Reklama

W wolnej chwili

Od Mediolanu się zaczęło

Częstochowska firma Consonni działa na rynku w Polsce od 34 lat. Słynie przede wszystkim ze wspaniałych i wysokiej jakości wyrobów cukierniczych. Mało kto wie, że Consonni stworzyli artystka plastyk i inżynier – Halina i Zdzisław Bartelakowie.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Aneta Nawrot: W ubiegłym roku obchodzili Państwo 50. rocznicę ślubu...

Halina i Zdzisław Bartelakowie: To było wielkie przeżycie, chyba większe niż w dniu ślubu, który braliśmy w bazylice na Jasnej Górze. Po 50 latach znów stanęliśmy na Jasnej Górze jako „nowożeńcy”, z tym że tym razem „przysięgaliśmy” przed obliczem Matki Bożej Częstochowskiej. Mąż chciał, żebym włożyła białą sukienkę – włożyłam kremową... Ale nie to jest najważniejsze. Kiedy ponownie złączono nam ręce stułą, spojrzałam w oczy mojego męża i byłam przekonana, że przede mną znów stoi ten młody chłopak. To było niesamowite uczucie...

Gdzie się Państwo poznali?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

W Częstochowie. Zdzichu studiował na Politechnice Częstochowskiej, a ja przyjmowałam zlecenia na pracę dorywczą, żeby zarobić jakieś pieniądze – nie dostałam się, brakło mi kilku punktów, na Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Podczas jednej z tych prac malowałam transparent na jakąś imprezę, którą organizowali częstochowscy studenci. Praca była dość dużych rozmiarów, więc „dzieło to” tworzyłam w przejściu podziemnym. I właśnie wówczas nadszedł pewien chłopak...

...i?

Reklama

I to był Zdzichu. Przystanął obok mnie. Bez jakichkolwiek wstępów wydał mi dyspozycje: ty maluj obwódki, a ja będę zapełniał środek. Nie wierzyłam własnym uszom. Co za tupet – pomyślałam, ale nie skomentowałam tego. No i od tej pory... jesteśmy nierozłączni. Chociaż już nie zawsze jestem taka spolegliwa (śmiech).

Ta wspólna wędrówka prowadziła przez Kraków?

Tak. Ja po roku dostałam się do krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Zdzichu został w Częstochowie i do mnie przyjeżdżał. Chciał się przenieść na studia do Krakowa, ale nie było to takie proste. Politechnika odpadała, bo nie było tego samego profilu co w Częstochowie. Na AGH też nie od razu można było przenieść papiery. Pozostawały spotkania w weekendy. Zdzichu przyjeżdżał do Krakowa. A to też łatwe nie było. Czasami, jak nie było połączenia, pozostawał autostop... Nasze spotkania były najczęściej na krakowskim Rynku. Były to głównie spacery, bo na kawiarnie nie zawsze było nas stać...

Szczególnie wspominają Państwo jeden taki zimowy spacer. W 1971 r.

Reklama

Tak. Było bardzo, bardzo zimno. Spacerowaliśmy po tym Rynku i mocno przemarznięci weszliśmy do kościoła Mariackiego. Ludzie stali w kolejce do ołtarza. Nie bardzo wiedzieliśmy, o co chodzi, i stanęliśmy na końcu tego ogonka. Okazało się, że kard. Karol Wojtyła błogosławi pary małżeńskie. I przyszła nasza kolej. Stanęliśmy „twarzą w twarz” z kardynałem, a on spojrzał na nas i powiedział: „Ale wy nie jesteście małżeństwem”. Nie wiem, po czym on to poznał. Mieliśmy rękawiczki na dłoniach. Mimo tego pobłogosławił nas i życzył nam szczęścia. I to błogosławieństwo sprawiło, że poczuliśmy się w pewien sposób zobligowani i zobowiązani, żeby nie oszukiwać i nie zawieść kardynała (śmiech).

Wróćmy do Częstochowy. Z tym miastem związali Państwo swoją przyszłość, swoje życie...

Zdzichu jest jedynakiem, a ja pochodzę z wielodzietnej rodziny. Mam dwie siostry. Wszyscy jesteśmy bardzo zżyci. W naszych rodzinnych domach panowała atmosfera wzajemnego szacunku, poszanowania pracy. W moim domu tatuś prowadził firmę, która wykonywała obrazy Matki Bożej Częstochowskiej. To była praca ręczna. Wszystko musiało być bardzo dokładnie zrobione. Rodzice bardzo tego pilnowali. Ja i moje siostry zostałyśmy nauczone, że jeśli się coś robi, to trzeba to robić dobrze. Każdy szczegół obrazu musiał być dopracowany. Bardzo lubiłam te plastyczne prace. Ani ja, ani moje siostry nie uważałyśmy, że dzieje nam się jakaś krzywda. I na wszystko był czas: na naukę, na czytanie książek, na pomoc rodzicom. Był też czas na duszpasterstwo akademickie...

W Częstochowie?

Reklama

Tak. Z sentymentem wspominam ten czas i ks. Ireneusza Skubisia. Szanowaliśmy go nie tylko jako księdza. Był dla nas autorytetem i przyjacielem rodziny. Był z nami w najważniejszych chwilach naszego życia. Dawał nam ślub, chrzcił naszych synów; im też dawał śluby... Ale również jeździł z nami na pielgrzymki. Jedna była szczególna. Autokarowa do Rzymu. Wrócił z niej sam. Tak myślimy – z perspektywy czasu – że wówczas na pewno się obawiał, co go tutaj spotka, ale w głębi duszy był szczęśliwy, że tak się zadziało.

W Częstochowie zaczęło się już Państwa dorosłe życie...

To prawda. Po ślubie, jak większość młodych ludzi, zaczęliśmy pracę. Zdzichu – mimo że jest jedynakiem – został nauczony odpowiedzialności za siebie i bliskich oraz ciężkiej pracy. Jest człowiekiem rzetelnym, zadaniowym. Moje siostry rozjechały się po świecie. Marysia mieszka w Ameryce. Grażynka skończyła medycynę w Ameryce. Chciała zostać lekarzem, ale pewne rodzinne sytuacje sprawiły, że nie zrealizowała swoich marzeń. Osiadła w Mediolanie.

I chyba od tego Mediolanu wszystko się zaczęło, jeśli chodzi o firmę oczywiście...

Reklama

Tak można powiedzieć (śmiech). Któregoś roku przyjechali do Polski teściowie mojej siostry – państwo Consonni. Zdzichu zaprzyjaźnił się z Giovannim, mężem Grażyny. Dumny z tego, co osiągnęliśmy, pokazywał nasze mieszkanie, samochód. Zabrał go do pracy, gdzie piastował kierownicze stanowisko. Opowiadaliśmy, jak pracujemy, a on tak wszystko chwalił, podziwiał, a wieczorem powiedział: „Zdzichu, zasadziłeś drzewo, ale kiedy ty zbierzesz z niego owoce? Zastanawiałeś się nad tym?”. W pierwszej chwili nie bardzo mogliśmy go zrozumieć. A on zachęcał nas, abyśmy zmienili to nasze na pozór wymarzone i poukładane życie. Po rozmowach, dyskusjach, przemyśleniach i przeanalizowaniu wszystkich „za” i „przeciw” postanowiliśmy skorzystać z pomocy państwa Consonni – piekarzy i cukierników z zawodu. Przeznaczyliśmy wszystkie oszczędności i zaryzykowaliśmy. Pojechaliśmy do Mediolanu. Tam nauczyliśmy się, jak się robi prawdziwe włoskie lody. Zadebiutowaliśmy nimi podczas Światowych Dni Młodzieży w Częstochowie, na których obecny był nasz krakowski kardynał – papież Jan Paweł II. Na początek zrobiliśmy trzydzieści smaków! Lody zasmakowały i to był wiatr w żagle. Uznaliśmy, że nie możemy na tym poprzestać, że trzeba iść dalej. I trzeba było znów jechać do Mediolanu i nauczyć się piec ciasto panettone. Łatwo nie było. Niejedną noc Zdzichu zarwał, aby poznać wszystkie tajniki. Po doświadczeniach i ciężkiej pracy – udało się.

Odnieśli Państwo sukces. Wszystko, co Państwo mają, zostało przez Was wypracowane. Firma nadal się rozwija. Pan Zdzisław wciąż tryska pomysłami, które konsekwentnie wprowadza w życie. Ale pamiętacie też o innych...

Staramy się pomagać tym, którzy rzeczywiście na taką pomoc zasługują. Dawno temu poprosiły nas o pomoc siostry zakonne. Żyły bardzo skromnie, wręcz ascetycznie, a my właśnie byliśmy w trakcie zmiany sprzętu. Powiedzieliśmy, żeby wzięły to, co im potrzebne. Jakie były szczęśliwe z lodówek, pieca do wypieków i pralki! Warto było. Ich radość było widać w oczach, w zachowaniu. Uważamy, że warto pomagać, ale dając wędkę, a nie rybę. Tak zostaliśmy wychowani: w poszanowaniu Boga, rodziny, pracy i życzliwości do ludzi.

2025-04-23 07:45

Ocena: +5 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Folwark Kamyk

Niedziela Ogólnopolska 35/2012, str. 40-41

[ TEMATY ]

zdrowie

żywność

Consonni

GRAZIAKO

Wyroby Consonni zdrowe i smaczne, elegancko eksponowane i podawane

Wyroby Consonni zdrowe i smaczne, elegancko eksponowane i podawane

Jeśli chcesz spróbować pieczonej gęsi, domowego chleba prosto z pieca - wybierz się do Kamyka k. Częstochowy. Firma „Consonni”, znana w całej Polsce z wyśmienitych lodów i babek drożdżowych, otworzyła tam Folwark - wioskę edukacyjną

Na tyłach siedziby firmy w Kamyku znajduje się otoczony płotem rozległy teren. Wokół rozmieszczono chatki edukacyjne. Jest estrada, miejsce do tańca, domki na przyjęcia, plac zabaw dla dzieci. Przez teren płynie strumyk, zrobiono dwa stawiki obsadzone roślinami. Dla tych, którzy nie lubią zgiełku, hałasu, specjalnie zaprojektowano altanki z widokiem na rzekę. W strefie ciszy jest kapliczka... W przyszłości w centrum Folwarku stanie dom weselny na większe imprezy. Znajdzie się tam sala biesiadna, kawiarnia, ale także część hotelowa, ok. 20 pokoi dla gości. - Od 20 lat zajmuję się produkcją żywności i obserwuję, że zanika zwyczaj robienia dobrej żywności w domu, nawet na wsi - mówi Zdzisław Bartelak, właściciel firmy „Consonni”. - Gospodynie coraz częściej sięgają po półprodukty lub robią dania proste, niewymagające czasu. W którymś momencie będziemy skazani na to, żeby jeść tylko to, co nam zaoferuje przemysł. Dlatego chcemy powrócić do tradycyjnych metod przyrządzania żywności i nauczyć tego innych. Temu ma służyć nasz nowy projekt.
CZYTAJ DALEJ

Hiszpania: Instytucje kościelne finansują media sprzeciwiające się nauczaniu Kościoła?

2026-08-13 20:27

Adobe.Stock.pl

Ks. Francisco José Delgado w artykule opublikowanym na portalu InfoCatólica skrytykował finansowanie ze środków instytucji kościelnych reklam w mediach, których linia redakcyjna - jego zdaniem - otwarcie sprzeciwia się nauczaniu Kościoła katolickiego.

Autor wskazał na reklamy instytucji kościelnych, m.in. wydawnictw, uczelni, towarzystw ubezpieczeniowych i fundacji, publikowane w medium krytycznie odnoszącym się do Kościoła i jego doktryny, m.in. w kwestii homoseksualizmu, jakim jest jego zdaniem „Religión Digital”. Zakwestionował także zasadność wydawania pieniędzy kościelnych na reklamę w medium o stosunkowo niewielkiej oglądalności. Powołując się na dane SimilarWeb za 2025 r., podał, że portal ten miał ok. 6,5 mln odwiedzin rocznie, podczas gdy - według przytoczonych przez niego danych - InfoVaticana notowała ponad 18,5 mln, InfoCatólica 16,5 mln, a Religión en Libertad ponad 12 mln.
CZYTAJ DALEJ

Świdnica. Pierwszy jałmużnik diecezjalny

2026-08-14 08:57

[ TEMATY ]

diecezja świdnicka

Benedykt Chlastawa

jałmużnik diecezjalny

Diecezjalna Agencja Informacyjna

Benedykt Chlastawa, pierwszy jałmużnik diecezji świdnickiej, z bp. Markiem Mendykiem.

Benedykt Chlastawa, pierwszy jałmużnik diecezji świdnickiej, z bp. Markiem Mendykiem.

Po raz pierwszy w historii diecezji świdnickiej powołano jałmużnika diecezjalnego. Został nim Benedykt Chlastawa, który z mandatu biskupa będzie pomagał osobom znajdującym się w trudnych sytuacjach życiowych.

Jak poinformowała Diecezjalna Agencja Informacyjna, decyzję o powołaniu nowej funkcji ogłosił 13 sierpnia bp Marek Mendyk. Zadaniem jałmużnika będzie przede wszystkim bezpośrednia pomoc osobom bezdomnym, chorym, samotnym seniorom oraz rodzinom wielodzietnym znajdującym się w trudnej sytuacji. Wsparcie ma obejmować m.in. zakup żywności i leków czy pomoc w opłaceniu rachunków w nagłych przypadkach.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję