Reklama

Aktualności

Franciszek w Kolumbii

Ceremonia powitania, spotkania z prezydentem i władzami, biskupami i Komitetem Koordynacyjnym Rady Episkopatów Ameryki Łacińskiej CELAM, modlitwa w katedrze w Bogocie oraz Msza św. z udziałem 1,3 mln wiernych złożyły się na pierwsze dwa dni wizyty Franciszka w Kolumbii. Pielgrzymka papieża w dniach 6-11 września przebiega pod hasłem: „Demos el primer paso” - „Uczyńmy pierwszy krok”. Jest to jego piąta pielgrzymka na kontynent latynoamerykański i 20. poza granice Włoch podczas pontyfikatu.

[ TEMATY ]

Franciszek w Kolumbii

www.facebook.com/elpapacol

Ceremonia powitania

Po starcie z Rzymu Franciszek wyszedł do towarzyszących mu dziennikarzy by powiedzieć, że „podróż do Kolumbii jest po trosze specjalna, ponieważ pomóc ma temu krajowi w postępie na drodze pokoju”. Mówiąc następnie o Wenezueli, papież prosił o modlitwę w jej intencji, „aby możliwy był dialog i kraj ten odzyskał swoją stabilizację i prowadził z wszystkimi dialog”.

Po około 12 godzinach lotu samolot włoskich linii lotniczych „Alitalia” A330 – „Giovanni Battista Tiepolo” z Ojcem Świętym na pokładzie wylądował 6 września po południu czasu miejscowego na lotnisku wojskowym w stolicy Kolumbii – Bogocie. Na pokład samolotu weszli nuncjusz apostolski w Kolumbii, abp Ettore Balestrero oraz szef kolumbijskiego protokołu. Po kilku chwilach w drzwiach ukazał się Papież Franciszek, serdecznie pozdrawiając gestem rąk i uśmiechem zgromadzonych około tysiąca osób, wymachujących białymi chusteczkami.

Reklama

U stóp schodów Ojca Świętego powitał prezydent Kolumbii, Juan Manuel Santos z małżonką. Obecni byli także przedstawiciele władz oraz episkopatu kolumbijskiego z kard. Rubénem Salazar Gómezem. Nie zabrakło ubranych na biało dzieci z napisami na koszulkach: „Sprawiedliwość”, „Pokój”. Papież z każdym z nich przywitał się osobiście. Oddano hołdy sztandarom narodowym.

Miało również miejsce przedstawienie delegacji obydwu stron. W skład delegacji watykańskiej wchodzą m. in. sekretarz stanu, kard. Pietro Parolin, substytut ds. ogólnych, abp Giovanni Angelo Becciu, czy pochodzący z Kolumbii sekretarz Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji, abp José Octavio Ruiz Arenas. Grupa młodzieży przedstawiła tańce tradycyjne. Franciszek uścisnął dłonie osób niepełnosprawnych i chorych, a także rannych w niedawnej wojnie domowej, w tym wojskowych.

Na zakończenie serdecznego, choć nieformalnego powitania prezydent Santos z małżonką odprowadzili Ojca Świętego do papamobilu, którym Franciszek, w towarzystwie kard. Rubéna Salazara Gómeza udał się wśród radośnie witających go tłumów do nuncjatury apostolskiej. Jego przejazd – cały czas na stojąco! - do centrum miasta trwał niemal godzinę. Z każdą chwilą tłumy na drodze papieskiego orszaku gęstniały. Niekiedy papamobil zatrzymywał się na chwilę, a im bliżej centrum tym trudniej było papieskiej kolumnie przedrzeć się przez rzesze ludzi.

Reklama

Spontaniczne spotkanie przed nuncjaturą

Przed nuncjaturą Ojca Świętego entuzjastycznie powitały grupy byłych dzieci ulicy. Przedstawili tańce i śpiewy tradycyjne. Były spontaniczne świadectwa i przekazane dary – w tym białe wełniane poncho i witraż. Papież wygłosił do nich krótkie przemówienie. "Dziękuję bardzo za radość, jaką okazujecie. Dziękuję bardzo za wysiłek, jaki podjęliście, bardzo dziękuję za drogę, którą odważyliście się kroczyć, a to nazywa się bohaterstwem. Nawet małe dzieci mogą być bohaterami, najmłodsi, gdy są oszukiwane lub gdy się mylą, [ale] powstają i są bohaterami i idą dalej. Idźcie nadal naprzód! Idźcie nadal w ten sposób! Nie dajcie się pokonać, nie dajcie się oszukać, nie traćcie radości, nie traćcie nadziei, nie traćcie uśmiechu, postępujcie nadal w ten sposób! "Bardzo dziękuję za męstwo i odwagę, nie dajcie skraść sobie radości", po czym zapytał dzieci: "Czego nie można ukraść?", na co te odpowiedziały: "Radości" - mówił Franciszek.

Spotkanie z prezydentem i władzami

Drugi dzień papieskiej wizyty 7 września rozpoczął się od spotkania z przedstawicielami kolumbijskich władz i korpusu dyplomatycznego przed pałacem prezydenckim Casa de Nariño przy Plaza de Armas w Bogocie. W drodze na plac orszakowi papieskiemu towarzyszyli na koniach w historycznych strojach żołnierze kompanii reprezentacyjnej. U wejścia na plac Franciszka powitał prezydent Kolumbii Juan Manuel Santos z małżonką Marią Clemencią. Narodowa Orkiestra Symfoniczna odegrała hymny Watykanu i Kolumbii. W drodze do budynku pałacu papież witał się i błogosławił niepełnosprawne dzieci. Dwoje z nich ofiarowało Ojcu Świętemu własnoręcznie wykonany krzyż i namalowany jego portret. U progu Casa de Nariño prezydent zapalił znicz jako symbol pojednania i pokoju oraz wykonano pieśń pokoju. Obaj mężowie stanu zasiedli w fotelach w otoczeniu grupy ubranych na biało kolumbijskich dzieci.

Jako pierwszy powitał swego gościa prezydent Santos. W imieniu "ponad 49 mln swych rodaków i z głębi własnego serca" podziękował Ojcu Świętemu za przybycie oraz za umacnianie Kolumbijczyków w wierze, jedności i miłości, za "wzywanie do obrony życia i do bycia narzędziami pokoju". Nawiązując do hasła tej wizyty: "Uczyńmy pierwszy krok", podkreślił jej znaczenie dla dzieła pojednania i pokoju w kraju. Potrzebujemy pojednania, pamięci, odwagi i nadziei - powiedział szef państwa. Zapewnił z dumą, że Kolumbia jest "jedynym krajem na świecie, w którym dziś broń zastępują słowa, gdzie broń jest niszczona i staje się podstawą, aby stać się pomnikiem pokoju". "Ale nic nie da milczenie broni, jeśli będziemy uzbrojeni w swych sercach, nic nie da zakończenie wojny, jeśli będziemy widzieć w sobie nawzajem wrogów" - podkreślił prezydent. Na zakończenie jeszcze raz powitał papież i poprosił "pokornie o błogosławieństwo dla swego kraju i jego mieszkańców".

Po pozdrowieniu zgromadzonych i "całego narodu kolumbijskiego" papież zaznaczył, że przybył tu śladami swoich poprzedników: bł. Pawła VI i św. Jana Pawła II, którzy podobnie jak on pragnęli dzielić się z "kolumbijskimi braćmi darem wiary, który tak silnie zakorzenił się w tej ziemi oraz nadzieją, która tętni w sercach wszystkich". "Tylko w ten sposób, z wiarą i nadzieją, można pokonać wiele trudnościom, które pojawiają się na drodze i zbudować kraj, który byłby ojczyzną i domem dla wszystkich Kolumbijczyków" - powiedział Franciszek.

Nazywając Kolumbię "krajem błogosławionym" papież wskazał na jej piękno środowiska naturalnego, ogromną różnorodność flory i fauny w lasach tropikalnych, pustkowiach, w Chocó, klifach Cali lub górach jak Macarena, i zaznaczył, że wymagają one "troskliwego szacunku". Podkreślił, że równie bogata jest kultura Kolumbii "ze względu na ludzkie przymioty jej mieszkańców, mężczyzn i kobiet o duchu gościnnym i dobrym; ludzi wytrwałych i odważnych, aby przezwyciężyć przeszkody".

Z wielkim uznaniem Franciszek wspomniał o wysiłkach podejmowanych w ciągu ostatnich dziesięcioleci na rzecz położenia kresu przemocy z użyciem broni i znajdowania dróg pojednania. Zachęcił do promocji kultury spotkania, która wymaga umieszczenia w centrum wszelkich działań politycznych, społecznych i gospodarczych godności osoby ludzkiej i poszanowania dobra wspólnego. "Niech ten wysiłek pozwoli nam unikać wszelkiej pokusy zemsty i dążenia do interesów wyłącznie partykularnych i doraźnych" - przestrzegł papież.

Franciszek nawiązał do słów: „Wolność i ład”, które są dewizą Kolumbii. "W tych dwóch słowach zawarte jest cała nauka. Obywatele powinni być doceniani w ich wolności i chronieni przez stabilny ład. Nie prawo silniejszego, ale siła prawa zaakceptowanego przez wszystkich powinna kierować pokojowym współistnieniem" - podkreślił Ojciec Święty i dodał: "Potrzebne są sprawiedliwe prawa, które mogą zapewniać taką zgodę i pomagać w przezwyciężaniu konfliktów, które przez dziesięciolecia niszczyły ten kraj, prawa rodzące się nie z wymagań praktycznych, by zarządzać społeczeństwem, lecz z pragnienia przezwyciężenia strukturalnych przyczyn ubóstwa, rodzących wykluczenie i przemoc".

Franciszek przypomniał, że niesprawiedliwość jest korzeniem chorób społecznych i zachęcił do spojrzenia na wszystkich, którzy są dziś wykluczeni i usunięci na margines społeczeństwa, na tych, którzy dla większości się nie liczą i są pomijani i zaszczuci. "Wszyscy jesteśmy niezbędni do tworzenia i formowania społeczeństwa. Nie czyni się go jedynie z niektórymi o `czystej krwi`, ale ze wszystkimi" - zaapelował papież. Wskazał, że Kościół jest zaangażowany w działania na rzecz pokoju, sprawiedliwości, dobra wspólnego i w duchu ewangelicznych przyczynia się znacznie do rozwoju kraju w szczególności, w ramach świętego poszanowania życia ludzkiego i znaczenia społecznego rodziny. Zacytował słowa światowej sławy pisarza kolumbijskiego, Gabriela Garcíi Márqueza z jego przemówienia, z okazji przyznanej mu w 1982 r. literackiej Nagrody Nobla; pisarz zwrócił uwagę, że jest możliwa „nowa i płomienna utopia życia, gdzie nikt nie będzie w stanie decydować za innych nawet o sposobie umierania, gdzie miłość okaże się prawdziwa, a szczęście możliwe, gdzie rasy skazane na sto lat samotności będą miały wreszcie i na zawsze drugą szansę na ziemi”. Franciszek raz jeszcze przypomniał, że w Kolumbii wiele czasu upłynęło w nienawiści i zemście a "samotność bycia zawsze jedni przeciw drugim można już liczyć na dziesięciolecia i sięga stu lat".

Zaapelował, aby już nigdy więcej jakakolwiek przemoc nie ograniczyła ani nie zniszczyła choćby jednego życia. "Chciałem tutaj przybyć tylko po to, aby wam powiedzieć, że nie jesteście sami, jest nas wielu, którzy chcą wam towarzyszyć na tym etapie. Ta podróż pragnie być dla was bodźcem, przyczynkiem do utorowania nieco drogi do pojednania i pokoju" - powiedział na zakończenie Franciszek i zapewnił o swej modlitwie za teraźniejszość i przyszłość Kolumbii.

Po przemówieniach odbyła się wizyta kurtuazyjna u prezydenta w salonie protokolarnym w Casa de Nariño. Tam prezydent Santos krótko rozmawiał z Franciszkiem, zaprezentował swoją rodzinę i wpisał się do księgi pamiątkowej. Ojciec Święty przekazał szefowi państwa srebrną rzeźbę Drogi Krzyżowej z 1983 autorstwa włoskiego artysty Antonello Contiego. Przedstawia ona trzy końcowe etapy ziemskiego życia Pana Jezusa. Jedna z rzeźb ukazuje samą Drogę Krzyżową, druga - Ukrzyżowanie a między nimi rzeźbiarz przedstawił Wniebowstąpienie Jezusa otoczonego przez apostołów.

Modlitwa w katedrze

Po spotkaniu z prezydentem Franciszek odwiedził katedrę w Bogocie, gdzie przed wizerunkiem Matki Bożej z Chiquinquirá - Patronki Kolumbii modlił się o pokój w tym kraju.

Najpierw Franciszek w papamobile objechał wypełniony ludźmi plac Bolivara, przy którym znajduje się katedra. Gdy wysiadł przed świątynią, burmistrz Bogoty Enrique Peñalosa Londoño wręczył mu klucze do miasta.

Przy wejściu do katedry Franciszek uczcił relikwie św. Elżbiety Węgierskiej, przyniesione przez kanoników kapituły metropolitalnej. Następnie przeszedł do ołtarza głównego, gdzie znajdował się obraz Patronki Kolumbii, przywieziony z narodowego sanktuarium w mieście Chiquinquirá. Złożył przed nim bukiet kwiatów.

Po długiej, cichej modlitwie, papież odmówił litanię maryjną, po czym złożył przez wizerunkiem Matki Bożej różaniec. Po wpisaniu się do zabytkowej księgi, w której odnotowywane są najważniejsze wydarzania w życiu miejscowego Kościoła, udzielił błogosławieństwa 3 tys. obecnych w katedrze. Osobno podszedł, by błogosławić znajdujących się w świątyni chorych na wózkach inwalidzkich.

Po modlitwie kaplicy Najświętszego Sakramentu i pozdrowieniu członków komitetu organizacyjnego swej wizyty w Kolumbii, poszedł do sąsiadującego ze świątynią Pałacu Kardynalskiego. Z balkonu arcybiskupa Bogoty - siedziby przemówi do wiernych zgromadzonych na placu Bolivara.

Bądźcie nosicielami nadziei!

Bądźcie nosicielami nadziei, by nie przygniatały was trudności, nie zniszczyła przemoc i nie zwyciężyło zło - wezwał Franciszek pozdrawiając wiernych z balkonu Pałacu Kardynalskiego w Bogocie.

Papież wyznał, że przybył do Kolumbii ze słowami "Pokój wam!" i tym samym jako "pielgrzym pokoju i nadziei" ale też aby "uczyć się od was, waszej wiary, waszego hartu ducha w obliczu przeciwności". "W ciągu tych dni chciałbym dzielić z wami najważniejszą prawdę: że Bóg kocha was miłością Ojca i zachęca was do dalszego poszukiwania i pragnienia pokoju – tego pokoju, który jest prawdziwy i trwały" - zapewnił Franciszek.

Papież pozdrowił szczególnie młodych z różnych zakątków Kolumbii. Wezwał ich, by zachowali i nie dali sobie odebrać żywej radości, będącej "znakiem młodego serca, serca, które spotkało Pana". "Żar miłości Jezusa Chrystusa czyni tę radość przeobfitą i wystarcza, aby zapalić cały świat. Cóż zatem mogłoby wam przeszkodzić w zmienianiu tego społeczeństwa i wypełnieniu waszych postanowień! Nie lękajcie się przyszłości! Ośmielcie się marzyć o rzeczach wielkich!" - zachęcał Franciszek.

Zwrócił uwagę, że młodzi mają szczególną wrażliwość na rozpoznawanie cierpień innych ludzi, szczególnie wolontariusze zdolni do rezygnacji ze swego czasu, wygód, planów skupionych na samych sobie. Wskazał na środowiska, w których śmierć, ból, podziały przeniknęły tak głęboko, że pozostawiły młodych ludzi niemal oszołomionymi, jakby znieczulonymi. "Niech wami wstrząsną i zmobilizują cierpienia waszych kolumbijskich braci! Pomagajcie też nam, starszym, abyśmy nie przyzwyczajali się do bólu i opuszczenia" - zaapelował Franciszek.

Zwracając się do młodych żyjących w zróżnicowanej rzeczywistości i w najróżniejszych sytuacjach rodzinnych, którzy dostrzegają, że życie codzienne rozgrywa się w szerokiej gamie tonacji szarych, przestrzegł by nie popadali w atmosferę relatywizmu i nie wyrzekali się zrozumienia bólu tych, którzy cierpieli.

Papież zwrócił uwagę, że młodym ludziom znacznie łatwiej spotykać się, wystarcza dobra kawa, napój, muzyka, sztuka... a nawet mecz finałowy między Atlético Nacional a América Cali. "Możecie nas nauczyć, że kultura spotkania nie polega na tym, żeby wszyscy myśleli, żyli czy reagowali w ten sam sposób. Oznacza świadomość, że pomimo naszych różnic wszyscy jesteśmy częścią czegoś wielkiego, co nas łączy i przekracza, jesteśmy częścią tego wspaniałego kraju" - powiedział Franciszek.

Dalej papież podkreślił, że młodzież w stosunku do dorosłych ma większą otwartość na przebaczanie i zachęcił młodych Kolumbijczyków by pomagali w uzdrowieniu serc, zarażeniu ich młodzieńczą nadzieją.

Zaapelował do młodych aby znaleźli odwagę do odkrywania peryferyjnej i głębokiej Kolumbii. "Serca młodych pobudzają się w obliczu wielkich wyzwań. Ileż jest naturalnego piękna, które należy podziwiać, nie musząc go wyzyskiwać! Iluż młodych, takich jak wy, potrzebuje waszej wyciągniętej ręki, waszych ramion, aby wyobrazić sobie lepszą przyszłość!" - wzywał Franciszek.

Wyraził przekonanie, że w młodych Kolumbijczykach tkwi potencjał konieczny do budowania narodu. "Młodzi są nadzieją Kolumbii i Kościoła" - stwierdził papież.

Franciszek zwracają się do wszystkich Kolumbijczyków wezwał by byli nosicielami nadziei, nie przygniatały ich trudności, nie zniszczyła przemoc i nie zwyciężyło zło.

Spotkanie z biskupami

Z placu Bolivara Franciszek udał się na spotkanie z liczącym 130 członków kolumbijskim episkopatem w sali Pałacu Kardynalskiego w Bogocie.

Ojca Świętego powitał najpierw arcybiskup Bogoty kard. Rubén Salazar Gómez. Zapewnił, że Kościół i naród kolumbijski otwierają szeroko swe serca, aby przyjąć Następcę św. Piotra i cieszą się z jego przybycia. Podkreślił, że wizyta ta jest potrzebna temu Kościołowi, gdyż - jak przyznał - nie zawsze był on w stanie podjąć wszystkie stojące przed nim wyznania i trudności. Dlatego bardzo liczy na słowa nauczania i wsparcia Franciszka.

Po gospodarzu miejsca papieża powitał również przewodniczący Konferencji Biskupiej Kolumbii abp Óscar Urbina Ortega. On także zapewnił go, że Kościół w tym kraju czeka z wielkimi nadziejami na pasterskie słowo Ojca Świętego. Zapewnił, że każde miejsce, które odwiedzi on w czasie tej swojej podróży, stanie się nowym areopagiem, z którego rozlegać się będzie nauczanie Następcy św. Piotra.

W obszernym przemówieniu papież podziękował biskupom za ich posługę. "Przybywam, aby głosić Chrystusa i odbyć w Jego imieniu pielgrzymkę pokoju i pojednania. Chrystus jest naszym pokojem! On nas pojednał z Bogiem i między sobą!" - stwierdził Franciszek.

Papież zapewnił, że zwraca się do kolumbijskiego Kościoła jako pielgrzym i brat, pragnący się dzielić "zmartwychwstałym Chrystusem, dla którego żaden mur nie jest wieczny, żaden lęk nie jest niezniszczalny, żadna rana nie jest nieuleczalna". Nawiązując do hasła swojej pielgrzymki: „Uczynić pierwszy krok”, podkreślił, że Bóg jest zawsze "Panem pierwszego kroku". Przypomniał, że całe Pismo Święte mówi o Bogu, który opuścił samego siebie z miłości, a w pełni czasów, w Jezusie, jest "krokiem nieodwracalnym". Dla tych, którzy poznają, przyjmują Jezusa oraz wychodzą ze swych ograniczeń jest On kompasem, który uniemożliwia zagubienie się. Przestrzegł biskupów przed "kiepskimi cnotami czy pochlebstwami ze strony aktualnych możnych" i zachęcił do błagania w modlitwie, aby mieli coś do zaoferowania tym, którzy "ciągle przychodzą do serc pasterzy". "Modlitwa w życiu biskupa jest życiodajną limfą, która przepływa przez winnicę, bez której latorośl usycha, stając się bezpłodną" - przypomniał papież.

Przestrzegł biskupów, by nie stawali się "kastą funkcjonariuszy uginających się przed dyktaturą chwili obecnej". "Kierujcie natomiast zawsze wasze spojrzenie ku wieczności Tego, który was wybrał, będąc gotowymi do przyjęcia rozstrzygającego osądu Jego warg" - zachęcił Ojciec Święty.

Przypomniał, że prowincje kościelne odgrywają fundamentalną rolę w odniesieniu do orędzia ewangelizacji, aby proklamujące je głosy były zróżnicowane i zharmonizowane i dlatego przestrzegł przed "zadowalaniem się miernym zaangażowaniem minimalnym, które pozostawia zrezygnowanych w spokojnym bezruchu niemocy". "Zachowujecie szczególną wrażliwość dla afro-kolumbijskich korzeni waszego ludu, które tak szczodrze przyczyniły się w ukształtowaniu oblicza tej ziemi" - wezwał Franciszek.

Zwrócił uwagę, że Kolumbia potrzebuje takiego spojrzenia biskupów, które będzie ją wspierać w odwadze pierwszego kroku ku trwałemu pokojowi, pojednaniu, odrzucenia przemocy jako sposobu przezwyciężenia nierówności, które są źródłem wielu cierpień, wyrzeczenia się drogi korupcji, która jest łatwej, ale bez wyjścia, cierpliwej i wytrwałej konsolidacji "res publica", wymagającej przezwyciężenia nędzy i nierówności.

Przypomniał biskupom, że są strażnikami jedności całego kraju pomimo jego rozdarć. "Właśnie dlatego Kolumbia was potrzebuje, aby rozpoznać siebie w swoim prawdziwym obliczu pełnym nadziei, pomimo swoich niedoskonałości, aby przebaczać sobie nawzajem pomimo ran nie w pełni zabliźnionych, aby uwierzyć, że można podjąć inną drogę, nawet wówczas, kiedy bezczynność popycha do powtarzania tych samych błędów, aby mieć odwagę pokonania tego, co może ją uczynić nieszczęsną, pomimo jej skarbów" - stwierdził Franciszek.

Przypomniał, że biskupi nie są technikami ani politykami, ale pasterzami i muszą przemawiać do serc wszystkich ludzi słowami: "Pokój ludziom, w których Bóg sobie upodobał". "Musicie je wypowiadać odwołując się delikatnie, pokornie do niezniszczalnego miłosierdzia Bożego, jedynego, które potrafi obalić cyniczną pychę serc autoreferencyjnych" - zaznaczył Ojciec Święty. Franciszek zachęcił, by kolumbijski Kościół stawał się coraz bardziej misyjny i po "macierzyńsku" zajmował się takimi wyzwaniami jak: rodzina, życie, młodzież, kapłani, powołania, laikat i formacja.

Zastrzegł, że nie daje biskupom recept ani listy zadań, ale zachęca, aby wypełniając trudną misję pasterzy w Kolumbii, zachowywali pogodę ducha i uczyli się od Jezusa cierpliwości i wielkoduszności.

Znaczącą część wystąpienia Franciszek poświęcił wyzwaniom Kościoła w Amazonii, która jest papierkiem lakmusowym tego, czy nasze społeczeństwo, prawie zawsze ograniczone do materializmu i pragmatyzmu, jest w stanie strzec tego, co darmo otrzymało, nie po to aby to spustoszyć, lecz uczynić płodnym. Zwrócił uwagę na "tajemną mądrość rdzennej ludności Amazonii" i zastanawiał się, czy jeszcze jesteśmy zdolni, by nauczyć się od niej świętości życia, poszanowania dla przyrody, świadomości, że logika instrumentalna nie wystarczy, aby wypełnić życie człowieka.

Papież zachęcił, by nie zostawiać Kościoła w Amazonii samemu sobie. "Umocnienie amazońskiego oblicza pielgrzymującego tam Kościoła jest wyzwaniem stojącym przed wami wszystkimi, które zależy od narastającego i świadomego wsparcia misyjnego wszystkich diecezji kolumbijskich i całego ich duchowieństwa" - zaapelował Ojciec Święty i przypomniał, że w niektórych rdzennych językach amazońskich, by powiedzieć „przyjaciel”, używa się wyrażenia „moje drugie ramię”. "Bądźcie zatem drugim ramieniem Amazonii. Kolumbia nie może się od niej odciąć, bez okaleczenia swej twarzy i duszy" - podkreślił papież.

Papież do CELAM

Konieczne jest przezwyciężenie klerykalizmu, który traktuje wiernych świeckich jak dzieci i zubaża tożsamość duchownych - powiedział papież Franciszek podczas spotkania z Komitetem Kierującym Latynoamerykańskiej Rady Biskupiej (CELAM) w nuncjaturze apostolskiej w Bogocie.

W spotkaniu wzięło udział Prezydium CELAM, 35 biskupów-członków komisji tematycznych i 22 sekretarzy generalnych konferencji episkopatów państw Ameryki Łacińskiej i Karaibów.

Na początku Ojciec Święty wskazał, że CELAM, będąca kontynentalną konferencją biskupów stała się domem „służby komunii i misji Kościoła w Ameryce Łacińskiej”, ośrodkiem stymulującym „świadomość uczniowską i misyjną”, zasadniczym punktem odniesienia „dla zrozumienia i pogłębiania katolickości Ameryki Łacińskiej”.

Przypomniał poprzednią konferencję ogólną CELAM w Aparecidzie z 2007 r., która była wydarzeniem synodalnym Kościoła Ameryki Łacińskiej i Karaibów. Ma ono „kontynuację w misji kontynentalnej”, która ma być „nie tyle sumą inicjatyw programowych”, ile „wysiłkiem postawienia misji Jezusa w sercu Kościoła, przekształcając ją w kryterium mierzenia skuteczności struktur, owocności posługi jego duszpasterzy i radości, którą mogą wzbudzać. Bo nikogo się nie przyciągnie bez radości”.

- Naszym najważniejszym wyzwaniem jako Kościoła jest mówienie do człowieka jako rzecznicy (...) zażyłości z Bogiem, który uważa go za dziecko, nawet jeśli ono zapiera się tego pochodzenia, ponieważ dla Niego zawsze jesteśmy odnalezionymi dziećmi - przekonywał Franciszek.

Dlatego nie można „sprowadzić Ewangelii do jakiegoś programu w służbie modnego gnostycyzmu, do jakiegoś projektu awansu społecznego lub jakieś wizji Kościoła jako biurokracji, która działa z korzyścią dla samej siebie, a tym bardziej nie można go sprowadzać do jakiejś organizacji kierowanej przez kastę klerykalną za pomocą nowoczesnych kryteriów biznesowych”. Kościół jest bowiem „wspólnotą uczniów Jezusa”. Konieczne jest więc „bycie uczniem-misjonarzem”, polegające na stałym wychodzeniu z Jezusem, dzięki czemu „poznajemy wolę Ojca, który zawsze na nas czeka”.

Wskazał, że „podstawowe realia życia ludzi i Kościoła nigdy nie są pomnikiem, ale stanowią żywe dziedzictwo”. Choć „znacznie wygodniej przekształcić je we wspomnienia, których rocznice są obchodzone”. Tymczasem „odnowiona świadomość tego, iż na początku wszystkiego zawsze jest spotykanie z żywym Chrystusem, wymaga, aby uczniowie kultywowali zażyłość z Nim. W przeciwnym razie oblicze Pana staje się nieprzejrzyste, misja traci moc, nawrócenie duszpasterskie się cofa. Modlitwa i kultywowanie relacji z Nim jest więc najbardziej niecierpiącym zwłoki zadaniem naszej misji duszpasterskiej”.

Franciszek przestrzegł, że jeśli nie będziemy z Jezusem „wychodzili na misję, szybko zagubimy drogę, narażając się na pomylenie naszych próżnych potrzeb z Jego sprawą”.

Pytając, „co konkretnie oznacza wyjście z Jezusem na misję w Ameryce Łacińskiej dzisiaj?” papież podkreślił, że przysłówek „konkretnie” nie jest „szczegółem stylistycznym, ale należy do sedna pytania”. - Ewangelia jest zawsze konkretna, nigdy nie jest prowadzeniem jałowych spekulacji. Dobrze znamy częstą pokusę gubienia się w bizantynizmie uczonych w Prawie, zastanawiania się, jak daleko można się posunąć bez utraty kontroli nad własnym wyznaczonym terytorium lub rzekomej władzy, jaką zapewniają granice - stwierdził Franciszek.

Mówiąc o „Kościele w permanentnym stanie misji”, zaznaczył, że „Kościół musi sobie przyswoić na nowo czasowniki, które Słowo Boże odmienia w swej boskiej misji. Wychodzić, aby spotykać, nie mijając obok; pochylać się bez obojętności; dotykać bez lęku.

Zaznaczył, że Kościół w Ameryce Łacińskiej jest zdolny do bycia sakramentem jedności. Nie stoi „jakby miał walizki w ręku, gotowy do wyjazdu po tym, jak ją splądrował, jak czyniło to wielu w dziejach”. - Kościół, nie posiadający ludzkich ambicji, szanujący wielopostaciowe oblicze kontynentu, którego nie uważa za wadę, ale odwieczne bogactwo, musi nadal pełnić pokorną służbę prawdziwemu dobru mieszkańca Ameryki Łacińskiej. Musi niestrudzenie pracować na rzecz budowania mostów, obalenia murów, scalenia różnorodności, krzewienia kultury spotkania i dialogu, wychowywania do przebaczenia i pojednania, poczucia sprawiedliwości, odrzucenia przemocy i odwagi pokoju. Żadna trwała konstrukcja w Ameryce Łacińskiej nie może wyzbyć się tego niewidzialnego, ale istotnego fundamentu - powiedział Ojciec Święty.

Kościół zna metyskie oblicze kontynentu: „nie tylko tubylcze, nie hiszpańskie, nie portugalskie, nie afroamerykańskie, ale metyskie, latynoamerykańskie!”. Aby mówić do jego duszy, „Kościół musi nieustannie uczyć się od Jezusa”. Kościół w Ameryce Łacińskiej zdolny jest też do bycia sakramentem nadziei, która „pochodzi z wysoka” i ma „młode oblicze”. Dlatego papież wezwał biskupów, by otwierali im „konkretne przestrzenie w powierzonych wam Kościołach partykularnych”, inwestowali czas i środki w ich formację, proponowali im „wyraziste programy edukacyjne i cele do osiągnięcia, prosząc ich, tak jak rodzice proszą swe dzieci, aby wykorzystywali swój potencjał”. - Nie zadowalajcie się retoryką czy decyzjami zapisanymi w planach duszpasterskich, a nigdy nie wprowadzanymi w życie - prosił papież.

Zauważył też, że nadzieja w Ameryce Łacińskiej ma kobiece oblicze. Dlatego „ważnym obowiązkiem jest zrozumienie, poszanowanie, docenienie, promowanie mocy eklezjalnej i społecznej tego, czego dokonują”. - Jeśli chcemy nowej i żywej fazy wiary na tym kontynencie, to nie osiągniemy tego bez kobiet. Proszę, nie mogą być sprowadzane do roli służebnic naszego uporczywego klerykalizmu. Są one natomiast protagonistkami Kościoła latynoamerykańskiego stwierdził Franciszek.

Nadzieja w Ameryce Łacińskiej przychodzi też przez serce, umysł i ramiona świeckich. Konieczne jest więc „przezwyciężenie klerykalizmu, który traktuje wiernych świeckich jak dzieci i zubaża tożsamość duchownych”. To do chrześcijan świeckich należy wniesienie wkładu, „jako ludzie wierzący”, w „proces autentycznego ludzkiego rozwoju, umocnienia demokracji politycznej i społecznej, strukturalnego przezwyciężenia endemicznego ubóstwa, budowania dobrobytu integrującego w oparciu o trwałe reformy, będące w stanie ochraniać dobro społeczne, przezwyciężenia nierówności i strzeżenia stabilności, nakreślenia wzorców zrównoważonego rozwoju gospodarczego, respektujących naturę i prawdziwą przyszłość człowieka - która nie wyczerpuje się w nieograniczonym konsumizmie - a także odrzucenia przemocy i obrony pokoju”.

Jako syntezę tego spotkania papież zostawił biskupom przekonanie, że służba Ameryce Łacińskiej wymaga od nich "pasji ewangelizującej".

Bądźcie budowniczymi pokoju

Msza św. w parku Simóna Bolívara w Bogocie z udziałem 1,3 mln wiernych była głównym punktem drugiego dnia wizyty Franciszka w Kolumbii. Papież przejeżdżając w samochodzie panoramicznym pozdrowił zgromadzonych, entuzjastycznie witających go wiernych. Przed zakrystią spotkał się z grupą osób niepełnosprawnych, które uczestniczyły w poprzedzającym Mszę św. spotkaniu w obronie życia ludzkiego.

W homilii Franciszek zwrócił uwagę, że Bogota i przepiękny kraj jakim jest Kolumbia mają "wiele z ludzkich scenariuszy przedstawionych przez Ewangelię". Zaznaczył, że wielkie rzesze ludzi, mężczyzn, kobiet, dzieci i starców zamieszkują kolumbijska ziemię o niewyobrażalnej płodności, która mogłaby dać owoce dla wszystkich ale również tutaj, podobnie jak w innych częściach świata są gęste ciemności, które zagrażają i niszczą życie.

Franciszek wskazał na niesprawiedliwości i nierówności społeczne, korumpujące ciemności interesów osobistych lub grupowych, które konsumują w sposób egoistyczny i nieumiarkowany to, co jest przeznaczone dla dobra wszystkich, mroki braku poszanowania dla ludzkiego życia, które codziennie przerywa istnienie wieku niewinnych istot, których krew woła do nieba; mroki pragnienia zemsty i nienawiści, które plami krwią ludzką ręce tych, którzy wymierzają sobie sprawiedliwość na własną rękę; mroki tych, którzy stają się niewrażliwi na cierpienie wielu ofiar. - Jezus rozprasza i niszczy wszystkie te mroki swoim nakazem na łodzi Piotrowej: „wypłyń na głębię" - podkreślił Franciszek.

Przestrzegł przed uwikłaniem się w niekończące się dyskusje, wspominaniem nieudanych prób i usiłowań, które zakończyły się niczym. "Podobnie jak Piotr, wiemy, co znaczy doświadczenie pracy bez jakiegokolwiek rezultatu" - powiedział Franciszek i przypomniał historię Kolumbii, która w swoich początkach przez 6 lat miała 16 prezydentów i drogo płaciła za podziały. Wskazał także na doświadczenia daremnych i bezowocnych prac duszpasterskich Kościoła. "Ale jak Piotr, potrafimy również zaufać Mistrzowi, którego słowo wywołuje owocność, także i tam, gdzie niegościnność ludzkich mroków sprawia bezowocność wielu wysiłków i trudów" - powiedział papież.

Franciszek z uznaniem mówił o tych Kolumbijczykach, którzy jako pierwsi rozpoznali to, co najpilniejsze i podjęli inicjatywy pokoju i życia, wspólnota, która łączy wszystkich w jedności, działając na rzecz obrony i troski o ludzkie życie, zwłaszcza gdy jest ono najbardziej kruche i najsłabsze: w łonie matki, w dzieciństwie, w podeszłym wieku, w warunkach niepełnosprawności i w sytuacjach marginalizacji społecznej. Ojciec Święty zapewnił, że rzesze mieszkające w Bogocie i Kolumbii mogą stać się prawdziwymi wspólnotami żyjącymi, sprawiedliwymi i braterskimi, jeśli będą słuchać i przyjmować Słowo Boże.

Papież zwrócił uwagę, że Bogota i Kolumbia są "jednocześnie brzegiem, jeziorem, otwartym morzem, miastem przez które Jezus przechodził i przechodzi, by obdarzyć swoją obecnością i owocnym słowem, aby nas wyprowadzić z ciemności i doprowadzić do światła i życia". Wezwał Kolumbijczyków by czynili wszystko aby "nikt nie pozostał w mocy burzy" i robili miejsce dla dobra wspólnego ponad interesami małostkowymi czy partykularnymi, wzięli na siebie odpowiedzialność za najsłabszych, promując ich prawa.

Franciszek zwrócił uwagę, że tak jak Piotr znamy swoje słabości, wzloty i upadki, a także dzieje przemocy i podziału kolumbijskiego narodu. "Ale Jezus, podobnie jak uczynił z Szymonem, zaprasza nas, abyśmy wypłynęli na głębię, pobudza nas do dzielenia ryzyka, do porzucenia naszych egoizmów i do pójścia za Nim. Do porzucenia lęków, które nie pochodzą od Boga, które nas paraliżują i opóźniają pilność aby być budowniczymi pokoju, promotorami życia" - zakończył papież. Przed błogosławieństwem głos zabrał arcybiskup Bogoty, kard. Ruben Salazar. Mówił o rożnych cierpieniach swych rodaków. Podkreślił znaczenie zbawczej ofiary Chrystusa, jako źródła odwagi, i konieczności obrony życia ludzkiego na każdym jego etapie. Podziękował Ojcu Świętemu za obecność, słowa, świadectwo i przykład.

Po zakończeniu Mszy św. Franciszek spotkał się z biskupami sąsiedniej Wenezueli, z którymi krótko rozmawiał o dramatycznej sytuacji w ich ojczyźnie. Zdaniem towarzyszących papieżowi dziennikarzy można oczekiwać w najbliższych dniach słów Ojca Świętego odnośnie sytuacji Wenezueli.

Z parku Simóna Bolívara Franciszek powrócił do nuncjatury apostolskiej.

2017-09-08 12:44

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież odwiódł od eutanazji Kolumbijkę podczas spotkania w Bogocie

[ TEMATY ]

Franciszek w Kolumbii

elpapacol/instagram

Franciszek podczas swojej wizyty w Kolumbii odwiódł od eutanazji kobietę cierpiącą na depresję i toksoplazmozę. Po rozmowie z papieżem na dziedzińcu nuncjatury w Bogocie 56-letnia Consuelo Córdoba zrezygnowała z zaplanowanego na koniec września br. poddania się tzw. śmierci asystowanej. Ojciec Święty wysłuchał jej tragicznej historii i wzruszony przytulił ją.

Córdoba popadła w depresję w wyniku ataku ze strony swojego męża, który 16 lat temu oblał ją kwasem. Na skutek tego Kolumbijka odniosła poważne obrażenia twarzy i straciła dłoń. Po tym tragicznym wydarzeniu musiała poddać się ponad 80 operacjom. Kobieta, którą w ostatnich latach opuścili także najbliżsi, kilkakrotnie próbowała odebrać sobie życie.

Chora potwierdziła, że zrezygnowała z eutanazji po spotkaniu z papieżem w czasie jego pielgrzymki do Kolumbii. Poddanie się tzw. śmierci asystowanej miało nastąpić 29 września br. "To dzięki tobie żyję. Teraz chcę dożyć starości" – powiedziała, zwracając się do Franciszka w jednym z telewizyjnych wywiadów, 56-letnia kobieta.

Papież powrócił z Kolumbii do Rzymu 11 września po południu. W czasie swojej pięciodniowej wizyty odwiedził cztery miasta tego południowoamerykańskiego kraju: Bogotę, Villavicencio, Medellin i Cartagenę. Miejscowe media oceniają, że w mszach, którym przewodniczył, mogło uczestniczyć nawet ponad 1 mln Kolumbijczyków.

W ostatnim dniu swego pobytu w tym kraju Ojciec Święty odprawił w Cartagenie Mszę św., podczas której zwrócił się ponownie z apelem o pojednanie narodowe. Powiedział, że trwały pokój wymaga dążenia do dobra wspólnego, równości i sprawiedliwości.

CZYTAJ DALEJ

Afrykańczycy zmieniają oblicze Kościoła w Chinach

2020-08-03 19:28

[ TEMATY ]

modlitwa

Afryka

Adam Szewczyk

Na rosnącą i coraz bardziej zauważalną obecność młodych katolików afrykańskich w Kościele w Chinach zwrócił uwagę w swym najnowszym wydaniu dwutygodnik włoskich jezuitów „La Civiltà Cattolica”. O zjawisku tym, występującym w różnych regionach kraju, rozmawiał na przykładzie miasta Guangzhou z prowincji Guangdong w południowo-wschodnich Chinach dyrektor pisma o. Antonio Spadaro z francuskim teologiem-antropologiem Michelem Chambonem.

W każdy weekend katedra katolicka w mieście zapełnia się tysiącami ludzi zarówno miejscowymi, jak i przybyszami z wielu krajów, a Msze sprawowane są w miejscowym dialekcie kantońskim i ogólnochińskim mandaryńskim, po angielsku, koreańsku i w innych językach.

Młodzi Afrykańczycy, jacy przybyli do Państwa Środka na studia czy w poszukiwaniu pracy, pochodzą głównie z Nigerii, Kenii, Kamerunu i Ugandy. Ci spośród nich, którzy są katolikami, zaczynają chodzić do kościołów w miastach, w których mieszkają.

W Guangzhou (czyli dawnym Kantonie) uczęszcza do katedry średnio od 500 do 800 przybyszów z Czarnego Lądu.

Według rozmówcy pisma ludzie ci przychodzą tam wczesnym popołudniem, modlą się lub rozmawiają z przyjaciółmi przy Grocie Matki Bożej z Lourdes i tam czekają na Mszę św. Inni w kościele ćwiczą śpiewy i przygotowują się do służby przy ołtarzu. W odpowiedzi na narastający napływ turystów, Nigeryjczycy zorganizowali służbę porządkową, surową i skuteczną, aby zachować atmosferę modlitwy w czasie liturgii w języku angielskim.

W ciągu tygodnia wierni afrykańscy przychodzą do katedry na katechezy biblijne i spotkania modlitewne, utrzymane najczęściej w duchu charyzmatycznym. Ożywili też działalność Legionu Maryi, który kwitł tam przez cały okres rządów komunistycznych, mimo utrudnień ze strony władz, niezadowolonych zwłaszcza z powodu „wojskowej” nazwy tego ruchu. Według Chambona, przez cały dzień „przed Panią z Lourdes klęczą zawsze jacyś Afrykańczycy”, inni klęczą też w pobliskiej kaplicy Najświętszego Sakramentu, „pochyleni w geście adoracji lub ze wzniesionymi rękoma”.

Ale występują również napięcia między wspólnotą przybyszów z Afryki a miejscową społecznością katolicką, mające podłoże głównie materialne. W Guangzhou po kryzysie finansowym z 2008 roku udział imigrantów z Czarnego Lądu w działalności przestępczej zrodził ogólną podejrzliwość do wszystkich „Czarnych”. Dzielnicę Xiaobei na północy miasta, w której mieszka większość Afrykańczyków, wielu Chińczyków postrzega jako miejsce przeklęte, rządzone przez gangi kryminalne. Imigranci afrykańscy to w większości młodzi samotni mężczyźni i po całym kraju krążą opowieści o młodych Chinkach, które zaszły w ciążę z niektórymi z nich, a później zostały przez nich porzucone. Zdarza się, że takie kobiety przychodzą potem do katedry, „żądając odszkodowania” – powiedział Chambon.

Z drugiej strony podkreślił szczególny „zapał misyjny” – elastyczny i ekstrawertyczny – cechujący obecność afrykańską w Kościele chińskim. Przejawia się to, zdaniem badacza, w tym, że jeśli Afrykanin zaręczy się z Chinką, to zwykle prowadzi ją do kościoła, gdzie odbywa ona kurs katechumenatu i przyjmuje chrzest. Dodał, że w ostatnich latach znacząco wzrosła liczba ochrzczonych kobiet. W mieście są już rodziny chińsko-afrykańskie, co było nie do pomyślenia jeszcze kilka lat temu – podkreślił rozmówca dwutygodnika.

Według niego katolicy afrykańscy, którzy zjawili się w najludniejszym państwie świata sami, bez „mandatu misyjnego” i wsparcia, „są znacznie bardziej elastyczni i łatwiej przystosowują się do miejscowych warunków niż wiele zgromadzeń i zakonów misyjnych”. Po przybyciu na miejsce musieli usilnie szukać kontaktów z miejscowym społeczeństwem, aby móc przeżyć fizycznie i finansowo. A imigranci katoliccy „przynieśli z sobą także swą wiarę, którą dzielili się z każdym, z kim się zetknęli”.

Także ich sposób nawiązywania więzi z miejscowym duchowieństwem jest szczególny i np. w odróżnieniu od wielu Chińczyków Afrykanie są bardziej otwarci, przedstawiając kapłanom swe potrzeby duchowe i duszpasterskie. Jako „nowi przybysze” proszą o dostęp do sakramentów i miejsc spotkań, pomagając tym samym także miejscowym duchownym rozszerzać ich własne horyzonty duszpasterskie.

Swe rozważania i spostrzeżenia uczony francuski kończy uwagą, iż podczas gdy wielu analityków roztrząsa w nieskończoność uwarunkowania polityczne, które uczyniłyby bardziej znośnymi sytuację ochrzczonych, „również w Chinach Kościół wzrasta bez proszenia o zezwolenie tzw. «ekspertów», bezinteresownie, w sposób «niezorganizowany», bez konkursu na jakąś misyjną strategię ewangelizacji”. Wpisuje się to w wątek żywotnych i konkretnych interesów zwykłych ochrzczonych, którzy prawdopodobnie nie wiedzą nawet nic o tymczasowym układzie watykańsko-chińskim z 2018 roku o mianowaniu biskupów w tym kraju.

CZYTAJ DALEJ

Liban: w Bejrucie miały miejsce dwie eksplozje, są dziesiątki rannych

2020-08-04 18:27

[ TEMATY ]

Liban

PAP

Dwie silne eksplozje wstrząsnęły we wtorek stolicą Libanu, Bejrutem - informuje agencja AFP, według której są dziesiątki rannych. Telewizja Al-Dżazira pokazuje ogromne płomienie i chmury dymu nad miastem.

Wcześniej agencje i lokalne media pisały o jednej eksplozji, która miała miejsce prawdopodobnie w porcie w Bejrucie, gdzie magazynowane są materiały pirotechniczne. Według tych informacji wybuch był słyszany w wielu częściach miasta.

Agencja AP przekazuje, że w centrum Bejrutu są poważne zniszczenia, w wielu budynkach wyleciały szyby z okien i posypały się sufity, a spod gruzów wyciągani są zakrwawieni ludzie.

Minister zdrowia Libanu Hamad Hasan poinformował, że w wyniku wtorkowej potężnej eksplozji w stolicy kraju Bejrucie jest wielu rannych; są też rozległe zniszczenia. Według agencji AFP doszło do dwóch silnych wybuchów.

Telewizja Al-Dżazira w relacji na żywo pokazuje ogromne płomienie i chmury dymu nad miastem. Do eksplozji doszło prawdopodobnie w porcie, gdzie magazynowane są materiały pirotechniczne.

"Siła wybuchu była ogromna - powiedziała Zeina Khodr z Al-Dżaziry, relacjonująca wydarzenia z Bejrutu. - Szłam ulicą i upadłam na ziemię. Wybuchła panika i zapanował chaos, wszędzie leży szkło".

Wcześniej agencje przekazywały, że w centrum Bejrutu są poważne zniszczenia, w wielu budynkach wyleciały szyby z okien i posypały się sufity, a spod gruzów wyciągani są zakrwawieni ludzie

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję