Reklama

Komentarze

Pomiędzy misją i... łajdactwem

Możliwości szkodzenia Polsce i Polakom ma środowisko dziennikarskie niezwykłe. Jego stan rzutuje na kondycję intelektualną wielu naszych rodaków

Zawsze drwiłem sobie z autorów, którzy roztrząsali meandry istnienia własnego środowiska. Nudzili mnie także prorocy wymyślający sztuczne problemy, aby potem genialnie je rozwiązywać. Poproszę jednak o zmniejszony wymiar kary, gdyż właśnie mam się zająć polskim środowiskiem dziennikarskim. Nie czynię tego tylko z takiego powodu, iżbym uznawał, że jest to środowisko wyjątkowe i należy mu poświęcać wiele uwagi. Wręcz przeciwnie: uważam, że im mniej roztrząsa się dziennikarskie fanaberie, tym lepiej dla ogółu.

Temat się jednak pojawia, możliwości bowiem szkodzenia Polsce i Polakom ma to środowisko niezwykłe – i niestety, jego stan rzutuje na kondycję intelektualną wielu naszych rodaków. Od lat działam w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich i muszę wyznać, że tak źle jak teraz jeszcze chyba nie było, i to od czasów nieświętej pamięci komuny. Dziś uczciwego dziennikarza można szukać ze świecą, a ciśnięte nam nachalnie przed oczy „wzorce” są tak łajdackie, że nieprzyzwoicie jest nawet o nich wspominać. Większość naszego „dziennikarstwa” podzieliła się na dwa ideologiczne fronty i zawzięcie, bez dbania o podstawowe reguły zawodu, ostrzeliwuje się nawzajem. Tworzy sytuację jak z okopów I wojny światowej, kiedy to miesiącami walczące strony okładały się wszelką bronią, aż dochodziło do monstrualnego wyniszczenia wszystkiego wokół, ich samych nie wyłączając. Dziennikarze poczuli, że po prostu wymaga się od nich tego: mają być kreatorami wydarzeń politycznych. Często nie ukrywają zresztą takiej działalności i bezwstydnie naginają fakty lub tworzą fakty pozorne. Nie piszę tego wszystkiego, aby lamentować nad upadkiem rangi i misji zawodu, wszak bez dziennikarzy świat też istniał i całkiem udanie sobie radził. Dziś jednak – w dobie skondensowanej bomby informacyjnej wiszącej nad naszymi głowami – akcenty tak się przesunęły, że bez globalnego informowania nie można sobie radzić z wieloma problemami. Rzecz w tym, że owo informowanie jest coraz bardziej zafałszowane i manipulacyjne, i to już u samego źródła.

Przyjrzyjmy się konkretnym przypadkom. Oto wybucha tzw. afera Rywina. Moc „Gazety Wyborczej” była wtedy nieporównanie większa niż – szczęśliwie – dziś. Przed publicznością odsłania się kuchnia przygotowywania ustawy, która ma doprowadzić do tego, że kilka środowisk podzieli się absolutną władzą nad przekazem informacji. Napiętnowany zostaje Lew Rywin wraz z powiązanym z nim środowiskiem łączonym z Leszkiem Millerem. Przy okazji na jaw wychodzą zapędy środowiska Adama Michnika, który upatrzył dla siebie rolę niepodważalnego proroka i ma zamiar dyktować Polakom, co jest dobre, a co złe i jakie w naszym kraju mają panować reguły działania. Sprawa jest rozbierana na czynniki pierwsze. Nie ma właściwie oficjela ani celebryty, który nie czułby się w obowiązku wypowiedzieć swojego zdania na ten temat. W niesławie bledną gwiazdy Włodzimierza Czarzastego, Roberta Kwiatkowskiego i Aleksandry Jakubowskiej, dostaje się też boleśnie idolom z „Gazety Wyborczej”. Po Rywinie wielu twierdzi, że już nigdy nie będzie tak jak na początku istnienia Republiki Okrągłego Stołu. Mija nieco czasu i dziś Leszek Miller jest europarlamentarzystą, Włodzimierz Czarzasty – wicemarszałkiem Sejmu, Robert Kwiatkowski –posłem, a Aleksandra Jakubowska stała się wziętą publicystką obozu „dobrej zmiany”. Wniosek z tego taki: albo była to jedynie kłótnia w rodzinie, która potem jakoś – niewidocznie dla publiczności – się pogodziła, albo też to, co wtedy jeszcze budziło oburzenie, teraz stało się obowiązującą normą. Wiele hałasu o nic.

Reklama

Inny przykład: dziennikarska para Anna Marszałek i Bertold Kittel zdobywa wszelkie możliwe laury i kolejno niszczy kariery i publiczne wizerunki wielu znanych osób, m.in. czołowych polityków obozu patriotycznego: Romualda Szeremietiewa i bardzo obiecującego wówczas wojewody śląskiego, działacza Solidarności Marka Kępskiego. Po latach dziennikarze przegrywają procesy z Szeremietiewem, który udowadnia im konfabulacje i bezpodstawne pomówienia. Anna Marszałek ucieka z zawodu i chowa się w Najwyższej Izbie Kontroli, w której pracuje do dziś, a Kittel nadal bryluje w TVN. Co więcej, znów poczyna sobie coraz bardziej śmiało. Tworzy nowy rodzaj dziennikarstwa – szczególnie widać to w jego, nagradzanym wielokrotnie, „reportażu” o świętowaniu w śląskim lesie urodzin Adolfa Hitlera. Nic nie znaczą publikowane szeroko wątpliwości dotyczące kulis powstania tego „dzieła” ani nawet zdjęcia operatora Kittela z dłonią uniesioną w nazistowskim pozdrowieniu. Rusza – wyglądająca na dobrze zaplanowaną – kampania przypisywania Polsce antysemityzmu i pobłażania dla rzekomo odradzającego się nazizmu. Nieważne stają się fakty i ujawniane manipulacje, które towarzyszyły powstawaniu tego materiału. Rozochocony nowym sukcesem Kittel pędzi dalej: tworzy reportaż przedstawiający prezesa Najwyższej Izby Kontroli jako niemal sutenera, który patronuje hotelowi „na godziny” w swojej kamienicy. Znów rusza ogromna kampania zniesławiająca, tym razem Mariana Banasia. Wzorce są już sprawdzone, nic więc dziwnego, że w końcu odzywa się Romuald Szeremietiew i przypomina, jak kłamstwa Kittela zniszczyły życie jego rodzinie.

Sprawdzony wzór postępowania – najpierw propagandowy materiał, a potem przygotowana zawczasu kampania niszczenia człowieka. Kittelowi jednak tego jest mało (czy aby jemu, czy może tym, którzy traktują go jak cyngiel dobrze naoliwionego pistoletu?). Publikuje następne swoje odkrycia – teraz chce ubłocić b. premier Beatę Szydło. Oskarża ją o znajomość z gangsterami i nazistami. Tym razem jednak udaje się nieco gorzej, sam autor musi bowiem przyznać, że przypadkowe zdjęcia nie świadczą ani o poglądach, ani tym bardziej o sugerowanej bliższej znajomości pani premier z nieciekawymi osobami. Ale Kittel bryluje, prawdopodobnie niedługo otrzyma kolejne dziennikarskie nagrody. Jest skuteczny i potrafi dopiec politykom. Oczywiście, tylko wybranej – przez jego mocodawców – opcji politycznej. Pytanie: czy to jest jeszcze dziennikarstwo, czy już działanie na zamówienie, uprawianie propagandy, i to w najobrzydliwszym jej odcieniu?

Oczywiście, mogę także przytoczyć bardzo złe przykłady działań wobec TVN i „Gazety Wyborczej” – tu pojawia się cała gama materiałów publicznej TVP. Zasmuca fakt, że tzw. media dobrej zmiany uznały, iż brak zasad po stronie przeciwnej zwalnia je z dbałości o podstawowe reguły dziennikarskiego rzemiosła. Skoro oni kłamią i manipulują, to my będziemy im odpowiadać podobną monetą – wydaje się, że w praktyce tak twierdzą szefowie mediów wspierających rząd. Powstaje jednak pytanie: gdzie w tym wszystkim jest interes publiczności? Gdzie jest prawo obywateli do rzetelnej i niepodszytej propagandowym sosem informacji?

Reklama

Kiedy usiłuję czasem rozpoczynać dyskusję na ten temat, to w większości przypadków widzę zdziwione spojrzenia, tak jakby moi rozmówcy zastanawiali się nad tym, czy aby czasem nie spadłem z księżyca. Mówienie o misji zawodu dziennikarza, o konieczności powstrzymywania się od środowiskowego konformizmu natrafia na wzruszenie ramion. Niezależni dziennikarze mają coraz gorszy żywot i najczęściej szybko się zniechęcają do uprawiania zawodu. Osobną sprawą są standardy kształcenia przyszłych adeptów dziennikarstwa. Proszę spojrzeć, do kogo trafiają tzw. MediaTory, czyli nominalnie nagrody przyznawane przez studentów dziennikarstwa. Trwa pęd do szybkiego wyrobienia sobie znanego nazwiska i czerpania z tego tytułu wszelkich możliwych korzyści. Obiektywizm, wolność, niezależność nie są dziś przez środowisko dziennikarskie uznawane za wiodące wartości. Właściwie trudno nawet mówić o „polskim środowisku dziennikarskim”. Istnieją niekomunikujące się ze sobą grupy wpływów. Gdyby dziś zapytać o to, kto jest teraz w Polsce niekwestionowanym autorytetem, odpowiedź byłaby smutna. Nie istnieją mistrzowie, nie ma szkół, nie ma wzorców. Jest powszechna praktyka przyznawania sobie nienależnych przywilejów i profitów. Może to ogólnoświatowa tendencja? Trochę na pewno... ale jednak w wielu krajach co i rusz wybuchają afery związane z nierzetelnością różnych dziennikarzy. Takie postawy są tam piętnowane. Czy zatem świat pozostał w tyle za Polską? A może warto wrócić do źródeł dziennikarskiej misji? Może to ma jeszcze głębszy sens?

2019-11-26 12:17

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kot to nie alibi

2020-03-31 14:49

Niedziela Ogólnopolska 14/2020, str. 8

[ TEMATY ]

felieton

koronawirus

Adobe Stock

Jest nam źle. Musimy – przynajmniej duża część z nas – siedzieć w domach, nie wychodzić. Chyba że – góra – w dwie osoby, z psem, po zakupy i do pracy, jeśli jeszcze dycha, lub do szpitala zakaźnego. Nawet wyprowadzenie kota nie stanowi dobrego alibi dla pana policjanta, bo przecież kot nie lubi wychodzić, żadna pandemia go nie rusza.

Jeszcze gorzej mają ci, którzy oprócz zakazu wychodzenia (nawet z kotem) mają jeszcze nakaz siedzenia bykiem w dwutygodniowej, domowej kwarantannie. Wtedy nie zajrzy do nich nawet pies z kulawą nogą ani pan policjant. Trzeba mu się tylko okazać na wezwanie w oknie i pomachać, że to my. Chyba że nie mają w domu niczego do skonsumowania. Wtedy – zapewniają nas w telewizji – mogą poprosić pana policjanta o zakupy i on te zakupy do skonsumowania zrobi. Nie kręcąc nosem, a przynajmniej nikt tego nie zobaczy, bo nos będzie miał ukryty w maseczce.

Ale już zupełnie źle mają ci, którzy nie wychodzą, nie wyprowadzają, pokazują się tylko w oknach, a dodatkowo zapowiedziano im, żeby od 1., 10., 15. już nie przychodzili do pracy, bo nie mają nic do roboty, a oni nie mają im czym płacić. Przecież nie będą wypłacać np. w cegłach czy formularzach i skoroszytach, które zapełniają.

Ale co tam, że jest nam źle. Naprawdę źle musi być panom z KO-PO, że chcieli koniecznie przyjść do Sejmu – i innych do tego zmusili – na prawie pewną, acz odłożoną śmierć. Jak im musi być źle bez tych stołków, fuch, bez tej władzy, że na śmierć do Sejmu, jak do nieba, czwórkami szli.

Ale co tam, że im jest źle. Jeszcze gorzej mają ci, którzy muszą i jeszcze długo będą musieli żyć bez meczów, tabel, wyników, transmisji, bez tego, co rzucił napastnik o trenerze, a trener o obrońcy. Oni już wiedzą, że liga nie zostanie dokończona, a rozgrywki utknęły i nikt ich nie ruszy. Ba! Euro 2020 i Igrzysk w tym roku nie będzie, nie ma mistrza Polski w siatkówce, a Stoch czy choćby Kubacki nie wylądowali na złocie, srebrze czy brązie!? Jak tu żyć?

CZYTAJ DALEJ

Jak przeżywać Wielki Tydzień

Niedziela wrocławska 13/2010

[ TEMATY ]

Wielki Tydzień

Bożena Sztajner/Niedziela

Przed nami wyjątkowy czas - Wielki Tydzień. Głębokie przeżycie i zrozumienie Wielkiego Tygodnia pozwala odkryć sens życia, odzyskać nadzieję i wiarę. Same Święta Wielkanocne, bez prawdziwego przeżycia poprzedzających je dni, nie staną się dla nas czasem przejścia ze śmierci do życia, nie zrozumiemy wielkiej Miłości Boga do każdego z nas. Wiele rodzin polskich przeżywa Święta Wielkanocne, zubożając ich treść. W Wielkim Tygodniu robi się porządki i zakupy - jest to jeden z koszmarniejszych i najbardziej zaganianych tygodni w roku, często brak czasu i sił nawet na pójście do kościoła w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek. Nie pozwólmy, by tak stało się w naszych rodzinach.

Niedziela Palmowa

Wielki Tydzień otwiera Niedziela Palmowa. Nazwa tego dnia pochodzi od wprowadzonego w XI w. zwyczaju święcenia palm - liturgia bowiem wspomina uroczysty wjazd Jezusa do Jerozolimy, bezpośrednio poprzedzający Jego Mękę i Śmierć na Krzyżu. Witające go tłumy rzucały na drogę płaszcze oraz gałązki, wołając: „Hosanna Synowi Dawidowemu”.
Palmy w Polsce zastępują często gałązki wierzbowe z baziami. Po ich poświęceniu zatyka się je za krzyże i obrazy, by strzegły domu od nieszczęść i zapewniały błogosławieństwo Boże. Jak wspomina pani Krystyna Kolbuszowska z Trzebnicy, tradycje Niedziel Palmowej są bardzo bogate: - Pamiętam, jak uroczyście przeżywano Niedzielę Palmową na Kresach. Tato, po porannej Mszy św. i po poświęceniu przygotowanych przez nas palm, szedł na pola i wtykał gałązki w ziemię, by Pan Bóg strzegł zasiewów i plonów przed gradem, suszą i nadmiernym deszczem. Mama zatykała je też za wszystkie święte obrazy w domu, by zapewniały błogosławieństwo Boże. Potem był uroczysty obiad i wspólne czytanie Pisma Świętego. Rodzice tłumaczyli mnie i mojemu rodzeństwu, że zaczął się najważniejszy tydzień w roku, że przed nami wielkie święta. Wielka szkoda, że dziś te tradycje zanikają, chociaż wiem, że na Dolnym Śląsku są jeszcze rodziny, szczególnie te z kresowymi korzeniami, które starają się je kultywować.

Wielki Poniedziałek

Poniedziałek, wtorek i środa Wielkiego Tygodnia są dniami szczególnie poświęconymi sakramentowi pojednania - nie wyróżniają się niczym, jeśli chodzi o liturgię. Warto więc, jeżeli ktoś nie zrobił tego do tej pory, udać się wtedy do konfesjonału, by oczyścić serce. - Nie zostawiajmy spowiedzi na ostatnią chwilę - przekonuje ks. inf. Adam Drwięga, proboszcz wrocławskiej katedry. - Jak najwcześniej skorzystajmy z sakramentu pokuty w naszych parafiach. Kiedy wierni spowiadają się w czasie Triduum Paschalnego, nie mają szans na głębokie przeżycie tych wyjątkowych liturgii. Stoją w długich kolejkach, nie skupiają się na celebracji, nie wchodzą w ten szczególny czas. A naprawdę inaczej się przeżywa Święta, kiedy Chrystus Zmartwychwstały jest w nas.

Wielki Wtorek

Dla niektórych Wielki Wtorek niczym nie różni się od pozostałych dni w roku, ale są osoby, takie jak psycholog Elżbieta Łozińska, dla których to czas wyjątkowy: - Jak sama nazwa wskazuje Wielki Tydzień obejmuje siedem dni, nie tylko Triduum Paschalne. Dlatego u nas Święta rozpoczynają się od początku tygodnia. Skupiamy się na modlitwie, na rozmowach, dobrej lekturze. To dla czas przygotowania, nie tylko domu, stołu, potraw, ale przede wszystkim czas przygotowania naszych serc na przyjście Chrystusa. Staramy się wyciszać, nie słuchać radia czy innych mediów, dzieciom opowiadamy o Triduum Paschalnym, o Wielkanocy. Przygotowujemy dla nich specjalną lekturę - w tym roku będzie nam w Wielkim Tygodniu towarzyszyć książka „Na koniec świata”, opowiadająca prawdziwą historię Antka, który miał zaledwie sześć lat, kiedy zmarł na chorobę nowotworową. Antek odszedł w trakcie Oktawy Wielkanocnej. Towarzyszył Jezusowi w Jego cierpieniu i śmieci, wziął udział również w Jego Zmartwychwstaniu.

Wielka Środa

Warto tak rozłożyć swoje obowiązki, by w Wielką Środę nie zajmować się już porządkami i nie biegać po sklepach, ale przygotowywać się do głębokiego wejścia w Triduum Paschalne. Dla Barbary Nonckiewicz, mamy siódemki dzieci, Wielka Środa to czas skupienia i wyciszenia: - Zawsze tak rozplanowywałam obowiązki, by na Wielką Środę zostały już tylko niezbędne rzeczy do zrobienia. W ten dzień całą rodziną staramy się pościć i wyciszać przed wielką tajemnicą Triduum Paschalnego. To dobry czas, by wytłumaczyć dzieciom znaczenie następnych dni, by przygotować je do udziału w obchodach świątecznych. Wielka Środa to taki ostatni dzwonek wzywający do skupienia się na tym, co naprawdę ważne.

Wielki Czwartek

Zupełnie inaczej przeżywa się Poranek Wielkanocny, gdy poprzedziło go uczestnictwo w liturgii Triduum Paschalnego. To dla chrześcijanina najważniejsze dni w roku. W Wielki Czwartek obchodzimy święto kapłanów, ponieważ w tym dniu w czasie Ostatniej Wieczerzy został ustanowiony sakrament kapłaństwa oraz sakrament Eucharystii. Warto te wszystkie ważne rzeczy wyjaśniać naszym dzieciom: - Przed pójściem na wieczorną Mszę św. rozmawiamy z naszym pięcioletnim synkiem Jasiem i opowiadamy, że ksiądz będzie ubrany na biało, ponieważ jest to dzień ustanowienia Najświętszego Sakramentu oraz sakramentu kapłaństwa - mówi Katarzyna Stasiak z Oleśnicy. - Razem z mężem staramy się mu wyjaśnić, co stało się w Wieczerniku w czasie Ostatniej Wieczerzy i że to na tę pamiątkę odprawia się dziś w kościele Mszę św. Zostajemy również przez chwilę przy ołtarzu adoracji, by Jasiu mógł z bliska zobaczyć Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. To dla nas i dla naszego synka wieczór w kościele pełen wrażeń i głębokich przeżyć.

Wielki Piątek

Dzień Męki i Śmierci Chrystusa. Niech w tym dniu będzie w naszym domu cisza pozwalająca przeżyć Misterium Męki i Śmierci Jezusa. O godzinie 15.00, godzinie śmierci Pana Jezusa, uklęknijmy z rodziną, by się wspólnie pomodlić - może to właśnie będzie najodpowiedniejszy moment, aby przedłożyć Bogu największą prośbę rodziny. Postarajmy się w domu w centralnym miejscu wyeksponować krzyż na białym obrusie. Warto tego dnia wyłączyć radioodbiorniki, telewizory czy komputery. Obowiązuje post ścisły, a więc nie tylko jakościowy, ale i ilościowy. Jeżeli jest to możliwe, weźmy tego dnia udział w parafialnej Drodze Krzyżowej. Wieczorem gromadzimy się na liturgii wielkopiątkowej - jest ona długa, ale bardzo bogata i piękna: Liturgia Słowa poprzedzona procesją i leżeniem krzyżem przez kapłanów przed obnażonym ołtarzem, uroczysta adoracja krzyża, komunia i procesjonalnie przeniesienie Najświętszego Sakramentu do Grobu Pańskiego. Pamiętajmy, by udać się na adorację Grobu Pańskiego. To wielkopostne pielgrzymowanie ma swoje korzenie w Jerozolimie, gdzie gromadzono się w miejscach Męki Chrystusa, aby Mu duchowo towarzyszyć od Wieczernika i Góry Oliwnej, aż do miejsca jego Grobu. W Polsce ten zwyczaj jest pielęgnowany od XIV w.

Wielka Sobota

Jest dniem spoczynku Pana Jezusa w Grobie. To nie dzień żałoby, ale powinien być wypełniony zadumą nad cudem Zmartwychwstania. To właśnie dzisiaj jest tak ukochane przez wszystkie dzieci święcenie pokarmów. Niestety dzieci, które są przyprowadzane do kościoła tylko raz w roku, właśnie z koszyczkiem „do pokropienia”, pytają, dlaczego Jezus leży w grobie i niewiele rozumieją z odpowiedzi. - Poranek Wielkiej Soboty to dla naszych dzieci czas szczególny - opowiada pani Barbara. - Od rana zajmują kuchnię, malują pisanki, przygotowują koszyczek. Potem wielkie mycie, ubieranie i można z dumą iść na święconkę do kościoła. Wtedy też nawiedzamy Jezusa w grobie, z nadzieją w sercu czekając na jutrzejsze Zmartwychwstanie.
Po zapadnięciu zmroku rozpoczynają się obchody Wigilii Paschalnej - jest to najbardziej uroczysty wieczór w roku liturgicznym. Wigilia Paschalna nie jest częścią Wielkiej Soboty, jej radosna liturgia należy już do obchodów Dnia Zmartwychwstania. Obchód Wigilii Paschalnej składa się z czterech części: Liturgii Światła, Liturgii Słowa, Liturgii Chrzcielnej i Liturgii Eucharystycznej. W czasie Liturgii Światła kapłan przed kościołem poświęca ogień, odpala paschał, wnosi uroczyście światło do ciemnego kościoła i śpiewa Orędzie Paschalne. W drugiej części są czytane fragmenty Pisma Świętego, w których rozważamy, co Bóg uczynił dla nas od początku świata. Podczas Liturgii Chrzcielnej ksiądz dokonuje poświęcenia wody, a wierni odnawiają przyrzeczenia chrzcielne. Odnowieni biorą udział w Mszy Paschalnej, w czasie której zabrzmią wszystkie dzwony i dzwonki.
Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielka Sobota z Niedzielą Paschalną są dniami szczególnie bogatymi w obchody liturgiczne. Warto w pełni z tego bogactwa skorzystać. Jest to wspaniały dar Kościoła, który może ubogacić naszą rodzinę i zbliży nas do Chrystusa. Dzięki głębokiemu przeżyciu Wielkiego Tygodnia, zanurzeniu się w tajemnicę Bożej Miłości, mamy szansę rzeczywiście odnowić nasze życie, odnowić naszą wiarę i nawrócić się do Boga.

CZYTAJ DALEJ

Kraków: błogosławieństwo relikwiami Krzyża Świętego

2020-04-06 21:45

[ TEMATY ]

Kraków

błogosławieństwo

mogila.cystersi.pl

W Wielką Środę relikwiami Krzyża Świętego, przechowywanymi w Sanktuarium Krzyża Świętego w Krakowie-Mogile, pobłogosławi mieszkańców dzielnicy kustosz sanktuarium i proboszcz mogilskiej parafii o. Wincenty Zakrzewski OCist. Sanktuarium w Mogile jest najstarszym i najsłynniejszym w Polsce ośrodkiem kultu Pana Jezusa Ukrzyżowanego.

Ojciec Zakrzewski podkreśla, że choć czas pandemii to dla wszystkich czas próby, jednak może to być też czas łaski, który należy dobrze wykorzystać.

W Wielką Środę o 15.00 mieszkańcy parafii św. Bartłomieja Apostoła w Mogile połączą się duchowo na modlitwie koronką do Bożego Miłosierdzia, dokonają aktu pojednania w rodzinie oraz aktu żalu doskonałego, by w ten sposób oczyścić serca i przygotować je na przeżycie Paschy Chrystusa. Proboszcz mogilskiej parafii w tym czasie uda się z relikwiami Krzyża Świętego, „by pobłogosławić wszystkie osiedla parafii, by to błogosławieństwo objęło wszystkie domostwa”.

O kulcie relikwii Krzyża Świętego w mogilskim sanktuarium donosiła prasa w pierwszej połowie XX w. W archiwum klasztornym nie zachował się jednak dokument potwierdzający autentyczność relikwii. Stąd od 1961 roku opactwo posiada już potwierdzoną, sporą cząstkę relikwii Krzyża Świętego pochodzącą z bazyliki Santa Croce w Rzymie, która pozostaje pod opieka tamtejszych cystersów. W maju 2008 roku relikwia Krzyża Świętego została oprawiona w nowy, mosiężny i złocony relikwiarz, ufundowany przez Jadwigę Wujecką.

Mogilskie sanktuarium od początku swego biskupiego posługiwania w Krakowie często nawiedzał Karol Wojtyła. W roku 1974 zapoczątkował tradycję pielgrzymek pokutnych wiernych Krakowa do cysterskiego sanktuarium.

„Otrzymaliśmy znak, że na progu nowego tysiąclecia w te nowe nadchodzące czasy i nowe warunki wchodzi na nowo Ewangelia. Że rozpoczęła się nowa ewangelizacja, jak gdyby druga, a przecież ta sama co pierwsza. Dziękujemy dzisiaj przy Krzyżu mogilskim, a zarazem przy Krzyżu nowohuckim za tamten nowy początek ewangelizacji, który tutaj się dokonał, i prosimy wszyscy, ażeby był tak samo owocny - owszem, jeszcze bardziej owocny niż pierwszy” - powiedział w Mogile Jan Paweł II podczas pierwszej pielgrzymki do ojczyzny.

Wtedy użył też po raz pierwszy określenia „nowa ewangelizacja”.

Cysterskie opactwo w Mogile powstało w XIII wieku. Znajduje się tutaj otaczany kultem wizerunek Jezusa Ukrzyżowanego, sięgający najpewniej czasów króla Kazimierza Wielkiego. Mogilski krzyż nazywany jest „łaskami słynącym”, o czym świadczą liczne wpisy do sanktuaryjnych ksiąg i zostawiane przy nim wota.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję