Ks. Sławomir Kokorzycki: Rozpocznijmy naszą rozmowę od września 1939 r. Miał Ksiądz 7 lat. Co zapadło Księdzu w pamięć z dnia wybuchu wojny?
Ks. kan. Ireneusz Antkowiak: 1 września 1939 r. miałem iść do szkoły. Mieszkałem wtedy z rodzicami w Poznaniu przy ul. Hetmańskiej 16/2. Pamiętam naloty samolotowe. Wszyscy mieszkańcy chronili się we własnych piwnicach. Przez kilka dni nie było światła, wody, a w domu poważna choroba: ja i brat Janusz zachorowaliśmy na Odrę. Nasza 22-letnia mama była w rozpaczy: mąż na wojnie, brak leków, brak lekarzy. Dzięki Bogu jakoś to przeżyliśmy. Mama zmarła mając 91 lat, a ja mam już 94.
Musieliśmy chodzić do niemieckiej szkoły. Były tylko dwa budynki dla polskich dzieci (dla chłopców i dla dziewcząt), ale nauczyciele i dyrekcja to byli Niemcy. Nie mieliśmy zeszytów, a jedynie tabliczki, rysiki i wilgotne gąbki na wymazywanie zapisów. Uczono nas alfabetem gotyckim. Nie wolno było mówić po polsku. Uczyliśmy się z przerwami, bo nasza szkoła była przeznaczona dla rannych żołnierzy niemieckich i stąd rozwożeni byli do szpitali w Niemczech. Było ich wielu szczególnie po klęsce pod Stalingradem.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Ważnym wydarzeniem w moim życiu była moja I Komunia św., która przypadła na czas okupacji. Odbyła się 14 listopada 1942 r. Niestety, przypłacił to życiem nasz proboszcz, ks. Alfons Jankowski, ponieważ ktoś doniósł na gestapo o tajnym nauczaniu – przygotowaniu dzieci. Bardzo to przeżyłem i już w dwunastym roku życia postanowiłem zastąpić zamordowanego kapłana i zostać księdzem.
Drugą okolicznością mającą wpływ na moje powołanie była droga ministranta. Wiąże się to z historią bp. Walentego Dymka, który w 1943 r. został przez Niemców wyrzucony z rezydencji i internowany na plebanii MB Bolesnej. Był pozbawiony wszelkich kontaktów z zewnątrz. Biskup Dymek mieszkał ze swoją siostrą na II piętrze. Mszę św. ks. biskup odprawiał w domu, a mnie wybrano bym służył jako ministrant, co czyniłem do końca okupacji.
Gdy zakończyła się II wojna światowa do Poznania przyjechał kard. August Hlond. Na rynku Łazarskim odprawiono uroczystą Mszę św. z udziałem bp. Walentego Dymka i innych biskupów. Obecny był również wojewoda i prezydent Poznania.
Jak wspomina Ksiądz Jubilat czasy szkolne po wyzwoleniu...
Kilka tygodni po wyzwoleniu władze polskie uruchomiły kilka szkół podstawowych i średnich. Moja szkoła miała nr 13 i mieściła się przy ul. Jarochowskiego. Jej pierwszym dyrektorem był Józef Nawrocki. Ukończyłem tylko 6 i 7 klasę. Wcześniej uczyłem się w domu i dlatego zakwalifikowano mnie do klasy 6.
W krótkim czasie po rozpoczęciu nauki w polskich szkołach, bardzo młody muzyk Stefan Stuligrosz chodził po szkołach i zbierał chłopców do tworzącego się chóru. Znalazłem się wśród nich. Solfeż z nami miał znany muzyk Buchwald.
Reklama
W czerwcu 1947 r. zgłosiłem się do Małego Seminarium Duchownego w Słupsku, które ukończyłem maturą w 1951 r. Następnie wstąpiłem do Wyższego Seminarium Duchownego w Gorzowie Wlkp. i po pięciu latach studiów przyjąłem święcenia kapłańskie dla ordynariatu gorzowskiego. Święceń udzielił mi ordynariusz łódzki, ówczesny przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, bp Michał Klepacz, ponieważ biskupi ziem zachodnich byli przez władze komunistyczne usunięci.
Czy pamięta Ks. Kanonik swoich proboszczów, katechetów.
Pierwszym moim proboszczem w parafii MB Bolesnej był ks. Józef Gorgolewski (zamordowany w Dachau), a jego wikariuszami byli: ks. Alfons Jankowski (zamordowany w Poznaniu) i ks. Marian Frankiewicz. Do czasu wstąpienia do Niższego Seminarium Duchownego w Słupsku, religii uczył mnie ks. dr Lech Kaczmarek, późniejszy biskup gdański.
A najtrudniejsze sytuacje w życiu kapłańskim?
Święcenia kapłańskie otrzymałem w katedrze gorzowskiej 24 czerwca 1956 r. o godz. 12. Święceń kapłańskich udzielił nam bp Michał Klepacz, który przyjechał na ostatnią chwilę, a to stworzyło nerwową atmosferę.
28 czerwca 1956 r. miałem uzgodniony termin Mszy św. prymicyjnej w Kościele parafialnym MB Bolesnej na Łazarzu na godz. 9. Nie dotarł zaproszony kaznodzieja ks. prof. Kuczka, którego zastąpił mój kolega, ks. Edmund Radtke. Byłem bardzo zdenerwowany. Nie dotarły zamówione taksówki i nie przyjechała rodzina spoza Poznania. Nie wiedzieliśmy o przygotowywanym powstaniu. Dopiero w czasie Mszy św. usłyszeliśmy strzelaninę. Do domu wracaliśmy przerażeni. Chórzyści Stuligrosza po Mszy św. uciekali wystraszeni do domów. Protest poznański był przygotowywany w tajemnicy, więc nas zaskoczył, a mnie szczególnie w tak wyjątkowym dla mnie dniu.
Reklama
Na obiedzie miałem 10 księży i ok. 15 członków rodziny. Tego dnia podpalono Urząd Bezpieczeństwa przy ul. Kochanowskiego i Komitet Wojewódzki PZPR przy ul. św. Marcina.
W 1974 r. bp Jerzy Stroba powierzył mi Parafię św. Jana Chrzciciela. Moimi współpracownikami byli ks. Wincenty Jankowski i ks. Waldemar Michałowski. Największą potrzebą było wybudowanie plebanii z salkami katechetycznymi i biurem parafialnym. Sprowadziłem do parafii siostry magdalenki, które pracowały u nas przez 8 lat.
Wyjątkowym czasem był stan wojenny. Z woli bp. Kazimierza Majdańskiego zajmowałem się dystrybucją pomocy, która była kierowana za pośrednictwem Kościoła z wielu państw. Artykuły medyczne i higieniczne były rozdzielane na inne szpitale w kraju wg poleceń bp. Czesława Domina, który był przewodniczącym komisji charytatywnej dla całej Polski. W tym czasie, dla obrony internowanych i ich rodzin, udało się zorganizować tzw. poradnictwo prawne.
Ale były też jakieś szczególne osiągnięcia, sukcesy?
Dla mnie niezmiernie ważną rzeczą było nauczanie religii. Od 1956 r. uczyłem religii w poszczególnych parafiach, w których pracowałem. Początkowo odbywało się to w szkołach, ale po 1961 r., kiedy to usunięto religię za szkół katechizacja odbywała się w bardzo trudnych warunkach w kościołach, zaaranżowanych na salki katechetyczne pomieszczeniach, często nie ogrzewanych, a także w prywatnych domach, które parafianie udostępniali. W okresie całej pracy duszpasterskiej, z pomocą Bożą, do kapłaństwa doprowadziłem 17 księży i 8 sióstr zakonnych.
Myślę, że dałoby się wspomnieć jeszcze wiele takich epizodów i przywołać wielu wspaniałych współpracowników.
Muszę wspomnieć o ok. 30-letniej pracy w Sądzie Biskupim i Metropolitalnym, gdzie pełniłem funkcję obrońcy węzła małżeńskiego i promotora sprawiedliwości. Trzeba też przywołać wdzięczną pamięcią moich trzydziestu czterech wikariuszy, którzy na przestrzeni lat wspierali mnie w pracy duszpasterskiej. Wszystkim z serca dziękuję i jubileuszowo błogosławię.
