Reklama

Polska

Prezes Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”: te pieniądze się nie marnują!

- Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić: pieniądze przeznaczane na wsparcie Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” się nie marnują. Młodzi ludzie, którym pomagamy i pomogliśmy to wielkie bogactwo naszego kraju a oni sami podkreślają, że bez nas byłoby im dużo trudniej – mówi ks. Dariusz Kowalczyk, przewodniczący zarządu Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. 14 października obchodzony będzie Dzień Papieski, podczas którego odbędzie się zbiórka na przyznawane przez Fundację stypendia dla uzdolnionej młodzieży z ubogich rodzin.

[ TEMATY ]

Dzieło Nowego Tysiąclecia

dzielo.org.pl

Ks. Dariusz Kowalczyk

Ks. Dariusz Kowalczyk

KAI: Czym zajmuje się Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąclecia”?

Ks. Dariusz Kowalczyk: Jednym z najważniejszych obszarów działania Fundacji jest program stypendialny. Oferujemy stypendia dla uboższej, uzdolnionej młodzieży. Naszym programem obejmujemy rocznie ok. 2 tys. młodych. Wspieramy ich od 7 klasy szkoły podstawowej aż do ukończenia studiów, czyli przez ok. 10 lat. Rocznie na stypendia wydajemy ok. 12 mln. zł. Działamy już 19 lat. W tym roku kwota środków przeznaczonych przez nas dla młodych przekroczy 200 mln. zł. Opieką objęliśmy w sumie już ponad 5 tys. osób.

- Skąd ten pomysł?

- Nasi stypendyści to „żywy pomnik Jana Pawła II”. Fundacja powołana została w 2000 r. przez Konferencję Episkopatu Polski jako wyraz wdzięczności za posługę Ojca Świętego i w celu upamiętnienia jego pontyfikatu. Temu też służą nasze inne działania jak np. organizacja Dnia Papieskiego, podczas którego przywoływane jest nauczanie Jana Pawła II.
Program stypendialny to próba wcielenia w życie wezwania Jana Pawła II do rozwijania „wyobraźni miłosierdzia”. To mocne przesłanie które zostawił nam już podczas pielgrzymki w 1999 r. Wybrzmiało ono jeszcze pełniej w roku 2002.
Fundacja powstawała w bardzo specyficznym momencie historii Polski. Rok 2000 to było gigantyczne bezrobocie. Wielkie obszary upadłych PGR-ów, gdzie panowała strukturalna bieda. Byli pracownicy tych gospodarstw mieli dzieci, często zdolne, chcące się uczyć ale z uwagi na brak środków - bez większych perspektyw. Nie było szans na jakąś lepszą szkołę, liceum. Nie wiem, czy dziś młodzi ludzie są w stanie to sobie wyobrazić. W niektórych miejscowościach bezrobocie sięgnęło 42 proc. Dzisiaj praca czeka na człowieka. Wtedy ludzie robili dosłownie wszystko, żeby dostać jakąkolwiek pracę., bodaj dorywczą, bodaj na najgorszych z możliwych ale jednak jakichś warunkach.
Chodziło też o odległości. W wielu diecezjach , jak ktoś musiał dojeżdżać do szkoły 30 km to mówił – „mam blisko, koleżanka ma 70 km”. I jeszcze trzeba było jeździć po tamtych drogach…
Na początku oferowaliśmy stypendia w trzech pakietach: naukowym, socjalnym i rzeczowym. Nasi pierwsi stypendyści, którzy są już dawno po studiach, wspominają, że to była ogromna pomoc: szansa na skończenie dobrego liceum, wyjazd 300, czy 500 km do dużego miasta, podjęcie studiów na wymarzonym kierunku.

- Jak rozwijał się program stypendialny?

- Pierwsze stypendia przyznano na jesieni 2000 r. Zaczynaliśmy z grupą 500 osób. Już dwa, trzy lata później było ich 1200. Po 2005 r., po śmierci papieża Jana Pawła II przekroczyliśmy liczbę 2 tys. stypendystów. Ta liczba się utrzymuje. Każdego roku ok 200-250 z nich kończy studia więc przyjmujemy podobną grupę 7-klasistów (wcześniej gimnazjalistów). Staramy się, by było ich jak najwięcej, nie magazynujemy środków, co tylko możemy przeznaczamy dla młodych.

- Jeśli chodzi o stypendia, uprościliśmy schemat: są socjalne i naukowe. Pomoc rzeczowa została zamieniona na comiesięczna wypłatę. Stypendysta uczeń do matury otrzymuje łącznie 400 zł miesięcznie przez 10 miesięcy. W wakacje jedzie na darmowy dwutygodniowy obóz. Student dostaje miesięcznie ponad 500 zł. Najwięcej na pierwszym roku – to jest najtrudniejszy moment. Studenci na 4 czy 5 roku w większości są już w stanie podjąć pracę.

- Kolejna sprawa to obozy wakacyjne. Na pierwsze pojechali gimnazjaliści, którzy po kilku latach byli już kadrą wychowawczą dla swoich młodszych kolegów. W 2006 r. zorganizowaliśmy pierwszy obóz dla studentów – potrzebny był dla nich osobny program. W 2007 r. doszedł kolejny obóz, wrześniowy, dla absolwentów szkół średnich.

- Kto może zostać stypendystą Fundacji?

- Warunki są stałe: wysoka średnia ocen lub potwierdzone osiągnięcia w jakiejś dziedzinie, pochodzenie z miejscowości do 20 tys. mieszkańców i niski dochód na jednego członka w rodzinie. To ostatnie kryterium uaktualniane jest raz na kwartał, obecnie wynosi 1470 zł na członka rodziny. Warto podkreślić, że nasi stypendyści mają z reguły dużo niższe dochody.
Wyłaniani są na bardzo różne sposoby. Mogą np. zgłosić do koordynatorów programu w diecezjach. W większości z nich jest specjalny zespół formacyjny, który zajmuje się zarówno przyjmowaniem wniosków, jak i opieką nad stypendystami – duchową poprzez np. rekolekcje ale też integracją, organizowaniem różnych spotkań itp.
Niektóre diecezje organizują konkurs, podczas którego wyłaniani są stypendyści; niektóre wysyłają informacje o programie do wybranych szkół, tam, gdzie są największe potrzeby materialne.
Połowa naszej młodzieży pochodzi z rodzin wielodzietnych. Mamy swoich rekordzistów – jedna stypendystka ma 9 sióstr i 5 braci; jest uczeń, który ma szesnaścioro rodzeństwa. Dziś działa program 500 +, on takim rodzinom bardzo ulżył ale przez całe lata było naprawdę bardzo ciężko. Ci młodzi od dziecka umieli pomagać rodzicom, pracować, dorabiać.
Nasi stypendyści są tacy jak społeczeństwo – część jest z pięknych rodzin, którym duchowo niczego nie brakuje, część ma rodziny niepełne z różnych względów, są też młodzi w pieczy zastępczej czy wychowankowie domów dziecka.

- Czy pieniądze przekazywane są stypendystom czy ich rodzicom?

- W przypadku osób niepełnoletnich istnieje tu pewna trudność prawna ale rozwiązaniem są oferowane przez banki konta „junior”. Tam są przelewane pieniądze. Rodzice nadzorują swoje dzieci, także w sprawach materialnych. Zależy nam na tym, aby środki zostały wydane na cele edukacyjne, dlatego uczniowie składają sprawozdanie z wydatkowania pieniędzy pochodzących ze stypendium.
Można z nich finansować kursy językowe, dodatkowe pomoce, książki, itp. Słowem tylko to, co służy rozwojowi i edukacji.

- W jaki sposób pozyskiwane są środki?

- Wydajemy na stypendia i program formacyjny ok 12 mln zł. rocznie. W zeszłym roku podczas przykościelnej i publicznej zbiórki w Dniu Papieskim udało się zgromadzić prawie 8 mln. zł. (Warto przypomnieć, że organizowana przez fundację rokrocznie po 2000 r. zbiórka publiczna to pierwsza taka zbiórka kościelna od czasów wojny). Tak więc zbiórki pokrywają 2/3 środków. Pozostałą 1/3 udaje nam się pozyskać od darczyńców.
Nie mamy innych pieniędzy. Nie mamy żadnych pieniędzy państwowych, poza środkami z 1 proc. podatku dochodowego. To w naszym przypadku kwota ok. 450 tys. zł. Sporo ale niewiele w stosunku do naszych potrzeb.
Nasi darczyńcy to najczęściej pojedyncze osoby, czasem firmy. Niekiedy ktoś przekaże nam spadek, środki ze zlikwidowanej polisy; zdarzało się, że ktoś ofiarował mieszkanie, które mogliśmy potem sprzedać. Kontakty z darczyńcami bywają bardzo wzruszające. Raz otrzymaliśmy kwotę pokrywającą 3 roczne stypendia od powstańca warszawskiego. Opowiadał, jak przez lata cierpieli z żoną biedę, nie mogąc ze względu na swoja AK-owską przeszłość znaleźć żadnej pracy. – Teraz mamy pieniądze ale nie są nam tak potrzebne – mówił. Niedawno przyszła do nas starsza, ponad 80 –letnia pani, rodowita warszawianka, lekarka, która 40 lat pracowała w szpitalach. Wspominała, jak jej matka „wypruwała sobie żyły”, by w powojennej rzeczywistości dzieci mogły zdobyć wykształcenie. – Ja wiem, jak to jest trudno, gdy ma się ambicje i intelektualne możliwości a brakuje pieniędzy – opowiadała. Też zamierza nam coś przekazać.
Jest pewna grupa, ok 6 tys. osób, które stale nas wspierają. Bardzo to sobie cenimy. Zdarza się, że ktoś przez 10 lat daje nam co miesiąc 20 zł. Musi to oznaczać, że naprawdę utożsamia się z tym dziełem, z papieżem, z ideą budowania chrześcijańskich elit poprzez wspieranie młodych.

- Czy Fundacja to faktycznie „kuźnia elit”?

- Myślę, że tak. Nasi podopieczni wybierają wszystkie możliwe uczelnie i kierunki studiów. Jeżdżą na stypendia zagraniczne, uczestniczą w programach naukowych. Już jako absolwenci docierają do najróżniejszych firm i instytucji. Są artystami, aktorami, malarzami, bardzo mocno angażują się w trzeci sektor, są liderami społecznymi, liderami np. „Szlachetnej Paczki”, zajmują się hospicjami, chodzą do więzień, działają na polu ochrony zwierząt. Są w najrozmaitszych środowiskach medialnych, w instytucjach takich jak ministerstwa, kancelaria sejmu, senatu. Angażują się w politykę samorządową. Posła jeszcze nie mamy – chyba na to za wcześnie ale niewykluczone, że i na to przyjdzie czas.
Chcę jednak podkreślić, że nam zależy na integralnym wychowaniu człowieka. Wychowanie Kościoła bazuje na realizmie, nie na fantazji czy improwizacji. Różne wymiary człowieczeństwa muszą być zintegrowane. Co z tego, że ktoś ma świetnie „umeblowana głowę”, jak nie ma co do garnka włożyć. I odwrotnie. Albo jest wykształcony i materialnie niczego mu nie brakuje – ale jest samotny. Poczucie wspólnoty - to też jest bardzo ważne.

- Czy Fundacja stanowi wspólnotę?

- Bardzo nam na tym zależy. Temu służą spotkania, w których stypendyści uczestniczą w ciągu roku czy obozy letnie – poznają się tam, zaprzyjaźniają, wzajemnie inspirują, motywują. To są fantastyczni młodzi ludzie! Nasza praca to wysiłek i odpowiedzialność ale też ogromna przyjemność współpracy z nimi! Wystarczy przyjechać na jeden dzień na taki obóz, pobyć chwilę i porozmawiać, przeżyć wspólną Eucharystię czy dzień sportu - żeby się o tym przekonać.
W czasie wakacji organizujemy 3 obozy. W każdym uczestniczy 800 – 1000 młodych. Trzeba wszystko zorganizować: miejsce, noclegi, wyżywienie, bezpieczeństwo, dwutygodniowy bogaty i różnorodny program - dzień w dzień co do minuty, sale, kościoły, logistykę, przyjazdy, wyjazdy, koszulki, liczną kadrę wychowawczą i kierowniczą, kadrę medyczną, odpowiednie publikacje i materiały, itp. To jest rok pracy lub nawet trochę więcej. My do tego mamy tylko jedno stanowisko biurowe. Wszystkim zajmują się wolontariusze, w większości stypendyści. Sami się dopytują, kiedy już będą mogli pomagać, być opiekunami dla swoich młodszych kolegów. Zależy im, chcą się angażować.
Z punktu widzenia budowania wspólnoty bardzo ważny jest obóz wrześniowy dla absolwentów. To moment newralgiczny. Ci młodzi ludzie z małych miejscowości mają już indeksy w kieszeni i przeprowadzają się właśnie do dużego miasta. Na obozie poznają kolegów, przyjaciół i są wprowadzani do wspólnoty akademickiej, która może być dla nich oparciem we wszystkich sprawach – bytowych, uczelnianych i towarzyskich. Takie wspólnoty mamy w 18 dużych miastach. W Warszawie liczy ona 200 osób, w Krakowie 180. Trzymają się razem, mają spotkania co 2 tygodnie przez cały rok.

- A po studiach?

- To są dziesiątki małżeństw. Co roku dostaję po kilkanaście zaproszeń na śluby ludzi, którzy poznali się właśnie w ramach Fundacji.
Mamy zresztą też ok. 20 wyświęconych księży, kilkunastu alumnów i siostry zakonne, pierwsza z nich w przyszłym roku złoży śluby wieczyste.
Część absolwentów 5 lat temu założyła swoje stowarzyszenie – dla tych, którzy chcą kontynuować przygodę z Fundacją, z tymi wartościami. Mają swój własny zarząd, radę, sekcje.
Zdarza się oczywiście, że pewne osoby się „wykruszają”. Są z nami kilka lat a potem odchodzą. Bardzo mi zawsze jest przykro ale jestem przekonany, że ta formacja i ta grupa to wartość, która zaprocentuje, nawet po jakimś czasie.
Przekonuję się zresztą, że w absolwentach, którzy rozluźnili już swoje związki z Fundacją – co przecież jest naturalnym procesem – pamięć o tym wspólnym czasie jest nadal bardzo żywa. Podczas wielu obozów, gdy organizujemy np. koncert czy spotkanie, przychodzą do mnie byli stypendyści, żeby się przywitać, przedstawiają swoje żony, mężów, dzieci. Opowiadają, co u nich słychać. Zwierzają się, że przyjechali nawet 50, 60, 70 km, żeby się spotkać, gdy dowiedzieli się, że tu, w tym mieście odbywa się obóz. Takie spotkania bardzo budują.

- Jak można wesprzeć Fundację?

- Dobrym słowem, modlitwą, cierpieniem ofiarowanym w intencji tego dzieła. Można w najróżniejszy sposób angażować się w działania w ramach Dnia Papieskiego, w promocję nauczania i osoby Jana Pawła II. Można wreszcie wesprzeć nas ofiarą materialną. Te pieniądze się nie marnują!

2018-10-13 09:25

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Żywy pomnik papieża

2020-09-23 09:47

Niedziela sosnowiecka 39/2020, str. I

[ TEMATY ]

Dzień Papieski

Dzieło Nowego Tysiąclecia

Archiwum fundacji

Jan Paweł II zawsze stawiał na młodych

Jan Paweł II zawsze stawiał na młodych

Diecezjalny koordynator Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” ks. Michał Borda zachęca do wspierania funduszu stypendialnego dla młodych w Dzień Papieski.

Stypendyści tworzą niezwykły pomnik, budowany przez Polaków, dedykowany św. Janowi Pawłowi II. Każdego roku, w niedzielę poprzedzającą wybór kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową, w całej Polsce oraz środowiskach polonijnych obchodzony jest Dzień Papieski, podczas którego łączymy się w modlitwie z obecnym papieżem oraz zagłębiamy się w nauczanie św. Jana Pawła II. Aspekt charytatywny tego dnia to przykościelna i publiczna zbiórka pieniędzy na rzecz funduszu stypendialnego Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” dla zdolnej młodzieży z niezamożnych rodzin.

CZYTAJ DALEJ

Franciszek pobłogosławił dzwon „Głos Nienarodzonych”

2020-09-23 14:18

[ TEMATY ]

dzwon

Włodzimierz Rędzioch

Papież Franciszek pobłogosławił w środę podczas audiencji generalnej polski dzwon noszący imię „Głos Nienarodzonych”. Przywiozła go delegacja fundacji Życiu Tak z Podkarpacia. Papież wyraził pragnienie, by głos dzwonu budził sumienia w Polsce i na świecie.

Wprowadzenie dzwonów do kultu chrześcijańskiego tradycyjnie przypisywane jest św. Paulinowi, biskupowi Noli w południowych Włoszech (409-431). Oczywiście instrumenty podobne do naszych dzwonów były używane już w starożytności przez Greków i Rzymian.

Zobacz zdjęcia: Franciszek pobłogosławił dzwon „Głos Nienarodzonych”

Na przykład grecki historyk i podróżnik Strabon pisze o używaniu „tintinnabulum” do ogłaszania otwarcia targu. Począwszy od IV w. używanie dzwonów w chrześcijańskie szybko rozprzestrzeniło się na Zachodzie, głownie w celu zwoływania wiernych. Ale były one używane szczególnie we wspólnotach monastycznych. Pierwsze wczesnośredniowieczne instrumenty dźwiękowe stosowane w liturgii nazywano „signum” i „clocca”, ale także „campana” i „nola”, co jest ewidentnym nawiązaniem do nazwy regionu Kampania i miasta Nola.

Od średniowiecza dzwony wyznaczały czas - nie było wówczas zegarów a niewielu mogło używać klepsydr i zegarów słonecznych. Dźwięk dzwonów wyznaczał rytm pracy w ówczesnych, głównie rolniczych społeczeństwach. Oczywiście dzwony pełniły bardzo ważną funkcję w życiu duchowym ludzi - ich dźwięk, który rozprzestrzeniał się wszędzie, był znakiem obecności sacrum i wzywał wiernych do oddawania czci Bogu. Jednocześnie ludzie uważali, że dzwony odgrywają rolę egzorcyzmów przeciwko wpływom sił zła, burz i innych klęsk żywiołowych. Ich dźwięk informował także o ważnych wydarzeniach: aby zasygnalizować śmierć kogoś ze wspólnoty, obwieścić jakieś wydarzenie zbiorowej radości lub ostrzec przed zbliżającym się niebezpieczeństwem, np. przed najazdem.

Powstała na Podkarpaciu Fundacja „Życiu Tak” im. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny postanowiła wykorzystać dzwon do przypominania ludziom o dramacie aborcji – tylko w 2019 r. na świecie zostało zabitych w łonie matki 42 miliony dzieci. Jego głos ma uwrażliwiać oraz pobudzać społeczeństwa do obrony niezbywalnego prawa do życia dziecka poczętego, dlatego nazwano go „Głos Nienarodzonych”. Dzwon wykonano w istniejącej od 1808 r. pracownii ludwisarskiej Jana Felczyńskiego w Przemyślu.

W manufakturze tej odlewane są najwyższej jakości dzwony, które trafiły już do kościołów na całym świecie. Wśród nich jest ważący 55 ton „Głos Ojca” – uznawany za największy kołysany dzwon na świecie, który znajduje się w brazylijskim Sanktuarium Boga Ojca Przedwiecznego. W ludwisarni rodziny Felczyńskich powstał także „Dzwon Niepodległości”, wykonany dla uczczenia 100. rocznicy odzyskania suwerenności przez Polskę.

Bogdan Romaniuk, założyciel Fundacji i pomysłodawca przedsięwzięcia, osoba związana z ks. Jerzym Popiełuszko często cytuje słowa „męczennika komunizmu”: „Zadaniem Kościoła jest nie tylko teoretyczne głoszenie prawa do życia nienarodzonych, lecz także praktyczna obrona tego prawa”. Również na dzwonie widnieją słowa bł. ks. Jerzego, który był bezkompromisowym obrońcą życia: „Życie dziecka zaczyna się pod sercem matki”; obok umieszczono V przykazanie Boże: „Nie będziesz zabijał”. Jak podkreśla Romaniuk „Głos Nienarodzonych” to inicjatywa, której nadrzędnym celem jest mobilizowanie ludzi do obrony życia ludzkiego, dlatego będzie używany głownie w czasie marszy „pro-life”.

Fundacja zwróciła się do Papieża Franciszka, aby pobłogosławił „Dzwon Nienarodzonych” – Ojciec Święty uczynił to w czasie audiencji ogólnej, 23 września.

Dzwon przywieziono do Watykanu 22 września wieczorem. Ustawiono go na Dziedzincu św. Damazego, gdzie w tym okresie odbywają się papieskie audiencji. Przy dzwonie ustawiono Meleks, który będzie używany do jego transpostu. Dziś, 23 września rano na Dziedzińcu odbyła się papieska audiencja, w czasie której Franciszek pozdrowił pielgrzymów w różnych językach.

Zwracając się do Polaków tak mówił o dzwonie: „Za chwilę pobłogosławię dzwon, noszący imię ‘Głos Nienarodzonych’, wykonany przez Fundację ‘Życiu Tak’. Będzie on towarzyszył wydarzeniom mającym na celu prypominanie o wartości życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci. Niech jego głos budzi sumienia stanowiących prawo i wszystkich ludzi dobrej woli w Polsce i na świecie. Niech Bóg, jedyny i prawdziwy Dawca życia błogosławi Wam i Waszym rodzinom. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”.

Na zakończenie audiencji Franciszek podszedł do dzwonu, przy którym stały osoby zaangażowane w zrealizowanie projektu dzwonu: obok Bogdana Romaniuka, Piotr Olszewski, właściciel firmy ludwisarskiej „Felczyńscy”, wykonawca dzwonu, ks. Lucjan Szumierz, proboszcz kolegiaty kolbuszowskiej, w której będzie przechowywany dzwon, oraz dwójka polskich dzieci, Karolina i Jakub. Franciszek zamienił z nimi kilka zdań i pobłogosławił „Głos Nienarodzonych”.

Następnie dzieci podały Ojcu Świętemu sznur przywiązany do serca dzwonu i mógł on w niego uderzyć - doniosły dzwięk rozszedł się po Dziedzincu św. Damazego. Od dziś dzwięk ten będzie przypominał wszystkim o świętości ludzkiego życia począwszy do jego poczęcia w łonie matki.

CZYTAJ DALEJ

Jak pomóc uchodźcom? Zaproszenie na krakowskie obchody Dnia Migranta i Uchodźcy

2020-09-24 16:43

AB

Alina i Natalia, obywatelki Kirgistanu, dziś szczęśliwe mieszkanki Krakowa

Alina i Natalia, obywatelki Kirgistanu, dziś szczęśliwe mieszkanki Krakowa

Czego potrzebują mieszkający w Polsce uchodźcy i migranci? Z jakimi wyzwaniami się mierzą? Odpowiedzi na te i inne pytania poznamy w najbliższą sobotę 26 września.

27 września przeżywać będziemy 106. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. W sobotę, 26 września, Wspólnota Hanna organizuje krakowskie obchody tego dnia. W programie znajdą się m.in. wykłady on-line, rozmowy z osobami, które na co dzień pracują z migrantami w Polsce i za granicą, a także świadectwa uchodźców z Czeczeni. Transmisja odbywać się będzie na kanale Wspólnoty Hanna.

Zależy nam na tym, żeby usłyszeć głos uchodźców. Często wypowiadamy się na temat jakichś grup ludzi, zamiast z nimi porozmawiać. Dlatego zapraszamy Milanę, Khedi i Shahera, którzy podzielą się swoją historią. Dowiemy się też, jak wygląda obecna sytuacja na Lesbos – mówi Joanna Malec.

Po internetowych prelekcjach organizatorzy zapraszają do wspólnej modlitwy w kościele Ojców Dominikanów. O godz. 19.30, w bazylice św. Trójcy w Krakowie zostanie odprawiona Msza św. w intencji migrantów i uchodźców. Oprócz duchowego wsparcia Wspólnota Hanna zachęca do aktywnego działania na rzecz znajdujących się w potrzebie obcokrajowców.

– Warto zadać sobie pytanie: czego ja bym potrzebował, gdybym uciekał przed niebezpieczeństwem i znalazł się w obcym państwie? Podejdźmy do tych osób, jak do ludzi takich jak my – z otwartością, ciepłem, bez strachu – dodaje Joanna.

Wspólnota Hanna już po raz drugi organizuje krakowskie obchody Światowego Dnia Migranta i Uchodźcy. Jak informuje Joanna, członkowie grupy – w odpowiedzi na zachętę papieża Franciszka – pragną radykalnie żyć ewangelią. Oprócz koordynacji sobotniego wydarzenia Wspólnota Hanna pomaga osobom bez domu oraz uczestniczy w modlitwach za zranionych w Kościele.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję