Reklama

Polska

Bp Solarczyk: nie zmarnujmy dynamizmu młodości

Młodzi niosą w sobie życie, które może odmienić oblicze świata, w tym Kościoła. Warto zatem nie tylko ich wspierać, ale wraz z nimi odczytywać znaki czasu - powiedział KAI przewodniczący Rady KEP ds. Duszpasterstwa Młodzieży bp Marek Solarczyk przed zbliżającym się Synodem Biskupów o młodzieży.

[ TEMATY ]

młodzi

Bp Marek Solarczyk

BP KEP

Bp Marek Solarczyk

Bp Marek Solarczyk

Nawiązując do przeżywanego w Kościele w Polsce Tygodnia Wychowania zachęcał wszystkich którym leży na sercu młodzież sięgnięcie po Instrumentum laboris na październikowe zgromadzenie Synodu Biskupów nt. „Młodzież, wiara i rozeznawanie powołania”. – To swoiste kompendium wiedzy odsłaniające dynamikę zmian cywilizacyjnych w społeczeństwie i w samym Kościele. Jest to zatem niezwykle cenne narzędzie, pewna baza wyjściowa pomocna w szeroko rozumianym wychowaniu - wyjaśnił.

O wadze tekstu świadczy sam fakt, że dotyczy blisko jednej czwartej populacji na świecie. - Młodzi ludzie (w wieku 16-29 lat) to już dziś grupa licząca ponad 1,8 mld osób. Nie można zatem ich zlekceważyć, tym bardziej, że to oni będą kształtować oblicze naszej przyszłości, w tym również Kościoła - powiedział biskup.

Reklama

Pierwsza część Instrumentum laboris, w której mowa jest o warunkach życia młodych w różnych częściach świata, gdzie toczą się wojny, jest głód, czy brak perspektyw na przyszłość, pozwala dostrzec całe bogactwo życia i doświadczenia Kościoła powszechnego. - To niezwykle mocno poszerza horyzonty i pomaga wyjść poza to, co znamy tylko z Polski - uważa bp Solarczyk.

Z tym oczywiście - dodał bp Solarczyk - wiąże się wdzięczność za to, co mamy w naszej Ojczyźnie lub w czym sami uczestniczymy, bądź tworzymy. – Samo ukazanie młodzieży tej szerokiej perspektyw życia ich rówieśników jest już cenną wartością, która uczy ich wrażliwości na innych, troski o drugiego człowieka, czy szacunku dla darów, które sami posiadają – zwrócił uwagę biskup.

Zdaniem przewodniczącego Rady KEP ds. Duszpasterstwa Młodzieży, jedną z poruszanych przez dokument płaszczyzn, która wciąż nie jest należycie doceniana i wykorzystywana w Polsce, jest katecheza szkolna. - W teksie jest mowa o "przymierzu edukacyjnym", a więc o współpracy różnych podmiotów na poziomie edukacji. Każdy z nas doskonale wie, że czas szkoły to nie tylko zdobywanie wiedzy, ale przede wszystkim formowanie człowieka poprzez to, co się mu przekazuje na płaszczyźnie intelektualnej i ludzkiej, a co w jakiejś mierze przekład się też i na wiarę. Ważne jest zatem świadectwo, które daje szeroko rozumiana kadra pedagogiczna - zwrócił uwagę bp Solarczyk.

Reklama

- Dokument jest również cennym punktem odniesienia i okazją do swoistego rachunku sumienia z naszej wiary i zaangażowania na rzecz młodego pokolenia. Jak podchodzę do młodych? Jak na nich patrzę? Czy robię wszystko, co mogę na tym polu? Czy to, co ofiarowuję, jest czymś najlepszym co mogę im dać? Odpowiedź na te pytania pokazuje nie tylko, jakie jest nasze serce, ale również na ile nasze środowiska są rzeczywiście żywotne, na ile są miejscem gdzie istnieje autentyczna troska o młode pokolenie, na ile pomagając młodym wzrastać i odkrywać piękno ich człowieczeństwa a następnie ich miejsca w Kościele i w świecie – powiedział bp Solarczyk.

Biskup zwrócił też uwagę, że młodzież niesie w sobie ogromny dynamizm i pragnienie autentyczności, które są niezwykle cennym darem dla całego społeczeństwa i dla samego Kościoła. - Ich radość, optymizm i łatwość wychodzenia do innych chronią nas przed skostnieniem - zwrócił uwagę hierarcha.

Instrumentum laboris powstało jako rezultat wielu konsultacji: seminarium nt. młodzieży, które odbyło się we wrześniu 2017 r. w Rzymie, konsultacji online, młodzieżowego spotkania przedsynodalnego z udziałem ok. 300 osób zebranych w Rzymie i 50 tys. młodych online. Uwzględniono w nim również informacje, które młodzi ludzie przesyłali bezpośrednio do Sekretariatu Synodu Biskupów.

2018-09-11 18:58

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Uczył, jak patrzeć oczyma Boga

2020-09-07 21:05

[ TEMATY ]

Bp Marek Solarczyk

bł. Ignacy Kłopotowski

katedra warszawsko‑praska

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Bp Marek Solarczyk, biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej przewodniczył Mszy św. w katedrze św. Floriana i św. Michała Archanioła w Warszawie w dniu liturgicznego wspomnienia bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego.

W praskiej katedrze licznie zgromadziły się siostry loretanki, obchodzące w tym roku stulecie założenia zgromadzenia przez bł. Ignacego, a także nadzwyczajni szafarze Komunii św. i wielu wiernych.

- Stajemy z wielką wdzięcznością wobec Boga, dziękując za obfitość jego darów jakie wpisał za życia ziemskiego bł. Ignacego, ale również jakie ofiarowuje nam przez jego orędownictwo. Równocześnie prosimy o jego kanonizację, aby dar świętości Boga przez niego objawiał się jeszcze mocniej i abyśmy potrafili na naszych drogach tą drogą świętości podążać – powiedział rozpoczynając liturgię bp Solarczyk.

W homilii sufragan diecezji warszawsko-praskiej zwrócił uwagę, że to, co Bóg ofiarowuje nam w swoim słowie daje wielką okazję, aby spojrzeć na nasze życie i wiarę, przywołując postać, świętość i heroizm wiary bł. Ignacego. - Oto Syn Boży staje pośród ludzi i ofiarowuje im to, co jest tajemnicą samego Boga. Staje przy człowieku Bóg i chce być Opiekunem, chce przez Jezusa odnowić to wszystko, co jest darem Jego Bożej, wiecznej Miłości – podkreślił bp Solarczyk. Dodał, że kiedy uświadomimy sobie przychodzenie Jezusa, nauczanie, głoszenie królestwa, objawianie mocy, wówczas dotykamy poprzez to słowo tajemnicy naszego życia, ale również świadectwa życia i świętości bł. Ignacego. Uświadamiamy sobie, że wpisane w to jest wielkie bogactwo ducha.

- W osobie bł. Ignacego uświadamiamy sobie wszystko, co było bogactwem jego wiary oraz to, co jest dziedzictwem jego posługi kapłańskiej. Wszystko, co on jako kapłan czynił, sprawując sakramenty, głosząc królestwo Boże, rozważając Boże słowo i uczestnicząc w taki wielkim bogactwie ducha wpisanym w modlitwę szczególnie wtedy, kiedy Orędowniczką tej modlitwy była Matka Najświętsza – zaznaczył biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej.

Hierarcha wskazał, że rozważając tajemnicę świętości ukazaną przez bł. Ignacego sami mamy jej zapragnąć – nie tylko w wymiarze porywu uczuć, ale w decyzji woli. – Patrząc na posługę bł. Ignacego widzimy wszystko, co było jego ogromną troską, co sprawia, że człowiek kształtuje swój charakter i rozwija się w swojej dojrzałości – zaznaczył bp Solarczyk i zwrócił uwagę na dzieło bł. Ignacego wpisane w bardzo wiele różnych form wydawniczych, związanych z prasą, czasopismami i wieloma publikacjami. – Charakteryzowała go wielka troska o to, aby człowiek w odkrywaniu, pojmowaniu i kształtowaniu świata potrafił patrzeć oczyma Boga, aby przeglądając się poprzez duszę i wiarę w tym, co jest źródłem Boga potrafił to odkryć, rozwinąć i w taki sposób ukształtować w sobie, aby to rzeczywiście wzrastało – zaakcentował bp Solarczyk.

Kaznodzieja przypomniał także o działalności dobroczynnej błogosławionego. - Bł. Ignacy stanął razem z innymi swoimi współpracownikami w wielu różnych dziełach wsparcia w tym, co jest doczesne i co pomoże ubogim, bezdomnym, biednym, głodnym, aby znaleźli się we właściwym miejscu, by ich wszystkie pragnienia – poprzez dzieła braci i sióstr albertynek, a także od stu lat sióstr loretanek – mogły zostać rzeczywiście spełnione – podkreślił i zachęcił do wzorowaniu się na postaci bł. Ignacego.

- To jest to wyjątkowe zaproszenie dla każdego z nas, aby w cichości swego serca i duszy, stojąc wobec Boga wpatrzyć się i odczytać to, co jest tajemnicą Boga. Zastanowić się, jak możemy ją jeszcze bardziej rozwijać, jak uczynić z niej jeszcze większą jasność i blask naszego życia, w jaki sposób w to, co jest wpisane w nasze pojmowanie, opisywanie świata i komentowanie tego, co jest darem Bożej dobroci – odnaleźć się i to przekazać, jak być nauczycielem i pasterzem słowa i chleba w tym, co jest konieczną pomocą dla innych – zachęcał bp Solarczyk.

Bł. ks. Ignacy Kłopotowski prowadził działalność charytatywną, był wydawca prasy katolickiej i założycielem Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Loretańskiej. Zmarł 7 września 1931 r. W 2005 r. został ogłoszony błogosławionym. Pochowany jest w Sanktuarium Matki Bożej Loretańskiej w Loretto niedaleko Wyszkowa. W katedrze warszawsko-praskiej spoczywa jego serce.

CZYTAJ DALEJ

Wszystko było inne niż się spodziewałam. Renata Czerwicka o kulisach autobiografii ks. Pawlukiewicza

2020-09-24 07:22

[ TEMATY ]

ks. Piotr Pawlukiewicz

Renata Czerwicka /RTCK

Czwartek 24 września 2020 r. to data wyjątkowa. To właśnie dziś swoją premierę ma, stworzona tuż przed śmiercią ks. Piotra Pawlukiewicza - jedyna na świecie - autobiografia tego wielkiego kaznodziei pt. "Z braku rodzi się lepsze". Książka ma formę rozmowy. O historii, wierze, tajemnicach i nieznanych faktach z ks. Piotrem rozmawiała Renata Czerwicka, redaktor naczelna Wydawnictwa RTCK. W specjalnym wywiadzie dla „Niedzieli” p. Renata zdradza kulisy postawania wyczekiwanej autobiografii.

Damian Krawczykowski: Jak zaznacza Pani na początku książki – kilka lat musiało minąć, aby ks. Pawlukiewicz zgodził się na tę autobiograficzną rozmowę.. Co nareszcie przekonało ks. Piotra aby się przed Panią otworzyć?

Renata Czerwicka: Nie znam tego jednego konkretnego powodu i już się nie dowiem. Myślę, że ten temat pracował w księdzu Piotrze od dłuższego czasu. Może pogarszający się stan zdrowia dawał mu znaki, że warto w końcu się zdecydować… bo nie wiadomo, jak będzie? Na pewno duży wpływ miała płyta Krzyśka Antkowiaka z tekstami ks. Piotra, która miała wyjść razem z książką, a ksiądz Piotr bardzo czekał na tę płytę. A może uznał, że nie wytrzyma już dłużej moich namów i uległ (uśmiech) Znamy się od kilku lat i naprawdę się lubiliśmy.

Czy „wywiad-strumyk” jak nazwał Waszą książkę sam ks. Pawlukiewicz układał się wg Pani planu? Odpowiedzi, których udzielił ks. Piotr, były takie jakich Pani oczekiwała?

Wszystko podczas tego wywiadu było inne niż się spodziewałam. Wszystko. Ksiądz Piotr po pierwsze był w trudnej sytuacji zdrowotnej, poruszał się na wózku, wiele czynności sprawiało mu ból, co w oczywisty sposób odbiło się na rozmowie, podczas której musieliśmy robić liczne przerwy. Nie dało się też rozmawiać długo, rozłożyliśmy nasz wywiad na 5 dni. Rozmowa jednak ewoluowała i to widać w książce, że dość zachowawcze odpowiedzi na początku później stają się o wiele bardziej otwarte, dotykamy głębszych spraw, o których ks. Piotr mówi więcej. Bardzo mnie te pięć dni rozmów zaskoczyło swoją nieoczywistością, notatki przygotowywane przez kilka tygodni okazały się prawie bezużyteczne. To było spotkanie z człowiekiem, takim prawdziwym z krwi i kości, takim z wadami i zaletami, silnym i słabym... I z pewnością ta rozmowa zaskoczy czytelnika, który zna ks. Piotra głównie jako legendę i wspaniałego kaznodzieję.

Czuła Pani, że przy pracach nad książką ks. Piotr uchyla rąbka tajemnicy swojego życia? Z książki możemy dowiedzieć się dotąd nieznanych faktów o „legendzie polskiego kaznodziejstwa”?

„Uchyla” rąbka tajemnicy to dobre określenie, bo tylko czasami, jakby niechcący mówił więcej, niż tylko trochę. To nie przypadek, że ks. Piotr nie wypowiadał się wcześniej o sobie. Na początku rozmowy widać było, że to jest dla niego trudne i że nie jest do tego przyzwyczajony. Każdego dnia pytał mnie, czy to na pewno dobry pomysł, aby robić ten wywiad. Zastanawiał się, czy ludzi chcą go poznać takiego, jakim naprawdę jest, zamiast żyć jego legendą…Na końcu jednak przyznał, że był to dla niego rodzaj terapii, coś, co bardzo dużo mu dało.

Prawda jest taka, że najwięcej o księdzu Piotrze dowiemy się z książki „Z braku rodzi się lepsze…” czytając między wierszami, czytając sercem, z dużą wrażliwością. On był niezwykle wrażliwym i głębokim człowiekiem, choć z drugiej strony, tak bardzo zwyczajnym.

Co Panią najbardziej zaskoczyło w tym wywiadzie? Jakiś szczególny fragment, historia?

Wiedziałam, że muzyka jest dla niego ważna, ale nie wiedziałam, że aż tak. Duża część naszych rozmów łączyła się ze wspólnym słuchaniem jego ulubionych piosenek. Kiedy włączałam piosenki SBB albo Grechuty, całkiem się zmieniał. Dosłownie, fizycznie. Twarz mu promieniała, prostował się na kanapie, uśmiechał. Kiedy słuchał muzyki, zatapiał się w nią, jednoczył wręcz. Coś niezwykłego. Chyba nigdy nie spotkałam kogoś, kto tak przeżywałby muzykę… Jak o tym myślę teraz, to chyba jednak wizja powstania płyty muzycznej z jego tekstami była dla niego dużą motywacją do tego wywiadu. Nie zdążył posłuchać całej płyty Krzyśka „Zostanie mi muzyka…”, ale na pewno bardzo by się nią cieszył. Na pewno. Marzył, aby ktoś zrobił taką płytę. Sądzę, że bardzo warto sięgnąć po jego biografię właśnie razem z tą płytą, bo w jego tekstach i kompozycjach Krzyśka Antkowiaka można odnaleźć jeszcze więcej księdza Piotra.

A jaki był Ksiądz Piotr podczas tworzenia tej książki? Wiemy, że było to na niedługo przed śmiercią. Czy znane mu poczucie humoru nadal mu towarzyszyło? Widać było że jego wiara wraz z rozwojem choroby się zmienia? Pogłębia, pogarsza?

I znów nie mogę odpowiedzieć w prosty sposób. Myślę, że dla samego księdza Piotra jego stan ducha był zagadką i wyzwaniem. Relacja z Chrystusem i to jak ją przeżywał była dynamiczna, zmieniała się, tak o tym mówił, choć nie dosłownie. Jak sam przyznał, Parkinson nie przymnożył mu wiary, ale powiększył pole do przemyśleń. To co mnie zaskoczyło, to że ani razu nie próbował Boga nazwać prosto, opisać jednym zdaniem i zamknąć w krótkiej definicji. Uderzało to, jak bardzo zachwycał się Jego majestatem. W jednym miejscu powiedział:

„Teraz szykuję sprytny manewr. Jak już wrócę na ambonę, mam ochotę powiedzieć: Ludzie, Pan Bóg jest tak inny, tak fanta­stycznie przerastający nasze pojmowanie, że… nie ma o czym gadać. Co tu gadać…? Nie możemy ogarnąć rozumem ko­mórek nowotworowych, a Boga chcemy zrozumieć?!”

Poczucie humoru, z którym ksiądz Piotr jest tak bardzo kojarzony oczywiście się nie zmieniło, ale tym razem znacznie więcej było wzruszeń, poważnych min i wspólnego milczenia, niż śmiechu.

Moją rolą w tym wywiadzie, oprócz zadawania pytań i rozmowy w dużej mierze było także uszanowanie granic księdza Piotra. Tego o czym chciał mówić i o czym nie chciał. Wiele wątków nie dokończyliśmy, niektóre przerwaliśmy... Kiedy odszedł, nie wiedziałam, jak ogarnąć temat nad tekstem. Ale wyszło naturalnie… Co niedopowiedziane, zostało niedopowiedziane. I to dobrze, bo człowiek nie jest prostym zbiorem pytań i odpowiedzi, ale najbardziej skomplikowanym stworzeniem na ziemi. I zawsze jest i pozostaje jakąś tajemnicą… Ja osobiście czułam, że podczas tej rozmowy miejscami obcowałam z pewną mistyką, czymś, co mnie przerastało. Nigdy tej rozmowy nie zapomnę… Nigdy.

Na koniec krótko: Ks. Piotr Pawlukiewicz jest dla mnie….

Tajemnicą… Inspiracją.

Dziś tytuł książki „Z braku rodzi się lepsze…” nabiera zupełnie nowego wymiaru. W książce widać, że wszystko co najlepsze w życiu ks. Piotra, rodziło się z jakiejś słabości, jakiegoś braku… Dziś brak księdza Piotra. Co lepszego się tego urodzi?... Bardzo jestem ciekawa. A że tak będzie – nie mam wątpliwości.

_____________________________________________________

Ks. Pawlukiewicz /fragmenty z autobiografii:

Czy jest coś, co chciałby Ksiądz powiedzieć teraz ludziom, którzy będą czytać tę książkę?

(Zamyśla się..)

Chciałbym powiedzieć: Trzymajcie się swoich księży w para­fiach. Trzymajcie się tradycyjnego duszpasterstwa i uważajcie na takich księży, jak Pawlukiewicz. Bo tu łatwo o chęć błysku i popisu.

______________________

Przede wszystkim trzeba kochać. Kocham człowieka, jeśli za­leży mi na tym, żeby on poszedł do Nieba. Myślę sobie, że przed każdymi rekolekcjami ksiądz powinienem usiąść i skon­centrować się, czy chce, żeby te zakonnice czy ci księża, czy ci świeccy poszli do Nieba. Czy zależy mu na nich, czy na tym, żeby zabłysnąć.

Zachwycić ludzi można dość łatwo. Można skleić z Ewangelii jakiś tekścik całkiem tęgi intelektualnie, ale czy ja chcę, żeby ci moi słuchacze poszli do Nieba?

Ktoś przyjeżdża z głoszenia rekolekcji i mówi: „Ale miałem rekolekcje! Tysiące ludzi przychodziło”. Ale czy ty, brachu, chciałeś, żeby oni poszli do Nieba, czy tylko chciałeś ich przekonać o nieomylności Kościoła albo potrzebie głębokiej modlitwy? No właśnie. Nie szarżuj. Nie szarżuj, bo możesz zagubić główny cel nauczania, jakim jest doprowadzenie ludzi do bram Nieba.

_______________________________

Więcej o książce: Zobacz

RTCK

CZYTAJ DALEJ

Włochy: beatyfikacja Marii Ludwiki od Najświętszego Sakramentu

2020-09-26 17:53

[ TEMATY ]

beatyfikacja

wikipedia.com

Maria Ludwika Pasualina

Maria Ludwika Pasualina

W Neapolu odbyła się beatyfikacja Sługi Bożej Marii Ludwiki Paskualiny od Najświętszego Sakramentu, założycielki zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Adoratorek Krzyża Świętego. Uroczystościom w imieniu Papieża przewodniczył arcybiskup Neapolu, kard. Crescenzio Sepe.

Maria Ludwika Paskualina w świecie nazywała się Maria Velotti. Była kobietą swojego czasu, która potrafiła zakasać rękawy również w sytuacji, kiedy jej pragnieniem było prowadzenie życia kontemplacyjnego, wypełnionego modlitwą i adoracją Jezusa w Eucharystii.

W młodości utraciła matkę oraz ojca i była wychowywana przez ciotkę, która traktowała ją jak rywalkę do przejęcia majątku po zmarłych rodzicach. Już w dzieciństwie rozwinęła w sobie wielkie wyczucie dla posłuszeństwa oraz wrażliwość na cierpienie innych. Została następnie przygarnięta przez bezdzietne małżeństwo i stała się jakby „domową mniszką”, co było dość rozpowszechnioną formą pobożności w południu Włoch w XIX wieku. Młodzi ludzie nie wstępowali do żadnego zakonu, ale żyli w domowym odosobnieniu modląc się i poszcząc.

Maria stopniowo zafascynowała się duchem franciszkańskim i w roku 1853 przyjęła habit tercjarki. Podjęła następnie wezwanie do otwarcia się na inne osoby i zaczęła odwiedzać chorych oraz udzielać duchowych rad wielu ludziom, szczególnie młodym. Zrozumiała, że pocieszanie jest ważną częścią misji, którą pragnie powierzyć jej Bóg. W 1878 roku założyła Zgromadzenie Sióstr Adoratorek Krzyża Świętego, z siedzibą w Casorii, gdzie zmarła osiem lat później.

W biografii nowej błogosławionej wspomina się o wielu nadzwyczajnych darach, których udzielił jej Bóg, a które są często trudne do pojęcia przez współczesnych: mowa jest o ekstazach, dręczeniach przez złego ducha, cudownych uzdrowieniach, czytaniu w sercu, a nawet darze świetlistego ciała, czyli przechodzenia przez szyby i lustra.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję