Reklama

Niedziela Łódzka

Całoroczny ekumenizm jest możliwy

Z ks. Michałem Makulą, proboszczem parafii ewangelicko-augsburskiej św. Mateusza w Łodzi, rozmawiał Bartłomiej Testa.

Niedziela łódzka 5/2020, str. IV

[ TEMATY ]

wywiad

ekumenizm

pastor

Nabożeństwo ekumeniczne

Modlitwa ekumeniczna

Łukasz Głowacki

Pastor Michał Makula

Bartłomiej Testa: Gdyby spojrzeć na doniesienia medialne, to jest między nami – wcale nie w wymiarze religijnym – coraz więcej różnic. Patrząc natomiast na dialog ekumeniczny, wydaje się, że różnice – owszem – są, ale chęć bycia razem jest w regionie łódzkim coraz większa. To prawdziwa obserwacja?

Ks. Michał Makula: Faktycznie, podziałów w świecie jest tak wiele, że chyba wszyscy mamy już tego powoli dosyć. Trzeba dodać, że podziały w społeczeństwie są często sztucznie tworzone, a dzisiejsze media nastawione są na nośną sensację, która te podziały tylko utwierdza i wzmacnia. To przykre, gdyż te linie podziału idą przez rodziny, przyjaźnie, sąsiedztwo i wpływają destrukcyjnie na wzajemnie relacje.
Trzeba też jasno powiedzieć, że jako Kościoły mamy swoje długie doświadczenia w tworzeniu podziałów. Dziś wiemy, że doprowadziły one do niezrozumienia i wielu ran. Stąd chęć zbliżenia się do siebie i wspólnej modlitwy.
Przede wszystkim trzeba sobie jasno powiedzieć, że w ekumenizmie nie chodzi o zacieranie różnic. Jeżeli na tym byśmy oparli nasze działania, to znaleźlibyśmy się na krótkiej drodze do rozczarowania i zaniechania ekumenicznych poczynań.
Życie chrześcijańskie zawsze musi opierać się na prawdzie. Różnice są – i to często z naszego punktu widzenia są one niezwykle istotne. Gdyby ich nie było, już dawno bylibyśmy jednym Kościołem. Te różnice często tworzą naszą tożsamość.
Jednak nie możemy też zatracić z horyzontu naszej wiary tego, że to, co nas łączy, jest większe od tego, co dzieli. W dialogu ekumenicznym chodzi o to, żeby – widząc te różnice – wzajemnie się szanować. Niezwykle istotną sprawą jest pewność, że Kościół jest jeden, to my jesteśmy podzieleni. Odpowiadając wprost na pytanie: Tak, różnice są, ale chęć bycia razem jest większa – mam nadzieję, że nie tylko w naszym regionie.

Dużo mówi się o długiej łódzkiej tradycji dialogu. Ale to, co dzieje się teraz, bazuje chyba nie tylko na tym?


Łódź ze względu na swój wieloreligijny i wielokulturowy charakter zawsze wyprzedzała inne miasta i regiony, a nawet współpraca ekumeniczna wyprzedzała oficjalny dialog ekumeniczny na gruncie światowym. Coś jest w naszym mieście, że przecieramy szlaki i idziemy często pod prąd. Dzisiaj wielu zazdrości nam współpracy i działań na polu ekumenicznym.
Gdy jeździmy do Warszawy na coroczne spotkanie Polskiej Rady Ekumenicznej (PRE), gdzie poszczególne oddziały regionalne dzielą się radościami i smutkami ruchu ekumenicznego, wszyscy nam zazdroszczą, że u nas się da i że można. Na to pracowały całe pokolenia naszych poprzedników. To dzięki nim nie mamy dzisiaj trudnych i nierozwiązanych problemów. Tych problemów, chociażby natury własnościowej, jeżeli chodzi o przejęte kościoły, trochę mieliśmy. To, że nasi poprzednicy po długich latach te spory zakończyli, pozwala nam dzisiaj spoglądać do przodu, a nie rozdrapywać ran. To tylko jeden z przykładów, ale tych powodów, dla których bez urazów możemy być razem, jest o wiele więcej. O to przecież chodzi w chrześcijańskim życiu, by nie stać w miejscu, by nie celebrować przeszłości i rozdrapywać ran, ale by działać, głosząc Chrystusa.
W naszym mieście są przedstawiciele innych religii, do tego wielu ludzi niewierzących czy żyjących gdzieś na granicy bycia w tym, czy w innym Kościele. Kiedyś w czasie Nocy Muzeów podszedł do mnie student z Pakistanu i zapytał, dlaczego mamy tyle wyznań i czym one się różnią. Absolutnie tych różnic nie rozumiał i był bardzo zdziwiony, że nie potrafimy się dogadać. Dla niego to był pierwszy kontakt z chrześcijaństwem. Tak sobie pomyślałem, że słabe jest nasze świadectwo wobec inaczej wierzących, niewierzących, wątpiących. Bardzo osłabiamy tym nasz przekaz i głoszenie Ewangelii.
Podsumowując, jest dobrze, ale może być jeszcze lepiej.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że duchowni różnych Kościołów zwyczajnie się lubią…


Tak! To jest wyróżnik łódzkiej ekumenii. Po fazie wzajemnego poznawania się, budowania zaufania, przyszedł czas na relacje, które w wielu przypadkach są przyjacielskie. To jest niezwykle ważne, byśmy nie poprzestali tylko na poznawaniu historii, teologii, dogmatów innych Kościołów, ale by za tym szło coś więcej. Znam oddziały PRE, gdzie Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan wypełniony jest nabożeństwami, panelami dyskusyjnymi, koncertami, ale często po tych wydarzeniach wszyscy się rozchodzą, śpiesząc się do domu.
Taki tydzień modlitw to może być świetna platforma do rozmów również mniej formalnych. Wtedy poznaje się człowieka, który przeżywa te same radości i problemy, co ja. Dla nas, duchownych Kościołów mniejszościowych, jest to niezwykle istotne, bo często jesteśmy jedynymi duchownymi swojego wyznania w danym mieście. Wydaje się, że jesteśmy sami, a tu okazuje się, że bracia i siostry z innych Kościołów mają podobne radości i problemy wynikające ze służby, że czasem możemy sobie pomóc, coś podpowiedzieć.
W Łodzi naszych spotkań formalnych i nieformalnych nie ograniczamy tylko do tego jednego tygonida, ale ona trwają cały rok. To buduje relacje i zaufanie, które później w codziennym życiu procentują.

Czy te sympatie przenoszą się też na świeckich?

Oczywiście, że tak. Jeżeli nasi wierni widzą, że nie patrzymy na duchownych innych wyznań z podejrzliwością, niechęcią, ale wręcz przeciwnie, lubimy się, przyjaźnimy, to pokazujemy, że tak też można. To owocuje znajomościami, miłą atmosferą w sąsiedztwie, miejscu pracy czy w szkole. Pojawiają się nowe inicjatywy, które są oddolne, a które są często o wiele cenniejsze niż oficjalny dialog.

Co dla księdza było najważniejszym wydarzeniem ekumenicznym ostatnich lat?

W tym roku obchodzimy 20. rocznicę podpisania deklaracji o wzajemnym uznaniu Sakramentu Chrztu Świętego. Niezwykle ważny dokument dla wszystkich polskich chrześcijan. To jest to, o czym mówiłem wcześniej – że to, co łączy, jest większe od tego, co dzieli. Wszyscy jesteśmy ochrzczeni, a więc jesteśmy braćmi i siostrami. To jest podstawa do dalszych rozmów, spotkań, modlitw. Pan Bóg nas popycha do jedności, ale my często stawiamy opór. Chrzest przypomina nam, że nie możemy ograniczać działania Pana Boga.

Zainicjowana kilka miesięcy temu Ekumeniczna Szkoła Biblijna dzieje się w Łodzi, ale jej echa, z uwagi na jej uczestników, rozchodzą się po całym kraju. Jak jest odbierana w Kościele luterańskim?


Wszędzie, gdzie spotykam się z ludźmi, również z mojego Kościoła, słyszę zachwyty nad tą inicjatywą. Ona przerosła nasze wyobrażenia. Planując powstanie takiej szkoły, liczyliśmy, że może uda się przyciągnąć 30-50 osób. To w naszym wyobrażeniu miał być sukces. Pan Bóg pokazał nam zupełnie inną skalę sukcesu – bo mamy 230 uczestników, którzy chcą studiować Biblię.
Właśnie ekumeniczny charakter tej szkoły jest przyciągający. Szkoła biblijna pokazuje nam, że na gruncie spotkania z Pismem Świętym te różnice są niewielkie czy wręcz żadne. Nieraz na wykładach to padało, że nie istnieje taki dział teologii jak biblistyka katolicka, ewangelicka, baptystyczna itd. Jest tylko biblistyka. Bibliści różnych konfesji pracują razem, dzielą się swoimi badaniami, tłumaczą Pismo Święte, czego owocem jest chociażby Biblia Ekumeniczna. Mamy różne tradycje interpretacji Pisma Świętego, o tym też mówimy, ale na gruncie spotkania ze słowem, z jego warstwą historyczną, kulturową, językową nie ma różnic. To akcentujemy i tego chcemy uczyć.

W ubiegłym roku Dni Modlitw o Jedność Chrześcijan były prawdziwym maratonem. W tym roku też jest intensywnie, ale to bardziej bieg na 20 km. Nie można przesadzać?


Jako biegacz amator doskonale rozumiem odniesienie dni modlitw do biegów. Przebiegłem jeden maraton i kilkanaście półmaratonów, więc mam małe porównanie. Zdrowsze są zdecydowanie półmaratony.
Siłą rzeczy w tak wielu wydarzeniach, które odbywają się w naszym regionie i związanych z tymi dniami, nie da się uczestniczyć. Nabożeństwa ekumeniczne to nie jedyne obowiązki, które mamy w tym czasie. W Kościele katolickim z początkiem roku odbywa się tradycyjna kolęda, w Kościele ewangelickim to czas sprawozdań duszpasterskich, finansowych z działalności parafialnej oraz preliminowanie nowego roku. To jest bardzo wyczerpujący okres dla wszystkich. Stąd przy rozbudowanej liczbie spotkań, nie da się być w każdym miejscu.
Natomiast musimy pamiętać, że dni modlitwy nie są tylko dla księży. One są dla wszystkich, którzy pragną wspólnej modlitwy i jedności. Stąd ogromnie cieszy liczba kolejnych miejscowości, parafii, które chcą się włączyć i należy ich w tym wspierać. Jestem przekonany, że z ekumenicznymi modlitwami nie da się przesadzić.

Ciągle jeszcze tęskno za Ekumeniczną Drogą Krzyżową ulicami Łodzi?

Bardzo! Jestem przekonany, że ta tęsknota zakończy się spełnieniem. Może jeszcze nie w tym roku. Jesteśmy na dobrej drodze.

Archidiecezja łódzka przeżywa IV Synod Archidiecezji, w tym roku zajmując się parafią, a dokumentem głównym jest adhortacja „Evangelii gaudium”. Jak się ją czyta z perspektywy luteran?


Może to zabrzmi dziwnie z ust luterańskiego księdza, ale jestem pod wrażeniem papieża Franciszka i go podziwiam. Gdy czytam jego teksty, widzę ogromną wiarę i chęć wychodzenia do człowieka, zwłaszcza do tego, który żyje gdzieś na marginesie. Jako chrześcijanie mamy się o nich upominać. Niby oczywiste, ale wiemy, jak to wygląda w praktyce. Często zapominamy o radości wiary. Często celebrujemy lęki i obawy, zwłaszcza przed „innymi”. Lęki i obawy prowadzą do postawy obronnej, bo jeżeli nie jest się pewnym swej wiary, to wszędzie węszymy jej zagrożenie i musimy tę resztkę słabej wiary bronić. Przyjmujemy posępne pozy i myślimy, że to jest prawdziwe oblicze wierzącego.
Adhortacja „Evangelii gaudium” pokazuje prawdziwe oblicze człowieka wiary, który ma być radosny, życzliwy, szczęśliwy, bo Bóg Go zbawia. Ta świadomość zmienia wszystko. Z mojej perspektywy ten tekst czyta się bardzo dobrze, bo przypomina on o podstawowych sprawach, które mają być realizowane w życiu chrześcijan niezależnie od wyznania. Oby po lekturze tego tekstu było więcej uśmiechu i życzliwości w naszych Kościołach, ale i na naszych ulicach.

2020-01-28 11:31

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nie żyje Billy Graham - największy ewangelista XX w.

[ TEMATY ]

USA

ewangelicy

pastor

wikipedia.org

Barack Obama i Billy Graham

W wieku 99 lat w Montreat w Północnej Karolinie (USA) zmarł dziś Billy Graham, jeden z najbardziej znanych amerykańskich pastorów ewangelikalnych, określany mianem "protestanckiego papieża". Informację o jego śmierci potwierdził Jeremy Blume, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Ewangelizacyjnego Billy’ego Grahama.

Billy Graham (właśc. William Franklin Graham Jr urodził się 7 listopada 1918 r. w Charlotte w stanie Północna Karolina (USA), jako najstarszy syn prezbiteriańskich farmerów. W wieku 16 lat przeżył osobiste nawrócenie pod wpływem kampanii przebudzeniowych ewangelisty Mordecaia Hama.

W latach 1937-1940 studiował teologię, m.in. Florida Bible Institute, gdzie rozpoczął głoszenie kazań. W 1939 r. został ordynowany na duchownego w Południowej Konwencji Baptystów w Palatka na Florydzie i rozpoczął intensywną działalność ewangelizacyjną. W 1943 r. poślubił Ruth Bell, córkę prezbiteriańskich misjonarzy w Chinach. Miał 5 dzieci, 19 wnucząt i 28 prawnucząt.

Od 1947 r. prowadził kampanie ewangelizacyjne, nazywane w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie krucjatami. Do 2005 r. przeprowadził ich 417. Audytorium liczyło w sumie ok. 210 mln osób, a słuchaczy, którzy śledzili jego wystąpienia za pośrednictwem mediów - ponad 2,2 mld.

Jedna z najbardziej znanych konferencji, przeprowadzona w 1995 r. w Portoryko była tłumaczona symultanicznie na 48 języków i transmitowana drogą satelitarną w 185 krajach.

Graham był pierwszym amerykańskim ewangelistą, który w czasie zimnej wojny głosił Słowo Boże w krajach za tzw. "żelazną kurtyną". W 1978 r. jego krucjata ewangelizacyjna odbyła się w Polsce. W 1981 r. spotkał się z Janem Pawłem II podczas prywatnej audiencji, która trwała blisko 2 godziny. Graham tak podsumował tę wizytę: "była to bardzo prywatna i serdeczna konwersacja. Papież był bardzo ciepły i zainteresowany naszą pracą".

W 1950 r. powołał do życia Stowarzyszenie Ewangelizacyjne Billy’ego Grahama, promujące chrześcijański styl życia i podejmujący działalność ewangelizacyjną poprzez media, działalność wydawniczą, kinematograficzną i organizację krucjat.

Z inicjatywy Grahama w 1966 r. w Berlinie odbył się Światowy Kongres Ewangelizacji z udziałem kaznodziejów, liderów i animatorów z całego świata - pierwsza konferencja ewangelikalnych protestantów zorganizowana na tak wielką skalę. Z jego inspiracji w kolejnych latach odbywały się konferencje, których celem był a refleksja nad metodami ewangelizacji współczesnego świata

Przez wiele lat Graham był bardzo zaangażowany politycznie. Ze względu na swoje poglądy (m.in. uznawanie komunizmu za religię Szatana, sprzeciwiającą się chrześcijaństwu), uznawany był za antykomunistę. Popierał zaangażowanie militarne Stanów Zjednoczonych podczas wojen w Korei i Wietnamie. Był orędownikiem zniesienia segregacji rasowej (w 1954 r. wpłacił nawet kaucję na rzecz uwolnienia z aresztu Martina Luthera Kinga).

Od polityki zdystansował się po aferze Watergate, jednak dalej z wielkim zaangażowaniem komentował bieżące wydarzenia polityczne w świetle Ewangelii. Wzywał do modlitwy w pokój na Bliskim Wschodzie. W 1992 r. odwiedził Koreę Północną i spotkał się z jej ówczesnym przywódcą Kim Ir Senem.

Po atakach na World Trade Centre przewodniczył modlitwom w episkopalnej Katedrze Narodowej w Waszyngtonie. Nazywany był też pastorem prezydentów: spotykał się prywatnie z przywódcami USA i doradzał im (wszystkim, począwszy od D. Eisenhowera, do G. W. Busha). Media nazywały go m.in. "ambasadorem Boga" i "hollywoodzkim Janem Chrzcicielem".

W ostatnich latach Billy Graham zmagał się z wieloma chorobami, m.in. nowotworem, wodogłowiem i choroba Parkinsona. Zmarł 21 lutego br. w swoim domu w Montreat w stanie Północna Karolina.

CZYTAJ DALEJ

Wyborcy Bosaka przeciw Rafałowi Trzaskowskiemu. Stworzyli klip "MimoWszystkoDuda"

2020-07-06 15:29

[ TEMATY ]

prezydent

Andrzej Duda

youtube.com/MimoWszystkoDuda

W sieci pojawiło się krótkie nagranie pod tytułem: „Mimo wszystko Duda”. Jak tłumaczą autorzy, to oddolna akcja patriotów, którzy w pierwszej turze wyborów prezydenckich zagłosowali na Krzysztofa Bosaka, a w drugiej zagłosują - „mimo wszystko” - na Andrzeja Dudę.

„Mimo Wszystko Duda”

Polska to ogromna odpowiedzialność, a jako narodowcowi nie wypada mi postąpić inaczej. PAD to nie mój kandydat, ale Rafał Trzaskowski to nie moja cywilizacja — stwierdził Marek Miśko, twórca głośnej kampanii „Respect Us”, związany z wSensie.tv i Fundacją Polska Ziemia.

W ramach akcji „MimoWszystkoDuda” opublikowano nagranie, w którym wyborcy Krzysztofa Bosaka opowiadają, dlaczego w II turze wyborów prezydenckich postawią na Andrzeja Dudę. Są to głosy pragmatyczne. Zwolennicy Konfederacji i narodowcy nie wyobrażają sobie, by prezydentem RP został liberalno-lewicowy Rafał Trzaskowski. Dlatego stawiają na „pozytywnego” i bliskiego ich wartościom kandydata walczącego o reelekcję na najwyższy urząd w państwie.

„Nie chcę, by Polska znalazła się w potrzasku”

- Powiem wam, co się stanie, kiedy wybory wygra Rafał Trzaskowski. Donald Tusk wróci do kraju i stanie na czele zjednoczonej opozycji. Najpóźniej w marcu ‘21 roku ten sam Donald Tusk zostanie premierem Polski. Pamiętam te czasy. Nie mam specjalnych złudzeń co do Andrzeja Dudy. Mimo wszystko… Duda — podkreśla Miśko.

To będzie wybór moralny, między cywilizacjami — stwierdza historyk Leszek Żebrowski.

Nie chcę, by Polska znalazła się w potrzasku. Dlatego w II turze zagłosuję na kandydata pozytywnego – Andrzeja Dudę — mówi przedsiębiorca dr Tomasz Dorosz

Jako osoba o narodowych poglądach nie wyobrażam sobie, aby przez najbliższe 5 lat reprezentował mnie w świecie człowiek, dla którego moje wartości, są rasistowskie, faszystowskie czy ksenofobiczne — opowiada 24-letni Bartek.

To niezwykle trudny wybór, ale nie wspierając rewolucji z Zachodu, która niszczy nasze wartości, po prostu dajemy sobie czas na alternatywę — stwierdza Damian Kita ze Stowarzyszenia Marsz Niepodległości.

Uczestnicy nagrania – narodowcy i wyborcy Krzysztofa Bosaka - powtarzają: „Mimo wszystko Duda”.

CZYTAJ DALEJ

Uratowali dla przyszłych pokoleń

2020-07-06 23:10

Łukasz Michalak

Tkaniny zdobiące ściany kapitularza Krakowskiej Kapituły Katedralnej odzyskały pierwotne piękno! Realizatorem projektu UPJPII. 6 VII 2020

6 lipca 20202 r.  - ten dzień trzeba zapamiętać! Nastąpił finalny odbiór trwających trzy lata prac konserwatorskich, których zadaniem było uratowanie przed całkowitą degradacją obić ściennych reprezentacyjnego pomieszczenia w katedrze na Wawelu.

Próby ratowania zabytkowych tkanin przez lata nie przynosiły większego efektu. Dopiero otwarty trzy lata temu projekt dał szansę zachowania obiektu. Dzięki finansom Unii Europejskiej, wkładowi Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, który stał się jego beneficjentem oraz pomocy Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa dziś można mówić o wielkim sukcesie!

Nad realizacją projektu czuwała dr Natalia Krupa z Wydziału Historii i Dziedzictwa Kulturowego UPJPII, pracę specjalistów z Krakowa, Warszawy, Wrocławia organizowała Sabina Szkodlarska, nadzorem konserwatorskim zamierzenie ze strony UPJPII objęła Anna Drzewiecka.

Już na pierwszym etapie prac – badań od strony historycznej spotkano się z wielkim zaskoczeniem. Obicia ścian okazały się historycznie starsze niż uprzednio przypuszczano. Datowano je bliżej XVIII wieku, a pochodzenia upatrywano na Bliskim Wschodzie. Zespół Archiwum Krakowskiej Kapituły Katedralnej podjął się zrekonstruowania historii pomieszczenia i tkanin. Kompozycja wzorów, naleciałości stylowe, naśladownictwo układów kompozycyjnych pochodzących z okresu renesansu z II poł. XVI wieku pozwoliły określić wiek tkanin na początek XVII stulecia. Prace badawcze ukazały też, że jest to dzieło włoskie, weneckie. Trudno jednak je z jakimikolwiek porównać, takie same nie są znane!

- To, że pochodzą z takiego źródła nałożyło na konserwatorki tkanin jeszcze większe zobowiązanie – mówi ks. prof. dr hab. Jacek Urban, dziekan Krakowskiej Kapituły Katedralnej – dzięki melanżowi zainteresowanych tym pomieszczeniem stron (UE, UPJPII, SKOZK) udało się ten cały proces przeprowadzić… To pomieszczenie jest używane zgodnie z jego założeniem najwyżej kilkanaście razy w roku. Tu spotyka się kapituła, udostępniane jest w celach badawczych studentom polskim i zagranicznym, ks. proboszcz spotyka się tu z pracownikami katedry. Na co dzień bywają tu jedynie pracownicy Archiwum…

Od dłuższego czasu miejsce jedwabnych, zdobnych, zabytkowych obić zastępował współczesny len. Trzy lata pracy to także przeanalizowanie remontów kapitularza na przestrzeni lat czemu służyła także istniejąca dokumentacja fotograficzna, świadcząca, podobnie jak analiza ścian pod tkaninami, o wielu remontach, przebudowaniach, choćby zmianach ogrzewania, które nie służyły tkaninom obiciowym.

- Ukazały nam się prace konserwatorskie niestety o różnym stopniu profesjonalizmu, wtedy dopiero mogliśmy zaobserwować stopień zniszczeń faktyczny. Pod odjęciu dawnych napraw, cerowań, przeszyć okazało się, że obiekt jest w 80% stopniach zniszczony, z ubytkami całkowitymi, ze zniszczonymi osłonami, z wykruszonymi fragmentami wątków. Musieliśmy podjąć decyzję jak ten program naprawczy poprowadzić, by tkaniny mogły wrócić na ściany. Zadecydowaliśmy później, by przy instalowaniu tych tkanin były one od siebie niezależne, jako układane panele, a każdy wykonany na osobnym krośnie. Tym samym pozyskaliśmy efekt na kształt ekspozycji muzealnej. To daje też możliwość zareagowania w każdej chwili, gdyby z czasem cokolwiek mogło się przydarzyć jakiemuś fragmentowi obić - mówi dr Natalia Krupa, kierownik projektu.

Konserwatorki intensywnie pracowały dwa lata.

- Taki fragmencik, ot 10 centymetrów – pokazuje Sabina Szkodlarska – to parę dni pracy, niezwykle precyzyjnej. Podziwiam cierpliwość, wytrwałość konserwatorek. Większość odbywała się w Pracowni Konserwacji Tkanin Zabytkowych UPJPII, pozostałe panie pracowały w swoich pracowniach. One pracowali nad jedną sprawą w wielu miejscach. Podziwiam.

W pracowni UPJPII przeprowadzane były badania techniki wykonania i technologii.

- W pracowni na UPJPII dysponujemy bardzo nowoczesnym sprzętem – mówi dr Natalia Krupa - m.in. zautomatyzowanym mikroskopem cyfrowym z oprogramowaniem 3D, co bardzo dokładnie pozwoliło zdiagnozować stan zachowania tkanin, a przy usuwaniu każdej z warstw aparat cyfrowy na sliderze nad stanowiskiem pracy konserwatorów pozwalał na rejestrowanie wszystkich elementów prac w czasie.

- Mimo tak ogromnych zniszczeń chcieliśmy by była to jednak konserwacja a nie retusz estetyczny. Jestem pełna podziwu dla pań, które się tym zajmowały, bo to ogromna praca…a efekt jest fantastyczny. Tkaniny są dobrze zabezpieczone, należy teraz, co jest sprawą kluczową, ochrona tego wnętrza, by zapewnić stabilne warunki mikroklimatyczne, jest to w trakcie badań - podkreśla Anna Drzewiecka.

- My od dziesiątków lat jesteśmy przekonani, że tu jest mikroklimat, dlatego, że tu znakomicie się zachowują zarówno skóra, pergamin, papier, klisza fotograficzna. A przecież każde z nich potrzebuje innych warunków. Dlatego tu wykonaliśmy jakiś czas temu szafy na te archiwalia, które nie czują się dobrze w innych pomieszczeniach Archiwum. W tym wyjątkowym miejscu, będąc obok siebie, nic złego im się nie dzieje - dodaje ks. prof. Jacek Urban, przekonany, że dziś jest prawdziwie wielki dzień.

Część historii udało się przebadać, przywrócić jej świetność, uratować dla przyszłych pokoleń.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję