Reklama

Nauka

Papiescy astronomowie zachęcają do oglądania zaćmienia księżyca

Do obserwacji nieba zachęcają dziś również astronomowie z papieskiego obserwatorium w Castel Gandolfo. O godz. 21.30 rozpocznie się najdłuższe od stu lat całkowite zaćmienie księżyca. Potrwa 103 minuty.

[ TEMATY ]

astronomia

Księżyc

pixabay.com

Jak podkreśla ks. Gabriele Gionti, jezuita z Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego, oglądanie rozgwieżdżonego nieba może nam pomóc nie tylko w poznaniu wszechświata. Niekiedy pozwala ono również odkryć wielkość Boga i prawdę o człowieku – mówi ks. Gionti.

"My w obserwatorium watykańskim oglądamy niebo w ten sam sposób, co inni astronomowie – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. Gionti. – Ale bardzo często niebo jest to też dla nas źródłem duchowej inspiracji, bo niebo opowiada nam chwałę Boga, by posłużyć się słowami Psalmu. W pięknie wszechświata odkrywamy pośrednio piękno Boga. Mówię pośrednio, ponieważ nie jest to oczywiście jakiś naukowy dowód na istnienie Boga. Wszyscy jednak, którzy obserwują niebo zdają sobie sprawę, jak niepokaźny jest człowiek wobec ogromu wszechświata. I stąd rodzi się pytanie, jak to możliwe, że człowiek tak mały niczym ziarnko piasku stawia sobie pytania, które zdają się być nieskończenie większe niż on sam. Człowiek odkrywa w sobie poczucie nieskończoności, które nie przystaje do jego ograniczoności. I znowu nie wprost odsyła nas to do Boga, który dla nas ludzi wierzących jest stwórcą tej harmonii, którą odkrywamy w kosmosie".

2018-07-27 20:15

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kard. Schönborn: lądowanie na Księżycu „największą przygodą ludzkości”

[ TEMATY ]

Księżyc

Katarzyna Artymiak

Kard. Schönborn

Lądowanie na Księżycu przed 50 laty ukazało nie tylko piękno naszej planety Ziemi, ale wskazało jednocześnie człowiekowi na jego ciągłą odpowiedzialność za Ziemię. Podkreślił to kardynał Christoph Schönborn w swoim cotygodniowym komentarzu na łamach wydawanej w Wiedniu bezpłatnej gazety „Heute”.

„Jeszcze nigdy dotąd nie widzieliśmy Ziemi z takiej perspektywy. Jak piękna, jak mała i jak cenna jest nasza planeta – jej świecący błękit, jej białe chmury oraz kontynenty”, napisał arcybiskup Wiednia. Podkreślił jednocześnie, że „nasza ziemia ojczysta nie jest tam, na Księżycu, ale tu, na Ziemi, którą Bóg nam powierzył”.

Bezpośrednią relację z tej „największej przygody ludzkości”, kiedy 21 lipca 1969 Neil Armstrong jako pierwszy człowiek stanął na Księżycu, kard. Schönborn słuchał w radio. Był wówczas na urlopie na wsi w Hiszpanii, gdzie nie było telewizora. Kiedy powiedział ogrodnikowi: „Popatrz, tam na Księżycu wylądowali ludzie!”, ten się tylko uśmiechnął i odparł: „Nie ufaj mediom!”. "I rzeczywiście, w tym, co się wówczas wydarzyło było coś niewiarygodnego”, napisał arcybiskup Wiednia w swoim cotygodniowym komentarzu.

CZYTAJ DALEJ

Franciszek: jak Maryja, pamiętajmy o wielkich rzeczach, które czyni Pan

2020-08-15 12:53

[ TEMATY ]

papież Franciszek

Magnificat

Grzegorz Gałązka

Do wielbienia Boga swoim życiem i dziękowania Mu za wielkie rzeczy, które czyni w naszym życiu, zachęcił Ojciec Święty w rozważaniu przed modlitwą „Anioł Pański” 15 sierpnia w Watykanie, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Oto tekst papieskiego rozważania w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Kiedy człowiek postawił stopę na księżycu, powiedziano zdanie, które stało się sławne: „To mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości”. Istotnie, ludzkość osiągnęła cel historyczny. Ale dzisiaj, we Wniebowzięcie Maryi, świętujemy nieskończenie większe osiągnięcie. Matka Boża postawiła swoje stopy w niebie: poszła tam nie tylko w duchu, ale także z ciałem, całą sobą. Ten krok skromnej Dziewicy z Nazaretu był wielkim skokiem ludzkości. Na niewiele się zda wyprawa na księżyc, jeśli nie będziemy żyli jak bracia na Ziemi. Ale budzi w nas nadzieję fakt, że jedna z nas żyje w niebie ze swoim ciałem: rozumiemy, że jesteśmy cenni, przeznaczeni do zmartwychwstania. Bóg nie pozwoli, aby nasze ciała zniknęły w nicości. Z Bogiem nic nie ulegnie zatraceniu! W Maryi cel został osiągnięty i mamy przed oczami motyw, dla którego pielgrzymujemy: nie po to, by zdobywać rzeczy ziemskie, które zanikają, ale by zdobywać ojczyznę, która jest w niebie, która jest na zawsze. A Matka Boża jest gwiazdą, która nas prowadzi. Ona poszła jako pierwsza i jak naucza Sobór, „pielgrzymującemu Ludowi Bożemu przyświeca jako znak niezachwianej nadziei i pociechy” (Lumen gentium, 68).

Co nam doradza nasza Matka? Dziś w Ewangelii pierwsze słowa, jakie wypowiada brzmią: „Wielbi dusza moja Pana” (Łk 1, 46). Przyzwyczajeni do ich słuchania, być może nie zwracamy już uwagi na ich znaczenie. Magnificat oznacza dosłownie „czynić wielkim”, powiększać. Maryja „powiększa Pana”: nie problemy, których nie brakowało jej w tym momencie, ale Pana. Ileż to razy natomiast my pozwalamy się przytłoczyć trudnościami i pochłonąć strachem! Ale nie Matka Boża, ponieważ stawia Boga jako pierwszą wielkość życia. Stąd wypływa Magnificat, ale radość rodzi się z powodu obecności Boga, który nam pomaga, który jest blisko nas: nie z braku problemów, które nadejdą prędzej czy później, ale z obecności Boga. Bo Bóg jest wielki. I przede wszystkim Bóg strzeże maluczkich. Miłuje nas i ma do nas słabość. Bóg strzeże i miłuje maluczkich.

Istotnie Maryja uznaje siebie za maluczką i wychwala „wielkie rzeczy” (w. 49), które uczynił jej Pan. Które z nich? Przede wszystkim nieoczekiwany dar życia: Maryja była dziewicą a stała się brzemienną. Także Elżbieta, będąca w podeszłym wieku, spodziewała się dziecka. Pan czyni cuda z maluczkimi, z osobami, które nie uważają siebie za wielkie, ale które dają Bogu wiele miejsca w swoim w życiu. On ogarnia swoim miłosierdziem tych, którzy mu ufają i wywyższa pokornych. Za to Maryja wielbi Boga.

A my - możemy zadać sobie pytanie - czy pamiętamy, by wielbić Boga? Czy dziękujemy Jemu za wielkie rzeczy, które dla nas czyni? Za każdy dzień, który nam daje, za to, że nas miłuje i zawsze nam przebacza, za Jego czułość? A także, za to, że dał nam swoją Matkę, za braci i siostry, których postawił na naszej drodze, za to, że otworzył nam niebo? Czy dziękujemy Bogu, czy uwielbiamy za to Boga? Jeśli zapomnimy o tym, co dobre, serce się kurczy. Ale jeśli, podobnie, jak Maryja, pamiętamy o wielkich rzeczach, które czyni Pan, jeśli przynajmniej raz dziennie będziemy Go uwielbiać, to wówczas uczynimy wielki krok naprzód. Raz dziennie powiedzieć: wychwalam Pana, powiedzieć: „niech błogosławiony będzie Pan”, co jest małą modlitwą uwielbienia. To wychwalanie Boga. Serce, poprzez tę małą modlitwę, będzie się poszerzać, będzie wzrastała radość. Prośmy Matkę Bożą, Bramę niebieską, o łaskę rozpoczynania każdego dnia od wznoszenia wzroku ku niebu, do Boga, by Jemu powiedzieć: „Dziękuję!”, jak dzieci mówią dorosłym, „Dziękuję!”.

CZYTAJ DALEJ

Lubelska pielgrzymka dotarła na Jasną Górę

2020-08-15 20:41

Archiwum pielgrzymki

Reprezentujecie całą archidiecezję lubelską, czyli milion osób wierzących – powiedział abp Stanisław Budzik, witając 14 sierpnia na placu przed szczytem jasnogórskim 42. Lubelską Pieszą Pielgrzymkę, która w tym roku miała formę sztafetowej modlitwy.

Na Jasną Górę dotarły grupy nr 17, 18 i 19 ze swoimi przewodnikami, którymi byli: ks. Mariusz Kruk, ks. Paweł Saran, ks. Robert Farian, o. Gaweł Włodarczyk i o. Radosław Więcławek.

– Dziękujemy Bogu, że mimo trudnej sytuacji udało się przeprowadzić pielgrzymkę. Dziękuję przewodnikowi ks. Mirosławowi Ładniakowi, że ona nie przepadła, że trwa i wpisuje się w historię jako jedyna i niezwykła, przez którą Bóg też chce nam coś powiedzieć – podkreślił abp Budzik.

Metropolita lubelski zwrócił uwagę na wypisane na plakietkach pątników słowa: Soli Deo – życiowe hasło kard. Stefana Wyszyńskiego, patrona tegorocznej pielgrzymki. – Od niego uczmy się, jak z trudnych sytuacji wyprowadzać dobro, nie tracić nadziei, zachować głęboką wiarę i optymizm w każdej najtrudniejszej sytuacji przez więź z Bogiem i głęboką miłość do Matki Najświętszej, która jest Matką wskazującą drogę, wskazującą na Chrystusa – naszą drogę, prawdę i życie.

Arcybiskup życzył pątnikom, aby spotkanie z Maryją w Kaplicy Cudownego Obrazu i Eucharystia w bazylice były głębokim i niezapomnianym przeżyciem. – Niech Eucharystia przemienia nasze życie, taj jak Duch Święty swoją mocą i słowami kapłana przemienia wino i chleb w Krew i Ciało Chrystusa – podkreślił.

W rozmowie z „Niedzielą” abp Budzik zaznaczył, że patron pielgrzymki czerpał nadzieję z niezwykłej bliskości Boga i Maryi. – Niech nas nauczy służby samemu Bogu, jak napisał w haśle: Soli Deo, ale per Mariam, czyli przez Maryję. Matka Boża jest bramą, która nas prowadzi na spotkanie z Chrystusem i uczy, z jaką miłością Go przyjmować, z jaką gotowością pełnić wolą Bożą i jak otwierać się na natchnienia Ducha Świętego.

Odnosząc się do ograniczeń sanitarnych wymuszonych pandemią koronawirusa, metropolita lubelski wyraził nadzieję, że w kolejnych latach pątników będzie znacznie więcej, ale że również tegoroczna szczególna pielgrzymka zostawi ślad w życiu każdego z jej uczestników. Wyraził również radość, z kolejnej wizyty na Jasnej Górze. – To jest dom Matki, a tam czujemy się zawsze u siebie, bez względu na to, z jakiej diecezji przybywamy. Symbolem jedności dla Kościoła w Polsce jest wieża jasnogórska i Kaplica Matki Bożej, która wciąż pokazuje prawą dłonią na Syna: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” – podsumował abp Budzik.

Tegoroczna pielgrzymka trwała w dniach 4-14 sierpnia. Każdego dnia na trasę mogło wyruszyć 150 osób, które podzielono na 3 grupy po 50 osób. Pielgrzymi jechali na wyznaczone miejsce autokarem. Najpierw musieli oczywiście wypełnić oświadczenia o stanie zdrowia, poddać się pomiarowi temperatury i odebrać maseczki. Po całym dniu wędrówki wracali do domów. Następnego dnia w trasę wyruszały kolejne grupy.

Dorota Choma z biura prasowego pielgrzymki lubelskiej (po raz 18. na pielgrzymce, 17. rok z rzędu) przyznaje, że do poniedziałku 3 sierpnia wszyscy czekali w napięciu, czy wojewoda lubelski wyrazi zgodę na organizację pielgrzymki. – Emocje były do końca – mówi.

Karolina Szponar, również z biura prasowego, podkreśla, że reżim sanitarny został zachowany. – Były maseczki, woda, mydło i środki do dezynfekcji, a kiedy można było iść bez maseczek, pilnowaliśmy, aby pielgrzymi zachowywali odstępy. Zależało nam na tym, żeby dostosować się do obostrzeń. W przypadku ich nieprzestrzegania byłaby obawa konieczności powrotu do domu.

Ci, którzy musieli zostać w domu, mogli uczestniczyć w Mszach św. transmitowanych z trasy na Facebooku i stronie internetowej. Tam były publikowane również zdjęcia, filmiki, modlitwy i konferencje, które w tym roku głosił o. Mariusz Tabulski, paulin.

Jak pogodzić pielgrzymkę ze służbą w biurze prasowym? – Mamy wypracowany styl.

Codziennie każda z nas ma jeden etap tylko dla siebie. Oprócz uczestnictwa we Mszy św. „uciekamy” na Koronkę do Miłosierdzia Bożego, Różaniec albo na indywidualną modlitwę, żebyśmy też mogły poczuć tę pielgrzymkę – mówi Dorota Choma. – W tym roku pielgrzymi mówią, że muszą wszystko „wyssać” z pielgrzymki, żeby nakarmić się duchowo. My mamy tak co roku. W jednym etapie musimy skumulować to wszystko, co oni przeżywają przez cały dzień. Czerpiemy, ile się da – dodaje. – Pielgrzymka, podczas której służymy, jest na pewno dużo szybsza, ale przeżywamy ją głęboko. W szybkim tempie pracy musimy też znaleźć moment dla siebie i bardziej poświęcić się modlitwie – wtóruje Karolina Szponar.

Panie nie wyobrażają sobie sierpnia bez Jasnej Góry. – To jest obowiązek. Musimy tu być, pomodlić się. Jako biuro prasowe mamy też ten przywilej, że możemy uklęknąć przed obrazem Matki Bożej razem z abp. Stanisławem Budzikiem. To jest zwieńczenie całej pracy. Wiemy, po co to robimy – zauważa Dorota Choma.

Karolina Szponar podkreśla, że docierają na Jasną Górę jako delegacja. – Również ci, którzy wczoraj szli na przedostatnim etapie, musieli wrócić do domu. Oni są jak Mojżesz, który szedł do Ziemi Obiecanej i już ją widział, ale tam nie dotarł. Dogłębniej poczuli to, o czym do tej pory tylko słyszeli – zauważa celnie.

Darek ze Świdnika był na pielgrzymce po raz drugi. Do Częstochowy dotarł Szlakiem św. Jakuba, przez Sandomierz i Święty Krzyż. Większość trasy pokonał w towarzystwie dwóch kolegów. Wspólnie z grupami pielgrzymki lubelskiej wędrował przez kilka dni. – Duch Święty posyłał nas w takie miejsca, że nie można było tego wyreżyserować. Dwa razy trafiliśmy na plebanię, gdzie była awaria hydrauliczna i pomagaliśmy ratować sytuację. Coś niesamowitego. Proboszcz drugiej parafii był zdziwiony, że mamy klucze hydrauliczne ze sobą. Kupiliśmy je podczas pierwszej awarii – opowiada.

– Kiedy 3 dni temu weszliśmy na plebanię, proboszcz na kolanach wycierał wodę. Zlew był uszkodzony, wszędzie powódź. Mówimy, że pomożemy. „Jak, przecież nie macie narzędzi?” „Mamy między skarpetkami” – relacjonuje Mirek Sobiesiak ze Świdnika. W pielgrzymce szedł 32. albo 33. raz. Stracił rachubę.

Jak dodaje Darek, na plebaniach korzystali z miejsc wyłączonych z użytku. Czasami rozbijali namiot. Przyznaje, że na pielgrzymkę czeka cały rok. – Wielu mówi, że to jest ładowanie akumulatorów. Ja nie będę tutaj oryginalny – śmieje się.

Rozmawiamy z Darkiem dosłownie na ostatniej prostej trasy, na pl. Daszyńskiego, który wyznacza początek Alejom Najświętszej Maryi Panny prowadzącym na Jasną Górę. – Tutaj już nie ma zmęczenia. Czuje się ulgę i frunie się. To wspaniałe przeżycie – dopowiada.

Mirek należy z żoną do Odnowy w Duchu Świętym, ale ukształtowała go właśnie duchowość pielgrzymkowa i kapucyńska. – Radość, modlitwa i śpiew. Tak mi zostało – mówi.

Duże wrażenie zrobiły na nim archiwalne nagrania emitowane podczas pielgrzymki, na których można było usłyszeć głos kard. Wyszyńskiego. – To, co przygotowali szefowie pielgrzymki, było naprawdę mocne, budujące i wartościowe. Warto pobrać te nagrania ze strony pielgrzymki, żeby później je odsłuchać. Prymas twardo mówił, jak mamy posługiwać, jacy mamy być jako wierzący, dający przykład życiem naszej wiary – dzieli się przeżyciami.

Jak dobrze wykorzystać czas pielgrzymki? – Wszystko jest w sercu. Można iść dla sportu, a można naprawdę przeżywać ją po Bożemu i dawać z siebie wszystko. Raz wysiłek, dwa posługiwać wspólnocie, Na pielgrzymce tworzy się też wspólnota. Kiedy jest mi ciężko, ale widzę, że brat czy siostra ma jeszcze mnie siły, wtedy ona wraca, także jest moc – podsumowuje Mirek.

– Czuje się zmęczenie, ale jesteśmy szczęśliwi, że udało się dotrzeć na Jasną Górę przy takich obostrzeniach – to zdanie Marzeny z Chełma, która na pielgrzymce była po raz trzeci. Modliła się za rodzinę, o dobrą pracę, miłość, pokój i dobre relacje z ludźmi.

Debiut w roli przewodnika grupy „18” zaliczył neoprezbiter ks. Paweł Saran. – Myślę, że to był dobry debiut. Cieszę się, że Bóg dał mi 2 dni pielgrzymki. Pokonywana trasa, konferencje i treści, które się słyszy, sprawiają, że to są rzeczywiście rekolekcje w drodze. Ludzie otwierają się i potrzebują kapłana. Podczas spowiedzi wiele razy pojawiały się łzy, nie tylko na twarzach penitentów – relacjonuje szczęśliwy duszpasterz, dla którego pielgrzymka jest odpoczynkiem. – Idę na nią z wielką radością. Nigdy nie miałem problemu, żeby poświęcić na nią 2 tygodnie. Mój duch wtedy odpoczywa. Na pewno będę przychodził tu co roku – obiecuje ks. Saran.

Radości nie kryła również Anna z Fajsławic. – W moim przypadku długa pielgrzymka nie byłaby możliwa z powodów zdrowotnych, ale ten jeden etap szło się świetnie, z nadzieją, dziękczynieniem i modlitwą. Szłam po raz pierwszy, a wrażenia są niesamowite. To wejście na szczyt, powitanie przez biskupów i twarze życzliwych ludzi. Jestem pod wrażeniem, że w wieku 60 lat dane mi było tu dotrzeć.

Idąc pod hasłem: Soli Deo, pielgrzymi poznawali każdego dnia każdego maryjne ścieżki żucia kard. Wyszyńskiego. Modlili się również o jak najszybsze ustąpienie pandemii koronawirusa i o pomyślny przebieg trwającego Synodu Archidiecezji Lubelskiej.

Co istotne, podczas pielgrzymki odbył się również ślub. Sakramentalne „tak” powiedzieli sobie Joanna i Wiktor

– Widać radość w waszych oczach, mimo założonych masek. Dziękuję, że jesteście cali i zdrowi, bo to dla nas najważniejsze – powiedział do pątników przewodnik pielgrzymki ks. Mirosław Ładniak.

W 42. Lubelskiej Pieszej Pielgrzymce uczestniczyło 1200 pątników, 40 księży, 15 sióstr zakonnych i 8 kleryków. Pieszo pokonali ponad 320 km, a autokarami – ponad 16 tys. km. To jedna trzecia równika.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję