Reklama

Kościół

Modlitwa codzienności

Dwieście lat modlitwy, duchowej bliskości i prostego zawierzania Bogu codziennych spraw. Choć świat bardzo się zmienił, dla wielu osób Różaniec pozostaje źródłem pokoju i duchowej siły.

2026-06-02 11:44

Niedziela Ogólnopolska 23/2026, str. 13-15

[ TEMATY ]

Temat numeru

Mateusz Kuca/zywyrozaniec.eu

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Członkowie wspólnot Żywego Różańca mówią o nim jako o modlitwie, która pomaga żyć. Niektórzy przyznają, że bez niej trudno byłoby im udźwignąć codzienne troski, chorobę, samotność czy lęk o najbliższych. – Dawniej żyłam w ciągłym biegu – opowiada Agata, która od ponad 10 lat należy do koła Żywego Różańca przy swojej parafii na łódzkich Bałutach. – Dla mnie ta wspólnota stała się czymś więcej niż tylko grupą modlitewną. Praca, dom, dzieci, obowiązki. Wieczorem człowiek był tak zmęczony, że nawet nie miał siły pomyśleć o sobie. Kiedy zaczęłam codziennie odmawiać Różaniec, coś zaczęło się we mnie zmieniać. Zauważyłam, że mniej się złoszczę, mniej denerwuję się drobiazgami – jakby ktoś porządkował moje serce. Mówi, że dziś nie wyobraża sobie dnia bez tej modlitwy. – Czasami odmawiam Różaniec rano przy kuchennym stole, zanim wszyscy wstaną. Innym razem – podczas spaceru albo wieczorem. To jest chwila, kiedy mogę się zatrzymać. Świat ciągle czegoś od nas chce, a Różaniec przypomina, że człowiek nie może żyć wyłącznie pośpiechem. Podobnie mówi p. Andrzej, od lat związany ze wspólnotą Żywego Różańca w jednej z lubelskich parafii. – Ludzie dziś są przebodźcowani. Telefon dzwoni bez przerwy, wiadomości napływają cały czas. Nawet kiedy człowiek odpoczywa, jego głowa nadal pracuje. A Różaniec wycisza. Dla mnie to nie jest tylko powtarzanie modlitw, to także moment oddania Bogu tego wszystkiego, czego sam już nie potrafię unieść.

Pomaga przetrwać trudne chwile

W wielu świadectwach powraca doświadczenie cierpienia i momentów granicznych, kiedy Różaniec stawał się ostatnią deską ratunku. – Do Żywego Różańca zapisałam się jeszcze jako młoda dziewczyna, trochę za namową mamy – wspomina p. Olga, należąca dziś do jednej z parafialnych róż w niewielkiej miejscowości pod Gdańskiem. – Ale siłę tej modlitwy prawdziwie zrozumiałam dopiero wtedy, gdy ciężko zachorował mój mąż. W szpitalu lekarze nie dawali wielkiej nadziei. Byłam przerażona. Nie mogłam spać, nie mogłam jeść. Czułam się kompletnie bezradna – opowiada. Mówi, że pewnego dnia wzięła do ręki stary różaniec swojej mamy. – Po prostu zaczęłam się modlić. Nawet nie umiałam się wtedy dobrze skupić. Powtarzałam Zdrowaś Maryjo ze łzami w oczach. Ale z każdym dniem przychodził większy pokój. Choroba nie zniknęła, ale ja odzyskałam siłę, by przez to wszystko przejść.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Takich historii jest więcej. Pani Krystyna, od wielu lat należąca do wspólnoty Żywego Różańca przy sanktuarium maryjnym w Chełmie, przyznaje, że po śmierci syna przez wiele miesięcy nie potrafiła się modlić. – Miałam żal do Boga. Ogromny. Nie chciałam chodzić do kościoła. Pewnego dnia sąsiadka przyszła do mnie i powiedziała tylko: „Pomodlę się dziś z tobą”. Usiadłyśmy razem i odmówiłyśmy dziesiątek Różańca. Płakałam przez całą modlitwę. Ale pierwszy raz od wielu miesięcy poczułam, że nie jestem sama. Dziś mówi, że Różaniec stał się dla niej codziennym spotkaniem z synem i z Bogiem. – Ciągle bolało, ale Różaniec nauczył mnie z tym bólem żyć.

Siła wspólnoty i prostoty

Żywy Różaniec to nie tylko indywidualna modlitwa. Dla wielu osób ogromne znaczenie ma także wspólnota. – W naszej róży modlimy się za siebie nawzajem – mówi p. Halina, zelatorka z Lublina. – Kiedy ktoś choruje albo przeżywa trudności, od razu wszyscy o tym wiedzą. Dzwonimy do siebie, odwiedzamy się, wspieramy. Przyznaje, że dla osób starszych taka wspólnota często staje się drugim domem. – Samotność bardzo boli. Zwłaszcza kiedy dzieci mieszkają daleko albo człowiek zostaje sam po śmierci współmałżonka. A tutaj ktoś pamięta, zadzwoni, zapyta, pomodli się. Wiele osób podkreśla, że wspólna modlitwa buduje niezwykłą więź. – Kiedy spotykamy się na nabożeństwach różańcowych albo na comiesięcznej wymianie tajemnic, czuję ogromną siłę tej wspólnoty – podkreśla p. Halina. – Każdy niesie swoje troski, chorobę, problemy rodzinne, lęk o dzieci czy wnuki. I nagle okazuje się, że nie jesteśmy sami z naszym ciężarem.

Reklama

Choć wspólnota Żywego Różańca kojarzy się głównie ze starszym pokoleniem i parafialnymi grupami seniorów, to coraz częściej do kół różańcowych dołączają także młodzi ludzie. – Długo uważałem Różaniec za modlitwę nie dla mnie – przyznaje 30-letni Michał, lekarz, który od 2 lat należy do męskiej róży Żywego Różańca działającej przy jego parafii. – Kojarzył mi się z moją babcią – śmieje się mężczyzna. – Wszystko zmieniło się w czasie trudniejszego okresu w moim życiu. Wyznaje, że żył wtedy w ogromnym napięciu. – Praca, kredyt, problemy, ciągły stres. Nie umiałem odpoczywać. Ksiądz podczas spowiedzi zaproponował mi wtedy modlitwę różańcową. Na początku byłem sceptyczny, ale po kilku tygodniach zauważyłem, że łatwiej mi się wyciszyć. Zacząłem inaczej patrzeć na swoje życie.

Dziś Różaniec odmawia często podczas drogi do pracy. – To jest czas tylko dla Boga i dla mnie. Bez mediów społecznościowych, bez wiadomości, bez ciągłego scrollowania telefonu. Człowiek zaczyna oddychać inaczej.

Kapłani od lat zaznaczają, że fenomen Różańca tkwi w jego prostocie. – To modlitwa dostępna dla każdego – mówi ks. Damian Dorot, wikariusz świdnickiej parafii. – Nie trzeba mieć wykształcenia teologicznego, nie trzeba szukać skomplikowanych modlitw. Wystarczy otwarte serce. Dodaje, że przez lata spotkał wielu ludzi, których Różaniec dosłownie podtrzymywał przy życiu duchowym. – Czasami ktoś przychodzi i mówi: „Proszę księdza, ja już nie umiem się modlić”. Wtedy często zachęcam do prostego Różańca. Bo kiedy brakuje własnych słów, ta modlitwa człowieka niesie.

Przekazywany z pokolenia na pokolenie

W wielu rodzinach modlitwa różańcowa bywa czymś więcej niż zwyczajem religijnym. Staje się częścią codzienności, przekazywaną dzieciom i wnukom razem z wiarą, wartościami i pamięcią o poprzednich pokoleniach. W podlubelskim Garbowie cały czas działa koło założone przez Juliannę Łukasik jeszcze przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości. Pani Julianna, jak wspominali ją ci, którzy ją znali, była kobietą głęboko wierzącą i bardzo oddaną ludziom. Czytała książki sąsiadkom, które nie umiały czytać, pomagała potrzebującym i każdego uczyła szacunku do modlitwy. W rodzinnych opowieściach szczególnie zapisały się comiesięczne spotkania różańcowe odbywające się w jej domu. Na stole przykrytym białym obrusem stała figura Matki Bożej Różańcowej, obok paliły się świece, a kobiety należące do róży klęczały i wspólnie odmawiały kolejne tajemnice. Julianna, jak opowiadała jej wnuczka, powtarzała, że „Różaniec z nieba wyszedł i do nieba prowadzi”. Wierzyła, że ta modlitwa pomaga człowiekowi przetrwać nawet najtrudniejsze czasy. I rzeczywiście, założone przez nią koło przetrwało wojny, okupację i lata walki z Kościołem. Po jej śmierci funkcję zelatorki przejęła córka, później wnuczka, a następnie prawnuczka. Cztery pokolenia kobiet pielęgnowały tę samą modlitwę i troskę o wspólnotę.

Dwieście lat istnienia Żywego Różańca pokazuje, że choć świat bardzo się zmienia, potrzeba modlitwy, wspólnoty i zawierzenia pozostaje w człowieku wciąż taka sama.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Widziane z pokoju nauczycielskiego

Program nauczania, rodzice, trudna młodzież, upadek etosu zawodu, niskie wynagrodzenia? Co naprawdę martwi przeciętnego polskiego nauczyciela?

Katarzyna Dziedzic, nauczycielka języka polskiego: W ciągu 20 lat pracy spotykałam się z wieloma dylematami i bolączkami, które dotyczyły środowiska nauczycieli, w tym mnie samej. Szczególnie trudne do udźwignięcia wydają mi się brak zaufania do pracy i intencji nauczyciela ze strony instytucji nadzorujących przebieg edukacji oraz roszczeniowość rodziców. Założenie, że nauczyciel nie wie, co ma robić, albo nie chce dobrze dla swoich uczniów, jest – w moim odczuciu – nadinterpretacją praw i obowiązków ucznia względem procesu edukacji. Wyjątkowo przykre jest dla każdego nauczyciela poddawanie analizie jego intencji i kroków bez weryfikacji wkładu ucznia w naukę. Rodzice z łatwością rzucają oskarżenia, ale nie weryfikują swoich obowiązków, do których należą m.in. dopilnowanie frekwencji dziecka w szkole czy jego postępów w nauce przez pracę w domu, która jest konieczna do utrwalenia wiedzy i wypracowania umiejętności. Jako osoba, która bardzo lubi swój zawód i traktuje go jako życiowe powołanie, przyznaję, że te bolączki najczęściej prowadzą mnie ku myśli o zmianie profesji...
CZYTAJ DALEJ

Religia w szkole – wariant B? Czy czas obrony nie zamienił się w czas odwrotu?

2026-06-16 15:55

[ TEMATY ]

religia w szkole

Red.

Andrzej Sosnowski

Andrzej Sosnowski

Kończy się rok szkolny 2025/2026. Po wakacjach uczniowie ponownie usiądą w szkolnych ławkach, ale pytanie o miejsce religii w polskiej szkole pozostanie jednym z najważniejszych sporów o kształt wychowania młodego pokolenia. Konferencja Episkopatu Polski – w komunikacie z 10 czerwca br.- zapewnia, że nadal podejmuje działania w obronie lekcji religii, jednak w części środowiska nauczycieli pojawia się pytanie: czy przyjęta strategia nie jest zbyt ostrożna? Niektórzy odbierają rozpoczęcie prac nad nową podstawą programową jako pogodzenie się z narzuconą sytuacją, zwłaszcza że – jak wskazują – zabrakło w tych pracach mocnego głosu świeckich ekspertów, którzy każdego dnia mierzą się ze szkolną rzeczywistością.

Komunikat po 405. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski w Łomży pokazuje, że biskupi nie rezygnują z obecności religii w szkole. Przypomnieli jasno, że katecheza parafialna nie oznacza wycofania się z nauczania religii w systemie edukacji, lecz ma być jego uzupełnieniem. To ważny głos, bo w ostatnich miesiącach wielu rodziców i nauczycieli zadawało pytanie, czy przypadkiem nie jesteśmy świadkami cichego przesuwania religii ze szkoły wyłącznie do parafii.
CZYTAJ DALEJ

Niedobór hostii na Kubie. Kościół w Panamie i Portoryko wysyła pomoc

2026-06-17 17:31

[ TEMATY ]

opłatek

Kuba

Adobe.Stock

Kościół katolicki w Panamie i Portoryko zorganizował transport kilkuset tysięcy hostii na Kubę, aby złagodzić niedobory w celebracji Eucharystii w kilku diecezjach na tej karaibskiej wyspie. Jak poinformowała agencja Aciprensa z archidiecezji Panamy wysłano 35 000 hostii, a około 300 000 kolejnych dotarło z Portoryko. Działania pomocowe zostały skoordynowane przez poszczególnych biskupów jako wyraz kościelnej solidarności w regionie Karaibów.

Niedobory wynikają z pogłębiającego się kryzysu zaopatrzeniowego na Kubie, który dotyka znaczną część życia publicznego i gospodarczego. W wielu regionach występują przerwy w dostawie prądu trwające kilka godzin, a nawet dni, ponieważ państwowa firma energetyczna jest w stanie zapewnić jedynie ograniczoną ilość energii. Według oficjalnych doniesień brakuje również paliwa i gazu do gotowania, co znacząco wpływa na codzienne życie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję