Reklama

Niedziela Małopolska

Dzień Modlitw o Uświęcenie Kapłanów

Potrzebujemy świętych kapłanów

O sile modlitwy i wartości kapłańskiej posługi opowiadają ks. Karol Szałas, proboszcz parafii św. Jana Pawła II w Krzeszowicach, i Janina Rozmus, parafianka.

Niedziela małopolska 24/2020, str. III

[ TEMATY ]

modlitwa

kapłaństwo

Archiwum parafii

Parafianie każdego dnia modlą się o zdrowie i świętość ks. Karola Szałasa

W tych czasach każdy kapłan powinien być objęty codzienną modlitwą – mówi Janina Rozmus. – Ta myśl przyświecała mi, odkąd w 2015 r. otworzyliśmy nowy kościół pw. św. Jana Pawła II w Krzeszowicach. I trzy lata temu udało się taką duchową opieką objąć także naszego księdza proboszcza – dodaje parafianka.

Dla kapłana i dla nas

Jak zaznacza p. Janina – wierni, którzy pragnęli ofiarować modlitwę w intencji ks. Szałasa, bardzo szybko zbudowali prężnie działającą wspólnotę. Uformowała się grupa 7 kobiet, która nie tylko powierza księdza proboszcza Bożej opiece, ale także odwiedza kapłana i przyjmuje go jak członka rodziny. – Zakładając Margaretkę, jak wierzę z natchnienia Ducha Świętego, kierowałam się myślą, żeby nasza wspólnota była żywa. Chodziło o to, aby nie tylko modlić się za ks. Karola, ale z nim przebywać! Dlatego organizujemy spotkania, na których rozmawiamy, pijemy herbatę, jesteśmy razem – mówi p. Janina.

– Ksiądz proboszcz tłumaczy nam też ewangeliczne prawdy, pomaga lepiej zrozumieć Pismo Święte, rzuca nowe światło na niektóre fragmenty Biblii – dodaje p. Janina.

Ksiądz proboszcz jest wdzięczny za troskę, spotkania i opiekę duchową. – Modlitwa dla człowieka wierzącego jest jak tlen. Dzięki tym parafianom każdego dnia dostaję dużo tlenu. Bardzo czuję ich wsparcie w pracy, posłudze, życiu – mówi ks. Karol. Margaretki zamawiają też Msze św. w intencji kapłana – w Wielki Czwartek oraz w dniu imienin. – On jest ojcem naszej wspólnoty, a my jego dziećmi. On jest jeden, a nas są setki. Wszystkie oczy są skierowane na niego. Myślę, że ks. Karol tej modlitwy potrzebuje bardziej niż my! – wyznaje p. Janina.

Reklama

Święty, czyli jaki?

W Dniu Modlitw o Uświęcenie Kapłanów warto zastanowić się nad tym, czym dla nas jest świętość. Ksiądz proboszcz dzieli się swoimi przemyśleniami: – Świętość to sposób bycia – i nie tylko księdza, ale każdego człowieka. To jest to życie Bożym profilem, dążenie do zbawienia. A w przypadku kapłana to również pomaganie innym dojść do Nieba. I do tego służą głoszenie słowa Bożego i udzielanie sakramentów świętych.

Pani Janina, odpowiadając na pytanie o świętość, również podkreśla znaczenie sakramentów. – Moim zdaniem ksiądz dążący do świętości, to taki, który pobożnie, z wielkim namaszczeniem odprawia Mszę św. i zawsze jest do dyspozycji wiernych, gdy proszą o spowiedź. Święty kapłan czuje swój Kościół, chętnie rozmawia i prowadzi lud Boży. Opiekuje się członkami grup, tymi najmłodszymi, np. ministrantami, ale i starszymi, np. różami różańcowymi.

Kapłaństwo dzisiaj

Świat potrzebuje dziś świętych kapłanów. Woła o duchownych, którzy będą uświęcać się przez służbę Kościołowi. A czego potrzebują dziś kapłani? – W dobie silnych ataków na Kościół potrzebujemy… trochę spokoju. Spokoju do pracy, do przekazywania misji Chrystusa, z mocą Ducha Świętego – odpowiada ksiądz proboszcz. Z kolei do młodych, nowo wyświęconych diakonów i prezbiterów ks. Szałas kieruje słowa: – Trzymajcie się zawsze ołtarza i książki. Mądrość i świętość idą w parze i są siłą człowieka. Niech waszym życiem będzie permanentna formacja intelektualna i duchowa.

2020-06-10 12:19

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Modlił się za Polskę

2020-08-12 08:35

Niedziela Ogólnopolska 33/2020, str. 17

[ TEMATY ]

modlitwa

św. Jan Paweł II

Arturo Mari/L'Osservatore Romano

Modlitwa Jana Pawła II przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie w 1979 r. pokazała, że kochał on swoich rodaków, swoją ziemię, znał jej problemy

Jan Paweł II kochał Polskę. Przyszedł na Tron Piotrowy z całym dziedzictwem, które wyniósł ze swojej ojczyzny.

Rok 1979 był szczególny dla Ojca Świętego. Od początku pontyfikatu pragnął przybyć z pielgrzymką do swojej umiłowanej ojczyzny. Dlatego była ona bardzo ważna dla niego. Pamiętam jej dwa momenty: jeden z Mszy św. na placu Zwycięstwa w Warszawie i drugi, kiedy Jan Paweł II zatrzymał się przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Właśnie ta modlitwa utkwiła bardzo mocno w mojej pamięci. Widziałem wówczas papieża płaczącego. Pamiętam, że po przylocie do ojczyzny w 1979 r. Jan Paweł II natychmiast udał się do Grobu Nieznanego Żołnierza. Uklęknął, modlił się, a w pewnym momencie dotknął go i powiedział: „Dlaczego moja ziemia wylała tyle krwi...”. Nie rozumiałem wtedy języka polskiego, ale wiedziałem, o czym mówił. Czułem to wewnętrznie. Zakrył twarz rękami i powtarzał: „Dlaczego tyle krwi w tej świętej ziemi? Dlaczego moja ojczyzna musiała przelać tyle krwi?”. Obok papieża klęczał kard. Stefan Wyszyński. To były dwie wielkie postacie. Ta modlitwa przy Grobie Nieznanego Żołnierza pokazała, że Jan Paweł II kochał swoich rodaków, swoją ziemię; znał jej problemy. On codziennie modlił się za ojczyznę.

Z tą modlitwą bardzo mocno łączy się Msza św. na placu Zwycięstwa. I to wielkie wołanie Papieża, by Bóg wysłuchał narodu, który pragnie wolności. Wówczas był to ważny moment w homilii, kiedy upomniał się o obecność Chrystusa w życiu społecznym Polski. „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi!” – powiedział.

CZYTAJ DALEJ

Znamy nowego administratora archidiecezji gdańskiej

2020-08-13 12:09

[ TEMATY ]

biskup

Bartkiewicz / Episkopat.pl

bp Jacek Jezierski

Dziś Ojciec Święty Franciszek mianował biskupa elbląskiego Jacka Jezierskiego administratorem apostolskim sede vacante archidiecezji gdańskiej. O decyzji Papieża poinformował dziś w południe Nuncjusz Apostolski w Polsce.

Funkcję tę bp Jacek Jezierski będzie pełnił do momentu mianowania przez Papieża nowego arcybiskupa metropolity gdańskiego. - Słowo administrator oznacza, że jego funkcja jest tymczasowa, a przymiotnik „apostolski” oznacza, ze władzę sprawuje w imieniu papieża i ma wszelkie uprawnienia biskupa diecezjalnego – wyjaśnia ks. Prof. Piotr Majer prawnik kościelny z uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie.

Przypominamy biogram bp. Jacka Jezierskiego:

Jacek Jezierski urodził się 23 grudnia 1949 r. w Olsztynie. W roku 1967 ukończył tamtejsze Liceum Ogólnokształcące im. K.I. Gałczyńskiego. W latach 1967-1974 studiował w Warmińskim Seminarium Duchownym Hosianum w Olsztynie. W roku 1968, wraz z innymi kolegami z roku, został powołany do odbycia dwuletniej zasadniczej służby wojskowej w Bartoszycach.

Święcenia kapłańskie przyjął w Olsztynie 16 czerwca 1974 r. w kościele parafialnym pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa [szafarz: bp Józef Drzazga]. Jako wikariusz pracował w parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Malborku [1974-1976] oraz parafii św. Mikołaja w Elblągu [1977-78], gdzie prowadził również duszpasterstwo głuchych i niewidomych.

Jest teologiem dogmatykiem [doktorat w KUL], specjalizuje się w historii teologii i ekumenizmie. Opublikował wiele artykułów, wyjaśniając m.in. wiele kwestii teologicznych w perspektywie dialogu ekumenicznego. Jest znawcą osoby oraz myśli sługi Bożego kard. Stanisława Hozjusza – biskupa warmińskiego.

Wykładał teologię dogmatyczną w Warmińskim Instytucie Teologicznym Olsztynie [1983–1999], w Wydziale Teologii UWM w Olsztynie [1999–2013] oraz w Kolegium Teologicznym w Kaliningradzie [1993– 2003]. W latach 1998-1999 reprezentował archidiecezję warmińską, w Zespole MEN ds. utworzenia Uniwersytetu w Olsztynie.

19 lutego 1994 r. został ustanowiony przez papieża Jana Pawła II biskupem pomocniczym archidiecezji warmińskiej ze stolicą tytularną Liberalia [dzisiejsza Algieria]. Święcenia biskupie przyjął 5 marca 1994 we współkatedrze św. Jakuba Apsotoła w Olsztynie. Głównym konsekratorem był: kard. Józef Glemp - Prymas Polski, a współkonsekratorami: abp Edmund Piszcz - arcybiskup metropolita warmiński oraz abp Tadeusz Gocłowski - arcybiskup metropolita gdański. Swoją dewizę biskupią - "Veritas Christi Liberat" [Prawda Chrystusa wyzwala] - wybrał dla upamiętnienia encykliki Jana Pawła II "Veritatis splendor". Odstąpił od zwyczaju ustanowienia herbu biskupiego.

W 1992 r. został mianowany kanonikiem rzeczywistym Kapituły Warmińskiej we Fromborku, a w 1994 wybrany jej prepozytem. Z jego inicjatywy odbyły się poszukiwania szczątków doczesnych Mikołaja Kopernika w katedrze fromborskiej. W roku 2004 rozpoczęły się prace archeologiczne, kierowane przez prof. dr. hab. Jerzego Gąssowskiego. Znaleziono szczątki, które po przeprowadzeniu badań specjalistycznych zostały zidentyfikowane jako należące do Wielkiego Astronoma.

Dnia 10 maja 2014 papież Franciszek mianował bp. Jacka Jezierskiego biskupem diecezjalnym diecezji elbląskiej. Diecezję objął kanonicznie 28 maja 2014, zaś 8 czerwca 2014 odbył ingres do katedry św. Mikołaja w Elblągu. W Wielki Czwartek 24 marca 2016 r. ogłosił zwołanie historycznego, bo pierwszego synodu diecezji elbląskiej pod hasłem "Dojrzali w wierze i życiu". Synod został uroczyście otwarty i rozpoczęty w dn. 17 września 2016.

W ramach pracy w Konferencji Episkopatu Polski, bp Jezierski w 1995 r. objął funkcję przewodniczącego Komisji Charytatywnej, a w 1998 przewodniczącego Zespołu do Dialogu Ekumenicznego z Kościołem Polskokatolickim. Został ponadto delegatem KEP ds. Ekumenicznej Inicjatywy „Theobalt”.

Obecnie w ramach KEP jest przewodniczącym Zespołu ds. Dialogu ze Wspólnotą Kościelną Polskokatolicką, członkiem Rady ds. Ekumenizmu, Rady Ekonomicznej, Komisji Rewizyjnej Fundacji "Dzieło Nowego Tysiąclecia" oraz Zespołu ds. Ruchów Intronizacyjnych, który przygotowywał Akt przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana [Łagiewniki 19 listopada 2016]. Ponad to jest także przewodniczącym Kapituły Promocja Godności Człowieka w ramach nagrody „Totus Tuus” Fundacji KEP „Dzieło Nowego Tysiąclecia”.

W swoich wypowiedziach bp Jezierski wiele uwagi poświęca sprawom formacji chrześcijańskiej i społecznym. Formację tę, zawsze rozumiał jako przygotowanie człowieka do dojrzałego i odpowiedzialnego uczestnictwa w życiu społecznym ojczyzny, miasta i regionu. Zna język niemiecki. Lubi poezję, zwłaszcza Czesława Miłosza i Marii Zientary-Malewskiej.

CZYTAJ DALEJ

Homilia Przewodniczącego Episkopatu Polski w Uroczystość Wniebowziecia Najświętszej Maryi Panny

2020-08-15 10:32

[ TEMATY ]

episkopat

homilia

Wniebowzięcie NMP

episkopat.pl

Przewodniczący Episkopatu w 100-lecie Bitwy Warszawskiej: Dziękujemy wszystkim poległym za ocalenie naszej ojczyzny i Europy

Ku szczytom nieba podąża

Maryja, jasna jutrzenka,

Wspanialsza blaskiem od słońca

I od księżyca piękniejsza

WNIEBOWZIĘCIE

Pierwsza sprawa to Wniebowzięcie NMP. Aby nieco jaśniej zrozumieć tę tajemnicę, trzeba przyjrzeć się samym źródłom tej prawdy. Próżno ich szukać wprost na kartach Nowego Testamentu, ale jest ona dość szeroko obecna w tradycjach starożytnych Kościołów Bliskiego Wschodu. Te tradycje pochodzą z różnych szkół teologicznych i z różnego czasu, ale - chociaż różnią się w szczegółach - to jednak wszystkie zgadzają się co do podstawowych części składowych tego wydarzenia (a więc najpierw „zaśnięcie”, czyli śmierć Maryi, następnie jej pogrzeb, wskrzeszenie i Wniebowzięcie).

Początkowym elementem składowym tych tradycji jest „zaśnięcie”, czyli śmierć Maryi. Według Transitus Melitona z Sardes owa śmierć miała miejsce w drugim roku po Wniebowstąpieniu Chrystusa (II,1.3). Przy tej okazji teksty apokryficzne zauważą dwa następujące po sobie wydarzenia. Najpierw przybycie Chrystusa i polecenie archaniołowi Michałowi wzięcia ciała Maryi na chmurę oraz złożenia go w raju, na wschodzie, „po drzewem życia” (Transitus R, XLVII). Dokonało się to dnia 15 sierpnia o godz. 9.00 rano.

Trzy dni później – tj. 18 sierpnia – ten sam archanioł przeniósł jej świętą duszę do raju i złożył w ciele Maryi (Transitus R, XLVIII). Ten drugi moment ilustruje wspaniała, starożytna mozaika z łuku tęczowego bazyliki Matki Bożej Większej w Rzymie. Przedstawia ona apostołów zgromadzonych wokół śmiertelnego łoża Maryi. Przy łożu stoi Chrystus, trzymając w ramionach duszę Maryi w postaci maleńkiego dziecka, owiniętego w pieluszki („Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę - tak we mnie jest moja dusza” - Ps 131,2). Dusza tej, która kiedyś owinęła w pieluszki Jezusa (Łk 2,7), teraz sama została zawinięta w pieluszki i przeniesiona do nieba. W ten sposób tajemnica przejścia Jej Syna do nieba, została dopełniona przez chwalebne przejście do nieba Jego Matki, skąd „błogosławiona Dziewica rozlewa swoje hojne dary na ludzi.

Do Maryi wniebowziętej i ukoronowanej w niebie nawiązuje także Apokalipsa, mówiąc o Niewieście obleczonej w słońce, ukoronowanej wieńcem z gwiazd dwunastu (Ap 12,1). W sensie dosłownym tą Niewiastą jest lud mesjański, złożony z dwunastu plemion Izraela, który zwycięża - na niebie - walkę ze Smokiem. Lud ten już teraz triumfuje, chociaż jest dopiero brzemienny Mesjaszem, a samo życie Mesjasza wciąż jeszcze jest zagrożone przez dalszy ciąg walki ze Smokiem, tym razem już na ziemi. W sensie typologicznym jednak – zdaniem Ojców Kościoła – tą Niewiastą jest Maryja; pierwowzór Ludu Bożego.

Od chwili Wniebowzięcia zasiada Ona przy boku swego Syna. Uwieńczona przez Chrystusa koroną nieśmiertelności (Iz 62,3; Mdr 5,16), Maryja nie potrzebuje naszych srebrnych czy złotych koron. Nasze materialne korony niczego istotnego jej nie dodają, chociaż – jak każda matka - cieszy się ona ze czci, jaką ją otaczają jej własne dzieci. Nasze ziemskie korony potrzebne są raczej nam. To my potrzebujemy widzialnego znaku, abyśmy mogli wyrazić naszą wdzięczność wobec Maryi. Wiemy bowiem, że człowiek niewdzięczny - a w szczególności niewdzięczny wobec swojej matki - jest duchowym kaleką. Tutaj w Ossowie ta wdzięczność ma swój szczególny tytuł; jest nią dziękczynienie za polskie zwycięstwo w słynnej Bitwie Warszawskiej.

WYBUCH WOJNY BOLSZEWICKO-POLSKIEJ

Drugi temat to właśnie owa wojna bolszewicko-polska, której Bitwa Warszawska była decydującą częścią. Aby lepiej zrozumieć ówczesne położenie w jakim znalazła się Polska, warto przytoczyć słowa, które - w lutym 1920 roku - padły ze strony niemieckiej. Dowódca niemieckiej armii, gen. Hans von Seeckt - podczas wykładu dla oficerów w Hamburgu - stwierdził: „Jeśli chodzi o uratowanie przed bolszewizmem Polski, tego śmiertelnego wroga Rzeszy, tworu i sojusznika Francji, złodzieja niemieckiej ziemi, niszczyciela niemieckiej kultury, to do tego dzieła nie powinna być przyłożona żadna niemiecka ręka i jeśli diabeł będzie chciał zabrać Polskę, to powinniśmy mu w tym pomóc. Nasza przyszłość leży w bliskości z wielką Rosją i czy podoba nam się ta dzisiejsza [komunistyczna Rosja], czy nie, nie mamy innego wyjścia. Powstrzymać bolszewizm powinniśmy usiłować w naszych własnych granicach, jeśli on w ogóle, co wydaje się coraz mniej prawdopodobne, zechce nas zaatakować” (Hamburg - 20.02.1929). A zatem Polska miała się znaleźć się w kleszczach z dwóch stron.

Katastrofa wydawała się nieuchronna także z uwagi na sytuację wewnętrzną Polski; na stan polskiej klasy politycznej. O niej tak pisał Stefan Żeromski: „Trzeba to wyznać otwarcie i bez osłony, że lenistwo ducha Polski, cudem z martwych wskrzeszonej, ściągnęło na tego ducha batog bolszewicki. Polska żyła w lenistwie ducha, oplątana przez wszelakie gałgaństwo, paskarstwo, łapownictwo, dorobkiewiczostwo kosztem ogółu, przez jawny biurokratyzm, dążenie do kariery i nieodpowiedzialnej władzy. Wszystka wzniosłość, poczęta w duchu za dni niewoli, zamarła w tym pierwszy dniu wolności. Walka o władzę, istniejąca niewątpliwie wszędzie na świecie, jako wyraz siły potęg społecznych, partii, obozów i stronnictw, w Polsce przybrała kształty monstrualne. Nie ludzie zdolni, zasłużeni, wykształceni, mądrzy, których mamy dużo w kraju, docierali do steru władzy, lecz mężowie partii i obozów najzdolniejsi czy najsprytniejsi w partii lub obozie. Jak po spuszczeniu wód stawu, ujrzeliśmy obmierzłe rojowisko gadów i płazów” (Inter arma).

Tę wojnę w jakimś sensie sprowokował sam marszałek Piłsudzki, zamierzając zbudować przyjazne Polsce państwo ukraińskie. Po rozpoczęciu polskiej ofensywy (25.04.1920) i zajęciu przez niego Kijowa, okazało się, że marszałek się przeliczył, zabrakło bowiem masowego poparcia dla wybranego przez niego Petlury.

Tymczasem Związek Sowiecki – w obliczu niebezpieczeństwa utraty Ukrainy – łatwo zmobilizował własne społeczeństwa do walki z Polską; do Armii Czerwonej wstąpiły tysiące dawnych oficerów carskich. Dnia 14 maja 1920 rozpoczęło się radzieckie uderzenie na Białorusi. Dowodzący nim gen. Tuchaczewski - w rozkazie natarcia – nie krył, że idzie o coś więcej niż tylko o pokonanie Polaków. „Decydują się - pisał on – losy rewolucji światowej. Poprzez trupa białej Polski prowadzi droga do wszechświatowego pożaru. Na bagnetach zaniesiemy ludności pracującej szczęście i pokój. Na Zachód marsz!”.

Dnia 4 lipca wojska sowieckie przeszły do ofensywy, front został przerwany a 23 lipca - gdy Armia Czerwona wkroczyła na etniczne terytorium Polski zaś sowieci utworzyli Polski Tymczasowy Komitet Rewolucyjny (30.07.1920), którego zadaniem było zastąpienie suwerennego państwa polskiego republiką rad.

W tym momencie rzeczywiście Polska obrona była bliska załamania. I nagle, w tym tragicznym położeniu, nastąpiło coś nieoczekiwanego; wielki zryw niepodległościowy Polaków. Do wojska masowo zgłaszali się robotnicy, chłopi i inteligenci, studenci a nawet uczniowie. W obliczu nadciągającej katastrofy państwa największe partie polityczne postanowiły wziąć na siebie odpowiedzialność za politykę wschodnią. W tym celu – 24 lipca – powstał Rząd Obrony Narodowej, złożony z przedstawicieli wszystkich stronnictw politycznych, natomiast materialnego wsparcia udzieliła Ententa.

Pomimo tego - w sierpniu 1920 roku - Armia Czerwona była już u wrót Warszawy, posiadając wielokrotną przewagę liczebną nad silami polskimi. Nastrój, jaki zapanował w tym czasie pośród Polaków to nadzieja i trwoga. Trwoga była wynikiem trzeźwej oceny sytuacji na froncie. Kto znał informacje z frontu, temu trudno było opanować lęk w obliczu okrucieństw Armii Czerwonej; w obliczu mordowania jeńców, bestialstwa wobec ludności cywilnej i duchowieństwa, gwałtach, grabieży i niszczeniu wszystkiego, co nosiło znamiona kultury. Nadzieja natomiast karmiła się tym, że jeszcze nie wszystko stracone.

PROŚBY O POMOC MARYI

I wtedy – to już kwestia trzecia - pośród naszych rodaków nastała wielka mobilizacja duchowa. Nigdy wcześniej Kościół katolicki nie wykazał się tak wielkim zaangażowaniem jak wtedy. W uroczystość Przemieniania Pańskiego – dnia 6 sierpnia - rozpoczęto wielką nowennę za ojczyznę, która to nowenna miała zakończyć się dnia 15 sierpnia; w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

W tych pełnych napięcia i grozy chwilach polscy biskupi skierowali trzy listy pasterskie. Pierwszy list wysłali do papieża Benedykta XV, w którym - prosząc o modlitwę - jednocześnie przestrzegali: „Jeżeli Polska ulegnie nawale bolszewickiej, klęska grozi całemu światu, nowy potop ją zaleje, potop mordów, nienawiści, pożogi, bezczeszczenia Krzyża”. W drugim liście - adresowanym do biskupów świata - polski episkopat prosił o „szturm modłów do Boga za Polską”, bo „dla wroga, który nas zwalcza, nie jest bynajmniej Polska ostatnią przystanią dla jego trofeów; lecz jest mu raczej etapem tylko i pomostem do zdobycia świata”. Trzeci list był skierowany do serc i sumień rodaków: „Dajcież ojczyźnie, co z woli Bożej dać jej przynależy. Nie słowem samym, ale czynem stwierdzajcie, iż ją miłujecie. Godnymi się stańcie najdroższego daru wolności przez wasze poświęcenie się dla Polski”.

W odpowiedzi papież udzielił błogosławieństwa, lecz jednocześnie prosił, aby – dnia 15 sierpnia - Polacy odmówili różaniec, prosząc o wsparcie i zwycięstwo za przyczyną Maryi. Tego samego dnia pewien socjalistyczny włoski dziennik napisał: „Papież wezwał, aby prosić o wstawiennictwa Maryi. Nie lada stworzył sobie problem, jeśli wierzy w skuteczność Matki Bożej! Trzy miliony żołnierzy w bolszewickich mundurach. Ci żołnierze i ich działa znaczą więcej niż wszystkie różańce świata. W najbliższych dniach będziemy mieli tego namacalny dowód”.

BITWA WARSZAWSKA

Czwarta kwestia to Bitwa Warszawska. Na szczęście – na początku sierpnia - polsko-francuskie dowództwo wojskowe przeprowadziło udany manewr, który pozwolił polskiej armii oderwać się od oddziałów sowieckich, przegrupować siły i dnia 12 sierpnia rozpocząć - trwającą niemal dwa tygodnie -Bitwę Warszawską (por. Daria i Tomasz Nałęcz; Giennadij F. Matwiejew, w: Białe plamy – czarne plamy. Sprawy trudne w polsko-rosyjskich stosunkach. Warszawa 2010).

Na jej przebieg można dziś patrzeć przez pryzmat podręczników lub encyklopedii, a więc raczej sucho i beznamiętnie. Można też sięgnąć do osobistych wspomnień z tamtego czasu, które - wprawdzie fragmentarycznie i subiektywne - ale w o wiele żywszy sposób ukazują to, co się wówczas działo.

Wśród osobistych relacji z 1920 roku zachowały się wspomnienia jednej z sanitariuszek, która pracowała w szpitalu Polskiego Białego Krzyża, założonym przez żonę wielkiego pianisty i premiera Helenę Paderewską. Oto co pisze w swoich wspomnieniach ich autorka Anna Kamieńska: „Nawała bolszewicka przyszła jak wiadomo nagle. Z początku w Warszawie żartowali sobie z tego całego najazdu i ogół mieszkańców nie zdawał sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Stolica bawiła się, teatry były przepełnione, na ulicach było pełno ruchu. Można wyobrazić sobie tę atmosferę rozprężenia wynikającą po części z przejść rozbiorowych i wojennych, a po części z jakiejś niefrasobliwości, bo Warszawa już nieraz bawiła się tuż przed tragedią.

Dnia dziesiątego sierpnia w nocy usłyszałyśmy jakiś dziwny huk, zerwałyśmy się na równe nogi i jedna z nas zatelefonowała do komendy placu z zapytaniem, co to jest. Odpowiedziano, że to huk armat bolszewickich. W czwartek od rana zaczęły strzały armatnie grzmieć coraz donioślej, nieprzyjaciel zbliżał się do wrót Warszawy, biuletyny wojenne przynosiły coraz czarniejsze wieści.

W piątek rano dostałyśmy rozkaz opróżnić szpital, gdy strzały armatnie zaczęły już dolatywać w okolicach Pragi. Ranni przybyli z okolic Radzymina mówili, że bolszewicy na pewno koło soboty wejdą do Warszawy. Rozeszła się wiadomość, że Warszawa została odcięta. Była to jednak pogłoska szerzona przez tchórzów. Wieczorem najciężej ranni zostali wysłani dalej, ale w nocy zaczęła przybywać nowa partia. I gdybyście widzieli, kogo przynosili na noszach; nie starych żołnierzy, ale wprost dzieciaków i wyrostków, wszystko to nawet nie w uniformach, wielu bez butów, z ranami w bardzo wielu wypadkach kłutymi; co znaczy, że ci malcy potykali się już pierś o pierś. Jeden z nich, gdyśmy go położyły na łóżko i zrobiły opatrunek, to pierwsze słowa, jakie wyszły z ust jego były: „Mamo, mamo, gdzie jesteś?”. Z innym chłopakiem, który był uczniem szóstej klasy gimnazjalnej związana jest scena jeszcze bardziej przejmująca, bo gdy na chwilę uzyskał przytomność, zawołał: „Polsko, choć ja umieram, lecz ty będziesz wolna!” Tak to do walki poszła młodzież gimnazjów i liceów warszawskich, wszystkich warstw społecznych. Młodzież niedoświadczona, nieobyta w krwawych bojach, mając przeciwko sobie żołnierza doświadczonego w bitwach I wojny światowej. Razem z nią ks. Ignacy Skorupka, który dnia 31 lipca w kazaniu powiedział: „Nie minie 15 sierpnia, dzień Matki Boskiej Zielnej, a wróg będzie pobity”.

W tamtym czasie - poza planami generałów obu walczących stron - działy się też rzeczy do dziś niewyjaśnione. Dotyczy to przede wszystkim zdarzeń, jakie miały miejsce około 15 sierpnia tamtego roku. Należy tutaj wymienić przynajmniej dwa: uderzenie na Wólkę Radzymińską i atak na Ciechanów.

Pierwsze z nich - czyli uderzenie na Wólkę Radzymińską - miało związek z utratą Radzymina. Gen. Haller wydał rozkaz uderzenia na Radzymin o świcie 15 sierpnia. Tymczasem 1 batalion 28 pułku Strzelców Kaniowskich pod dowództwem por. Stefana Pogonowskiego, nie wiadomo dlaczego, uderzył przedwcześnie na wroga (o godz. 1.00 w nocy) i rozbił sztab nieprzyjacielski w Wólce Radzymińskiej. Wśród bolszewików nastąpił popłoch a por. Pogonowski - zwyciężając niewielkimi siłami wielokrotnie liczebniejszego przeciwnika – padł śmiertelnie ranny; miał wtedy 25 lat. Wedle przekonania wielu to właśnie w tym miejscu odwróciła się karta wojny.

Tego samego dnia nastąpił też zwrot w drugiej bitwie - nad Wkrą. Armia gen. Sikorskiego przystąpiła 14 sierpnia do działań zaczepnych, mających odciążyć Warszawę. Wtedy to śmiałym zagonem 203 Ochotniczy Pułk Ułanów obszedł nocą z 14 na 15 sierpnia Ciechanów i wczesnym rankiem zaatakował z najmniej spodziewanego kierunku. Na skutek panicznej ucieczki bolszewików w ręce kaliskich ułanów wpadła kancelaria dowództwa i magazyny, ale najważniejszą rzeczą było spalenie przez Rosjan własnej radiostacji, będącej jedynym źródłem łączności z dowództwem frontu zachodniego. Tracąc kontakt ze sztabem armia Tuchaczewskiego nie przeprawiła się przez Wisłę i nie wzięła udziału w Bitwie Warszawskiej, przyczyniając się do ostatecznej klęski Rosjan. Wypowiadający się w tej kwestii znawcy zgodnie zauważają, że były to dwa wręcz irracjonalne wydarzenia, które wpłynęły na ostateczny przełom.

Kard. Kakowski z kolei tak opisuje - w swoich Pamiętnikach – czyn księdza Skorupki, który zginął na polu walki pod Ossowem dnia 14 sierpnia 1920 roku: „Ks. Skorupka zwrócił się do mnie z prośbą, abym mu pozwolił pójść na front razem z batalionem młodzieży gimnazjalnej warszawskiej, w którym znajdowała się jego szkoła. ‘Zgadzam się, rzekłem, ale pamiętaj, abyś ciągle przebywał z żołnierzami w pochodzie w okopach, a w ataku nie pozostawał w tyle, ale szedł w pierwszym rzędzie’. ‘Właśnie dlatego, odrzekł, chcę iść do wojska’. W bitwie pod Ossowem młodociany żołnierz nie wytrzymał ataku i zaczął się cofać. Cofali się oficerowie i dowódca pułku, wtedy ks. Skorupka zebrał koło siebie kilkunastu chłopców i z nimi poszedł naprzód. Widząc cofającego się dowódcę pułku, krzyknął do niego: ‘Panie pułkowniku, naprzód!’ ‘A ksiądz?’, zapytał pułkownik. ‘Panie pułkowniku, za mną!’. ‘Chłopcy za mną!”. Poszli naprzód. Wielu poległo; padł rażony granatem i ks. Skorupka.

Dlaczego tak podnoszą i gloryfikują śmierć ks. Skorupki przed wszystkimi ofiarami wojny? Chwila śmierci ks. Skorupki jest punktem zwrotnym w bitwie pod Ossowem i w dziejach wojny 1920 r. Do tej chwili Polacy uciekali przed bolszewikami, odtąd uciekali bolszewicy przed Polakami” [...] Szczegóły śmierci ks. Skorupki opowiadali mi młodzi żołnierze, których odwiedziłem w szpitalu, jako rannych. Bolszewicy wzięci do niewoli opowiadali znowu, że widzieli księdza w komży i z krzyżem w ręku, a nad nim Matkę Boską. Jakżeż mogli strzelać do Matki Boskiej, która szła przeciwko nim. Ten moment kulminacyjny w bitwie pod Warszawą nazwano tego dnia ‘cudem nad Wisłą’” (kard. A. Kakowski, Z niewoli do niepodległości. Pamiętniki, Kraków 2000, s. 826-827).

Tak oto - w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny - pod Ossowem wojska bolszewickie zostały odparte. Ponosząc ogromne straty, zaczęły się cofać w popłochu. Ich pułki szybko tajały, amunicja wyczerpywała się a żołnierze byli w stanie skrajnego wyczerpania. Nie tylko pojedyncze jednostki, ale cała armia straciła wiarę w skuteczność walki i szansę na wygraną. Struna, która się naprężała do momentu sforsowania Bugu, teraz pękła – pisał Witowt Putna.

Podobnie jak w przypadku walki Dawida z Goliatem, Bóg dał zwycięstwo małemu nad wielkim. Modlitwy Polaków – podobnie jak w przypadku modlitw Judy Machabeusza - zostały wysłuchane. Tak modlił się Machabeusz: „Bez trudu wielu może być pokonanych rękami małej liczby, bo Niebu nie czyni różnicy, czy ocali przy pomocy wielkiej czy małej liczby. Zwycięstwo bowiem w bitwie nie zależy od liczby wojska; prawdziwą siłą jest ta, która pochodzi z Nieba. Oni przychodzą do nas pełni pychy i bezprawia po to, aby wytępić nas razem z żonami naszymi i dziećmi i aby nas obrabować. My zaś walczymy o swoje życie i o swoje obyczaje. On sam skruszy ich przed naszymi oczami. Wy zaś ich nie obawiajcie się!’” (1 Mch 3,18-22).

Później, dzień 25 sierpnia przyjęto uważać za koniec Bitwy Warszawskiej. Według niepełnych szacunków podczas całej tej wojny poległo lub odniosło ciężkie rany ponad 100 tysięcy polskich żołnierzy. Kraj – już wcześniej ciężko dotknięty przez I wojnę światową – doznał nowych zniszczeń, których usuwanie pochłonęło wiele czasu i kosztów. W sumie jednak był to pierwszy - po latach zaborów - liczący się na arenie międzynarodowej sukces Polski. Była to pierwsza – po rozbiorach - wygrana samodzielnie przez polską armię wojna.

Sam Tuchaczewski wspominał później: „Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że gdybyśmy wyrwali z rąk burżuazji polskiej jej burżuazyjną armię szlachecką, wówczas rewolucja klasy robotniczej w Polsce stałaby się faktem dokonanym. A pożar ten nie dałby się ograniczyć ścianami polskimi. Jak wzburzony potok rozlałby się po całej Europie Zachodniej”. „Wszystko tam w Europie było gotowe do wzięcia, lecz Piłsudski i jego Polacy spowodowali gigantyczną, nieprawdopodobną klęskę rewolucji światowej” – dopowiedział Lenin.

Dnia 8 grudnia 1920 roku Józef Teodorowicz - ormiańsko-katolicki arcybiskup Lwowa - zwrócił uwagę na dodatkowy czynnik: „Bóg łaskę zwycięstwa i cud pod Warszawą dał nam przez ręce Tej, która Polski jest Królową. Mówił mi kapłan pracujący w szpitalu wojskowym, iż żołnierze rosyjscy zapewniali go i opisywali, jak pod Warszawą widzieli Najświętszą Pannę okrywającą swym płaszczem Polski stolicę. I z różnych innych stron szły podobne świadectwa”. Było to tak wielkie zwycięstwo wojsk polskich, że nie dało się go wytłumaczyć w sposób czysto naturalny, dlatego zostało nazwane „cudem nad Wisłą”. Odwołanie się do „cudu” nie było tu przypadkowe, ponieważ – dokonane sześć lat wcześniej – odrzucenie wojsk niemieckich spod Paryża nazwano „cudem nad Marną”.

„Cud nie powstaje z niczego, nie wyrasta na nieużytkach jałowych. Cud sierpniowy zrodził się pod opieką Boską, z męki samotnego Wodza i ze zbiorowego, krwawego, ofiarnego wysiłku żołnierza. Jest to istotnie cud niespożytej mocy ducha polskiego, mocy, która spętana w niewoli drzemała, a obudzona do życia piorunem spadła na ponawianą próbę narzucenia jarzma” (W. Pobóg-Malinowski).

Na pamiątkę tamtego zwycięstwa przywrócono - w 1992 roku - święto Wojska Polskiego. Jest to Wasze – drodzy żołnierze, spadkobiercy Bitwy Warszawskiej – święto. Przedstawiciele Kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari złożyli - 15 sierpnia roku 2000 - na Jasnej Górze ryngraf. Na rewersie tego ryngrafu umieszczono słowa ostatniego meldunku, jaki pod Radzyminem złożyli ojczyźnie jej najwierniejsi synowie: „14 sierpnia 1920 roku siedmiokroć odpieraliśmy hordy bolszewickie i padliśmy u wrót Stolicy, a wróg odstąpił...”.

SZALEŃSTWO WOJNY

Piąta i ostatnia sprawa to konieczność zastanowienie się – w świetle Ewangelii - nad sensownością każdej wojny.

I właśnie w tej sprawie wypowiedział się w sposób bardzo prosty papież Franciszek podczas swojej wizyty w Fogliano di Redipuglia (2014). Na tamtejszym cmentarzu spoczywa ponad 100 tysięcy włoskich żołnierzy, poległych w I wojnie światowej podczas krwawych walk w Dolomitach nad Isonzo. A oto jego słowa:

„Przybywając tutaj, na to miejsce, w pobliżu cmentarza, podziwiając wcześniej piękno krajobrazu całego tego regionu, gdzie kobiety i mężczyźni pracują rozwijając życie rodzinne, gdzie dzieci bawią się a starsi oddają się marzeniom, nie znajduję innych słów jak tylko te, że wojna jest szaleństwem.

Podczas gdy Bóg rozwija swoje dzieło stworzenia, a my, ludzie jesteśmy powołani do współpracy w Jego dziele, to wojna niszczy. Niszczy także to, co Bóg stworzył jako najpiękniejsze; istotę ludzką. Wojna niszczy wszystko, także więź między braćmi. Wojna jest szalona, jej planem rozwoju jest zniszczenie: chęć rozwijania się przez zniszczenie!

Chciwość, nietolerancja, żądza władzy to motywy pobudzające do decyzji o wojnie, a są one często usprawiedliwiane ideologią. Wcześniej jednak jest namiętność, bodziec wypaczony. Ideologia jest usprawiedliwieniem, a gdy zabraknie ideologii, to pojawia się odpowiedź Kaina: „Co mnie obchodzi mój brat?”, „Czyż jestem stróżem brata mego”? (Rdz 4,9). Wojna nikomu nie patrzy w twarz: starszym, dzieciom, matkom, ojcom... „Co mnie to obchodzi?”.

Nad wejściem tego cmentarza unosi się szydercze motto wojny: „Co mnie to obchodzi?”. Wszystkie te osoby, których szczątki tutaj leżą miały swoje plany, marzenia, ale ich życie zostało przerwane. Ludzkość powiedziała: „Co mnie to obchodzi?” […]

Taka postawa jest dokładnie przeciwna temu, czego w Ewangelii żąda od nas Jezus. […]

Także dziś jest wiele ofiar... Jak to jest możliwe? Jest to możliwe, ponieważ także dziś za kulisami kryją się interesy, plany geopolityczne, żądza pieniędzy i władzy, jest przemysł zbrojeniowy, który wydaje się tak ważny! I ci planiści [organizatorzy] terroru, organizatorzy starć a także właściciele firm zbrojeniowych wypisali w sercach: „Co mnie to obchodzi?” […].

Być może spekulujący na wojnie z tym noszonym w sercu „Co mnie to obchodzi?” zarabiają dużo, ale ich zdemoralizowane serce utraciło zdolność do płaczu. To „Co mnie to obchodzi?” uniemożliwia płacz. Kain nie płakał. Cień Kaina obejmuje nas dzisiaj tutaj, na tym cmentarzu. Widać go tutaj. Widać go w historii od roku 1914 aż po dzień dzisiejszy. Widać go także w naszych czasach.

Z sercem syna, brata, ojca, proszę was wszystkich i dla nas wszystkich o nawrócenie serca: przejście od tego „Co mnie to obchodzi?”, do płaczu. Za wszystkich poległych w „bezsensownej rzezi”, za wszystkie ofiary szaleństwa wojny w każdym czasie. Ludzkość potrzebuje płaczu i jest to godzina płaczu” (Fogliano di Redipuglia - 13.09.2014).

„Ludziom, o ile są grzeszni, zagraża niebezpieczeństwo wojny i aż do nadejścia Chrystusa będzie zagrażać” (Gaudium et spes, 78), ponieważ w człowieku, w rodzinach, społeczeństwach i narodach ciągle tlą się zarzewia napięć i konfliktów spowodowanych przez rosnące nierówności między bogatymi a biednymi, przez dominację mentalności egoistycznej i indywidualistycznej, wyrażającej się również w pozbawionym reguł kapitalizmie finansowym, a także przez różne formy terroryzmu i przestępczości.

Pokój to nie tylko „milczenie broni” między narodami, ale to budowanie społeczeństwa opartego na moralności ewangelicznej i chrześcijańskiej, na sprawiedliwości społecznej. „Taka jest bowiem definicja pokoju: zgodność tych, którzy byli poróżnieni” (św. Grzegorz z Nyssy, O doskonałości chrześcijańskiej).

Tak, niebezpieczeństwo wojny może zostać wyeliminowane pod warunkiem, że najpierw zostanie ustanowiony pokój we własnym sumieniu każdego obywatela, aby tym skuteczniej mówić o pokoju wewnętrznym i zewnętrznym w polityce państwowej. Wymaga to oczywiście ustanowienia jakiejś powszechnej, przez wszystkich uznanej władzy publicznej, która by rozporządzała skuteczną siłą zdolną wszystkim zapewnić zarówno bezpieczeństwo, jak i przestrzeganie sprawiedliwości oraz poszanowanie praw”. Wtedy – „za zgodą narodów - będzie można zakazać wszelkiej wojny (por. Gaudium et spes, 82).

Na koniec, módlmy się za wszystkich poległych w tamtej wojnie sprzed 100 lat, którzy spoczywają w tej zlanej ich krwią ziemi. Dziękujemy im wszystkim za ocalenie naszej ojczyzny. Za ocalenie Europy.

Niech ich umiłowanie wolności i ojczystej ziemi wzbudzi w naszych sercach pragnienie pokoju. Prośmy Boga o to, aby w nas dojrzewały uczucia przebaczenia i braterstwa, zgodnie z nakazem Zbawiciela: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają” (Łk 6,27-28). Niech każdy z nas dostrzega w drugim człowieku brata, którego należy przyjąć i miłować po to, by wspólnie budować lepszy świat. Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję