Reklama

Za młodzi na samotność

Mają ok. 25-35 lat. Większość to kobiety. Wykształcone, dobrze sytuowane. Dlaczego jeszcze nie założyły rodzin?
- To smutna prawda - mówi Karolina Wykra, doktorantka na UKSW - ale na pierwszy sort facetów się nie załapałyśmy. Może byłyśmy zbyt grzeczne, zbyt moralne, zbyt inteligentne, zbyt brzydkie (?), zbyt wybredne, zbyt wyzwolone, zbyt samodzielne, zbyt... Nie wiem! Porządni faceci po trzydziestce są w tej chwili poważnymi ojcami rodzin lub księżmi z przynajmniej pięcioletnim stażem. Wolni pozostali ci, którym się nie chciało, którzy woleli się bawić, których inne kobiety uznały za niedorosłych do roli mężów, którzy są gejami, którzy są po prostu zbyt wielkimi tchórzami, żeby wiązać się z nimi na całe życie. Bo na pewno nie tacy, którzy byli zbyt inteligentni i zbyt samodzielni - bo w tym mężczyzna nigdy nie jest dla kobiety „zbyt”.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Kiedy za Agnieszką Kozłowską zamykają się drzwi do jej mieszkania, odczuwa pewien dyskomfort: - Natychmiast szukam pilota i z ulgą włączam telewizor - niech coś gra, nie ważne co. Dopiero wtedy zabieram się za rozpakowanie zakupów i przygotowanie kolacji - analizuje.
Odkąd wyprowadziła się od rodziców, wieczorny scenariusz wygląda tak samo: najpierw długie rozmowy telefoniczne, po tym jakiś film. Nawet kiedy zasypia, radio musi być włączone. Co jakiś czas zmieniała się jedynie godzina powrotu z pracy na coraz późniejszą. Może sobie na to pozwolić: w domu nikt nie czeka i nie będzie się denerwował.
Agnieszka ma 35 lat i nie wie, kiedy przegapiła ten moment w życiu kobiety, gdy trzeba zacząć myśleć o założeniu rodziny. Rodzice - dobrane małżeństwo, powtarzali jej, że w życiu najważniejsza jest rodzina. Może i było ku temu kilka okazji, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie, jakoś nie było czasu o tym pomyśleć. Teraz, na horyzoncie nikt się nie pojawia.
- Nie załamuję rąk, chociaż chciałabym zostać matką. Takich jak ja kobiet, które są dojrzałe do założenia rodziny, jest bardzo wiele. O nas się pisze, dla nas przygotowuje reklamy telewizyjne - stanowimy grupę dobrze sytuowanych konsumentów. Nie mogę narzekać, bo praca daje mi dużo satysfakcji, pochłania bez reszty. Nagłe otrzeźwienie przychodzi w chwilach, gdy trzeba udać się na jakąś firmową imprezę, a na zaproszeniu widnieje dopisek „z osobą towarzyszącą”. Jeszcze kilka lat temu samotne przyjście było szeroko komentowane przez znajomych z pracy. Ostatnio zauważyłam, że nawet ci, którzy mają ustabilizowane życie rodzinne, wolą przyjść sami.

Tragedii tu jeszcze nie ma

Reklama

Główny Urząd Statystyczny alarmuje: „Porównując wielkość gospodarstw domowych w latach 1988 i 2002, należy zwrócić uwagę na duży wzrost odsetka gospodarstw tworzonych przez jedną osobę (o 6,3 pkt.%) Takiemu powstawaniu gospodarstw jednoosobowych sprzyja odkładanie decyzji dotyczących zawierania małżeństw”.
Według ks. prof. Janusza Balickiego, kierownika Katedry Demografii Społecznej i Polityki Ludnościowej na UKSW w Warszawie, wspomniane zjawisko może się nasilać w przyszłości:
- Mamy rzeczywiście do czynienia z czymś zupełnie nowym. Trudności na rynku pracy, konieczność zdobycia wykształcenia i doświadczenia zawodowego sprawiły, że statystyczny wiek Polaków, w którym zawierają małżeństwo, rozciąga się w czasie. Dotyczy to szczególnie osób z wyższym wykształceniem. Brutalny kapitalizm sprawia, że nawet jeśli przyczyny natury finansowej zostaną usunięte, to młodym ludziom o wiele bezpieczniejszym rozwiązaniem wydaje się - mając dobrą pracę - poświęcać całą życiową energię jej utrzymaniu.
- Przychodzą, piszą do mnie ludzie, którzy mają ok. 25-35 lat, większość stanowią kobiety. Zdecydowanie mniej jest mężczyzn, którzy kontaktują się ze mną, ponieważ ich problemem jest samotność. - opowiada ks. Piotr Pawlukiewicz. - Moi rozmówcy deklarują, że chcieliby założyć rodzinę. Niektórzy zniechęceni dodają, że już pewnie nic z tego nie wyjdzie. Nie spotkałem chyba takiej młodej osoby - wyłączając te powołane do kapłaństwa i zakonu - która z przekonaniem mówiłaby: Oczywiście mogę założyć rodzinę, ale nie chcę. Chcę zostać sam przez całe życie. To raczej dopiero wtedy, kiedy nie ma już perspektyw na życie małżeńskie, pytają: Czy to możliwe, że ja jestem powołany do samotności?
Oczywiście co innego odpowiadam dziewczynie, która ma 27 lat, właśnie skończyła studia, czuje się trochę zaniepokojona, gdy widzi, że jej koleżanki wyszły już za mąż. Powodów do wielkiego niepokoju tu jeszcze nie ma. Co innego mówię kobiecie trzydziestopięcioletniej, która nie może sobie poradzić z sygnałami zniecierpliwienia płynącymi ze strony jej otoczenia:

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Dlaczego ty jeszcze nie wyszłaś za mąż?

Reklama

Karolina Wykra pisze doktorat z teologii na UKSW. Zdaje sobie sprawę, że doktorat na pewno nie przyciągnie do niej tłumu wielbicieli, bo mało który mężczyzna zgodzi się, by żona przewyższała go tytułem naukowym. Obraca się w środowisku samotnych singielek, czyli dziewczyn, które w lepszy lub gorszy sposób radzą sobie ze swoją samotnością, w oczekiwaniu na spotkanie tego jedynego.
Według ks. Piotra Pawlukiewicza to, dlaczego osoba nie założyła rodziny, bywa głęboko uwarunkowane jej sytuacją rodzinną i dotychczasowymi, czasami traumatycznymi, przeżyciami:
- Często powodem jest jakieś poranienie w dzieciństwie. Kobieta wyszła z rodzinnego domu z przeświadczeniem, że jest brzydka i niegodna miłości, że nic nie potrafi zrobić. Jej ojciec powtarzał: Do niczego nie nadajesz się. To są niezawinione poranienia, które sprawiają, że ludzie zachowują się lękliwie, są niepewni siebie.
Druga przyczyna wiąże się z błędami w wychowaniu religijnym, może nawet popełnianymi w pewnych grupach religijnych - trudno mi oceniać skalę tego zjawiska. Młodym ludziom przedstawiano idealny, krystaliczny obraz rodziny dosłownie przepisany z dokumentów kościelnych. Dlatego dziewczyna czeka na księcia z bajki i się nie doczeka. Bo gdy chłopak, z którym chodzi, wyciąga papierosa - ona natychmiast kończy z nim znajomość, nie patrząc jakie on ma serce, kim jest. Piszą do mnie dziewczyny, które są oburzone tym, że chłopak chciał je namiętnie całować. Każdemu może się przytrafić chwila słabości w dzisiejszym rozerotyzowanym świecie. Jeśli dziewczyna nie podejmie walki o czystość związku, tylko natychmiast się wycofa, musi liczyć się z tym, że całe życie będzie czekać na wymarzony ideał.
Oddzielną kategorię stanowią ludzie, którzy już na pierwszy rzut oka manifestują swoją nieprzystępność i przeżywane problemy. Niekiedy mam ochotę im powiedzieć: Spójrz w lustro. Kto by chciał mieć w domu małżonka, który od rana do wieczora ma jakieś problemy i jest źródłem napięć dla innych?

Gdzie ci mężczyźni?

Andrzej Olejarz ma 29 lat i jest organistą w jednej z warszawskich parafii. Wielokrotnie, z racji wykonywanego zawodu, wspierał młodych oprawą muzyczną podczas sakramentu małżeństwa. Sam - nigdy w jednej z dwóch głównych ról nie występował, bo jak przyznaje, jest zatwardziałym kawalerem, doskonale wpisującym się w męski odpowiednik singla:
- Mieszkam z rodzicami. Szkoda mi pieniędzy na to, aby coś na mieście wynajmować. Nigdy mi specjalnie nie przeszkadzało, że jestem sam. Mam mnóstwo przyjaciół, w tym koleżanek. Jeszcze nie zdarzyło się, abym musiał samotnie zaliczyć imprezę. Niedawno podczas obiadu na plebanii mój proboszcz jako punkt honoru postawił sobie znalezienie mi odpowiedniej kandydatki na żonę, ale przyjąłem to bez entuzjazmu. Nic na siłę.
Paradoksalnie samotność lepiej znoszą kobiety. Według Urszuli Siniarskiej, psychologa klinicznego, kobiety pomimo silnego instynktu macierzyńskiego i potrzeby opiekowania się drugą osobą, potrafią znaleźć sobie środowisko, w którym będą akceptowanie i tam mogą realizować swoje potrzeby.
Mężczyźni patrzą na życie samotne bardziej w kategoriach osobistej porażki, braku potwierdzenia własnej męskości:
- Samotny mężczyzna? Taki problem nie istnieje w męskich rozmowach. Mężczyźni nie potrafią o tym rozmawiać ze sobą. Trudniej znoszą życie w pojedynkę, gorzej sobie radzą w codziennych obowiązkach związanych z prowadzeniem domu. Jeśli jednak uświadomią sobie rangę problemu, są zdeterminowani do konkretnych działań i dzięki temu wielokrotnie wygrywają. Z kolei kobiety są bardziej skłonne do poszukiwań wsparcia w religii, wchodzą do wspólnot ruchów religijnych, angażują się w życie parafialne. W taki sposób próbują radzić sobie ze swoją samotnością - konkluduje Siniarska.

Kościół pyta

W czasach, gdy na ekranach kin króluje postrzelona Bridget Jones, a polskie czytelniczki w mgnieniu oka pochłaniają literaturę kobiecą ukazującą perypetie polskich odpowiedniczek bohaterki znad Tamizy, bycie singlem przestaje dziwić. W tych czasach przed Kościołem stoją nowe zadania.
- Kościół mówi każdemu, że nie ma takiej sytuacji, w której człowiek jest bez wyjścia. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych - mówi ks. Piotr Pawlukiewicz:
- Czujesz powołanie do małżeństwa? Jeżeli tak, to spróbuj usunąć wszystkie przeszkody. Może w tym pomóc psycholog, kierownictwo duchowe, zdemaskuj w sobie fałszywe rzeczy i spróbuj uzdrowić zranienia, które w tobie powstały. Szukaj człowieka. Stwarzaj okazje ku temu, by go znaleźć, by on Cię znalazł.
Kiedyś większość populacji stanowiły rodziny. Teraz przed Kościołem stoi nowe wyzwanie duszpasterskie, co tym ludziom mówić i jak ukazywać ich powołanie, aby je realizowali. Droga, która jest przed nimi, jest bardzo trudna, ale nie niemożliwa do spełnienia. Kto nie ma rodziny i mieszka sam - nie powinien być sam. Powinien mieć przyjaciół, znajomych, ludzi, którym pomaga i od których przyjmuje pomoc. Mogę sobie wyobrazić, że ktoś jest chrześcijaninem, kto żyje sam, ale nie widzę człowieka, który uważa siebie za chrześcijanina i jest zupełnie duchowo samotny.
Trzeba się uczyć miłości, a możemy to osiągnąć tylko dzięki przeżywaniu relacji z innymi ludźmi.

* Imiona i nazwiska naszych bohaterów - singli, na ich prośbę, zostały zmienione.

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Św. Melchiorze Grodziecki! Dlaczego oddałeś życie za wiarę?

Nigdy nie zastanawiałem się nad tym. Po prostu moja męczeńska śmierć była konsekwencją tego, że Bóg zawsze był moim przewodnikiem w życiu i oświecał mi drogę w przeżywaniu mojej wiary w Kościele katolickim. Być może sugerowało to już moje imię, które składa się z dwóch hebrajskich słów: melek i or. Pierwsze z nich znaczy „król”. Drugi zaś rzeczownik można oddać w języku polskim wyrazem „światło”. Melchior zatem znaczy „król światła”. Imię to można też tłumaczyć bardziej opisowo - „Bóg jest moją światłością”. Ta wersja bardziej mi odpowiada, ponieważ właściwie od najmłodszych lat starałem się żyć w blasku Bożej obecności, poświęcając Jego służbie całe moje życie. Urodziłem się kilkanaście lat przed końcem XVI wieku w Cieszynie. Rodzice wysłali mnie do jezuickiego kolegium w Wiedniu, gdzie byłem jednym z wyróżniających się uczniów. Zafascynowany duchowością tego zgromadzenia stałem się jego członkiem i odbyłem nowicjat w Brnie. Następnie nauczałem w innych jezuickich kolegiach, aby potem jeszcze bardziej pogłębić swoje wykształcenie przez studiowanie filozofii i teologii oraz języków obcych. Sporo podróżowałem. Jako kapłan pracowałem początkowo w Pradze. Tak się złożyło, że na rok przed moją męczeńską śmiercią wybuchła na tle religijnym (konfrontacja protestantyzmu z katolicyzmem) tzw. wojna trzydziestoletnia (1618-1648). Dlatego też zostałem wysłany przez moich przełożonych na front jako kapelan wojsk polskich i czeskich. W Koszycach na skutek knowań jednego z pastorów oskarżono mnie o zdradę na rzecz katolickiej Polski. Wraz z dwoma innymi księżmi poniosłem śmierć męczeńską za wiarę 7 września 1619 r. Oprawcy torturowali mnie, abym wyrzekł się swojej wierności Kościołowi katolickiemu. Ja jednak nie odstąpiłem od swojego wyznania. Szybko zaczęto oddawać mi kult na Słowacji, Węgrzech, Morawach i na Śląsku. Dopiero jednak na początku XX stulecia zaliczono mnie w poczet błogosławionych. Sługa Boży Jan Paweł II dziewięćdziesiąt lat później - w 1995 r. ogłosił mnie świętym. Bywam przedstawiany w ikonografii w szatach jezuickich i patronuję archidiecezji katowickiej. Na zakończenie pragnę życzyć wszystkim chrześcijanom, aby Bóg był zawsze dla nich światłem na mrocznych niekiedy drogach codziennego życia.
CZYTAJ DALEJ

Peregrynacja w parafii Różanka. Nie tylko wzruszenie

2026-09-06 21:10

[ TEMATY ]

diecezja świdnicka

bp Adam Bałabuch

Różanka

Peregrynacja Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej

Stanisław Bałabuch

Przedstawiciele parafii w procesji do kościoła w Różance z Jasnogórską Ikoną.

Przedstawiciele parafii w procesji do kościoła w Różance z Jasnogórską Ikoną.

Dzisiaj dzieje się coś niezwykłego. To nie my wyruszamy na Jasną Górę. W znaku jasnogórskiego Obrazu Matka Boża sama przybywa do naszej parafii – powiedział bp Adam Bałabuch podczas peregrynacji kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w Różance w dekanacie międzyleskim.

Do parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny Jasnogórska Ikona przybyła 6 września. Przy samochodzie-kaplicy oczekiwali na Nią miejscowi duszpasterze oraz licznie zgromadzeni wierni.
CZYTAJ DALEJ

Rekolekcje o Tamar i Judzie w Domu Notre Dame [Zaproszenie]

2026-09-07 16:42

źródło: episkopat.pl

W drugiej połowie września w Domu Notre Dame we Wrocławiu odbędą się rekolekcje weekendowe pod hasłem „Ludzie gwałtowni zdobywają Królestwo Niebieskie. Tamar i Juda”. Poprowadzi je s. Natanaela Banasiak.

Hasło rekolekcji to„Ludzie gwałtowni zdobywają Królestwo Niebieskie”. - Te słowa są oczywiście zaczerpnięte z Ewangelii. Kiedyś właśnie Pan Jezus użył takiego określenia - podkreśla s. Natanaela, dodając, że wybór tego zdania nie jest przypadkowy. Siostra podkreśla, że postawa Tamar doskonale ilustruje duchową „gwałtowność” – determinację w dążeniu do wypełnienia powołania: - Tamar, która jest tak naprawdę główną bohaterką tych rekolekcji. Odkryła swoje powołanie jako kobieta do tego, żeby dawać życie. Dążenie do swojego powołania wymaga inteligencji, wymaga szukania sposobów, wymaga ogromnej wytrwałości, wymaga poświęcenia.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję