Reklama

Polska

Bp Kopiec: Kościół powinien bardziej towarzyszyć ludziom

- Kościół winien towarzyszyć ludziom w tych trudnych przemianach jakie mamy na Śląsku – mówi KAI bp Jan Kopiec, biskup gliwicki. A odnosząc się do sytuacji politycznej w Polsce przyznaje, że Kościół wciąż „apeluje o kulturę języka, o dialog, wzywa, aby rozmawiać jak ludzie a nie jak skaczące sobie do gardeł dzikie zwierzęta”. Dodaje, że swego rodzaju grzechem zaniedbania ze strony Kościoła jest zbytnie pobłażanie dla „upartyjniania” państwa.

[ TEMATY ]

wywiad

bp Jan Kopiec

Anna Buchar

Bp Jan Kopiec, biskup gliwicki

Bp Jan Kopiec: Jest to pierwszy synod po 25 latach istnienia diecezji. To dobra okazja, aby się nad sobą jako diecezją, poważnie zastanowić. Synod ma wyzwolić w nas takie myślenie i te inicjatywy, które mają uczynić naszą posługę bardziej transparentną i wyrazistą oraz bardziej dostosowaną do aktualnych potrzeb. Bardzo zależało mi na tym, by włączyć do prac synodalnych nie tylko duchowieństwo ale szeroką reprezentację życia konsekrowanego oraz świeckich. Zaangażowało się wielu świeckich, zwłaszcza na poziomie parafialnych zespołów synodalnych. Na ogół zespoły te pracowały porządnie. Ich zadaniem była refleksja - jakie w każdej parafii są problemy wymagające rozstrzygnięcia.

KAI: A co Ksiądz Biskup mógłby powiedzieć o fenomenie diecezji gliwickiej? Powstała ona zaledwie 25 lat temu, niejako na skrzyżowaniu Małopolski, Górnego Śląska i Śląska Opolskiego. Czy udało się tereny te zintegrować w jedną eklezjalną całość?

- Jesteśmy jedną diecezją, ale czy zintegrowaną do końca, trudno jest powiedzieć. Wymaga to jeszcze czasu. Warto przyjrzeć się genezie tych różnic. Przypomnijmy, że po plebiscycie z marca 1921 r. i po ówczesnej decyzji Rady Ambasadorów, nastąpiło przyłączenie części Górnego Śląska (4200 km kw) do Polski. I na tym terenie powstała w 1925 r. diecezja katowicka. Natomiast Gliwice, Bytom czy Zabrze pozostały po stronie niemieckiej. Rok 1945 przyniósł nowe wyzwania, ponieważ cały Śląsk znalazł się w Polsce. Kościół przez długi czas nie zmieniał granic diecezjalnych na tych terenach. Gliwice należały więc do diecezji opolskiej.

- Z biegiem czasu okazało się - i podkreślał to zwłaszcza abp Alfons Nossol - że ta część diecezji była czymś innym wobec Opolszczyzny, mającej przeważnie charakter rolniczy. Część wokół Gliwic była natomiast okręgiem górniczym i przemysłowym, stwarzającym innego rodzaju problemy duszpasterskie. A kiedy pojawiła się kwestia reorganizacji struktury diecezjalnej po 1989 r., było rzeczą dość oczywistą, że nastąpią zmiany struktur diecezjalnych wokół Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. W końcu zdecydowano, że stolicą nowej diecezji będą Gliwice.
Na potrzeby nowej diecezji wyłączono w 1992 r. 90 parafii z diecezji opolskiej oraz dołączono do niej 60 parafii z archidiecezji katowickiej. Tak więc ok. 60% terenów obecnej diecezji gliwickiej pochodzi z diecezji opolskiej a 40% z katowickiej.
Do dziś widoczne są różnice w mentalności wiernych, ich tożsamości czy w zwyczajach liturgicznych. Archidiecezja katowicka, wchodząca wcześniej w skład metropolii krakowskiej miała zawsze silną optykę propolską, gdy tymczasem diecezja opolska do 1945 r. była w granicach państwa niemieckiego. Stąd istniały nie tylko różnice kulturowe, ale i w świadomości narodowej. Tym bardziej, że po 1945 r. ludność diecezji opolskiej doświadczała prześladowań i ograniczeń ze strony komunistycznego państwa polskiego, które dotykały także tych Ślązaków, którzy kosztem dużych ofiar zachowali polskość. Stąd przeważał dystans do Polski, gdyż zwalczała ona to, co tutejsza ludność bardzo ceniła - własną odrębność. Nawet ostre germanizacyjne pruskie czy niemieckie zapędy tego nie zlikwidowały.

- A jak przestawia się dziś „kwestia społeczna”, czyli troska o lepszy byt warstw pracujących, która zawsze była silnie obecna w Kościele na Śląsku?

- Do dziś zdecydowana większość mieszkańców diecezji gliwickiej są to pracownicy przemysłowi, których czeka daleko idąca restrukturyzacja tutejszych zakładów. Mamy wciąż duże bezrobocie, wynikające z zamykania kopalń oraz innych większych zakładów przemysłowych. Przed Kościołem stoi pytanie: jak w tych przemianach uczestniczyć od strony duszpasterskiej? Jak być razem z tymi ludźmi i w jaki sposób Kościół – w oparciu o swe nauczanie społeczne - może współuczestniczyć w wypracowywaniu rozwiązań na lesze jutro? Zadaniem Kościoła jest zawsze towarzyszenie ludziom w ich trudnej sytuacji, a także apelowanie do nich, aby zadbali o to, co od strony pozytywnej jest możliwe do zrobienia.

- A co jest możliwe?

- Kiedy 3 lata temu miały miejsce strajki w tutejszych kopalniach, to niemało godzin spędziłem na rozmowach ze strajkującymi oraz ich rodzinami. Odczuwało się ogromny ból. Było to cierpienie górników, którzy z pokolenia na pokolenie kontynuowali ten zawód, a obecnie muszą szukać innego zajęcia. Do dziś sytuacja nie uległa poprawie, są plany likwidacji kolejnych kopalń. W Bytomiu kilkanaście lat temu było 7 kopalń, a pozostała jedna, która zresztą nie wykorzystuje swych mocy. W samym Bytomiu w kopalniach pracowało 30 tys. ludzi, dziś im trzeba zapewnić inne rozwiązania. Jest to olbrzymi problem i ma on swoje przełożenie na pracę Kościoła i jego zadania. Dużym wyzwaniem jest też silna emigracja zarobkowa, głównie do Niemiec, ale także do Irlandii czy Hiszpanii. A przecież Śląsk był przez dziesięciolecia regionem ludzi młodych, którzy przybywali tu ze wszystkich stron Polski aby znaleźć lepszą pracę. Zbudowano tu bardzo gęstą sieć szkół na wszystkich poziomach, z dużą ilością zawodowych. Kiedyś przy każdej kopalni była szkoła górnicza. Tętniły one życiem, a dziś są zamykane. Tych ludzi trzeba szkolić w zupełnie nowych zawodach, a nie jest to dobrze zorganizowane. W związku z tym, w życiu parafialnym silnie odczuwalna jest niepewność związana z brakiem pracy i perspektyw na przyszłość. Dla duszpasterzy jest to duże wyzwanie.

- Co konkretnie powinien robić Kościół w takiej sytuacji?

- Towarzyszyć ludziom w tych trudnych przemianach. Zahacza to przecież o ich życie rodzinne. Coraz trudniejsze jest zapewnienie godnych człowieka warunków życiowych dla ich bliskich. Jest to bardzo szeroki zespół problemów do rozwiązania.
W ten sposób misja Kościoła w naturalny sposób powinna wnikać w życie społeczne czy nawet polityczne. Musimy uwzględniać współpracę z samorządami, z czym jest zresztą nieźle. Potrafią one postawić jakąś sensowna diagnozę, tylko rzadko jest ona wykorzystywana „na górze”. Mamy świadomy i kompetentny laikat, który jest zaangażowany na polu społecznym. Taka zresztą jest od dawna tradycja Śląska. Naturalną cechą śląskich parafii było zawsze zaangażowanie społeczne na polu edukacji, czytelnictwa, kultury. Np. wielką rolę odgrywały tu ongiś teatrzyki parafialne. Na przełomie XIX i XX wieku dokonał się tu, w dużej mierze dzięki parafiom, nieprawdopodobny skok kulturowy. Kościół śląski był zawsze Kościołem bardzo mocno uspołecznionym. Dziś jest gorzej, choć jest wiele grup w parafiach, które mają zacięcie społeczne. Trzeba to podtrzymywać.

- A jak jest z powołaniami kapłańskimi?

- Podczas ostatniego spotkania polsko-niemieckiej grupy biskupów, kard. Rainer Woelki z Kolonii zapytał mnie: ilu w tym roku wyświęcisz nowych kapłanów? Odpowiadam, że siedmiu. Inny polski biskup mówi, że czterech, a kard. Nycz dodaje, że 21. Na to kard. Woelki konstatuje, że archidiecezja kolońska, choć żyje w niej 2, 5 mln katolików będzie miała tylko 3 nowych kapłanów. A w całych Niemczech zostanie wyświęconych w tym roku zaledwie 71 księży.
Ta statystyka, choć dotyczy Niemiec, pokazuje jak wielką troską winna być odpowiedzialność za nowe powołania kapłańskie. Zresztą w Polsce też odczuwamy znaczny spadek powołań. Niebawem może się on okazać niebezpieczny. Już nie wrócimy do starych dobrych czasów, kiedy rocznie w Polsce święciło się 700 – 750 kapłanów. Dziś jest o połowę mniej. Ważne jest, żeby ten obecny poziom zachować, bo inaczej będziemy mieć stopniowo narastający deficyt.

- Dlaczego liczba powołań kapłańskich spada?

- Istotną przyczyną spadku powołań jest demografia, ale nie tylko. O ile kiedyś w Polsce rocznie rodziło się ok. 700 tys. dzieci, to dziś ok. 350 tys. a więc połowa. Ale są też inne czynniki wpływające na spadek powołań. O wiele trudniejsze dziś jest decyzja młodego człowieka na podjęcie kapłańskiej służby, gdyż coraz częściej jest ona atakowana i wyśmiewana.
Jeśli ktoś jest negatywnie nastawiony do Kościoła, to można go zrozumieć. Ale znacznie gorsza jest postawa cynizmu wobec wartości - jakiś kompletny indyferentyzm, który staje się coraz powszechniejszy. A ma to także wpływ na powołania. W tym roku w diecezji gliwickiej wyświęciłem siedmiu kapłanów a na drugi rok spodziewam się że będzie sześciu. Na potrzeby naszej diecezji, 159 parafii, jest to liczba wystarczająca. Ale dalszy spadek liczby nowo wyświęcanych byłby niebezpieczny.

- Tradycją Śląska była zawsze silna, „Bogiem stojąca” rodzina. A jak jest dziś?

- Brak stabilizacji ekonomicznej wprowadza duży niepokój w życie niemal każdej rodziny. Rodzina wymaga zatem wielkiej troski. Cenne inspiracje w zakresie duszpasterstwa rodzin przynosi najnowsza adhortacja papieża Franciszka „Amoris laetitia”. Wysuwając propozycję „towarzyszenia” i „rozeznawania” - szczególnie wobec rodzin znajdujących się w kryzysie – papież pokazuje, że coś w tej sferze trzeba zmienić, że tak jak dotąd dalej być nie może. Dotąd zatrzymywaliśmy się na poziomie legalistycznego traktowania wiernych żyjących w trudnych sytuacjach czy w związkach nieformalnych. Myślenie papieża jest takie, że „tak dalej być nie może”, że Kościół musi otworzyć swe ramiona i znacznie lepiej im towarzyszyć. Potrzebny jest przełom w naszym myśleniu.

- Jaki konkretnie, na czym miałby on polegać?

- Nie mam gotowej odpowiedzi. Sytuacja jednak na pewno dojrzała do zmian. Zmusza ona nas do znacznie większego otwarcia się na małżeństwa w kryzysie, także na ludzi żyjących w powtórnych związkach, niesakramentalnych. Pamiętamy w jaki sposób Pan Jezus rozmawiał z Samarytanką. Powiedział: Masz skomplikowane życie, ale odtąd idź, nie grzesz więcej i głoś Ewangelię Królestwa Bożego. Taka postawa nie zakłada, że wszystko się zapomina i „robimy wszystko od nowa”. Ale są sytuacje, do których już nie powrócimy, np. w przypadku kiedy w niesakramentalnym związku pojawiły się nowe dzieci i wymagają, żeby rodzice byli z nimi.
Głębszą refleksję w tym duchu utrudniają liczne dyskusje toczące się wokół „Amoris laetitia”, poczynając od listu czterech kardynałów wyrażających swe wątpliwości (dubia), a z drugiej strony mamy zbyt liberalne wypowiedzi kard. Marksa i wielu innych.

- Czyli metoda papieża Franciszka polegająca na uruchomieniu dyskusji w Kościele na trudne tematy, ma jednak sens?

- Z pewnością tak, i co do tego wszyscy się zgadzają. Natomiast kwestia, w jakim kierunku winny pójść konkretne rozwiązania, jest pytaniem otwartym. Sytuacja w Kościele dziś jest bardzo podobna do tej z przypowieści o synu marnotrawnym. Ten, który był porządny, mówi do Ojca, że „mimo to, że to ja Tobie cały czas służę, ty preferujesz tego grzesznika”...

- Tymczasem istotne pytanie jest takie: Czym jest dla nas Eucharystia, przystępowanie do tego sakramentu? Jesteśmy wychowani w myśleniu zakładającym, że Eucharystia jest jakby nagrodą. Dobrze żyjesz, w sumieniu jesteś spokojny, doświadczasz łaski uświęcającej - więc dostaniesz Komunię Świętą. Pytanie tylko, na ile takie myślenie jest zgodne z duchem Ewangelii?

- Eucharystia jest przecież pokarmem na trudną i bolesną drogę, tę drogę, po której dany człowiek idzie. A czy my mamy prawo zostawić go bez tej pomocy? Jest to bardzo głęboki teologiczny spór.

- Czy widzi Ksiądz Biskup jakieś wyjście?

- Wymaga to bardzo dojrzałego podejścia. Nie da się tego rozstrzygnąć tylko przy biurku. Rozstrzygnięcie musi znaleźć miejsce w realnym i dojrzałym doświadczeniu duszpasterskim.

- Teraz przejdźmy do innej sfery. Ksiądz Biskup przewodniczy tzw. Grupie Kontaktowej pomiędzy Episkopatem polskim a Konferencją Biskupów niemieckich. Zapytajmy więc o ocenę obecnych stosunków polsko-niemieckich. Czy w tej dziedzinie nie należałoby dziś powtórzyć tych słów: „Tak dalej być nie może”?

- Faktycznie, jeśli chodzi o relacje polsko-niemieckie, to przez ponad 25 lat od upadku komunizmu wydawało się, że idzie ku dobremu, że relacje te będą coraz lepsze. Tymczasem nastąpił kryzys. Jest to niepojęte, aby nie umieć wypracować sposobu w jaki można ten dorobek zachować? Nie chodzi o to, aby obowiązywało jakieś jedno stanowisko po obu stronach granicy. Wiemy, że z Niemcami mamy różne spojrzenia: na historię i na obecną rzeczywistość. Ale to nie musi wcale nas oddalać ani utrudniać współpracę. Uważam, że jak ognia należy strzec się różnych ekstremizmów i to po obu stronach granicy.

- Co Ksiądz Biskup ma na myśli?

- Do ekstremizmów zaliczam rodzące się po obu stronach granicy skrajne ruchy o tendencjach nacjonalistycznych, ale także podniesioną przez stronę polską kwestię reparacji wojennych. Jest to niepotrzebne eskalowanie problemów. Na szczęście po polskiej stronie, w ostatnich miesiącach to ucichło, ale nie wiadomo na jak długo.
Jeśli mówimy o niemieckich rekompensatach, to należy wziąć pod uwagę olbrzymią pomoc jaka przez kilkadziesiąt lat przychodziła z Niemiec do Polski. Szczególne znaczenie pomoc ta miała dla naszego Kościoła. We wrześniu obchodzić będziemy 25-lecie założenia Renovabis, fundacji niemieckiego Episkopatu, która pomaga Kościołowi na Wschodzie, także w Polsce. Czyni to dzięki pieniądzom zbieranym wśród zwykłych katolików niemieckich.

- A jaka – zdaniem Księdza Biskupa - powinna być rola Kościoła wobec bardzo skomplikowanej sytuacji społecznej i politycznej w Polsce dziś? Czy nie ma tu jakiegoś grzechu zaniedbania?

- Nie znam takiej sprawy, gdzie nie byłoby głosu Kościoła. Weźmy chociażby nieustanne wezwania Kościoła o kulturę języka, o dialog, wezwania, aby rozmawiać jak ludzie a nie jak skaczące sobie do gardeł dzikie zwierzęta. Na wszystkie główne tematy społeczne, jako biskupi zawsze się wypowiadamy. Także przy okazji każdych wyborów, wzywając wiernych do udziału w nich i do przemyślanego głosowania. Mówimy o potrzebie wybierania ludzi odpowiedzialnych i mających kompetencje. Nigdy nie opowiadamy się po stronie jakiejś partii. Reagujemy na wszystkie kłopoty doraźne, poczynając od katastrof. Zawsze jesteśmy przy ludziach, szczególnie tych najbardziej poszkodowanych.
Natomiast zaniedbaniem z naszej strony jest zbyt duże pobłażanie dla procesu „upartyjniania” państwa przez jedną opcję. Reforma państwa, która zawsze jest potrzebna, tego nie wymaga. To jest grzech, który popełniamy. Zdarza się popieranie określonej partii przez poszczególnych duchownych czy biskupów. A to nie powinno mieć miejsca. Trudno powiedzieć, żeby Kościół jako całość stawał po stronie jednej partii. Ale robią to niektórzy ludzie Kościoła, którzy sprawiają wrażenie, że wypowiadają się w jego imieniu. Tak być nie powinno.

- Kościół ma prawo do oceny zjawisk społeczno-politycznych. W jakich wypadkach nie może milczeć, nie zabierać głosu?

- W sytuacjach, kiedy naruszony zostaje porządek nie tylko konstytucyjny, ale porządek moralny gwarantujący normalny rozwój każdej społeczności. Również wtedy, kiedy widzimy, że władza jest nadużywana, bądź gdy nadużywane są środki, którymi ona dysponuje. Także wtedy, kiedy naruszane są podstawowe prawa człowieka, np. prawo do godności osoby ludzkiej czy prawo do życia.

- A np. w kwestii autonomii sądownictwa?

- Zawsze powinna być zagwarantowana niezależność sądów od władzy politycznej.

- Dziękuję za rozmowę.

2018-07-24 13:12

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Warszawa: relikwie bł. Hanny Chrzanowskiej u chorych na COVID-19 w Szpitalu Zakaźnym

2020-07-16 09:44

[ TEMATY ]

relikwie

COVID‑19

Archidiecezja Krakowska

Szpital Zakaźny w Warszawie jest pierwszym szpitalem w stolicy posiadającym relikwie błogosławionej pielęgniarki, która swoje życie oddała służbie chorym i Panu Bogu – mówi kapelan o. Łukasz Baran CSsR.

Szpital został przekształcony w jednostkę, która zajmuje się głównie hospitalizacją osób zarażonych COVID-19. W tej trudnej sytuacji, jaką musi mierzyć się personel medyczny, orędownictwo i przykład życia bł. Hanny Chrzanowskiej jest cenną pomocą w codziennej służbie chorym.

Podczas Mszy świętej 12 lipca do kaplicy szpitalnej pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy znajdującej się na terenie Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie zostały wprowadzone relikwie bł. Hanny Chrzanowskiej, pielęgniarki.

Na uroczystości był obecny personel medyczny szpitala, który z radością przywitał relikwie patronki pielęgniarek w murach swojego szpitala. Warto także wspomnieć, że relikwiarz i relikwiarium (tron na relikwie) zostały ufundowany przez personel medyczny szpitala. Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił kapelan szpitala o. Łukasz Baran.

Bł. Hanna Chrzanowska (ur. 1902 r. w Warszawie) była pielęgniarką, działaczką charytatywną i pedagogiem. Prowadziła wykłady dla pielęgniarek, przygotowywała dla nich programy szkolne. Znana jest, jako pionierka pielęgniarstwa domowego. Zaangażowała się też w organizowanie opieki pielęgniarskiej w czasie II wojny światowej. W latach 1929-39 redagowała miesięcznik „Pielęgniarka Polska” – pierwsze w Polsce czasopismo zawodowe dla pielęgniarek.

W trudnych, komunistycznych czasach była osobą wielkiej wiary, organizowała opiekę religijną nie tylko dla chorych, ale i dni skupienia, refleksji czy wyjazdy pielgrzymkowe dla pielęgniarek. Zmarła w opinii świętości w 1973 r. w Krakowie.

Bł. Hanna Chrzanowska jest świadkiem – szczególnie dla pielęgniarek i lekarzy - jak pochylać się nad chorym człowiekiem, jak pomagać leczyć ciało i nie zapominać o duszy człowieka. Została beatyfikowana przez papieża Franciszka w 2018 r.

Wojewódzki Szpital Zakaźny na warszawskiej Woli, w którym od wielu lat posługę duszpasterską pełnią redemptoryści z klasztoru przy ul. Karolkowej, specjalizuje się w leczeniu chorób zakaźnych. Jest to czołowy ośrodek medyczny w zakresie chorób zakaźnych nie tylko w kraju, ale również w Europie.

CZYTAJ DALEJ

Odpust Matki Bożej Szkaplerznej na Jasnej Górze

2020-07-16 16:43

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Matka Boża Szkaplerzna

Biuro Prasowe Jasnej Góry

Święto Matki Bożej z Góry Karmel, znane w tradycji także jako święto Matki Bożej Szkaplerznej, przeżywane jest na Jasnej Górze jako uroczystość odpustowa.

Na Mszy św. w czwartek, 16 lipca o godz. 11.00 w Kaplicy Matki Bożej zgromadzili się zarówno częstochowianie, jak i pielgrzymi, którzy w ostatnich dniach dotarli na Jasną Górę pieszo i autokarami, a ich tradycją jest wędrowanie do Częstochowy właśnie na święto Matki Bożej Szkaplerznej.

Na jasnogórskie uroczystości odpustowe co roku przybywają piesze pielgrzymki. Pomimo pandemii nie zabrakło ich również w tym roku, chociaż samo pielgrzymowanie przebiegało w innej formie niż zazwyczaj.

W ostatnich dwóch dniach dotarli na Jasną Górę uczestnicy pieszych pielgrzymek: 151. Pieszej Pielgrzymki z Piotrkowa Trybunalskiego, 86. Pieszej Pielgrzymki Poznańskiej, 40. Pieszej Pielgrzymki Przemyskiej, a także przedstawiciele mniejszych grup pątniczych m.in. z Trzebuni, Rozprzy, Gorzkowic, Trzemeśni, Kamieńska i Jankowic Rybnickich. Dotarła także 1. Rowerowa Pielgrzymka 'Od Matki do Matki' z Sanktuarium Królowej Różańca w Wysokim Kole w diec. radomskiej.

Sumie odpustowej w Kaplicy Matki Bożej przewodniczył ks. Jan Markowski, kierownik 86. Pieszej Pielgrzymki Poznańskiej.

W homilii ks. Łukasz Maćkowiak, przewodnik grupy 5-tej 86. Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki przypominał, że święto Matki Bożej z Góry Karmel, znane jako wspomnienie Matki Bożej Szkaplerznej, to szczególny dzień przede wszystkim dla sióstr i barci zakonów karmelitańskich, ale także dla tych, którzy w swoim życiu zdecydowali się przyjąć szkaplerz.

„Jego wybór, to wybór określonej drogi duchowej, pogłębiania wiary, ale także konkretnych decyzji w codziennym życiu” - mówił o noszeniu szkaplerza ks. Łukasz Maćkowiak.

„Właśnie dzisiaj Kościół każdemu, kto chce schronić się pod szkaplerznym płaszczem Maryi, daje obietnicę, że dostąpi wyjątkowych łask. Mówi się o tzw. przywilejach szkaplerznych. To przede wszystkim opieka Maryi w najtrudniejszych życiowych sytuacjach, w niebezpieczeństwach, które napotykamy na doczesnej drodze życia, ale także szczęśliwa śmierć i zachowanie od wiecznego potępienia. Od końca XV wieku do powyższych dołączył też przywilej sobotni. To wiara w to, że Maryja w pierwszą sobotę po śmierci, uwolni z czyśćca tych wszystkich, którzy z odpowiednią czcią i szacunkiem praktykowali noszenie szkaplerza i nabożeństwo szkaplerzne” - mówił kapłan.

„Dziękujemy pielgrzymom i z Piotrkowa i z Poznania za wspólną modlitwę - mówił na zakończenie Mszy św. ks. Jan Markowski, kierownik 86. Pieszej Pielgrzymki Poznańskiej - Dziękujemy za obecność wszystkim pozostałym pielgrzymom pieszym, tym którzy w zmotoryzowany sposób dotarli, rowerowym, że mogliśmy tutaj we wspólnocie pątników modlić się przed wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej. Zapraszamy już za rok, na kolejne pielgrzymki, miejmy nadzieję w normalniejszych warunkach, takich, w których nasze zmęczenie będzie również ofiarą dla Pana Boga i Matki Bożej”.

Uroczystości odpustowe Matki Bożej Szkaplerznej rozpoczęły się wczoraj Apelem Jasnogórskim, prowadzonym przez przedstawiciela Zakonu Braci NMP z Góry Karmel - o. Krzysztofa Piskorza, karmelitę bosego, duszpasterza powołań i młodzieży oraz moderatora Rodziny Szkaplerznej Prowincji Warszawskiej.

W programie dzisiejszych uroczystości zaplanowano jeszcze Nieszpory i nabożeństwo tzw. „Klęczek” w Kaplicy Matki Bożej o godz. 16.15. „Klęczki” czyli śpiewana modlitwa w postawie klęczącej wyrażająca błaganie połączone z uwielbieniem, to gest adoracji należny samemu Bogu, pielęgnowany przez paulinów od wieków. Uroczystości zakończy Apel Jasnogórski o godz. 21.00 pod przewodnictwem ks. Jana Markowskiego, kierownika 86. Pieszej Pielgrzymki Poznańskiej. Pielgrzymi z Poznania, zgodnie z tradycją, maja wziać udział także w Drodze Krzyżowej o godz. 17.00 na jasnogórskich Wałach oraz w procesji maryjnej o godz. 21.30.

Nazwa święta Matki Bożej Szkaplerznej wiąże się z objawieniami, jakie otrzymał generał zakonu karmelitańskiego Szymon Stock w 1251 roku. Matka Najświętsza miała mu wręczyć szkaplerz, dając jednocześnie obietnicę, że wszyscy, którzy będą go nosić, unikną kary potępienia. Dla całego Kościoła święto to zatwierdził papież Benedykt XIII, w 1726 roku. Współcześnie w świecie działają dwa karmelitańskie zgromadzenia męskie: Zakon Karmelitów i Zakon Karmelitów Bosych, Siostry Karmelitanki Bose i świecki Karmel terezjański.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję