Reklama

Wielka Brytania

Irlandia: biskupi bronią życia nienarodzonych dzieci

W odpowiedzi na przygotowywaną ustawę, legalizującą aborcję, episkopat Irlandii zapowiada utworzenie Rady ds. Życia, która pomoże w niesieniu pomocy zarówno matkom, jak i nienarodzonym dzieciom. Biskupi opublikowali też "Kodeks standardów etycznych w opiece zdrowotnej", który upomina się m.in. o możliwość korzystania przez personel medyczny z klauzuli sumienia.

[ TEMATY ]

Irlandia

obrońcy życia

biskupi

allafalkovskaya / fotolia.com

Decyzję o powołaniu Rady ds. Życia, irlandzcy biskupi podjęli podczas letniej sesji plenarnej episkopatu, która odbyła się w Maynooth. W komunikacie podsumowującym obrady, hierarchowie piszą, że powołanie takiej rady jest koniecznością, wobec uchylenia tzw. "ósmej poprawki" do irlandzkiej konstytucji, która gwarantowała takie samo prawo do życia nienarodzonemu dziecku, jak i jego matce.

"Dla nas, jako Kościoła żarliwie troszczącego się o dar życia i chcącego wspierać zarówno matkę, jak i jej nienarodzone dziecko, konieczne jest poszukiwanie nowych dróg, by odpowiedzieć na tę nową i niezwykle wymagającą rzeczywistość" - napisali hierarchowie. Zapowiedzieli, że Rada ds. Życia zostanie powołana do marca przyszłego roku.

Biskupi wyrazili też wdzięczność wszystkim, którzy w niedawnym referendum opowiedzieli się za życiem. Przyznali, że przy okazji dyskusji toczącej się wokół zmiany prawa aborcyjnego, wysłuchali wielu poruszających historii matek, które z powodu ciąży znalazły się w trudnej sytuacji. "W następstwie referendum stało się jasne, że wszyscy musimy promować kulturę opiekuńczą, społeczeństwo wspierające, tak, aby kobieta, która znajdzie się w kryzysie podczas ciąży mogła znaleźć praktyczną pomoc i opiekę" - napisali.

Reklama

W komunikacie biskupi napisali też o swoich obawach, związanych z liberalizacją prawa aborcyjnego - m.in. o tym, że doprowadzi ono do zwiększenia liczby dokonywanych aborcji. Przypomnieli też, że każdy z lekarzy i pracowników medycznych musi mieć prawo działania w zgodzie ze swoim sumieniem i byłoby "wielką niesprawiedliwością" zmuszanie tych osób, nawet w sposób pośredni, do podejmowania działań raniących ich sumienia. W tym celu odesłali do opublikowanego przed kilkoma dniami "Kodeksu standardów etycznych w opiece zdrowotnej - dokumentu episkopatu Irlandii upominającego się m.in. o przestrzeganie klauzuli sumienia.

Dokument ten wzbudził w mediach ożywioną dyskusję. Zwolennicy liberalizacji prawa aborcyjnego przekonują m.in., że w oparciu o kodeks, Kościół będzie "wymuszał" na lekarzach zaniechanie wielu dostępnych dziś zabiegów, m.in z zakresu diagnostyki prenatalnej. Snują też przypuszczenia, że rząd Irlandii pozbawi podmioty kościelne, m.in. zgromadzenia zakonne, możliwości zarządzania państwowymi placówkami medycznymi.

2018-07-27 09:38

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Konkurs pro-life „Pomóż ocalić życie bezbronnemu”: rekordowa liczba prac

2020-07-03 08:20

[ TEMATY ]

obrońcy życia

prolife

pro-life.pl

Jedna z nagrodzonych prac

Rekordowo dużym powodzeniem cieszyła się tegoroczna 16. edycja ogólnopolskiego młodzieżowego konkursu im. bł. ks. Jerzego Popiełuszki „Pomóż ocalić życie bezbronnemu”, organizowanego przez Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka.

Napłynęło z całej Polski 1100 prac, które oceniono w trzech kategoriach: literackiej, plastycznej i multimedialnej, każdej w dwóch przedziałach wiekowych: szkoła podstawowa kl. 4–8 i szkoła ponadpodstawowa.

Jak poinformowali organizatorzy, z powodu dużej konkurencji i wysokiej jakości prac był duży problem duży problem z wyborem zwycięzców. Zdaniem przedstawicieli krakowskiej organizacji, troszczącej się o życie każdego człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci, młodzi konkursowicze, wykazali się „nieprzeciętnymi umiejętnościami, starannością, bogactwem i doborem słownictwa, a także oryginalnością ujęcia tematu”.

„W przesłanych pracach można było dostrzec refleksję nad wartością życia i godnością człowieka. Podejmowane były tematy trudne, takie jak: trud i zmagania ludzi niepełnosprawnych, życie osób w podeszłym wieku oraz cierpienie nieuleczalnie chorych dzieci” – można przeczytać na stronie Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka, które podziękowało młodym za świadectwo szacunku dla wartości ludzkiego życia.

W kategorii literackiej wśród uczniów szkół ponadpodstawowych zwyciężyła Zofia Kaśków z Postomina, w wśród podstawówek – Anna Schab z Mielca. W kategorii plastycznej wśród, szkół ponadpodstawowa – 1. miejsce zajęła Aleksandra Kłoczko z Dąbrowy Białostockiej. Jej młodszą odpowiedniczką w tej kategorii została Anastazja Sudoł z Pysznicy. W kategorii multimedialnej wśród szkół ponadpodstawowych zwyciężyła Gabriela Nowak z Rogowa, a wśród młodszych twórców dzieł multimedialnych najlepszą okazała się Martyna Lejkowska z Sowiny.

Z uwagi na epidemię koronawirusa, uroczystego wręczenia nagród nie zaplanowano. Organizatorzy skontaktowali się z laureatami telefonicznie.

Dotąd na wszystkie edycje młodzieżowego konkursu „Pomóż ocalić życie bezbronnemu”, nadesłano 20 tys. prac plastycznych, literackich i multimedialnych.

Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka zostało założone w Krakowie w 1999 r. przez dr. inż. Antoniego Ziębę (1948–2018), który od chwili jego powstania aż do śmierci pełnił funkcję prezesa. Misją PSOŻC jest troska o ludzkie życie na każdym etapie jego rozwoju.

CZYTAJ DALEJ

5 pytań do… Pana Łukasza Szumowskiego, Ministra Zdrowia

2020-07-10 10:23

[ TEMATY ]

Szumowski

5 pytań do...

Ministerstwo Zdrowia

Piotr Grzybowski w kolejnym wywiadzie z cyklu "5 pytań do..." rozmawia z Ministrem Zdrowia, Łukaszem Szumowskim.

Piotr Grzybowski: Panie Ministrze, stał się Pan symbolem walki z pandemią, chciałbym jednak powrócić do początków Pana fascynacji medycyną. Co stało za decyzją, aby zostać lekarzem?

Łukasz Szumowski: Jeszcze w szkole podstawowej nie myślałem o zawodzie lekarza. U nas w domu nie było tradycji medycznych – mama jest polonistą, tata inżynierem. Ale już wtedy miałem takie przeświadczenie, że będę lekarzem, pomimo, że to fizyka była moją miłością i była na pierwszym miejscu. Dlatego też poszedłem do „Reytana” do klasy mat-fiz. Ale fizyka w mat-fizie to nie wszystko. Trudno było myśleć o studiach z fizyki, gdy okazało się, że nie jestem wybitny z matematyki. W liceum już wiedziałem, że medycyna łączy w sobie niezwykły świat – mama dała mi wtedy książki Prof. Hellera czy Prof. Sedlaka. Ale ta świadomość, że mam być lekarzem, że mam leczyć ludzi była ze mną od podstawówki, chociaż opierałem się jak mogłem.

Mój późniejszy mentor, prof. Franciszek Walczak, uświadomił mi, że fizyka to także prądy w sercu, a jeszcze mówił o nich w tak ciekawy sposób... To on dał mi asumpt do tego by wybrać kardiologię, choć poważnie zastanawiałem się także nad anestezjologią. Dzięki pasji prof. Walczaka i mnie wciągnęło w świat prądów w sercu. Na tę nową pasję poświęcałem każdą wolną chwilę. Gdy uświadomiłem sobie ilu poważnie chorym ludziom można pomóc i zobaczyłem na przykładzie profesora Walczaka ile to daje satysfakcji, nie było już odwrotu. Ablacje, czyli zabiegi regulujące zaburzenia rytmu serca, to była logiczna konsekwencja mojego wyboru.

PG: Co jest w tym zawodzie najtrudniejsze, a co najpiękniejsze?

ŁSz: Piękne w tym zawodzie w zasadzie jest wszystko. Co może dać więcej satysfakcji, niż widok człowieka, który jeszcze niedawno był umierający, pod tlenem, a żyje i czuje się dobrze? Kiedy widzi się dzieci i staruszków, którzy mogą cieszyć się z życia, z kontaktów z bliskimi i rodziną, a jeszcze niedawno ta rodzina drżała o to życie? Ja momentami, przy stole operacyjnym spędzałem po 12-14 godzin na dobę. Poza tym na stole operacyjnym człowiek zostaje odarty z tytułów i masek. I święty, i przestępca jest po prostu człowiekiem.

A trudna zawsze jest śmierć. Z nią nigdy człowiek się nie pogodzi, nawet gdy się z nią mierzy codziennie. Gdy, mimo olbrzymiego wysiłku całego zespołu, nie daje się pomóc, to jest to dramatyczny moment. Trudna jest akceptacja tego, że się czegoś nie wie, nie rozumie co dolega pacjentowi, kiedy robimy zabieg zgodnie z naszą wiedzą i …. nie działa …

PG: Nie uciekniemy od tematu pandemii. Chciałem zapytać o ten pierwszy moment, kiedy uświadomił sobie Pan spodziewaną jej skalę, zagrożenia?

ŁSz: Skala dramatów ludzkich, która miała miejsce we Włoszech, w Lombardii, te ciała wiezione na ciężarówkach, dramatyczne decyzje o tym, kogo podłączyć do respiratora, a komu tej pomocy odmówić… Tak, to myślę był ten moment, kiedy wszyscy zobaczyliśmy, co może wydarzyć się w czarnym scenariuszu. Później mieliśmy jeszcze lotnisko w Anglii przekształcane w kostnicę i Hiszpanię, w której nie nadążano spalać zwłok ludzkich. Nie ma chyba osoby, na której nie robiłoby to wrażenia. Dziś jednak nikt z nas już o tym zdaje się nie pamiętać. Dziś jest lato, wakacje, spotkania z bliskimi. W marcu był powszechny strach, by w Polsce nie doszło do powtórzenia sytuacji z Włoch. Na dziś my tę walkę z wirusem wygrywamy. Okupiliśmy to dużym wysiłkiem, ale było warto. Nie doszło w Polsce do sytuacji, w której musielibyśmy komuś odmówić pomocy, a to był nasz priorytet.

PG: Co było, może dalej jest, największym wyzwaniem w walce z Covid-19?

ŁSz: W czasie epidemii wszystko staje się wyzwaniem. Największym jest presja czasu przy olbrzymiej skali decyzji, które trzeba podjąć. Priorytetem było maksymalne ograniczenie ekspansji wirusa, przy jednoczesnym zapewnieniu pełnej wydolności szpitali, tak by mogły przyjąć każdego wymagającego pomocy. Szybki lockdown, czyli tak naprawdę powszechne ograniczenie aktywności społecznej, przy jednoczesnym powołaniu do życia szpitali jednoimiennych, izolatoriów dla chorych nie wymagających hospitalizacji, to były decyzje, które dawały nam przewagę nad wirusem – jeżeli tak obrazowo mogę powiedzieć. Poza tym zakupy… W marcu i kwietniu na rynku brakowało wszystkiego. Państwa prześcigały się w kupowaniu każdej dostępnej rzeczy: maseczek, kombinezonów, respiratorów – dosłownie wszystkiego. My też o każdy zakup musieliśmy walczyć. Dziś posłowie Koalicji Obywatelskiej zarzucają nam, że za maski przepłaciliśmy, że respiratory były za drogie. A ja odpowiadam: nikt w Polsce nie umarł z powodu braku sprzętu, a w innych państwach takie rzeczy były codziennością. My ratowaliśmy ludzkie życie. Pamiętam poczucie bezsilności i goryczy kiedy maseczki, które miały przylecieć do Polski zostały podkupione przez inne państwa…

PG: Jak by Pan zachęcił dzisiejszych maturzystów do wyboru studiów medycznych?

ŁSz: Zawód lekarza to jeden z najpiękniejszych zawodów. Można by powiedzieć cynicznie – wykonujesz swoją prace, a niejako przy okazji – jako bonus - pomagasz ludziom. Choć oczywiście pomoc drugiemu człowiekowi jest sednem tej pracy. To zawód, którego nie można go wykonywać mechanicznie. Tu nie ma miejsca na rutynę. Zawód lekarza to zawód, któremu trzeba się w pełni poświęcić, ale on dużo daje w zamian. Satysfakcję, codzienną przygodę poznawania nieodkrytych obszarów ludzkiego organizmu. Jesteśmy w stanie polecieć na księżyc, a nie wiemy jak wyleczyć raka…

Medycyna to naprawdę odkrywanie nowych lądów i wielka przygoda.

Poza tym, ja na studiach medycznych zyskałem coś najcenniejszego – moją żonę.

CZYTAJ DALEJ

77. rocznica Zbrodni Wołyńskiej. Na pytania dotyczące Wołynia nie szukajmy odpowiedzi tylko na ziemi

2020-07-11 21:51

Marzena Cyfert

Przed Pomnikiem Mauzoleum przy bulwarze Xawerego Dunikowskiego

Uroczysty apel z okazji Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP odbył się 11 lipca pod Pomnikiem Mauzoleum przy bulwarze Xawerego Dunikowskiego.

W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele władz, z premierem Mateuszem Morawieckim, a także duchowni różnych wyznań chrześcijańskich, którzy poprowadzili modlitwę. Udział zaznaczyła wojskowa asysta honorowa.


W kryptach Pomnika Mauzoleum znajduje się ziemia z mogił z 2000 miejscowości, w których w latach 1939-47 popełniono masowe mordy na ludności polskiej.

Honorowy prezes Stowarzyszenia Upamiętniania Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów Szczepan Siekierka przypomniał, że stowarzyszenie zostało założone w 1989 r., z misją „pojednania i pokuty” i spełniło swoją rolę. Udało się bowiem zebrać ponad 20 tys. relacji świadków, którzy przeżyli rzeź na Kresach i wydać kilka tomów zbiorowej dokumentacji, której większość jest potwierdzona przez Komisję Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu. Zwracając się do premiera Mateusza Morawieckiego, prezes powiedział: – Bardzo się cieszę, że jest wśród nas Pan Premier, którego pamiętam jako młodego chłopca, bo pracowałem z jego ojcem. Spotykaliśmy się i zastanawialiśmy się wspólnie, jak doczekać czasów prawdziwej Polski, takiej, która będzie dbać o ludność polską, o naród polski, o tych, którzy zostali pozbawieni kawałka chleba. O takiej Polsce marzyłem.

Wicewojewoda dolnośląski Bogusław Szpytma opowiedział o dramatycznych wydarzeniach, jakich doświadczyła jego rodzina na Wschodzie we wsi Wierzbowiec. – Przez kilkadziesiąt lat słyszeliśmy w domu opowieści, które mroziły krew w żyłach. W tej wsi pozostało już na zawsze 75 osób. Później nastąpił trudny czas milczenia, gdy z powodów politycznych nie można było mówić o tej zbrodni, nie można było ujawniać prawdy, podobnie jak o Katyniu. Po 60 latach razem z mamą odwiedziliśmy to miejsce, nocowaliśmy w domu, który prowadziła Ukrainka p. Oksana. Próbowaliśmy rozmawiać, ale to była bardzo trudna rozmowa. Padło jedno ważne dla mnie zdanie: „Czy Wy chcecie tutaj wrócić?”. Myślę, że ten lęk przed naszym powrotem staje się podstawą takich zachowań – mówił wicewojewoda.

– Dzisiaj przy trudnej historii Ukrainy i trudnej historii Polski coraz więcej nas łączy. Słyszymy wiele osób mówiących po ukraińsku, które tutaj pracują, rozwijają się. Ale gdzieś ciągle jest cień milczenia, cień tego, czego nie zdołaliśmy wyjaśnić. Jesteśmy tu dziś po to, żeby zaświadczyć, że już nigdy nie zapomnimy o tych ofiarach, że będziemy się domagali prawdy. Te dwa wielkie narody w Europie muszą budować swoje relacje na prawdzie – mówił wicewojewoda dolnośląski.

–Spotykamy się dziś we Wrocławiu w innych czasach, by upamiętnić ofiary tamtego ludobójstwa, jak i Ukraińców, którzy broniąc swoich sąsiadów, również stracili życie – mówił Marcin Krzyżanowski, wicemarszałek województwa dolnośląskiego.

Po uroczystościach przy Mauzoleum miała miejsce Eucharystia w intencji ofiar zbrodni sprzed 77 lat w kościele Najświętszej Maryi Panny na Piasku. Przewodniczył jej bp Jacek Kiciński. – Tamten trudny czas byłby jeszcze trudniejszy, gdyby nie wiara naszych przodków – mówił ksiądz biskup i zapewniał, że Bóg nigdy nie męczy się człowiekiem, dlatego nigdy nie rezygnuje z człowieka. Bóg pragnie naszego szczęścia.

Tłumaczył, że dar wolności dany ludziom oznacza możliwość wyboru dobra lub zła. Grzech, odrzucenie Boga i Jego przykazań zawsze powodują cierpienie. – Każde odrzucenie Boga kończy się dramatem człowieka i wielu pokoleń. Tak stało się na Wołyniu. Od 1943 r. do lutego 1945 r. odrzucenie Boga i Jego przykazań doprowadziło do kulminacji zła i nienawiści. A skutkiem tego była śmierć męczeńska 50-60 tys. Polaków. Te liczby to nie statystyki, ale konkretne osoby, ich praca, ich cierpienia. To ludzie, którzy mieli swoje marzenia, którzy pragnęli żyć, kochać, troszczyć się o swoje rodziny – mówił bp Kiciński.

Zauważył, że przychodząc na świat otrzymujemy korzenie i skrzydła. Korzenie to zwyczaje, tradycja, kultura, wartości, jakimi się kierujemy w życiu. Dzięki korzeniom człowiek wie, kim jest i zna swoją tożsamość. Skrzydła natomiast sprawiają, że człowiek staje się otwarty na świat, na innych. Tymi skrzydłami jest życiowe powołanie, pasja czynienia dobra. Dramat Wołynia sprawił, że dla wielu te korzenie zostały wyrwane, skrzydła podcięte, dla niektórych zaś bezlitośnie zniszczone.

– Dziś po 70 latach patrzymy na to nie bez emocji, stawiamy sobie pytanie, dlaczego tak się stało. Jezus nam mówi, byśmy na pytania dotyczące Wołynia nie szukali odpowiedzi tylko na ziemi… Jezus nam pokazuje, że naszym celem jest niebo a ten czas na ziemi to tylko pielgrzymka. Wierzymy, że męczennicy Wołynia otrzymali nagrodę życia wiecznego. Powinniśmy uczynić wszystko, by podobny dramat nigdy się nie powtórzył – dodał biskup Jacek i zachęcił do budowania, na wzór patrona dnia, św. Benedykta z Nursji, kultury miłości, prawdy, przebaczenia i pokoju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję