Reklama

Niedziela Kielecka

Aby życia nie zmarnować

Od lat słucha trudnych ludzkich historii, pomaga bezdomnym, samotnym matkom, ofiarom przemocy. Każdy człowiek zasługuje na miłość, szacunek i uwagę – mówi Teresa Brzeska, wiceprezes Kieleckiego Koła Towarzystwa św. Brata Alberta

Niedziela kielecka 49/2019, str. IV

[ TEMATY ]

pomoc

sylwetka

Kielce

pomoc społeczna

TER

Teresa Brzeska nie umie żyć bez pomagania

Teresa Brzeska nie umie żyć bez pomagania

Pracuje w nim z oddaniem jako wolontariuszka już trzydzieści pięć lat. Bez pomagania innym nie potrafi żyć. W wolnych chwilach odwiedza niewidomych oraz seniorów i organizuje im muzykoterapię.

Chęć pomagania i miłość od ludzi wyniosła z domu. – Moja mama bardzo lubiła nieść pomoc. Jeśli czegoś jej się dużo urodziło w polu, zanosiła do wielodzietnych rodzin. Wiedziała, że dzieci cierpią głód, że są problemy, alkohol, nie ma pieniędzy. Zanosiła wiadrami kapustę i ogórki. Widziałam to jako mała dziewczynka i podobało mi się to. Po latach, jako dorosła kobieta, spotkałam ks. prof. Jana Śledzianowskiego. Poinformował mnie, że chce w Kielcach utworzyć Koło Pomocy św. Brata Alberta. Zaproponował mi współpracę, która trwa od 1985 r. Początki wymagały od nas ogromnego zaangażowania. Założone przez nas Schronisko w Łukowej dla samotnych matek potrzebowało pilnie remontów, trzeba było również znaleźć pieniądze na utrzymanie kobiet, które się tutaj schroniły. Niektóre spodziewały się dziecka, inne przybywały już z dziećmi, uciekając przed przemocą. Jeździliśmy więc na kwesty do odległych parafii w naszej diecezji. Nie mieliśmy samochodów, trzeba było więc wstać po czwartej i jakoś dojechać – wspomina dziś Teresa Brzeska.

Ocalone życie

Reklama

Czasem wraca do pierwszych spotkań z ubogimi. – Pewnego razu idąc na dyżur zauważyłam siedzącą na schodach przed biurem Koła Pomocy św. Brata Alberta uroczą dziewczynę. Opowiedziała mi swoją trudną historię. Rodzice się rozwiedli, mama wyjechała do Szwecji, ojciec poślubił inną kobietę. Została pod opieką starszego wuja, matka zapewniła ją, że będzie o nią dbała finansowo, aby mogła się uczyć, ale zastrzegła że nie może być absolutnie mowy o ciąży, o dziecku. Ona zakochała się, zaufała i zaszła w ciążę. Była dopiero w liceum. Zrozpaczona przybiegła tutaj po wsparcie, aby mogła wrócić do łask matki. Zaproponowałam jej pomoc. Rozpromieniła się i poczuła ulgę. Nie czuła się sama, razem z dzieckiem była bezpieczna. Sama nie była wtedy w stanie zapewnić mu należytej opieki, musiała ukończyć szkołę i zarabiać na swoje utrzymanie. Urodziła pięknego chłopca i oddała go do adopcji. Czasem wspominam tę młodą dziewczynę. Nie wiadomo jak skończyłaby się ta historia bez naszego wsparcia. Życie zostało ocalone – mówi.

Często dotyka ludzkich dramatów i płacze razem z ubogimi. – Do naszego biura przyszedł drobny, skulony mężczyzna lat ok. 70. Miał na imię Józef. Zapytał mnie, czy znajdzie się tutaj dla niego miejsce. Został bez dachu nad głową. Był samotny, mieszkał z siostrą, jej mężem i dziećmi w rodzinnym domu. Po śmierci rodziców namówiła go, aby zrzekł się spadku. Pewnego dnia oświadczyła, że to wszystko jest jej. – Wyszedłem więc – powiedział. Płakaliśmy oboje. Potem obiecałam mu, że znajdę dla niego u nas dom.

Wierna azylem dla samotnych matek

W Adwencie myśli o tych kobietach, które przewinęły się przez prowadzony przez Towarzystwo Dom Samotnej Matki w Wiernej (wcześniej w Łukowej) przez 30 lat istnienia placówki, o blisko trzystu dzieciach, które w tym miejscu znalazły schronienie, o tych które się tutaj urodziły. W Domu Samotnej Matki w Wiernej – w 2017 r. schronienie i opiekę otrzymało osiem kobiet i sześcioro dzieci, w 2018 – dziesięć kobiet i jedenaścioro dzieci. Ileż to przez te lata było opłatków, serdecznych spotkań... Wierna stałą się prawdziwym azylem dla samotnych matek. Dostrzegała, że tutaj czują się bezpieczne i spokojne. Siostry Pasterzanki dbają, aby było jak w domu, jak w rodzinie, ciepło serdecznie, przytulnie. Czasem kobiety zostają tutaj na kilka miesięcy, a czasem nawet na rok. Kiedy sytuacja tego wymaga i nie ma innej możliwości, matka po narodzinach może oddać dziecko do adopcji, gdzie czekają na niego nowi rodzice, którzy chcą otoczyć go miłością. – Kiedyś, będąc w jednej parafii opowiadałam mieszkańcom o pracy naszego Towarzystwa, mówiąc o takich właśnie przypadkach. W końcu kościoła stał mężczyzna z małym dzieckiem na ręku i dumnie prężył pierś. Okazało się potem, że chłopiec był adoptowany, a mama urodziła go będąc w naszym Domu w Wiernej – opowiada.

Jak plaster na ranę

Reklama

– Kocham to robić. Zdarza mi się często płakać z tymi ludźmi, bo taką mam już empatię, ale potem mówię: „zaradzimy”, „jakoś będzie”. Ewangelia mówi „Nie ten kto mówi Panie, Panie dostąpi zbawienia”. Dlatego staramy się swoim konkretnym działaniem ukazywać realizm wiary chrześcijańskiej – tłumaczy. Myśląc o tych, którym pomaga, powtarza, że „widzi w nich potrzebującego Chrystusa”. Słucha ich bardzo trudnych, traumatycznych przeżyć, patrząc na ich okaleczone życie, naznaczone cierpieniem odrzuceniem, samotnością, co często jest tak wyraźnie wyrysowane na twarzach. Podkreśla, że pragną zrozumienia, wsparcia, współczucia i opieki. – Zdaję sobie sprawę, że całego świata nie uratujemy, ale jeśli choć jednemu człowiekowi pomożemy, to warto. Sprawia mi ogromną radość i satysfakcję, kiedy widzę na twarzy potrzebującego uśmiech, poczucie spokoju, gdy ustępuje z jego życia lęk przed przemocą i agresją, z którą musiał się zmagać, gdy może położyć głowę w bezpiecznym miejscu. Jesteśmy jak ten plaster na ranę. Przywracamy uśmiech, dajemy miłość.

Ze Schroniska dla Bezdomnych Mężczyzn w l. 2017-19 do chwili obecnej rocznie średnio korzystało od 70-90 osób, z Noclegowni – w 2017 r. – 64 osoby, 2018 r. – 67 osób , a w 2019 r. do września – 46 osób. Dawniej, po transformacji ustrojowej, w schronisku częściej szukali pomocy mężczyźni w sile wieku. Nie było tyle kontraktów, bezrobocie spychało ich w długi, nie byli w stanie opłacić mieszkania. Teraz więcej jest mężczyzn w okolicach 70 lat, emerytów z orzeczonymi eksmisjami. Oni tutaj znajdują schronienie. Biedni potrzebują miłości. Schronisko daje im poczucie przygarnięcia. Nikogo nie wykluczamy, ubóstwo nie odbiera godności człowiekowi. Św. Brat Albert mówił „każdemu należy się dach i strawa” – podkreśla Teresa. Towarzystwo prowadzi także dziesięć mieszkań chronionych, w których dom znalazło 16 osób.

Muzykoterapia z Teresą

Nawet będąc na emeryturze, nie zwalnia tempa. Obok licznych obowiązków znajduje czas na odwiedziny pensjonariuszy w jednym z DPS i prowadzi tutaj dwa razy w tygodniu muzykoterapię. Uczestniczą w nich niemal wszyscy pensjonariusze, którzy mogą przemieszczać się o własnych siłach, czy na wózkach. – Repertuar jest bardzo różnorodny – od pieśni maryjnych, które przeplatają naszą modlitwę różańcową. Jest litania, a potem przechodzimy do patriotycznych. Wtedy u niektórych kombatantów widzę taki zapał i radość – mówi. Czasem opowiadam ich o moich podróżach do różnych sanktuariów, przenosząc ich choć na chwilę oczyma wyobraźni w te miejsca. Staram się im przywieść z tych pielgrzymek jakieś pamiątki, obrazki np. św. Charbela z Libanu, Matki Bożej Pompejańskiej. A kiedy spotkanie się kończy, musi im obiecać, że wkrótce znów do nich przyjdzie.

Pozytywnie zajęta

– Kiedy tam jestem, nie mam wątpliwości że Pan Bóg dał tę starość, niedołężność, biedę, aby reszta się zbawiała. Człowiek może być kiedyś bliżej nieba. Obserwuję pracowników, jak się starają, troszczą o seniorów – leżących pokarmią, przebiorą. Jakaś dziewczynka przychodzi, zagra im na pianinie. Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. Odwiedza również regularnie niewidomych w ośrodku przy ul. Złotej w Kielcach. Przychodzi w odwiedziny, by im poczytać, porozmawiać, pośpiewać wspólnie.

Terasa mówi, że „chce przynieść do Pana Boga naręcza dobra”. Mimo, że jest na emeryturze, to jakby pracowała na dwóch etatach. Działa we wspólnocie Szkoła Maryi. W działaniu i modlitwie nie ma dla niej żadnych granic. Potrafi modlić się brewiarzem przez skype’a ze swoimi przyjaciółmi z różnych stron świata. Wyjeżdża na rekolekcje w Polsce i za granicą. – Jestem pozytywnie zajęta. Wiem co robić, aby życia nie zmarnować – mówi z uśmiechem.

2019-12-04 07:36

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rząd przygotuje program wsparcia dla matek w tzw. trudnych ciążach i wychowujących niepełnosprawne dzieci

2020-10-27 10:33

[ TEMATY ]

pomoc

aborcja eugeniczna

pixabay.com/StockSnap

Powstanie specjalnego zespołu, który opracuje program wsparcia dla matek w tzw. trudnych ciążach oraz wychowujących niepełnosprawne dzieci zapowiedział poseł Bartłomiej Wróblewski. Polityk PiS poinformował KAI, że zespół, który ma powstać w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, swoje propozycje przedstawi jeszcze w tym tygodniu.

W czwartek Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis ustawy z 1993 r. zezwalający na dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją.

Wsparcie dla kobiet w ciąży, których dzieci są zagrożone ciężką chorobą mógłby mieć formę znacznie podwyższonego zasiłku rodzinnego albo, jak proponuje wicepremier Jarosław Gowin, znacząco zwiększonego świadczenia pielęgnacyjnego. „To musi być wsparcie bardzo duże i bardzo konkretne, na miarę programu 500 plus, choć kwota powinna być wyższa” – podkreśla Bartłomiej Wróblewski.

W trakcie ubiegłotygodniowej rozprawy w Trybunale Konstytucyjnym przestawił on wniosek o zbadanie, czy przesłanka eugeniczna do dokonania aborcji jest zgodna z Konstytucją. Dziś poseł PiS powiedział KAI, że potrzebny jest mocny program wsparcia dla matek w trudnych ciążach i dla niepełnosprawnych. Zaznaczył przy tym, że już w 2017 r., na pierwszej konferencji prasowej zapowiadającej złożenie wniosku do Trybunału mówił, że obydwie kwestie trzeba rozpatrywać łącznie.

Odnosząc się do fali protestów, jakie wybuchły w całym kraju po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, poseł zwrócił uwagę, że nim wniosek został złożony do tego organu, był szeroko dyskutowany politycznie, a także w środowiskach kościelnych, akademickich oraz organizacji pro life. Zapewnił, że nie było to działanie spontaniczne.

„Od początku zabiegaliśmy, żeby było poparcie dla tej sprawy z różnych stron, to znaczy aby był to wniosek ponadpartyjny, mających poparcie różnych środowisk” – mówi Wróblewski. Wskazuje też, że uzasadnienie wniosku skierowanego do Trybunału Konstytucyjnego opiera się przede wszystkim na głosach prawników, konstytucjonalistów, cywilistów i karnistów, niemal bez wyjątku nie związanych z prawicą.

„Wniosek przygotowaliśmy 3 lata temu, natomiast nie mieliśmy żadnego wpływu ani na treść wyroku ani na termin jego ogłoszenia” – zaznacza Wróblewski.

Polityk wyraził ubolewanie, że przez trzy lata nikt z dzisiejszych krytyków wyroku Trybunału, nie odniósł się do niego merytorycznie. „Teraz natomiast skrajni liberałowie podgrzewają nastroje, zupełnie ignorując fakt, że wyrok Trybunału dotyczy wartości konstytucyjnej, jaką jest prawo do życia” – mówi poseł. Zwraca uwagę, że wyrok Trybunału jest tylko aplikacją wcześniejszego orzecznictwa tego organu.

„Ci, którzy wcześniej powoływali się na Konstytucję, dziś mówią, że ona nic nie znaczy i prawo do życia dzieci chorych i niepełnosprawnych nie jest istotne – mówi poseł PiS. – Każdy, kto zapoznałby się z wnioskiem do Trybunału, a tym bardziej wyrokiem, zobaczyłby liczne odwołania do wyroków Trybunału z roku 1997, 2004 i 2008” – mówi poseł. Jak wyjaśnia, w tych orzeczeniach Trybunał stał na stanowisku, że prawo chroni życie także w okresie prenatalnym oraz ustanowił zasadę „in dubio pro vita humana”, to znaczy, aby w razie wątpliwości rozstrzygać na rzez życia ludzkiego.

Pytany o perspektywy spokojnej debaty społecznej wokół sprawy tak fundamentalnej jak szacunek dla ludzkiego życia, poseł Wróblewski stwierdził, że jest wręcz niezbędne. „To, co na pewno trzeba zrobić, to duże wsparcie medyczne, psychologiczne a przede wszystkim materialne dla osób niepełnosprawnych, ich matek i rodzin, bo to jest przecież ta grupa, której to orzeczenie bezpośrednio dotyczy” – stwierdził.

Jednocześnie wyraził opinię, że część motywacji protestujących jest głębsza i nie jest jedynie reakcją na wyrok Trybunału. „To była dla nich raczej okazja do wyrażenia swojego niezadowolenia, sprzeciwu i niechęci wobec tradycyjnych polskich wartości: Kościoła, chrześcijaństwa, patriotyzmu” – ocenił poseł dodając, że ataki na kościoły są zupełnie nieadekwatne do przedmiotu dyskusji, podobnie jak niezrozumiałe jest niszczenie pomników: Ronalda Reagana, Jana Pawła II czy poznańskiego pomnika XV Pułku Ułanów Wielkopolskich.

Polityk porównał obecne protesty w Polsce do rewolty, jaka wybuchła wiosną w Stanach Zjednoczonych, po zabójstwie czarnoskórego mężczyzny przez policję w Minneapolis. „To, co się dzieje się w Polsce, trzeba więc widzieć szerzej, jako element wojny kulturowej. Ten gniew jest skierowany przeciwko całej tradycji, a nie tylko przeciwko osobom czy instytucjom zaangażowanym w działania na rzecz respektowania ochrony życia.

Poseł uważa też, że w sytuacji bezczeszczenia kościołów, a więc naruszania przepisów karnych, trzeba reagować bardziej stanowczo.

„Wolność słowa i demonstrowania są wolnościami gwarantowanymi konstytucyjnie ale nie mają charakteru bezwzględnego i nie mogą naruszać przepisów karnych, które chronią określone miejsca czy zgromadzenia, na przykład msze święte” – podkreślił Bartłomiej Wróblewski.

Warto wspomnieć, że orzekając o niekonstytucyjności przesłanki eugenicznej do dokonania aborcji, Trybunał Konstytucyjny stwierdził jednocześnie, że: „Ustawodawca nie może przenosić ciężaru związanego z wychowaniem dziecka ciężko i nieodwracalnie upośledzonego albo nieuleczalnie chorego jedynie na matkę, ponieważ w głównej mierze to na władzy publicznej oraz na całym społeczeństwie, ciąży obowiązek dbania o osoby znajdujące się w najtrudniejszych sytuacjach”.

CZYTAJ DALEJ

Kraków: zmarł prof. Andrzej Półtawski

2020-10-29 13:54

[ TEMATY ]

zmarły

KAI

29 października w Krakowie zmarł w wieku 97 lat prof. Andrzej Półtawski - uczestnik powstania warszawskiego, filozof, etyk, antropolog, specjalista w zakresie antropologii filozoficznej, fenomenologii, filozofii chrześcijańskiej, personalizmu i teorii poznania. Bliski współpracownik św. Jana Pawła II.

Andrzej Półtawski urodził się 22 lutego 1923 roku w Warszawie, jako syn typografa i grafika Adama Półtawskiego. Ukończył III Miejskie Gimnazjum i Liceum Męskie w Warszawie. W czasie okupacji niemieckiej działacz AK. Uczestnik powstania warszawskiego w stopniu podchorążego w ramach Zgrupowania „Żaglowiec” II Obwodu „Żywiciel” (Żoliborz) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej. Następnie osadzony w stalagu XI A Altengrabow i Groß Lübars koło Magdeburga.

31 grudnia 1947 roku ożenił się z Wandą Półtawską z.d. Wojtasik. Ukończył studia filozoficzne pod kierunkiem prof. Romana Ingardena na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1950 r., broniąc pracę magisterską, a następnie uzyskując tytuł doktora na podstawie rozprawy „Rzeczy i dane zmysłowe. Świat i spostrzeżenie u G. E. Moore’a”. W 1972 r. uzyskał habilitację na podstawie pracy „Świat, spostrzeżenie, świadomość”. Był pracownikiem naukowym Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1957–1970, a następnie w latach 1973–1993 na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej Akademii Teologii Katolickiej (ATK) w Warszawie. Był kierownikiem Katedry Teorii Poznania ATK.

Był laureatem Nagrody im. Księdza Idziego Radziszewskiego za rok 2015 przyznawaną przez Towarzystwo Naukowe KUL. Przez szereg lat był współpracownikiem metropolity krakowskiego, abp Karola Wojtyły i św. Jana Pawła II. Wraz z małżonką był członkiem Papieskiej Rady ds. Rodziny.

CZYTAJ DALEJ

Apel do wiernych ks. abpa Józefa Kupnego

2020-10-30 16:51

Metropolita wrocławski skierował apel do wiernych Archidiecezji wrocławskiej. Zwraca uwagę na zbliżający się czas Wszystkich Świętych i naszą odpowiedzialność i miłość w kontekście epidemii i obecną sytuację w kraju. "Tylko mądra miłość jest twórczą siłą, która może kruszyć ludzkie serca i przemieniać naszą rzeczywistość."

W liście do wiernych czytamy: Przed nami czas, który sprzyja temu, by spojrzeć na swoje życie przez pryzmat wieczności. Nawiedzając cmentarze i modląc się za zmarłych dociera do nas, że także my kiedyś staniemy twarzą w twarz z Bogiem i – jak mawiał św. Jan od Krzyża – będzie to moment, w którym sądzeni będziemy z miłości. Ta zwięzła formuła niesie ważną treść i wskazuje, że miłość Boga i bliźniego powinny stanowić punkt odniesienia we wszelkich naszych wyborach, czynach, wypowiadanych słowach i podejmowanych decyzjach. Ona także uświadamia, że moc przemiany świata mają ci, którzy kochają i którzy uczą miłości, a nie ci, którzy nienawidzą. Tylko mądra miłość jest twórczą siłą, która może kruszyć ludzkie serca i przemieniać naszą rzeczywistość.

Dziś o tę miłość Was proszę. Niech ona pomoże wszystkim podejmować dobre decyzje i dokonywać mądrych wyborów. W imię miłości bliźniego zatroszczmy się o bezpieczeństwo i zdrowie nasze i naszych najbliższych. W imię tej miłości – proszę – nie narażajmy siebie i innych na zarażenie się koronawirusem i rozprzestrzenianie się epidemii. Także w imię tej miłości, uczyńmy co w naszej mocy, by nie pogłębiać podziałów i nie eskalować konfliktów. Kierując się tą miłością, Kościół Jezusa Chrystusa pozostanie zawsze przestrzenią otwartą dla wszystkich ludzi, bo Syn Boży oddał życie za każdego człowieka.

Ta miłość, kiedy potrzeba, potrafi zwrócić uwagę, wykazać błąd, ale również wstawić się za słabymi, pogardzanymi i odrzuconymi. Dziękuję tym wszystkim, którzy w ostatnich dniach przesłali mi swoje sugestie, rady, wskazania (także te krytyczne), ale również którzy zapewniali mnie o pamięci w modlitwie. Nie mam wątpliwości, że jedyną drogą do zmiany świata i Kościoła jest nawrócenie każdego z nas i życie w duchu ewangelicznej miłości. Kościół wspierają i bronią Go przed złem ci, którzy się modlą, dążą do świętości i troszczą o własne nawrócenie, a przede wszystkim ci, którzy kochają Boga i drugiego człowieka.

Na ten szczególny czas modlitwy za zmarłych i patrzenia na swoje życie w perspektywie spotkania z Bogiem z serca Wam błogosławię. Modlę się za Was i o modlitwę proszę.

+ Józef Kupny

Arcybiskup Metropolita Wrocławski

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję