Reklama

Wiadomości

Asyż: kanclerz Niemiec odebrała Lampę Pokoju św. Franciszka

Kanclerz Niemiec odebrała Lampę Pokoju św. Franciszka. Wręczył ją jej prezydent Kolumbii, który otrzymał ją przed rokiem. Miejscowi franciszkanie podkreślają, że w ten sposób z Asyżu popłynęło przesłanie, iż Północ i Południe potrafią i chcą ze sobą rozmawiać i wspólnie działać na rzecz budowania pokoju i wykorzenienia światowego ubóstwa.

[ TEMATY ]

Asyż

Twitter/Ekai

„Przyjęcie tej lampy jest dla mnie zobowiązaniem do większego zaangażowania na rzecz budowania światowego pokoju, który, jak niestety widzimy, nie jest czymś oczywistym. Trzeba w tym kierunku bardziej zdecydowanych działań ze strony światowych polityków, którzy niestety zbyt często zapominają o cierpiących ludziach” – mówiła kanclerz Angela Merkel po odebraniu nagrody. Powiedziała, że postawi lampę na swym biurku, by – jak jej życzył prezydent Juan Manuel Santos – blaskiem płynącym z grobu Biedaczyny z Asyżu oświetlała wszelkie decyzje polityczne, jakie będzie podejmowała na rzecz ludzkości.

Kustosz Świętego Konwentu w Asyżu podkreślił, że ta nagroda jest wezwaniem do większego poszukiwania dobra wspólnego. „Nasz świat potrzebuje perspektywy jedności i prawdziwego rozwoju. Apelujemy, by zjednoczyła Pani ludzi i rządy zdolne zrezygnować ze swoich partykularnych interesów i przywilejów, po to by zacząć budować prawdziwą jedność i pokój, którego świat jest dziś tak bardzo spragniony” – mówił o. Mauro Gambetti.

Reklama

Przyznanie tej nagrody nie jest pustym gestem, dla wielu wręcz niezrozumiałym. Chcemy by wraz z lampą św. Franciszka popłynęło w świat przesłanie, że choć nieraz trudno jest rozmawiać, to dialog jest jedynym możliwym sposobem budowania światowego pokoju - mówi o. Enzo Fortunato.

- Asyż powinien być punktem wyjścia do ważnych i odpowiedzialnych decyzji. Angela Merkel reprezentuje w tej chwili Europę Północną, tę najbardziej rozwiniętą i uprzemysłowioną część świata, zdolną do integracji. Jest więc osobą bardzo znaczącą na międzynarodowej szachownicy – mówi Radiu Watykańskiemu o. Enzo Fortunato. – Z kolei prezydent Santos reprezentuje świat odrzucony. Jest laureatem pokojowej Nagrody Nobla. Mimo wielu trudności udało mu się wypracować w Kolumbii bardzo ważne porozumienie pokojowe między rebeliantami FARC i siłami rządowymi. Porozumienie, które sprawia, że jest coraz mniej ofiar, które wnosi pojednanie. Reprezentuje też najbiedniejszą część świata – Amerykę Łacińską. Pomyślny choćby o dramacie Wenezueli. Także on ma wielką rolę do odegrania na tej światowej szachownicy. Chcemy, aby z Asyżu popłynęło wezwanie: uczmy się wrażliwości na ostatnich, na potrzebujących. Jest to możliwe, jeśli jest chęć współpracy i determinacja, by tego dokonać.

2018-05-12 20:42

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Asyż: charytatywna akcja telewizyjna wesprze franciszkańskie stołówki

2020-06-08 19:41

[ TEMATY ]

Asyż

Ks. Paweł Borowski

Świadectwo życia św. Franciszka z Asyżu i umiłowanie Słowa Bożego pociągają wielu ludzi na całym świecie

Już jutro odbędzie się kolejna telewizyjna akcja charytatywna pt. “Z dobroci serca”. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na pomoc dla stołówek zarządzanych przez franciszkanów we Włoszech i dla rodzin dotkniętych kryzysem z powodu pandemii. Akcja, odbywająca się po raz osiemnasty z inicjatywy Stowarzyszenia „Franciszek z Asyżu, człowiek i brat”, rozpocznie się 9 czerwca o godz. 20:45 we włoskiej telewizji publicznej RAI1.

“W tym roku zebrane środki są przeznaczone na pomoc dla stołówek zarządzanych przez franciszkanów we Włoszech i dla rodzin dotkniętych kryzysem z powodu pandemii” - poinformowano na stronie www.franciszkanie.pl.

Stowarzyszenie organizujące inicjatywę ma swoją siedzibę w Sacro Convento w Asyżu. Jest to organizacja non-profit, która prowadzi akcje dobroczynne i charytatywne dla potrzebujących.

Do tej pory dzięki charytatywnym akcjom telewizyjnym sfinansowano m.in. zakup i dystrybucję żywności i leków oraz budowę szpitala w Zambii i Malawi, budowę szkoły i przychodni lekarskiej w Czadzie czy pomoc dla ofiar trzęsienia ziemi we włoskim regionie Emilia-Romania w 2010 r. i poszkodowanych w wyniku cyklonu na Filipinach w 2013 r. Finansowane projekty bardzo często prowadzą franciszkanie posługujący w różnych częściach świata.

CZYTAJ DALEJ

Jeden dzień z kampanii

2020-06-17 11:08

Niedziela Ogólnopolska 25/2020, str. 12-13

[ TEMATY ]

wybory

wybory 2020

Katarzyna Woynarowska

Jedziemy śladem Dudabusa – najbardziej znanego dziś autobusu w Polsce. Plan jest taki: zobaczyć kampanię w terenie, uchwycić nastrój chwili i porozmawiać ze spotkanymi po drodze ludźmi o wyborach i o Polsce.

Mawia się, że trzeba uścisnąć trzy dłonie, by zyskać jeden wyborczy głos. Kampania prezydencka nabiera więc tempa i rumieńców, szczególnie po przerwie spowodowanej epidemią. Jest piątek 12 czerwca 2020 r., przez Polskę przechodzi upalny i burzowy front atmosferyczny, a my – podobnie jak Dudabus – obieramy kierunek na Dolny Śląsk. Andrzej Duda często powtarza, że w ciągu minionych 5 lat zjechał Polskę, był w każdym powiecie. W kampanii, walcząc o reelekcję, powtarza trasę, bo jak wielu przyznaje, z tych spotkań czerpie swoją siłę.

Rolnik znalazł żonę

Zjeżdżamy z imponującej A4 i zmierzamy do Uniejowic – wsi leżącej w środku rolniczego serca regionu, gdzie zaplanowano pierwsze spotkanie. Doganiamy Dudabus i nieco rozczarowani stwierdzamy, że to tylko skromny autosan. Na pokładzie, obok Andrzeja Dudy, grupa młodych ludzi oraz prezydencki rzecznik Błażej Spychalski. W obstawie jedzie kilka aut służb chroniących głowę państwa.

Dlaczego właśnie Uniejowice wybrał sztab Andrzeja Dudy? Tutaj swoje ponad 100-hektarowe gospodarstwo prowadzi bodaj najbardziej znane obecnie małżeństwo rolników: Anna i Grzegorz Bardowscy, para znana z telewizyjnego show Rolnik szuka żony. Młodzi prowadzą nie tylko duże rolnicze przedsiębiorstwo, ale także własną stronę internetową, na której doradzają m.in., jak zarządzać gospodarstwem w XXI wieku. – Kiedy kilkanaście dni temu dostaliśmy telefon z propozycją takiego spotkania, byłam w szoku i pomyślałam, że Grzesiek mnie wkręca – komentowała okoliczności spotkania Anna Bardowska. – Oczywiście, zgodziliśmy się na przyjęcie pana prezydenta. Nie patrząc na to, jak wiele dzieli nas, Polaków, jak różne są nasze poglądy, potrzeby, uważamy, że głowie naszego państwa należy się szacunek. Dla nas to ogromny zaszczyt mieć takiego gościa. Od chwili kiedy wizyta została potwierdzona, całą rodziną zabraliśmy się do przygotowań. Porządki trwały kilka dni, staraliśmy się, jak tylko potrafimy.

Dom Bardowskich stoi niedaleko pięknego kościoła, w samym sercu wsi. Zadbany i zasobny od frontu, z tyłu otwiera się przestrzeń imponującego gospodarstwa, po którym właśnie oprowadzany jest prezydent. W oczekiwaniu na koniec spotkania rozmawiamy z miejscowymi – o tym, o czym dyskutuje teraz cała Polska: o polityce i wyborach. Okazuje się, że prezydent ma we wsi sporo zwolenników. – Większość zagłosuje na Dudę, bo on dotrzymuje słowa. Kocha Polskę i dba o rodzinę – mówi starszy pan. – Mnie się nigdy lepiej nie żyło niż teraz – dopowiada drugi. Obaj spaleni słońcem, ze spracowanymi, grubymi jak bochny chleba rękami. – To najlepszy prezydent, jakiego mieliśmy – wtrąca młodszy mężczyzna z rumianym dzieciaczkiem na rękach. – Bardowscy to mądrzy ludzie, będą gadać z prezydentem o rolnictwie, że nie wszystko jest tak, jak być powinno. Epidemia i susza mogą nas zniszczyć. Dobrze, żeby tam, na górze, o tym wiedzieli – dodaje.

Jak się później okazało, Grzegorz Bardowski nie zawiódł oczekiwań ziomków. – Prezydent dopytywał, co należy zmienić w polskim rolnictwie. Moim zdaniem, kluczowy jest temat znakowania polskiej żywności. Do tego zmagamy się z suszą, są niskie ceny skupu płodów rolnych i kilka innych spraw, które sprawiają, że zyski wcale nie są takie duże – opowiadał dziennikarzom.

Czekanie w czerwcowym skwarze się opłacało. Pojawianie się prezydenta wzbudza natychmiastowe poruszenie. Andrzej Duda znany jest z tego, że z łatwością potrafi nawiązywać kontakt z ludźmi. Tak jak teraz w Uniejowicach, gdy energicznie podchodzi do naszej niewielkiej grupki, wita się, zagaduje, bez cienia zniecierpliwienia pozuje do zdjęć. Nie unika i dłuższych rozmów, nie spieszy się, mimo że w oddalonej o kilka kilometrów Złotoryi ma zaplanowany udział w wiecu. – Niech pan obieca, że wygra! – domagają się ludzie. – Robię, co mogę – odpowiada prezydent.

Liczy się konkret

W Złotoryi wrze. Uczestnicy spotkania czekają w dolnej części rynku, koło skweru Siedmiu Mieszczan, zwanego „Lipkami”. W powietrzu łopoczą gęsto biało-czerwone flagi, ludzie wachlują się planszami z hasłem „Duda 2020”. W górę wędruje wielki baner z napisem: „Andrzej musisz”, który 5 lat temu, podczas poprzedniej kampanii, także witał mało znanego wówczas polityka w Złotoryi.

– Przyniósł mu wtedy szczęście, przyniesie i dziś – mówi z radością p. Stanisława, która od kilku godzin okupuje strategiczne miejsce w cieniu złotoryjskiego rynku. – Nie mogłam opuścić takiej okazji. W Polsce się mówi, że Dolny Śląsk nie lubi Dudy, a to nieprawda. Proszę zobaczyć, jest piątek, czyli dzień pracy, a ile osób przyszło! Po twarzach widzę, że część nietutejsza, pewnie przyjechali z całego powiatu. Ludziom żyje się teraz dostatnio i spokojnie. I chcemy, żeby tak zostało. Nie ma co kombinować, skoro maszyna dobrze działa. Prawda jest taka, że jak się na górze zaczynają kłócić, to najbardziej obrywają ci na dole.

Dudabus przeciska się wąskimi uliczkami w kierunku rynku. Ludzie zrywają się z ławek, coraz głośniej skandują hasła. W górę wystrzeliwują flagi i kampanijne plakaty, emocje sięgają zenitu. Prezydent obchodzi zebranych niespiesznie, podobnie jak w Uniejowicach. Rozdaje autografy, żartuje, ściska dziesiątki rąk, pozuje do kolejnych selfie. Za chwilę jednak, gdy stanie na środku tego zgromadzenia, będzie mówił już bardzo poważnie. O realizacji obietnic sprzed 5 lat i planach na przyszłość. Na moment robi się cicho. Owacje zagłuszą głos prezydenta dopiero, gdy powie o rodzinie, w której „jest tata i mama”. – Rodzina, w której jest macierzyństwo i rodzicielstwo. Rodzina, która wymaga ochrony ze strony państwa. To wsparcie od polskiego państwa zostało przekazane przez program 500+. To dla mnie wielki powód do dumy. Ja tych programów, które wspierają rodzinę, nie pozwolę ruszyć! Ani pogorszyć, ani zlikwidować! Nigdy mojego podpisu pod zmianami nie będzie – podkreśla. Brawa i skandowane: „dziękujemy!”.

– Ja się nie boję tego, że ci, co podwyższali wiek emerytalny Polakom, kiedy ja go obniżam i podpisuję się pod ustawą, będą mnie nazywali „długopisem”. Ja dla moich rodaków pracuję. Nie boję się wyzwisk. Kiedy składam podpis pod ustawą, która reformuje polski Sąd Najwyższy, to oni będą mnie obrzucali wyzwiskami. Trudno. Ważne, że robię to, czego państwo oczekują, co jest potrzebne Polsce – zaznacza. Brawa i skandowanie: „dziękujemy!”.

Największy entuzjazm wzbudza jednak obietnica zlikwidowania wykluczenia komunikacyjnego Złotoryi, czyli przywrócenia połączenia kolejowego. – Widzi pani? Konkret, a nie górnolotne obietnice, które potem gdzieś się rozmywają i nikt już nie pamięta, o co chodziło – p. Aneta 5 lat temu zagłosowała na Andrzeja Dudę, gdy usłyszała, jak podczas spotkania wyborczego w hali „Tęcza” mówił, o jakiej Polski marzy.

Szansa na kontynuację

W rozkładzie jazdy Dudabusa jest jeszcze niedaleka Trzebnica. Choć to niewielkie miasto, na rynku pojawia się jakieś 3 tys. ludzi, w większości zwolennicy, ale przyszli także ci, którzy na Andrzeja Dudę nie zagłosują. Kampania wyborcza to przecież również starcia z przeciwnikami. – Cieszę się, że mogę być tutaj, by rozmawiać o Polsce i o tym, co trzeba zrobić, żeby nam z powrotem nie psuli Polski ci, którzy poza krzykiem nie mają nic do zaoferowania – tak prezydent skomentował okrzyki przeciwników. – Ja chcę kontynuować pracę dla Rzeczypospolitej, pracę dla państwa, którą rozpocząłem w 2015 r., gdy na moich spotkaniach słuchałem tego, co mieli państwo do powiedzenia, i starałem się później, przez całe te 5 lat, do dziś to realizować.

Na dzisiaj koniec. Nazajutrz, czyli w sobotę 13 czerwca, Dudabus pojedzie na Opolszczyznę. W rozkładzie jazdy: Opole, Brzeg i Głogówek...

CZYTAJ DALEJ

Jasna Góra: ocalić pamięć i prawdę o ludobójstwie na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej

2020-07-05 17:15

[ TEMATY ]

Jasna Góra

BPJG

Na Jasnej Górze odbyły się w niedzielę obchody Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczpospolitej. Odsłonięte zostały tablice upamiętniające Polaków zamordowanych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1939-1947 oraz sprawiedliwych Ukraińców niosących pomoc Polakom.

Bp Ignacy Dec podkreślał w kazaniu, że warunkiem pojednania jest przyznanie się do winy i poznanie prawdy historycznej także o zbrodniach. - Jeśli dzisiaj mówimy o tych bolesnych wydarzeniach to nie po to, aby drażnić potomków osób odpowiedzialnych za te zbrodnie, nie po to, aby odnawiać dawne rany, ale po to, by nie zamazywać prawdy, gdyż prawda jest warunkiem wzajemnego przebaczenia i pojednania, bez prawdy nie możemy budować dobrych stosunków między narodami. Prawda jest warunkiem podejmowania dzieł miłości i jest drogą do zbawienia - mówił świdnicki biskup senior.

Przypomniał, że historia jest nauczycielką a powrót do niej warunkiem wyciągania wniosków na dzisiaj i na przyszłość. - Wracamy do historii, by poznać prawdę nawet tę najtrudniejszą i najboleśniejszą nie po to, by nienawidzić, żeby wzywać do odwetu, to byłoby zaprzeczeniem Ewangelii, trzeba przebaczyć i iść dalej w zgodzie ku lepszej wspólnej przyszłości”.

Bp Dec podkreślał, że w czasie II wojny światowej bardzo wyraźnie miało miejsce deptanie Bożych przykazań, „gdy dopuszczano się czynów ludobójstwa”. - Tak też się działo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Szukamy dzisiaj drogi pojednania, ale warunkiem pojednania jest przyznanie się do winy, do grzechu - mówił kaznodzieja. Podkreślał, że „badanie prawdy o przeszłości należy zostawić historykom i nie trzeba ulegać tym, którzy mówią - zostawmy to, nie kłóćmy się o historię, nie rozgrzebujmy tragicznych wydarzeń i nie odnawiajmy ran”.

Jak zauważył, „przy takim podejściu, można by powiedzieć - zostawmy Jezusa, skończmy z chrześcijaństwem, nie przejmujmy się Kościołem a my mówimy: historia jest nauczycielką życia, historia jest naszą nauczycielką, dlatego wracamy do niej, aby się z niej uczyć, by nie powtarzać błędów, by dowiadywać się, do czego prowadzi życie pozbawione szacunku do Bożego prawa”.

O konieczności prawdy, która wyzwala i leczy, mówiła także Danuta Skalska, rzecznik Światowego Kongresu Kresowian, odznaczona dziś medalem Pro Patria. - My oddajemy hołd, tym którym ten hołd się należy, ale równocześnie dopinamy się o ukaranie winnych zbrodni i nie propagowanie OUN-UPA, w ogóle banderyzmu po wschodniej granicy - podkreślała.

Inicjatorem odsłonięcia na Jasnej Górze tablic poświęconych tym, którzy zostali bestialsko zamordowani i nielicznym Ukraińcom, którzy pomagali Polakom jest Szczepan Siekierka prezes Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów. - Dla osiągnięcia tego celu bardzo ciężko pracowałem wraz z innymi kolegami z Kresów Wschodnich ponad 30 lat. Udało nam się zebrać ponad 20 tys. relacji świadków od żywych, którzy przeżyli tą straszną tragedię - mówił wzruszony 92-letni prezes uznający odsłonięcie tablic za „życiowe osiągnięcie”.

Z relacji powstają publikacje, które wobec wciąż malejącej grupy ocalonych, są bezcennymi dokumentami historii. Wspomnienia świadków mówią o ponad tysiącu przypadkach wśród Ukraińców, którzy w dobie szalejącego ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego zaryzykowali życie swoje i bliskich - ratując Polaków.

Do uczestników uroczystości specjalny list skierował prezydent RP Andrzej Duda. „Ludobójcze czystki etniczne na Kresach Południowo-Wschodnich są jednym z najtragiczniejszych rozdziałów w historii najnowszej naszej Ojczyzny. Masowe mordy, popełnione na bezbronnych cywilnych mieszkańcach, doprowadziły do zagłady polskich społeczności lokalnych i starły z powierzchni ziemi setki miejscowości. Ci, którym dane było ocaleć, zmuszeni byli opuścić rodzinne strony i szukać dla siebie nowego, bezpiecznego miejsca do życia na innych ziemiach. Wygnańcy nieśli przez pół wieku pamięć o strasznym losie, jaki spotkał ich bliskich i sąsiadów, a o którym powojenny reżim komunistyczny nie pozwalał głośno mówić. To dzięki nim prawda o zbrodniach i pamięć o ofiarach przetrwały w domowej tradycji, wspomnieniach, pamiątkach – pełnych cierpienia, lecz bezcennych i kryjących zobowiązanie na przyszłość”- napisał m.in. prezydent RP.

W specjalnym liście marszałek Sejmu Elżbieta Witek podkreśliła, że dzisiejsze uroczystości przypominają bolesną historię, która przez powojenne lata była konsekwentnie przemilczana. „Wołyń wciąż pozostaje symbolem okrucieństwa i bezwzględności ukraińskich organizacji nacjonalistycznych. Ludność polska doświadczyła niewymownego cierpienia. Mimo terroru i antypolskiej postawy, wśród Ukraińców byli także i ci, którzy mieli odwagę przeciwstawić się przemocy, którzy potrafili zachować człowieczeństwo. Wielu zapłaciło za to najwyższą cenę. Dziś oddajemy cześć nie tylko ofiarom, ale także bohaterskim Ukraińcom” - podkreśliła Elżbieta Witek.

Podczas uroczystości wręczono także medale Pro Patria osobom zasłużonym w kultywowanie pamięci o ludobójstwie na Kresach.

- Dzisiejsza uroczystość odsłonięcia tablic w tym miejscu najważniejszym dla Polski, na Jasnej Górze jest wyrazem tego, że pamiętamy, czyli realizujemy to przesłanie, o którym tak często mówił Jan Paweł II, że aby budować tożsamość narodu, aby budować współczesność, aby myśleć i marzyć o przyszłości, trzeba pamiętać, bo pamięć to fundament, bez pamięci nie jesteśmy w stanie funkcjonować jako naród. Ta dzisiejsza uroczystość jest urzeczywistnieniem tego, że pamiętamy o ofiarach zbrodni dokonanej na Wołyniu w latach 1943-1947 - podkreślił Jan Józef Kasprzyk, szef Urzędu Kombatantów i Osób Represjonowanych.

Dodał, że „z jednej strony czcimy tych, którzy w sposób straszny, bestialski, okrutny, nieznany wcześniej w dziejach zostali zamordowani tylko dlatego, że byli Polakami w imię obłędnej ideologii, ale z drugiej strony oddajemy cześć i hołd tym Ukraińcom, którzy wówczas zachowali człowieczeństwo, którzy pomogli swoim braciom, sąsiadom, Polakom, często ryzykując i często tracąc swoje życie”.

Tablice w hołdzie Polakom zamordowanym przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1939-1947 oraz sprawiedliwym Ukraińcom, którzy udzielili swoim polskim sąsiadom pomocy i schronienia umieszczone są przy Kaplicy Pamięci na Jasnej Górze.

Nacjonaliści ukraińscy dokonali eksterminacji ludności polskiej zamieszkującej Kresy Wschodnie Rzeczypospolitej, które znalazły się pod okupacją sowiecką i niemiecką. Od pojedynczych napadów oraz rzezi na masową skalę zginęło tam, według różnych szacunków, ok. 100-150 tys. osób. Trudno datować poszczególne masowe mogiły, bo wciąż nie ma dostępu do tych miejsc.

Ukraińcy nieraz pomagali swoim polskim sąsiadom w chwili zagrożenia ich życia. Pomoc ta przybierała różne formy: ostrzeżenie przed napadem, wskazanie drogi ucieczki, ukrycie przed spodziewanym atakiem, wprowadzenie napastników w błąd, udzielenie pierwszej pomocy rannym, zaopatrywanie w żywność lub odzież, objęcie opieką sierot lub dzieci zagubionych po napadzie, niewykonanie rozkazu zabicia członka własnej rodziny, odmowa udziału w napadzie, publiczny protest, darowanie życia ofiarom napadu, uwalnianie aresztowanych.

Dzięki aktom solidarności i miłosierdzia ze strony Ukraińców ocalały zarówno pojedyncze osoby, jak i całe wsie, łącznie kilka tysięcy osób. W różnym zakresie pomocy Polakom udzieliło ponad 1300 Ukraińców. Kilkuset z nich sprawcy rzezi ukarali śmiercią, gdyż wszelkie przejawy życzliwej postawy Ukraińców wobec Polaków stanowiły z punktu widzenia OUN-UPA akty kolaboracji z wrogiem i zdradę ideałów narodowych, co pociągało za sobą bezlitosną zemstę.

Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej przypada 11 lipca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję