteza obrony koniecznej nadal pozostaje, także w teologii moralnej należy ją rozważyć, ale jako środek ostateczny. Środek ostateczny z użyciem broni. Obrona konieczna musi odbywać się na drodze dyplomacji i mediacji. Środek ostateczny: obrona konieczna z użyciem broni. Ale podkreślam: środek ostateczny! Idziemy naprzód w postępie etycznym, który mi się podoba, kwestionując wszystkie te rzeczy. Jest to piękne, ponieważ mówi, że ludzkość idzie naprzód także w dobrym, a nie tylko w złym” – wyznał Franciszek.

Kolejne dwa pytania Cristiany Caricato z TV 2000 oraz Philipa Pullelli z agencji Reuters dotyczyły kwestii finansów watykańskich i niedawnych skandali dotyczących inwestycji w nieruchomości w Londynie, a także problemów z transparencją. Ojciec Święty podkreślił, że także pieniądze, które napływają ze świętopietrza powinny być rozsądnie inwestowane. Natomiast śledztwo w sprawie pięciu osób zawieszonych w funkcjach na początku października jeszcze trwa, a cała sprawa była wynikiem zafunkcjonowania systemów wewnętrznych Państwa Watykańskiego, które zawdzięczamy Benedyktowi XVI. Przypomniał o zasadzie domniemania niewinności wobec osób zawieszonych w obowiązkach, ale także coraz sprawniej działającemu systemowi kontroli w Watykanie.

Roland Juchem z niemieckiej agencji CIC zapytał: „Ojcze Święty podczas lotu z Bangkoku do Tokio wysłałeś telegram do Carrie Lam z Hongkongu. Co sądzisz o tamtejszej sytuacji z demonstracjami i wyborami samorządowymi? I kiedy będziemy mogli Ci towarzyszyć do Pekinu?”.

Papież przypomniał, że telegramy są wysyłane do wszystkich głów państw, jest to automatyczne powitanie, a także uprzejmy sposób proszenia o zezwolenie na przelot nad ich terytorium. Następnie zauważył, że zamieszki mają miejsce nie tylko w Hongkongu. „Pomyślmy o Chile, o demokratycznej Francji: o roku żółtych kamizelek. Pomyślmy o Nikaragui, pomyślmy o innych krajach Ameryki Łacińskiej, które mają tego rodzaju problemy, a nawet o niektórych krajach europejskich. To coś ogólnego. Co z tym robi Stolica Apostolska? Wzywa do dialogu, do pokoju. Ale to nie tylko Hongkong, istnieją różne sytuacje z problemami, których nie jestem w stanie obecnie ocenić. Szanuję pokój i proszę o pokój dla wszystkich tych krajów, przeżywających problemy, w tym także w Hiszpanii. Warto zrelatywizować rzeczy i wzywać do dialogu, pokoju, aby rozwiązano problemy. I na koniec: chętnie pojechałbym do Pekinu, kocham Chiny” – powiedział Franciszek.

Meksykanka Valentina Alazraki z Televisa zapytała Ojca Świętego o napiętą sytuację w wielu krajach Ameryki Łacińskiej. Papież przyznał, że nie jest w stanie dokonać dogłębnej analizy, chociaż dostrzega szereg oświadczeń, w których nie ma nic z pokoju. „To, co dzieje się w Chile mnie przeraża, ponieważ Chile wychodzi z problemu wykorzystywania, który spowodował tak wiele cierpienia, a teraz ma problem takiego rodzaju, którego dobrze nie rozumiemy. Ale jest w płomieniach, jak pani mówi, i należy szukać dialogu, a także analiz. Nie znalazłem jeszcze dobrze przeprowadzonej analizy sytuacji w Ameryce Łacińskiej. A są też słabe, bardzo słabe rządy, którym nie udało się zaprowadzić porządku i pokoju - i dlatego dochodzimy do tej sytuacji” – powiedział Franciszek. Dodał, że niektóre z tych krajów szukają mediacji międzynarodowej, w tym watykańskiej. Widzi zalety tych starań, chociaż o sytuacji politycznej nie chce się wypowiadać i nie czuje się kompetentny w tej dziedzinie.

Na zakończenie Ojciec Święty zauważył, że dziennikarze nie zadawali pytań o jego pobyt w Tajlandii. W związku z tym przypomniał o problemie wyzysku kobiet, a także dwóch książkach dziennikarek towarzyszących mu w podróży: właśnie Valentiny Alazraki o wyzysku kobiet oraz Franki Giansoldati o problemie ochrony środowiska naturalnego człowieka. „Widać, że kobiety pracują więcej od mężczyzn i są zdolne” – skomentował papież. Podziękował też dziennikarzom za bezpośrednie pytania oraz poprosił ich o modlitwę w swojej intencji.

CZYTAJ DALEJ

Nie żyje ks. Wojciech Szlachetka

2020-07-01 06:49

Archiwum

Zmarł ks. Wojciech Szlachetka, proboszcz parafii pw. Matki Bożej Szkaplerznej w Abramowie.

Kapłan odszedł do domu Ojca 30 czerwca w szpitalu w Lublinie; przebywał tam od dwóch tygodni po wypadku samochodowym. Śp. ks. Wojciech Szlachetka urodził się 20 kwietnia 1963 r. w Poniatowej; święcenia prezbiteratu przyjął 12 grudnia 1987 r. w Lublinie. Oprócz teologii, ukończył studia z historii sztuki; niegdyś był dyrektorem Muzeum Archidiecezjalnego. Przez wiele lat był związany z Ruchem Światło -Życie jako moderator diecezjalny. W parafii Abramów posługiwał od 2012 r., najpierw jako administrator, a od 1 lipca 2013 jako proboszcz.

W ostatnim czasie w kościele w Abramowie codziennie sprawowane były Msze św. o zdrowie dla ks. Wojciecha Szlachetki. Jak zapowiedział ks. Janusz Widelski, od 1 lipca zamówione Msze św. sprawowane będą ze zmienioną intencją - o dar nieba dla Zmarłego. Więcej na https://naszabramow.pl/parafia

Informacje o pogrzebie zostaną podane po ich ustaleniu.

CZYTAJ DALEJ

O. Żak: O mechanizmach kryzysu na tle wykorzystywania seksualnego w USA i roli Jana Pawła II (wywiad)

2020-07-02 10:24

- Analiza historii kryzysu wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele w Stanach Zjednoczonych pokazuje, że był to kryzys strukturalny związany z odwróceniem hierarchii wartości, gdzie miejsce człowieka, który miał być "drogą Kościoła", zajęła instytucja i jej wizerunek publiczny – wyjaśnia ks. Adam Żak SJ. Ekspert dowodzi, że bez pomocy Stolicy Apostolskiej a szczególnie Jana Pawła II oraz nacisku opinii publicznej, Kościół w USA nie byłby w stanie przezwyciężyć tego kryzysu, gdyż panowała w nim „kultura milczenia”, klerykalne (korporacyjne) rozumienie Kościoła oraz chronienie za wszelką cenę kapłaństwa sprawców (przestępców), choć w ich życiu było ono już wypalone i martwe.

- Oczyszczenie Jan Paweł II rozumiał jako konieczny i istotny proces z punktu widzenia samej istoty misji Kościoła, zarówno tej do wewnątrz jak i na zewnątrz – dodaje koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży.

A oto pełna treść wywiadu:

KAI: Bardzo istotnym obszarem działań Jana Pawła II była kwestia masowych nadużyć seksualnych, jakie miały miejsce w Kościele w Stanach Zjednoczonych poczynając od lat 90-tych XX stulecia. Doprowadziły one do wybuchu skandalu w 2002 r. Proszę przybliżyć te wydarzenia.

- Fala ujawnień przestępstw wykorzystywania seksualnego małoletnich, jaka ruszyła w całych Stanach Zjednoczonych w lutym 2002 r. poczynając od publikacji dziennikarzy - prowadzących w dzienniku „Boston Globe” dział dochodzeniowy pod nazwą "Spotlight" - wydobyła na jaw masowe nadużycia. Dotyczyły one nie lat 90. XX wieku, tylko okresu od końca lat 60. do połowy lat 80., kiedy to ich liczba w Kościele amerykańskim zaczęła spadać. Episkopat amerykański na skandale wykorzystywania seksualnego małoletnich zaczął reagować jednomyślnie niestety dopiero w 2002 r. pod naciskiem opinii publicznej oraz Jana Pawła II, a wcześniej przełożeni kościelni robili wszystko, aby ofiary milczały, a sprawców przenoszono.

Co prawda, już w początkach lat 80. amerykańscy biskupi zauważyli, że kryzys fermentuje. Ale niestety, mimo wyraźnych sygnałów i prób rozpoznania jego mechanizmów, do katastrofy doprowadził brak jedności wśród biskupów i brak woli rozwiązania problemu. Tę jedność i wolę działania próbował zainspirować Jan Paweł II poczynając od 1993 r., kiedy napisał list do konferencji episkopatu USA po wizycie „ad limina”, w czasie której uzyskał wiele informacji o sytuacji Kościoła w tym kraju. Indult udzielony Kościołowi w USA w 1994 r. miał znacznie ułatwić karanie sprawców oraz uruchomić oczyszczającą pracę w Kościele. Był to indult postulujący zasadę „zero tolerancji” wobec przestępstw seksualnego wykorzystywania małoletnich przez duchownych. Niestety nie przyniósł spodziewanych owoców.

KAI: Dlaczego?

- Gdyż droga do zbudowania jedności, wyrażona w przyjęciu przez episkopat amerykański „Karty ochrony dzieci i młodzieży” w 2002 r. trwała aż 20 lat. Prawdopodobnie trwałaby jeszcze dłużej, gdyby nie nacisk opinii publicznej, w tym szerokich kręgów katolików świeckich "zranionych" – jak to określił Jan Paweł II – tym, jak działali przełożeni kościelni.

KAI: Co spowodowało, że trwało to aż tak długo?

- Fakt, że w Kościele trwała zmowa milczenia, na dodatek opłacana coraz to większymi sumami odszkodowań negocjowanych po cichu z ofiarami. Problem bagatelizowano z różnych przyczyn, m. in. z powodu braku fachowej wiedzy nt. skutków wykorzystywania seksualnego dzieci. Sądzono, że aby problem rozwiązać, wystarczy terapia kapłana-sprawcy, połączona ze zmianą środowiska. Wielu biskupów, na czele z arcybiskupem Bostonu kard. Bernardem Law i jego poprzednikiem, uważało, że kierując księdza-sprawcę na terapię i przenosząc go po cichu w inne miejsce - ratowali jego kapłaństwo. To nie ofiary przestępstw były na pierwszym miejscu, tylko wizerunek instytucji oraz dobro sprawcy. Jeden z biskupów amerykańskich, gdy fala ujawnień w 2002 r. ruszyła, wyznał publicznie, że biskupi zapomnieli o tym, że osoby poszkodowane należały do owczarni, którą im Pan powierzył.

Analiza historii kryzysu w Kościele w Stanach Zjednoczonych - i także w innych krajach pokazuje, że nie jest to kryzys "techniczny", jakiś błąd w sztuce, powiązany z ewentualną, i tylko do pewnego stopnia wytłumaczalną ignorancją nt. sposobu działania sprawców oraz długotrwałych skutków dla ofiar, tylko, że jest to kryzys strukturalny związany z odwróceniem hierarchii wartości. Bowiem miejsce człowieka, który miał być "drogą Kościoła", zajęła instytucja i jej wizerunek publiczny. Taka była w gruncie rzeczy diagnoza sformułowana przez Benedykta XVI wiele lat później w liście pasterskim do katolików w Irlandii z 19 marca 2010 r. A jeszcze dosadniej została ona powtórzona w jego tekście napisanym na emeryturze i opublikowanym 11 kwietnia 2019 r. pt. "Kościół a skandal wykorzystywania seksualnego". Diagnoza ta odsłania kryzys wiary i klerykalne (korporacyjne) rozumienie Kościoła oraz chronienie za wszelką cenę kapłaństwa, które w życiu sprawców było wypalone, martwe.

Ponadto - nie tylko w USA - przez lata w Kościele dominowało relatywizowanie własnych problemów związanych w wykorzystywaniem seksualnym małoletnich, bo "gdzie indziej jest gorzej". Taka mentalność przyczyniła się do tego, że ten „wrzód” ślimaczył się przez lata.

Dlaczego mogło to trwać tak długo? Bo ofiary milczały. Ich milczenie kupowano za cenę, która rosła w miarę jak wzrastało ryzyko kompromitacji instytucji. Jednostkowe odszkodowanie za wykorzystanie seksualne w formie stosunku seksualnego (czyli mniej więcej nasz art. 200 kk) wynosiło tuż przed wielką falą ujawnień ok. 200 tys. dolarów. Ofiara za tę cenę zobowiązywała się do milczenia. Natomiast sprawca był przenoszony w inne miejsce, gdzie nikt nie wiedział o jego przestępstwach. Nie ponosił prawie żadnych konsekwencji. Wielu zostało przeniesionych do innych diecezji. Niektórzy sami odeszli z kapłaństwa. Taki kapłan mógł owszem ponieść konsekwencje, ale tylko w przypadku kiedy państwowy wymiar sprawiedliwości dowiedział się o przestępstwie. Natomiast Kościół ich nie karał. Indult, który miał usprawnić stosowanie prawa kanonicznego, nie spowodował bynajmniej, żeby powszechnie zaczęto prowadzić postępowania kanoniczne.

KAI: Jak zrozumieć biskupów, którzy przenosili księży, nie chroniąc dzieci w innych miejscach? Przecież to nie mieści się w głowie…

- Rzeczywiście nie mieści się... Bywało tak, również w Europie, że księży oskarżanych o wykorzystywanie seksualne posyłano na terapię, a sami psychoterapeuci oświadczali, że dany człowiek został wyleczony. Ale nie brano pod uwagę faktu – także w kręgach psychoterapeutów i psychiatrów - że sprawcy często są potężnymi manipulatorami. Manipulowali oni również terapeutami oraz swoimi kościelnymi przełożonymi.

Działo się tak niezależnie od tego, że niektóre raporty przygotowane dla konferencji biskupów amerykańskich jeszcze w latach 80-tych, ostrzegały przed możliwą „niepoprawnością” sprawców i recydywą z ich strony. Zalecały, by uznanie poprawy sprawcy zostało wcześniej potwierdzone przez odpowiedni nadzór.

W tej sytuacji na scenę wkroczyły media. Dziennikarzom wysokonakładowej gazety „Boston Globe”, którzy zainteresowali się archidiecezją bostońską, nie było trudno odkryć jak działał system ukrywania sprawców w sutannach. Dziennikarze sięgnęli po spisy duchowieństwa, wydawane z roku na rok, w których szybko zauważyli nietypowe przenosiny księży do innych parafii. Na bazie publicznie dostępnych dokumentów diecezjalnych, wykryli w tej archidiecezji ponad 90-ciu kapłanów, którzy byli przenoszeni w nietypowy sposób. Część z nich stanowili „spadochroniarze” z innych diecezji czy zakonów. Natomiast arcybiskup Bostonu przyjmował ich do swej diecezji, aby "ratować ich kapłaństwo”. Należy dodać, że kiedy przenoszono takiego księdza w inne miejsce, nie towarzyszył temu zakaz pracy z dziećmi czy młodzieżą, ani informacja do kogokolwiek, kto mógłby kontrolować jego postępowanie. Wszystko to było usprawiedliwiane ochroną dobrego imienia oskarżonego. Zgromadzonego materiału starczyło na dziesiątki dobrze udokumentowanych artykułów w „Boston Glob”.

KAI: A czy Stolica Apostolska była o tym informowana?

- Zapewne nie o wszystkim, ale nie wątpię, że miała swoje źródła informacji i stopniowo coraz bardziej zdawała sobie sprawę, że sytuacja staje się coraz poważniejsza. Była świadoma braku jedności amerykańskich biskupów zarówno jeśli chodzi o ocenę sytuacji jak i o odpowiedź na oznaki kryzysu. Taka zapewne była geneza listu Jana Pawła II z 1993 r. do episkopatu USA, następnie powołania komisji ekspertów, jak również wydania indultu dla Kościoła w Stanach Zjednoczonych w 1994 r.

W końcu, w 2001 r. Jan Paweł II zdecydował się ogłosić List apostolski w formie motu proprio: „Sacramentorum sanctitatis tutela”, który zastępował instrukcję „Crimen sollicitationis” z 1922 r. Ponadto musiał zdawać sobie sprawę, że nie jest to problem jednego czy drugiego kraju, ale że jest to problem globalny. Ostatecznie zadecydował, aby wykorzystywanie seksualne osoby małoletniej poniżej osiemnastego roku życia, którego dopuszcza się duchowny, włączyć do nowej listy przestępstw kanonicznych zastrzeżonych Kongregacji Nauki Wiary, a każdy taki przypadek, mający przynajmniej cechy prawdopodobieństwa, nakazał zgłaszać do tejże Kongregacji. Dalsze postępowanie miało być prowadzone wedle jej wskazań.

Dokumentem wykonawczym w stosunku do motu proprio „Sacramentorum sanctitatis tutela”, jest dokument „De delictis gravioribus”, podpisany 18 maja 2001 r. przez kard. Josepha Ratzingera, ówczesnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Zawarto w nim przepisy proceduralne.

KAI: Czy na skutek tego dokumentu nastąpił przełom w Kościele w USA?

- Do przełomu w USA doszło dopiero w 2002 r., kiedy poczynając od lutego „Boston Globe” publikuje szokujące informacje o skali wykorzystywania seksualnego przez duchownych archidiecezji bostońskiej. Był to rodzaj zapalnika, który uruchomił łańcuchową reakcję kolejnych ujawnień. W reakcji na to Jan Paweł II w kwietniu 2002 r. zwołał wszystkich kardynałów amerykańskich do Rzymu i wygłosił do nich przemówienie, które było pierwszą całościową analizą problemu. Padły w nim bardzo ważne tezy, które oznaczały radykalny koniec z negacją przestępstw lub ukrywaniem faktów.

Jan Paweł II jako przyczynę narastającej nieufności do Kościoła wskazał nie tyle atak nieprzychylnych mediów, co fakty jakie miały miejsce, czyli na „wielkie zło wyrządzone przez niektórych księży i zakonników”. Co więcej, uznał, że częścią tego zła, które zraniło wielu, był sposób działania kościelnych przełożonych. Jasno powiedział, że „ludzie muszą wiedzieć, że w stanie kapłańskim i życiu zakonnym nie ma miejsca dla tych, którzy krzywdziliby młodych”. Obie części tego zdania są istotne, bo po pierwsze „ludzie muszą wiedzieć” - czyli że te sprawy mają być załatwiane w sposób przejrzysty a nie ukrywane - a po drugie, że w Kościele nie może być tolerancji dla krzywdzicieli dzieci i młodzieży. Takie jest rozumienie zasady "zero tolerancji" przez Jana Pawła II.

W tym samym przemówieniu Jan Paweł II mówił o tym, że oczyszczenie Kościoła nie może być dokonywane z powodów wizerunkowych. Chodzi bowiem o ewangeliczne nawrócenie, które polega, na „radykalnej decyzji odwrócenia się od grzechu i powrotu do Boga, która sięga głębi duszy ludzkiej i może dokonać niezwykłej przemiany”. Wyjaśniał, że tak rozumiane oczyszczenie nie jest dla Kościoła czymś dowolnym: „Jest ono koniecznie potrzebne, jeśli Kościół chce bardziej skutecznie głosić wyzwalającą moc Ewangelii Jezusa Chrystusa”.

Oczyszczenie Jan Paweł II rozumiał jako konieczny i istotny proces z punktu widzenia samej istoty misji Kościoła, zarówno tej do wewnątrz jak i na zewnątrz. Był przekonany, że tylko Kościół oczyszczony, Kościół jasno i zdecydowanie rozprawiający się z wykorzystywaniem seksualnym w swoich szeregach, „pomoże także społeczeństwu zrozumieć trapiący je kryzys i go przezwyciężyć”.

KAI: Jakie były konsekwencje tego spotkania z amerykańskim episkopatem?

- Zaczęto faktycznie traktować przestępstwa seksualne na szkodę małoletnich zgodnie z obowiązującymi – a wprowadzonymi w „Sacramentorum sanctitatis tutela” na około rok przed ujawnieniami „Boston Globe” – kościelnymi procedurami. Zaczęto osądzać je pod nadzorem Stolicy Apostolskiej.

Rozpoczęto też szeroko zakrojone działania prewencyjnie. Trzeba przyznać, że Kościół w Stanach Zjednoczonych w kolejnych latach zdecydowanie postawił na dobro i ochronę dzieci i młodzieży oraz zbudował bardzo skutecznie działający system prewencji. Dziś mamy tam do czynienia z prewencją obejmującą wszystkie instytucje kościelne i całą działalność Kościoła z dziećmi lub młodzieżą. Zostały wypracowane odpowiednie profesjonalne programy. W tę pracę są systemowo włączeni rodzice i świeccy współpracownicy. A przez szkolenia przeszło do tej pory ok. 5 milionów osób uczestniczących czynnie w misji Kościoła.

Oprócz tego Episkopat USA zlecił niezależnej instytucji badawczej szczegółową analizę skali wykorzystywania seksualnego małoletnich na przestrzeni 52 lat: od 1950 do 2002 r. Uczestniczyło w tych badaniach 97% wszystkich jurysdykcji diecezjalnych i zakonnych. Przeanalizowano również przyczyny i czynniki ryzyka. Stworzono też skuteczne programy skierowane do sprawców, mające za cel, aby więcej nikogo nie krzywdzili. Wprowadzono coroczny centralny audyt wszystkich jurysdykcji diecezjalnych, weryfikujący na bieżąco wypełnianie postanowień „Karty ochrony dzieci i młodzieży” i realizację przyjętych norm. Dane wskazują, że ten wysiłek przynosi spodziewane owoce.

Niestety Kościół w USA nie wyciągnął odpowiednich konsekwencji z drugiego elementu diagnozy Jana Pawła II i nie dokonał rozliczenia tych kościelnych przełożonych, którzy popełnili rażące błędy. Stąd druga ostra faza kryzysu na tle pedofilskim w Stanach Zjednoczonych wybuchła w 2018 r., kiedy Wielka Rada Przysięgłych Pensylwanii opublikowała raport z analizy dokumentów kurialnych sześciu diecezji tego stanu i ujawniła jak działali biskupi oraz ich kurie. Okazało się, że kryzysu nie da się zażegnać bez rozwiązania problemu rażących zaniedbań ze strony biskupów. Tym bardziej, że niektórzy z nich zrobili "kariery" w Kościele w USA. A prawie żaden nie poniósł konsekwencji z powodu swych rażących błędów.

Kiedy spojrzy się na fakt, że abp Theodore Edgar McCarrick, dziś już wydalony z kolegium kardynalskiego i ze stanu duchownego, był wtedy człowiekiem „wiodącym w walce z pedofilią”, to wcale nie dziwi, że biskupów w Kościele amerykańskim nie rozliczano. Rozliczono natomiast – i to skutecznie – samych księży.

Inaczej było w Irlandii, gdzie Stolica Apostolska za pontyfikatu Benedykta XVI przeprowadziła wizytacje w diecezjach. Dziś nie ma tam już u steru żadnego biskupa z okresu ujawnień. Ostatni musiał ustąpić bodajże w 2008 r.

KAI: Jan Paweł II zbyt ufał biskupom? Wierzył, że uczciwie zajmą się tymi sprawami?

- Jan Paweł II musiał mieć wątpliwości odnośnie do działań biskupów, skoro zdecydował, że ostateczny głos w osądzaniu spraw zawiązanych z wykorzystywaniem seksualnym małoletnich ma Stolica Apostolska. Poddanie tych spraw bezpośredniemu nadzorowi Kongregacji Nauki Wiary było z jego strony swoistym votum nieufności do zdolności episkopatów lokalnych - w zakresie samodzielnej i prawidłowej odpowiedzi na kryzys. A jeśli nie votum nieufności, to przynajmniej konstatacją, że sobie z kryzysem nie radzą.

KAI: Linię Jana Pawła II konsekwentnie kontynuował jego następca papież Benedykt XVI. Jakie były najważniejsze jego kroki oraz dokonania na tym polu?

- Zanim Benedykt XVI został kontynuatorem polityki Jana Pawła II wobec kryzysu związanego z wykorzystywaniem seksualnym małoletnich w Kościele, jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary był jej współtwórcą i wykonawcą. Stamtąd kard. Ratzinger miał doskonały punkt obserwacji na przebieg kryzysu we wszystkich jego aspektach. Do Kongregacji bowiem od 2001 r. spływały zgłoszenia z całego świata, które – jak sam powiedział w wywiadzie dla Petera Seewalda (2010) – ujawniły "nagle tak wiele brudu". Ta faza kryzysu przypadła już na ostatnie lata pontyfikatu Jana Pawła II, który nieco wcześniej musiał się mierzyć ze skandalem wokół kard. Hansa Hermanna Groëra, arcybiskupa Wiednia, czy prawie równocześnie z amerykańską falą ujawnień, z oskarżeniami abp. Juliusza Paetza, metropolity poznańskiego. Ciągle też wisiała w powietrzu sprawa ks. Maciela Degollado, założyciela Legionistów Chrystusa. Dochodzenie w tej ostatniej sprawie kard. Ratzinger rozpoczął jeszcze za pontyfikatu Jana Pawła II w 2004 r. i zakończył wyrokiem w 2006 r. już jako Benedykt XVI. Nie jest więc prawdą, że Jan Paweł II blokował dochodzenie.

Szczególnie intensywnie Benedykt XVI zaangażował się w kryzys irlandzki. Zarządził szereg wizytacji w diecezjach tego kraju. W kilku istotnych punktach dokonał nowelizacji „Norm o najcięższych przestępstwach w Kościele” (De delictis gravioribus), promulgowanych jeszcze przez Jana Pawła II. Kierując list pasterski do Kościoła w Irlandii w marcu 2010 r. - w którym przeanalizował okoliczności i przyczyny kryzysu - Benedykt XVI dał całemu Kościołowi jasne wskazanie, że odpowiedź Kościoła na przestępstwa seksualne na szkodę dzieci nie może stawiać na pierwszym miejscu dobrego imienia instytucji, kosztem dobra i godności człowieka skrzywdzonego. Przed Bożym Narodzeniem 20 grudnia tego samego roku w teologicznej refleksji skierowanej do Kurii Rzymskiej zgromadzonej na życzeniach świątecznych ukazał niewyobrażalne zło grzechu i przestępstwa wykorzystywania seksualnego dzieci przez księży "pod płaszczykiem świętości".

On też zdecydowanie odciął się od opinii wielu środowisk katolickich, wg których oskarżenia przeciw duchownym o wykorzystywanie seksualne to atak a nawet prześladowanie Kościoła. Według niego największe prześladowanie i atak pochodzi nie od wrogów zewnętrznych, tylko z grzechu w Kościele. Rok 2010 był dla Benedykta XVI szczególnie ważny, gdyż był to z jednej strony Rok Kapłański, a z drugiej czas wybuchu wielkiego kryzysu ujawnień w Niemczech i w innych krajach na kontynencie europejskim. Benedykt XVI zapoczątkował też spotkania z ofiarami podczas swoich podróży do różnych krajów.

KAI: Dziękujemy za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję