Reklama

Polska

"Tak właśnie mamy się modlić" - Wincenty Łaszewski, wielki mariolog

Wincenty Łaszewski, wielki mariolog, najbardziej znany polski autor książek o Matce Bożej dzieli się z nami szokującym wyznaniem: Studiowaniu mariologii i kultu maryjnego poświęcałem wszystkie wolne chwile, dryfując trochę ku temu, o czym mówi papież Benedykt XVI "uważajcie, bo najlepszym teologiem, o którym Jezus wspomina, jest diabeł", aż zrozumiałem, że po pierwsze wcale nikogo do Pana Boga nie przyciągam, a po drugie - żaden ślad po tym nie zostanie.

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Maryja

blogpress.pl, YouTube.com

Edyta Tombarkiewicz: Od kiedy Maryja stała się dla Pana ważna?

U mnie nie zaczęło się to ani od żadnego objawienia, ani od rekolekcji, ani od odkrycia przez kogoś tajemnicy piękna i mocy Matki Bożej. Zaczęło się od drogi intelektualnej. Na początku 1976 roku zafascynowała mnie tajemnica Matki Najświętszej jako ideału człowieka zjednoczonego w pełni, bardziej niż ktokolwiek inny, z Bogiem, który Jest.

Wtedy byłem w miarę młody, a młodzi stawiają pytania o tym kim jest człowiek, jak stać się w pełni sobą – szczęśliwym. Ja gdzieś wewnętrznie wyczuwałem, że taką drogą, by poznać prawdę o sobie jest Matka Najświętsza. Tuż po lekturze książki "Na wschód od Edenu" Steinbecka, zapadły we mnie słowa jednego z jej bohaterów: "Pamiętaj, człowiek nie będzie słuchał opowieści, która nie mówi o nim". Zrozumiałem wtedy, że cokolwiek człowiek bada – opowiada to tak naprawdę sobie, a nauka nas niesie tylko wtedy, kiedy w niej odkrywamy kawałek siebie.

Czy to wprowadziło Pana w świat nauki?

Na pewno. Tak między innymi trafiłem na studia mariologiczne. Zacząłem pochylać się nad historią Matki Bożej jak nad niezrozumiałą dla mnie tajemnicą mnie samego i każdego innego człowieka pytając Boga: 'Jak na przykładzie tajemnicy niepokalanego poczęcia Maryi człowiek może się spełnić i być szczęśliwy' . Ona jest bez grzechu, a więc mogła w pełni odpowiedzieć na wolę Bożą. A ja, pochylając się nad Nią, czułem że w pewien sposób doświadczam łaski reparacji mojego życia, żeby ono było też takie dobre, piękne i szczęśliwe.

Kim więc była dla Pana Matka Boża?

Była nie tyle wzorem kobiety, archetypem matki, co wzorem każdego człowieka – i mężczyzny i kobiety. Studiowałem ten temat przez trzynaście lat. Maryja, oprócz tego, że się do Niej modliłem, stała się moim przedmiotem badawczym, który prowadził mnie do prawdy o sobie i drugim człowieku. Pasjonowałem się antropologią, bo człowiek potrzebuje znaleźć klucz do pełni życia, do szczęścia.

Reklama

Otworzyła się więc przed panem kariera naukowa?

W międzyczasie zrobiłem doktorat, zacząłem drogę habilitacji w Augsburgu, tak więc byłem na progu jakiejś pseudokariery w Kościele jako mariolog i nagle zrozumiałem, że to wszystko jest tak naprawdę na nic. Otrzymałem przekonanie, że nikogo w ten sposób nie zbliżę do Matki Bożej, bo ta piękna teologia jest hermetycznie zamknięta w swoim słownictwie, może czasem cytowana na wykładach w seminarium, ale to nikogo nie nawróci. Mało tego – nie pozostanie po tym śladu! Dziś prawie nikt nie pamięta kim był Karl Rahner. Studiowaniu mariologii i kultu maryjnego poświęcałem wszystkie wolne chwile, dryfując trochę ku temu, o czym mówi papież Benedykt XVI "uważajcie, bo najlepszym teologiem, o którym Jezus wspomina, jest diabeł", aż zrozumiałem, że po pierwsze wcale nikogo do Pana Boga nie przyciągam, a po drugie – ślad po tym nie zostanie. Gwoździem w tym wszystkim było odwrócenie definicji pojęcia 'teologia'. Skoro teologia to nauka o Bogu, to przedmiotem badawczym teologii jest Bóg.

Przedmiotem, a nie Osobą! Martwy przedmiot: Pan Bóg, Matka Najświętsza. Ja, który zajmowałem się tak półprofesjonalnie teologią miałem w ręku taki oto przedmiot, na którym robiłem różne sekcje, żeby pokazać coś, czego jeszcze nikt nie pokazał. Tego samego dnia zerwałem z teologią na dobrych parę lat. A w porzuceniu tej dziedziny pomogło mi zrozumienie, że jedyną teologią jaka jest dla Kościoła skarbem, który wciąż w nim trwa, jest teologia świętych. A ponieważ mnie do świętości było dalej niż komukolwiek, uznałem, że Pana Boga nie znam i nie mam prawa się Nim zajmować, bo był dla mnie przedmiotem nauki, a nie Osobą.

Ale jednak nie był to koniec?

Reklama

No nie, bo potem Kościół jakoś sam mnie odszukał. Poproszono mnie, abym, będąc przygotowany teologicznie, zajął się tym, co najbardziej ludziom jest potrzebne: tematem objawień fatimskich. Zadzwonił do mnie w tej sprawie ks. Mirosław Drozdek z Zakopanego. Znalazł mnie, bo popełniłem zakończenie do jednej z pierwszych w Polsce książek o Fatimie. Zaczął mnie swoim kolbiańskim Bożym szaleństwem pociągać. Matka Boża Fatimska była dla niego absolutnie wszystkim. Poświęcał na Nią każdą chwilę swojego życia, ze snem włącznie. A ja w tamtym okresie życia szukałem jakiegoś duchowego mistrza, dla którego jest tylko Bóg i nic więcej. I wtedy odkryłem to, czego tak się obawiałem – cały świat maryjnej pobożności, znaków, interwencji, matczynej opieki Maryi i Jej pochylania sie nad światem. Zachwyciłem się też objawieniami w Guadalupe, a słowa, które Maryja tam wypowiedziała są żywe w moim sercu, aż do dziś.

Wrócił Pan do roli eksperta od Matki Bożej?

Chyba nie, bo nie umiałem znieść sposobu, w jaki o Niej pisano. Kiedyś ktoś przysłał mi książkę o Maryi do recenzji, a ja strasznie tego autora skrytykowałem, że to co napisał jest bez sensu, teologicznie niepoprawne, a do tego ta treść ludzi nie zmieni, bo przez nią człowiek nie rozwinie w sobie tęsknoty za byciem świętym, tak jak Maryja, która zawsze była z Bogiem. W odpowiedzi usłyszałem: 'jak Pan jest taki mądry, to niech Pan napisze lepiej!'. I tak mnie to dziwnie dotknęło. Poczułem, że może rzeczywiście moim obowiązkiem jest spróbować. Pojawiły się wtedy różne zamówienia od wydawców, zacząłem coś pisać i, ku mojemu zdumieniu, oni to przyjmowali. Dziś, już nie do końca utożsamiałbym się z tymi tekstami, bo człowiek z wiekiem patrzy na siebie krytyczniej, ale zawsze traktowałem to jako służbę w Kościele wyznając naczelną zasadę, że nie napiszę nic, nie mając pewności, że nikt tego jeszcze nie zrobił i chyba długo nie zrobi. Po śmierci Jana Pawła II mówiono o nim w mediach, rozważano wszystko, oprócz faktu 'Totus Tuus', z którego wynikało praktycznie wszystko, cokowiek robił. Przez dwa lata nikt nic o tym nie wspomniał, więc napisałem książkę: "Cuda Maryi w życiu Jana Pawła II", żeby pokazać o nim prawdę. No i tak ta moja służba wyglądała do roku 2012, kiedy urodziło się nam niepełnosprawne dziecko.

Jak zmieniło to Pana patrzenie na teologię i sens życia?

Zobaczyłem przede wszystkim jak wielką miłość do takiego dziecka ma jego matka, zapomina o wszystkim, a całe swoje życie poświęca na jego rehabilitację. Słowo rehabilitacja w języku teologicznym oznacza 'przywrócenie człowiekowi godności, odkrycie jego piękna'. A to był przecież motyw moich naukowych poszukiwań, nosząc przekonanie, że Maryja mnie zrehabilituje, że w Niej mogę odkryć w pełni swoją godność jako Bożego stworzenia. Przy takim dziecku wszystkie plany idą w niepamięć i człowiek odkrywa nowy sens, o wiele głębszy, wręcz namacalny. Zobaczyłem siebie wtedy jako niepełnosprawne dziecko Matki Bożej, grzesznika, który przewraca się i wstaje, a jego postęp nie zależy od siły jego woli. Ja jestem niepełnosprawnym dzieckiem, które Matka Boża musi uczyć chodzić, mówić. Mam świadomość, że nigdy nie będę dobrze chodzić, ani dobrze mówić, ale jak będzie trzeba, to Matka Boża weźmie mnie na ręce i poniesie.

Kościół zawsze głosił, że Maryja ma w naszym życiu bardzo osobistą, dotykalną rolę, ale dopóki człowiek nie ma w życiu wydarzenia, które pomoże mu to przeżyć, to tego nie zrozumie.

Ostatnio spotkał się Pan z tysiącami osób na Maryjnym Forum Charyzmatycznym w Szczecinie, jakie było Pana wrażenie takiego Kościoła, który właśnie dotyka nieba?

Ja nigdy nie byłem charyzmatykiem, moja duchowość jest ukryta, ale w tych dniach odkryłem prawdziwą Matkę Bożą. Wcale nie tańczącą, mówiącą językami, czy śpiewającą, ale taką szarą, zwyczajną, że gdyby się pojawiła pośród nas, to byśmy Jej nie poznali, bo Ona tylko serce ma inne. To doświadczenie mi pokazało, że my Jej zupełnie nie znamy i nie wpuszczamy do swojego życia. Mówimy 'przyjdź, wejdź, prowadź', ale to są tylko słowa za którymi niewiele stoi. Krzywdzę teraz pewnie 99,9 procent wierzących.

To czego nam brakuje?

Doświadczenia wiary, które miała Maryja. Nasza wiara wynika bardziej z przekazu rodziców, katechezy, kazań niedzielnych, rekolekcji, ale nikt z nas nie powie jak kardynał Stefan Wyszyński: "Wiem! Dlatego wierzę". To jest właśnie doświadczenie zupełnie innego świata. I zrozumiałem, że to dotyczy także Matki Najświętszej, która jest w takim Kościele. 'Oni nie są z tego świata' – mówił Jezus. A Matka Boża, która jest blisko, która jest jakby kluczem do Serca Jezusa, jest nam niezbędna, żebyśmy zrozumieli, że ten cały świat supermarketów, gonienia za byciem młodym, pięknym, zawsze zdrowym i bogatym - jest niczym. Ten prawdziwy Kościół, który zwycięży szatana, zgromadzi się wokół Maryi. Będą to ludzie o większym doświadczeniu Boga, niż tego świata, a Matka Boża ma nas do tego doprowadzić.

Co by Pan poradził tym osobom wierzącym, które jeszcze osobiście nie znają Maryi?

Sercem odmawiać różaniec. Spotkałem teraz charyzmatyków, którzy rzeczywiście wołaja do Boga i On się odzywa. Sam tego doświadczyłem, że Pan Bóg jest na tyle prawdziwy, że jeśli człowiek Go prawdziwie woła, to On prawdziwie jest. Natomiast ci ludzie wielkiej modlitwy i pokornego przyjmowania Jego natchnień, nie umieli sercem odmawiać różańca. Uznaję za niezbędne połączenie w Kościele charyzmatów, czyli wymiaru proroczego, z tym tradycyjnym, wielkim różańcem – to by był naprawdę wybuch nadprzyrodzoności. Ludzie Kościoła muszą znaleźć w sobie doświadczenie Pana Boga, inaczej nic z tego nie będzie – nie uradują się Kościołem, Komunia Święta będzie dla nich przyjmowaniem wafelka, a różaniec - klepaniem zdrowasiek.

To jak mamy się modlić?

Anioł w Fatimie pokazał dzieciom jak aniołowie w niebie padają przed majestatem Boga na twarz. Niosły one w sercu przez całe swoje krótkie, a w przypadku Łucji – długie życie: obraz modlitwy anioła na kolanach, padającego głową w proch. Warto zamknąć się w swoim pokoju i paść przed Bogiem właśnie w ten sposób, a doświadcza się wtedy, że jestem zerem, naprawdę nikim, że moje wielkie zdanie o sobie samym jest nic nie warte; a jednocześnie, że Bóg jest nieskończonością, a człowiek – jednością, bo Pan Bóg stworzył także nasze ciała. Wtedy nawiązuje się właściwa relacja między człowiekiem a Bogiem i Pan Bóg może nasze serca włożyć w Siebie. I to nie jest teologia, od której dziś rozmowę zaczęliśmy, a doświadczenie. Dopiero w tym miejscu zaczyna się przygoda z Bogiem, która zmienia człowieka.

Rozmawiała: Edyta Tombarkiewicz

Wywiad jest częścią akcji Pokochaj Maryję organizowanej przez Fundację Holy Mary Team: www.hmt.org.pl lub www.facebook.com/holymaryteam.

2017-06-09 09:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Udany odpust mimo koronawirusa. Wkrótce zapraszają na koncert

2020-08-06 20:48

[ TEMATY ]

odpust

Maryja

św. Franciszek

koncert organowy

porcjunkula

MJscreen

Odpust Porcjunkuli w Cieszynie.

Dziś wszyscy tworzymy Porcjunkulę, cząsteczkę. Razem z nami trwa na modlitwie Maryja, która jest przede wszystkim dla nas Matką. Jej nie jest obojętny nasz los. Ona uczy nas zawierzenia Bogu nie słowami, lecz przykładem życia. Przypomina, że wszelkie odpowiedzi znajdziemy w Chrystusie – powiedział ks. Tomasz Kotlarski na odpuście w Cieszynie.

Parafia św. Elżbiety w Cieszynie przeżywała 2-dniowe uroczystości z okazji odpustu Porcjunkuli ku czci Matki Bożej Anielskiej. W tej świątyni znajduje się obraz Matki Bożej Anielskiej, który przedstawia, jak św. Franciszek wyprasza odpust.

Świętowanie rozpoczęło się w sobotę 1 sierpnia Nieszporami Maryjnymi i Mszą św. Co roku ten odpust miał bardzo uroczystą oprawę. W tym roku jednak, z powodu epidemii, nie było tak bogatej zewnętrznej oprawy ani tzw. imprez towarzyszących. Koncentrowali się na duchowym przeżywaniu tych dni. – Przeżywamy trudny czas, który z pewnością nas wszystkich zaskoczył. Ale mimo tego trudnego doświadczenia pragnęliśmy normalnie przeżywać ten czas z Panem Bogiem i móc zyskać odpust zupełny, czyli darowanie kar, które słusznie się nam należą. Ten odpust jest wielkim darem, który trzeba nam ciągle na nowo odkrywać – zaznacza administrator parafii ks. Tomasz Kotlarski. Dodaje, że ucieszył go fakt, że dużo osób uczestniczyło w uroczystościach odpustowych: parafianie i goście, siostry zakonne, przedstawiciele grup parafialnych, poczty sztandarowe.

W wygłoszonym kazaniu zauważył, że Pan Bóg powołał św. Franciszka do szczególnej służby w świecie i w Kościele, a jego misja miała polegać na odbudowaniu duchowego Kościoła. Ulubionym miejscem modlitwy Franciszka była mała kapliczka poświęcona Matce Bożej Anielskiej. Tam zgromadził pierwszych swych braci. – W 1216 r. w kapliczce św. Franciszek ujrzał jasność: Chrystusa na tronie i Maryję, otoczonych chórami aniołów. Pan Jezus zapytał: „Franciszku, czego byś pragnął dla zbawieniu dusz? Proszę, aby każdy kto przekroczy ten próg kościoła skruszony, otrzymał odpust zupełny za wszystkie popełnione grzechy”. Matka Boża w otoczeniu aniołów przypomina nam o miejscu naszego przeznaczenia, bo nasza ojczyzna jest w niebie, tu jesteśmy tylko pielgrzymami. To prawda głęboko wpisana w nasze ziemskie pielgrzymowanie: pielgrzymujemy przez życie ku życiu – podkreślił ks. T. Kotlarski dodając, że jedynym językiem, na które należy przełożyć swoje troski, jest język modlitwy.

Po Mszy św. wieczornej przeszła wokół kościoła Procesja Maryjna. Mężczyźni nieśli figurę Matki Bożej, a wierni świecie świece. A przed Mszą wieczorną w niedzielę oprawiono nabożeństwo do Matki Bożej Anielskiej.

O odpuście będzie można również poczytać w Niedzieli – w dodatku Niedziela na Podbeskidziu nr 33 na 16 sierpnia 2020 r.

Wkrótce w tejże parafii odbędzie się koncert w ramach Wieczorów Muzyki Organowej i Kameralnej u św. Elżbiety. Organizatorzy zapraszają do kościoła w niedzielę 16 sierpnia o godz. 19:00. Na altówce zagra Anna Utmańczyk, a na organach - Tomasz Barcik. Będzie można złożyć ofiarę na remont zabytkowych organów.


CZYTAJ DALEJ

USA: Archidiecezja Detroit zabroniła grupom LGBT sprawowania liturgii w obiektach kościelnych

2020-08-11 09:35

[ TEMATY ]

USA

LGBT

Adobe Stock

W sobotę 8 sierpnia archidiecezja Detroit wystosowała komunikat, zabraniając dwóm grupom LGBTQ: Dignity Detroit oraz Fortunate Families Detroit sprawowania liturgii w obiektach kościelnych.

Odrzucają one nauczanie Kościoła w kwestiach dotyczących moralności. Uczy on bowiem, że „osoby homoseksualne są wezwane do czystości. Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one - stopniowo i zdecydowanie - do doskonałości chrześcijańskiej” (KKK 2359). Archidiecezja zaznacza, że nie można odprawiać Mszy św. dla grup publicznie odrzucających tę naukę Kościoła.

W komunikacie przypomniano, że w marcu b.r. list w tej sprawie skierował do kapłanów biskup pomocniczy, Gerard Batterby. Prosił on duchownych, by „powstrzymywali się od odprawiania Mszy św. dla członków Dignity Detriot, i nie wprowadzali zamętu wśród wiernych. Nie ma bowiem innych, sprzecznych z nauką Kościoła dróg do świętości. W czerwcu b.r. archidiecezja w oparciu o „klauzulę moralności” zwolniła z pracy dyrektorkę muzyczną publicznie manifestującą swoje skłonności homoseksualne. Archidiecezja zaznacza, że pragnie posługiwać wszystkim wiernym, w tym osobom określającym siebie jako homoseksualne a także ich rodzinom. Nie oznacza to jednak rozmywania, a tym bardziej odrzucania nauki Kościoła jasno wyrażonej w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Czytamy w nim bowiem, że „akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane. Są one sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane” (KKK 2357).

CZYTAJ DALEJ

CKE: Maturę zdało 74 proc. tegorocznych absolwentów

Maturę zdało 74 proc. tegorocznych absolwentów szkół ponadgimnazjalnych; 17,2 proc. abiturientów, którzy nie zdali jednego przedmiotu, ma prawo do poprawki we wrześniu - poinformował we wtorek dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej Marcin Smolik.

Spośród tegorocznych absolwentów liceów maturę zdało 81,1 proc., a prawo do poprawki ma 12,5 proc.

Spośród tegorocznych absolwentów techników maturę zdało 62,2 proc., a prawo do poprawki ma 24,9 proc.

Maturzyści muszą obowiązkowo przystąpić do trzech egzaminów pisemnych: z języka polskiego, matematyki i języka obcego nowożytnego (obligatoryjne są na poziomie podstawowym; chętni mogą je zdawać także na rozszerzonym). Abiturienci musieli też obowiązkowo przystąpić do jednego pisemnego egzaminu z przedmiotu do wyboru; chętni mogli przystąpić jeszcze do pięciu takich egzaminów.

W tym roku abiturienci nie musieli przystępować do dwóch – obowiązkowych w latach ubiegłych – egzaminów ustnych: z języka polskiego i z języka obcego. Przeprowadzone zostały one tylko i wyłącznie dla zdających, którzy muszą przedstawić wynik uzyskany z egzaminu w części ustnej w postępowaniu rekrutacyjnym na uczelnię zagraniczną.

Aby zdać maturę, trzeba uzyskać z przedmiotów obowiązkowych co najmniej 30 proc. punktów możliwych do zdobycia; w przypadku przedmiotów do wyboru nie ma progu zaliczeniowego.

Maturzysta, który nie zdał jednego obowiązkowego egzaminu, ma prawo do poprawki we wrześniu.

Maturzysta, który nie zdał więcej niż jednego obowiązkowego egzaminu, może poprawiać wyniki dopiero za rok.

8,8 proc. tegorocznych absolwentów nie zdało egzaminu z więcej niż jednego przedmiotu. Wśród absolwentów liceów takie osoby stanowią 6,4 proc., wśród absolwentów techników - 12,9 proc. (PAP)

Autorka: Danuta Starzyńska-Rosiecka

dsr/ krap/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję