Reklama

„Wszystko musimy robić razem”

W czerwcu ubiegłego roku ukończyła Akademię Muzyczną we Wrocławiu i popisowo zagrała cykl utworów na akordeon. Pięć lat wcześniej została żoną, a później mamą dwójki dzieci. Wieczorem alfabetem Braille’a czyta im „Baśnie” braci Grimm, pomaga w odrabianiu lekcji. Gotuje, robi na drutach, sama projektuje swoje ubrania, szyje i palcami „czyta” książki. Jest niewidoma, ale patrząc na nią, najczęściej nikt tego nie zauważa.

Niedziela dolnośląska 6/2005

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Agnieszka Bugała: - Moniko, nie jesteś niewidoma od urodzenia...

Monika: - Kiedy miałam trzy i pół roku, okazało się, że mam nowotwór złośliwy siatkówki. Najpierw straciłam wzrok w jednym oku, a rok później w drugim. Prognozy nie były pomyślne, lekarze nie dawali mi szans na długie życie. Po wielu trudnościach i gorących modlitwach okazało się, że choroba się cofnęła, już nie zagraża, ale wzrok straciłam na zawsze. W wieku pięciu lat psycholog stwierdził, że powinnam natychmiast zacząć chodzić do szkoły dla niewidomych, bo będę opóźniona w rozwoju. To był ogromny nacisk na i tak przerażonych już rodziców. Mówiono im, że najlepiej oddać mnie do internatu, bo to załatwi sprawę przystosowania do grupy i do środowiska niewidomych. Na szczęście rodzice nie chcieli „załatwić” sprawy i podjęli trud codziennego odwożenia mnie do szkoły dla niewidomych. Dzięki temu resztę dnia spędzałam jak zdrowe dziecko, w domu, z rodziną. I to był błogosławiony czas, w domu nauczyłam się najwięcej. Rodzice nie traktowali mnie jak niewidomej, nie miałam taryfy ulgowej w domowych obowiązkach. Być może dlatego dziś żadna z domowych prac nie budzi we mnie lęku.

- Gdzie zaczęła się Twoja przygoda z muzyką? Wiem, że ściana w Twoim pokoju nie mieściła wszystkich dyplomów...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- W szkole spotkałam niewidomego nauczyciela pianistę, który zaczął mnie uczyć gry na fortepianie. Równocześnie z rozpoczęciem nauki w szkole podstawowej zaczęłam chodzić do szkoły muzycznej, później do ogólniaka, i do średniej muzycznej. W tym czasie fortepian zamieniłam na akordeon klawiszowy. Kiedy dostałam się na studia, na Wydział Instrumentalny, grałam na akordeonie guzikowym. A dyplomy? Dziś to właściwie nie jest już ważne, ale rzeczywiście, w szkole podstawowej, a później w średniej brałam udział w wielu konkursach, które miałam szczęście wygrywać. Najcieplej wspominam wygraną w konkursie czytania nut a vista. Dla osoby niewidomej jest to bardzo trudne, bo najpierw trzeba nuty przepisać na Braille’a, a w tym ktoś musi pomóc, musi podyktować. Czasem jeden takt nutowego zapisu - to pół strony pisania brajlem. Potem trzeba to czytać palcem i jednocześnie śpiewać głosem.

- I w ten sposób radziłaś sobie z czytaniem nut? Tak przygotowywałaś utwory do egzaminu dyplomowego?

- Tak, w ten sposób radzą sobie niewidomi. Na szczęście już przed pójściem do szkoły nauczyłam się Braille’a, a mój tato znał nuty, więc mogłam liczyć w domu na jego pomoc. Na zakończenie studiów w ten sam sposób przygotowałam kolejno: La Folia Przybylskiego, Sonatę D-dur Scarlattiego, Passacaglia Czajkina i Koncert na akordeon solo i orkiestrę smyczkową Niziurskiego.

- W ubiegłym roku zagrałaś koncert dyplomowy, ukończyłaś studia muzyczne, ale przecież to nie wszystkie Twoje sukcesy. Jesteś żoną i mamą dwojga dzieci. W jaki sposób radzisz sobie z domową codziennością?

Reklama

Monika: - Najtrudniejsze jest dla mnie poruszanie się po mieście, wychodzenie z domu. Oczywiście, robię to, ale za każdym razem oddaję Panu Bogu wyjścia i powroty. Nie widząc, jest się zdanym tylko na Jego opiekę, bo ludzie nie zawsze są życzliwi. Kiedyś, gdy zabłądziłam w pobliżu domu, poprosiłam o pomoc spotkanego człowieka, a on pomógł, ale po drodze pytał, czy nie boję się tego, że może mnie zamordować. Bez Pana Boga bym sobie nie poradziła. A tak robię właściwie to wszystko, co robią widzące żony i mamy. Sprzątam, piorę, gotuję obiady. Jeśli czas pozwala, piekę ciasto, bo bardzo lubię to robić. Staram się znajdywać sposoby na to moje niewidzenie, aby np. nie budzić w środku nocy wszystkich w domu tylko dlatego, że chcę dziecku podać syrop na gorączkę. To się z czasem udaje, trzeba tylko próbować. Pamiętam, że kiedy dzieci były małe, bardzo chciałam móc się nimi w pełni opiekować. Nie wyręczałam się ani Przemkiem, ani rodzicami. Sama chodziłam z nimi na szczepienia do przychodni, sama przewijałam, podawałam kropelki. Zresztą i teraz lubię z Agniesią odrabiać lekcje. Ona najpierw czyta głośno dla mnie wszystkie polecenia, a potem dopiero próbuje rozwiązywać.

Przemek: - Monika zachowuje się w taki sposób, jakby widziała. To z nią nasz syn najbardziej lubi budować domki z klocków. I jest bardzo samodzielna. Dokładnie wie, w co chce się ubrać, jakie kupić buty, w jakim kolorze pomalować ściany. Szafę, która stoi w naszym pokoju, moja żona sama zaprojektowała i wymierzyła miejsce dla niej przeznaczone. Mnie pozostało tylko dokonać potrzebnych zakupów.

Monika: - Są też zalety tego mojego niewidzenia. Wieczorem, kiedy Przemek czyta dzieciom bajki przed zaśnięciem, Tomuś od razu zasypia i nie chce, aby paliło się światło. Za to Agniesia mogłaby słuchać bez końca. Wtedy przydają się bajki pisane „kropeczkami”, tak brajlowskie dziurki nazywa nasz syn. Możemy zgasić światło, a ja czytam dalej.

Przemek: - Kiedyś sprzątaliśmy razem w piwnicy. W pewnej chwili spaliła się żarówka i zupełnie nic nie widziałem. W tym czasie Monika, jakgdyby nigdy nic, sprzątała dalej. Widziała po swojemu i zdziwiła się, że przestałem pracować!

Monika: - Są też inne zalety, dużo ważniejsze, takie, które sprawiają, że w szczególny sposób możemy przeżywać nasze małżeństwo.

- Uchylcie rąbka tajemnicy, na czym to polega?

Reklama

Przemek: - To polega na tym, że wszystko musimy robić razem i to jest największy plus bycia mężem osoby niewidomej. Nie możemy podzielić się, np. załatwieniem jakichś spraw na mieście. Nie ma takiej możliwości! Chodzimy razem, trzymając się za ręce, krok w krok. Ja jestem niezbędny Monice i ona jest niezbędna mnie. Czasem ludzie, kiedy już wiedzą, że moja żona nie widzi, próbują mi współczuć, co mnie denerwuje, albo mówią, że jestem bohaterem, co mnie jeszcze bardziej denerwuje, ale oni niczego nie rozumieją. W małżeństwie nie da się być bohaterem. Ludzie nie rozumieją, jak wielkim szczęściem jest to, że można razem przeczytać książkę. Nie: czytać osobno i potem sobie opowiedzieć, ale czytać razem, słowo po słowie.

Monika: - Tak samo jest z modlitwą. Razem czytamy Pismo Święte, bo dla mnie jest ono niedostępne, razem sięgamy do Liturgii Godzin. I to, co jest dla nas bardzo ważne: przystępowanie do Komunii św. razem, trzymając się za ręce. Jedno chyba z cudowniejszych doświadczeń… To buduje, dodaje sił.

Przemek: - Swoją drogą ciekawe, dlaczego małżonkowie normalnie tego nie praktykują. To nie jest jakieś wymyślone, sztuczne, bo Monika nie widzi, nie. To jest chwila, w której najbardziej ze wszystkich innych chwil małżonkowie powinni być blisko siebie. Zauważyliśmy, że kiedy ludzie widzą, to stają się niezależni, mogą sobie sami radzić, nie potrzebują siebie. Nawet mąż nie potrzebuje żony i żona nie potrzebuje męża. Nasza sytuacja na szczęście jest inna i to też jest zaleta Moniki niewidzenia.

- Serdecznie dziękuję Wam za to spotkanie i rozmowę.

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wielka Brytania: Kościół przeciw blokerom dla 11-latków

2026-08-20 16:38

[ TEMATY ]

dzieci

Wielka Brytania

blokery dojrzewania

badania kliniczne

@Vatican Media

Nawet 11-letnie dzieci mają zostać objęte badaniem klinicznym dotyczącym stosowania blokerów dojrzewania. Sprzeciw zgłasza Kościół katolicki, wskazując na ryzyko poważnych i nieodwracalnych konsekwencji dla zdrowia najmłodszych. Kontrowersje budzi także fakt, że NHS England wcześniej wycofał te leki z rutynowego stosowania u dzieci z powodu niewystarczających dowodów dotyczących ich bezpieczeństwa i skuteczności.

Wybrzmiewa sprzeciw i przestroga: dzieci nie można traktować instrumentalnie po to, aby wyniki eksperymentu mogły w przyszłości przynieść ewentualną korzyść innym. Paradoksem jest, że brytyjska publiczna służba zdrowia NHS England wycofała blokery dojrzewania z rutynowego stosowania u dzieci właśnie z powodu braku wystarczających dowodów na ich bezpieczeństwo i skuteczność.
CZYTAJ DALEJ

Pisała listy do Jezusa

Niedziela Ogólnopolska 35/2025, str. 71

[ TEMATY ]

święci

Domena publiczna

Gdy umierała, nie miała nawet siedmiu lat, ale jej krótkie życie wciąż zadziwia i inspiruje.

Antonietta Meo, nazywana Nennoliną, przyszła na świat 15 grudnia 1930 r. w Rzymie. Była czwartym dzieckiem w pobożnej rodzinie, w której codzienny udział w Eucharystii był oczywistością. Mała Antonietta na pierwszy rzut oka nie różniła się od swoich rówieśników – była dzieckiem żywym, radosnym, głośno się śmiała, czasem psociła i była niegrzeczna (umiała jednak szybko przeprosić). Jej rodzice, Maria i Michael, każdego dnia modlili się z dziećmi. Nennolina chodziła do przedszkola, które prowadziły siostry zakonne, a jej dom stał zaledwie kilkaset metrów od bazyliki, w której do dziś znajdują się relikwie Krzyża Świętego. Dziewczynka wzrastająca w takiej atmosferze zadawała mnóstwo pytań dotyczących wiary, chciała też bardzo przystąpić do Komunii św.
CZYTAJ DALEJ

Powstanie Międzynarodowy Szlak Jana Pawła II

2026-08-20 21:11

[ TEMATY ]

św. Jan Paweł II

Biały Kruk/Adam Bujak, Arturo Mari

Powstanie Międzynarodowy Szlak Jana Pawła II, łączący miejsca związane z życiem, działalnością i podróżami św. Jana Pawła II w krajach Europy Środkowej. Poinformowała o tym słowacka sekretarz stanu w Ministerstwie Turystyki i Sportu Jana Štilichová po ubiegłotygodniowym spotkaniu ze swym polskim odpowiednikiem Ireneuszem Rasiem.

Szlak wpisze się w istniejącą już sieć tras turystycznych, pielgrzymkowych i edukacyjnych w Polsce. Jego potencjał tkwi również w transgranicznym połączeniu ze szlakami turystycznymi i pielgrzymkowymi na Słowacji, zwłaszcza w Tatrach i na Spiszu.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję