Reklama

Wiadomości

Biebrza płonęła jak pochodnia

Mieszkańcy Kopytkowa najpierw zauważają uciekające łosie, chwilę później – unoszący się słup dymu. Jest wieczór spokojnej kwietniowej niedzieli, kiedy rozpętuje się prawdziwe piekło w samym środku przyrodniczego raju.

Niedziela Ogólnopolska 19/2020, str. 12-14

[ TEMATY ]

parki narodowe

East News/Marek Maliszewski/REPORTER

Pożar wybucha 19 kwietnia br. w środkowym basenie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Rozprzestrzenia się szybko we wszystkich kierunkach i zagraża nie tylko cennym siedliskom w parku, ale także wsiom Polkowo i Kopytkowo. Następnego dnia wzdłuż Biebrzy dociera do miejscowości Wroceń, kolejnego pojawia się między Lasem Wroceńskim a Wilczą Górą, chwilę później w okolicach wydm na Grzędach. Wdziera się w końcu na obszar ochrony ścisłej Czerwonego Bagna.

Bielik z Wrocenia

Pożar szaleje na styku trzech powiatów: augustowskiego, monieckiego i sokólskiego i trawi wszystko, co spotka na swojej drodze – ostoje rzadkich gatunków zwierząt i stanowiska roślin. Płoną lasy, łąki oraz starorzecza w rejonie Kopytkowa, Polkowa i Wrocenia. To jedne z najcenniejszych przyrodniczo obszarów nie tylko w Europie, ale i na świecie. Giną młode jelenie, łosie, sarny i dziki, pożar trawi jaja i pisklęta oraz dorosłe zwierzęta, które stają w obronie gniazd i młodych. Wiele gatunków ptaków znad Biebrzy to ptaki gniazdujące na ziemi, np. żurawie czy brodzące z rodziny bekasowatych kuliki i rycyki. Tragicznym symbolem pożaru w Biebrzańskim Parku Narodowym jest bielik z Wrocenia, który do końca chronił swoje gniazdo i potomstwo i zginął w płomieniach. O jego odnalezionych szczątkach ze łzami w oczach opowiadają uczestniczący w akcji strażacy. Widzieli już niejedno, ale są wstrząśnięci rozmiarem dramatu, który rozgrywa się w tym „sanktuarium” dzikiej przyrody, podobnie jak leśnicy i okoliczni mieszkańcy. Biebrza pali się jak pochodnia. Wielką łunę pożaru widać w odległych o ok. 30 km Mońkach. Akcję gaśniczą utrudniają silny wiatr i panująca od długiego czasu susza. Ugaszony miejscami ogień rozżarza się na nowo, przez co sytuacja jest bardzo niebezpieczna również dla służb prowadzących akcję ratowniczą.

Hektary stracone z dymem

Obszar Biebrzańskiego Parku Narodowego objęty tragicznym pożarem zgodnie z ostatecznymi danymi – uzyskanymi na podstawie zapisów satelitarnych – to 5280 ha, co stanowi 9% całego obszaru parku. W chwili, kiedy powstawał tekst, w tydzień po wybuchu pożaru, trwały jeszcze dogaszanie pojedynczych ognisk pożaru, dozór pożarzyska i szacowanie strat w przyrodzie. Spłonęły przede wszystkim łąki i trzcinowiska. Jak podkreślają specjaliści, pożar miał na szczęście charakter powierzchniowy, gdyby bowiem ogień wniknął w głąb torfu, mógłby trwać nawet miesiącami. Jak oceniają przyrodnicy, roślinność ma szansę się odrodzić w ciągu roku, ciągle nieoszacowane są natomiast straty, które poniósł świat zwierzęcy. Żywioł wybuchł w okresie lęgowym ptaków i w jego wyniku spłonęło wiele gniazd z pisklętami. „Spłonęły siedliska wodniczki, dubelta, podróżniczka, błotniaka stawowego i łąkowego, rycyka. Te rzadkie gatunki ptaków nie są spotykane w wielu miejscach naszego kraju, a dolina Biebrzy jest ich ostoją” – można przeczytać na stronie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Dramat dotknął również zamieszkujące park duże ssaki, które z powodu łagodnej zimy wcześniej niż zwykle wydały na świat młode. Strażacy podczas akcji gaśniczej znajdowali m.in. zwęglone młode sarny i łosie.

Reklama

Winni: susza czy człowiek?

Wiosenne pożary podmokłych łąk w rejonie Biebrzańskiego Parku Narodowego mają miejsce co roku. Już w wielkanocną niedzielę 12 kwietnia wybuchł tu pożar, który z racji suszy rozprzestrzeniał się błyskawicznie i strawił ok. 200 ha łąk, nieużytków i lasów. Ugaszony został po 10 godzinach, dzięki pięciokrotnemu zrzutowi wody z samolotu gaśniczego.

Pożary najczęściej są skutkiem wypalania traw przez człowieka, mimo że z apelem o ich zaniechanie każdego roku zwracają się dyrekcja parku i strażacy. Według pierwszych ocen służb Biebrzańskiego Parku Narodowego i straży pożarnej, wydawało się niemal pewne, że tragiczny w skutkach pożar, który wybuchł 19 kwietnia br., powstał wskutek wypalania traw. Nie wyklucza się jednak celowego podpalenia, a sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa w Białymstoku. Dyrektor parku Andrzej Grygoruk z rozgoryczeniem mówi, że tylko w tym roku doszło już do kilkunastu podpaleń, w większości na terenie gminy Sztabin. Wyznaczył również 10 tys. zł nagrody za wskazanie podpalacza odpowiedzialnego za ostatni tragiczny, największy od wielu lat pożar.

Nieodpowiedzialne zachowanie człowieka zadziwia tym mocniej, że z powodu bezśnieżnej zimy i niemal pozbawionej deszczu wiosny w Polsce panuje coraz bardziej katastrofalna susza. Lasy Państwowe poinformowały, że w niemal wszystkich lasach na terenie kraju obowiązuje najwyższy stopień zagrożenia pożarowego. Wilgotność ściółki spadła w niektórych rejonach do krytycznych 8-12%. Niepokojące dla leśników są także obserwowane problemy z poziomem wody w rzekach i leśnych strumieniach. Są rejony, w których lasy z powodu zagrożenia pożarowego zostały zamknięte dla ludzi. Tam, gdzie możemy z nich korzystać, od naszej odpowiedzialności będą zależeć nie tylko ich los i los ich mieszkańców, ale i nasze bezpieczeństwo.?>>n

Biebrzański Park Narodowy jest największym parkiem narodowym w Polsce. Zajmuje ok. 59 tys. ha. Chroni cenne przyrodniczo obszary bagienne. Jest ostoją wielu rzadkich gatunków, zwłaszcza ptaków wodno-błotnych oraz łosi.

2020-05-05 14:32

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pięć parków narodowych z dotacjami na bazy edukacyjne

[ TEMATY ]

parki narodowe

pl.wikipedia.org

Dolina Pięciu Stawów Polskich

Ponad 44 mln zł wsparcia na budowę, rozbudowę i wyposażenie ośrodków edukacji ekologicznej otrzyma pięć parków narodowych: „Ujście Warty”, Karkonoski, „Bory Tucholskie”, Tatrzański i Słowiński. Dotacje z unijnego Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko przyznał Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Beneficjenci wydadzą w sumie 66 mln zł na swoje projekty.

Decyzja o dofinansowaniu tego typu projektów zbieżna jest z działaniami resortu środowiska, który prowadzi politykę zrównoważonego rozwoju z zachowaniem ojczystych zasobów przyrodniczych i polskiego krajobrazu.

Park Narodowy „Ujście Warty” (województwo lubuskie) podejmie się budowy i wyposażenia Ośrodka Muzealno-Edukacyjnego wraz z zapleczem administracyjnym oraz technicznym. Projekt, którego realizacja potrwa do połowy 2021 r., będzie kosztował 22,9 mln zł, a Unia Europejska wesprze go kwotą 12,9 mln zł. Budynek muzealno-edukacyjny, gdzie przygotowane zostaną między innymi wystawy oraz warsztaty dla nauczycieli i organizatorów turystyki, zajmie 1771 m2. Przewiduje się, że działaniami edukacyjnymi objętych zostanie 20 tys. osób w skali roku.

Karkonoski Park Narodowy (województwo dolnośląskie) w ramach projektu zajmie się adaptacją budynku Wielkiej Stajni przy Pałacu Sobieszów na potrzeby ekspozycji przyrodniczej „Klimatyczne Karkonosze”. Prace obejmą również wykonanie wszelkich udogodnień dla osób niepełnosprawnych. Część pomieszczeń zostanie przystosowanych do pełnienia funkcji centrum zarządzania i informacji w zakresie ochrony przyrody. Do 2021 r. park wyda 21,6 mln zł, przy czym NFOŚiGW wyłoży z unijnej kasy 15 mln zł wparcia. W ramach projektu powstanie między innymi wspomniane interaktywna ekspozycja przyrodnicza „Klimatyczne Karkonosze”. Tutaj planuje się działania edukacyjne dla 30 tys. osób rocznie.

Park Narodowy „Bory Tucholskie” (województwo pomorskie) zrealizuje trzeci etap rozbudowy bazy edukacyjnej. Koszt projektu pn. „Centrum Edukacji Przyrodniczej w Chocińskim Młynie ośrodkiem kształtowania właściwych postaw społeczeństwa wobec zachowania bogactwa różnorodności biologicznej” oszacowano na 10,7 mln zł, a jego realizacja potrwa do 2020 r. Unijna pomoc wyniesie w tym przypadku 9,1 mln zł. Dzięki inwestycji, stworzone w poprzednich etapach Centrum Edukacji Przyrodniczej wzbogacone zostanie o nowo wybudowany obiekt – muzeum wraz z kompletnym wyposażeniem ekspozycji. Średnia liczba odbiorców działań edukacyjnych – prowadzonych w obiektach będących przedmiotem wsparcia – w skali roku wyniesie 25 tys. osób.

Tatrzański Park Narodowy (województwo małopolskie) aplikował do NFOŚiGW z wnioskiem dotyczącym budowy Centrum Edukacji Przyrodniczej Kiry – Kościelisko, co wyceniono na 10,2 mln zł, przy dofinansowaniu z Funduszu Spójności na poziomie 7 mln zł. Do końca trzeciego kwartału 2019 r. wykonane zostaną takie prace, jak budowa centrum oraz organizacja ekspozycji i wyposażenie obiektu. Projekt kierowany jest do 120 tys. osób rocznie.

Słowiński Park Narodowy (województwo pomorskie) przygotuje z kolei edukacyjne zajęcia pn. „Nawigacja w Przyszłość, czyli lekcje z klimatem w SPN” za 568 tys. zł. Unijna pomoc wyniesie 390 tys. zł. Realizację przewidziano do końca 2019 r. Z zajęć skorzysta 500 osób rocznie, głównie z terenów leżących na terenie parku bądź sąsiadujących z nim.

Dotychczas podpisano cztery z wyżej wymienionych umów. Na podpisy czeka już tylko ostatnia umowa – z Tatrzańskim Parkiem Narodowym (umowa będzie podpisywana korespondencyjnie). Parki narodowe otrzymały wsparcie w ramach POIiŚ 2014-2020, działanie 2.4 Ochrona przyrody i edukacja ekologiczna (podtyp projektu 2.4.6a Rozwój bazy ośrodków prowadzących działalność w zakresie edukacji podlegających parkom narodowym). Podpisywanie umów to efekt zakończenia drugiego naboru w ramach tego typu projektów (od 28 kwietnia do 26 czerwca 2017 r.), w którym było do rozdysponowania 50 mln zł. Maksymalny udział dofinansowania Unii Europejskiej w wydatkach kwalifikowalnych dla projektu określony został na 85%.

W ramach pierwszego naboru (od 31 grudnia 2015 r. do 31 marca 2016 r.) NFOŚiGW podpisał umowy z 12 parkami narodowymi na łączną kwotę dofinansowania ponad 40 mln zł przy całkowitym koszcie przedsięwzięć ok. 59 mln zł. Największe dofinansowanie z unijnych pieniędzy otrzymały wówczas: Narwiański Park Narodowy (ponad 8 mln zł na Ośrodek Edukacji Przyrodniczej „Młynarzówka”), Tatrzański Park Narodowy (prawie 8 mln zł na modernizację Centrum Edukacji Przyrodniczej Tatrzańskiego Parku Narodowego) i Karkonoski Park Narodowy (ponad 6 mln zł na Centrum Muzealno-Edukacyjne Karkonoskiego Parku Narodowego – Pałac Sobieszów). Pozostałe 18 mln zł zostało przeznaczone na modernizację i doposażenie bazy edukacyjnej w: Biebrzańskim Parku Narodowym, Słowińskim Parku Narodowym, Bieszczadzkim Parku Narodowym, Parku Narodowym „Bory Tucholskie”, Magurskim Parku Narodowym, Gorczańskim Parku Narodowym, Pienińskim Parku Narodowym, Parku Narodowym Gór Stołowych oraz Drawieńskim Parku Narodowym.

CZYTAJ DALEJ

Kościół mnie uratował

2020-06-17 11:08

Niedziela Ogólnopolska 25/2020, str. 14-15

[ TEMATY ]

świadectwo

Adobe Stock.pl

Miałam kilka lat. Nie wiem, kiedy „to” się zaczeło. Pamiętam od zawsze. Pamiętam też, że nikt nie kiwnął palcem, żeby pomóc.

Przykro mi, że moim oprawcą był mój ojciec. Przykro mi, że był tylko wiecznie bezrobotnym murarzem, alkoholikiem. Gdyby to był ktoś inny, być może pan Sekielski by mnie wysłuchał. Gdyby moim oprawcą był ksiądz, każdy by mi współczuł. Ojciec nie wzbudza już żadnej sensacji, nikogo nie obchodzi... Takich jak ja jest wiele i czujemy się gorsze od najgorszych.

Gehenna

Urodziłam się w bardzo dysfunkcyjnej rodzinie. Byłam dla wszystkich ogromnym rozczarowaniem. Moja mama spodziewała się syna, a urodziły się bliźnięta. Był to stan wojenny, zima. Półtora kilograma nieszczęścia, które każdemu w mojej rodzinie na całe życie pokrzyżowało plany. Ciągle chora i ciągle płacząca. Kula u nogi, jak to zwykle mawiali moi rodzice. Moja mama nigdy mnie nie przytuliła, nie wzięła na ręce. Nie usłyszałam od niej, że mnie kocha. Zwracała się do mnie zawsze bezosobowo – w najlepszym wypadku. Zawsze, kiedy ojciec wracał pijany do domu, brała mojego brata i uciekała.

Miałam kilka lat. Nie wiem, kiedy „to” się zaczęło. Pamiętam od zawsze. Nie miało znaczenia, czy był pijany czy trzeźwy. Ja ze swoim oprawcą i katem mieszkałam przez 13 lat pod jednym dachem. Wiedziałam, że nie mogę o tym nikomu powiedzieć. Raz próbowałam. Moja matka wyciągnęła mnie wtedy za włosy z wanny i skatowała. Wielokrotnie razem z moim ojcem przekonywali znajomych, że jestem kłamczuchą, że wymyślam, że sprawiam kłopoty. Myślę, że każdy wiedział, co się działo w naszym domu – łącznie z matką, ale każdy udawał, że tego nie widzi. Na początku płakałam, później zrozumiałam, że to gorzej, że moje cierpienie wzbudza w moim ojcu jeszcze większą agresję, że wszystko trwa przez to dłużej.

Tak samo było z biciem. Katowali mnie na zmianę, kijem od szczotki, smyczą, kablem od grzałki... Miałam ciągle powyrywane włosy, poprzecinane dłonie, którymi zakrywałam twarz, ponadrywane uszy.

Spadłam na samo dno

Kiedy byłam starsza, liczyłam w myślach od jednego do dziesięciu. To pozwoliło mi przetrwać w ciszy. Było szybciej... Kiedy ojciec miał wrócić do domu, ulgę sprawiało mi wyrywanie włosów z głowy i wykręcanie palców. Wiedziałam, że za chwilę znów „to” będzie. Byłam małą dziewczynką. Kiedy sytuacja stawała się niebezpieczna dla matki, zabierała mojego brata i uciekała. Ja sama musiałam uspokoić ojca. Na Boga, miałam tylko kilka lat!

Kiedy miałam ok. 13 lat, moja matka ostatecznie wyrzuciła ojca z domu. Było to krótko przed moją pierwszą próbą samobójczą. W wieku 14 lat byłam już uzależniona od alkoholu, a gdy miałam 17 lat, zaczęłam się leczyć psychiatrycznie na depresję. Później doszły narkotyki, leki, kolejne próby samobójcze... Spadłam na samo dno. Zatrudniłam się w nocnym klubie jako telefonistka, czyli ogólnie rzecz biorąc, jako stręczyciel. W tamtym czasie czułam się bardzo dobrze w takim środowisku. Kiedy nie było pracy, siedziałyśmy razem z dziewczynami w moim „biurze” i opowiadałyśmy sobie wzajemnie o swoim tragicznym, parszywym życiu. Prawie każda z nas przeszła to samo. Tatuś, wujek, dziadziuś, prokurator, przyjaciel rodziny... Tabletki gwałtu i gwałty... Chleb powszedni. Znam dziewczynę, która wraz z siostrą rodziła swojemu ojcu dzieci. Każdy się domyślał, cała wieś, wiedziała matka. Nikt nie kiwnął palcem, żeby pomóc. Nikt nie chciał się wtrącać...

Kiedy poznałam tę dziewczynę, jej ojciec był już bardzo chory. Prosiłam ją, żeby mimo wszystko zawiadomiła policję. Odmówiła. Powiedziała, że bardzo kocha ojca. To właśnie robi z głową molestowanie. Znam dziesiątki, jeśli nie setki podobnych historii, z wieloma dziewczynami utrzymuję kontakt, ale nigdy nie słyszałam, żeby którakolwiek z nich była molestowana przez księdza.

Ocalone życie

Rok 2012. Pierwsza Komunia św. mojego syna. Byłam wtedy daleko od Boga, bo to Jego obwiniałam za całe to bagno. Po tej uroczystości mój syn zdecydował, że zostanie ministrantem. Bałam się. Poprosiłam znajomą, żeby prowadzała go do kościoła i pilnowała. Płaciłam jej za to, z czasem jednak musiałam zacząć chodzić z nim sama. Dla mnie nieważne było, czy to ksiądz, kościelny czy nawet organista – każdy był podejrzany, każdy był wrogiem. Zaczęłam jednak się modlić, korzystać z tego, co ofiarowuje Kościół. Przez wcześniejsze lata bezskutecznie szukałam terapii dla ofiar pedofilii.

Swoją pracę rzuciłam w czasie pobytu na Jasnej Górze. Zadzwoniłam do szefowej i powiedziałam, że więcej tam nie wrócę. Za ostatnie pieniądze kupiłam sobie Pismo święte i wróciłam do domu.

Dalej jednak nie potrafiłam przebaczyć. Nie chciałam. To mnie rujnowało, ale podejmowałam walkę. Rekolekcje, rekolekcje, rekolekcje... Msza św. z modlitwą o uzdrowienie wspomnień, relacji rodzice – dzieci, dzieci – rodzice. Wyjechałam do Medjugorie. Przebaczyłam. Korzystałam również z pomocy księży egzorcystów. Wiem, że moje koleżanki znalazły pomoc w Magdalence podczas rekolekcji uzdrowienia wspomnień. Dziś też śmiało mogę powiedzieć, że mojego syna wychował Kościół. Częste rekolekcje, wyjazdy w góry, ogniska, wycieczki, podczas których spał również w seminarium. Dużo rozmawiamy o pedofilii, mój syn nigdy nie był jej ofiarą, świadkiem, nie słyszał wśród swoich kolegów o molestowaniu. Dziś jest prawie dorosłym, zrównoważonym człowiekiem. Nie pije, nie pali, nigdy nie sprawiał żadnych problemów wychowawczych. Po pierwszym filmie Sekielskiego przestał chodzić w tygodniu do kościoła, bo bał się, że będzie napiętnowany przez rówieśników. W gimnazjum wielokrotnie był prześladowany za wiarę. Brzydzę się kłamstwem i manipulacją, którymi posłużył się pan Sekielski w swoich filmach. Mnie, ofierze pedofilii, i mojej rodzinie Kościół uratował życie! Dzięki niemu dziś, od 7 lat, jestem normalnym człowiekiem. Jestem matką. Pracuję i wychowuję dzieci. Staram się pomagać w wielu fundacjach działających na rzecz obrony życia i pomocy dzieciom. W ten sposób pragnę podziękować Bogu za łaski, które otrzymałam. Zawsze będę chodzić do kościoła. Pedofil to nie ksiądz, pedofil to pedofil! Pójdzie zawsze tam, gdzie są dzieci pozostawione bez opieki. I bez względu na to, jaką pełni funkcję, należy mu się kara.

Przykro mi tylko, że wszyscy ci, którzy obrzucają kamieniami Kościół, słysząc za ścianą krzywdę innego dziecka, mówią, że to nie ich sprawa.

CZYTAJ DALEJ

Portugalia: harcerze wesprą sanktuarium w Fatimie w przyjmowaniu pielgrzymów

2020-07-06 20:11

[ TEMATY ]

Fatima

Portugalia

Ks. Krzysztof Hawro

Przed Bazyliką w Fatimie

Władze katolickiego harcerstwa Portugalii porozumiały się z rektoratem Sanktuarium Matki Boskiej Różańcowej w Fatimie w sprawie współpracy podczas miesięcy wakacyjnych. Kooperacja ma dotyczyć wykonywanych przez harcerzy prac w charakterze wolontariuszy na terenie portugalskiego miejsca kultu.

Głównym ich zadaniem będzie pomoc władzom sanktuarium w przyjmowaniu docierających do Fatimy pielgrzymów w okresie lipiec-sierpień 2020 r. Wsparcie udzielone przez harcerzy wynika z konieczności zapewnienia na terenie sanktuarium bezpieczeństwa sanitarno-epidemiologicznego w okresie epidemii koronawirusa.

23 czerwca rektorat fatimski poinformował, że wśród ponad 300 pracowników sanktuarium wykryto 24 przypadki zakażenia koronawirusem. Władze portugalskiego miejsca kultu utrzymują, że żadna z zainfekowanych osób nie miała kontaktu z pielgrzymami. Potwierdziły, że nie planują zamknięcia dla wiernych sanktuarium. Pielgrzymi nie mogli go odwiedzać od połowy marca z powodu epidemii koronawirusa.

Wprawdzie nabożeństwa w sanktuarium w Fatimie przywrócono 30 maja, ale utrzymano restrykcje, polegające m.in. na zachowaniu dwumetrowego odstępu pomiędzy wiernymi, a także na obowiązku korzystania z masek ochronnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję