Reklama

Kościół

Prof. Skibiński: Prymas Wyszyński to nie tylko wybitny mąż stanu, ale wzór świętości na dziś

- Jesteśmy przyzwyczajeni, by myśleć o kard. Wyszyńskim jako o wybitnym mężu stanu okresu walki z komunizmem – mówi prof. Paweł Skibiński. Dodaje, że Kościół beatyfikując Prymasa Tysiąclecia podpowiada nam wzór świętości na dziś oraz że powinniśmy naśladować go w życiu duchowym i codziennym. Znawca nauczania kard. Wyszyńskiego kreśli w rozmowie z KAI jego duchową i intelektualną sylwetkę, znaczenie wielkich projektów duszpasterskich w okresie komunizmu, wartość „teologii narodu”, umiejętne wprowadzanie refom soborowych, zdolność do dialogu nawet z wrogami, i wreszcie inspirację w zakresie przygotowania pokojowego upadku komunizmu.

[ TEMATY ]

wywiad

kard. Stefan Wyszyński

Prymas Tysiąclecia

Artur Stelmasiak

Maria Czerska, Marcin Przeciszewski (KAI): Dlaczego kard. Stefan Wyszyński jest nazywany Prymasem Tysiąclecia?Prof.

Prof. Paweł Skibiński: Tak wyrażał się o nim Jan Paweł II. Mówił o nim jako o człowieku, który prowadził obchody tysiąclecia chrztu Polski - największy w historii program duszpasterski w dziejach Kościoła w Polsce. Jednak z czasem nabrało to innego znaczenia. Zostało zrozumiane – i nie mam wątpliwości, że słusznie – że był to najwybitniejszy prymas w historii Polski.

KAI: O prymasie Wyszyńskim mówi się, że był „interrexem” i wybitnym mężem stanu. Czemu to zawdzięczał?

- Tak go postrzegają nie tylko katolicy, ale w ogóle Polacy. Jesteśmy przyzwyczajeni, by myśleć o kard. Wyszyńskim jako o wybitnym mężu stanu okresu walki z komunizmem. Prymas pełnił wówczas rolę jedynego publicznego autorytetu dla Polaków, a w czasie kiedy społeczeństwo było pozbawione możliwości wyrażania swojej woli, to Prymas ją publicznie artykułował.
Prymas Wyszyński pełnił też na swój sposób rolę „interrexa”, podobnie jak prymasi okresu I Rzeczypospolitej. Trudno się dziwić, że podczas pogrzebu na jego trumnie w 1981 r. spoczywał wieniec z szarfą: „Niekoronowanemu Królowi Polski”.
Jednak byłoby błędem ograniczyć jego życie i znaczenie do tego wymiaru. Kościół beatyfikując Prymasa Tysiąclecia podpowiada nam, że powinniśmy mu być wdzięczni i naśladować go także w życiu duchowym i w życiu codziennym.

- Prześledźmy więc poszczególne etapy życia kandydata na ołtarze. Dzieciństwo, młodość - które elementy jego biografii miały szczególne znaczenie dla przyszłej jego formacji?

- Prymas Wyszyński wychował się w środowisku drobnej szlachty mazowieckiej. Jego ojciec nie posiadał gospodarstwa, lecz był organistą. Przyszły kardynał wychowywał się na historycznym pograniczu Korony i Litwy. Mama była czcicielką Matki Bożej Ostrobramskiej a ojciec Częstochowskiej. W domu silnie kultywowano tradycje patriotyczne. Wyniesiona ze środowiska rodzinnego religijność Stefana Wyszyńskiego była dość prosta ale zarazem pogłębiona, z silna nutą maryjną. Ta właśnie nuta uległa wzmocnieniu po śmierci Matki (miał wtedy 11 lat), podobnie zresztą jak miało to miejsce w przypadku Karola Wojtyły, który także stracił matkę.
Stefan wychował się w licznej rodzinie, gdyż jego ojciec wszedł w drugi związek małżeński. Miał dobre relacje z swoim przyrodnim rodzeństwem, którego nie odróżniał od rodzonego. Doskonały kontakt miał z ojcem. Wraz z nim uczestniczył w nielegalnej restauracji mogił powstańców styczniowych. Uczęszczał do dobrych polskich szkół, włącznie ze słynnym warszawskim gimnazjum Górskiego. Podczas nauki w Łomży wstąpił do powstającego harcerstwa, co miało duże znaczenie dla jego dalszej formacji. Należał do środowiska skautowego, które zainicjował w Łomży ks. Kazimierz Lutosławski, jedna z bardziej wybitnych postaci Kościoła warszawskiego, twórca Krzyża Harcerskiego, a po uzyskaniu niepodległości poseł z ramienia Narodowej Demokracji. Podczas I wojny światowej za działalność harcerską Wyszyński został poddany karze chłosty przez Niemców, co traktował jako zasługę i później wielokrotnie wspominał.
Od początku stawiał sobie wysokie wymagania. Kiedy zdecydował się na kapłaństwo, wybrał nie diecezjalne seminarium w Płocku, o średnim poziomie, lecz ambitniej – seminarium we Włocławku. A było to wówczas intelektualne i duchowe centrum Kościoła w Polsce. Cechował je ferment intelektualny, ale zarazem wierność ortodoksji. Krótko mówiąc, w bardzo dojrzały sposób czuł się odpowiedzialny za realizację swego powołania.
Warto pamiętać, że był człowiekiem słabego zdrowia, w co trudno jest nam uwierzyć, gdy weźmiemy pod uwagę intensywność późniejszego życia prymasa. Miał chore płuca, a kiedy kończył seminarium, wątpiono, czy warto go wyświęcać, gdyż może nie doczekać swej pierwszej mszy. Został wyświęcony indywidualnie na mocy specjalnej decyzji biskupa.

- Kapłaństwo ks. Stefana Wyszyńskiego – które elementy jego pracy, które doświadczenia były kluczowe dla jego późniejszej służby w Kościele?

- Jako kapłan szybko rozpoczął obowiązki wykładowcy seminaryjnego oraz redaktora „Ateneum Kapłańskiego”, wówczas najwybitniejszego polskiego pisma formacyjnego dla kapłanów. Nadał mu specyficzny, społeczno-kulturalny profil. Było to wówczas pismo nowatorskie, a jednocześnie zajmujące stanowisko w pełni zgodne z doktryną Kościoła - do czego Wyszyński przez cale życie przywiązywał dużą wagę.
Równocześnie przygotowywał na KUL doktorat z katolickiej nauki społecznej. Doskonale poruszał się w środowisku lubelskim, w tym unikalnym miejscu, jakim była ta uczelnia. Wtedy istniały poza Rzymem zaledwie nieliczne uniwersytety katolickie, a Polska była ewenementem pod tym względem, zwłaszcza w naszej części Europy. W przyszłości jako biskup lubelski będzie Wielkim Kanclerzem KUL.
Podczas pobytu na KUL związał się ze środowiskiem „Odrodzenia” (ruchu młodej inteligencji katolickiej), które zresztą towarzyszyć mu będzie przez całe życie. Nie było to środowisko jednorodne, jego warszawsko-lubelska część bardzo mocno zainteresowana była katolicyzmem społecznym, a znacznie mniej poszukiwaniami liturgicznymi jak np. koła krakowskie czy lwowskie. Dzięki „Odrodzeniu” zbliżył się do katolickiej inteligencji, z którą bliskie kontakty utrzymywać będzie do śmierci.

- W latach trzydziestych ks. Wyszyński pisze książkę pt. „Inteligencja w straży przedniej komunizmu”. Jak to należy rozumieć?

- Jego zdaniem, tym kto w Polsce jest najmniej odporny na kłamstwa propagandy komunistycznej, paradoksalnie są właśnie inteligenci. Tłumaczył to ich fatalnym przygotowaniem doktrynalno-formacyjnym w sferze religijnej. Zresztą sytuacja ówczesnej inteligencji bardzo różniła się od dzisiejszej. Duża część inteligencji, która była pochodzenia żydowskiego, formacji chrześcijańskiej nie posiadała, podobnie jak kręgi polskiej inteligencji lewicowej związanej z PPS. Katolikami byli inteligenci, głównie zwolennicy Narodowej Demokracji, ale ich formacja religijna też nierzadko pozostawiała wiele do życzenia.
Sam ks. Wyszyński w okresie dwudziestolecia międzywojennego nazywany bywał nawet „czerwonym księdzem”. Był bowiem w sporze ze środowiskami prawicowymi, głównie endeckimi. Ale obiektywnie patrząc, żadną „lewicą” Stefan Wyszyński nigdy nie był. Związany był najbardziej ze społecznym nurtem Chrześcijańskiej Demokracji. I wraz z całą polską chadecją podzielał te wszystkie poglądy, które dziś nazwalibyśmy katolicko-narodowymi.
Warto wyjaśnić, że od strony ideowej przedwojenna polska chadecja w sensie politycznym była bliska myśleniu endeckiemu, aczkolwiek z mocnym wychyleniem społecznym, inspirowanym katolicyzmem. Ich myśl społeczna sytuowała się w ramach pojęcia, które Pius XI w encyklice „Quadragesimo anno” nazwał korporacjonizmem. Było to poszukiwanie „trzeciej drogi” pomiędzy liberalnym kapitalizmem a kolektywistycznym socjalizmem, oczywiście z zachowaniem własności prywatnej. Młodego Wyszyńskiego charakteryzował też pewien twórczy niepokój społeczny. Zresztą do końca życia nie pogodził się z żadnym ustrojem społeczno-politycznym, w jakim żył. Szukał większej sprawiedliwości i większej wolności człowieka, rozumianej po katolicku. Dzisiaj, myślę, że w tym sposobie myślenia byłby niezrozumiany.

- A jakich kard. Wyszyński miał duchowych mistrzów?

- Trudno jest wskazać ludzi, którzy w pełni ukształtowali prymasa. Był bardzo samodzielny. Różne elementy czerpał od różnych osób, ale jednocześnie nadawał temu specyficzny, własny rys. Od samego początku zajmował samodzielne stanowisko, jednocześnie silnie korzystając np. z dorobku KUL-owskich profesorów, m.in. księży Antoniego Szymańskiego czy Idziego Radziszewskiego. Bardzo cenił belgijskiego kardynała Desiré Merciera, jednego z najwybitniejszych tomistów. Wielki wpływ miał na niego ks. Władysław Korniłowicz, jeden ze współtwórców dzieła Lasek.
A wśród świętych cechowało go szczególne nabożeństwo do św. Ludwika Marii Grinion de Monfort, autora „Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”. Jego wpływ zainspirował Wyszyńskiego do oddania się w macierzyńską niewolę Maryi w okresie uwięzienia, a potem do oddania całego polskiego narodu w macierzyńską niewolę Maryi. Było to rozwinięciem duchowego projektu św. Ludwika.
Jednak propagując oddanie się NMP w „macierzyńską niewolę” spotykał się z niezrozumieniem w środowiskach intelektualnych. Nie były one w stanie zaakceptować pojęcia „macierzyńskiej niewoli”, interpretując to jako rodzaj „niewolnictwa”. A tymczasem są to zupełnie inne sprawy.
Maryjność Wyszyńskiego wyraziła się także w prośbie polskiego Episkopatu do Pawła VI podczas Soboru Watykańskiego II, o nadanie Maryi tytułu „Matki Kościoła”. Paweł VI przychylił się do niej, nawet wbrew większości ojców Soboru, którzy argumentowali, że może to zaszkodzić to relacjom ekumenicznym.
Tymczasem – wraz ze swą maryjnością – prymas Wyszyński był bardzo otwarty na dialog ekumeniczny. Inspirował swego biskupa pomocniczego w Warszawie Władysława Miziołka, czy s. Joannę Lossow z Lasek do pionierskich działań na tym odcinku. Nie widział sprzeczności pomiędzy otwartością na inne wyznania chrześcijańskie a kultem Matki Bożej. W tej sferze myślał bardziej dalekosiężnie niż większość osób, która go otaczała. Dziś maryjność nie stanowi przeszkody w dialogu ekumenicznym.

- Maryjność to zasadniczy rys duchowości Prymasa Wyszyńskiego. Czy można wymienić jakieś inne?

- Drugim rysem - obecnym przez całe życie Wyszyńskiego - jest postrzeganie świętości poprzez zaangażowanie w życiu codziennym. Jego jedyna wydana po wojnie książka nosi tytuł „Duch pracy ludzkiej”. To genialny, jasny i głęboki, wykład teologii pracy, który to temat ten przez lata był obecny w jego myśli i homiletyce. Doceniano to w różnych środowiskach katolickich, także poza Polską. Warto przypomnieć, że np. założyciel Opus Dei św. Josemaria Escriva de Balaguer znał tę książkę i polecał ją jako lekturę duchową swoim duchowym podopiecznym. Z jego inspiracji w 1957 r. książka ta została przetłumaczona na większość języków europejskich.
Trzeci znaczący rys duchowości Prymasa to miłość do Kościoła, co kształtowało cały jego sposób myślenia. Sam mówił, że jest „jak pies warujący na wschodniej flance Kościoła”. O tej miłości świadczy choćby zdolność przekroczenia dla dobra Kościoła negatywnego dziedzictwa historycznego w stosunku do grekokatolików. Prymas bez żadnych obaw lojalnie sprawował opiekę nad ukraińskimi grekokatolikami żyjącymi w Polsce. Bez jego opieki po grekokatolikach w Polsce nie zostałby nawet ślad. Nie przeszkadzało mu to – z drugiej strony - polemizować z kard. Josyfem Slipyjem, przebywającym na emigracji zwierzchnikiem Kościoła greckokatolickiego, w innych sprawach.
Prymas był też człowiekiem bezwzględnego zaufania wszystkich kolejnych papieży. Z każdym z nich łączyła go głęboka i bliska relacja; a w przypadku św. Jana XXIII była to dodatkowo relacja przyjacielska.

- Jednak jego relacje z Rzymem nie były proste ani łatwe?

- Papieży kochał, szanował i realizował ich polecenia. Jednocześnie starał się przekonać ich do swojej wizji funkcjonowania Kościoła w Polsce. Natomiast nie zgadzał się z watykańską Ostpolitik – polityką wobec państw bloku komunistycznego - i w związku z tym miał trudne relacje z kolejnymi sekretarzami stanu Stolicy Apostolskiej, począwszy od Domenico Tardiniego, dla którego – co nam się dziś wydaje nieporozumieniem – był za mało antykomunistyczny, a skończywszy na kard. Jean-Marie Villotcie, który z pewnością uważał kard. Wyszyńskiego za obsesyjnego antykomunistę.

- Jeśli kreślimy ideową sylwetkę Prymasa, to nie możemy pominąć tzw. kwestii narodowej. Jaka w istocie była jego linia w tym obszarze? Czy faktycznie był w sporze z Narodową Demokracją?

- Pomiędzy myśleniem Wyszyńskiego a myśleniem endeckim istnieje pewna wspólnota i pewne napięcie. Nigdy nie był on zwolennikiem jakichkolwiek eksperymentów totalnych, które w skrajnych nurtach endeckich się pojawiały.
Biorąc pod uwagę, że w 1969 r. kard. Wyszyński wygłosił pochwałę Romana Dmowskiego na spotkaniu w warszawskim KIK-u, uważam, że przesadzone jest mniemanie, iż był on w ostrym konflikcie z myślą endecką. Nie utożsamiał się z tą myślą, ale czerpał z niej w podobnym zakresie jak środowiska międzywojennej chrześcijańskiej demokracji. Był natomiast bliski endecji w tym sensie, że jednym z priorytetów etycznych dlań była głęboka miłości do własnego narodu i to na dodatek w powiązaniu z poważną refleksją teologiczną na temat. I tym obszarze znalazł mnóstwo zwolenników po stronie środowisk narodowych. Endecy na ogół podzielali wiele jego poglądów. Jednym z jego współpracowników był prof. Wiesław Chrzanowski, spadkobierca obozu narodowego.
Prymas Wyszyński był twórcą oryginalnej koncepcji „teologii narodu”. Jest ona zgodna z nauczaniem Kościoła, chociaż wielu osobom z różnych kręgów intelektualnych się nie podobała. Koncepcja ta wychodzi z założenia, że naród jest wspólnotą naturalną, równie naturalną co rodzina, co więcej, że jest doczesnym nośnikiem pewnych wartości nadprzyrodzonych. Naród kard. Wyszyński rozumiał jako pewien sposób egzystencji człowieka – także w sferze nadprzyrodzonej – zgodnie z teologiczną prawdą, że łaska buduje na naturze.
Bliska myśleniu kard. Wyszyńskiego była koncepcja „sakramentalizacji narodu”, którą także rozwijał kard. Karol Wojtyła, mówiąc m. in. o „bierzmowaniu dziejów”. Ma ona źródła w stworzonej przez prymasa koncepcji Wielkiej Nowenny. Wówczas kard. Wyszyński chrzest Polski rozumiał nie tylko jako fakt ochrzczenia każdego Polaka, ale jako formę sakramentalnej i duchowej trwałej przemiany całej polskiej wspólnoty pod wpływem aktu z 966 r. I prymas będzie tego poglądu bronił z punktu widzenia teologii katolickiej. Kard. Wyszyński starał się więc „ochrzcić” naszą narodową rzeczywistość i to ochrzcić bardzo głęboko. W tym znajdzie wielu partnerów. A jednym z nich będzie bez wątpienia Karol Wojtyła, który pewne akcenty będzie stawiał inaczej, ale generalnie będzie rozwijał te prymasowskie intuicje.
Kard. Wyszyńskiego cechowała świadomość, że jest prymasem całej Polski, to jest wszystkich Polaków, nie tylko katolików czy żyjących w Polsce. Prymas miał też zdolność do jasnego powiedzenia, co we współczesnej mu polskości było możliwe do pogodzenia z katolicyzmem, a co nie. I na tym polegała jego głęboka mądrość.

- Kard. Wyszyński miał opinię „prymasa niezłomnego”, jednak u początku swych rządów, w 1950 r. zgodził się na porozumienie z komunistami, przez co zresztą spotkał się z krytyką Watykanu?

- Było to zresztą jedyne porozumienie z komunistami, które w skali Kościoła powszechnego przyniosło pewne pozytywne efekty. Prymas Wyszyński prezentował odmienną linię niż np. kard. József Mindszenty na Węgrzech, który nie podjął żadnego dialogu z komunistami. Tymczasem Wyszyński był przekonany, że frontalna konfrontacja z komunistami jest błędem, wobec czego potrzebna jest roztropna taktyka postępowania. Do 1981 r. miał świadomość, że w dającej się przewidzieć przyszłości nie nastąpią żadne zmiany polityczne w naszym regionie Europy. A to dlatego, że Zachód jest za słaby na konfrontację militarną z ZSRR. Twierdził jednak uparcie, że komunizm jest zjawiskiem „średniego trwania”. Przewidywał, że system ten będzie trwać 50 – 70 lat ale nie dłużej.
Natomiast swą nadzieję na przemiany wiązał z faktem, że komunizm jest systemem tak bardzo zdegenerowanym, że – prędzej czy później – zapadnie się pod własnym ciężarem. Uważał, że na ten właśnie moment trzeba się przygotować, nie narażając się na zbytnie straty lecz wychowując ludzi do tego, by wewnętrznie byli wolni.
Prymas Wyszyński postrzegał komunizm przede wszystkim jako niebezpieczeństwo duchowe, a jego starcie z Kościołem jako spór właściwie transcendentalny. Był przekonany, że komunizm jest fałszywym projektem antropologicznym. Twierdził, iż walka z komunizmem powinna być „walką moralną” a nie walką fizyczną. W przeciwieństwie do środowisk „postępowych” w Kościele, Prymas nie uległ mirażom charakterystycznym dla wielu kręgów katolickich na Zachodzie, które były przekonane, że katolicyzm przetrwa, ale pod warunkiem, że dokona jakiegoś mariażu z ideologią marksistowską. Prymas Wyszyński takiej postawy - reprezentowanej także przez niektórych europejskich hierarchów - nie rozumiał, nie akceptował i jasno o tym mówił.
W sytuacji powojennej Prymas próbował więc szukać dla Kościoła „modus vivendi” z władzą. Uważał, że skoro komuniści przejęli rządy w Polsce z uwagi na warunki geopolityczne, to muszą je przez jakiś czas sprawować. Stąd zgodził się na „Porozumienie” z 1950 r., które na okres kilku lat szalejącego stalinizmu wyhamowało frontalny atak na Kościół.
Jednak prymasowska gotowość do porozumienia miała ściśle zakreślone granice. We wrześniu 1953 r. wobec próby przejęcia przez komunistów kontroli nad nominacjami w Kościele, a więc ubezwłasnowolnienia biskupów, kard. Wyszyński wypowiedział kategoryczne: „Non possumus!” - świadomie narażając się na uwięzienie. Spędził w odosobnieniu 3 lata. Jednak nie budziło to w nim nienawiści do prześladowców, modlił się za komunistów a jednocześnie przygotował program Wielkiej Nowenny i obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski. Są one – chciałoby się powiedzieć – wielkimi projektami pedagogiki społecznej, moralnej przemiany narodu, przy okazji wymierzonymi w system komunistyczny jako źródło społecznej degeneracji moralnej.
W tym kontekście ciekawa wydaje się przemiana, jaką kard. Wyszyński przeszedł podczas Soboru Watykańskiego II. Na początku towarzyszyło mu przekonanie, że otwarcie krytykować komunizmu nie należy, bo zapłacą za to wierni w Europie Środkowo – Wschodniej. Widząc jednak, jak bardzo naiwne jest podejście do komunizmu wielu Ojców soborowych, zaczął popierać stanowisko skrzydła konserwatywnego, które domagało się potępienia tej ideologii osobnym dokumentem, co jednak nie doszło do skutku.
Warto przy tym zwrócić uwagę, że Prymas precyzyjnie nazywał zło po imieniu i wytykał przeciwnikowi – komunistom - błędy, ale z szacunkiem dla nich jako ludzi i bez nienawiści. Był to człowiek, który polecał, by modlić się za Bieruta, prosił także jedną z sióstr w Laskach, by modliła się za Stalina, sam modlił się za chłopców z UB – dlatego, że – jak twierdził - oni właśnie najbardziej potrzebują modlitwy. Kochał nieprzyjaciół i jest to charakterystyczny rys jego świętości.

2019-11-20 16:27

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Oddanie wolności Matce

2020-06-30 10:09

Niedziela Ogólnopolska 27/2020, str. 19

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

Maryjne drogi wolności

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

Maryjne drogi kard. Wyszyńskiego

kard. Wyszyński

Jerzy Maciejowski

Fragment tablicy z tekstem Aktu oddania się Polski w niewolę Matce Bożej odsłonięta na Jasnej Górze 3 maja 2019 r.

Czym jest wolność? Jaką ma wartość? Jaka jest jej cena, skoro dobrowolna rezygnacja z niej wydaje się tak zaskakująca? Kim jest człowiek bez wolności?

Bardzo trudne pytania. Trudno zrozumieć człowieka, który bez zewnętrznego przymusu z niej rezygnuje, a nawet więcej – dobrowolnie oddaje się w niewolę drugiemu! Tak właśnie postąpił prymas. Trudność staje się mniejsza, kiedy na taki gest decyduje się człowiek świadomie i dobrowolnie i kiedy oddaje swoją wolność w ręce kogoś bardziej szlachetnego, mądrzejszego od siebie, lepszego, wolnego od egoizmu itd. Kimś takim dla kard. Wyszyńskiego była Maryja, dlatego z radością oddawał się w „Jej słodką niewolę”.

CZYTAJ DALEJ

Już jest w dobrych rękach. Śp. ks. Wojciech Szlachetka

2020-07-06 13:30

Paweł Wysoki

Nagła i przedwczesna śmierć ks. Wojciecha Szlachetki, proboszcza parafii pw. Matki Bożej Szkaplerznej w Abramowie, okryła żałobą Rodzinę Zmarłego, duchownych i wiernych, którym gorliwie służył.

Uroczystości pogrzebowe z licznym udziałem kapłanów i świeckich miały dwie stacje: 3 lipca Mszy św. żałobnej w kościele parafialnym w Abramowie przewodniczył bp Mieczysław Cisło, a 4 lipca Mszy św. pogrzebowej w rodzinnej parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kraczewicach przewodniczył bp Adam Bab. Ciało Zmarłego spoczęło na miejscowym cmentarzu parafialnym.

- Módlmy się o to, by Pan przyjął do siebie śp. ks. Wojciecha. Niech jego kapłańska służba zostanie zwieńczona radością życia wiecznego - mówił bp Adam Bab, zachęcając zgromadzonych do modlitwy za Zmarłego, a także za pogrążoną w żalu rodzinę, zwłaszcza Rodziców i Brata z Rodziną. - Tak, jak przez ponad 32 lata ks. Wojciech sprawował Eucharystię, tak my chcemy mu służyć modlitwą i ofiarą Mszy św. Przed Bogiem chcemy dziękować za wszelkie dobro, które uczynił jako kapłan - mówił biskup. Zwracając się do Rodziców Zmarłego, bp Bab podziękował im za to, że swojego syna podarowali Bogu, za wiarę przekazaną dzieciom i za stworzenie dobrych warunków do odczytania woli Bożej i jej wypełniania. - Chcemy Was pocieszyć nadzieją życia wiecznego. Nie martwcie się, ks. Wojciech jest w dobrych, ojcowskich, kochających, Bożych rękach. Nie został powołany po to, by na wieki spocząć w grobie, ale by żyć życiem wiecznym w szczęściu, które nie będzie zagrożone żadnym cierpieniem - zapewniał. Pasterz podziękował Zmarłemu za to, co najcenniejszego podarował ludziom jako ksiądz: za sprawowane Msze św. - Dziś prosimy dla Niego o nagrodę życia wiecznego, w które wierzył i o którym tyle razy nauczał - mówił bp Bab. Zachęcał również do modlitwy za śp. ks. Wojciecha i podkreślał, że i On na pewno modli się u Boga za nami i czeka na nas w niebie. - Za śp. ks. Wojciechem idźmy do domu Ojca, już tu na ziemi, troszcząc się o nasze życie wieczne - apelował pasterz.

Przed złożeniem ciała Zmarłego do grobu przyszedł czas na podziękowania i świadectwa. Za posługę dobrego i gorliwego kapłana, którego Pan w tak nieoczekiwany sposób zabrał do siebie, dziękował ks. Piotr Petryk, dziekan dekanatu opolskiego. Marek Kowalski, wójt gminy Abramów, z wdzięcznością wspominał 8 lat kapłańskiej pracy śp. ks. Szlachetki w Abramowie. - Był niezwykle lubianym i cenionym kapłanem, świetnym duszpasterzem i dobrym gospodarzem. Tyle razem przeżyliśmy, tyle dobrego na płaszczyźnie duchowej i materialnej udało nam się osiągnąć - dzielił się wójt. Jak zapewniał, za dar słowa i sakramentów mieszkańcy Abramowa będą mu zawsze wdzięczni.

Ks. Janusz Zań, dziekan z Bełżyc i kolega z roku, z żalem wyliczył, że śp. ks. Wojciech jest już 6 kapłanem spośród 38 z roku święceń, który przeszedł do domu Ojca. - Mimo tego, że chorował, a nawet bardzo cierpiał, nie sądziliśmy, że tak szybko Go pożegnamy. On kochał kapłaństwo, kochał drugiego człowieka. Należał do tych osób, które z dystansem podchodzą do wielu spraw. Miał doskonałe poczucie humoru, był pełen wewnętrznej pogody ducha. Był bardzo lubiany. Będzie nam go brakowało - podkreślał. Ks. Jan Brodziak, dziekan dekanatu michowskiego, podziękował za 8 lat pięknej kapłańskiej pracy w Abramowie i dekanacie. Zapewnił o duchowej łączności i trwałej pamięci.

Śp. ks. Wojciech Szlachetka przez kilka lat był archidiecezjalnym moderatorem Ruchu Światło-Życie. - Ważnym rysem jego kapłańskiej służby było zaangażowanie w sprawy ewangelizacji. Ci, który znali go najlepiej i najbliżej, podkreślali, że jego serce było pochłonięte dziełem ewangelizacji - powiedział ks. Jerzy Krawczyk, obecny moderator Ruchu. - Bardzo troszczył się o formację oazowych kapłanów, zachęcał ich do udziału w rekolekcjach w sercu oazy w Krościenku; dla dzieci i młodzieży stwarzał jak najlepsze warunki na wakacyjne oazy w Bychawce, Słodyczkach k. Zakopanego, a nawet w Rzymie. Z jego inicjatywy przy archikatedrze lubelskiej powstało Centrum Ruchu Światło-Życie. Kochał św. Jana Pawła II i troszczył się, by jak najwięcej młodych osób mogło poznać Ojca Świętego m.in. poprzez udział w papieskich pielgrzymkach i Światowych Dniach Młodzieży - wyliczał moderator. Jak podkreślał, chociaż śp. ks. Wojciech podejmował nowe odpowiedzialności w Kościele w Lublinie i nie był ostatnio bezpośrednio zaangażowany w oazę, zawsze pytał o kondycję ruchu i starał się, by dzieci i młodzież z parafii, w których pracował, mogła kształtować wiarę i charakter w oparciu o ponadczasowy program sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego.

Niezwykłe świadectwo o wierze i odwadze śp. ks. Szlachetki dał ks. prał. Józef Dziduch, jego katecheta z czasów szkolnych. Gdy był wikarym w Kraczewicach, wówczas Poniatowa nie miała jeszcze swojej parafii, młody Wojciech był uczniem w miejscowym liceum. To były czasy, gdy w szkołach nie było religii, ani krzyży. - Wojtek zainicjował powieszenie krzyża w klasie. Sam go wykonał, wystrugał figurkę Pana Jezusa i w tajemnicy przyniósł do mnie, abym poświęcił. Krzyż zabrał ze sobą do szkoły i przy akceptacji wszystkich kolegów powiesił w klasie. Tej akcji towarzyszył niepokój ze strony nauczycieli i dyrekcji, ale ostatecznie uczniowie obronili krzyż. Watro o tym pamiętać, że to za sprawą Wojtka w liceum w Poniatowej pojawił się pierwszy krzyż - wspominał ksiądz prałat. - To wydarzenie już wówczas wskazywało, jakim człowiekiem jest i będzie Wojtek - podkreślał.

Ks. Jerzy Wesołowski, proboszcz z Kraczewic, przywołując artystyczne zainteresowania śp. ks. Wojciecha, przypomniał, że przed laty to właśnie on z ekipą konserwatorów odnowił kościół w rodzinnej parafii. - Śp. ks. Szlachetka był z tą ziemią mocno związany. Często głosił tu słowo Boże, udzielał sakramentów, interesował się parafią. Bardzo cieszył się z obchodzonego w tym roku 100-lecia parafii w Kraczewicach i wyrażał pragnienie uczestnictwa w jubileuszowych uroczystościach - dzielił się proboszcz. - Nosiłeś nazwisko Szlachetka i byłeś szlachetnym człowiekiem, kapłanem według Bożego serca - podkreślał ks. Wesołowski. Proboszcz zaprosił wiernych do udziału w Mszy św. w intencji śp. ks. Wojciecha, która będzie sprawowana w kościele Kraczewicach 30 lipca o godz. 17.30.

Śp. ks. Wojciech Szlachetka, kanonik honorowy Kapituły Lubelskiej, urodził się 20 kwietnia 1963 r. w Poniatowej. Święcenia prezbiteratu przyjął 12 grudnia 1987 r. w Lublinie. Podczas niespełna 33-letniej kapłańskiej służby pracował w Markuszowie, Lublinie, Sernikach, Wólce i Abramowie. Był m.in. archidiecezjalnym moderatorem Ruchu Światło-Życie, dyrektorem Muzeum Archidiecezjalnego i Ośrodka Renowacji Dzieł Sztuki, kapelanem szpitala PSK 1 w Lublinie i domów pomocy społecznej oraz duszpasterzem rolników i mieszkańców wsi. Zmarł 30 czerwca 2020 r.

CZYTAJ DALEJ

Włochy: 172 lekarzy zmarło od początku pandemii COVID-19

2020-07-06 19:38

[ TEMATY ]

Włochy

koronawirus

źródło: wPolityce.pl

172 lekarzy zakażonych koronawirusem zmarło we Włoszech od początku epidemii - ten najnowszy bilans podała w poniedziałek krajowa federacja Izb Lekarskich. Wśród zmarłych są emerytowani lekarze, którzy wznowili praktykę w związku z kryzysem w służbie zdrowia.

Łącznie SARS-CoV-2 zaraziło się prawie 30 tysięcy lekarzy, pielęgniarek i pielęgniarzy oraz innych pracowników włoskiej służby zdrowia. To ponad 12 procent całego personelu medycznego kraju.

80 procent zakażeń koronawirusem zarejestrowano w Lombardii, Emilii-Romanii i Wenecji Euganejskiej. (PAP)

sw/ ap/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję