Reklama

Abp Dzięga: Politycy są współwinni aborcji

2018-12-03 19:30

Ordo Iuris

Redaktor01/pl.wikipedia.org

Politycy stają się także w sensie formalnym współwinni mordowania kolejnych tysięcy polskich dzieci. To jest realny dramat - mówi metropolita szczeciński abp Andrzej Dzięga w wywiadzie udzielonym z okazji 5-lecia Instytutu Ordo Iuris.

ORDO IURIS: – Związki, które łączą osobę Waszej Ekscelencji z Ordo Iuris, sięgają 2016 r. i przygotowanego przez Instytut obywatelskiego projektu "Stop aborcji", który zakładał pełną prawną gwarancję życia dla wszystkich dzieci. Wasza Ekscelencja otwarcie popierał proponowane przez Instytut rozwiązania prawne. Teraz w komisji sejmowej utknął kolejny projekt – "Zatrzymaj aborcję", przy którym prawnicy Ordo Iuris wzięli na siebie ciężar dyskusji prawnej. Z czego – zdaniem Waszej Ekscelencji – jako pasterza Kościoła powszechnego, ale i prawnika – wynika fiasko prób ochrony życia w Polsce, w której zdecydowana większość obywateli to zdeklarowani katolicy?

ABP ANDRZEJ DZIĘGA: – Zanim przejdę do właściwej odpowiedzi, potrzebne jest słowo wprowadzenia. Otóż mówimy tu faktycznie o dwóch odrębnych porządkach życia człowieka. Jeden to porządek duchowy, wyrastający z wyznawanej wiary i prawd, czyli rozumnych twierdzeń, przyjętych jako podstawa całego systemu wartości, porządkujących życie i działania człowieka. Drugi porządek to sposób funkcjonowania określonej społeczności ludzi, przyjęty umownie przez tę społeczność. Dramatem naszego pokolenia jest fakt formalnego rozdzielenia tych porządków, z jednoczesną akceptacją, że pewne sprawy się w nich utożsamiają lub są organizowane analogicznie, a inne są całkowicie rozdzielone. W normalnym społeczeństwie powinna istnieć pełna zgodność między tymi porządkami, ponieważ oba wyprowadzane są z rozumowych przesłanek. Niestety, z racji nawyków ideologicznych spory procent naszego pokolenia traktuje już sytuację rozdziału jako normę, a wręcz jako nakaz. W rzeczywistości jest to jednak presja tych środowisk, które nie chcą prawdy rozumnie rozpoznanej uczynić podstawą życia. Właśnie o rozumność twierdzeń, wyborów i postaw tutaj chodzi. Sloganem stało się mówienie o rozdziale Kościoła od państwa, co dla wielu osób, ideologicznie ukierunkowanych, jest podstawą nieracjonalnego twierdzenia, że państwo musi, wręcz musi wszystko inaczej nazywać i motywować, niż czyni to Kościół. Nieracjonalne jest też dopominanie się o takie rozdziały jedynie w przypadku Kościoła katolickiego. Sytuacją rozumną byłoby oddzielenie tylko tych kwestii, które w Kościele są owocem Objawienia, i choć też są logiczne, to jednak trudno je racjonalnie wobec wszystkich udowodnić, co powoduje potrzebę przyjmowania ich aktem wiary, od kwestii, które ze swojej natury są rozumne i dlatego możliwe do udowodnienia wobec wszystkich. Te drugie twierdzenia winni przyjmować jako prawdziwe wszyscy ludzie rozumni, niezależnie nawet od wyznawanej wiary czy osobistego światopoglądu.

– Jakie to twierdzenia?

Reklama

– Do takich twierdzeń należy m.in. prawda o życiu ludzkim od poczęcia do naturalnej śmierci oraz prawda o małżeństwie jako pełnej wspólnocie całego życia jednego mężczyzny i jednej kobiety. Fakt, że za tą prawdą w naszym pokoleniu głośno opowiadają się przede wszystkim katolicy, nie czyni z niej prawdy objawionej. To dalej jest przede wszystkim prawda rozumna, a więc dla wszystkich ludzi rozumnych.

Nawiązując wprost do Pani pytania – z jakiegoś powodu pewna grupa katolików, od których zależą losy ustaw w Rzeczypospolitej Polskiej, nie chce się opowiedzieć lub nie czuje jeszcze siły do opowiedzenia się za prawdą rozumną o życiu ludzkim od poczęcia, traktując ją – niestety – tak, jakby była to prawda objawiona. Nie jest to postawa właściwa. Bolejemy nad tym, ale musimy ciągle na różne sposoby przywoływać tę Prawdę i uczyć szacunku do niej. Kolejny raz i kolejny, aż do skutku.

– Dlaczego politycy, którzy również deklarują się jako katolicy, traktują problem aborcji w ten sposób? Z czego, zdaniem Waszej Ekscelencji, wynika taka postawa?

– Myślę, a jest to moja prywatna opinia, że mają jakieś obawy o wywoływanie kłótni medialnych lub wręcz ulicznych albo uważają, że ten temat da się jakoś przeczekać i przełożyć na kolejną kadencję. Nie zauważają, że dużo na tym sami tracą w oczach wyborców. A przede wszystkim, że stają się – także w sensie formalnym – współwinni mordowania kolejnych tysięcy polskich dzieci. To jest realny dramat.

– Ani Kościół, ani Ordo Iuris nie ustaną w walce o prawną ochronę życia nienarodzonych. Jakie są, zdaniem Waszej Ekscelencji, szanse na pełną ochronę życia w Polsce?

– Są pełne szanse. To jest zmaganie społeczne. To jest wojna rozumu z nierozumną ideologią. Rozum w takich sytuacjach wygrywa wcześniej lub później, gdyż społeczeństwa i narody nierozumne muszą ginąć. Tylko tych dzieci tak żal.

– Troska o rodzinę to obok ochrony życia kolejny z obszarów wspólnych z działalnością Ordo Iuris. Od 30 lat w swojej pracy naukowej i duszpasterskiej zajmuje się Wasza Ekscelencja tematami związanymi z rodziną, m.in. w zakresie prawa kanonicznego. Rozprawa habilitacyjna Waszej Ekscelencji dotyczyła procesów o stwierdzenie nieważności małżeństwa, był Ksiądz Arcybiskup również kierownikiem Katedry Prawa Rodzinnego i Praw Rodziny na KUL-u. Czy przez te dwie dekady zmieniły się problemy rodziny?

– Istotne problemy się w zasadzie nie zmieniły, tylko się wyostrzyły. Poszerza się procent osób zapatrzonych w siebie i dbających o swoje życie, wygodę, karierę itp. Dlatego mają oni taki problem z wytrwaniem w związku małżeńskim, gdy ten związek zaczyna wymagać trochę trudu od siebie i poświęcenia. Ostrzej też widać, że źródłem tego problemu jest zbyt płytka wiara, czyli praktyczny brak dotknięcia Boga, brak doświadczenia Boga jako Zbawiciela. To są owoce silnego, zorganizowanego i podtrzymywanego poprzez pokolenia frontu ideologii antychrześcijańskiej, a jednocześnie pewnego rozleniwienia duchowego samych chrześcijan. Dlatego remedium zaczyna się od powrotu do wiary w Jezusa Chrystusa przeżywanej bardzo osobiście. Od poczucia Mocy Ducha Świętego.

–Ochrona rodziny to w pierwszym rzędzie troska o małżeństwo. Tymczasem w ostatnich latach lawinowo rośnie liczba rozwodów. Wzrasta również liczba unieważnień małżeństwa, mylnie, choć bardzo często, nazywanych „rozwodami kościelnymi”? Z czego wynika wzrost rozpadów małżeństwa i jak można go ograniczyć?

– Kwestia procedur kanonicznych, prowadzących do ewentualnego orzeczenia nieważności, czyli nieistnienia sakramentalnego małżeństwa, jest nie tylko chęcią podania ręki, ratowaniem osób, uwikłanych w prawne skutki wcześniejszego małżeństwa, a żyjących już w kolejnym związku. Bardziej chodzi tu Kościołowi o przywołanie prawdy. Jeśli bowiem ktoś, nawet nie z winy własnej, wszedł w związek od początku nieważny, to trwając w jego skutkach prawnych, w jakimś sensie żyje w fałszu. Warto natomiast żyć w prawdzie, także w prawdzie o własnym związku. Czym innym są natomiast rozwody według prawa państwowego, które jedynie stwierdzają niemożność kontynuacji wspólnoty małżeńskiej i pozwalają na życie odrębne. W porządku kanonicznym oznacza to separację małżeńską. Tylko znowu – powraca problem dzieci, które po rozwodzie wyrastają w niezwykłym rozdarciu pomiędzy mamą i tatą. Stąd pojawia się w kolejnym pokoleniu następna grupa osób, która nie doświadczyła piękna małżeńskiej i rodzicielskiej miłości. To znowu są zadania całej społeczności. A najlepszy początek to powrót do Chrystusa.

– Jakie są obecnie najważniejsze wyzwania, które stoją przed małżeństwem i rodziną?

– Uratować zachwyt nad pięknem i siłą miłości małżeńskiej oraz zachwyt nad rodzicielstwem, w obu przestrzeniach współpracując z Bogiem, Który jest Miłością i Życiem.

– Od początku swojej działalności Ordo Iuris stoi na straży tożsamości małżeństwa. W ostatnich miesiącach znacznej intensyfikacji uległa publiczna aktywność środowisk LGBT, które domagają się legalizacji homoseksualnych konkubinatów. W czym ich postulaty mają zagrażać rodzinie?

– Nawet jeżeli pewna wąska grupa tzw. przedstawicieli środowisk LGBT nie ma tej świadomości, są to inicjatywy ponadpaństwowe, sterowane i finansowane ze środków wcześniej umiejętnie, w ramach różnych opłat lub procedur, odebranych obywatelom świata. System przesunięć tych środków do różnych stowarzyszeń czy fundacji, o neutralnych nazwach, nawet skądinąd robiących coś dobrego, jest perfekcyjnie opracowany. Jest to wojna z rozumnym człowieczeństwem, z ludzką wolnością i odpowiedzialnością. Chodzi więc faktycznie o zniewolenie całych pokoleń i całych społeczeństw.

– Jak Wasza Ekscelencja ocenia inicjatywy podejmowane przez Instytut?

– Z wielką wdzięcznością i nawet podziwem. Znaleźliście państwo metodę, jako Instytut Ordo Iuris, aby zaistnieć w przestrzeniach dyskusji, wcześniej zarezerwowanej praktycznie dla prawniczego świata akademickiego oraz dla debat sądowych. Dlatego możecie też skutecznie podejmować najbardziej newralgiczne tematy, których przedstawiciele tamtych środowisk nie mieli odwagi albo nie potrafili odpowiednio podjąć. Jesteście już słyszani i słuchani. Nie ustawajcie.

– Instytut Ordo Iuris wraz z Instytutem Statystyki Kościoła Katolickiego zajmuje się również problemem prześladowania chrześcijan. Monitoring takich aktów pokazuje, że choć wiele osób wciąż nie zdaje sobie z tego sprawy, w Polsce każdego roku dochodzi do aktów dyskryminacji katolików lub wręcz ich prześladowania. Czy dostrzega Wasza Ekscelencja przejawy takiej dyskryminacji w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej?

– Nie chcę mówić o konkretach, ponieważ są to prześladowania tzw. miękkie, które mogą podlegać nie tylko interpretacji o prześladowaniu, ale także o jakimś błędzie czy pomyłce lub przypadku. Zdarzają się bowiem sytuacje, w których trudno o jednoznaczne udowodnienie przestępczego zamiaru czy ograniczania praw chrześcijan. Jednak obecna atmosfera wymaga w takich sytuacjach ogromnej uwagi i mądrej odwagi. Wyraźnie da się zaobserwować atmosferę osaczania, budowania niechęci wobec Kościoła i duchowieństwa. Księża sygnalizują mi, choć nienagminnie, że spotykają się na ulicy z przejawami wrogości i negatywnymi reakcjami na sam strój duchowny — na koloratkę czy sutannę. Podobne sytuacje sygnalizują niekiedy siostry zakonne w habicie. Jednocześnie spotykamy się z wieloma sytuacjami, w których duchowni są traktowani z szacunkiem, dlatego wszelkie uogólnienia mogłyby być niebezpieczne. Niemniej jednak widać wyraźnie zagęszczającą się atmosferę wokół Kościoła katolickiego.

– Z czego wynikają akty wrogości wobec polskich chrześcijan i co można zrobić, by je wyeliminować?

– Jest to część wojny ideowej, zmagania o Prawdę, o Życie, o Człowieka, o Rodzinę, a także o Naród. W tych przestrzeniach Kościół katolicki pozostaje niezmiennie punktem odniesienia i wsparcia. Wrogowie wyżej podanych prawd są więc bardzo zainteresowani każdym, nawet niewielkim osłabieniem Kościoła. A co zrobić? Mieć świadomość tego zmagania, zachować wiarę i dać świadectwo Prawdzie.

– Czy widzi Wasza Ekscelencja potrzebę kolejnych wspólnych inicjatyw z Ordo Iuris? W jaki sposób organizacja świecka i Kościół mogą współpracować na gruncie ochrony życia i wzmocnienia rodziny?

– Życie samo, dzień po dniu, przedstawia tematy do podejmowania. W rozumnej debacie Kościół katolicki zawsze stoi, a przynajmniej chce stać, na gruncie Prawdy. Tu jest źródło współpracy. Niech Was Bóg błogosławi na drogach służby Prawdzie, Człowiekowi i Rodzinie.

*********************

Wywiad jest częścią publikacji pt. „Przeciw bezprawiu. 5 wywiadów na 5 lat Instytutu Ordo Iuris” z okazji pięciolecia Instytutu Ordo Iuris.

W ostatnich tygodniach Instytut Ordo Iuris obchodził pięciolecie swojego istnienia. Z tej okazji wydana została publikacja zawierająca wywiady z beneficjentami, współpracownikami i przyjaciółmi Instytutu. Wywiadem otwierającym publikację jest zapis rozmowy z abp. Andrzejem Dzięgą. Metropolita Szczecińsko-Kamieński zabrał w nim głos na temat ochrony ludzkiego życia i rodziny.

Tagi:
wywiad abp Andrzej Dzięga

Zamiast muzycznej kariery wybrał kapłaństwo

2019-06-26 18:39

Piotr Kołodziejski / Szczecin (KAI)

"Jestem przekonany, że spełniam wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica" - mówi diakon Maciej Czaczyk, który wraz z dwójką innych kandydatów przyjmie święcenia prezbiteratu w szczecińskiej katedrze. W 2011 roku 17-letni wówczas licealista z Gryfina wygrał telewizyjne "Must be the music". Potem jednak wybrał inną drogę życiową.

Screenshot/www.youtube.com

Piotr Kołodziejski (KAI): Po wygranej w programie była nagrana płyta, a potem... decyzja o wstąpieniu do seminarium. Nie żałujesz tej decyzji z perspektywy lat?

Maciej Czaczyk: - Nie żałuję. To po prostu mega duża przygoda, potężna otwierająca życie. Szczęśliwe życie. Także nie sposób żałować.

KAI: Pamiętam moment, kiedy ogłosiłeś, że wstępujesz do seminarium. W mediach była duża konsternacja. Czy docierały do Ciebie komentarze w stylu "Co ty robisz człowieku?"

- Nie czytałem tych komentarzy, ale przyznam, że w prywatnych wiadomościach docierały do mnie głosy niezrozumienia. Niektórzy krytykowali bardzo mocno i czuli się zawiedzeni. Poniekąd ja sam byłem zaskoczony tą decyzją.

- W jednym z wywiadów powiedziałeś, że „realizacja pasji dla pasji jest pusta”. Co to oznacza?

- Myślę, że na każdym etapie trochę inaczej to rozumiałem. Dziś myślę po prostu, że sam dla siebie nie jestem celem. Moje realizowanie siebie, choć jest piękne i potrzebne, żeby się rozwijać i realizować swoje pasje, jest bardzo potrzebne, ale to nie jest w stanie zaspokoić człowieka. Bo człowiek jest kimś więcej i potrzebuje relacji do drugiego człowieka i miłości do drugiej osoby, żeby dawać z siebie. A nie tylko dziś każdy bardziej realizuje siebie, dla siebie, do siebie. Żeby jednak odbić w drugą stronę. Nie w stronę pasji i realizacji siebie, ale bardziej w stronę bycia dla innych. Jeśli pasja jest tak rozwijana, to jak najbardziej, ale ona wtedy nie staje się celem.

- Mówiłeś też, że jako dziecko chciałeś być księdzem, a więc u Ciebie to chyba nie był taki strzał, że nagle po sukcesie medialnym w konkursie telewizyjnym zdecydowałeś się zostać księdzem, tylko to w Tobie dojrzewało.

- Tak i to od malucha. Nim poszedłem do I Komunii Świętej i bliżej podszedłem do ołtarza, to już były zabawy w księdza. Bawiłem się w moim życiu i to pragnienie było. Tak jak dzieci bawią się w różne zawody. To była jedna z takich zabaw, ale okazuje się, że potem coraz bardziej chciałem iść w tę stronę.

- W tych zabawach bardziej skupiałeś się na głoszeniu kazań, czy to już były pierwsze próby grania na gitarze?

- Nie. Grania na gitarze wtedy nie było. Nie pamiętam czy wygłaszałem wtedy kazania. Pamiętam, że było „przeistoczenie”. Była taka śnieżnobiała cieniutka gąbeczka, materiał okrągły pod różańcem, który miałem. To był taki różaniec z Częstochowy. Spod różańca wyciągnąłem to i to pięknie wyglądało jak hostia. Było takie śnieżnobiałe i wyglądało jak hostia. Pamiętam podnosiłem się to do góry w tej zabawie.

- Wygrywasz konkurs, nagrywasz płytę. Czym dla Ciebie było wtedy szczęście, a czym jest teraz?

- Czułem wtedy na pewno radość. Było wiele emocji, stresu, a szczęście to nie emocje, bo te emocje później opadły, zaczęła się kariera i okazuje się, że to było jakieś puste głębiej. To opierało się tylko na doznaniach, emocjach, które ulatywały. Żyłem od fajerwerków do fajerwerków, od wywiadu do wywiadu, od koncertu do koncertu, żeby zapewnić sobie kolejne radochy życia, od imprezy do imprezy, a szczęście było cały czas niedostępne, nieosiągalne. No i zacząłem szukać.

- Powiedziałeś, że była w pewnym momencie doświadczyłeś pustki. Nie żałujesz więc tego doświadczenia na scenie. Czy ono było potrzebne w twoim życiu?

- Bardzo potrzebne i jestem wdzięczny najpierw Panu Bogu, a potem tym innym, których spotkałem. Wiele mnie nauczyli i to było bardzo cenne. Dziękuję im, że mogłem tego doświadczyć. To było wspaniałe doświadczenie.

- Czy to może być wskazówką dla tych młodych, którzy dziś poszukują swojej drogi i chcieliby jeszcze czegoś spróbować zanim podejmą ostateczną decyzję?

- Zdecydowanie tak. Myślę, że warto rozwijać swoje pasje, talenty i też iść za tym, co w jakiś sposób odkrywamy w swoim życiu i czego pragniemy. Pan Bóg też często w tym jest. Często podsuwa takie pragnienia. Jeśli to są rzeczy, które nas prowadzą do dobrego, to trzeba za tym iść. Na pewno trzeba rozwijać talent i szukać szczęścia, ale polecam to robić z Panem Bogiem.

- Masz poczucie, że spełniasz Wolę Bożą na co dzień?

- Jestem przekonany, że spełniam Wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica. Mimo różnych uczuć każdego dnia, bo przecież uczucia się zmieniają, mam szczęście i pokój, że bez względu na to, co będzie się działo na morzu, jaka burza przyjdzie, to ta kotwica jest zakotwiczona. To jest mega ważne w momencie wybierania swojej drogi życiowej, żeby zakotwiczyć i wybrać drogę swojego powołania.

- Jak się Ciebie słucha, można stwierdzić, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Skoro się tak spełniasz, to nigdy nie było kryzysów?

- Szczęście to też kryzysy. Uczucia są różne. Miałem kryzysy. Myślę, że będę miał jeszcze nie jeden i nie dwa w swoim życiu, ale w seminarium, jak miałem kryzysy, to po nich siłą rzeczy stawałem bardziej w prawdzie o rzeczywistości o mnie i stawałem w realnym świecie, stawałem się mocniejszy. Szczęście nie wyklucza się z kryzysem.

- Czasem grasz na gitarze i pojawiasz się na scenie. Czy jest coś w diakonie Macieju Czaczyku z tego Maćka, który wygrywał „Must be the music”?

- Na pewno jest sporo rzeczy w tym Maćku Czaczyku, bo to tak naprawdę ten sam Maciek Czaczyk, chociaż niedługo kompletnie duchowo zmieni się moje życie, bo Chrystus przejmie stery oficjalnie, ale moje cechy charakteru, moje życie i patrzenie na wiele spraw ciągle wymaga nawrócenia, ale też cennych rzeczy nie zabrał mi Pan Bóg, a myślę, że jeszcze je pomnożył i rozwinął. Takie mam przeświadczenie.

- Jakie, Twoim zdaniem, są dziś motywacje kandydatów na księży?

- Wydaje mi się, że mogą być bardzo różne. Ale po to jest seminarium, aby rozeznać. Seminarium to nie jest „szkoła na księdza” ale czas rozeznawania. Niektórzy stwierdzają, że to nie jest ta droga i odchodzą. I o to chodzi. Lepiej być dobrym mężem i ojcem niż złym księdzem.

- Jak postrzegani są dziś kapłani w obliczu prób dyskredytowania Kościoła i tworzenia wizerunku Kościoła będącego w kryzysie?

- To nie jest raczej pytanie do mnie ale do jakichś sondażowni. Ja wiem, kim powinien być kapłan i jakim chcę być kapłanem. Każdy z nas ma być alter Christus, drugim Chrystusem. Można powiedzieć, że kryzys wizerunkowy był w Kościele od początku. O Jezusie współcześni też źle mówili, że żarłok i pijak, że siada przy stole z celnikami i grzesznikami. Patrząc na historię Kościoła można rzec, że gdy nas za bardzo chwalą to nie jest dobrze, bo to znak, że ulegamy panu tego świata. Kościół ma nie tyle dbać o wizerunek, ale o świętość swoich członków. A wszelki grzech widzimy jako ranę na ciele Chrystusa i nie możemy obok niej przechodzić obojętnie.

- Widzisz młodych ludzi na co dzień, którzy szukają swojej drogi życiowej. Czy są zagubieni, boją się odkryć swoją drogę? Jak patrzysz na nich?

- Patrzę na nich trochę jak na swoich młodszych kolegów i koleżanki. Widzę w nich też siebie. Wydaje mi się, że świetnie ich rozumiem. Szczególnym darem dla mnie była rodzina i rodzice. Dziś to często jest źródłem problemu, że rodziny się sypią. W tych relacjach. I ciężko to potem czymkolwiek uzupełnić. Coś, co jest fundamentalnym brakiem. Widzę, że są zagubieni. Widzę, że szukają szczęścia i nadziei w życiu. Szukają miłości. Myślę, że to się nigdy nie wyczerpie. Każdy szuka tego samego. Ktokolwiek będzie chciał spotkać się ze mną i rozmawiać na ten temat, to będę dzielił się swoim życiem. Jeżeli komuś to pomoże, to chwała Bogu.

- Co Maciej Czaczyk powie komuś, kto coś usłyszy w swoim sercu, ale boi się pójść za tym głosem dalej?

- Co ja mogę powiedzieć? Nie bój się. Mogę nawet zaśpiewać. (tu Maciej Czaczyk śpiewa) Nie bój się, chodźmy tam. To mój pierwszy singiel i jest blisko ze mną. Moja pioseneczka. Nie bój się, że ktoś ci powie, że coś, że ktoś będzie o tobie gadał. To zawsze będzie. Po prostu rób to, co Pan Bóg w sercu ci podsuwa i do przodu.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzecznik KEP: jednoznaczna dezaprobata wobec aktów agresji w Białymstoku

2019-07-21 18:12

BPKEP / Warszawa (KAI)

Przemoc i pogarda w żadnym przypadku nie mogą być usprawiedliwiane i akceptowane. Trzeba wyrazić jednoznaczną dezaprobatę wobec aktów agresji, takich jak te, które miały miejsce w Białymstoku – powiedział rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik.

Episkopat.pl

Rzecznik KEP przypomniał wypowiedź przewodniczącego Episkopatu abp. Stanisława Gądeckiego, opublikowaną na łamach tygodnika katolickiego „Niedziela”, dostępnym od 17 lipca: „Osoby te nie są w pierwszym rzędzie gejami, lesbijkami, biseksualistami czy transseksualistami – one są przede wszystkim naszymi braćmi i siostrami, za których Chrystus oddał swoje życie i które chce On doprowadzić do zbawienia”.

Przewodniczący Episkopatu dodał: „W imię wierności naszemu Zbawicielowi i w imię miłości do naszych sióstr i braci musimy jednak głosić całą Ewangelię – nie unikając wymagań, które ona niesie, i nie przestając nazywać śmiertelnym grzechem tego, co nim w istocie jest. Gdybyśmy tak nie czynili, okradalibyśmy naszych bliźnich z prawdy, która także im się należy”.

„Każda forma agresji jest wbrew nauce Jezusa Chrystusa. Szacunek należy się każdemu człowiekowi bez względu na jego poglądy” – powiedział rzecznik Episkopatu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mateusz Morawiecki i Jakub Błaszczykowski w Truskolasach

2019-07-22 18:17

PAP

– Moim marzeniem jest, żeby młodzież mogła trenować, żeby odciągnąć ją od głupstw – podkreślił premier Mateusz Morawiecki w Truskolasach, który w poniedziałek odwiedził Szkołę Podstawową im. Stanisława Ligonia, gdzie zainicjował budowę boiska sportowego.

Twitter.com

Morawiecki w Truskolasach spotkał się z piłkarzem, reprezentantem Polski, byłym zawodnikiem m.in. Borussi Dortmund, a obecnie Wisły Kraków, pochodzącym z Truskolasów Jakubem Błaszczykowskim.

Według premiera trzeba się zastanowić nad systemem szkolenia młodych piłkarzy i nowatorskim podejściem do piłki nożnej.

– Wielkim naszym pragnieniem, a moim marzeniem jest to, żeby dzieciaki, młodzież również z Truskolasów, z takiej ziemi jak ta, północna część woj. śląskiego, żeby mogły trenować, żeby chciało im się chcieć, żeby odciągnąć ich od tych głupstw, głupotek i większych jakiś chuligańskich wybryków, albo siedzenia z nosem w smartfonach – powiedział Morawiecki.

Premier oznajmił, że „droga do sukcesu jest usiana ciężką pracą”. – Nie wolno się załamywać. Trzeba podnosić głowę po drobnych i większych porażkach – oznajmił.

Jestem przekonany, że za 5-10 lat będziemy w stanie osiągać sukcesy w Lidze Mistrzów, w piłkarskich mistrzostwach świata i Europy – ocenił premier...

– Trzeba iść do przodu w ramach pewnej dyscypliny. Taką drogę przebył nasz piłkarz. Chciałem podziękować Kubie Błaszczykowskiemu za wspaniałą postawę, postawę patriotyczną i naukę patriotyzmu w praktyce – dodał.

Jakub Błaszczykowski stwierdził, że jest to dla niego „bardzo ważny dzień”. – Jak wspomniałem panu premierowi, od 2010 r. starałem się, żeby takie wydarzenie miało miejsce, żeby powstało boisko, akurat tu, bo tutaj wykonywałem pierwsze kroki – powiedział.

Budowa boiska w Truskolasach jest częścią finansowanego przez rząd Programu Certyfikacji Szkółek Piłkarskich PZPN.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem