Reklama

Niedziela Wrocławska

Nasz Bodziu

Są ludzie, którzy zostawiają niezatarte ślady dobra i odciskają pieczęć w sercach innych. Żyjąc na ziemi, rozdają siebie, jak rozdaje się chleb potrzebującym. Odchodząc do wieczności, nie umierają, zakotwiczeni w pamięci tych, którym udało się ich spotkać.

Niedziela wrocławska 44/2021, str. IV

Archiwum rodzinne

Ks. Bogdan był dobrym pasterzem, znającym swoje owce

Ks. Bogdan był dobrym pasterzem, znającym swoje owce

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ksiądz Bogdan Buryła, szlachetny kapłan, serdeczny i piękny człowiek. Nie minął jeszcze rok od jego śmierci, która przedwcześnie go zabrała. „Na pozór nic wielkiego się nie wydarzyło, świat nadal istnieje, wygląda nawet, że nic nie wie o Tobie ” – napisał w książce jemu poświęconej brat księdza, ks. Wacław Buryła. A jednak „tak bardzo brakuje Twojego głośnego śmiechu, Twojego uśmiechu, którym rozświetlałeś tak wiele ciemności”.

Bóg był domownikiem

Ksiądz Bogdan pochodził z rodziny pełnej miłości i otwartości na Boga i człowieka. I to zdefiniowało całe jego życie. Rodzice znali smak wojny, biedy i cierpienia, byli ludźmi szlachetnymi i religijnymi i te wartości przekazali swoim trzem synom. Wszyscy trzej zostali kapłanami.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Bodziu urodzony 10 lat po starszych braciach bliźniakach w 1964 r., zamieszkał wśród kochających się ludzi w 36-metrowej kawalerce. Choć mieszkanie było małe, w domu Buryłów nigdy ciasno nie było, miłość pokonywała mały metraż i rozwiązywała wszelkie inne problemy.

Buryłowie przekazali też synom głęboką wiarę w Boga, dla którego zawsze mieli czas mimo ciężkiej pracy. „Bóg nie był tylko świąteczną dekoracją, był naszym domownikiem” – napisał ks. Wacław.

Reklama

Bogdan do pewnego czasu żył własnym życiem. Grał w karty, miał dziewczynę, chodził na randki. Był spontaniczny i otwarty na świat. Ale po maturze dostał światło, że trzeba iść w kierunku kapłaństwa.

Dobry pasterz

Niedługo po święceniach otrzymał od bp. Stefana Regmunta intratną propozycję podjęcia specjalistycznych studiów w Rzymie. Biskup docenił jego możliwości intelektualne, talent i wiedzę. Ksiądz Bogdan jednak odmówił, wolał zostać z ludźmi na parafii. I było to miejsce, w którym spędził swoje kapłańskie życie, choć, jak mówił Niedzieli: – Pan Bóg stawiał mnie w różnych rolach, poczynając od kapelana więziennego, przez katechizację, kapelana szpitala, kapelana Straży Pożarnej. Przechodziłem przez wszystkie płaszczyzny pracy kapłańskiej i cieszę się, że mogłem na nich pomagać ludziom.

To pomaganie miał wpisane w naturę. Jego maksymą było: „Mamy być dobrzy jak chleb. Jak chleb na stole”. I każdy, kto go spotkał, doświadczał tego – jednym załatwił pracę, innym wizytę u lekarza lub miejsce w szpitalu, rozmawiał ze skłóconymi małżonkami, modlił się nieustannie za kogoś. Mimo że sam był cierpiący z powodu wielu dolegliwości, spieszył innym z pomocą. Przed ostatnim Bożym Narodzeniem rozwoził paczki dla potrzebujących, choć wtedy walczył już o każdy oddech – był po kolejnej chemii a rak zaatakował oba płuca.

Ludzie czuli, że miał wielkie serce, choć niektórzy na swój sposób to wykorzystywali. Bardzo to przeżywał, ale stwierdzał: – Zostawmy to Panu Bogu.

Reklama

Potrafił słuchać. Jego plebania na polanie otwarta była dla wszystkich a wielkie kapłańskie serce rodziło dobro w tych, z którymi się spotykał.

Kochał dzieci a one wyczuwały jego miłość i lgnęły do niego. Wyglądało to dość niecodziennie – on z niedźwiedzią posturą i małe dziecięce ręce obłapujące go dookoła.

Był dobrym pasterzem, znającym swoje owce.

Miłość stuprocentowa

Zapytany, czym dla niego jest kapłaństwo, powiedział kiedyś Niedzieli: – Jestem dla ludzi kimś, kim nie mógłbym być, mając rodzinę. Dlatego kapłaństwo jest czymś pięknym. Bo kapłaństwo to z jednej strony taka posługa duchowa, a z drugiej taka posługa, gdzie jest się przyjacielem, ojcem i bratem drugiego człowieka. W kapłaństwie człowiek wybiera Jezusa, który nigdy nie zdradzi (…) Miłość z Nim jest stuprocentowa.

Reklama

I sam był stuprocentowym kapłanem. Świadczą o tym świadectwa ludzi, którzy go znali. Zebrał je ks. Wacław w książce Nasz Bodziu. Anna Smok tak mówi o zaangażowaniu ks. Bogdana, w czasie gdy zmarł jej mąż. Był to czas pandemii i kwarantanny księży, którzy go zastępowali a on sam wtedy był już ciężko chory po chemii. „Zadzwoniłam a ks. Boguś odpowiedział: Pani Aniu, niech się Pani o nic nie martwi, ja wszystko załatwię. Zeniu będzie miał królewski pogrzeb”. Mateusz Kurczakowski wspomina: „Pamiętam Twój uśmiech, cieszyłeś się, że w miarę układa się wszystko. Twoje niezapomniane żarty. Pamiętam również Twoje łzy i zmartwienie, kiedy potrzebowałem pomocy. Bo taki byłeś… martwiłeś się o mnie, o moją rodzinę i innych, zapominając o sobie.” Każde wspomnienie w książce to wspomnienie o człowieku wielkiej wrażliwości, przyjacielu wszystkich, dyspozycyjności 24 godziny na dobę, wielkim poczuciu humoru i wielkim sercu. To wspomnienie o dobrym pasterzu, rozkochanym w Eucharystii i Różańcu, o naszym Bodziu.

Przyjaciel, ojciec i brat

Księdza Bogdana poznałam w pierwszym roku swojej pracy dziennikarskiej we Wrocławiu.

Przedziwna to znajomość, bo telefoniczna. Przedziwna, bo od pierwszego telefonu wyczułam człowieka otwartego, życzliwego i skromnego. Przygotowywałam materiał o jednej z rodzin w parafii księdza. I tak zaczęła się nasza przyjaźń…. Ksiądz był naszym przyjacielem, ojcem i bratem. Nie potrafię zliczyć długich wieczornych rozmów telefonicznych, przeciągających się do późnej nocy, gdy tego wraz z mężem potrzebowaliśmy. Każdą z nich kończył słowami: – Pani Marzenko, proszę dzwonić o każdej porze dnia i nocy, jak tylko potrzebujecie.

Następnego dnia słyszałam w słuchawce zatroskany kapłański głos, który opowiadał o modlitwie całej parafii przed Najświętszym Sakramentem w powierzonych mu intencjach. – Pan Bóg jest dobry – powtarzał.

Umówił spotkania z kilkoma rodzinami z parafii, które chciał pokazać światu. Martwił się, czy zdążymy, bo to starsi ludzie, mogą odejść. Zdążyliśmy telefonicznie! Gdy ukazał się pierwszy materiał, cieszył się jak dziecko: – Trzeba pokazywać dobre rzeczy, bo świat potrzebuje takich świadectw – mówił. Zdążyliśmy z wieloma sprawami, nie zdążyliśmy się zobaczyć…

Odjeżdżające pociągi...

Podczas jednej z ostatnich rozmów ks. Bogdan wspominał z rozrzewnieniem wydarzenia z dzieciństwa, gdy z rodzicami co roku odbywali długą podróż koleją na wieś. – Pamiętam każdą jazdę pociągiem, lubiłem je też oglądać na stacji. To była moja mega pasja. Mieliśmy bardzo prostych rodziców, ale wspaniałych. Tato, który czasami przychodził z pracy po dwóch etatach, brał mnie na ręce i zasuwał 2 km na kolej. Uwielbiałem i nadal uwielbiam patrzeć na odjeżdżające pociągi… – powiedział.

Dziś wspominam odjeżdżający pociąg jego życia i słowa, które padały w każdej rozmowie: – Trzeba pokazywać dobro i pięknych ludzi, bo świat tego potrzebuje. Był dobrym człowiekiem i pięknym kapłanem. Wspomnienia tych, którzy go znali i kochali potwierdzają to, a jest ich wiele w książce ks. Wacława Buryły Nasz Bodziu. Książka dostępna jest pod telefonem 693 104 588 lub adresem: wacburyla@wp.pl.

2021-10-26 12:19

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ostatnie pożegnanie ks. Wojciecha Draba. Najpierw Wałbrzych, następnie rodzinne Kąty Wrocławskie

2026-09-24 20:46

[ TEMATY ]

Wałbrzych

Kąty Wrocławskie

pogrzeb kapłana

ks. Wojciech Drab

ks. Mirosław Benedyk/Niedziela

Ks. kan. Wojciech Drab (1971-2026)

Ks. kan. Wojciech Drab (1971-2026)

Zmarły tragicznie ks. kan. Wojciech Drab zostanie pożegnany najpierw w Wałbrzychu, gdzie był proboszczem parafii św. Barbary, a następnie w rodzinnych Kątach Wrocławskich. Uroczystości odbędą się 30 września i 1 października.

Msza św. żałobna zostanie odprawiona w środę 30 września o godz. 18.00 w kościele św. Barbary w Wałbrzychu. Następnego dnia, w czwartek 1 października o godz. 12.00, rozpocznie się Msza św. pogrzebowa w kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła w rodzinnych Kątach Wrocławskich.  Po Eucharystii ciało kapłana zostanie odprowadzone na miejscowy cmentarz.
CZYTAJ DALEJ

Harmęże: zmarł wyświęcony przez bp. Karola Wojtyłę o. Florian Szczęch

2026-09-24 07:48

[ TEMATY ]

śmierć

diecezja.bielsko.pl

O. Florian Szczęch OFMConv

O. Florian Szczęch OFMConv

O. Florian Szczęch OFMConv, franciszkanin przez lata związany z Harmężami, znawca życia i działalności św. Maksymiliana Kolbego, zmarł 22 września w wieku 90 lat. Święcenia kapłańskie przyjął w 1960 r. z rąk bp. Karola Wojtyły. W Zakonie Braci Mniejszych Konwentualnych przeżył 74 lata, a kapłanem był przez ponad 66 lat. Uroczystości pogrzebowe odbędą się 25 września w Harmężach.

Franciszek Szczęch urodził się 26 października 1935 r. w Lubeni koło Rzeszowa jako najstarsze z czworga dzieci Józefy i Józefa Szczęchów. Po ukończeniu szkoły podstawowej w 1949 r. wstąpił do Małego Seminarium Ojców Franciszkanów, kontynuując naukę w Niepokalanowie i Krakowie.
CZYTAJ DALEJ

Abp Wacław Depo do kapłanów: Oczy Matki Bożej Częstochowskiej pytają o naszą miłość

2026-09-26 10:05

[ TEMATY ]

abp Wacław Depo

BP KEP

Abp Wacław Depo

Abp Wacław Depo

Tuż po corocznej pielgrzymce kapłanów archidiecezji częstochowskiej na Jasną Górę, metropolita częstochowski abp Wacław Depo był gościem audycji „Niedzielne rozmowy z Ojcem”. W rozmowie podsumował to ważne wydarzenie, odniósł się do wyzwań stojących przed współczesnymi duszpasterzami – w tym do pokus związanych ze sztuczną inteligencją – a także podzielił się osobistą refleksją z okazji swoich jubileuszy.

Coroczne spotkanie kapłanów u stóp Czarnej Madonny to tradycja, która wykracza poza zwykłą organizację życia diecezjalnego. Jak podkreśla abp Wacław Depo, Wielki Czwartek jest dziękczynieniem za dar Eucharystii i kapłaństwa, ale jesienna pielgrzymka dotyka głębokiego wymiaru duchowego oraz roli Maryi w życiu każdego księdza.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję