Reklama

Niedziela Lubelska

Szturm do nieba

Wąwolnica to miejsce, do którego co roku pielgrzymuje najwięcej osób w naszej archidiecezji – mówi abp Stanisław Budzik.

Niedziela lubelska 35/2026, str. I

[ TEMATY ]

Wąwolnica

Paweł Wysoki

Cudowna interwencja zainicjowała trwający już niemal 750 lat kult Matki Bożej Kębelskiej

Cudowna interwencja zainicjowała trwający już niemal 750 lat kult Matki Bożej Kębelskiej

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W największym zgromadzeniu wiernych, jakie ma miejsce na wąwolnickich błoniach w pierwszą niedzielę września, uczestniczy kilkanaście tysięcy wiernych. Maryjne uroczystości z okazji rocznicy koronacji Matki Bożej Kębelskiej, rozłożone w czasie, gromadzą kilkadziesiąt tysięcy wiernych. Według statystyk prowadzonych przez sanktuarium w ciągu doby Komunię świętą przyjmuje wówczas ok. 50 tys. osób.

Reklama

Duchowe serce Lubelszczyzny od wieków przyciąga pielgrzymów szukających nadziei, ukojenia i umocnienia. Historia wąwolnickiego sanktuarium sięga początków chrześcijaństwa w Polsce. Kluczowe wydarzenie, które na zawsze odmieniło losy spokojnej miejscowości, miało miejsce w 1278 r. Ziemia Lubelska ulegała wówczas niszczycielskim najazdom tatarskim. Barbarzyńskie hordy łupiły okoliczne wioski, ale dziedzic Wąwolnicy Otto Jastrzębczyk śmiało stawił im opór. Według parafialnych kronik wrogie oddziały rozbiły obóz w kębelskim lesie, gromadząc tam zrabowane kosztowności i pojmanych niewolników. Wśród łupów znalazła się figura Matki Bożej. Najeźdźcy, wiedząc o głębokiej czci, jaką Polacy darzą Maryję, zaczęli publicznie Ją znieważać. Wtedy nastąpiła niezwykła interwencja. Nad ustawioną na głazie figurą ukazała się oślepiająca jasność, a rzeźba uniosła się w powietrze i stanęła na koronie pobliskiej lipy. Przerażeni najeźdźcy, biorąc cud za zapowiedź nieszczęścia, w popłochu uciekli. Figura powróciła na miejsce, w którym dziedzic wzniósł następnie kaplicę. W 1700 r. łaskami słynącą figurkę Pięknej Pani przeniesiono do kaplicy na wzgórzu zamkowym w Wąwolnicy, gdzie do Maryi nieustannie przychodzą wierni. Miejsce cudownego zdarzenia w Kęble z historycznym kamieniem również jest miejscem wytrwałej modlitwy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

W 700. rocznicę objawień, za zgodą papieża Pawła VI, bp Bolesław Pylak dokonał koronacji figury Matki Bożej Kębelskiej. Przygotowaniem uroczystości, która zgromadziła ponad sto tysięcy wiernych, zajmował się ks. Józef Gorajek. Na koronację zaprosił Prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego i kard. Karola Wojtyłę z Krakowa. Obydwaj znali sanktuarium w Wąwolnicy z czasów studiów i pracy na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Żaden z nich nie mógł jednak wziąć udziału w uroczystościach, ponieważ w tym czasie uczestniczyli w konklawe i inauguracji pontyfikatu Jana Pawła I w Rzymie. Nikt wówczas się nie spodziewał, że wkrótce Polak zasiądzie na stolicy Piotrowej. Wydarzenia sprzed niemal 50 lat dały nowy impuls w rozwoju sanktuarium, o które troszczyli się charyzmatyczni duszpasterze śp. ks. inf. Jan Pęzioł i śp. ks. Jerzy Ważny, których misję kontynuuje ks. Mirosław Bielecki.

Wąwolnica to miejsce nieustannego modlitewnego szturmu do nieba. W zamkowej kaplicy Maryja niezmiennie wita wszystkich uśmiechem i otacza pełną miłości matczyną troską. Prowadzona od lat „Księga Łask” zawiera setki wzruszających świadectw nawróceń, uzdrowień, daru potomstwa… Warto tam być w wyjątkowy wrześniowy weekend (szczegółowy program na www.lublin.niedziela.pl), gdy z tysięcy serc ku niebu płynie ufne Zdrowaś.

2026-08-25 08:42

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sposób na życie

Niedziela lubelska 41/2025, str. VI

[ TEMATY ]

Wąwolnica

Agnieszka Marek

Jubileuszowe zdjęcie chórzystów

Jubileuszowe zdjęcie chórzystów

Parafialny chór jest kuźnią muzycznych talentów.

Chór Jubilate Deo z sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy świętuje 30-lecie istnienia. Główne uroczystości odbyły się 28 września i zostały włączone w finał III Ogólnopolskiego Festiwalu Muzyki Organowej i Kameralnej. – To piękni ludzie i piękny zespół – powiedział kustosz ks. Jerzy Ważny. Z humorem dodał, że chór był w parafii na długo przed jego przyjściem do Wąwolnicy, a już na poważnie życzył artystom, aby jak najdłużej służyli we wszystkim Panu Bogu.
CZYTAJ DALEJ

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest miłość"

Niedziela łódzka 22/2003

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Adobe Stock

Św. Teresa z Lisieux

Św. Teresa z Lisieux

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.

Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym, i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter. Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest. Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości. Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość Panu Bogu". Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla". Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość, bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali". Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy. Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
CZYTAJ DALEJ

Ewangelizował nawet na swoim pogrzebie. Kąty Wrocławskie pożegnały ks. Wojciecha Draba

2026-10-01 21:10

[ TEMATY ]

bp Marek Mendyk

diecezja świdnicka

ks. Krzysztof Ora

pogrzeb kapłana

ks. Wojciech Drab

ks. Mirosław Benedyk/Niedziela

Ks. Kan. Wojciech Drab (1971-2026)

Ks. Kan. Wojciech Drab (1971-2026)

Pogrzeb ks. Wojtka stał się dla mnie nadzwyczajnymi rekolekcjami o kapłaństwie, o życiu pomimo śmierci, o Kościele, który jest piękną wspólnotą – napisał po uroczystości ks. kan. Krzysztof Ora. I rzeczywiście: 1 października w Kątach Wrocławskich nie zabrakło łez i bólu, ale jeszcze mocniej wybrzmiewała wiara, że śmierć nie ma ostatniego słowa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję