Reklama

Jasna Góra

Ponad 50 tys. motocyklistów zainaugurowało nowy sezon

Ponad 50 tys. motocyklistów zainaugurowało dziś na Jasnej Górze nowy sezon. Już po raz XVI odbył się Motocyklowy Zlot Gwiaździsty im. Ułana Zdzisława Peszkowskiego. Spotkanie zawsze jest okazją do wspólnej modlitwy nie tylko o szczęśliwie przejechane kilometry, ale także o wierność polskiej historii oraz wsparciem dla Polaków żyjących na Kresach i tych, którzy potrzebują krwi czyli najcenniejszego daru.

[ TEMATY ]

Jasna Góra

sezon motocyklowy

motocykliści

Biuro Prasowe Jasnej Góry

Obejrzyj film: XVI Motocyklowy Zlot Gwiaździsty

Katarzyna Wróblewska, komandor Zlotu i wiceprezes Rajdu Katyńskiego podkreśla, że z Jasnej Góry rozlega się dziś wołanie o wierność krzyżowi i Polsce, ale również apel o rozsądek. - Jest początek sezonu i wiadomo, że ludzie są głodni jazdy po zimie, że ta adrenalina już ponosi, bardzo, bardzo zależy nam na bezpieczeństwie i proszę, by ta adrenalina nie brała nad nami góry – powiedziała.

Podkreśliła, że tegoroczne spotkanie należy do najliczniejszych i jest to wielką radością. - Dużo motocyklistów to znak, że dla wielu osób słowa „Bóg, honor, Ojczyzna” ma ogromne znaczenie. To też znak, że tak wielu chce oddać się Maryi i prosić Ją o błogosławieństwo na każdym kilometrze, łączy nas pasja i łączą nas wspólne wartości - zauważyła Wróblewska.

Reklama

Zapowiedziała, że czynione są starania, aby po latach „podziału” w przyszłym roku na Jasnej Górze mógł odbyć się jeden wspólny zlot. Od kilku lat bowiem oddzielne spotkanie z poświeceniem motocykli organizowało także Częstochowskie Stowarzyszenie Motocyklowe. – Jest nadzieja na to, że znowu będziemy razem - powiedziała komandor.

Dodała, że „tutaj zaproszeni są wszyscy, wierzący i niewierzący, ci którzy są blisko Kościoła i ci, którzy są daleko, to jest miejsce, by dać sobie szansę i by nawiązać osobową relację z Bogiem”. Już podczas tegorocznego Zlotu przedstawiciel częstochowskich motocyklistów zabrał głos i podziękował wszystkim za obecność i podkreślił, że „łączy nas motocykl i droga”.

Głównym punktem pielgrzymki motocyklistów była Msza św. celebrowana na szczycie pod przewodnictwem o. Marka Kiedrowicza, komandora i kapelana Rajdu Katyńskiego.

Reklama

W homilii franciszkanin zachęcał do odwagi. - Miejmy odwagę przeciwstawić się złu, miejmy odwagę, która potrzebna jest do tego, aby wsiąść na motocykl, i wyruszyć na pielgrzymkę, wyruszyć na wyprawę życia, miejmy odwagę i rozwagę, która pozwoli nam zachować doczesne życie i uratować życie wieczne – mówił kaznodzieja.

Wzywał, byśmy „byli ludźmi prawymi, zarówno w sprawach, które dotyczą naszej codzienności, naszych wyborów”, ale i wtedy gdy trzeba stanąć w obronie słabszych.

- Bądźmy ludźmi prawymi także poprzez stawanie w obronie, tych którzy są dzisiaj deprawowani w sprawach doczesnych i w sprawach duchowych. Miejmy odwagę stanąć w obronie prawdy, miejmy odwagę z honorem podnosić głowę i wyznawać swoją wiarę w Jezusa Chrystusa i swoje umiłowanie Ojczyzny – mówił o. Kiedrowicz.

Specjalny list do uczestników Zlotu wystosowała Iwona Węgrzyn-Bocheńska, córka śp. Wiktora Węgrzyna, inicjatora jasnogórskich spotkań i pierwszego komandora.

- Jeździmy tutaj od wielu lat, kochamy motory. To też jest pokaz naszego przywiązania do Ojczyzny, patriotyzmu, ale również i do wiary – powiedział Janusz, motocyklista z Praszki.

Pan Bogdan z Lublina podkreśla, że przyjeżdża tu z grupą kolegów, po to by nabrać sił duchowych i patriotycznych. - Co roku jest nas tu, podobnie myślących, tak wielu, tu nikt się nie wstydzi tego, że wierzy i to buduje - powiedział motocyklista.

Zauważył, że tu jest wspaniała atmosfera, „pełna kultura, okazywany jest szacunek dla siebie nawzajem, ludzie nie znają a wzajemnie się pozdrawiają, nie ma przepychanek, niegrzeczności, jest porządek, tu uczymy się też kultury jazdy”.

- Na motocyklu czuć wolność, to jest zupełnie inny klimat niż np. w samochodzie, to jest wspaniałe, szalone uczucie – powiedziała Beata, która wraz z mężem jeździe na motocyklu już wiele lat. Rafał zauważył, że „niektórzy patrzą na motocyklistów, jak na dawców, a to bywa niesprawiedliwe”.

- Staramy się jeździć bezpiecznie, chociaż statystyki pokazują, że sprawcami wypadków wcale nie są tylko motocykliści, bo często to kierowcy samochodów nie widzą tego jednego światła i wymuszają pierwszeństwo, to jednak spojrzenie bywa krzywdzące – zauważył motocyklista.

Motocykliści przywieźli ze sobą tysiące maskotek dla dzieci w sierocińcach na Kresach. Zawiozą je tam w sierpniu uczestnicy Rajdu Katyńskiego. - Przywiozłam te zabawki, bo to jest nasz wyraz pamięci o Kresach. Chociaż tak możemy się dołożyć do uczestników Raju, bo nie dane nam jest jechać w tak daleką drogę – powiedziała pani Iwona z Ostrołęckiej Grupy Motocyklowej.

Jak co roku podczas spotkania była możliwość oddania krwi i zakupu specjalnych znaczków, z których całkowity dochód przeznaczony jest na pomoc Polakom z Kresów.

Jasnogórski zlot rozpoczął się już w sobotę 6 kwietnia pod Domem Pielgrzyma w Częstochowie, skąd motocykliści ruszyli złożyć kwiaty pod pomnikiem kpt Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca". Potem uczestniczyli w Apelu Jasnogórskim.

W niedzielę motocykliści zebrali się na Górce Przeprośnej w podczęstochowskim Siedlcu, skąd o 10.00 ruszyła parada na jasnogórskie błonia.

Organizatorem tej jednej z najważniejszych imprez motocyklowych w Polsce, Zlotu Gwiaździstego, jest stowarzyszenie Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński.

2019-04-07 17:08

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Osobno, a jednak razem – rozpoczęło się pielgrzymowanie maturzystów na Jasną Górę

2020-09-23 15:26

[ TEMATY ]

Jasna Góra

maturzyści

pielgrzymka maturzystów

Karol Porwich

Jasna Góra

Jasna Góra

Na Jasnej Górze rozpoczęło się pielgrzymowanie maturzystów w nowym roku szkolnym 2020/2021. Jako pierwsi przyjechali dziś przedstawiciele diecezji rzeszowskiej. Choć pandemia mocno wpływa na sposób organizowania przebiegu spotkania, to jednak wciąż pozostaje wielkie pragnienie młodych zawierzenia się Matce Bożej.

- Jesteśmy osobno, a jednak razem – podkreślił ks. Tomasz Ryczek, diecezjalny duszpasterz młodzieży, mówiąc o reprezentacji młodych, którzy dziś przyjechali na Jasną Górę i o tych, którzy powierzyli swoim koleżankom i kolegom prośby o modlitwę, pozostając w szkołach. Zwrócił też uwagę na potrzebę modlitwy za tych, którzy szczególnie w ostatnim czasie odeszli od Boga, którzy Go nie potrzebują w odkrywaniu swojego powołania - dlatego młodzi wierzący przyjeżdżają do Matki, aby wspólnie błagać Boga o ich nawrócenie, o wiarę dla nich, o pokój serca – wyjaśnił duszpasterz młodzieży.

Pielgrzymka została zorganizowana przez Duszpasterstwo Młodzieży, więc jest ona wolna całkowicie od struktur szkolnych – zauważył ks. Ryczek. - Chętni przyjechali, ale niestety strach przed pandemią, przed wyjazdem, i w rodzicach i w samych młodych jest.

Bp Białogłowski zwrócił uwagę młodych na wielkich nauczycieli modlitwy i miłosierdzia: patrona dnia św. Ojca Pio i bł. Hannę Chrzanowską. Uwrażliwiał ich na harmonię miedzy umysłem i sercem, wiarą i rozumem, by w życiu potrafili „szybować, a nie pełzać”. Życzył im, by Słowo Boże oświetlało zawsze ich drogę.

- Przyjechałem po to, by się modlić, prosić Matkę Bożą i Jezusa o zdanie matury i też o taką zmianę w swoim życiu, żeby już bardziej dorośle podejść do tego życia, zapytać co dalej. Druga mama tak naprawdę, kochająca i wspaniała. Mimo przeciwności dotarliśmy tutaj. Moim zdaniem to jest taka tradycja, którą warto podtrzymywać, bo to takie niezwykłe w pewnym sensie – opowiadali o swoim pielgrzymowaniu licealiści Filip Wziątka i Janek Kruczek.

Rzeszowscy maturzyści, którzy zwykle podzieleni byli na trzy duże grupy, a ich obecność liczyła się w tysiącach, w tym roku przybyli jedynie w swych szkolnych reprezentacjach. Jednak, jak podkreślali, ich modlitwa ogarnęła wszystkich. - My jesteśmy reprezentantami, ale nosimy w sercach intencje naszych szkół, tych wszystkich osób. Ta spólnota nie tylko się zawiązuje między nami, którzy tu jesteśmy. Ja też czuję wspólnotę z moją klasą. Dziś tu jestem, ale modlę się za nich, pamiętam o nich, prosili mnie też, żeby pomodlić się za ich maturę - podkreśliła. Kinga Mazgaj z Liceum Ogólnokształcącego im. św. Jana Pawła II Sióstr Prezentek w Rzeszowie.

Pielgrzymki maturzystów na Jasną Górę to już polska tradycja. Wielu powraca tu po latach, by dziękować za swoje życiowe wybory, podjęte właśnie wtedy.

CZYTAJ DALEJ

Ojciec Pio, dziecko z Pietrelciny

– Francesco! Francesco! – głos Marii Giuseppy odbijał się od niskich kamiennych domków przy ul. Vico Storto Valle w Pietrelcinie. Ale chłopca nigdzie nie było widać, mały urwis znów gdzieś przepadł. Może jest w kościele albo na pastwisku w Piana Romana? A tu kabaczki stygną i ciecierzyca na stole. W całym domu pachnie peperonatą. – Francesco!

Włoskie małżeństwo – rodzice Ojca Pio

Maria Giuseppa De Nunzio i Grazio Forgione pobrali się 8 czerwca 1881 r. w Pietrelcinie. W powietrzu czuć już było zapach letniej suszy i upałów. Wieczory wydłużały się. Panna młoda pochodziła z rodziny zamożnej, pan młody – z dużo skromniejszej. Miłość, która im się zdarzyła, zniwelowała tę różnicę. Żadne z nich nie potrafiło ani czytać, ani pisać. Oboje szanowali religijne obyczaje. Giuseppa pościła w środy, piątki i soboty. Małżonkowie lubili się kłócić. Grazio często podnosił głos na dzieci, a Giuseppa stawała w ich obronie. Sprzeczki wywoływały też „nadprogramowe”, zdaniem męża, wydatki żony. Nie byli zamożni. Uprawiali trochę drzew oliwnych i owocowych. Mieli małą winnicę, która rodziła winogrona, a w pobliżu domu rosło drzewo figowe. Dom rodziny Forgione słynął z gościnności, Giuseppa nikogo nie wypuściła bez kolacji. Grazio ciężko pracował. Gdy po latach syn Francesco zapragnął być księdzem, ojciec, by sprostać wydatkom na edukację, wyjechał za chlebem do Ameryki. Kapłaństwo syna napawało go dumą. Wiele lat później, już w San Giovanni Rotondo, Grazio chciał ucałować rękę syna. Ojciec Pio jednak od razu ją cofnął, mówiąc, że nigdy w życiu się na to nie zgodzi, że to dzieci całują ręce rodziców, a nie rodzice – syna. „Ale ja nie chcę całować ręki syna, tylko rękę kapłana” – odpowiedział Grazio Forgione, rolnik z Pietrelciny.

Małżonkowie doczekali się dziewięciorga dzieci.

Narodziny Świętego

Maj 1887 r. był szczególnie gorący. Pracy w polu było tak dużo, że Giuseppa, mimo zaawansowanej ciąży, pomagała mężowi. Pewnego dnia nagle przerwała pracę i oznajmiła, że nadszedł czas porodu. Ciężkim krokiem ruszyła w stronę domu. Grazio miał dołączyć, gdy tylko zrobi coś pilnego. Ale nie zdążył! Francesco, późniejszy Ojciec Pio, urodził się w środę 25 maja o godz. 17.00 przy ul. Vico Storto Valle 27. Imię nadano mu ku czci św. Franciszka di Paola, kalabryjskiego świętego, szczególnie czczonego na południu Włoch. Był czwartym dzieckiem małżonków. Akuszerka – Grazia Formichelli mówiła, że „mały będzie wielkim i szczęśliwym człowiekiem, bo urodził się owinięty w biały welon”. Ochrzczono go następnego dnia rano w kościółku Matki Bożej Anielskiej.

Płacz i potwory

Mały Francesco płakał całymi dniami i nocami, doprowadzając rodzinę i sąsiadów do szaleństwa. Którejś nocy krewki Grazio nie wytrzymał i z furią rzucił owinięte w pieluszki dziecko na łóżko. Krzyczał przy tym, że to „mały diabeł mu się urodził, a nie chrześcijanin!”. Maluch przetoczył się przez łóżko i spadł. Giuseppa załamywała ręce, sądząc, że mąż zabił syna. Jednak chłopcu nic się nie stało. Co ciekawe: od tej pory przestał płakać. Wiele lat później Ojciec Pio wyjaśniał, że od początku, od najwcześniejszego dzieciństwa, atakowały go złe duchy. „Kiedy mama gasiła światło, pojawiało się wokół mnie mnóstwo potworów i wtedy płakałem” – mówił.

Wybrany, ale zwyczajny

Francesco rósł i zaskakiwał swoich rodziców. W wieku pięciu lat ofiarował się św. Franciszkowi z Asyżu. Wkrótce potem, podczas jednego ze swych wybuchów miłości, ofiarował siebie całego Jezusowi. Chłopiec zobaczył Jezusa, który przywołał go ręką. Francesco podszedł i poczuł, jak ręka Jezusa spoczywa na jego głowie. To był gest uznania i przyjęcia ofiarowania. W późniejszych rozmowach tłumaczył, że nikomu o tym nie mówił, bo wydawało mu się to zupełnie naturalne, że inni ludzie też widzą Jezusa i Maryję. „A ty nie widzisz Matki Bożej?” – spytał kiedyś o. Agostina.

Wszyscy biografowie Ojca Pio są zgodni, że wybranie go na ucznia Jezusa miało miejsce w bardzo wczesnym dzieciństwie i wtedy też zaczęło się przygotowywanie do szczególnej misji w Kościele. Mimo nadzwyczajnych darów Francesco pozostawał zwyczajnym chłopcem. Był radykalny w obronie wiary, ale jednocześnie niezwykle pokorny i uczynny. Zwykle trzymał się trochę z boku, jednak miał wielu kolegów, z którymi wspinał się na drzewa i spał w szałasie. Był ciekawy świata i płatał figle. Kiedyś wuj wysłał go do sklepu po cygaro i pudełko zapałek. W drodze powrotnej Francesco zapalił i zaciągnął się. „Ziemia zakołysała się, a żołądek zmienił miejsce. Od tamtej pory mur wyrósł między mną a paleniem” – opowiadał, śmiejąc się, po latach.

Szatan boi się Różańca

Francesco lubił samotność. Jego rówieśnicy z Pietrelciny wspominali po latach, że codziennie rano i wieczorem szedł do kościoła, żeby odwiedzić Jezusa i Matkę Bożą. Gdy kościół był zamknięty, siadał na kamieniu. Zakrystian Michele, którego nazywano Peruto, zgodził się nawet na zamykanie Francesca w kościele. Ustalili godziny, w jakich miał go wpuszczać, i była to ich tajemnica, nic nikomu nie mówili. Francesco modlił się bez przerwy. Wciąż widziano go z koronką różańca, zarówno gdy pasł owce na pastwisku, jak i w drodze na lekcje. Od początku dostrzegał, że ataki złych duchów ustępują przed modlitwą różańcową. Doświadczany przez demony, wypracowywał metody walki oparte na Różańcu. „Podaj mi broń – mówił wiele lat później do współbrata – jest w kieszeni habitu. – Ale tu jest tylko różaniec – padła odpowiedź. – Tak, to jest moja broń, będę strzelał do szatana”.

Trudny syn

W domu sypiał na ziemi, na kamieniu zamiast na poduszce. Mama często ukradkiem ocierała łzy, gdy przygotowywała mu wygodne łóżko, a on i tak wybierał klepisko. Ale był nieprzejednany. Gdy zaczął się biczować łańcuchem, wyjaśnił zdumionej i przerażonej matce, że „musi to robić tak długo, aż jego plecy spłyną krwią, bo tak biczowano Jezusa”. Giuseppa nie była wykształcona, ale w głębi matczynego serca, mimo przerażenia i nierozumienia działań syna – rozważała to, co działo się w ich domu, i milkła, przedkładając obowiązki wobec Boga nad bóle matczyne. Oddalała się ze łzami w oczach i nasłuchiwała miarowych uderzeń łańcucha dochodzących z małej izdebki syna.

Gdy w 1959 r. zapytano Ojca Pio o jego mamę, najpierw zamilkł, a potem powiedział, że „jej wielkość wypływała całkowicie i wyłącznie ze wspaniałości jej duszy”.

Chory żołądek lubi peperonatę!

Któregoś lata w czasie żniw Francesco znów zachorował. Lekarz – Giacinto Antonio po raz kolejny ostrzegł rodzinę, że ta choroba może być śmiertelna. Najpierw pojawiła się gorączka, potem straszny ból jelit. Przez 40 dni chłopiec nie przyjmował żadnych pokarmów oprócz odrobiny mleka. Ale trwały żniwa, brakowało rąk do pracy. Mama nie mogła siedzieć przy łóżku chłopca, zostawiała go więc pod opieką starszego brata Michele. Któregoś dnia przygotowała na obiad peperonatę. Zapach rozchodził się po całym domu, gdy w wielkim rondlu dusiły się warzywa. Wychodząc w pole, Giuseppa zabrała sporą część potrawy dla pracujących, a resztę zostawiła domownikom. Francesco błagał brata, aby przyniósł mu choć odrobinę. Gdy Michele wyszedł z domu, Francesco wyskoczył z łóżka i dojadł resztę ostrej potrawy, która „paliła w żołądku i we wszystkich wnętrznościach” – jak opowiadał po latach. Zabójczą porcję Francesco popił butelką mleka. Po trwającej miesiąc diecie musiała to być dla żołądka spora niespodzianka! Po tym epizodzie chłopiec od razu wyzdrowiał, wprawiając wszystkich w osłupienie. Tak się działo przez resztę jego życia: często zapadał na zdrowiu, lekarstwa nie pomagały i zazwyczaj choroba nagle ustępowała.

Teologia z kuchni

Przez 15 lat Francesco mieszkał w Pietrelcinie. Potem przyjeżdżał tam jako kleryk i kapłan. Atmosfera rodzinnego domu, prostota życia rodziców, zmagania z codziennością i ciężka praca pozostawiły w nim trwałe ślady. Nie był łatwym dzieckiem, ale rodzicom, mimo braku wykształcenia, nie brakło odwagi i mądrości w wychowywaniu go. Na swój sposób towarzyszyli mu we wszystkim. Nawet wybór zgromadzenia omawiany był na szczeblu tej licznej rodziny. A on, Francesco, późniejszy Ojciec Pio, niezwykle obdarowany Święty Kościoła, podglądał ich prace, modlitwy, sprzeczki i troskę. Czerpał z tych obrazów dzieciństwa w dojrzałym życiu. „Dlaczego zło jest na świecie? – pytał kiedyś retorycznie. – Słuchaj dobrze: Jest mama, która haftuje. Jej dziecko siedzące poniżej na małym stołeczku przygląda się jej pracy, ale widzi haft z odwrotnej strony. Widzi węzełki haftu i poplątane nitki. Mówi: «Mamo, dlaczego taka niewyraźna jest twoja praca?». Wówczas mama zniża płótno i pokazuje właściwą stronę haftu. Każdy kolor jest na swoim miejscu, a różne nitki są ułożone w harmonijną całość. Otóż to! My widzimy lewą stronę haftu. Siedzimy na niskim stołku”.

Artykuł powstał na podstawie książek: G. F. Majka OFMCap, „Życie Ojca Pio”; L. Peroni, „Ojciec Pio. Pełna biografia w 40. rocznicę śmierci”; E. Augustyn, „Pietrelcina”.

* * *

Ogólnopolskie spotkanie grup modlitwy św. Ojca Pio

Apostołowie Jezusa Ukrzyżowanego serdecznie zapraszają wszystkich Czcicieli i Sympatyków św. Ojca Pio na Spotkanie Modlitewne w sanktuarium św. Ojca Pio na Świętej Górce Przeprośnej. W liturgiczne wspomnienie św. Ojca Pio – 23 września (wtorek) o godz. 16.30 zostanie odprawiona Droga Krzyżowa, a o godz. 18.00 – Msza św., której będzie przewodniczył bp Stanisław Jamrozek.

27 września (sobota) o godz. 15.00, w ramach Ogólnopolskiego Spotkania Grup Modlitwy św. Ojca Pio, modlitwy rozpoczną się Koronką do Bożego Miłosierdzia i przywitaniem przybyłych grup. Mszy św. o godz. 18.00 będzie przewodniczył arcybiskup senior Stanisław Nowak.

Apelem Jasnogórskim w Kaplicy Matki Bożej na Jasnej Górze o godz. 21.00 rozpocznie się nocne czuwanie Grup Modlitwy, trwające do godz. 5.00.

W święto świętych Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała – 29 września o godz. 18.00 Mszy św. na Górce Przeprośnej będzie przewodniczył o. Eugeniusz Maria Lorek, założyciel „Dzieła w służbie Bożego Miłosierdzia” w Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Koronka do Bożego Miłosierdzia na ulicach miasta - [Aktualizacja: 23.09.g.23:14]

2020-09-23 23:14

Zofia Białas

Iskra Bożego Milosierdzia w Wieluniu

Iskra Bożego Milosierdzia w Wieluniu

28 września o godz. 15:00, po raz 13. odbędzie się Koronka do Bożego Miłosierdzia na ulicach miast świata. Zobaczcie, gdzie można dołączyć się do modlitwy.

Oleśnica:

1) Przy pomniku św. Jana Pawła II (kościół pw. NMP Matki Miłosierdzia w Oleśnicy) - Organizator: Parafia oraz “Niedziela Wrocławska”

Wrocław:

1) Skrzyżowanie ulic Żmigrodzkiej i Obornickiej - Organizator: Wspólnota św. Charbela z Wrocławia -Karłowic od Ojców franciszkanów skrzyżowaniu ulic Żmigrodzka i Obornicka

2) Krzyż Misyjny przy kościele św. Jadwigi ul. Pilczycka 25 54-150 Wrocław - skrzyżowanie ulic Pilczyckiej i Kozanowskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję