Reklama

Kościół nad Odrą i Bałtykiem

Doświadczać Miłosierdzia Bożego

Jubileusz niesie ze sobą radość z minionego czasu oraz zaprasza do refleksji nad tym, jaki był to czas i czym szlachetnym zapisał się w życiu jubilata. Piątą rocznicę przyjęcia sakry biskupiej przeżywał bp prof. Henryk Wejman. Z tej okazji poprosiliśmy dostojnego Jubilata o podzielenie się z czytelnikami Niedzieli refleksjami podsumowującymi minione lata.

Ks. Robert Gołębiowski: Wasza Ekscelencjo, rozmawialiśmy przed pięciu laty na kilka dni przed przyjęciem święceń biskupich. Jakie więc duchowe przeżycia towarzyszyły uroczystości sakry biskupiej?

Bp Henryk Wejman: Tak się złożyło, że nominacja i wybór przypadły na czas odbywanych co roku na Jasnej Górze rekolekcji Episkopatu Polski. Jako nominat miałem więc zaszczyt swoje duchowe przygotowanie włączyć w ten czas i powierzyć go Królowej Polski. Sam moment sakry biskupiej był dla mnie osobiście głębokim przeżyciem w perspektywie Bożego wybrania i obdarowania. Myślę, że każdy kapłan, każdy biskup zdaje sobie sprawę z tego, że swymi ludzkimi umiejętnościami nie zasługuje na takie obdarowanie. W takim duchu przeżywałem moment sakry biskupiej, a zarazem z takim zaufaniem i powierzaniem się Chrystusowi co do przyszłości, gdyż tylko z Jego wsparciem można cokolwiek czynić.

Przypomnijmy może symbolikę hasła biskupiego: „Servire Deo Misericordiae” – Służyć Bogu Miłosierdzia.

Wybrałem to hasło z tego względu, że wcześniej zajmowałem się dość długo studium na temat Miłosierdzia Bożego i miłosierdzia ludzkiego. Swoją pracę habilitacyjną poświęciłem także wymiarowi miłosierdzia: Miłosierdzie jako istotny element duchowości chrześcijańskiej. Była to praca oparta na orędziu miłosierdzia, nauczaniu św. s. Faustyny i św. Jana Pawła II. Ukazałem w tej pracy wzajemne powiązania w przekazie treści o miłosierdziu. Z racji naukowego zajmowania się przymiotem miłosierdzia Boga i miłosierdziem międzyludzkim dokonałem właśnie takiego wyboru hasła biskupiego. Z drugiej strony te prawdy leżą mi na sercu, gdyż wciąż doświadczamy tego miłosierdzia Boga w życiu i kiedy czynię refleksję nad osobistym życiem, to tym bardziej dostrzegam to Boże działanie.

Posługa biskupa to wizytacje, bierzmowania, spotkania z różnymi środowiskami. Jak po 5 latach może Ksiądz Biskup scharakteryzować duchowy stan naszej archidiecezji?

Mimo że statystyki frekwencji na niedzielnej Eucharystii ukazują naszą archidiecezję na końcowych miejscach w Polsce, to muszę powiedzieć, że dostrzegam spore zaangażowanie w życie eucharystyczne, a także w sprawowanie sakramentu pokuty i pojednania, gdyż większość uczestniczących przyjmuje Komunię św., tzn. że duchowo jest do tego przygotowana. Jest to pocieszający wizerunek wiernych, którzy świadomie uczestniczą w życiu sakramentalnym. Muszę podkreślić, że jeśli chodzi chociażby o młodzież, to jest naprawdę także większa świadomość przyjmowania sakramentu bierzmowania. Mam przeświadczenie, że rzeczywiście przeżywają go bardzo głęboko. Dostrzegam również, że wzrasta liczba różnych grup modlitewnych, charytatywnych i wspólnot duszpasterskich, a także powstają nowe, które wychodzą naprzeciw nowym charyzmatom Kościoła.

A w ramach Konferencji Episkopatu, jakie funkcje sprawuje Ksiądz Biskup?

Jestem członkiem Rady Naukowej Episkopatu Polski, a zarazem odpowiadam za całokształt posługi egzorcystów. Spotkania z egzorcystami odbywamy dwa razy do roku i są to zarówno dni skupienia, jak i dni związane z głoszeniem konferencji dotyczących posługi egzorcysty.

Jedną z największych trosk jest kwestia powołań kapłańskich. Odbyły się dwie serie adoracji całej archidiecezji w tej intencji. Jakie jeszcze czynniki mogłyby wpłynąć na wzrost liczby powołań?

Niewątpliwie potrzeba tej modlitwy i dobrze, że ona jest prowadzona i połączona z pokutą. Może jej owoce są małe, ale w porównaniu z innymi diecezjami mamy obecnie sześciu nowych alumnów, co jest dobrym efektem. Jednym z ważnych czynników jest gorliwość kapłańska. Jeśli kapłan z pełnym oddaniem pełni swoją służbę, to budzi powołania w młodych ludziach. Miałem taki przykład swojego proboszcza ks. Kazimierza Kołwzana, który swoją postawą wzbudzał zainteresowanie kapłaństwem. Jak zawsze duży wpływ na budzenie powołań ma atmosfera domu rodzinnego i chrześcijański przykład życia rodziców.

Rozmawiamy tuż po wykładach na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego. Jak wygląda więc ten naukowy wymiar pracy biskupiej?

Jeśli chodzi o stronę naukową, to jedynie zmniejszyło się to zaangażowanie od strony administracyjnej. Liczba godzin dydaktycznych nie uległa jednak zmianie. Dalej prowadzę wykłady z teologii duchowości zarówno na kursie podstawowym, jak i doktoranckim, jak również prowadzę magisteria i przewody doktoranckie. Oprócz tego znajduję czas na pisanie artykułów naukowych, które mają znaczenie dla funkcjonowania jako wykładowcy, a także bieżącej oceny pracy Wydziału Teologicznego.

Przygotowujemy się do jubileuszu 900-lecia misji św. Ottona. Jak ważny jest ten jubileusz dla wiernych nad Odrą i Bałtykiem?

Każdy taki jubileusz jest powrotem do początków, do źródeł, a to z kolei nie pozostaje bez wpływu na budowanie tożsamości religijnej i duchowej obecnego pokolenia, a także przyszłych. Ważne jest uroczyste obchodzenie takich jubileuszy, tym bardziej, że przez to powracamy do źródła, do Ewangelii, a także sakramentu chrztu św. Przez najbliższe cztery lata będziemy przygotowywać się do tego momentu przez modlitwę, konferencje, sympozja, a pewnie także i misje.

Czy były takie momenty w ciągu pięciolecia, które wzruszyły serce Księdza Biskupa?

Niewątpliwie wzruszającym i smutnym była dla mnie i moich braci Grzegorza i Zdzisława chwila odejścia do nieba naszej Mamy. Natomiast bardzo miłe są zawsze spotkania z kapłanami naszej archidiecezji, chociażby w czasie dorocznych odwiedzin kolędowych. Pokazuje to atmosferę braterstwa. Na jednym ze spotkań śpiewaliśmy chociażby kolędy przy akompaniamencie gitary. Bardzo głęboko pozostają w moim sercu spotkania ze środowiskami Kresowiaków, Sybiraków czy Akowców, kiedy widzę ich wiarę, patriotyzm i umiejętność przebaczania. Wzruszające są również coroczne odwiedziny w szczecińskim Hospicjum, które budzą we mnie głębokie przeżycia wewnętrzne.

Jakie plany duszpasterskie stoją przed Księdzem Biskupem na kolejne 5 lat?

Jak zawsze czeka mnie standardowa posługa, czyli liczne wizytacje kanoniczne parafii, bierzmowania, wykłady na uczelni, praca w ramach Episkopatu i niewątpliwie przygotowania do jubileuszu Ottonowego. Zajęć będzie więc sporo. Przy okazji za pośrednictwem Tygodnika Katolickiego Niedziela chciałbym podziękować wszystkim kapłanom, siostrom zakonnym, wiernym za otwartość, życzliwość i za ciepłe słowa przekazane z okazji pięciolecia. Pragnę także złożyć najserdeczniejsze życzenia otwartości na Boże udzielanie się przez Chrystusa w Duchu Świętym, abyśmy w tej miłości z Nim wzrastali, a dzięki temu byśmy bezgranicznie świadczyli o umiłowaniu każdego człowieka.

Bóg zapłać za rozmowę i raz jeszcze życzymy asystencji darów Ducha Świętego na całą dalszą biskupią posługę!

2020-01-21 12:48

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Depo: Tylko wiara jako dar od Boga pozwala widzieć dalej

– Tylko wiara jako dar od Boga pozwala widzieć dalej, pozwala rozumieć i dotknąć Jego obecności i działania – powiedział 2 lutego w archikatedrze częstochowskiej, w święto Ofiarowania Pańskiego i Dniu Życia Konsekrowanego, metropolita częstochowski abp Wacław Depo.

W homilii zauważył, że „przeżywamy dzisiaj jedno święto, ale dwa ofiarowania”. – Ofiarowanie się Jezusa, Syna Bożego, Ojcu w Duchu Świętym i ofiarowanie się Maryi Bogu Ojcu w kierunku miłości służebnej wobec Syna i Jego dzieła i działaniu Ducha Świętego. Jedno ofiarowanie jest widzialne dla ludzkich oczu, kiedy Maryja z Józefem wnoszą swoje Dziecko do świątyni, a starzec Symeon i prorokini Anna rozpoznają w Nim obietnicę i pociechę Izraela. Drugie zaś, niewidzialne, wskazuje wprost na ofiarę życia tego Dziecka, aby przyjść z pomocą tym, którzy, jak zaznaczył autor Listu do Hebrajczyków, są poddawani próbom i którzy przez ofiarę ciała i krwi Jego zostaną pokonani, a zwłaszcza ten, który dzierży władzę nad śmiercią, tj. diabeł, i aby uwolnić wszystkich, którzy podlegają prawu śmierci – wyjaśnił abp Depo.

Zobacz zdjęcia: Abp Depo: Tylko wiara jako dar od Boga pozwala widzieć dalej

Metropolita częstochowski wskazał na potrzebę „wielkiej odwagi umysłu i serca” oraz „daru Ducha Świętego” koniecznych do głębszego zrozumienia Ofiarowania Jezusa w świątyni. – Święty Łukasz Ewangelista wskazuje na Symeona i podkreśla: „Duch Święty spoczywał na nim”. „Duch Święty objawił Symeonowi, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego”. W końcu napisał: „Z natchnienia więc Ducha Świętego przyszedł do świątyni”. To wskazanie dla nas: nie możemy patrzeć tylko ludzkim umysłem, chcąc widzieć dalej niż zwyczajność objawienia się dzisiaj tajemnicy Boga w Kościele i w świecie. Nam również tylko wiara jako dar od Boga pozwala dostrzec i widzieć dalej, pozwala rozumieć i dotknąć Jego obecności i działania – podkreślił abp Depo.

W tym kontekście metropolita przytoczył słowa św. Jana Pawła II z adhortacji „Vita consecrata”: „W naszym świecie, gdzie ślady Boga wydają się być często zatarte, w tym świecie potrzebne jest świadectwo prorockie osób konsekrowanych. Jego przedmiotem powinno być przede wszystkim pierwszeństwo Boga i życia przyszłego, czego przejawem jest naśladowanie Chrystusa czystego, ubogiego i posłusznego, całkowicie oddanego chwale Ojca oraz miłości do braci i sióstr”.

– Niemało jest dzisiaj ludzi, którzy nie tylko prowokacyjnie, według kultury i mody tego świata, ale wprost z arogancją i niewiedzą religijną będą stawiać pytanie: po co istnieje taki rodzaj życia? Komu jest potrzebny w świecie, który zwraca uwagę na tzw. mądrość, poprawność i spryt, które zdają się odbierać Bogu władzę nad życiem, jego początkiem i końcem? Czy nie jest to swoiste marnotrawstwo ludzkich energii, wolności posiadania i używania dóbr tego świata? – kontynuował abp Depo. – Dlatego odpowiedzmy słowami św. Teresy od Jezusa: „Życie konsekrowane, wbrew wszelkim powierzchownym opiniom o jego przydatności czy nieprzydatności, ma wielkie znaczenie właśnie dlatego, że wyraża miłość, nieograniczoną bezinteresowność, co szczególnie doniosłe jest zwłaszcza w świecie zagrożonym przez zalew spraw nieważnych, kłamliwych i przemijających. W życiu Kościoła i świata potrzebny jest ten konkretny znak ludzi oddających siebie Bogu i bliźnim ze względu na Boga”.

Metropolita odniósł się również do 8. rocznicy swojego ingresu do archikatedry częstochowskiej, który miał miejsce 2 lutego 2012 r., i do jego zadań jako pasterza archidiecezji. – Jako piąty biskup częstochowski mam głęboką świadomość, że ojcostwo duchowe jest procesem stałym i nie kończy się nigdy, bo życie Boże w człowieku staje się codziennym sięganiem po nieskończone Boże dary. Dlatego każdy biskup, po największych latach życia, nie skłamie w najmniejszym stopniu, jeśli za św. Pawłem Apostołem powtórzy: „Dzieci moje, oto ponownie was w bólach rodzę, aż Chrystus ukształtuje się w was”. Ojcostwo domaga się dojrzałości w wierze i w obyczajach, wierności łasce, a także czujnej odpowiedzialności za wszystko, co się wśród powierzonej nam Bożej owczarni dzieje. Czuwanie nad depozytem wiary rodzi niekiedy potrzebę odważnego napominania, ale i zachęcania zmęczonych wędrowców do dalszego marszu. Ten trud pozytywnego wyszukiwania możliwości, nowych ról i pól pracy jest zawsze twórczy w mocy i świetle Ducha Świętego – wyjaśnił abp Depo.

– Tak jak przed ośmiu laty w czasie ingresu proszę was o dar modlitwy, by służba biskupia była napełniona odwagą pokory, która nie pyta o to, co mówi o nim dominująca opinia różnych adwersarzy czy medialne sondaże, ale czerpie kryterium z Bożej prawdy i dla niej angażuje się „w porę i nie w porę”, aby wykazać błąd i wzywać do przemiany. Dlatego prosimy dzisiaj Maryję i św. Józefa, współpatronów tej katedry, kroczących z nami drogami wiary w różnych okolicznościach naszego życia społecznego, politycznego i kościelnego, aby nauczyli nas na nowo radości i wdzięczności w Duchu Świętym, abyśmy otrzymali dar naśladowania Chrystusa w codzienności i umieli o Nim świadczyć w zwyczajności życia, że warto całego siebie dać na całe serce. Panie, daj nam miłość na całe życie, na czas i na wieczność – zakończył abp Depo.

Po homilii osoby życia konsekrowanego odnowiły śluby zakonne.

Na zakończenie bp Andrzej Przybylski, biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej, złożył abp. Depo życzenia z okazji 8. rocznicy ingresu do archikatedry częstochowskiej. – Osiem lat temu Bóg dał nam jeszcze trzecie ofiarowanie – dar kolejnego pasterza dla Kościoła częstochowskiego. Chcemy Boga uwielbiać za ten dar, bo każdy biskup dla Kościoła jest darem troski i miłości Boga do Jego Kościoła. Życzę Ci, Ojcze, światła od Ducha Świętego, żebyś zawsze w swoich decyzjach, postanowieniach i inicjatywach miał pewność i jasność, że to jest wola Boża. Życzymy, żeby twoje spalanie się dawało wielkie światło, ogrzewało wielu ludzi i prowadziło do światła wiecznego.

Słowa wdzięczności skierował również do metropolity częstochowskiego o. Kazimierz Maniecki, definitor generalny paulinów. – Cieszymy się, że jesteś naszym pasterzem, za którym chce się iść i którego głos jest nam dobrze znany. Twoje słowo jest dla nas jak wiatr w żagle, kiedy potrzebujemy wypłynąć na głębię naszej wiary. Dziękujemy za odważne głoszenie prawdy i przykład zawierzenia Matce Najświętszej. Wszyscy potrzebujemy twojego błogosławieństwa i umacniania nas w wierze, nadziei i miłości.

Mszę św. koncelebrowali bp Andrzej Przybylski, biskup senior Antoni Długosz, kapłani z kapituły archikatedralnej i archidiecezji częstochowskiej.

CZYTAJ DALEJ

Kard. Burke: odmowa udzielenia komunii niektórym katolickim politykom jest dla nich przysługą

2020-08-11 21:08

[ TEMATY ]

Kard. Raymond Burke

BP KEP

Kard. Raymond Burke zwrócił uwagę, że wielu czołowych amerykańskich polityków z Partii Demokratycznej, którzy deklarują, że są katolikami, otwarcie zaprzecza nauce Kościoła w takich kwestiach jak aborcja czy tzw. jednopłciowe małżeństwa. Komentarzy życia politycznego w USA przypominają przed listopadowymi wyborami, że kluczem do sukcesu dla kandydata do prezydenckiego fotela jest przekonanie do siebie większości katolików.

Były metropolita Saint Louis przyznał w rozmowie z FoxNews, że to skandal, iż tak wielu katolików na Kapitolu regularnie wspiera prawodawstwo stojące w sprzeczności z nauczaniem Kościoła. W ten sposób, jak zaznacza, źle reprezentują katolickie wyznanie, przedstawiając je w fałszywym świetle.

Były prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej zaznaczył, że prezydenccy kandydaci wyznający kontrowersyjne z katolickiego punktu widzenia poglądy nie powinni otrzymywać komunii świętej, gdyż nie są w jedności z Chrystusem. Zdaniem purpurata, brak zgody na udzielenie im komunii jest w ich największym interesie, gdyż w innym przypadku politycy ci popełniają świętokradztwo. „To nie jest kara. To tak naprawdę przysługa czyniona tym ludziom” – dodał kard. Burke.

W szczególności wskazał na ubiegającego się o Biały Dom Joe Bidena – często podkreślającego swój katolicyzm – który rok temu zmienił zdanie w kwestii poparcia tzw. poprawki Hyde’a, ograniczającej aborcję z kieszeni podatnika. Choć przez wiele lat twierdził, że wiara nie pozwala mu być za aborcją finansowaną przez państwo, teraz powtarza za swymi kolegami partyjnymi, że jest za nieograniczonym zabijaniem dzieci nienarodzonych.

Kardynał wezwał również demokratyczną senator z Kalifornii Kamalę Harris do przeprosin za to, że podczas przesłuchania zarzuciła sędziemu federalnemu Brianowi Buescherowi, iż należy do Rycerzy Kolumba. Zdaniem tej prawniczki pochodzenia hinduskiego i jamajskiego, dyskredytujące dla tej świeckiej organizacji katolików jest to, że składa się tylko z mężczyzn, sprzeciwia się prawu kobiet do aborcji oraz potępia jednopłciowe małżeństwa.

„To jest całkowicie nie do przyjęcia. Bez względu na to, czy jesteś katolikiem czy nie, jako obywatel musisz spojrzeć na tego rodzaju oświadczenie i powiedzieć, że nie jest to osoba, którą chcesz, by była przywódcą twojego kraju” – dodał hierarcha, który przy okazji podkreślił, że choć wielu postrzega go jako wroga papieża Franciszka, jest to bardzo dalekie od prawdy. Przypomniał, że nigdy nie powiedział nic, co byłoby pozbawione szacunku dla Ojca Świętego.

CZYTAJ DALEJ

Katarzyna Łukowska (PARPA): W dziedzinie alkoholu w Polsce wolno za dużo

2020-08-12 11:47

[ TEMATY ]

alkohol

sierpień

Andrey Cherkasov/fotolia.com

- Mam wrażenie, że problemy alkoholowe są w Polsce traktowane z przymrużeniem oka - stwierdza w rozmowie z KAI Katarzyna Łukowska, p.o. dyrektora Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA). Zwraca uwagę, że osoby pierwszego kontaktu, w tym księża, muszą posiadać umiejętności natury psychologicznej, które uzupełniają ich podstawową misję czy zawód.

Dyr. Łukowska ocenia że Polska nie respektuje żadnego z trzech podstawowych instrumentów Światowej Organizacji Zdrowia, umożliwiających ograniczenie spożycia alkoholu: jest on u nas zbyt tani, dostępny w zbyt licznych punktach sprzedaży oraz jest powszechnie reklamowany.

Publikujemy treść rozmowy:

Tomasz Królak (KAI): Tradycyjnie już Kościół w Polsce zachęca w sierpniu do abstynencji od alkoholu. Tym razem bardzo mocno zwraca uwagę na sytuację dzieci w rodzinach, gdzie nadużywa się alkoholu, przypomina o konsekwencjach picia go przez kobiety w ciąży. Rozumiem, że PARPA co roku gorąco kibicuje tej sierpniowej inicjatywie?

Katarzyna Łukowska (p.o. dyrektora PARPA): - Tak, zdecydowanie. Bardzo cenię sobie zaangażowanie Kościoła, który od lat wspiera trzeźwość. Bardzo też cieszę się, że listy i komunikaty, które Kościół przygotowuje z okazji miesiąca trzeźwości, są bardzo bliskie temu, czym zajmuje się PARPA. Z satysfakcją dostrzegam, że opracowania te odzwierciedlają zmieniającą się wiedzę, są aktualizowane, pojawiają się tam nowe wątki. Przykładem jest temat troski o nienarodzone dzieci, zagrożone poprzez kobiety pijące alkohol podczas ciąży. Jest to w Polsce ogromny problem. Dzieci z płodowym zespołem alkoholowym czy w ogóle z zaburzeniami związanymi z ekspozycją na alkohol w okresie prenatalnym, rodzi się w Polsce więcej niż dzieci z zespołem Downa. Trzeba więc wykorzystywać każde miejsce, w którym można zachęcić kobiety do zachowania abstynencji.

Uważam, że Kościół i jego przedstawiciele są ważnym podmiotem pierwszego kontaktu. To dlatego Agencja, współpracując z Episkopatem przygotowała swego czasu publikację i film szkoleniowy, instruujący jak rozmawiać w parafii z osobami uzależnionymi od alkoholu i ich rodzinami. Uważam, że to było coś naprawdę bardzo potrzebnego. Nagraliśmy filmy, na których kobieta przychodzi do księdza i mówi: mój mąż pije - i rozpoczyna się rozmowa.

Próbujemy integrować ważny i potrzebny kontakt duchowy z wiedzą psychologiczną, Nie ukrywajmy: osoby pierwszego kontaktu - księża, nauczyciele, policjanci, pomoc społeczna - muszą posiadać pewne umiejętności natury psychologicznej, które uzupełniają ich podstawową misję czy zawód. Bardzo się cieszę, że to się udało.

Mam więc bardzo dobre doświadczenia z Kościołem w zakresie implementacji różnych naszych postulatów i rekomendacji, cenię sobie jego otwartość na przekazywanie do każdej polskiej parafii materiałów uwzględniających wyniki badań i aktualną wiedzę na temat problemów alkoholowych. Mam poczucie, że coroczne komunikaty Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości, są także wynikiem naszej całorocznej współpracy i tego, że wzajemnie się od siebie uczymy, bowiem odzwierciedlają problemy, z którymi się w Polsce zmagamy.

Podjęty w tym roku temat picia alkoholu przez kobiety w ciąży uważam za bardzo trafiony. Zresztą, bardzo dobrze wkomponowuje się on w osiągnięcia PARPA, bo w tym roku przygotowaliśmy rekomendacje - pierwsze w Polsce - do diagnozy dzieci z płodowym zespołem alkoholowym. Można więc powiedzieć, że nasza instytucja nad czymś intensywnie pracuje, a Kościół “przenosi” to w formie klarownego przesłania: w ciąży zachowaj abstynencję.

KAI: Czy rysują się jakieś nowe pola współpracy pomiędzy PARPA a Episkopatem?

- Prawie w każdym roku, odkąd pojawiły się dodatkowe środki finansowe z tzw. funduszu hazardowego Agencja przygotowuje jakiś projekt, który jest adresowany do przedstawicieli Kościoła katolickiego, na przykład do duszpasterzy trzeźwości. Jeżeli mają oni pełnić swoją rolę prawidłowo, to poza wsparciem duchowym, które jest niezbędne, muszą posiadać wiedzę o profesjonalnym leczeniu. Oczywiście, znane są przypadki tak zwanych samowyleczeń, kiedy ktoś rzeczywiście wytrzeźwiał wierząc w siłę większą od niego, ale najczęściej potrzebna jest do tego pomoc psychoterapeutyczna.

Na wspomnianych filmach, krótkich ale bardzo treściwych, pokazaliśmy też (co dowodzi otwartości Kościoła), najczęściej popełniany przez księży błąd, choć to błąd w dobrej wierze, a mianowicie, kiedy ksiądz mówi: proszę złożyć przysięgę - to wystarczy, żebyś przestał pić, przecież wystarczy mieć silną wolę. Ale to zupełnie nie działa. Kiedy natomiast ksiądz zaczyna prowadzić rozmowę inaczej, docierając do prawdziwej motywacji człowieka, kiedy ukierunkowuje go do poradni odwykowej, a jednocześnie przekonuje, że modlitwa jest też bardzo ważna bo wspiera to postanowienie o profesjonalnym leczeniu - to jest to coś, o co nam tak naprawdę chodzi.

KAI: Chodziłoby więc o to, by chcąc pomóc osobie uzależnionej, duszpasterze nie “bazowali” wyłącznie na duchowości i religii, eliminując z tego procesu wiedzę naukową, zwłaszcza psychologię, czy tak?

- Dokładnie tak. Cieszę się, że tę konieczność łączenia wymiaru duchowego i nauki - dostrzega także episkopat Polski i że udało się przygotować wspólnie różne publikacje czy Narodowy Kongres Trzeźwości w 2017 roku. Czymś bardzo pozytywnym jest także to, że Kościół zaczął mówić o problemie dostępności napojów alkoholowych, a więc o czymś co daleko wykracza poza kwestię rodziny, która, można powiedzieć, leży w centrum jego zainteresowania. Nagle zaczyna mówić o społecznościach lokalnych, o władzy samorządowej.

KAI: I to są konkretne owoce współpracy Kościoła z PARPA.

- Tak. Kiedy współpracowaliśmy przy Narodowym Kongresie Trzeźwości, dużo mówiliśmy o odpowiedzialności władzy samorządowej; o tym, że za spożycie alkoholu odpowiada burmistrz, prezydent miasta, rada gminy - bo to oni decydują o liczbie i godzinach otwarcia punktów, w których sprzedawany jest alkohol. Cieszę się, że koncentracja Kościoła, podobnie jak nasza, zaczyna mocno wykraczać poza osobę alkoholika i jego rodzinę. Zaczynamy mówić o kobietach pijących w ciąży, które nie są uzależnione; o pijanych kierowcach, którzy nie są uzależnieni czy o władzy samorządowej, która wpływa na społeczność lokalną. To bardzo pozytywny kierunek i znacząco wykracza on poza pierwsze inicjatywy trzeźwościowe w Polsce, które pod egidą Kościoła, zaczynały działać wieki temu.

KAI: A jak ocenia Pani to, co Kościół robi dziś, zarówno jeśli chodzi o profilaktykę antyalkoholową ale też pomoc osobom, które - w różnoraki sposób - ucierpiały z powodu picia?

- Badania naukowe mówią, że jednym z wiodących czynników chroniących, oczywiście poza więzami w rodzinie, jest przynależność do wspólnot religijnych ale także np. do harcerstwa, a więc jakiejś pozytywnej grupy rówieśniczej, na czele której stoi korektywny dorosły, czyli ktoś, kogo można naśladować i uczyć się od niego. W tym sensie rola Kościoła jest nie do przecenienia. Mam na myśli to, co ma on do zaproponowania w kontekście profilaktyki zaadresowanej do dzieci i młodzieży, czyli różnego rodzaju ruchy, na przykład ruch oazowy. To wszystko jest niezmiernie ważne ponieważ sprawia, że młodzież przynależąc do dobrej grupy rówieśniczej, jest mniej zagrożona sięganiem po alkohol.

KAI: Czyli tę profilaktyczną funkcję Kościół spełnia nie tylko artykułując antyalkoholowe przestrogi lecz, przede wszystkim, tworząc dobre środowisko dla młodych.

- Tak, bo na tym polega profilaktyka; na tym, że uczę się różnych ważnych umiejętności życiowych, buduję swoją pozytywną tożsamość, mam dobre relacje interpersonalne. Profilaktyka to nie jest gadanie o alkoholu (przynajmniej nie do młodzieży). Profilaktyka to uczenie wspomnianych umiejętności. Można ich uczyć w harcerstwie, podczas zajęć sportowych, jeśli jest przytomny trener, który to potrafi, i można tego uczyć w różnych wspólnotach religijnych, które istnieją w Kościele i uczą przynależności do niego.

Zawsze powtarzam, że to, co chroni przed alkoholem - zarówno młodzież jak i dorosłych - to nie jest samo “chodzenie” do Kościoła. To nie działa. Działa natomiast przynależność do norm i wartości. Dlatego tak ważne jest, aby Kościołowi udawało się te normy i wartości zaimplementować, bo o to chodzi w profilaktyce sięgania po alkohol w przypadku młodzieży. To bardzo ważne, bo uzależniony nie bierze się znikąd; najczęściej jest tak, że zaczyna sięgać po takie napoje jako nastolatek. Droga do uzależnienia jest procesem, on zawsze trwa jakiś czas. Ważne jest to, kiedy następuje pierwszy kontakt z alkoholem. Kiedy młody człowiek nauczy się “rozwiązywać” problemy przy pomocy alkoholu, to nigdy nie będzie dojrzałym dorosłym, potrafiącym rozwiązywać problemy wieku dojrzałego.

Gdy będę sięgała po takie napoju w wieku nastoletnim, żeby poczuć się lepiej, śmielej, weselej, odważniej i mieć lepsze relacje z rówieśnikami, to będę potrzebowała tego alkoholu w wieku 30, 40 lat. Bo co robi alkohol? Odbiera możliwość ukształtowania dojrzałej osobowości. A dojrzała osobowość kształtuje się nie tylko w rodzinie ale właśnie poprzez normy i wartości, które płyną ze środowiska, z jakichś ważnych, korektywnych grup.

Można też powiedzieć, że takie grupy mogą być dobrą alternatywą dla osoby z problemem alkoholowym. To nie jest tak, że osoba, która rodzi się w rodzinie gdzie jest alkoholizm, musi te wzory powielić. Jeżeli na jej drodze dorastania, dojrzewania, pojawią się jacyś korektywni dorośli, jakieś dobre grupy odniesienia, to nie musi nastąpić determinizm w postaci społecznego czy genetycznego dziedziczenia wzoru rodziny. I w tym sensie Kościół, podobnie jak inne, korektywne, ważne grupy odniesienia, ma bardzo dużo do zaproponowania i myślę, że coraz lepiej to rozumie.

KAI: Alkoholizm jest problemem trapiącym polskie społeczeństwo od wieków, i wraz z tym społeczeństwem jego oblicze się zmienia. Jak, można by scharakteryzować najkrócej sytuację w wolnej Polsce, czyli ostatnie 30 lat?

- W tej dziedzinie w wolnej Polsce wolno za dużo. Światowa Organizacja Zdrowia mówi o trzech instrumentach, które są najskuteczniejsze w ograniczaniu globalnego spożycia alkoholu. A więc: podniesienie cen na alkohol, ograniczenie dostępności sprzedaży (czyli to, co tak mocno podkreśla Episkopat akcentując rolę samorządu gminy, który może decydować o liczbie punktów sprzedaży i ich usytuowaniu) i wyeliminowanie reklamy napojów alkoholowych.

Edukacja jest ważna, ale na tej liście rekomendacji znajduje się dużo, dużo niżej, ponieważ założenie, że człowiek jest racjonalny i że podejmując jakąś decyzję analizuje jej wady i zalety dotyczy kupna drogiego samochodu, a nie tego czy sięgnę po alkohol. Ludzie nie rozważają racjonalnie konsekwencji sięgania po trunek. Dlatego wolna Polska powinna prowadzić dalej politykę reglamentacyjną czyli ograniczającą dostęp do alkoholu, bo to jest w interesie finansów publicznych i zdrowia Polaków. To zdrowie przekłada się na finanse, ponieważ ilość chorób współwystępujących z alkoholizmem stanowi poważne obciążenie dla NFZ-ów czyli dla każdego podatnika.

KAI: Biorąc pod uwagę wymienione kryteria, to każde z nich poważnie u nas kuleje. Na przykład dostępność: alkohol kupimy w nocy łatwiej niż chleb czy mleko…

- To prawda. Cieszę się z inicjatywy pana posła Szynkowskiego vel Sęka, który wprowadził do samorządów możliwość ograniczenia w sklepach nocnej sprzedaży napojów alkoholowych. Niestety, niewiele samorządów z tego skorzystało a moim zdaniem ma to ogromne znaczenie. Bo kto kupuje alkohol o drugiej w nocy? No, nie ktoś, kto za tydzień ma imieniny, tylko osoby, które już coś wypiły ale nie “dopiły”. Poza tym, jeśli taka grupa idzie w nocy po alkohol, to “przy okazji” hałasuje, zakłócając spokój i porządek publiczny, a z tym z kolei związane są interwencje policyjne czy straży miejskiej itd., itd.

Od wielu lat apeluję do samorządów aby w wzięły odpowiedzialność za zdrowie swoich mieszkańców. Naszej gospodarce nie stanie się wielka krzywda, jeśli o 2 w nocy w sklepie nie będzie można kupić alkoholu.

KAI: Dostępność to także cena. Alkohol jest wciąż zbyt tani?

- Tak. Cena alkoholu nie była podnoszona od lat. W ubiegłym roku rząd podniósł akcyzę na alkohol, ale, moim zdaniem, trochę za mało. Ale jest to przynajmniej pierwszy krok i wysłanie komunikatu, że alkohol jest towarem szczególnym i po wielu latach jego cenę trzeba podnieść. Ale wciąż jest zbyt tani.

KAI: Bo przynosi państwu ogromne zyski i tak ma pozostać?

- Bo przynosi zyski, o których powszechne przekonanie mówi, że one są większe, niż są faktycznie. Akcyza ta stanowi około 17 proc. wszystkich dochodów państwa z akcyzy. Zawsze po drugiej stronie są koszty związane z alkoholem i to koszty ogromne: finansowe np. leczenie osób uzależnionych czy ofiar przeróżnych wypadków, jak i społeczne, z przemocą domową na czele.

Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia - i to jest wstrząsające - młodzi, żyjący w Europie mężczyźni pomiędzy 15 a 29 rokiem życia, najczęściej umierają w związku z konsekwencjami nadużywania alkoholu. A więc, nie z powodu chorób lecz zdarzeń typu wypadek drogowy, skok na główkę po alkoholu.

KAI: Nie wszystkie koszty alkoholizmu da się zmierzyć finansowo, ale wiadomo, że są ogromne.

- Tak, weźmy choćby spadek wydajności pracy. Osoba uzależniona nie będzie tak efektywna, jak mogłaby być, bo jej organizm traci tę wydajność pod wpływem substancji psychoaktywnej. Podobnie jeśli chodzi o funkcjonowanie rodziny. Jeśli jest w niej stres, duży poziom lęku, to taka osoba nie będzie efektywnym pracownikiem, bo jej myśli są cały czas w domu: czy mąż przyjdzie pijany i czy dziś w domu będzie awantura czy może jednak nie. To są te koszty niemierzalne ale bardzo dotkliwe dla całego społeczeństwa.

KAI: Trzeci istotny czynnik prewencyjny wspomniany przez WHO: reklama. W Polsce jest w niej pełno, także w telewizji, więc i pod tym względem sprawa wygląda źle.

- Tak. Owszem, zakazana jest reklama napojów wysokoprocentowych, piwo, pod pewnymi warunkami, reklamować wolno. Każdego miesiąca Agencja kieruje do prokuratury kilkanaście wystąpień zawiadamiających o popełnieniu przestępstwa polegającego na naruszeniu zakazów reklamy.

Kłopot polega na tym, że, moim zdaniem, i policja, i prokuratorzy, i sądy nie przywiązuje do spraw reklamy należytej uwagi. Chyba nie zdają sobie sprawy z tego, dlaczego reklama jest tak istotna. Tymczasem reklama kształtuje pozytywne oczekiwania wobec alkoholu. Z kolei bardzo dobrze zweryfikowana teoria psychologiczna głosi, że jeśli ludzie mają pozytywne oczekiwania wobec działania substancji psychoaktywnej, to po nią sięgają. A te reklamy właśnie tak są robione: mają kojarzyć się z relaksem, plażą, wypoczynkiem, sportem. To buduje pozytywne skojarzenia ale łamie warunki reklamy takich napojów.

Jako Agencja mamy w tej sprawie niewielkie sukcesy. Robimy wszystko, co należy do naszych obowiązków i zawiadamiamy odpowiednie organy o naruszeniu zakazu reklamy napojów alkoholowych, ale te organy najczęściej umarzają postępowanie, bo nie znajdują żadnych przesłanek. A przecież nie wolno w Internecie reklamować wina czy wódki. W ogóle, w naszym przekonaniu jest dużo reklam, które łamią ustawę o wychowaniu w trzeźwości.

Dlaczego, na przykład, piwo bezalkoholowe, które można sprzedać i 16-latkowi ma się nazywać właśnie piwo? Przecież smak jest bardzo podobny do “normalnego” piwa. Wiadomo, że chodzi o to, by ten smak się utrwalił i żeby taki konsument w przyszłości kupił prawdziwe piwo. To jest oczywiste torowanie drogi.

KAI: W telewizjach reklam piwa jest mnóstwo. Także przed programami informacyjnymi, które, zdarza się, rozpoczynają serwisy od podania tragicznego bilansu wypadków spowodowanych pijaństwem. Sytuacja schizofreniczna.

- Tak, a wynika stąd, że ludzie nie wiążą reklam ze wzrostem spożycia alkoholu. Kiedy rozmawia się z przedstawicielami przemysłu alkoholowego to oni tłumaczą tak: reklamy to po prostu efekt konkurencji - musimy swój produkt mocno osadzić na rynku, bo konkurencja nas wyprzedzi. To jest prawda, ale druga prawda, która nie dociera ani do producentów ani do organów ścigania jest taka, że reklamy są szkodliwe, bo wpływają na wzrost spożycia takich tych napojów. Głównie przez młodzież, która - także za sprawą reklam - wcześniej wchodzi w inicjację alkoholową.

KAI: Czy wierzy Pani, że w Polsce reklama alkoholu może zostać zakazana. Apeluje o to nie tylko Episkopat, ale i - pośrednio - WHO. Za alkoholem stoi jednak zbyt duże lobby?

- To z pewnością. Ale, będąc realistką, chciałabym, żeby chociaż taka reklama mogła pojawić się w telewizji dopiero od 23.00 a więc wtedy, kiedy większość dzieci, w wieku 7-9 lat, nie ogląda telewizji (mam nadzieję). Myślę, że to marzenie jest bardziej realne niż wprowadzenie całkowitego zakazu reklamy.

A kolejne moje marzenie jest takie, by organy ścigania traktowały sprawy owych reklam z większą powagą i świadomością, że my, jako Agencja, nie zwracamy na to uwagi tylko dlatego, że mamy taki obowiązek, tylko opierając się na badaniach naukowych alarmujemy, że reklama buduje niewłaściwe zachowania wobec alkoholu - u dzieci, młodzieży i dorosłych.

KAI: Reklama pokazuje uśmiechniętych, szczęśliwych młodych ludzi, ale już nie degrengoladę, która często staje się następstwem picia.

- Właśnie, a kłopot w tym, że takie zachęcające obrazki pojawiają się wczesnym wieczorem, są powszechnie obecne na bilbordach. Chodzi o to, że dla dzieci i młodzieży jakoś ekscytujące jest to, co jest dla nich jeszcze niedostępne, bo przynależy do świata dorosłych. A tym czymś jest głównie alkohol właśnie. Oni doskonale rozumieją, że reklama jest skierowana do dorosłych, ale zachęcający przekaz idzie także do nich, bo mówi o jakimś świecie dorosłych, do którego dzieci czy młodzież chcą jak najszybciej przynależeć.

KAI: Czyli reklama alkoholu nie zniknie szybko z ekranów?

- Nie wierzę, by zniknęła. Dowody naukowe, wskazujące na jej szkodliwość nie wystarczą, bo z drugiej strony jest lobby alkoholowe. Budżet PARPA jest dużo, dużo mniejszy niż potencjał przemysłu alkoholowego.

KAI: Ale zarówno PARPA jak i przemysł alkoholowy są domenami państwa, tymczasem realizują cele względem siebie sprzeczne. To dwie różne drogi. Czy - dla dobra ogółu - kiedyś się spotkają?

- Nie sądzę, by interesy zdrowia publicznego spotkały się z interesami przemysłu alkoholowego. Nawet jeśli ten przemysł prowadzi różne kampanie mówiące o odpowiedzialnej sprzedaży, tak, by te napoje nie trafiały do nieletnich czy kobiet w ciąży, to przecież ich celem jest wzrost sprzedaży. Tak nasze cele są od siebie bardzo odległe, wręcz sprzeczne.

KAI: A co Pani myśli, gdy szef przemysłu spirytusowego zapewnia w mediach, że wzrost spożycia tzw. małpek czyli wysokoprocentowych trunków w małych buteleczkach, jest przejawem wzrastające kultury spożywania alkoholu w naszym kraju?

- Pomyślałabym, że to są absolutne bzdury. Ale trudno, żeby ktoś taki mówił coś innego, bo pracuje w takim akurat miejscu i wiąże z nim swoje emocje i przekonania, podobnie jak ja lokuję swoje w swojej instytucji.

Sięganie po małpki wiąże się z jeszcze jedną, niebezpieczną okolicznością. Mianowicie, kiedy pijemy wino czy piwo, to zwykle robimy to w towarzystwie. A małpki pijemy sami, na raz, nie dzieląc się z nikim. Powinno to być odebrane jako jeden z ważnych sygnałów ostrzegawczych, że picie alkoholu staje się problemem.

KAI: Fenomen małpek mówi coś o polskim “stylu” picia w ostatnich latach. Co jeszcze wiadomo na ten temat, czy widać jakieś ważne tendencje?

- Na pewno zdecydowanie mniej niż w latach 80 jest tzw. nietrzeźwości publicznej, to znaczy osób pijanych, snujących się po ulicach. Ale też, kiedy przed 20 laty rozpoczynałam pracę w Agencji, roczne spożycie czystego alkoholu w przeliczeniu na każdego Polaka (w tym niemowlęcia czy 80-latka, który też pewnie takich napojów nie spożywa) wynosiło ponad 6 litrów; w tej chwili jest to już ponad 9. Mogłabym w związku z tym pomyśleć, że to porażka Agencji. Ale, z drugiej strony, przecież nie dysponuję żadnym z trzech zalecanych przez WHO i instrumentów, dzięki którym można byłoby odwrócić panujące trendy.

To, co mogę przygotować, to tylko ekspertyzy zachęcające Ministerstwo Zdrowia czy rząd do podniesienia cen i zrobienia czegoś w sprawie reklam, a do samorządów gminnych mogę wysyłać rekomendacje i uczyć ich, jak ograniczać dostępność napojów alkoholowych.

Nie mogę powiedzieć, że Agencja poniosła porażkę w tym sensie, że nie ponoszę odpowiedzialności za coś, co nie przynależy do moich kompetencji. A, powtórzę, na żaden z trzech instrumentów WHO, które należałoby uruchomić - nie mam wpływu.

KAI: Od jakiegoś czasu mówi się o tzw. piciu eleganckim, czy to już ma skalę zjawiska?

- Z pewnością. Mamy tu do czynienia z pewną grupą, którą określamy jako wysoko funkcjonujące osoby uzależnione. Zajmują one wysokie stanowiska i jeszcze się w życiu “wyrabiają”, to znaczy praca (bo nie rodzina) jest dla nich centrum życia, a po pracy jest relaks przy użyciu alkoholu.

Dostrzegam też, że zwiększyło się spożycie wśród kobiet. Nasze badania dotyczące tego, kto pije najwięcej pokazały, że jeśli chodzi o kobiety, to więcej piją te w dużych miastach i lepiej wykształcone, a mniej w małych środowiskach lokalnych. Jeśli chodzi o mężczyzn, to większe spożycie jest u gorzej wykształconych i w mniejszych środowiskach lokalnych. Można więc powiedzieć, że te grupy zupełnie się ze sobą nie spotykają.

KAI: Czym wytłumaczyć wzrastające picie wśród wykształconych kobiet?

- Tym, że kiedy przyjeżdżają do dużych miast, to trochę zrywają więzi rodzinne. Nagle znajdują się w dużym mieście, bez rodziny, bez jakiejś kontroli społecznej i zaczynają więcej pić. Być może towarzyszy temu także większy stres związany z nową pracą, utratą dotychczasowych kontaktów rodzinnych. Trzeba też zwrócić uwagę, że kobiety zajmują coraz wyższe stanowiska, co wiąże się także z dużym stresem, który próbują - zresztą na początku bardzo skutecznie - redukować alkoholem.

Obserwuję w swoim środowisku kobiety, około czterdziestki, które mają dobrą pracę, dzieci, rodzinę, choć czasami także osoby samotne, które po pracy relaksują się przy pomocy alkoholu i to dobrego. Mają piwniczki, sięgają po butelkę dobrego wina i wieczorem, przy muzyce, telewizji czy Internecie wypijają sobie tę butelkę.

KAI: Kulturalne picie...

- Tak się wydaje. To oczywiście mit, bo uważamy powszechnie, że alkoholik to ktoś, kto jest zaniedbany higienicznie, nie pracuje, ma złą sytuację materialną i gdy ktoś do tego obrazu nie przystaje, alkoholikiem być po prostu “nie może”. Kobieta, która zarabia 30 tys. miesięcznie, ma dwójkę dzieci, wspaniały dom a wakacje spędza w Afryce i dosyć dobrze funkcjonuje społecznie - nie może być alkoholiczką. A ona codziennie wypija butelkę czerwonego wina…

KAI: Współpraca między rządem samorządem i Kościołem nie układa się chyba najlepiej skoro nie widać żadnych inicjatyw ustawodawczych, które profilaktykę antyalkoholowa wprowadzałyby na nowe tory?

- Mam wrażenie, że problemy alkoholowe przez nasze władze są traktowane z przymrużeniem oka.

KAI: Dlaczego?

- Ponieważ większość Polaków należy do konsumentów tych napojów. Wygląda to więc inaczej niż z

narkotykami, z którymi jest “łatwiej”, bo są nielegalne i większość osób nie ma z nimi kontaktu, w związku z tym panuje swego rodzaju lęk a przynajmniej przekonanie, że to jest coś złego. A alkohol jest bardziej “oswojony”. Większość decydentów należy do grona tych, którzy piją alkohol i zapewne wyrobili sobie przekonanie, że skoro z nimi wszystko jest OK, to alkohol nie może być szkodliwy. I tu jest pułapka.

Od jakiegoś czasu staramy się mówić, że świat nie dzieli się na alkoholików i tych, co piją normalnie. Alkoholików jest w Polsce ponad 600 tysięcy, natomiast około 3 miliony pije w sposób szkodliwy, więc nie zdiagnozujemy u nich uzależnienia ale faktem jest, że ich picie wywołuje szkody zdrowotne, społeczne, emocjonalne.

W klasyfikacji ICD 10 [międzynarodowa klasyfikacja chorób - KAI] chorobą nie jest tylko uzależnienie. W Polsce można postawić tylko dwie kluczowe diagnozy w przypadku alkoholu: uzależnienie i picie szkodliwe. Tej drugiej grupy nie dostrzegamy, choć jest cztery razy większa niż uzależnionych. Nie wiem czy te kobiety, wieczorami pijące alkohol są uzależnione, ale wiem na pewno, że piją szkodliwie, ponieważ przekraczają limity picia o niskim ryzyku. Nie ulega wątpliwości, że ktoś, kto wypija codziennie czy 5 razy w tygodniu butelkę wina, pije szkodliwie.

KAI: To, co Pani powiedziała nie nastraja optymistycznie zarówno co do profilaktyki jak i wysokości wszelkich kosztów społecznych, które będzie pociągało za sobą nadużywanie alkoholu w Polsce. Światełka nie widać.

- Ponieważ jestem z natury usposobiona optymistycznie to cieszy mnie każdy sukces, nawet jeśli nie jest tak spektakularny jak spadek spożycia alkoholu. Cieszy mnie coraz lepsze wykorzystanie przez gminy rekomendowanych programów profilaktycznych, utrzymany dostęp do lecznictwa w czasach koronawirusa i coraz więcej miejsc udzielającym pomocy dzieciom z FASD i ich rodzicom. W moim świecie szklanka jest raczej do połowy pełna niż pusta.

Rozmawiał Tomasz Królak

***

Katarzyna Łukowska w PARPA pracuje od 18 lat, od 2005 roku na stanowisku zastępcy dyrektora, obecnie p.o. dyrektora.

Należy do Zespołu Monitorującego do spraw Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie przy Ministrze Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Od wielu lat prowadzi działalność szkoleniową i dydaktyczną w obszarze rozwiązywania problemów alkoholowych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję