Reklama

Edukacja

Źródłem rozwoju człowieka powinna być wewnętrzna potrzeba dojrzałości

„To nie rywalizacja wyrastająca z przerostu ambicji, z chęci panowania winna być źródłem rozwoju człowieka, ale wewnętrzna potrzeba stania się kimś lepszym, dojrzalszym” – mówił abp Stanisław Gądecki podczas Mszy św. inaugurującej nowy rok szkolny.

[ TEMATY ]

szkoła

abp Stanisław Gądecki

edukacja

BP KEP

Abp Stansław Gądecki

W kościele pw. Matki Boskiej Bolesnej, usytuowanym naprzeciwko Katolickiej Szkoły Podstawowej im. św. Stanisława Kostki i Publicznego Liceum Ogólnokształcącego KSW im. bł. Natalii Tułasiewicz w Poznaniu, zgromadzili się nauczyciele, uczniowie obu placówek oraz ich rodzice.

Podczas Eucharystii metropolita poznański poświęcił nowe sztandary dla obu placówek. Na sztandarze liceum, na granatowym tle widnieje napis „Życie czyń modlitwą, modlitwę czyń życiem”.

Życiowa dewiza św. Stanisława Kostki „Ad maiora natus sum” oraz zarys jego postaci widnieją na sztandarze szkoły podstawowej.

Reklama

W homilii przewodniczący KEP zwrócił uwagę na symbolikę czterech rogów sztandaru, reprezentujących cztery fundamentalne zasady nauczyciela i ucznia, czyli cztery zasady cywilizacji miłości.

„To prymat być nad mieć, prymat miłosierdzia nad sprawiedliwością, prymat dialogu nad walką i prymat etyki nad techniką” – zaznaczył abp Gądecki.

Metropolita poznański podkreślił, że te zasady czynią z ludzi społeczność kierującą się zasadami cywilizacji miłości.

Reklama

Przewodniczący KEP przypomniał, że człowiek zachowuje pierwszeństwo nad rzeczą ze względu na swoją rozumność i wolność.

Wskazał, że miłosierdzie powinno stać się nieodzownym czynnikiem kształtującym wzajemne relacje według poszanowania tego co ludzkie. Abp Gądecki zauważył, że miłość miłosierna jest nieodzowna w rodzinie, w wychowaniu i w duszpasterstwie.

Przewodniczący KEP przekonywał, że gdy w szkole znika szlachetne współzawodnictwo, zaczyna się niezdrowa rywalizacja popychająca do walki.

Abp Gądecki zauważył, że technika i postęp techniczny zawierają w sobie wyraźną dwuznaczność, co może poprowadzić do szczęścia człowieka, ale też do jego zniewolenia, poniżenia.

„Człowiek spełnia się, staje się bardziej osobą jedynie przez działanie moralnie dobre. W ten sposób urzeczywistnia w pełni swoje człowieczeństwo” – stwierdził metropolita poznański.

Katolicka Szkoła Podstawowa im. św. Stanisława Kostki jest koedukacyjną szkołą publiczną (niepłatną), którą prowadzi archidiecezja poznańska.

21 września 2006 r. został podpisany akt założycielski szkoły – wówczas Publicznego Gimnazjum im. św. Stanisława Kostki. Placówka rozpoczęła działalność 1 września 2007 r. Jej pierwszą siedzibą był budynek przy ul. Kanclerskiej 31 w Poznaniu.

W pierwszym roku istnienia szkoły w klasach I-III gimnazjum uczęszczało 64 uczniów, a kadrę stanowiło 16 pedagogów i 4 pracowników administracji i obsługi. Wraz ze wzrostem zainteresowania szkołą katolicką zwiększał się nabór uczniów, przybywało więc klas.

1 września 2017 r. gimnazjum zostało przekształcone w Katolicką Szkołę Podstawową im. św. Stanisława Kostki.

We wrześniu 2012 r., w wyniku współpracy szkoły z Katolickim Stowarzyszeniem Wychowawców utworzono pierwszą klasę Publicznego Liceum Ogólnokształcącego im. bł. Natalii Tułasiewicz.

Archidiecezja poznańska przez kilka lat prowadziła starania o odzyskanie budynku przy ul. Głogowskiej 92. Pierwotnie mieściła się w nim Szkoła Przygotowawcza, założona przez ks. dr. Czesława Piotrowskiego (1891-1963), wielkiego pedagoga, patrioty i społecznika.

Poświęcenie i wmurowanie kamienia węgielnego miało miejsce w 1926 r., a otwarcie szkoły nastąpiło rok później. Ze szkoły przygotowawczej po latach ks. Piotrowski wykształcił męskie Gimnazjum im. Adama Mickiewicza i żeńskie Seminarium im. Juliusza Słowackiego.

Ks. Czesław Piotrowski wprowadził nowatorskie metody nauczania, oparte na współpracy grona nauczycielskiego i aktywnej postawie młodzieży. Kładł silny akcent na wszechstronny rozwój intelektualny, patriotyczny i religijny młodego człowieka. Dla realizacji tych założeń zatrudniał wyłącznie wybitnych profesorów, mających kształcić wzorowego obywatela.

Prowadzone przez ks. Piotrowskiego szkoły istniały do 1939 r., kiedy to ich działalność została zawieszona przez niemieckiego okupanta. W budynku mieściły się biura władz okupacyjnych.

Ks. Piotrowski lata okupacji niemieckiej spędził w Warszawie, gdzie organizował tajne nauczanie. Po powrocie w 1945 r., powierzono mu rewindykację oraz odbudowę zniszczonej Drukarni i Księgarni św. Wojciecha, a od 1947 r. już jako kanonikowi kapituły metropolitalnej, odbudowę katedry poznańskiej.

W dawnym budynku szkoły od 1945 r. mieściła się Milicja Obywatelska. W latach 1956-2014 roku przeniosło się tam liceum, które wkrótce zmieniło nazwę na VIII Liceum Ogólnokształcące im. Adama Mickiewicza.

Po odzyskaniu budynku przez archidiecezję w 2014 r., poddano go generalnemu remontowi, który zakończył się we wrześniu 2015 r. Do odnowionego gmachu wprowadziły się ponownie szkoły katolickie: Publiczne Gimnazjum Katolickie im. św. Stanisława Kostki oraz Publiczne Liceum Ogólnokształcące Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców im. bł. Natalii Tułasiewicz.

W wyremontowanym budynku mieści się obecnie 25 sal lekcyjnych. Uczniowie szkoły katolickiej mają do dyspozycji dwie sale gimnastyczne, siłownię oraz boisko szkolne. Ponadto do szkoły powróciła kaplica.

Szkoła oferuje różnego rodzaju zajęcia pozalekcyjne, m.in. kółka chemiczne, biologiczne, fizyczne. Uczniowie mogą muzykować w szkolnym zespole, uczestniczyć w lekcjach muzealnych, wycieczkach oraz przygotować projekty edukacyjne i angażować się w liczne dzieła charytatywne.

W rozpoczynającym się roku szkolnym w 15 klasach szkoły podstawowej rozpocznie naukę ponad 360 dzieci.

W trzyletnim cyklu liceum naukę rozpocznie 180 uczniów w sześciu klasach i 60 uczniów w dwóch klasy pierwszych w cyklu czteroletnim liceum.

2019-09-02 21:08

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szef MEN: w większości szkół można wrócić spokojnie do tradycyjnych zajęć

W większości szkół można wrócić spokojnie do tradycyjnych zajęć i bezpośredniego kontaktu nauczyciela z uczniami - ocenił w środę minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski. Dodał, że uczniowie będący na kwarantannie, powinni mieć organizowane nauczanie na odległość.

W wywiadzie dla TVP1 minister Piontkowski powiedział, że z danych MZ i GIS wynika, że "pobyt uczniów w szkołach nie powinien wywołać poważniejszych skutków epidemicznych". "Skoro możemy wspólnie przebywać na plaży, chodzić do sklepu, to równie dobrze możemy wrócić do szkoły, przecież zakłady pracy normalnie funkcjonują, a te ogniska zakażeń, to są ogniska miejscowe w zakładach pracy czy ośrodkach pomocy społecznej" - dodał.

Szef MEN przyznał jednocześnie, że rząd przewiduje możliwość ewentualnego ograniczenia funkcjonowania szkoły, przejścia częściowego lub całkowitego na kształcenie na odległość, jeżeli w danej placówce lub jej okolicach będzie trudniejsza sytuacja epidemiczna.

Wyjaśnił, że jeśli w danym miejscu będzie większe zagrożenie epidemiczne, wówczas dyrektor szkoły będzie musiał kontaktować się z powiatowym inspektorem sanitarnym "i to inspektor sanitarny będzie ostatecznie decydował, czy daną placówkę można zamknąć, czy nie". Minister podkreślał konieczność przestrzegania wytycznych MZ, GIS i MEN dla szkół, w tym m.in. zachowywanie zasad higieny oraz nieprzychodzenie do szkół uczniów i nauczycieli z objawami choroby.

"W większości szkół według nas można wrócić spokojnie do tych tradycyjnych zajęć i bezpośredniego kontaktu nauczyciela z uczniami. Ale gdyby wystąpiło zagrożenie epidemiczne, część uczniów znalazła się na kwarantannie, wówczas oczywiście nie chcemy, aby te dzieci miały tylko i wyłącznie czas wolny od szkoły, ale aby uczestniczyły w zajęciach, stąd ci uczniowie na kwarantannie powinni mieć zorganizowane nauczanie na odległość" - powiedział Piontkowski. Zaznaczył, że w takiej sytuacji nauczanie zdalne nie musi być wprowadzane w całej szkole, ale np. w części klas.(PAP)

autorka: Olga Zakolska

ozk/ krap/

CZYTAJ DALEJ

Białoruś/ Cichanouska: sama podjęłam decyzję o wyjeździe z kraju

2020-08-11 11:38

[ TEMATY ]

Białoruś

Adobe Stock

Sama podjęłam decyzję o wyjeździe z kraju - mówi kandydatka w niedzielnych wyborach prezydenckich na Białorusi Swiatłana Cichanouska na nagraniu opublikowanym we wtorek na YouTube. Nie daj Boże, by ktoś stanął przed takim wyborem, przed jakim stanęłam ja - dodaje.

Cichanouska przebywa obecnie na Litwie.

"Myślałam, że ta cała kampania bardzo mocno mnie zahartowała i dała mi tyle sił, że wytrzymam wszystko. Ale chyba jednak pozostałam tą słabą kobietą, jaką byłam na początku. Podjęłam bardzo trudną dla siebie decyzję. Podjęłam ją całkowicie samodzielnie, ani przyjaciele, bliscy, sztab, ani (mąż - PAP) Siarhiej w żaden sposób nie mogli na nią wpłynąć" - powiedziała Cichanouska.

"Wiem, że wielu mnie zrozumie, wielu potępi, wielu znienawidzi, ale nie daj Boże, żeby ktoś stanął przed takim wyborem, przed jakim stanęłam ja" - dodaje. "Proszę, uważajcie na siebie, ani jedno życie nie jest warte tego, co teraz się dzieje" - kontynuuje wyraźnie zaniepokojona kandydatka.

"Dzieci są najważniejsze w naszym życiu" - kończy wypowiedź Cichanouska.

Nagranie zatytułowano "Wyjechałam do dzieci" i zostało opublikowane na kanale Strana dla Żyzni.

Wcześniej we wtorek przedstawicielka kandydatki w wyborach prezydenckich Wolha Kawalkowa powiedziała agencji Reutera, że Cichanouska została wywieziona z Białorusi przez białoruskie władze. "Została wywieziona z kraju przez władze. Nie miała wyboru. Pięć minut przed wizytą omawialiśmy nasze plany na przyszłość i z pewnością nie miała zamiaru opuszczać kraju" - przekazała Kawalkowa.

Z kolei niezależny portal białoruski Tut.by podał w serwisie Telegram, że wyjazd pozwolił na uwolnienie szefowej sztabu Cichanouskiej Maryi Maroz. "Ważne, że jest wolna i żyje. Wyjechały razem z Maryją Maroz. Jednak zakładnikami jest część zespołu Swiatłany" - oznajmiła Kawalkowa, cytowana przez Tut.by. O zatrzymaniu Maroz wraz z innymi współpracownikami sztab poinformował w niedzielę.

Białoruski komitet graniczny potwierdził na swoim kanale w komunikatorze Telegram, że Cichanouska opuściła Białoruś. Przekroczyła granicę z Litwą o godzinie 3.30 11 sierpnia przez przejście graniczne Kotłówka - poinformowano.

Komitet graniczny zaprzeczył, jakoby Cichanouska była przymusowo wywieziona na Litwę - pisze Reuters.

Litewski minister spraw zagranicznych Linas Linkeviczius napisał wcześniej we wtorek na Twitterze, że Cichanouska jest bezpieczna i przebywa na Litwie.

W poniedziałek wieczorem sztab Cichanouskiej oświadczył, że nie wie, gdzie znajduje się kandydatka w niedzielnych wyborach prezydenckich, które według wstępnych wyników wygrał dotychczasowy prezydent Alaksandr Łukaszenka. Jak podała Centralna Komisja Wyborcza (CKW), dostał on 80,23 proc. głosów, a Cichanouska - 10,09 proc. głosów.

Agencja Reutera pisze, że w poniedziałek sztab liderki opozycji nie mógł się do niej dodzwonić kilka godzin po tym, jak opuściła budynek CKW, gdzie spotkała się z jej przedstawicielami. Wcześniej oświadczyła, że to ona zwyciężyła w wyborach, a nie Łukaszenka.

Natalia Dziurdzińska (PAP)

ndz/ ap/

CZYTAJ DALEJ

Katarzyna Łukowska (PARPA): W dziedzinie alkoholu w Polsce wolno za dużo

2020-08-12 11:47

[ TEMATY ]

alkohol

sierpień

Andrey Cherkasov/fotolia.com

- Mam wrażenie, że problemy alkoholowe są w Polsce traktowane z przymrużeniem oka - stwierdza w rozmowie z KAI Katarzyna Łukowska, p.o. dyrektora Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA). Zwraca uwagę, że osoby pierwszego kontaktu, w tym księża, muszą posiadać umiejętności natury psychologicznej, które uzupełniają ich podstawową misję czy zawód.

Dyr. Łukowska ocenia że Polska nie respektuje żadnego z trzech podstawowych instrumentów Światowej Organizacji Zdrowia, umożliwiających ograniczenie spożycia alkoholu: jest on u nas zbyt tani, dostępny w zbyt licznych punktach sprzedaży oraz jest powszechnie reklamowany.

Publikujemy treść rozmowy:

Tomasz Królak (KAI): Tradycyjnie już Kościół w Polsce zachęca w sierpniu do abstynencji od alkoholu. Tym razem bardzo mocno zwraca uwagę na sytuację dzieci w rodzinach, gdzie nadużywa się alkoholu, przypomina o konsekwencjach picia go przez kobiety w ciąży. Rozumiem, że PARPA co roku gorąco kibicuje tej sierpniowej inicjatywie?

Katarzyna Łukowska (p.o. dyrektora PARPA): - Tak, zdecydowanie. Bardzo cenię sobie zaangażowanie Kościoła, który od lat wspiera trzeźwość. Bardzo też cieszę się, że listy i komunikaty, które Kościół przygotowuje z okazji miesiąca trzeźwości, są bardzo bliskie temu, czym zajmuje się PARPA. Z satysfakcją dostrzegam, że opracowania te odzwierciedlają zmieniającą się wiedzę, są aktualizowane, pojawiają się tam nowe wątki. Przykładem jest temat troski o nienarodzone dzieci, zagrożone poprzez kobiety pijące alkohol podczas ciąży. Jest to w Polsce ogromny problem. Dzieci z płodowym zespołem alkoholowym czy w ogóle z zaburzeniami związanymi z ekspozycją na alkohol w okresie prenatalnym, rodzi się w Polsce więcej niż dzieci z zespołem Downa. Trzeba więc wykorzystywać każde miejsce, w którym można zachęcić kobiety do zachowania abstynencji.

Uważam, że Kościół i jego przedstawiciele są ważnym podmiotem pierwszego kontaktu. To dlatego Agencja, współpracując z Episkopatem przygotowała swego czasu publikację i film szkoleniowy, instruujący jak rozmawiać w parafii z osobami uzależnionymi od alkoholu i ich rodzinami. Uważam, że to było coś naprawdę bardzo potrzebnego. Nagraliśmy filmy, na których kobieta przychodzi do księdza i mówi: mój mąż pije - i rozpoczyna się rozmowa.

Próbujemy integrować ważny i potrzebny kontakt duchowy z wiedzą psychologiczną, Nie ukrywajmy: osoby pierwszego kontaktu - księża, nauczyciele, policjanci, pomoc społeczna - muszą posiadać pewne umiejętności natury psychologicznej, które uzupełniają ich podstawową misję czy zawód. Bardzo się cieszę, że to się udało.

Mam więc bardzo dobre doświadczenia z Kościołem w zakresie implementacji różnych naszych postulatów i rekomendacji, cenię sobie jego otwartość na przekazywanie do każdej polskiej parafii materiałów uwzględniających wyniki badań i aktualną wiedzę na temat problemów alkoholowych. Mam poczucie, że coroczne komunikaty Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości, są także wynikiem naszej całorocznej współpracy i tego, że wzajemnie się od siebie uczymy, bowiem odzwierciedlają problemy, z którymi się w Polsce zmagamy.

Podjęty w tym roku temat picia alkoholu przez kobiety w ciąży uważam za bardzo trafiony. Zresztą, bardzo dobrze wkomponowuje się on w osiągnięcia PARPA, bo w tym roku przygotowaliśmy rekomendacje - pierwsze w Polsce - do diagnozy dzieci z płodowym zespołem alkoholowym. Można więc powiedzieć, że nasza instytucja nad czymś intensywnie pracuje, a Kościół “przenosi” to w formie klarownego przesłania: w ciąży zachowaj abstynencję.

KAI: Czy rysują się jakieś nowe pola współpracy pomiędzy PARPA a Episkopatem?

- Prawie w każdym roku, odkąd pojawiły się dodatkowe środki finansowe z tzw. funduszu hazardowego Agencja przygotowuje jakiś projekt, który jest adresowany do przedstawicieli Kościoła katolickiego, na przykład do duszpasterzy trzeźwości. Jeżeli mają oni pełnić swoją rolę prawidłowo, to poza wsparciem duchowym, które jest niezbędne, muszą posiadać wiedzę o profesjonalnym leczeniu. Oczywiście, znane są przypadki tak zwanych samowyleczeń, kiedy ktoś rzeczywiście wytrzeźwiał wierząc w siłę większą od niego, ale najczęściej potrzebna jest do tego pomoc psychoterapeutyczna.

Na wspomnianych filmach, krótkich ale bardzo treściwych, pokazaliśmy też (co dowodzi otwartości Kościoła), najczęściej popełniany przez księży błąd, choć to błąd w dobrej wierze, a mianowicie, kiedy ksiądz mówi: proszę złożyć przysięgę - to wystarczy, żebyś przestał pić, przecież wystarczy mieć silną wolę. Ale to zupełnie nie działa. Kiedy natomiast ksiądz zaczyna prowadzić rozmowę inaczej, docierając do prawdziwej motywacji człowieka, kiedy ukierunkowuje go do poradni odwykowej, a jednocześnie przekonuje, że modlitwa jest też bardzo ważna bo wspiera to postanowienie o profesjonalnym leczeniu - to jest to coś, o co nam tak naprawdę chodzi.

KAI: Chodziłoby więc o to, by chcąc pomóc osobie uzależnionej, duszpasterze nie “bazowali” wyłącznie na duchowości i religii, eliminując z tego procesu wiedzę naukową, zwłaszcza psychologię, czy tak?

- Dokładnie tak. Cieszę się, że tę konieczność łączenia wymiaru duchowego i nauki - dostrzega także episkopat Polski i że udało się przygotować wspólnie różne publikacje czy Narodowy Kongres Trzeźwości w 2017 roku. Czymś bardzo pozytywnym jest także to, że Kościół zaczął mówić o problemie dostępności napojów alkoholowych, a więc o czymś co daleko wykracza poza kwestię rodziny, która, można powiedzieć, leży w centrum jego zainteresowania. Nagle zaczyna mówić o społecznościach lokalnych, o władzy samorządowej.

KAI: I to są konkretne owoce współpracy Kościoła z PARPA.

- Tak. Kiedy współpracowaliśmy przy Narodowym Kongresie Trzeźwości, dużo mówiliśmy o odpowiedzialności władzy samorządowej; o tym, że za spożycie alkoholu odpowiada burmistrz, prezydent miasta, rada gminy - bo to oni decydują o liczbie i godzinach otwarcia punktów, w których sprzedawany jest alkohol. Cieszę się, że koncentracja Kościoła, podobnie jak nasza, zaczyna mocno wykraczać poza osobę alkoholika i jego rodzinę. Zaczynamy mówić o kobietach pijących w ciąży, które nie są uzależnione; o pijanych kierowcach, którzy nie są uzależnieni czy o władzy samorządowej, która wpływa na społeczność lokalną. To bardzo pozytywny kierunek i znacząco wykracza on poza pierwsze inicjatywy trzeźwościowe w Polsce, które pod egidą Kościoła, zaczynały działać wieki temu.

KAI: A jak ocenia Pani to, co Kościół robi dziś, zarówno jeśli chodzi o profilaktykę antyalkoholową ale też pomoc osobom, które - w różnoraki sposób - ucierpiały z powodu picia?

- Badania naukowe mówią, że jednym z wiodących czynników chroniących, oczywiście poza więzami w rodzinie, jest przynależność do wspólnot religijnych ale także np. do harcerstwa, a więc jakiejś pozytywnej grupy rówieśniczej, na czele której stoi korektywny dorosły, czyli ktoś, kogo można naśladować i uczyć się od niego. W tym sensie rola Kościoła jest nie do przecenienia. Mam na myśli to, co ma on do zaproponowania w kontekście profilaktyki zaadresowanej do dzieci i młodzieży, czyli różnego rodzaju ruchy, na przykład ruch oazowy. To wszystko jest niezmiernie ważne ponieważ sprawia, że młodzież przynależąc do dobrej grupy rówieśniczej, jest mniej zagrożona sięganiem po alkohol.

KAI: Czyli tę profilaktyczną funkcję Kościół spełnia nie tylko artykułując antyalkoholowe przestrogi lecz, przede wszystkim, tworząc dobre środowisko dla młodych.

- Tak, bo na tym polega profilaktyka; na tym, że uczę się różnych ważnych umiejętności życiowych, buduję swoją pozytywną tożsamość, mam dobre relacje interpersonalne. Profilaktyka to nie jest gadanie o alkoholu (przynajmniej nie do młodzieży). Profilaktyka to uczenie wspomnianych umiejętności. Można ich uczyć w harcerstwie, podczas zajęć sportowych, jeśli jest przytomny trener, który to potrafi, i można tego uczyć w różnych wspólnotach religijnych, które istnieją w Kościele i uczą przynależności do niego.

Zawsze powtarzam, że to, co chroni przed alkoholem - zarówno młodzież jak i dorosłych - to nie jest samo “chodzenie” do Kościoła. To nie działa. Działa natomiast przynależność do norm i wartości. Dlatego tak ważne jest, aby Kościołowi udawało się te normy i wartości zaimplementować, bo o to chodzi w profilaktyce sięgania po alkohol w przypadku młodzieży. To bardzo ważne, bo uzależniony nie bierze się znikąd; najczęściej jest tak, że zaczyna sięgać po takie napoje jako nastolatek. Droga do uzależnienia jest procesem, on zawsze trwa jakiś czas. Ważne jest to, kiedy następuje pierwszy kontakt z alkoholem. Kiedy młody człowiek nauczy się “rozwiązywać” problemy przy pomocy alkoholu, to nigdy nie będzie dojrzałym dorosłym, potrafiącym rozwiązywać problemy wieku dojrzałego.

Gdy będę sięgała po takie napoju w wieku nastoletnim, żeby poczuć się lepiej, śmielej, weselej, odważniej i mieć lepsze relacje z rówieśnikami, to będę potrzebowała tego alkoholu w wieku 30, 40 lat. Bo co robi alkohol? Odbiera możliwość ukształtowania dojrzałej osobowości. A dojrzała osobowość kształtuje się nie tylko w rodzinie ale właśnie poprzez normy i wartości, które płyną ze środowiska, z jakichś ważnych, korektywnych grup.

Można też powiedzieć, że takie grupy mogą być dobrą alternatywą dla osoby z problemem alkoholowym. To nie jest tak, że osoba, która rodzi się w rodzinie gdzie jest alkoholizm, musi te wzory powielić. Jeżeli na jej drodze dorastania, dojrzewania, pojawią się jacyś korektywni dorośli, jakieś dobre grupy odniesienia, to nie musi nastąpić determinizm w postaci społecznego czy genetycznego dziedziczenia wzoru rodziny. I w tym sensie Kościół, podobnie jak inne, korektywne, ważne grupy odniesienia, ma bardzo dużo do zaproponowania i myślę, że coraz lepiej to rozumie.

KAI: Alkoholizm jest problemem trapiącym polskie społeczeństwo od wieków, i wraz z tym społeczeństwem jego oblicze się zmienia. Jak, można by scharakteryzować najkrócej sytuację w wolnej Polsce, czyli ostatnie 30 lat?

- W tej dziedzinie w wolnej Polsce wolno za dużo. Światowa Organizacja Zdrowia mówi o trzech instrumentach, które są najskuteczniejsze w ograniczaniu globalnego spożycia alkoholu. A więc: podniesienie cen na alkohol, ograniczenie dostępności sprzedaży (czyli to, co tak mocno podkreśla Episkopat akcentując rolę samorządu gminy, który może decydować o liczbie punktów sprzedaży i ich usytuowaniu) i wyeliminowanie reklamy napojów alkoholowych.

Edukacja jest ważna, ale na tej liście rekomendacji znajduje się dużo, dużo niżej, ponieważ założenie, że człowiek jest racjonalny i że podejmując jakąś decyzję analizuje jej wady i zalety dotyczy kupna drogiego samochodu, a nie tego czy sięgnę po alkohol. Ludzie nie rozważają racjonalnie konsekwencji sięgania po trunek. Dlatego wolna Polska powinna prowadzić dalej politykę reglamentacyjną czyli ograniczającą dostęp do alkoholu, bo to jest w interesie finansów publicznych i zdrowia Polaków. To zdrowie przekłada się na finanse, ponieważ ilość chorób współwystępujących z alkoholizmem stanowi poważne obciążenie dla NFZ-ów czyli dla każdego podatnika.

KAI: Biorąc pod uwagę wymienione kryteria, to każde z nich poważnie u nas kuleje. Na przykład dostępność: alkohol kupimy w nocy łatwiej niż chleb czy mleko…

- To prawda. Cieszę się z inicjatywy pana posła Szynkowskiego vel Sęka, który wprowadził do samorządów możliwość ograniczenia w sklepach nocnej sprzedaży napojów alkoholowych. Niestety, niewiele samorządów z tego skorzystało a moim zdaniem ma to ogromne znaczenie. Bo kto kupuje alkohol o drugiej w nocy? No, nie ktoś, kto za tydzień ma imieniny, tylko osoby, które już coś wypiły ale nie “dopiły”. Poza tym, jeśli taka grupa idzie w nocy po alkohol, to “przy okazji” hałasuje, zakłócając spokój i porządek publiczny, a z tym z kolei związane są interwencje policyjne czy straży miejskiej itd., itd.

Od wielu lat apeluję do samorządów aby w wzięły odpowiedzialność za zdrowie swoich mieszkańców. Naszej gospodarce nie stanie się wielka krzywda, jeśli o 2 w nocy w sklepie nie będzie można kupić alkoholu.

KAI: Dostępność to także cena. Alkohol jest wciąż zbyt tani?

- Tak. Cena alkoholu nie była podnoszona od lat. W ubiegłym roku rząd podniósł akcyzę na alkohol, ale, moim zdaniem, trochę za mało. Ale jest to przynajmniej pierwszy krok i wysłanie komunikatu, że alkohol jest towarem szczególnym i po wielu latach jego cenę trzeba podnieść. Ale wciąż jest zbyt tani.

KAI: Bo przynosi państwu ogromne zyski i tak ma pozostać?

- Bo przynosi zyski, o których powszechne przekonanie mówi, że one są większe, niż są faktycznie. Akcyza ta stanowi około 17 proc. wszystkich dochodów państwa z akcyzy. Zawsze po drugiej stronie są koszty związane z alkoholem i to koszty ogromne: finansowe np. leczenie osób uzależnionych czy ofiar przeróżnych wypadków, jak i społeczne, z przemocą domową na czele.

Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia - i to jest wstrząsające - młodzi, żyjący w Europie mężczyźni pomiędzy 15 a 29 rokiem życia, najczęściej umierają w związku z konsekwencjami nadużywania alkoholu. A więc, nie z powodu chorób lecz zdarzeń typu wypadek drogowy, skok na główkę po alkoholu.

KAI: Nie wszystkie koszty alkoholizmu da się zmierzyć finansowo, ale wiadomo, że są ogromne.

- Tak, weźmy choćby spadek wydajności pracy. Osoba uzależniona nie będzie tak efektywna, jak mogłaby być, bo jej organizm traci tę wydajność pod wpływem substancji psychoaktywnej. Podobnie jeśli chodzi o funkcjonowanie rodziny. Jeśli jest w niej stres, duży poziom lęku, to taka osoba nie będzie efektywnym pracownikiem, bo jej myśli są cały czas w domu: czy mąż przyjdzie pijany i czy dziś w domu będzie awantura czy może jednak nie. To są te koszty niemierzalne ale bardzo dotkliwe dla całego społeczeństwa.

KAI: Trzeci istotny czynnik prewencyjny wspomniany przez WHO: reklama. W Polsce jest w niej pełno, także w telewizji, więc i pod tym względem sprawa wygląda źle.

- Tak. Owszem, zakazana jest reklama napojów wysokoprocentowych, piwo, pod pewnymi warunkami, reklamować wolno. Każdego miesiąca Agencja kieruje do prokuratury kilkanaście wystąpień zawiadamiających o popełnieniu przestępstwa polegającego na naruszeniu zakazów reklamy.

Kłopot polega na tym, że, moim zdaniem, i policja, i prokuratorzy, i sądy nie przywiązuje do spraw reklamy należytej uwagi. Chyba nie zdają sobie sprawy z tego, dlaczego reklama jest tak istotna. Tymczasem reklama kształtuje pozytywne oczekiwania wobec alkoholu. Z kolei bardzo dobrze zweryfikowana teoria psychologiczna głosi, że jeśli ludzie mają pozytywne oczekiwania wobec działania substancji psychoaktywnej, to po nią sięgają. A te reklamy właśnie tak są robione: mają kojarzyć się z relaksem, plażą, wypoczynkiem, sportem. To buduje pozytywne skojarzenia ale łamie warunki reklamy takich napojów.

Jako Agencja mamy w tej sprawie niewielkie sukcesy. Robimy wszystko, co należy do naszych obowiązków i zawiadamiamy odpowiednie organy o naruszeniu zakazu reklamy napojów alkoholowych, ale te organy najczęściej umarzają postępowanie, bo nie znajdują żadnych przesłanek. A przecież nie wolno w Internecie reklamować wina czy wódki. W ogóle, w naszym przekonaniu jest dużo reklam, które łamią ustawę o wychowaniu w trzeźwości.

Dlaczego, na przykład, piwo bezalkoholowe, które można sprzedać i 16-latkowi ma się nazywać właśnie piwo? Przecież smak jest bardzo podobny do “normalnego” piwa. Wiadomo, że chodzi o to, by ten smak się utrwalił i żeby taki konsument w przyszłości kupił prawdziwe piwo. To jest oczywiste torowanie drogi.

KAI: W telewizjach reklam piwa jest mnóstwo. Także przed programami informacyjnymi, które, zdarza się, rozpoczynają serwisy od podania tragicznego bilansu wypadków spowodowanych pijaństwem. Sytuacja schizofreniczna.

- Tak, a wynika stąd, że ludzie nie wiążą reklam ze wzrostem spożycia alkoholu. Kiedy rozmawia się z przedstawicielami przemysłu alkoholowego to oni tłumaczą tak: reklamy to po prostu efekt konkurencji - musimy swój produkt mocno osadzić na rynku, bo konkurencja nas wyprzedzi. To jest prawda, ale druga prawda, która nie dociera ani do producentów ani do organów ścigania jest taka, że reklamy są szkodliwe, bo wpływają na wzrost spożycia takich tych napojów. Głównie przez młodzież, która - także za sprawą reklam - wcześniej wchodzi w inicjację alkoholową.

KAI: Czy wierzy Pani, że w Polsce reklama alkoholu może zostać zakazana. Apeluje o to nie tylko Episkopat, ale i - pośrednio - WHO. Za alkoholem stoi jednak zbyt duże lobby?

- To z pewnością. Ale, będąc realistką, chciałabym, żeby chociaż taka reklama mogła pojawić się w telewizji dopiero od 23.00 a więc wtedy, kiedy większość dzieci, w wieku 7-9 lat, nie ogląda telewizji (mam nadzieję). Myślę, że to marzenie jest bardziej realne niż wprowadzenie całkowitego zakazu reklamy.

A kolejne moje marzenie jest takie, by organy ścigania traktowały sprawy owych reklam z większą powagą i świadomością, że my, jako Agencja, nie zwracamy na to uwagi tylko dlatego, że mamy taki obowiązek, tylko opierając się na badaniach naukowych alarmujemy, że reklama buduje niewłaściwe zachowania wobec alkoholu - u dzieci, młodzieży i dorosłych.

KAI: Reklama pokazuje uśmiechniętych, szczęśliwych młodych ludzi, ale już nie degrengoladę, która często staje się następstwem picia.

- Właśnie, a kłopot w tym, że takie zachęcające obrazki pojawiają się wczesnym wieczorem, są powszechnie obecne na bilbordach. Chodzi o to, że dla dzieci i młodzieży jakoś ekscytujące jest to, co jest dla nich jeszcze niedostępne, bo przynależy do świata dorosłych. A tym czymś jest głównie alkohol właśnie. Oni doskonale rozumieją, że reklama jest skierowana do dorosłych, ale zachęcający przekaz idzie także do nich, bo mówi o jakimś świecie dorosłych, do którego dzieci czy młodzież chcą jak najszybciej przynależeć.

KAI: Czyli reklama alkoholu nie zniknie szybko z ekranów?

- Nie wierzę, by zniknęła. Dowody naukowe, wskazujące na jej szkodliwość nie wystarczą, bo z drugiej strony jest lobby alkoholowe. Budżet PARPA jest dużo, dużo mniejszy niż potencjał przemysłu alkoholowego.

KAI: Ale zarówno PARPA jak i przemysł alkoholowy są domenami państwa, tymczasem realizują cele względem siebie sprzeczne. To dwie różne drogi. Czy - dla dobra ogółu - kiedyś się spotkają?

- Nie sądzę, by interesy zdrowia publicznego spotkały się z interesami przemysłu alkoholowego. Nawet jeśli ten przemysł prowadzi różne kampanie mówiące o odpowiedzialnej sprzedaży, tak, by te napoje nie trafiały do nieletnich czy kobiet w ciąży, to przecież ich celem jest wzrost sprzedaży. Tak nasze cele są od siebie bardzo odległe, wręcz sprzeczne.

KAI: A co Pani myśli, gdy szef przemysłu spirytusowego zapewnia w mediach, że wzrost spożycia tzw. małpek czyli wysokoprocentowych trunków w małych buteleczkach, jest przejawem wzrastające kultury spożywania alkoholu w naszym kraju?

- Pomyślałabym, że to są absolutne bzdury. Ale trudno, żeby ktoś taki mówił coś innego, bo pracuje w takim akurat miejscu i wiąże z nim swoje emocje i przekonania, podobnie jak ja lokuję swoje w swojej instytucji.

Sięganie po małpki wiąże się z jeszcze jedną, niebezpieczną okolicznością. Mianowicie, kiedy pijemy wino czy piwo, to zwykle robimy to w towarzystwie. A małpki pijemy sami, na raz, nie dzieląc się z nikim. Powinno to być odebrane jako jeden z ważnych sygnałów ostrzegawczych, że picie alkoholu staje się problemem.

KAI: Fenomen małpek mówi coś o polskim “stylu” picia w ostatnich latach. Co jeszcze wiadomo na ten temat, czy widać jakieś ważne tendencje?

- Na pewno zdecydowanie mniej niż w latach 80 jest tzw. nietrzeźwości publicznej, to znaczy osób pijanych, snujących się po ulicach. Ale też, kiedy przed 20 laty rozpoczynałam pracę w Agencji, roczne spożycie czystego alkoholu w przeliczeniu na każdego Polaka (w tym niemowlęcia czy 80-latka, który też pewnie takich napojów nie spożywa) wynosiło ponad 6 litrów; w tej chwili jest to już ponad 9. Mogłabym w związku z tym pomyśleć, że to porażka Agencji. Ale, z drugiej strony, przecież nie dysponuję żadnym z trzech zalecanych przez WHO i instrumentów, dzięki którym można byłoby odwrócić panujące trendy.

To, co mogę przygotować, to tylko ekspertyzy zachęcające Ministerstwo Zdrowia czy rząd do podniesienia cen i zrobienia czegoś w sprawie reklam, a do samorządów gminnych mogę wysyłać rekomendacje i uczyć ich, jak ograniczać dostępność napojów alkoholowych.

Nie mogę powiedzieć, że Agencja poniosła porażkę w tym sensie, że nie ponoszę odpowiedzialności za coś, co nie przynależy do moich kompetencji. A, powtórzę, na żaden z trzech instrumentów WHO, które należałoby uruchomić - nie mam wpływu.

KAI: Od jakiegoś czasu mówi się o tzw. piciu eleganckim, czy to już ma skalę zjawiska?

- Z pewnością. Mamy tu do czynienia z pewną grupą, którą określamy jako wysoko funkcjonujące osoby uzależnione. Zajmują one wysokie stanowiska i jeszcze się w życiu “wyrabiają”, to znaczy praca (bo nie rodzina) jest dla nich centrum życia, a po pracy jest relaks przy użyciu alkoholu.

Dostrzegam też, że zwiększyło się spożycie wśród kobiet. Nasze badania dotyczące tego, kto pije najwięcej pokazały, że jeśli chodzi o kobiety, to więcej piją te w dużych miastach i lepiej wykształcone, a mniej w małych środowiskach lokalnych. Jeśli chodzi o mężczyzn, to większe spożycie jest u gorzej wykształconych i w mniejszych środowiskach lokalnych. Można więc powiedzieć, że te grupy zupełnie się ze sobą nie spotykają.

KAI: Czym wytłumaczyć wzrastające picie wśród wykształconych kobiet?

- Tym, że kiedy przyjeżdżają do dużych miast, to trochę zrywają więzi rodzinne. Nagle znajdują się w dużym mieście, bez rodziny, bez jakiejś kontroli społecznej i zaczynają więcej pić. Być może towarzyszy temu także większy stres związany z nową pracą, utratą dotychczasowych kontaktów rodzinnych. Trzeba też zwrócić uwagę, że kobiety zajmują coraz wyższe stanowiska, co wiąże się także z dużym stresem, który próbują - zresztą na początku bardzo skutecznie - redukować alkoholem.

Obserwuję w swoim środowisku kobiety, około czterdziestki, które mają dobrą pracę, dzieci, rodzinę, choć czasami także osoby samotne, które po pracy relaksują się przy pomocy alkoholu i to dobrego. Mają piwniczki, sięgają po butelkę dobrego wina i wieczorem, przy muzyce, telewizji czy Internecie wypijają sobie tę butelkę.

KAI: Kulturalne picie...

- Tak się wydaje. To oczywiście mit, bo uważamy powszechnie, że alkoholik to ktoś, kto jest zaniedbany higienicznie, nie pracuje, ma złą sytuację materialną i gdy ktoś do tego obrazu nie przystaje, alkoholikiem być po prostu “nie może”. Kobieta, która zarabia 30 tys. miesięcznie, ma dwójkę dzieci, wspaniały dom a wakacje spędza w Afryce i dosyć dobrze funkcjonuje społecznie - nie może być alkoholiczką. A ona codziennie wypija butelkę czerwonego wina…

KAI: Współpraca między rządem samorządem i Kościołem nie układa się chyba najlepiej skoro nie widać żadnych inicjatyw ustawodawczych, które profilaktykę antyalkoholowa wprowadzałyby na nowe tory?

- Mam wrażenie, że problemy alkoholowe przez nasze władze są traktowane z przymrużeniem oka.

KAI: Dlaczego?

- Ponieważ większość Polaków należy do konsumentów tych napojów. Wygląda to więc inaczej niż z

narkotykami, z którymi jest “łatwiej”, bo są nielegalne i większość osób nie ma z nimi kontaktu, w związku z tym panuje swego rodzaju lęk a przynajmniej przekonanie, że to jest coś złego. A alkohol jest bardziej “oswojony”. Większość decydentów należy do grona tych, którzy piją alkohol i zapewne wyrobili sobie przekonanie, że skoro z nimi wszystko jest OK, to alkohol nie może być szkodliwy. I tu jest pułapka.

Od jakiegoś czasu staramy się mówić, że świat nie dzieli się na alkoholików i tych, co piją normalnie. Alkoholików jest w Polsce ponad 600 tysięcy, natomiast około 3 miliony pije w sposób szkodliwy, więc nie zdiagnozujemy u nich uzależnienia ale faktem jest, że ich picie wywołuje szkody zdrowotne, społeczne, emocjonalne.

W klasyfikacji ICD 10 [międzynarodowa klasyfikacja chorób - KAI] chorobą nie jest tylko uzależnienie. W Polsce można postawić tylko dwie kluczowe diagnozy w przypadku alkoholu: uzależnienie i picie szkodliwe. Tej drugiej grupy nie dostrzegamy, choć jest cztery razy większa niż uzależnionych. Nie wiem czy te kobiety, wieczorami pijące alkohol są uzależnione, ale wiem na pewno, że piją szkodliwie, ponieważ przekraczają limity picia o niskim ryzyku. Nie ulega wątpliwości, że ktoś, kto wypija codziennie czy 5 razy w tygodniu butelkę wina, pije szkodliwie.

KAI: To, co Pani powiedziała nie nastraja optymistycznie zarówno co do profilaktyki jak i wysokości wszelkich kosztów społecznych, które będzie pociągało za sobą nadużywanie alkoholu w Polsce. Światełka nie widać.

- Ponieważ jestem z natury usposobiona optymistycznie to cieszy mnie każdy sukces, nawet jeśli nie jest tak spektakularny jak spadek spożycia alkoholu. Cieszy mnie coraz lepsze wykorzystanie przez gminy rekomendowanych programów profilaktycznych, utrzymany dostęp do lecznictwa w czasach koronawirusa i coraz więcej miejsc udzielającym pomocy dzieciom z FASD i ich rodzicom. W moim świecie szklanka jest raczej do połowy pełna niż pusta.

Rozmawiał Tomasz Królak

***

Katarzyna Łukowska w PARPA pracuje od 18 lat, od 2005 roku na stanowisku zastępcy dyrektora, obecnie p.o. dyrektora.

Należy do Zespołu Monitorującego do spraw Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie przy Ministrze Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Od wielu lat prowadzi działalność szkoleniową i dydaktyczną w obszarze rozwiązywania problemów alkoholowych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję