Reklama

Niedziela Zamojsko - Lubaczowska

Z podróży do Ziemi Świętej (1)

Do tych miejsc, w których mocne piętno odcisnęła obecność Boga, poprowadził nas, już po raz drugi, o. Bogdan Klóska – franciszkanin.

Wybrało się na tę nadzwyczajną pielgrzymkę aż 90 osób – parafianie z Horyńca i okolic, poseł Teresa Pamuła pochodząca z Horyńca-Zdroju, nasz wójt p. Robert Serkis, nauczyciele, przedstawiciele różnych grup społecznych, pracownicy sanatoriów i naszej gminy oraz o. Andrzej Wanat z Ukrainy.

Ziemia Święta – dla nas dziś to tereny mieszczące się w granicach obecnego państwa Izrael. Faktycznie jednak to ziemie, na których rozgrywały się wydarzenia Starego i Nowego Testamentu. Były to więc także terytoria Libanu, Syrii, Jordanii, Egiptu i częściowo Turcji. Silna tradycja, zakorzeniona co najmniej od tysiąca lat wśród pielgrzymów chrześcijańskich, Ziemią Świętą nazywa głównie tereny Judei i Galilei, czyli te ziemie, na których żył, działał i nauczał Jezus. Zgodnie z tą tradycją program naszej pielgrzymki przewidywał odwiedzanie miejsc w tych właśnie krainach historyczno-geograficznych.

Tam, gdzie Słowo stało się Ciałem

Betlejem (Dom Chleba) leży w Judei, w odległości ok. 10 km od Jerozolimy, gdzie znajduje się m.in. grób Racheli, ukochanej żony patriarchy Jakuba i matki jego dwóch synów – Józefa i Beniamina. Gdzieś w okolicach miasta Ruth zbierała kłosy na polach Booza. Poślubiając go, doczekała się prawnuka, którym był Dawid, później wybitny król Izraela, zdobywca Jerozolimy. Dlatego o Betlejem mówi się, że to miasto Dawidowe. Na obrzeżach, na wysokim wzniesieniu, leży Herodion – twierdza i miasto wzniesione przez Heroda Wielkiego (24-15 r. p.n.e.). Najważniejszym miejscem w grodzie Dawida jest Bazylika Narodzenia, a w niej Grota Narodzenia. Odmawiając Różaniec i kontemplując wydarzenia sprzed 2 tys. lat, docieraliśmy pojedynczo do groty. Cała jest zabudowana. W centralnej części znajduje się przystrojona nisza, w której na marmurowej posadzce umieszczona jest srebrna Gwiazda Narodzenia. Każdy z nas, modląc się, z czcią dotykał, a nawet całował miejsce, w którym narodził się Jezus. Zapamiętałem łaciński napis „Hic de Virgine Maria Jesus Christus natus est” – Tu z Maryi Dziewicy narodził się Jezus Chrystus. Niesamowite przeżycie. Odwiedziliśmy jeszcze Pole Pasterzy i Grotę Mleczną. W kościele pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej, który jest głównym katolickim sanktuarium w Betlejem, uczestniczyliśmy we Mszy św. Trwał czas Bożego Narodzenia, śpiewaliśmy kolędy. Gdzież lepiej mogą one wybrzmieć jak nie tu, gdzie wszystko się zaczęło.

Reklama

Nazaret (hebr. latorośl, pęd) to już Galilea. Dziś to duże, ponad 80-tysięczne miasto prężnie się rozwijające. Tu mieszkała Święta Rodzina. Chodziliśmy po Jej śladach, nawiedziliśmy Bazylikę Zwiastowania i Grotę Zwiastowania. Ze wzruszeniem czytaliśmy napis „Verbum caro hic factum est” – Tu Słowo Ciałem się stało. To w tej grocie zjawił się Archanioł Gabriel, zwiastując Maryi nowinę o wcieleniu. Następna wizyta w kościele św. Józefa, stojącym w miejscu jego dawnego warsztatu, gdzie mały Jezus uczył się ciesielki. W Nazarecie Jezus dorastał, „czyniąc postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi...” Z Nazaretu ruszył dalej, by prowadzić swą działalność misyjną. Najwięcej czasu, wysiłku i dokonań dotyczyło terenów Galilei. Wędrując Jego śladami, odwiedziliśmy Tabghę, Tyberiadę i Kafarnaum. Pływając po Jeziorze Genezaret, patrzyliśmy na Górę Błogosławieństw i na Magdalę. Wjechaliśmy na Górę Tabor, by podobnie jak Piotr, Jan i Jakub być świadkami Przemienienia Pańskiego. Wzruszające wydarzenie przeżyliśmy w Kanie Galilejskiej. W sanktuarium Pierwszego Cudu 16 par małżeńskich odnowiło przysięgę małżeńską.

Śladami proroków

Z Galilei już niedaleko nad morze do Hajfy i na Karmel. W okolicach tej góry prorok Eliasz rozprawił się z prorokami Baala. Tu w grotach ukrywał się przed zemstą królowej Jezabel. Niektóre z tych pieczar użytkowane były później przez eremitów chrześcijańskich, którzy utworzyli tu zgromadzenie, dające początek Zakonowi Karmelitów. Jeden z jego przełożonych, Szymon Sztock, w 1251 r. miał wizję, w której pojawiła się Matka Boża i przekazała mu szkaplerz. Stąd zaczął się szybko rozwijać kult Matki Bożej Szkaplerznej, nierozerwalnie powiązany z Karmelitami. Wielkim jej czcicielem był Jan Paweł II, który nosił szkaplerz całe dorosłe życie i z nim umarł. W XIX wieku wzniesiono tu klasztor poświęcony Matce Bożej Gwieździe Morza – Stella Maris. Po indywidualnej modlitwie wyruszyliśmy na zwiedzanie Cezarei Nadmorskiej.

Do tych miejsc trafiam, które wypełniłeś sobą raz na zawsze... Karol Wojtyła

Wędrując śladami Jezusa, przenosimy się znów do Judei, do Ain Karem, kościoła Nawiedzenia i Narodzenia Jana Chrzciciela. W ślad za Maryją zgodnym chórem powtórzyliśmy hymn Magnificat wypisany na kilkunastu tablicach w różnych językach, w tym i polskim. Odczytaliśmy także kantyk Zachariasza – Benedictus. Przypomnieliśmy sobie, że tu na pół roku przed Jezusem przyszedł na świat Poprzednik Pański. W Betanii wspominaliśmy przyjaźń Jezusa z Łazarzem i jego siostrami. W kościele wybudowanym nad grobem Łazarza przeżywaliśmy scenę jego wskrzeszenia. W okolicach Jerycha u podnóża Góry Kuszenia rozważaliśmy okoliczności kuszenia oraz 40-dniowy post Jezusa jako jego przygotowanie do działalności misyjnej. Pod sykomorą Zacheusza słuchaliśmy Ewangelii według św. Łukasza opisującej tamto wydarzenie i jego sens. Nad Jordanem, w miejscu, w którym wody rozstąpiły się przed wkraczającymi do ziemi Kanaan Izraelitami, a później przed Eliaszem, w zaimprowizowanej uroczystości odnowiliśmy przyrzeczenia chrzcielne. Ważne to miejsce, wszak tu Jezus przyjął chrzest z rąk Jana, tu zstąpił na niego Duch Święty, tu usłyszał słowa „Tyś jest mój Syn umiłowany...” Nad Morzem Martwym spędziliśmy kilka godzin na kąpieli i wypoczynku.

2020-02-11 11:53

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Przed 20 laty papież Jan Paweł II pielgrzymował do Ziemi Świętej

2020-03-26 16:46

[ TEMATY ]

pielgrzymka

Ziemia Święta

Izrael

Jordania

św. Jan Paweł II

Wojtek Laski/East News

Przed 20 laty papież Jan Paweł II pielgrzymował do Ziemi Świętej. Była to najtrudniejsza i najbardziej skomplikowana podróż papieża Jana Pawła II. Od początku pontyfikatu w 1978 r. odwiedzał Kościoły lokalne całego świata, jedynie Ziemia Święta była dla niego zamknięta. Dopiero w 22. roku pontyfikatu i w ramach 91. podróży zagranicznej mógł odwiedzić rodzinne ziemie Jezusa.

Wizyta w dniach 20-26 marca 2000 r. w Jordanii, Izraelu i Autonomii Palestyńskiej stała się ogromnym sukcesem: dla obciążonych stosunków chrześcijańsko-żydowskich, dla problematycznych kontaktów z islamem, dla skomplikowanych stosunków ekumenicznych oraz kurczącej się wspólnoty chrześcijańskiej, wspomina w okolicznościowym materiale niemiecka agencja katolicka KNA. Zauważa jednocześnie, że „oczywiście nie obyło się bez dysonansów”.

W tym gorącym regionie zarówno pod względem politycznym jak i religijnym, a także ze względu na nieuregulowaną sytuację z punktu widzenia prawa międzynarodowego, nie była możliwa dla papieża w tamtych czasach ani podróż duszpasterska, ani wizyta państwowa. Planujący wizytę widzieli jako szansę Rok Święty 2000, w którym papież mógł podejmować „wyłącznie pielgrzymki religijne śladami Biblii”. Watykan przez lata tłumaczył, że nie planował podroży papieża do Jerozolimy, gdyż papieska wizyta mogłaby stać się powodem niezgody między mieszkańcami kraju, mogła też powodować, że któraś ze stron uznałaby ją za „swoją”.

Tak więc papież modlił się i medytował w tradycyjnych miejscach świętych: na mojżeszowej Górze Nebo i w miejscu chrztu Jezusa w Jordanii, w bazylice Narodzenia w palestyńskim Betlejem, w Nazarecie, gdzie mieszkał Jezus oraz w miejscach Jego działania nad jeziorem Genezaret w obecnym Izraelu, a w Jerozolimie – w sali Wieczernika oraz w bazylice Grobu Świętego. Jan Paweł II sprawował liturgię w małych wspólnotach katolików i zapewniał ich o solidarności Kościoła powszechnego. Jednak w całym programie zbyt mało miejsca znalazło się dla lokalnych chrześcijan. Brakowało też mas ludzkich wzdłuż trasy, którą przemierzał papieski konwój.

Po raz pierwszy papież odwiedził Instytut Pamięci Holokaustu Jad Waszem. Jan Paweł II ostrzegł przed zapomnieniem „okrutnej tragedii Szoah” i jej minimalizowaniem oraz powtórzył skruchę Kościoła za antysemickie działania chrześcijan. W czasie tej poruszającej ceremonii spotkał się z dawnymi przyjaciółmi i znajomymi. Później udał się do Ściany Płaczu, włożył w szczelinę starego muru Świątyni karteczkę z prośbą o wybaczenie i rozmawiał z rabinami.

KNA zwraca uwagę na jerozolimskie spotkanie zwierzchników trzech religii: żyda, chrześcijanina i muzułmanina. Wprawdzie po raz pierwszy papież zdołał nakłonić naczelnego rabina i wysokiego zwierzchnika muzułmanów do wspólnego publicznego wystąpienia i uściśnięcia rąk, jednak doszło do kontrowersji wokół statusu Jerozolimy. Ton tego spotkania był szorstki, nastrój agresywny, szejk wyszedł z sali przed czasem. Był to wyraźny obraz realiów żydowsko-chrześcijańsko-muzułmańskich w Świętym Mieście. Bardziej harmonijnie przebiegały późniejsza wizyta na Wzgórzu Świątynnym z Kopułą na Skale i meczetem Al-Aksa oraz spotkanie z wielkim muftim.

Ta podróż Jana Pawła II stanowiła też ważny krok dla ekumenizmu. Spotkanie z patriarchą Jerozolimy Diodorem było przyjazne, ale nie sensacyjne, tak jak pierwsze spotkanie na szczycie Kościołów Wschodu i Zachodu w 1964 r., gdy Paweł VI spotkał się tutaj z ekumenicznym patriarchą Atenagorasem. Nie było też tej serdeczności, jaka widoczna była w 2014 r. podczas spotkania Franciszka z patriarchą Bartłomiejem w bazylice Grobu Świętego.

Wizycie Jana Pawła II towarzyszyły daleko idące środki bezpieczeństwa. Przyczyną tego były skomplikowane realia izraelsko-palestyńskie i niewyjaśniony status Jerozolimy. Po nieskomplikowanej z protokolarnego punktu widzenia wizycie w Jordanii, gdzie król Abdullah niezwykle serdecznie przyjął gościa z Watykanu, papież przyleciał na izraelskie lotnisko w Tel Awiwie, a następnie helikopterem do odleglej o 50 km Jerozolimy.

W Jerozolimie papież odwiedził zachodnią część miasta, a następnie udał się do Galilei i pojechał do palestyńskiego Betlejem. Dopiero na koniec udał się na jerozolimskie Stare Miasto: Wzgórze Świątynne, pod Ścianę Płaczu i do bazyliki Grobu Świętego.

Papieska pielgrzymka śladami postaci Pisma Świętego miała prowadzić jeszcze dalej. Papież miał odwiedzić miejsca związane z biblijnym Abrahamem, który do Ziemi Obiecanej przybył z Ur Chaldejskiego w obecnym Iraku. Plany podróży do Iraku, która miała się odbyć pod koniec 1999 r., nie zostały zrealizowane ze względów bezpieczeństwa. Udało się natomiast odwiedzić miejsca związane z Mojżeszem: górę Synaj, gdzie otrzymał on od Boga tablice Dziesięciu Przykazań oraz miejsce jego śmierci - górę Nebo.

W 2001 r. Jan Paweł II kontynuował swoją pielgrzymkę, tym razem śladami apostoła Pawła. Kolejnymi jej etapami były: Ateny, gdzie Paweł głosił kazania na Areopagu, Damaszek, gdzie przeżył swoje nawrócenie, oraz Malta, gdzie Apostoł Narodów spędził kilka miesięcy po tym, jak jego statek się rozbił. Później, jako więzień, został przewieziony do Rzymu.

CZYTAJ DALEJ

Niedziela Palmowa w tradycji Kościoła

Szósta niedziela Wielkiego Postu nazywana jest Niedzielą Palmową, inaczej Niedzielą Męki Pańskiej. Rozpoczyna ona najważniejszy i najbardziej uroczysty okres w roku liturgicznym - Wielki Tydzień.

Początki obchodów

Liturgia Kościoła wspomina tego dnia uroczysty wjazd Pana Jezusa do Jerozolimy, o którym mówią wszyscy czterej Ewangeliści. Uroczyste Msze św. rozpoczynają się od obrzędu poświęcenia palm i procesji do kościoła. Zwyczaj święcenia palm pojawił się ok. VII w. na terenach dzisiejszej Francji. Z kolei procesja wzięła swój początek z Ziemi Świętej. To właśnie Kościół w Jerozolimie starał się bardzo dokładnie powtarzać wydarzenia z życia Pana Jezusa. W IV w. istniała już procesja z Betanii do Jerozolimy, co poświadcza Egeria (chrześcijańska pątniczka pochodzenia galijskiego lub hiszpańskiego). Autorka tekstu znanego jako Itinerarium Egeriae lub Peregrinatio Aetheriae ad loca sancta. Według jej wspomnień w Niedzielę Palmową patriarcha otoczony tłumem ludzi wsiadał na osiołka i wjeżdżał na nim do Świętego Miasta, zaś zgromadzeni wierni, witając go z radością, ścielili przed nim swoje płaszcze i palmy. Następnie wszyscy udawali się do bazyliki Zmartwychwstania (Anastasis), gdzie sprawowano uroczystą liturgię. Procesja ta rozpowszechniła się w całym Kościele. W Rzymie szósta niedziela Przygotowania Paschalnego początkowo była obchodzona wyłącznie jako Niedziela Męki Pańskiej, podczas której uroczyście śpiewano Pasję. Dopiero w IX w. do liturgii rzymskiej wszedł jerozolimski zwyczaj urządzenia procesji upamiętniającej wjazd Pana Jezusa do Jeruzalem. Z czasem jednak obie te tradycje połączyły się, dając liturgii Niedzieli Palmowej podwójny charakter (wjazd i pasja). Jednak w różnych Kościołach lokalnych procesje te przybierały rozmaite formy, np. biskup szedł pieszo lub jechał na oślęciu, niesiono ozdobiony palmami krzyż, księgę Ewangelii, a nawet i Najświętszy Sakrament. Pierwszą udokumentowaną wzmiankę o procesji w Niedzielę Palmową przekazuje nam Teodulf z Orleanu (+ 821). Niektóre przekazy podają też, że tego dnia biskupom przysługiwało prawo uwalniania więźniów.

Polskie zwyczaje

Dzisiaj odnowiona liturgia zaleca, aby wierni w Niedzielę Męki Pańskiej zgromadzili się przed kościołem, gdzie powinno odbyć się poświęcenie palm, odczytanie perykopy ewangelicznej o wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy i uroczysta procesja do kościoła. Podczas każdej Mszy św., zgodnie z wielowiekową tradycją, czyta się opis Męki Pańskiej (według relacji Mateusza, Marka lub Łukasza - Ewangelię św. Jana odczytuje się w Wielki Piątek). Obecnie kapłan w Niedzielę Palmową nie przywdziewa szat pokutnych, fioletowych, jak to było w zwyczaju dawniej, ale czerwone. Procesja zaś ma charakter triumfalny. Chrystus wkracza do świętego miasta jako Król i Pan. W Polsce istniał kiedyś zwyczaj, iż kapłan idący na czele procesji wychodził przed kościół i trzykrotnie pukał do zamkniętych drzwi kościoła, wtedy drzwi się otwierały i kapłan z wiernymi wchodził do wnętrza kościoła, aby odprawić uroczystą liturgię. Miało to symbolizować, iż Męka Zbawiciela na krzyżu otwarła nam bramy nieba. Inne źródła przekazują, że celebrans uderzał poświęconą palmą leżący na ziemi w kościele krzyż, po czym unosił go do góry i śpiewał: „Witaj, krzyżu, nadziejo nasza!”.

W polskiej tradycji ludowej Niedzielę Palmową nazywano również Kwietną bądź Wierzbną. W tym dniu święcono palmy, które w tradycji chrześcijańskiej symbolizują odradzające się życie. Wykonywanie palm wielkanocnych ma bogatą tradycję. Tradycyjne palmy wielkanocne przygotowuje się z gałązek wierzby, która w symbolice Kościoła jest znakiem zmartwychwstania i nieśmiertelności duszy. Obok wierzby używano także gałązek malin i porzeczek. Ścinano je w Środę Popielcową i przechowywano w naczyniu z wodą, aby puściły pąki na Niedzielę Palmową. W trzpień palmy wplatano również bukszpan, barwinek, borówkę i cis. Tradycja wykonywania palm szczególnie zachowała się na Kurpiach oraz na Podkarpaciu, gdzie corocznie odbywają się konkursy na najdłuższą i najpiękniejszą palmę.

W zależności od regionu, palmy różnią się wyglądem i techniką wykonania. Palma góralska wykonana jest z pęku witek wierzbowych, wiklinowych lub leszczynowych. Zakończona jest czubem z bazi, jedliny, bibułkowych kolorowych kwiatów i wstążek. Palma kurpiowska powstaje z pnia ściętego drzewka (jodły lub świerka) oplecionego widłakiem, wrzosem, borówką, zdobionego kwiatami z bibuły i wstążkami. Czub drzewa pozostawia się zielony. Palemka wileńska jest obecnie najczęściej świeconą palmą wielkanocną. Jest niewielkich rozmiarów, upleciona z suszonych kwiatów, mchów i traw.

Z palmami wielkanocnymi wiąże się wiele ludowych zwyczajów i wierzeń: poświęcona palma chroni ludzi, zwierzęta, domy. Od dawna istniał także zwyczaj połykania bazi, które to zapobiegają bólom gardła i głowy. Wierzono, że sproszkowane kotki dodawane do naparów z ziół mają moc uzdrawiającą, bazie z poświęconej palmy zmieszane z ziarnem siewnym podłożone pod pierwszą zaoraną skibę zapewnią urodzaj, krzyżyki z palmowych gałązek zatknięte w ziemię bronią pola przed gradobiciem i burzami, poświęcone palmy wystawiane podczas burzy w oknie chronią dom przed piorunem. Poświęconą palmą należy pokropić rodzinę, co zabezpieczy ją przed chorobami i głodem, uderzenie dzieci witką z palmy zapewnia zdrowie, wysoka palma przyniesie jej twórcy długie i szczęśliwe życie, piękna palma sprawi, że dzieci będą dorodne. Poświęconą palmę zatykano za świętymi obrazami, gdzie pozostawała do następnego roku. Palmy wielkanocnej nie można było wyrzucić. Najczęściej była ona palona, popiół zaś z tych palm wykorzystywano w następnym roku w obrzędzie Środy Popielcowej. Znany też był zwyczaj „palmowania”, który polegał na uderzaniu się palmami. Tu jednak tradycja była różna w różnych częściach Polski. W niektórych regionach zwyczaj ten jest związany dopiero z poniedziałkiem wielkanocnym. W większości regionów jest to jednak zwyczaj Niedzieli Palmowej, gdzie „palmowaniu” towarzyszyły słowa: Palma bije nie zabije - wielki dzień za tydzień, malowane jajko zjem, za sześć noc - Wielkanoc.

Dzisiaj, choć wiele dawnych obyczajów odeszło już w zapomnienie - tworzą się nowe. W wielu kościołach można nadal podziwiać kilkumetrowe plamy. Dzieci w szkołach, schole i grupy parafialne prześcigają się w przygotowaniu najładniejszych palm. Często pracom tym towarzyszą konkursy lub konkretne intencje.

CZYTAJ DALEJ

Jan Paweł II człowiek modlitwy (fakty, opinie, ciekawostki)

2020-04-02 12:09

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

Barbara Jelonek

2 kwietnia, przypada 15. rocznica śmierci Jana Pawła II. Z okazji rocznicy publikujemy fakty i opinie związane z papieskim praktykowaniem modlitwy. Przytaczamy też refleksje Jana Pawła II na temat modlitwy.

Kaplica domu arcybiskupiego w Krakowie była dla biskupa Wojtyły nie miejscem modlitwy, lecz także pracy naukowej. Tam właśnie, przed Najświętszym Sakramentem napisał szereg książek, w tym “Osobę i czyn”, (1969) określana jako summa filozofii Karola Wojtyły. Był on przekonany, że kaplica to miejsce, z którego pochodzi szczególne natchnienie.

Od początku pontyfikatu Jan Paweł II wprowadził nowy, niestosowany dotąd przez papieży zwyczaj zapraszania gości na codzienne, poranne Msze św. w swojej prywatnej kaplicy. W imieniu papieża zaproszenia te wystosowywał osobisty sekretarz ks. Stanisław Dziwisz. W ten sposób przez kaplicę "przewinęły się" tysiące osób ze wszystkich kontynentów.

Najczęściej swoje rekolekcje biskup Wojtyła odprawiał w opactwie benedyktynów w Tyńcu; bywał też u kamedułów na krakowskich Bielanach, w seminarium krakowskim i w Zakopanem.

Podczas pierwszego w swoim pontyfikacie spotkania z rodakami, tydzień po wyborze na papieża, górale wręczyli mu kapelusz góralski, ciupagę i rzeźbioną skrzynię. Były wiwaty, śpiewy i płacz. Jan Paweł II poucza z uśmiechem: „Żeby nikt nie płakał, lecz aby się wszyscy modlili... Na to liczę i tylko pod tym warunkiem zostaję... Przyjeżdżajcie tutaj...”

Jan Paweł II miał zwyczaj także głośnej, indywidualnej modlitwy. "Mogliśmy słyszeć, jak on mówił, mówił do Pana Boga, to był dialog" – wspominał kard. Dziwisz. Papież nie lekceważył też próśb od osób, które prosiły go modlitwę i polecał zapisywać swoim najbliższym współpracownikom intencje tych modlitw. Składano je następnie na klęczniku, przy którym modlił się papież, zaś Jan Paweł II codziennie je przeglądał i powierzał te sprawy Bogu.

Na czym polega specyfika modlitwy papieża jako osoby posiadającej szczególną odpowiedzialność za cały Kościół? Pytany o to, Jan Paweł II przyznał, że musi mieć szczególnie wyostrzoną świadomość zagrożeń stających przed człowiekiem na ziemi, ale też troszczyć się o jego przyszłość wymiarze ostatecznym eschatologicznym. Zapewnił jednak, że „świadomość tych zagrożeń nie rodzi pesymizmu, tylko mobilizuje do zmagania się o zwycięstwo dobra w każdym wymiarze”.

Modlitwa była najważniejszym elementem dnia i życia Papieża. I to jej podporządkowywał wszystkie swoje zajęcia.
Długo modlił się przed codzienną, poranną Mszą jaką odprawiał w swojej prywatnej kaplicy. Poza Mszą i liturgią godzin modlił się idąc na spotkania i powracając z nich wracał. Modlił się podczas spacerów w ogrodach watykańskich lub na dachu Pałacu Apostolskiego, gdzie przy stacjach Drogi Krzyżowej rozważał Mękę Pańską.

Papież miał szczególny kult do Anioła Stróża.
Od dziecka, jak właściwie wszystkie dzieci modlił się słowami "Aniele Boży, stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój...". W 2004 roku wyznał: "Mój Anioł Stróż wie, co robię. Moja wiara w niego, w jego opiekuńczą obecność stale się we mnie pogłębia".

Podczas jednego ze spotkań z księżmi z całego świata, Jan Paweł II wyznał, że zapisuje intencje, jakie są do niego kierowane przez osoby z całego świata i przechowuje je na klęczniku w swojej kaplicy, "ażeby były w każdej chwili obecne w mej świadomości, nawet jeżeli nie mogą być dosłownie powtarzane każdego dnia".

Już w czasach krakowskich biskup Wojtyła swoje wszystkie spotkania poprzedzał modlitwą. Ten szczególny zwyczaj kontynuował do końca życia. Jako papież wyznał, że gdy spotyka człowieka, to natychmiast modli się za niego, co zawsze pomaga w takim kontakcie. "Mam taką zasadę, że każdego przyjmuję jako osobę, którą posyła Chrystus – jako tego, którego mi dał i zarazem zadał".

Biskupowi Wojtyle zawsze towarzyszyło przekonanie, że nie uda się dobrze wychować dzieci bez modlitwy, dlatego podczas swojej posługi w Krakowie usilnie zachęcał rodziny i parafie, by wyrabiały w dzieciach chęć spotkania z Bogiem na osobistej modlitwie. Natomiast jako papież w specjalnym dokumencie poświęconym różańcowi zwracał uwagę, na znaczenie modlitwy różańcowej dzieci „a jeszcze bardziej z dziećmi”.

Podczas zagranicznych podróży apostolskich Jan Paweł II nie modlił się tylko podczas oficjalnych, niekiedy bardzo długich celebr. Współpracownicy papieża wielokrotnie widzieli trwającego w samotności na głębokiej modlitwie w kaplicach różnych nuncjatur na całym świecie.

Współpracownicy papieża zaświadczają zgodnie, że we wszystkich trudnych sytuacjach czy w wyjątkowo krytycznych momentach swego pontyfikatu Jan Paweł II zawierzał modlitwie, by odnaleźć drogę, która należało pójść. Kiedy współpracownicy, jak sami wspominali, proszeni o podsunięcie rozwiązania jakiegoś problemu, rozkładali ręce, Jan Paweł II, pogodny i ufny, pocieszał ich zwykle mówiąc: znajdzie się, jeśli będziemy się więcej modlić. Nie należało do rzadkości, że gromadził osoby mieszkające w papieskim apartamencie i razem z nimi szedł do kaplicy, by się modlić.

Dla papieża nie było okoliczności uniemożliwiających modlitwę, nie rozpraszały go żadne okoliczności. Kard. Roberto Tucci: „Pamiętam podróż do Ziemi Świętej. Z powodów organizacyjnych leciałem wtedy z Papieżem tym samym helikopterem do Galilei i z Galilei do Jerozolimy. Siedziałem tuż obok niego i widziałem, że był całkowicie pogrążony w modlitwie. W rękach trzymał cieniutką książeczkę, niemalże ulotkę. Zerkając na nią zrozumiałem, że odprawia Drogę Krzyżową”.

Ogłaszając Rok Różańca (16 października 2004), Jan Paweł II uzupełnił znaną w Kościele od wieków modlitwę różańcową o nową część – pięć nowych tajemnic dotyczących publicznej działalności Jezusa. Nazwał je „tajemnicami światła”: 1. Chrzest Pana Jezusa w Jordanie; 2. Objawienie siebie na weselu w Kanie; 3. Głoszenie Królestwa Bożego i wzywanie do nawrócenia; 4. Przemienienie na górze Tabor; 5. Ustanowienie Eucharystii. Obecnie więc modlitwa różańcowa składa się z czterech części, w której rozważana są kolejno tajemnice: radosne, światła, bolesne i chwalebne.

W trzech spośród czternastu swoich encyklik, Jan Paweł II umieścił specjalnie ułożone na te okazje modlitwy. Papieskimi modlitwami kończą się: „Veritatis splendor”, „Evangelim vitae” i ostatnia encyklika „Ecclesia de Eucharistia”, opublikowana niespełna dwa lata przed śmiercią. „Ty, który wszystko wiesz i możesz,/który nas karmisz na ziemi,/wprowadź Twych braci/na ucztę niebieską/do radości Twoich świętych” – prosi papież.

"Kiedy byłem młody, myślałem, że modlitwa może, powinna być, tylko dziękczynieniem i uwielbieniem – wyznał Jan Paweł II pewnemu francuskiemu intelektualiście. – Modlitwa prosząca wydawał mi się czymś niegodnym. Następnie zupełnie zmieniłem zdanie. Dzisiaj proszę dużo, a jeszcze więcej dzięki siostrzyczce i jej plikowi intencji” (chodziło o karteczki z intencjami przekazywanymi przez ludzi, którzy prosili papieża o modlitwę).

Encyklika "Dominum et Vivificantem" prawdopodobnie by nie powstała, gdyby nie… napomnienie, jakie skierował do małego Karola jego ojciec. Otóż, gdy Lolek był ministrantem („niezbyt gorliwym” – jak wyznał już jako papież) ojciec powiedział do niego. Nie jesteś dobrym ministrantem. Nie modlisz się dosyć do Ducha Świętego”. I pokazał mu jakąś modlitwę. „Rezultatem tej lekcji z dzieciństwa jest encyklika o Duchu Świętym”.

Jedną z licznych lektur Jana Pawła II była książka o modlitwie napisana przez Adrienne von Speyr, Szwajcarkę, protestantkę nawróconą na katolicyzm. „Opowiadała w niej o tym, jak modlili się sławni ludzie w dawnych czasach. Na przykład Szekspir, Dante” – relacjonował papież pewnemu intelektualiście. „Zastanawiam się, co by powiedziała o mojej modlitwie”...

Zapytany kiedyś o to, jak się modli, papież wyznał, że w młodości modlił się, by uzyskać dary Ducha Świętego, które w zależności od danej sytuacji wydawały mu się „najbardziej godne uwagi”. Później jednak zrozumiał, że kluczowe jest tu sformułowanie św. Pawła z Listu do Rzymian: „Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami”. „Nie widzę, jak inaczej – niż tym zdaniem św. Pawła – mógłbym określić moją modlitwę osobistą. W ostatecznej instancji zawsze Duch Święty tłumaczy naszą modlitwę – która nas przewyższa”.

Ciekawe, że wszystkie pięć adhortacji apostolskich poświęconych opisowi sytuacji Kościoła na poszczególnych kontynentach, Jan Paweł II wieńczył ułożonymi przez siebie, poetyckimi modlitwami, w których zawierza Bogu losy mieszkańców danej części globu. W adhortacji „azjatyckiej” papież prosi Matkę Bożą: „Módl się, ażeby dzięki miłości i służbie Kościoła/wszystkie ludy Azji/ poznały Twego Syna”. Adhortację „Ecclesia in Europa” kończy papież wezwaniem: “Maryjo, Matko nadziei,/spraw, byśmy służyli bliźniemu,/otwierali się na potrzebujących,/wprowadzali pokój,/ z zapałem budowali świat bardziej sprawiedliwy(...).

Przygotowując Kościół na III tysiąclecie chrześcijaństwa papież kładł ogromny nacisk na pierwszeństwo modlitwy przed jakimkolwiek działaniem. Zwracał uwagę, że „sztuki modlitw” trzeba się uczyć, „wciąż na nowo” przyswajając sobie tę umiejętność „od samego boskiego Mistrza, jak pierwsi uczniowie: ‘Panie, naucz nas się modlić’. (...) Ma to być, tłumaczył Jan Paweł II, „modlitwa głęboka, która jednak nie przeszkadza uczestniczyć w sprawach doczesnych, jako że otwierając serce na miłość Bożą, otwiera je także na miłość do braci i daje nam zdolność kształtowania historii wedle zamysłu Bożego".

Tylko w pierwszych tygodniach pontyfikatu, Jan Paweł II wielokrotnie prosił rodaków o modlitwę prosząc, by w ten sposób i cały czas mu towarzyszyli. „Niech ten papież, kory jest krwią z Waszej krwi i sercem z Waszych serc, dobrze służy Kościołowi i światu w trudnych czasach kończącego się drugiego tysiąclecia” – mówił do Polaków tydzień po wyborze na papieża.

Niespełna sześć lat przed śmiercią Jan Paweł II napisał „List do osób w podeszłym wieku” (1999), w którym zawarł przejmujące wyznanie: „głębokim pokojem napełnia mnie myśl o chwili, w której Bóg wezwie mnie do siebie – z życia do życia! Dlatego wypowiadam często – i bez najmniejszego odcienia smutku – modlitwę, która kapłan odmawia po liturgii eucharystycznej: ‘In hora mortis mea voca me, et iube me venire ad te’ – w godzinie śmierci wezwij mnie i każ mi przyjść do siebie”.

Istnieje mnóstwo świadectw mówiących o niezwykłym przywiązaniu Karola Wojtyły do modlitwy, której – jak wynika z tych opowieści, poświęcał niemal każdy moment. Jako wykładowca KUL, dojeżdżając Krakowa do Lublina nocnym pociągiem wraz z dwoma innymi naukowcami, modlił się na klęczkach przynajmniej do północy. Kiedy był już papieżem, w prywatnej kaplicy można go było spotkać już o 4 rano; po długich celebrach podczas podróży apostolskich, długo pozostawał w zaimprowizowanych kaplicach by modlić się przed Najświętszym Sakramentem.

Pod wrażeniem papieża nazywanego „papieżem modlitwy” pozostawał także watykański rzecznik prasowy. Idąc na umówione spotkanie z Janem Pawłem II został poinformowany, że modli się w swojej prywatnej kaplicy. „Ja także wszedłem do kaplicy i w milczeniu czekałem. Upłynęło jakieś czterdzieści minut, a Papież nawet się nie poruszył. Po czym nagle uświadomił sobie, że przyszedłem i wykrzyknął ‘Proszę mi wybaczyć, nie zdawałem sobie sprawy z upływu czasu’”.

Modlitwą, do której papież był szczególnie przywiązany był różaniec.

„Różaniec to moja ulubiona modlitwa, modlitwa cudowna! To nasze codzienne spotkanie, którego Najświętsza Maryja Panna ani ja nigdy nie zaniedbujemy” – mówił w Fatimie w 1991 r.

Jak sam wyznał, przez całe życie Karol Wojtyła był głęboko przekonany o absolutnym pierwszeństwie modlitwy, zwłaszcza modlitwy kontemplacyjnej, we wszelkich działaniach jakie podejmował jako kapłan.

Z wielką satysfakcją obserwował papież zwiększanie się liczby ludzi, którzy czy to indywidualnie czy też w różnych grupach, środowiskach, ruchach zwracali szczególną uwagę na praktykowanie modlitwy. Oceniał bowiem, że „naszej trudnej epoce szczególnie potrzebna jest modlitwa”.

W prywatnej kaplicy papieży w Pałacu Apostolskim wisiał obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który umieścił tam papież Pius XI. Przed kopią ikony Czarnej Madonny modlili się nie tylko papieże, ale i tysiące ludzi, którzy „przewinęli” się przez to miejsce – zwłaszcza za pontyfikatu Jana Pawła II, który otworzył to miejsce dla gości, zapraszając codziennie kilka lub kilkanaście osób na poranną Mszę sprawowaną przez siebie o 7 rano.

„Pamiętam, że w Wilnie modlił się, klęcząc przez sześć godzin bez przerwy” – wspominał papieski fotograf Arturo Mari. Podobnych świadectw dotyczących wykorzystywania przez papieża niemal każdej chwili na modlitwę są setki. Kiedy papież odwiedzał słynny meczet (i już wówczas muzeum) Hagia Sophia w Istambule, nie mógł otwarcie pomodlić się w tej byłej świątyni chrześcijańskiej (w której w 1054 r. dokonała się schizma dzieląca Kościół na wschodni i zachodni). Papież nie chciał wywoływać protestów muzułmanów, którzy mogliby wykorzystać fakt oficjalnej modlitwy papieża w Hagia Sophia do zarzucenia mu prób jej „chrystianizacji”. Jednak na fotografiach widać wyraźnie, że papież trzyma w dłoni różaniec. Zdaniem obserwatorów papież pozornie tylko słuchał słów przewodnika a w istocie modlił się. Można przypuszczać, że zapewne w intencji jedności chrześcijan.

W specjalnym liście poświęconym świętowaniu niedzieli („Dies Domini”, 1998) Jan Paweł II zachęcił katolików do udziału w niedzielnej liturgii podkreślając, że praktyka ta powinna być odbierana nie tylko jako nakaz, ale przede wszystkim jako potrzeba wpisana w sama istotę chrześcijańskiej egzystencji”.

Do swojej ulubionej modlitwy, różańca, papież starał się przekonać wszystkich wiernych. „Modlitwa tak łatwa, a równocześnie tak bogata, naprawdę zasługuje, by wspólnota chrześcijańska ponownie ją odkryła”. Zachęcając do odmawiania tej modlitwy zwłaszcza przez rodziny wskazywał, że „różaniec naprawdę pulsuje życiem ludzkim, by zharmonizować je z rytmem życia Bożego”.

Niezwykłą historię opowiedział papieski fotograf Arturo Mari. Umierający prezydent Włoch, Sandro Pertini, który był ateistą, ale z Janem Pawłem II wiązała go autentyczna przyjaźń – poprosił go, by przyjechał do niego do szpitala. Jednak żona prezydenta, nie chciała wpuścić papieża do sali. Papież wyjaśnił, że przybył, ponieważ przyjaciel w chwili śmierci poprosił go o spotkanie. „Widząc, że to na nią nie działa – relacjonuje Mari, w pewnej chwili spytał: ‘Czy mogę choć usiąść na krześle? Będę blisko niego, siedząc na zewnątrz’. „Wolna wola’ – odpowiedziała żona prezydenta, więc papież usiadł, wziął różaniec i powiedział z całkowitym spokojem: ‘Proszę zważyć, że nie ma żadnej potrzeby, żebym tam wchodził. Przyjaciel mnie wezwał, więc przyszedłem, to wszystko’. (...) I zaczął się modlić w korytarzu, przed drzwiami. Potem otworzył swój brewiarz, a po modlitwie powiedział: ‘On już odpoczywa w pokoju’”.

Jan Paweł II wprowadził zwyczaj zapraszania różnych autorów do pisania rozważań Drogi Krzyżowej, odprawianej w Wielki Piątek w rzymskim Koloseum. Tworzyli je znani hierarchowie Kościoła ale także ludzie świeccy (m.in. pisarze i poeci: André Frossard, Marek Skwarnicki, Mario Luzi) i, co szczególnie ciekawe, nie tylko katolicy: w 1994 r był nim ekumeniczny patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I, zaś w roku 1988 – prawosławny pisarz i teolog Olivier Clement.

„Był bądź pobożny – relacjonował robotnik Cieluch, jeden z towarzyszy pracy Karola Wojtyły z krakowskich zakładów Solvay w 1941 r. – Na nocnej zmianie około godz. 12 klękał na środku oczyszczalni sody i się modlił. Niejednokrotnie podchodziłem do niego i półgłosem, żeby nie przeszkadzać w modlitwie, zawiadamiałem, że skrzepliny są mocne. Po chwili kończył modlitwę i zabierał się do pracy. Jednak nie wszyscy pracownicy odnosili się z szacunkiem do człowieka pobożnego. Byli tacy, którzy w czasie, gdy się modlił, rzucali w niego pakułami lub innymi przedmiotami”.

Wedle zgodnych relacji kolegów z czasów pracy w fabryce Solvay, „robotnik Wojtyła bynajmniej nie jawi się jako dziwak czy dewot – zwraca uwagę jego biograf, ks. Adam Boniecki. – Pozostał w pamięci jako dobry, mądry kolega, solidny pracownik, lubiany i ceniony przez wszystkich. Nawiązane wtedy przyjacielskie więzy przetrwały wojnę i trwały przez całe lata”.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję