Reklama

Edukacja

70 lat Szkoły Leśnej w Rogozińcu

„Nauka w szkołach powinna być prowadzona w taki sposób, aby uczniowie uważali ją za dar, a nie za ciężki obowiązek” (Albert Einstein).

[ TEMATY ]

szkoła

jubileusz

Ryszard Kiczor

Siedemdziesiąt lat temu, w dawnych obiektach wojskowych powstała Szkoła Leśna w Rogozińcu. Decyzja o budowie obiektów wojskowych w rejonie wsi Rogoziniec była konsekwencją kontrybucji nałożonej na Francję przez Niemcy po przegranej wojnie między II Cesarstwem Francuskim a Królestwem Prus.

2 listopada 1916 r. gen. Ernst von Wrisberg, szef Departamentu Wojny, podpisał dekret o budowie arsenału składającego się z trzech magazynów środków bojowych: Nahkampfmitteldepot Rogsen (magazyn środków bojowych Rogoziniec, Depot Kutschkau-Rogsen (magazyn Chociszewo-Rogoziniec) i Neben-Artillerie-Depot Bentschen (pozaartyleryjski magazyn Zbąszyń). Po I wojnie światowej Niemcy zostały zmuszone go rozbrojenia i tym samym zniszczenia arsenału, a budynki zostały przeznaczone na inne cele. Zaś po zakończeniu II wojny światowej w 1945 r., niektóre obiekty wojskowe w rejonie Rogozińca i Depotu zostały wykorzystane do celów cywilnych, w tym dla potrzeb szkolnictwa leśnego. Paradoksalnie, to wojna francusko-pruska przyczyniła się do tego, że w rejonie wsi Rogoziniec podjęto decyzję o budowie obiektów wojskowych, które po II wojnie światowej przekształcone zostały na potrzeby dydaktyczne. Rozlegle obszary leśne, dogodny układ komunikacyjny; tor kolejowy i stacja Chociszewo-Rogoziniec, drogi kołowe oraz w dobrym stanie budynki wojskowe, sprawiły, że Rogoziniec był atrakcyjnym miejscem do utworzenia Leśnego Ośrodka Szkoleniowego (L.O.S.) w ówczesnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Gorzowie Wlkp. Okręgu Lubuskiego w Nadleśnictwie Trzciel, leśnictwo Bolewiny.

Przeczytaj także: Zjazd absolwentów z okazji 70. rocznicy powstania szkoły w Rogozińcu

Reklama

W 1947 r. ówczesny Nadleśniczy Nadleśnictwa Trzciel mgr inż. Wojciech Wilusz wraz z współpracownikami; mgr. inż. Zbigniewem Rychlińskim, mgr. inż. Tomaszem Grzeczyńskim i z leśniczym leśnictwa Bolewiny Eugeniuszem Kosko zarekomendował i zaprezentował dawne budynki wojskowe, jak obiekty spełniające warunki dla potrzeb ośrodka szkoleniowego. Przedsięwzięcie to nie doszło do skutku, albowiem jeszcze w 1947 r. w Ministerstwie Leśnictwa podjęto bardzo decyzję o utworzeniu szkoły leśnej w Rogozińcu. To nowe zadanie powierzono ponownie nadleśniczemu mgr. inż. Wojciechowi Wiluszowi i mgr. inż. Władysławowi Piszczatowskiem kierownikowi wydziału szkolenia z D.L.P. w Gorzowie Wlkp. W połowie 1947 r. rozpoczęto prace adaptacyjno-remontowe w dwóch dawnych budynkach wojskowych, aby przystosować je dla potrzeb szkoły leśnej.

W budynku głównym na piętrze powstały sale lekcyjne, a na parterze pomieszczenia biurowe i administracyjne oraz mieszkanie dla dyrektora i wychowawcy internatu, pokoje dla pracowników administracyjnych, i nauczycieli. W drugim budynku (przed II wojną wykorzystywanym na stajnie i garaże wojskowe) powstała: stołówka z pomieszczeniem kuchennym i zapleczem gospodarczym, izba chorych i ambulatorium. Prace adaptacyjne trwały do maja 1948 r. W dniu 21 maja 1948 r. Minister Leśnictwa wydał zarządzenie o utworzeniu jednostki organizacyjnej szczególnej pod nazwą: Gimnazjum Leśne w Rogozińcu. W dniu 4 grudnia 1948 r. na teren szkoły leśnej w Rogozińcu weszli przyszli uczniowie z dwóch klas pierwszej i drugiej z Państwowego Gimnazjum Leśnego w Margoninie. Przeniesieni do Rogozińca, aby kontynuować naukę w Gimnazjum Leśnym, a następnie w Liceum Leśnym I stopnia w Rogozińcu. Gimnazjum funkcjonowało w latach 1948-1949. Pierwszym dyrektorem został mgr inż. Zdzisław Inasiński. Oficjalne uroczyste otwarcie szkoły leśnej w Rogozińcu nastąpiło w dniu 15 lutego 1949 r. z udziałem przedstawicieli Wydziału Szkolenia Departamentu Kadr w Ministerstwie Leśnictwa i władz lokalnych. Powstanie szkoły leśnej wiązało się ze zorganizowaniem cyklu kształcenia, uruchomienia internatu, wyżywienia, noclegów, zapewnienia opieki medycznej. Początkowo dzień w szkole przebiegał wg rytuału quasi wojskowego, zaczynał się pobudką, gimnastyką, potem śniadanie, apel poranny, lekcje, obiad, czas wolny, obowiązkowa nauka własna na stołówce, kolacja i apel wieczorny, cisza nocna. Ten rozkład dnia na przestrzeni lat ulegał znacznym zmianom. Obecnie z dawnego porządku dnia pozostał tylko niecykliczny apel poranny (na, którym omawia się ważne sprawy związane z życiem szkoły) oraz dyżurny internatu i szkoły. W przeszłości każdy dzień w szkole regulowany był zarządzeniem dyrektora.

Reklama

W 1949 r. Gimnazjum Leśne w Rogozińcu z mocy prawa zostało przekształcone w Liceum Leśne I stopnia w Rogozińcu. Technikum Leśne w Rogozińcu powstało w 1951 r. z mocy ustawy, w związku ze zmianami w systemie oświaty. Do klasy pierwszej technikum przyjmowani byli uczniowie po Liceum Leśnym I stopnia z Rogozińca oraz uczniowie z L.O.S. w Zofiówce k/Lubniewic. W 1959 r. powstał wydział zaoczny w technikum, który funkcjonował do 1979 r. Początek i zakończenie działalności tego wydziału wynikało z prawa oświatowego. W latach: 1967-1968 w technikum maturę zdawali eksterniści NOT-u.

Od 2007 r. szkoła prowadzona jest przez Ministerstwo Środowiska. Obecnie jest to Zespół Szkół Leśnych składających się z technikum leśnego – kształcącego w zawodzie technik leśnik i zasadniczej szkoły zawodowej – kształcącej w zawodzie operator maszyn leśnych.

Od momentu powstania szkoły leśnej w Rogozińcu w szkole dominowała troska o kształcenie praktyczne, będące istotnym elementem doskonalenia zawodowego, zarówno ze strony szkoły, jak i ze strony Lasów Państwowych. W praktycznym kształceniu zawodowym zawsze wykorzystywano wszystkie nowoczesne metody i środki w tym multimedia, a szkoła była systematycznie wyposażana w sprzęt, urządzenia do prac leśnych. W pierwszych latach istnienia szkoły, w lasach dominował ręczny sposób wykonywania prac leśnych, używano, kos ręcznych, tasaków, siekier, pił ręcznych, a głównym środkiem transportu były zaprzęgi konne. W takich warunkach uczniowie uczyli się stosowanego sposobu wykonywania zadań gospodarczych. Gdy do leśnictwa wprowadzono, pilarki, mechaniczne środki zrywkowe, również w Szkole Leśnej w Rogozińcu, ta forma pracy była doskonalona przez uczniów. Zmieniały się narzędzia i urządzenia, wzrastała mechanizacja prac leśnych, zmieniała się forma organizacji pracy. Wszystkie te zmiany powodowały dostosowywanie metod i forma kształcenia praktycznego do rzeczywistych warunków. Obecnie Zespół Szkół Leśnych w Rogozińcu kształcenie praktyczne prowadzi w warunkach typowych dla prac leśnych (uczniowie wykonują zadania gospodarcze zlecane przez Nadleśnictwo Babimost) z wykorzystaniem nowych form organizacyjnych i stosowanych technologii w tym multimedialnych. Koordynacją kształcenia zawodowego między szkołą, a nadleśnictwem zajmuje się oddelegowany pracownik nadleśnictwa p. Rafał Rzeszuto (absolwent 1985 r.). Nadleśnictwo zapewnia transport (do dyspozycji szkoły przeznaczone są cztery pojazdy terenowe (Ladrover-Defender) i VW Buss, sprzęt, (pilarki, tasaki, kosy spalinowe) Na wyposażeniu szkoły jest trenażer przyczepy samozaładowczej, maszyna zrywkowa „żelazny koń”, oraz symulator maszyn wielooperacyjnych COMATSU. Szkoła dysponuje rejestratorami leśniczego, w procesie kształcenia wykorzystywane są z kamery GoPro4 z zestawem łączności głosowej PELTOR, zapewniającej uczniom stały kontakt z nauczycielem (instruktorem), co daje możliwość natychmiastowego instruktażu oraz analizy sposobu wykonania nałożonych zadań na podstawie odtwarzanych nagrań audio-wizualnych. Włączenie wirtualnego sposobu uczenia w proces doskonalenia zawodowego skuteczniej zwiększa korzyści dla:

- uczniów - bo mogą zdobywać nowe umiejętności i wiedzę w świecie dostosowanym do rynku pracy,

- szkoły - bo jej mury opuszczają absolwenci w pełni gotowi do zaspokajania potrzeb rynku pracy,

- gospodarki, bo pojawiają się młodzi ludzie spełniający wymogi rynku pracy,

- pracodawców, bo mają przygotowanych merytorycznie pracowników mogących zacząć pracę od zaraz.

Każdy uczeń zaopatrzony jest w środki ochrony osobistej i otrzymuje posiłki regeneracyjne. W ramach kształcenia praktycznego młodzież uzyskuje uprawnienia UDT do obsługi harwesterów, forwarderów oraz urządzeń hydraulicznych na wysięgnikach, drwala operatora pilarek spalinowych, spawacza, prawo jazdy kat T i B. Szkoła prowadzi owocną współpracę międzynarodową, z Czechami, RFN, Federacją Rosyjską, Francją, Szwajcarią.

Szkoła dysponuje internatem, a młodzież zakwaterowana jest w pokojach dwu do czteroosobowych. Każdy segment posiada część sanitarną z łazienką, w internacie jest stołówka, pracownia multimedialna do nauki języków obcych, strzelnica multimedialna, siłownia, kuchnia dla uczniów, kącik telewizyjny. W szkole działają liczne koła zainteresowań, w tym: ASG, koło łucznicze, kulinarne, koło sokolnicze z ośrodkiem rehabilitacji ptaków szponiastych, zespół sygnalistów myśliwskich „Głos Kniei”, koło; historyczne, przyrodnicze, łowieckie i drużyna harcerska, będąca organizatorem licznych rajdów („Panda”). Prowadzone są konsultacje przedmiotowe, zajęcia fakultatywne. Poza lekcjami pedagog i wychowawcy w internacie prowadzą prace wychowawczą, organizując wyjazdy do kina, wycieczki, spotkania z terapeutami, wolontariat oraz inne formy aktywności pozytywnie wpływające i umilające pobyt w szkole. Ważnym elementem w kształceniu młodzieży jest równie edukacja leśna prowadzona przez uczennice i uczniów szkoły na rzecz przedszkoli, szkół podstawowych, gimnazjalnych i dla seniorów. Młodzież uczestniczy w licznych projektach naukowych, konkursach o zasięgu krajowym.

Zjazd absolwentów z okazji 70. rocznicy powstania szkoły, który obył się w dniach 1-2 lipca 2017 r. pokazał, że szkoła leśna w Rogozińcu tworzy swoisty klimat łączący wszystkie pokolenia, niezależnie od roku ukończenia szkoły. Na zjeździe pojawili się absolwenci lat pięćdziesiątych wśród nich pan Cyryl Jurczyszak, absolwent z 1957 r. i dyrektor Karkonoskiego Parku Narodowego w stanie spoczynku, i absolwenci z 2017 r. oraz profesorowie: Józef Jaśkowski (absolwent 1955) i Wacław Adamski, Marian Przeworski (absolwent 1971 r.). Wszyscy uczestnicy zjazdu byli pod wrażeniem wspomnień, które odżyły w murach szkolnych. Tak ważna rocznica była też okazją do wręczenia odznaczeń. Kordelasem uhonorowani zostali: prof. Józef Jaśkowski, prof. Wacław Adamski, dyr. Antoni Pawłowski. Medalem Komisji Edukacji Narodowej uhonorowani zostali: dyr. Antoni Pawłowski, vice dyr. Sylwia Jagodzińska, prof. Jolanta Augustyniak, prof. Agnieszka Wachowiak, prof. Zuzanna Hołyńska. Szkoła wydała monografię licząca 240 stron autorstwa Ryszarda Kiczor (absolwent 1981), w której zawarte zostały ważne obszary życia szkoły ilustrowane licznymi fotografiami oraz spis absolwentów i pracowników.

Decyzję z 1947 r. Ministerstwa Leśnictwa o utworzeniu Szkołym Leśnej w Rogozińcu (zamiast Leśnego Ośrodka Szkoleniowego) należy uznać za jej narodziny, a zarazem początek długiej drogi „ku przyszłości”, której owocem były dziesiątki absolwentów, jej wkład w służbie dla Lasów Państwowych i Polski, a także w wychowanie wielu pokoleń leśników, a przede wszystkim wartościowych ludzi, którzy pozostają na zawsze w naszej pamięci. Dzisiaj jesteśmy szkołą, która kształci i wychowuje, ale również zapewnia przyszłość pokoleniom. Pamiętamy o historii kraju, historii szkoły, a nade wszystko o młodzieży szkolnej, która dla nas nauczycieli i pracowników szkoły jest darem najwyższym. Losy naszych absolwentów są częścią naszej pracy, a ich sukcesy albo porażki są z nami bezpośrednio związane. Pamiętamy o tych, którzy odeszli na zawsze, o twórcach szkoły leśnej: Wojciechu Wiluszu, nadleśniczym Nadleśnictwa Trzciel, Władysławie Piszczatowskim, o naszych profesorach, uczniach, pracownikach i mimo że nie m ich wśród nas, to pamięć o nich trwa, bo w murach szkoły pozostała cząstka ich obecności.

2017-07-18 08:34

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Śląskie: Pożar poddasza przyklasztornej szkoły

2020-09-24 10:11

[ TEMATY ]

szkoła

pożar

Adobe Stock

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne

Nikt nie ucierpiał w czwartkowym pożarze poddasza przyklasztornej Szkoły Podstawowej im. Edyty Stein w Lublińcu (Śląskie). Strażacy nadal walczą z ogniem – poinformował aspirant sztabowy Rafał Romanek z lublinieckiej straży pożarnej.

Ogień pojawił się po godz. 6.30 na poddaszu szkoły, będącej częścią kompleksu, obejmującego również kościół oblatów. Ze względu na wczesną porę w budynku nie było jeszcze dzieci, czwartkowe zajęcia jednak na pewno się nie odbędą.

Strażacy zdołali wynieść książki z biblioteki oraz sprzęt z pracowni komputerowej. Na miejsce akcji zadysponowano 3 drabiny oraz wysokociśnieniowy agregat gaśniczy.

Jak przekazał asp. Romanek, w budynku nie toczyły się żadne prace remontowe. Przyczyny pożaru określą biegli. Ocena skali zniszczeń i określenie, czy budynek będzie nadawał się do dalszego użytkowania, będą możliwe dopiero po ugaszeniu ognia. Wiadomo, że w wyniku działań gaśniczych ucierpiały sale lekcyjne na najwyższym piętrze. (PAP)

autorka: Anna Gumułka

lun/ jann/

CZYTAJ DALEJ

Wszystko było inne niż się spodziewałam. Renata Czerwicka o kulisach autobiografii ks. Pawlukiewicza

2020-09-24 07:22

[ TEMATY ]

ks. Piotr Pawlukiewicz

Renata Czerwicka /RTCK

Czwartek 24 września 2020 r. to data wyjątkowa. To właśnie dziś swoją premierę ma, stworzona tuż przed śmiercią ks. Piotra Pawlukiewicza - jedyna na świecie - autobiografia tego wielkiego kaznodziei pt. "Z braku rodzi się lepsze". Książka ma formę rozmowy. O historii, wierze, tajemnicach i nieznanych faktach z ks. Piotrem rozmawiała Renata Czerwicka, redaktor naczelna Wydawnictwa RTCK. W specjalnym wywiadzie dla „Niedzieli” p. Renata zdradza kulisy postawania wyczekiwanej autobiografii.

Damian Krawczykowski: Jak zaznacza Pani na początku książki – kilka lat musiało minąć, aby ks. Pawlukiewicz zgodził się na tę autobiograficzną rozmowę.. Co nareszcie przekonało ks. Piotra aby się przed Panią otworzyć?

Renata Czerwicka: Nie znam tego jednego konkretnego powodu i już się nie dowiem. Myślę, że ten temat pracował w księdzu Piotrze od dłuższego czasu. Może pogarszający się stan zdrowia dawał mu znaki, że warto w końcu się zdecydować… bo nie wiadomo, jak będzie? Na pewno duży wpływ miała płyta Krzyśka Antkowiaka z tekstami ks. Piotra, która miała wyjść razem z książką, a ksiądz Piotr bardzo czekał na tę płytę. A może uznał, że nie wytrzyma już dłużej moich namów i uległ (uśmiech) Znamy się od kilku lat i naprawdę się lubiliśmy.

Czy „wywiad-strumyk” jak nazwał Waszą książkę sam ks. Pawlukiewicz układał się wg Pani planu? Odpowiedzi, których udzielił ks. Piotr, były takie jakich Pani oczekiwała?

Wszystko podczas tego wywiadu było inne niż się spodziewałam. Wszystko. Ksiądz Piotr po pierwsze był w trudnej sytuacji zdrowotnej, poruszał się na wózku, wiele czynności sprawiało mu ból, co w oczywisty sposób odbiło się na rozmowie, podczas której musieliśmy robić liczne przerwy. Nie dało się też rozmawiać długo, rozłożyliśmy nasz wywiad na 5 dni. Rozmowa jednak ewoluowała i to widać w książce, że dość zachowawcze odpowiedzi na początku później stają się o wiele bardziej otwarte, dotykamy głębszych spraw, o których ks. Piotr mówi więcej. Bardzo mnie te pięć dni rozmów zaskoczyło swoją nieoczywistością, notatki przygotowywane przez kilka tygodni okazały się prawie bezużyteczne. To było spotkanie z człowiekiem, takim prawdziwym z krwi i kości, takim z wadami i zaletami, silnym i słabym... I z pewnością ta rozmowa zaskoczy czytelnika, który zna ks. Piotra głównie jako legendę i wspaniałego kaznodzieję.

Czuła Pani, że przy pracach nad książką ks. Piotr uchyla rąbka tajemnicy swojego życia? Z książki możemy dowiedzieć się dotąd nieznanych faktów o „legendzie polskiego kaznodziejstwa”?

„Uchyla” rąbka tajemnicy to dobre określenie, bo tylko czasami, jakby niechcący mówił więcej, niż tylko trochę. To nie przypadek, że ks. Piotr nie wypowiadał się wcześniej o sobie. Na początku rozmowy widać było, że to jest dla niego trudne i że nie jest do tego przyzwyczajony. Każdego dnia pytał mnie, czy to na pewno dobry pomysł, aby robić ten wywiad. Zastanawiał się, czy ludzi chcą go poznać takiego, jakim naprawdę jest, zamiast żyć jego legendą…Na końcu jednak przyznał, że był to dla niego rodzaj terapii, coś, co bardzo dużo mu dało.

Prawda jest taka, że najwięcej o księdzu Piotrze dowiemy się z książki „Z braku rodzi się lepsze…” czytając między wierszami, czytając sercem, z dużą wrażliwością. On był niezwykle wrażliwym i głębokim człowiekiem, choć z drugiej strony, tak bardzo zwyczajnym.

Co Panią najbardziej zaskoczyło w tym wywiadzie? Jakiś szczególny fragment, historia?

Wiedziałam, że muzyka jest dla niego ważna, ale nie wiedziałam, że aż tak. Duża część naszych rozmów łączyła się ze wspólnym słuchaniem jego ulubionych piosenek. Kiedy włączałam piosenki SBB albo Grechuty, całkiem się zmieniał. Dosłownie, fizycznie. Twarz mu promieniała, prostował się na kanapie, uśmiechał. Kiedy słuchał muzyki, zatapiał się w nią, jednoczył wręcz. Coś niezwykłego. Chyba nigdy nie spotkałam kogoś, kto tak przeżywałby muzykę… Jak o tym myślę teraz, to chyba jednak wizja powstania płyty muzycznej z jego tekstami była dla niego dużą motywacją do tego wywiadu. Nie zdążył posłuchać całej płyty Krzyśka „Zostanie mi muzyka…”, ale na pewno bardzo by się nią cieszył. Na pewno. Marzył, aby ktoś zrobił taką płytę. Sądzę, że bardzo warto sięgnąć po jego biografię właśnie razem z tą płytą, bo w jego tekstach i kompozycjach Krzyśka Antkowiaka można odnaleźć jeszcze więcej księdza Piotra.

A jaki był Ksiądz Piotr podczas tworzenia tej książki? Wiemy, że było to na niedługo przed śmiercią. Czy znane mu poczucie humoru nadal mu towarzyszyło? Widać było że jego wiara wraz z rozwojem choroby się zmienia? Pogłębia, pogarsza?

I znów nie mogę odpowiedzieć w prosty sposób. Myślę, że dla samego księdza Piotra jego stan ducha był zagadką i wyzwaniem. Relacja z Chrystusem i to jak ją przeżywał była dynamiczna, zmieniała się, tak o tym mówił, choć nie dosłownie. Jak sam przyznał, Parkinson nie przymnożył mu wiary, ale powiększył pole do przemyśleń. To co mnie zaskoczyło, to że ani razu nie próbował Boga nazwać prosto, opisać jednym zdaniem i zamknąć w krótkiej definicji. Uderzało to, jak bardzo zachwycał się Jego majestatem. W jednym miejscu powiedział:

„Teraz szykuję sprytny manewr. Jak już wrócę na ambonę, mam ochotę powiedzieć: Ludzie, Pan Bóg jest tak inny, tak fanta­stycznie przerastający nasze pojmowanie, że… nie ma o czym gadać. Co tu gadać…? Nie możemy ogarnąć rozumem ko­mórek nowotworowych, a Boga chcemy zrozumieć?!”

Poczucie humoru, z którym ksiądz Piotr jest tak bardzo kojarzony oczywiście się nie zmieniło, ale tym razem znacznie więcej było wzruszeń, poważnych min i wspólnego milczenia, niż śmiechu.

Moją rolą w tym wywiadzie, oprócz zadawania pytań i rozmowy w dużej mierze było także uszanowanie granic księdza Piotra. Tego o czym chciał mówić i o czym nie chciał. Wiele wątków nie dokończyliśmy, niektóre przerwaliśmy... Kiedy odszedł, nie wiedziałam, jak ogarnąć temat nad tekstem. Ale wyszło naturalnie… Co niedopowiedziane, zostało niedopowiedziane. I to dobrze, bo człowiek nie jest prostym zbiorem pytań i odpowiedzi, ale najbardziej skomplikowanym stworzeniem na ziemi. I zawsze jest i pozostaje jakąś tajemnicą… Ja osobiście czułam, że podczas tej rozmowy miejscami obcowałam z pewną mistyką, czymś, co mnie przerastało. Nigdy tej rozmowy nie zapomnę… Nigdy.

Na koniec krótko: Ks. Piotr Pawlukiewicz jest dla mnie….

Tajemnicą… Inspiracją.

Dziś tytuł książki „Z braku rodzi się lepsze…” nabiera zupełnie nowego wymiaru. W książce widać, że wszystko co najlepsze w życiu ks. Piotra, rodziło się z jakiejś słabości, jakiegoś braku… Dziś brak księdza Piotra. Co lepszego się tego urodzi?... Bardzo jestem ciekawa. A że tak będzie – nie mam wątpliwości.

_____________________________________________________

Ks. Pawlukiewicz /fragmenty z autobiografii:

Czy jest coś, co chciałby Ksiądz powiedzieć teraz ludziom, którzy będą czytać tę książkę?

(Zamyśla się..)

Chciałbym powiedzieć: Trzymajcie się swoich księży w para­fiach. Trzymajcie się tradycyjnego duszpasterstwa i uważajcie na takich księży, jak Pawlukiewicz. Bo tu łatwo o chęć błysku i popisu.

______________________

Przede wszystkim trzeba kochać. Kocham człowieka, jeśli za­leży mi na tym, żeby on poszedł do Nieba. Myślę sobie, że przed każdymi rekolekcjami ksiądz powinienem usiąść i skon­centrować się, czy chce, żeby te zakonnice czy ci księża, czy ci świeccy poszli do Nieba. Czy zależy mu na nich, czy na tym, żeby zabłysnąć.

Zachwycić ludzi można dość łatwo. Można skleić z Ewangelii jakiś tekścik całkiem tęgi intelektualnie, ale czy ja chcę, żeby ci moi słuchacze poszli do Nieba?

Ktoś przyjeżdża z głoszenia rekolekcji i mówi: „Ale miałem rekolekcje! Tysiące ludzi przychodziło”. Ale czy ty, brachu, chciałeś, żeby oni poszli do Nieba, czy tylko chciałeś ich przekonać o nieomylności Kościoła albo potrzebie głębokiej modlitwy? No właśnie. Nie szarżuj. Nie szarżuj, bo możesz zagubić główny cel nauczania, jakim jest doprowadzenie ludzi do bram Nieba.

_______________________________

Więcej o książce: Zobacz

RTCK

CZYTAJ DALEJ

Jak pomóc uchodźcom? Zaproszenie na krakowskie obchody Dnia Migranta i Uchodźcy

2020-09-24 16:43

AB

Alina i Natalia, obywatelki Kirgistanu, dziś szczęśliwe mieszkanki Krakowa

Alina i Natalia, obywatelki Kirgistanu, dziś szczęśliwe mieszkanki Krakowa

Czego potrzebują mieszkający w Polsce uchodźcy i migranci? Z jakimi wyzwaniami się mierzą? Odpowiedzi na te i inne pytania poznamy w najbliższą sobotę 26 września.

27 września przeżywać będziemy 106. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. W sobotę, 26 września, Wspólnota Hanna organizuje krakowskie obchody tego dnia. W programie znajdą się m.in. wykłady on-line, rozmowy z osobami, które na co dzień pracują z migrantami w Polsce i za granicą, a także świadectwa uchodźców z Czeczeni. Transmisja odbywać się będzie na kanale Wspólnoty Hanna.

Zależy nam na tym, żeby usłyszeć głos uchodźców. Często wypowiadamy się na temat jakichś grup ludzi, zamiast z nimi porozmawiać. Dlatego zapraszamy Milanę, Khedi i Shahera, którzy podzielą się swoją historią. Dowiemy się też, jak wygląda obecna sytuacja na Lesbos – mówi Joanna Malec.

Po internetowych prelekcjach organizatorzy zapraszają do wspólnej modlitwy w kościele Ojców Dominikanów. O godz. 19.30, w bazylice św. Trójcy w Krakowie zostanie odprawiona Msza św. w intencji migrantów i uchodźców. Oprócz duchowego wsparcia Wspólnota Hanna zachęca do aktywnego działania na rzecz znajdujących się w potrzebie obcokrajowców.

– Warto zadać sobie pytanie: czego ja bym potrzebował, gdybym uciekał przed niebezpieczeństwem i znalazł się w obcym państwie? Podejdźmy do tych osób, jak do ludzi takich jak my – z otwartością, ciepłem, bez strachu – dodaje Joanna.

Wspólnota Hanna już po raz drugi organizuje krakowskie obchody Światowego Dnia Migranta i Uchodźcy. Jak informuje Joanna, członkowie grupy – w odpowiedzi na zachętę papieża Franciszka – pragną radykalnie żyć ewangelią. Oprócz koordynacji sobotniego wydarzenia Wspólnota Hanna pomaga osobom bez domu oraz uczestniczy w modlitwach za zranionych w Kościele.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję