Reklama

Franciszek

Papież do irlandzkich rodzin: niech Jezus będzie pośród was

Na znaczenie konkretnych znaków obecności Jezusa w życiu domowym wskazał Franciszek spotykając się z irlandzkimi narzeczonymi i małżonkami w prokatedrze Najświętszej Maryi Panny w Dublinie. Zaznaczył, że dom powinien być miejscem przekazywania wiary, ale także troski o bliźnich, żeby odnowić Kościół i całe społeczeństwo irlandzkie.

[ TEMATY ]

IX Światowe Spotkanie Rodzin w Dublinie

Vatican Media

Good afternoon! Drodzy przyjaciele!

Cieszę się, że mogę was spotkać w tej historycznej prokatedrze Najświętszej Maryi Panny, która przez lata była świadkiem niezliczonych celebracji sakramentu małżeństwa. Ale patrząc na was, tak młodych, stawiam sobie pytanie: to chyba nieprawda, co mówią, że młodzi nie chcą się żenić! Dziękuję! Pobrać się i dzielić życie to coś pięknego. Jest takie hiszpańskie powiedzenie: cierpienia we dwoje, to połowa cierpienia, radość we dwoje jest podwójną radością. To właśnie droga małżeństwa. Jakże wiele okazano miłości, ileż łask zyskano w tym świętym miejscu! Dziękuję arcybiskupowi Martinowi za jego serdeczne powitanie. Szczególnie cieszę się, że mogę być z wami, parami narzeczonych i małżonków znajdujących się na różnych etapach drogi miłości sakramentalnej.

Piękna jest też ta muzyka płynąca z tej strony [papież wskazuje matki z niemowlakami], płaczące dzieci, to nadzieja - to najpiękniejsza muzyka, ale i najpiękniejsze kazanie, gdy słyszymy jak płacze dziecko. Jest to bowiem wołanie nadziei, że życie trwa nadal, posuwa się naprzód, że miłość jest owocna, kiedy patrzymy na dzieci. Pozdrowiłem też pewną starszą panią. Trzeba także spojrzeć na starszych, bo są oni pełni mądrości. Warto słuchać starszych: jak potoczyło się twoje życie? Bardzo mi się spodobało, że zaczęliście mówić właśnie wy [Ojciec Święty zwraca się do starszej pary, która powitała go jako pierwsza] po pięćdziesięciu latach małżeństwa, bo macie wiele doświadczenia, którym możecie się podzielić. Przyszłość i przeszłość spotykają się w chwili obecnej. Oni – wybaczcie mi to słowo – staruszkowie, the old mają mądrość, nawet teściowe! [śmiech]. Natomiast dzieci i młodzież powinni słuchać mądrości i rozmawiać z nimi, żeby mogli iść naprzód, bo oni to korzenie. A wy czerpiecie z korzeni, by iść naprzód. To z pewnością powiem później, ale nasunęło mi się, aby powiedzieć od serca.

Reklama

Jestem szczególnie wdzięczny, jak powiedziałem, za świadectwo Vincenta i Teresy, którzy mówili nam o swoim doświadczeniu pięćdziesięciu lat małżeństwa i życia rodzinnego. Dziękuję zarówno za słowa otuchy jak i wyzwania, jakie przedstawiliście nowym pokoleniom nowożeńców i narzeczonych, nie tylko tu w Irlandii, ale na całym świecie. Nie będą tacy, jak wy – będą inni, Ale potrzebują doświadczenia, aby być innymi, aby pójść dalej. Jakże ważne jest słuchanie osób starszych, dziadków! Możemy się wiele nauczyć z waszego doświadczenia życia małżeńskiego wspieranego codziennie łaską sakramentu.

Mam ochotę, żeby was zapytać: czy dużo się kłóciliście? Ależ to należy do małżeństwa! Małżeństwo bez kłótni jest trochę nudne [śmiech]. Ale jest pewien sekret. Tajemnica polega na tym, że mogą nawet latać talerze, ale trzeba się pogodzić, zanim zakończy się dzień. Nie trzeba do tego przemówień. Wystarcza przyjazny gest, pieszczota i pojednanie gotowe. Wiecie dlaczego? Bo jeśli się nie pogodzicie, zanim nie położycie się spać, to zbyt niebezpieczna jest zimna wojna dnia następnego. Zaczyna się niechęć. Tak kłóćcie się ile chcecie, ale wieczorem pojednajcie się. Zgoda? Wy, młodzi o tym nie zapominajcie! Wzrastając razem w tej wspólnocie życia i miłości, doświadczyliście wielu radości, a z pewnością także niemało cierpień. Wraz ze wszystkim małżonkami, którzy razem przeszli długą drogę, jesteście stróżami naszej zbiorowej pamięci. Zawsze będziemy potrzebować waszego świadectwa pełnego wiary. Jest to cenne bogactwo dla młodych par, które patrzą w przyszłość nie kryjąc wzruszenia i z nadzieją... a może ze szczyptą niepokoju! – jaka będzie ta przyszłość?

Dziękuję także młodym parom, które zadały mi kilka szczerych pytań. Nie łatwo jest na nie odpowiedzieć! Denis i Sinead rozpoczynają podróż miłości, która zgodnie z Bożym planem wiąże się z zaangażowaniem na całe życie. Pytali, jak mogą pomóc innym zrozumieć, że małżeństwo jest nie tylko instytucją, ale powołaniem, życiem, które posuwa się naprzód, świadomą decyzją, na całe życie, by troszczyć się o siebie, pomagać i wzajemnie chronić.

Reklama

Oczywiście musimy przyznać, że dzisiaj nie jesteśmy przyzwyczajeni do czegoś, co naprawdę trwa przez całe życie. Żyjemy w kulturze tymczasowości. Nie jesteśmy nawykli do trwania przez całe życie. Jeśli odczuwam głód lub czuję się spragniony, mogę się posilić, ale moje poczucie zaspokojenia nie trwa nawet jeden dzień. Jeśli mam pracę, wiem, że mogę ją stracić wbrew mojej woli, lub że będę musiał wybrać inną karierę. Trudno nawet nadążyć za światem, bo wszystko wokół nas się zmienia, w naszym życiu ludzie przychodzą i odchodzą, składa się obietnice, ale często są one łamane lub niewypełniane. Może to, o co mnie pytacie, jest czymś jeszcze bardziej podstawowym: „Czy naprawdę nie ma nic cennego, co mogłoby trwać? Nawet miłość?”. Oto jest pytanie. Zdaje się, że nic pięknego, nic cennego, nie trwa. „Ależ czy naprawdę nie ma czegoś cennego, co mogło by trwać? Nawet miłość?”. Istnieje taka pokusa, że to „na całe życie”, które powiecie sobie nawzajem, się zmieni, a z czasem umrze. Jeśli miłość nie wzrasta z miłością, trwa krótko. To „na całe życie” to zobowiązanie do rozwijania miłości, bo w miłości nie ma prowizorki. Jeśli nie to nazywana entuzjazmem, albo oczarowaniem, ale miłością jest to jest definitywne, to „ty i ja”. Jak mówimy, są to dwie „połowy pomarańczy”: jesteś moją połową pomarańczy, ja jestem twoją połową pomarańczy. Taka jest miłość: obejmująca wszystko i na całe życie. Łatwo jest dziś być więźniem kultury tego, co ulotne. Ta kultura wymierzona jest w korzenie naszych procesów dojrzewania, naszego rozwoju w nadziei i miłości. Jak w tej kulturze ulotności możemy doświadczyć tego, co naprawdę trwa? To mocne pytanie: jak możemy doświadczyć w tej kulturze ulotności, tego co trwa naprawdę?

Oto, co chciałbym wam powiedzieć. Wśród wszystkich form ludzkiej płodności małżeństwo jest wyjątkowe. To miłość, która daje początek nowemu życiu. Zakłada wzajemną odpowiedzialność za przekazywanie Bożego daru życia i oferuje stabilne środowisko, w którym nowe życie może wzrastać i rozkwitać. Małżeństwo w Kościele, to znaczy sakrament małżeństwa, ma w sposób szczególny udział w tajemnicy odwiecznej miłości Boga. Kiedy chrześcijanie, mężczyzna i kobieta, łączą się w więzi małżeńskiej, łaska Boga uzdalnia ich, by dobrowolnie przyrzec sobie nawzajem miłość wyłączną i trwałą. W ten sposób ich związek staje się sakramentalnym znakiem - to ważne: sakrament małżeństwa staje się znakiem sakramentalnym nowego i wiecznego przymierza między Panem a Kościołem będącym Jego oblubienicą. Jezus jest zawsze pośród nich obecny. Wspiera ich w trakcie życia we wzajemnym darze z siebie, w wierności i nierozerwalnej jedności (por. Gaudium et spes, 48). Miłość Jezusa jest opoką i schronieniem w czasach próby, ale przede wszystkim jest źródłem stałego wzrostu w miłości czystej i na zawsze. Stawiacie wysoko, na całe życie. Ryzykujecie! Ponieważ małżeństwo jest również ryzykiem, ale jest ono warte ryzyka. Na całe życie, ponieważ taka właśnie jest miłość.

Wiemy, że miłość jest marzeniem Boga dla nas i dla całej rodziny ludzkiej. Proszę was: nigdy o tym nie zapominajcie! Bóg ma marzenie dotyczące każdego z nas, prosi, abyśmy je sobie przyswoili. Nie lękajcie się tego marzenia! Doceniajcie je i marzcie o nim wspólnie każdego dnia na nowo. W ten sposób będziecie mogli wspierać się nawzajem nadzieją, mocą i przebaczeniem w chwilach, kiedy droga staje się trudna i trudno dostrzec drogę. W Biblii Bóg zobowiązuje się do wierności swojemu przymierzu, nawet jeśli Go zasmucamy, a nasza miłość słabnie. Co Bóg mówi w Biblii do swego ludu. Słuchajcie uważnie: „Nie opuszczę cię i nie pozostawię” (Hbr 13,5). Jako mąż i żona namaszczajcie się nawzajem tymi słowami obietnicy, każdego dnia aż do końca życia. I nigdy nie przestawajcie marzyć! Zawsze trzeba powtarzać w sercu: „Nie opuszczę cię i nie pozostawię”

Stephen i Jordan są nowożeńcami i zadali bardzo ważne pytanie: w jaki sposób rodzice mogą przekazać wiarę swoim dzieciom. Wiem, że Kościół tutaj w Irlandii starannie przygotował programy katechezy, aby wychowywać do wiary w szkołach i parafiach. Jest to z pewnością niezbędne. Ale pierwszym i najważniejszym miejscem, przez które może być przekazywana wiara jest dom, poprzez spokojny i codzienny przykład rodziców, którzy kochają Pana i ufają Jego słowu. Tam, w domu, który możemy nazwać „domowym Kościołem”, dzieci uczą się znaczenia wierności, uczciwości i poświęcenia. Widzą, jak mama i tata zachowują się między sobą, jak troszczą się o siebie nawzajem i o innych, jak miłują Boga i Kościół. W ten sposób dzieci mogą oddychać świeżym powietrzem Ewangelii i uczyć się rozumieć, osądzać i działać w sposób godny wiary, którą odziedziczyli. Wiara, bracia i siostry, przekazywana jest wokół stołu domowego, w zwyczajnej rozmowie, poprzez język, którym potrafi mówić jedynie wytrwała miłość. Nigdy o tym nie zapominajcie, bracia i siostry: wiarę przekazuje się w dialekcie! W dialekcie domu, dialekcie życia domowego, życia rodzinnego. Pomyślmy o siedmiu braciach Machabejskich, jak matka mówiła do nich „w dialekcie”, to znaczy odwoływała się do tego, czego jako dzieci nauczyli się o Bogu. Trudniej przyjąć wiarę - można to uczynić, ale jest to trudniejsze - jeżeli nie została przyjęta w języku ojczystym, w domu, w dialekcie. Kusi mnie, by powiedzieć o moich doświadczeniach jako dziecko ... Jeśli się przyda, powiem o tym. Pamiętam, że pewnego razu - musiałem mieć z pięć lat - wszedłem do domu i tam, w jadalni, tata przyszedł do domu z pracy, w tej chwil, przede mną, i zobaczyłem, że mama i tata się całują. Nigdy tego nie zapomnę! Jakie to piękne! Zmęczony pracą, ale miał siłę, by wyrazić miłość swojej żonie! Niech tak was widzą wasze dzieci, obejmujecie. To bardzo piękne, bo w ten sposób uczą się tego dialektu miłości i wiary, w tym dialekcie miłości.

Zatem ważna jest wspólna modlitwa w rodzinie; rozmawiajcie to tym, co dobre i święte; i pozwólcie, by nasza Matka Maryja wkraczała w wasze życie rodzinne. Przeżywajcie święta chrześcijańskie, żeby wasze dzieci wiedziały, co znaczy święto w rodzinie. Żyjcie w głębokiej solidarności z tymi, którzy cierpią i znajdują się na marginesie społeczeństwa. Kolejna anegdota. Znałem pewną panią, która miała chyba troje dzieci w wieku siedmiu, pięciu i trzech lat. Byli dobrymi małżonkami, mieli wiele wiary i nauczali swoje dzieci, aby pomagały ubogim, ponieważ sami bardzo im pomagali. Kiedyś podczas obiadu - była matka z trójką dzieci - tata był w pracy ktoś zapukał do drzwi. Najstarsze poszło otworzyć, a potem wróciło i mówi: „Mamo, jest biedak, który prosi o coś do zjedzenia”. Jedli kotlety po mediolańsku, panierowane - są pyszne! [śmiech] - a matka zapytała dzieci: „Co robimy?”. Wszystkie trzy: „Tak, mamo, daj mu coś”. Było trochę kotletów w zapasie, ale mama wzięła nóż i zaczęła przecinać każdy z dziecięcych na pół. Na to dzieci: „Nie, mamo, z tamtych które zostały, ale nie z naszych!” – „Ależ nie: ubogim daj z tego, co twoje, a nie z tego co zbywa!”. W ten sposób ta kobieta wiary uczyła swoje dzieci, aby dawały ubogim to, co własne. Ale to wszystko można uczynić w domu, kiedy jest miłość, kiedy jest wiara, kiedy mówi się w tym dialekcie wiary. Krótko mówiąc, wasze dzieci nauczą się od was, jak żyć jako chrześcijanie; będziecie ich pierwszymi nauczycielami wiary, przekazującymi wiarę.

Cnoty i prawdy, których Pan nas naucza nie zawsze są popularne w dzisiejszym świecie, czasami Pan wymaga rzeczy, które nie są popularne w dzisiejszym świecie, nie ma wielkiego szacunku dla słabych, bezbronnych i dla tych wszystkich, których uważa za „bezproduktywnych”. Świat mówi nam, abyśmy byli silni i niezależni, nie troszcząc się zbytnio o tych, którzy są samotni lub smutni, odrzuceni lub chorzy, jeszcze nie narodzeni lub umierający. Niedługo udam się prywatnie, aby spotkać się z kilkoma rodzinami, które borykają się z poważnymi wyzwaniami i prawdziwymi trudnościami, ale którym ojcowie kapucyni okazują miłość i wsparcie. Nasz świat potrzebuje rewolucji miłości! „Burza”, którą przeżywamy, jest raczej egoizmem, osobistymi interesami ... świat potrzebuje rewolucji miłości. Niech ta rewolucja zacznie się od was i od waszych rodzin!

Kilka miesięcy temu ktoś powiedział mi, że tracimy zdolność do kochania. Powoli, ale zdecydowanie zapominamy bezpośredniego języka pieszczoty, o mocy czułości. Zdaje się, że słowo „czułość” zostało usunięte ze słownika. Nie może być rewolucji miłości bez rewolucji czułości! Oby poprzez wasz przykład wasze dzieci były prowadzone do stawania się pokoleniem bardziej opiekuńczym, życzliwym i pełnym wiary, by odnowić Kościół i całe społeczeństwo irlandzkie.

W ten sposób wasza miłość, będąca darem Boga, czerpać będzie z jeszcze głębszych korzeni. Żadna rodzina nie może się rozwijać, jeśli zapomni o swoich korzeniach. Dzieci nie rozwijają się w miłości, jeśli nie uczą się rozmawiać ze swoimi dziadkami. Pozwólcie zatem, aby wasza miłość sięgnęła głębszych korzeni! Nie zapominajmy, że „wszystkie kwiaty na drzewie pochodzą z tego, co jest pod ziemią” (F.L. Bernárdez, sonet Si para recobrar lo recobrado). Tak mówi argentyńska poezja. Wybaczcie mi reklamę.

Niech wraz z papieżem rodziny całego Kościoła, reprezentowane dziś przez pary starsze i młode, dziękują Bogu za dar wiary i łaskę chrześcijańskiego małżeństwa. Z naszej strony postanawiamy wraz z Panem służyć nadejściu Jego królestwa świętości, sprawiedliwości i pokoju, z wiernością złożonym przez nas przyrzeczeniom i ze stałością w miłości!

Dziękuję za to spotkanie! A teraz, zapraszam was do wspólnej modlitwy w intencji spotkania rodzin. Potem udzielę wam błogosławieństwa. I proszę was o modlitwę za mnie, nie zapominajcie!

2018-08-25 21:44

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ewangelia rodziny: radość dla świata

Światowe Spotkania Rodzin są od początku wielkim świętem radości i manifestacją nadziei. Tak było i tym razem w Dublinie, gdzie rodziny spotkały się w dniach 22-26 sierpnia br. po raz dziewiąty, niezależnie od kontekstu, w którym przyszło Kościołowi zademonstrować światu swoją niezmienną wolę troski o podstawową komórkę społeczną, którą jest rodzina, i chęć przyjścia jej z pomocą w czasach, gdy różne ideologie próbują podkopać jej fundamenty. W Irlandii było to trudniejsze, bo Kościół został tam w ostatnich latach zraniony. Kościół ma jednego wroga – jest nim grzech. Nic nie rani go bardziej niż grzech i zaniedbanie jego sług, zarówno duchownych, jak i świeckich.

W stolicy Irlandii można było zobaczyć cały Kościół. Tysiące wierzących w Chrystusa ze 116, nawet najbardziej odległych, krajów świata. W Irlandii widzieliśmy Kościół żywy, Kościół radosny. Kościół – choć wydaje się, że jego łódź przemierza przez wielką burzę dziejową – trwale ufający swemu Panu, zasłuchany w Jego słowa i mocny Jego mocą obecną w słowach: „Odwagi! Ja jestem! Nie bójcie się!”. Te słowa Mistrza szczególnie wybrzmiały właśnie w tym miejscu świata, w którym Kościół został w ostatnim czasie szczególnie mocno poraniony, a ciosy, które mu zadano i z wewnątrz, i z zewnątrz, trafiły pośrednio także w rodzinę, bo Kościół jest na świecie najpotężniejszym stróżem, obrońcą i orędownikiem jej świętości.

Politycy i liberalne media triumfalnie wspominali przed pielgrzymką niedawne irlandzkie referendum, w którym przegrało życie, i wcześniejsze, w którym dopuszczono do tzw. małżeństw osób homoseksualnych. W zapowiedziach pielgrzymki nie brakowało porównań do wizyty sprzed 40 lat św. Jana Pawła II, którego na ulicach Dublina pozdrawiały miliony Irlandczyków. Dziś były „tylko” setki tysięcy. Z nieskrywaną radością nieprzyjaciele Kościoła mówili, że został on już pokonany i pogrzebany, zapomnieli jednak, że Jego Głową jest nie Chrystus umarły i pogrzebany, ale Pan Zmartwychwstały.

Irlandzcy pasterze otwarcie wyrażali nadzieję, że Światowe Spotkanie Rodzin i przyjazd Ojca Świętego Franciszka będą jak tchnienie Ducha, który odnowi oblicze ziemi, tamtej ziemi. Nadzieję miał też cały świat kościelny, szczególnie anglosaski, który akurat tuż przed dublińskim spotkaniem znalazł się pod wyjątkowo ciężkim ostrzałem. Pierwszorzędnym celem tego ataku byli tym razem jego biskupi – pasterze.

Papież w formie

Z wyjątkowym zainteresowaniem i niepokojem wyczekiwano zatem chwili, w której na lotnisku wyląduje samolot linii Alitalia i Ojciec Święty rozpocznie swoją 36-godzinną misję. Rzecznik Watykanu zapowiadał, że Franciszek nie może się doczekać spotkania z katolickimi rodzinami. Że jest wypoczęty i w formie, aby stawić czoło wiejącym prosto w twarz szkwałom. I to było widać już na początku, gdy Franciszek postawił swoje stopy na ziemi św. Patryka. W sobotę 25 sierpnia spotkał się z przedstawicielami irlandzkich władz, z przedstawicielami ofiar nadużyć seksualnych duchownych i odwiedził kapucyński ośrodek dla bezdomnych. Głównymi punktami tego dnia były jednak spotkania z rodzinami – najpierw z małżeństwami w dublińskiej konkatedrze, a później, wieczorem, ze wszystkimi uczestnikami Światowego Spotkania Rodzin w Croke Park.

Świadectwo Franciszka

Papieskie przemówienia w tym dniu miały wyjątkowy charakter. Były raczej bliskimi świadectwami niż abstrakcyjnymi rozważaniami. Odnosiły się do konkretu życia, a sam Franciszek często sięgał do swoich osobistych doświadczeń. Wspomniał np., jak bardzo zapadł mu w pamięć – miał wtedy pięć lat – widok całujących się rodziców. Jak skutecznie nauczył go, czym jest najgłębsza małżeńska miłość. Trudno w krótkim tekście zawrzeć wszystkie wartościowe myśli Papieża, którymi podzielił się z rodzinami świata w Dublinie. Odsyłam do pełnego przemówienia na: www.niedziela.pl . Odnotujmy tylko niektóre, najbardziej konkretne wątki. – Stale zachęcam rodziców, aby jak najszybciej ochrzcili swoje dzieci, aby stały się częścią wielkiej rodziny Bożej – przekonywał o konieczności szybkiego chrztu św., zaraz po urodzeniu. – Wiele razy jesteś wściekły i masz pokusę, żeby zasnąć w innym pokoju, samotnie i w odosobnieniu. Po prostu zapukaj do drzwi i powiedz: „Przepraszam, czy mogę wejść?” – powiedział w kontekście konieczności szybkiego godzenia się w rodzinie. – Kiedy przy stole, zamiast rozmawiać w rodzinie, każdy ma telefon komórkowy, to jest „na orbicie” – zauważył w kontekście nadużywania środków technicznych. – Dziś wieczorem, zanim położycie się spać, wy, rodzice, zadajcie sobie pytanie: czy uczę moje dzieci właściwego czynienia znaku krzyża? Pomyślcie, to wasza sprawa – zachęcił Franciszek.

Idźcie „ad gentes”

To pierwsze spotkanie z rodzinami było katechezą konkretu. Drugie, dzień później, które poprzedziła wizyta Franciszka w sanktuarium maryjnym w Knock, miało charakter misji, rozesłania. Na Mszy św. w Phoenix Park, kończącej IX Światowe Spotkanie Rodzin, zgromadziło się pół miliona wiernych. To pokazało, że wiara katolicka w irlandzkim ludzie nadal płonie, i zadało kłam stwierdzeniom o jej śmierci. Franciszek się tym jednak nie zadowolił. Porównał nasze czasy do czasów chrystianizacji wyspy. Przeżywamy podobny moment, wymagający nie samozadowolenia, ale trudu i zapału misyjnego. Misja jest niezbędna nie tylko dla Kościoła, ale dla całego świata, bo Dobra Nowina, z jej miłością ofiarną, jest dla świata z panującymi w nim grzechem, egoizmem i chciwością jedyną nadzieją. – Tylko ta miłość może ocalić świat od niewoli grzechu, od egoizmu, od chciwości i obojętności wobec potrzeb tych, którym się mniej poszczęściło – pouczył Papież i dodał, że ta miłość w konkrecie ucieleśnia się w rodzinie chrześcijańskiej. – Poprzez świadectwo rodzin chrześcijańskich w każdym pokoleniu ma moc przełamać wszelkie bariery, aby pojednać świat z Bogiem i uczynić z nas to, do czego jesteśmy od zawsze przeznaczeni: jedną rodzinę ludzką, żyjącą razem w sprawiedliwości, świętości i pokoju – dodał i na koniec zaapelował: – Niech nasze dzisiejsze świętowanie umocni każdego z was, rodziców i dziadków, dzieci i młodzież, mężczyzn i kobiety, braci i siostry zakonne, kontemplatyków i misjonarzy, diakonów i księży, w dzieleniu się radością Ewangelii! Obyście dzielili się Ewangelią rodziny jako radością dla świata!

CZYTAJ DALEJ

Niemcy: Benedykt XVI nie pojedzie na pogrzeb brata do Ratyzbony

2020-07-05 20:06

[ TEMATY ]

Benedykt XVI

@Mazur/Episkopat

Benedykt XVI nie weźmie udziału w uroczystościach pogrzebowych swego brata ks. Georga Ratzingera w Ratyzbonie, zaplanowanych na 8 lipca. Według portalu Vatican News z 3 bm. na pogrzeb przybędą m.in. osobisty sekretarze papieża-seniora abp Georg Gänswein i były prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard Ludwig Müller, który w latach 2002-12 był biskupem Ratyzbony.

Brat Benedykta XVI był przez 30 lat kapelmistrzem w katedrze ratyzbońskiej i kierownikiem działającego tam chóru chłopięcego „Regensburger Domspatzen”. Zmarł 1 lipca w wieku 96 lat. 93-letni papież-senior przebywał w Ratyzbonie w dniach 18-22 czerwca, by odwiedzić swego ciężko chorego brata. Jak wspominał obecny biskup tego miasta Rudolf Voderholzer, podczas tych pięciu dni bracia widzieli się dziewięć razy: „Było mało słów, wiele ufnych gestów, a przede wszystkim wspólna modlitwa”. Obaj bracia, którzy tego samego dnia 29 czerwca 1951 roku przyjęli święcenia kapłańskie, przez całe życie byli z sobą bardzo związani.

Uroczystości pogrzebowe ks. prałata Georga Ratzingera odbędą się 8 lipca w Ratyzbonie. Po Mszy św. pogrzebowej w miejscowej katedrze zostanie on pochowany na cmentarzu katedralnym w grobie należącym do fundacji chóru katedralnego „Regensburger Domspatzen”.

Ten znany na świecie chór pożegna swego wieloletniego kierownika podczas nieszporów w jego intencji w niedzielę 5 lipca. W nabożeństwie weźmie udział 220 śpiewaków. W uroczystości nie będą mogli jednak uczestniczyć wierni ze względu na panujące jeszcze ograniczenia, związane z koronawirusem. Całość będzie transmitowana na żywo na stronie internetowej diecezji.

CZYTAJ DALEJ

Chrześcijańskie kryterium wyborów

2020-07-07 18:03

[ TEMATY ]

wybory 2020

pierwbozydarlelutko/fotolia.com

Wybór jest egzystencjalną sprawą naszej ludzkiej egzystencji. Tkwi nawet w naszej podświadomości. Przygotowując śniadanie wybieramy chleb razowy a nie pszenny, który bardziej służy dziadkowi. Wybieramy buty, by były wygodne i nie uciskały stopy. Wybieramy owoce, najzdrowsze, świeże. Nadgnite zostawiamy, gdyż będą dalej gniły i się psuły. Wybieramy szkołę i zawód, młodzieniec ogląda się za swoją przyszłą żoną. Nie mnóżmy przykłady, skoro wybór jest sprawą codzienną.

Zły wybór, lub nieprzemyślany, może mieć fatalne skutki.

Jako przykład służy wybór prarodziców w raju. Był to wybór pomiędzy dobrem i złem. Po dziś dzień przeżywamy skutki tego złego wyboru. Nazywamy je grzechem pierworodnym.

Nasza Ojczyzna, Polska, liczy 39 mln obywateli. W tym większość to ochrzczeni, czyli chrześcijanie z przewagą katolików. Właściwie „ochrzczono” nas. Rodzice na wskroś katoliccy zdawali sobie sprawę ze zgubnych skutków rozwoju swojego dziecka nieochrzczonego.

Niby od 18 roku życia człowiek staje się „samodzielny”. Statystyka ujawnia, że rzadko ktoś z młodzieży przeklina swoich rodziców i księdza, że go ochrzcili. Stąd to w świecie cywilizowanym Polska słynie jako „Polonia semper fidelis”.

Bóg stworzył człowieka na obraz i swoje podobieństwo. Obdarzył nas wolną wolą i rozumem po to, byśmy byli „wolni” – w wyborze dobra a nie zła, które się od czasów Adama i Ewy panoszy w świecie, do tego stopnia, że autor biblijny pisze: „I żałował Bóg, że stworzył człowieka”. Czuł się jednak odpowiedzialny za swoją ikonę, gdyż stworzył ją dla nieba a nie dla piekła. Szczytem i sprawą nie do pojęcia jest zesłanie swojego własnego Syna, by nas odkupił i to okrutną, haniebną śmiercią na krzyżu. Mamy do wyboru uszanowanie tego aktu miłości i miłosierdzia, albo go ignorować a co gorsza z niego kpić, obrażając miliony Polaków, którzy żyją uczciwie i po to by móc spokojnie umrzeć i powstać na sądzie po śmierci. Już starożytni ostrzegali przed brakiem odpowiedzialności za swoje życie. „Quidquid agis prudenter agas et respice finem – Cokolwiek czynisz, czyń mądrze i zawsze myśl o końcu”.

Warto sobie przypomnieć bohatera, kpiarza ze wszelkich świętości, z czasów rewolucji francuskiej, Woltera. Oto jego propagandowe hasło: „Rzuć błotem w ściany Kościoła, a zawsze coś z niego się przyklei”. Gdy Wolter umierał prosił swoich kompanów o księdza. A oni. Jak to! Wtedy my musimy pakować i zmienić nasze życie.

Wolter umarł bez księdza. Nie od nas zależy wydawać wyroków, ale warto ostrzec naszych współczesnych Wolterów. Nie każdy może doznać łaski nawrócenia jak np. generał Wojciech Jaruzelski. Poprosił o księdza i umarł zaopatrzony świętymi sakramentami. Jaruzelski jednak za życia nie kpił z tego co dla nas katolików – Polaków jest święte.

Słowa stanowiące tytuł naszych rozważań to słowa samego Jezusa. Warto je sobie przeczytać w całości, gdyż ujawniają co trzeba zrobić ze zgniłymi owocami a raczej z samym drzewem, które na nim urosły: „Każde drzewo które nie wyda dobrych owoców będzie wycięte i w ogień rzucone” (Mt 7, 19).

Tego rodzaju wybór można nazwać absolutny. Wybieramy między złem a dobrem. Jezus podsumowuje: „Nie można bowiem służyć Bogu i mamonie” (w sensie zła i grzechu) (Mt 6, 24).

Jest też rodzaj wyboru względnego. Także przedstawiony przez Jezusa na przykładzie przypowieści o Marii i Marcie. „Maria lepszą cząstkę wybrała...”

Z tych słów wynika, że praca jest dobrą sprawą, owszem konieczną, ale nie może ona ani zaćmić wyższej rangi modlitwy, ani ją zaniedbać. Św. Benedykt podkreśla w swojej regule te wartości w odpowiednim zestawie: „Ora et labora – Módl się i pracuj”, a nie „Ora aut labora” – Módl się albo pracuj.

Za kilka dni druga tura wyborów na Prezydenta naszej Ojczyzny.

Chrześcijanin – Polak otrzymał od samego Jezusa kryterium wyborcze.

Patrzmy na owoce z ostatnich pięciu lat. W grudniu przypadają moje urodziny – 90 lat życia. Jeszcze nigdy nie przeżyłem takiego rozkwitu, dobrobytu, wolności religijnej jak w tym okresie, właściwej demokracji. Skoro mnie proszono z różnych stron, bym przedstawił jako kapłan (65 lat) ale i naukowiec, swoją wizję na wybory, to powtarzam: dobre owoce, sprawdzone, gwarantujące dalsze owocowanie i rozkwit, z których wszyscy korzystamy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję